netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Jak pomóc mojemu mężczyźnie?

5 odpowiedzi1 629 wyświetleńzałożony przez amelyye, 10.01.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak pomóc mojemu mężczyźnie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Jak pomóc mojemu mężczyźnie?

Jestem w związku, który nie ma długiego stażu, ale jest bardzo intensywny i udany. Zaczęliśmy ze sobą mieszkać praktycznie po 2 miesiącach związku, planujemy wspólną przyszłość... Dbamy o siebie... W końcu jestem naprawdę szczęśliwa i spełniona.

Wszystko byłoby w porządku gdyby nie - trochę według mnie - wyolbrzymione problemy mojego faceta.

Niejednokrotnie wspominał, że ma duży żal do rodziców. Mianowicie, mimo cudownego, sielankowego dzieciństwa, później coś w ich rodzinie pękło. Twierdzi, że małżeństwo jego rodziców istnieje tylko w teorii. Że całkowicie sie nie kochają i ze wolałby żeby sie rozwiedli niż zeby tak udawali, ze wszystko jest okej, tylko po to aby chronic dzieci i tylko dlatego bo nie mają odwagi się rozstać. Mój mezczyzna ma 27 lat, a totalnie nie umie odciąć sie od problemów rodziców. Przekłada je na nasze zycie. Jest niesamowicie zfrustrowany gdy pojawia się ich temat, potrafi wybuchnąć furią, obwinia się (!). Całą winę za ich nieszczęście, z niewiadomych przyczyn bierze na siebie. Mówi, że za każdym razem gdy słyszał kłótnie rodziców, nie był w stanie tego wytrzymać i czuł ze to jego wina.
Nie wiem nic więcej na ten temat. Bardzo powoli i stopniowo otwiera się na tematy rodzinne.

Kolejnym problemem jest jego sytuacja finansowa. Jak na swój wiek naprawdę dobrze zarabia. Sporo ponad średnią krajową. W moich oczach jest bardzo zaradną osobą. Ale on mówi, że żyje z miesiąca na miesiąc i czuje się beznadziejny. Nie umie odłożyć ani zlotowki, bo co chwile są jakies koszty. A to trzeba kupić to, a tam załatwić coś innego.. Mówi, że chciałby mnie rozpieszczać, chciałby móc powiedzieć spontanicznie np. "kochanie, chodźmy do restauracji", a tymczasem nie ma zazwyczaj takich możliwości. Cholernie go to tłamsi, mimo że go zapewniam, że jestem szczęśliwa z tego jak jest. On się czuje (mimo że nie daje mu takich podstaw) niewystarczający dla mnie, mówi, że każdy inny by był lepszy.
Ponadto czuje, że jest w tym samym miejscu, w którym był kilka lat wstecz. Nie czuje progresu. Teraz rozkręca firmę ze szwagrem i tłumaczę mu, że wszystko malutkimi kroczkami i w swoim czasie. Ale on reaguje wybuchem złości.

Dwa wyżej wymienione problemy doprowadziły do tego, że przyznał mi się, że często ma myśli, że chciałby umrzeć. Już od dawna. Nawet zanim mnie poznał. Jest głęboko uczuciową i mocno przeżywającą wszystko osobą. Mówił nawet o tym, jak wyobrażał sobie, że chciałby umrzeć. Na początku nie przywiązywałam do tego aż takiej wagi, bo każdy ma gorsze dni, każdy ma problemy.. Ja też miewam czarne myśli. Ale u niego to zaczęło nabierać na sile. Coraz częściej zaczął wspominać, że nie widzi sensu życia, że na niczym oprócz mnie mu nie zależy.
Najgorzej jest po alkoholu - gdy sie napije, to potrafi gadać mi takie głupoty, że mi samej odechciewa sie żyć....

Twierdzi, że tylko ja trzymam go przy życiu. Mówi, ze jestem jego wszystkim i gdyby nie ja to totalnie by się już załamał. Że jestem jego jedynym szczęściem.
W tym wszystkim, mimo tych depresyjnych stanów, snuje ze mną plany na przyszłość. Chce stworzyć, jak to mówi "inny związek niż mają jego rodzice".

Jednocześnie nie chce iść do specjalisty. Nie chce iść na terapię, choć uważam, że powinien. Mówi, że ciężki okres minie, że po prostu musi mi mniej mówić, bo ja niepotrzebnie się zamartwiam. Naprawdę go kocham i dla mnie nie jest normalne to, co mówi. Tym bardziej, że widzę że szuka ucieczki od problemów, ulgi.
Na co dzień niby funkcjonuje normalnie, często podkreśla, jak cieszy się że mnie ma, widzę, że jest ze mną szczęśliwy.
Ale pózniej siada i mówi o tym jak bardzo chciałby umrzeć, ale wie, że za wiele osób by zranił. Pęka mi serce.


Proszę o poradę bo naprawde nie chcę go stracić. I bynajmniej nie chodzi mi o to, że jego "pragnienia" się ziszczą i że zrobi to o czym mówi.
Nie chcę go stracić jako partnera. Boje się, że pewnego dnia to ja nie wytrzymam. Albo on zrobi coś, byc moze nie teraz, ale np za 3-5 lat, co zniszczy naszą potencjalna rodzinę.

Nie wiem czy mam czekać, może faktycznie dać mu po prostu czas, chwilę odetchnienia... czy może interweniować? Jestem w tym wszystkim zagubiona.


Dziękuję z góry za każde wymienione doświadczenie, wskazówkę czy poradę.

2

Odp: Jak pomóc mojemu mężczyźnie?

Wygląda to na zaburzenie afektywne jednobiegunowe. Sami sobie z tym nie poradzicie. Tak czy siak wiadomo jaką wartość mają diagnozy internetowe. Nie ma co się oglądać i trzeba iść do specjalisty.

3

Odp: Jak pomóc mojemu mężczyźnie?

Proponuje rozmowę ze mną.... to Ci postaram się pomóc w tym temacie..

4 Ostatnio edytowany przez Panna Szafranna (2016-01-10 10:26:05)

Odp: Jak pomóc mojemu mężczyźnie?

Twój facet potrzebuje terapii.

Wiem, że wiele osób ma blokadę w tym temacie, uważa, że do psychiatry chodzą tylko czubki - a on przecież prowadzi firmę, ma partnerkę, jest więc normalnym człowiekiem. Może tylko odrobinę bardziej zestresowanym, niż przeciętny Kowalski. Ale to minie.

To bzdura. Wspominanie o samobójstwie, to bardzo zły znak. To takie mimowolne i podświadome wołanie o pomoc - wielu z tych, co się próbują targnąć na życie, wcześniej o tym mówi. Ja cię naprawdę nie chcę straszyć - po prostu chcę ci uświadomić, że problem jest realny, twój partner sam sobie nie pomoże, a tkwienie przy nim i "wsparcie psychiczne" nie jest wyjściem ani dla ciebie, ani dla niego. Nie uleczysz go samą swoją obecnością, a jemu też to samo nie przejdzie. On potrzebuje lekarza. Ty też potrzebujesz pomocy psychologa, bo bycie z osobą z zaburzeniami psychicznymi jest wyczerpujące emocjonalnie.

5

Odp: Jak pomóc mojemu mężczyźnie?
Panna Szafranna napisał/a:

Twój facet potrzebuje terapii.

Wiem, że wiele osób ma blokadę w tym temacie, uważa, że do psychiatry chodzą tylko czubki - a on przecież prowadzi firmę, ma partnerkę, jest więc normalnym człowiekiem. Może tylko odrobinę bardziej zestresowanym, niż przeciętny Kowalski. Ale to minie.

To bzdura. Wspominanie o samobójstwie, to bardzo zły znak. To takie mimowolne i podświadome wołanie o pomoc - wielu z tych, co się próbują targnąć na życie, wcześniej o tym mówi. Ja cię naprawdę nie chcę straszyć - po prostu chcę ci uświadomić, że problem jest realny, twój partner sam sobie nie pomoże, a tkwienie przy nim i "wsparcie psychiczne" nie jest wyjściem ani dla ciebie, ani dla niego. Nie uleczysz go samą swoją obecnością, a jemu też to samo nie przejdzie. On potrzebuje lekarza. Ty też potrzebujesz pomocy psychologa, bo bycie z osobą z zaburzeniami psychicznymi jest wyczerpujące emocjonalnie.

Jak najbardziej zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Choć on mnie przekonuje, że zagrożenie nie jest realne - "no co Ty, nie mam odwagi, przecież się nie zabiję..."
No ale sam fakt, że mu takie rzeczy przychodzą do głowy mnie przeraża. I tak, jest to wyczerpujące emocjonalnie.

Tylko jak przekonać kogoś do terapii? On jest totalnie anty....

6

Odp: Jak pomóc mojemu mężczyźnie?

Własnym doświadczeniem ci nie bardzo pomogę. Jak zaczęłam czuć, że moja psychika (w dużej mierze problemy wyniesione z domu - toksyczny związek rodziców, rozstanie, matka-bluszcz w pewnym stopniu, ojciec-kometa co pojawiał się w moim życiu co jakiś czas i prędko znikał) rozwala mi życie naukowe, zawodowe i przede wszystkim uczuciowe, że zaczynam tracić kontrolę nad sytuacją i sama nie widzę z niej wyjścia - to poszłam do psychiatry z własnej, nieprzymuszonej woli. I to była dobra decyzja, leczenie bardzo mi pomogło, dziś funkcjonuję normalnie.

Widzę dwie drogi - albo poszukaj kogoś wśród znajomych, kto chodzi na terapię i spróbuj swojego faceta przekonać przykładem, że leczenie psychiatryczne nie jest zarezerwowane dla czubków.

Albo postaw sprawę na ostrzu noża - on się leczy, bo jak nie, to ty odchodzisz. To nie jest szantaż, to jasne określenie swojej postawy wobec jego problemów (pod warunkiem, że jesteś gotowa na ten krok, a nie skończy się tylko na groźbie). Zrozum - sama twoja obecność, wsparcie i miłość go nie uleczą. Nie miej wyrzutów sumienia i nie daj sobie wmówić, że twoim obowiązkiem moralnym jest mu pomóc, że jakbyś kochała, to byś nie zostawiła. To tak nie działa. Pomagać i wspierać można (i trzeba) człowieka, który walczy ze swoim problemem. Jeśli osoba problem neguje, a ty starasz się konsekwencje tego problemu załagodzić - tak naprawdę wspierasz problem. Poza tym, jak już pisałam, na dłuższą metę jego problemy odcisną się też na tobie (już zaczynasz je odczuwać), będą cię wyniszczać. Masz prawo zadbać o swoje zdrowie emocjonalne - a więc też opuścić środowisko, które powoli, dzień po dniu rujnuje ci psychikę.

Ty nie potrzebujesz na razie psychiatry, bo nie jesteś chora, ale proponuję wizytę u psychologa. I poinformowanie o tej wizycie partnera. Z jednej strony, psycholog pomoże ci poukładać twoje emocje i oczekiwania związane z problemami faceta. Z drugiej, być może podpowie ci, jak na twojego faceta wpłynąć żeby zaczął się leczyć. Z trzeciej, dla twojego faceta to będzie jasny komunikat (jeszcze jaśniejszy, jeśli powiesz to wprost) - że jego problemy psychiczne są też twoimi problemami, że wpływają bardzo destruktywnie na ciebie i że zmiana jest konieczna, jeśli wasz związek ma przetrwać.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak pomóc mojemu mężczyźnie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026