Jestem w związku, który nie ma długiego stażu, ale jest bardzo intensywny i udany. Zaczęliśmy ze sobą mieszkać praktycznie po 2 miesiącach związku, planujemy wspólną przyszłość... Dbamy o siebie... W końcu jestem naprawdę szczęśliwa i spełniona.
Wszystko byłoby w porządku gdyby nie - trochę według mnie - wyolbrzymione problemy mojego faceta.
Niejednokrotnie wspominał, że ma duży żal do rodziców. Mianowicie, mimo cudownego, sielankowego dzieciństwa, później coś w ich rodzinie pękło. Twierdzi, że małżeństwo jego rodziców istnieje tylko w teorii. Że całkowicie sie nie kochają i ze wolałby żeby sie rozwiedli niż zeby tak udawali, ze wszystko jest okej, tylko po to aby chronic dzieci i tylko dlatego bo nie mają odwagi się rozstać. Mój mezczyzna ma 27 lat, a totalnie nie umie odciąć sie od problemów rodziców. Przekłada je na nasze zycie. Jest niesamowicie zfrustrowany gdy pojawia się ich temat, potrafi wybuchnąć furią, obwinia się (!). Całą winę za ich nieszczęście, z niewiadomych przyczyn bierze na siebie. Mówi, że za każdym razem gdy słyszał kłótnie rodziców, nie był w stanie tego wytrzymać i czuł ze to jego wina.
Nie wiem nic więcej na ten temat. Bardzo powoli i stopniowo otwiera się na tematy rodzinne.
Kolejnym problemem jest jego sytuacja finansowa. Jak na swój wiek naprawdę dobrze zarabia. Sporo ponad średnią krajową. W moich oczach jest bardzo zaradną osobą. Ale on mówi, że żyje z miesiąca na miesiąc i czuje się beznadziejny. Nie umie odłożyć ani zlotowki, bo co chwile są jakies koszty. A to trzeba kupić to, a tam załatwić coś innego.. Mówi, że chciałby mnie rozpieszczać, chciałby móc powiedzieć spontanicznie np. "kochanie, chodźmy do restauracji", a tymczasem nie ma zazwyczaj takich możliwości. Cholernie go to tłamsi, mimo że go zapewniam, że jestem szczęśliwa z tego jak jest. On się czuje (mimo że nie daje mu takich podstaw) niewystarczający dla mnie, mówi, że każdy inny by był lepszy.
Ponadto czuje, że jest w tym samym miejscu, w którym był kilka lat wstecz. Nie czuje progresu. Teraz rozkręca firmę ze szwagrem i tłumaczę mu, że wszystko malutkimi kroczkami i w swoim czasie. Ale on reaguje wybuchem złości.
Dwa wyżej wymienione problemy doprowadziły do tego, że przyznał mi się, że często ma myśli, że chciałby umrzeć. Już od dawna. Nawet zanim mnie poznał. Jest głęboko uczuciową i mocno przeżywającą wszystko osobą. Mówił nawet o tym, jak wyobrażał sobie, że chciałby umrzeć. Na początku nie przywiązywałam do tego aż takiej wagi, bo każdy ma gorsze dni, każdy ma problemy.. Ja też miewam czarne myśli. Ale u niego to zaczęło nabierać na sile. Coraz częściej zaczął wspominać, że nie widzi sensu życia, że na niczym oprócz mnie mu nie zależy.
Najgorzej jest po alkoholu - gdy sie napije, to potrafi gadać mi takie głupoty, że mi samej odechciewa sie żyć....
Twierdzi, że tylko ja trzymam go przy życiu. Mówi, ze jestem jego wszystkim i gdyby nie ja to totalnie by się już załamał. Że jestem jego jedynym szczęściem.
W tym wszystkim, mimo tych depresyjnych stanów, snuje ze mną plany na przyszłość. Chce stworzyć, jak to mówi "inny związek niż mają jego rodzice".
Jednocześnie nie chce iść do specjalisty. Nie chce iść na terapię, choć uważam, że powinien. Mówi, że ciężki okres minie, że po prostu musi mi mniej mówić, bo ja niepotrzebnie się zamartwiam. Naprawdę go kocham i dla mnie nie jest normalne to, co mówi. Tym bardziej, że widzę że szuka ucieczki od problemów, ulgi.
Na co dzień niby funkcjonuje normalnie, często podkreśla, jak cieszy się że mnie ma, widzę, że jest ze mną szczęśliwy.
Ale pózniej siada i mówi o tym jak bardzo chciałby umrzeć, ale wie, że za wiele osób by zranił. Pęka mi serce.
Proszę o poradę bo naprawde nie chcę go stracić. I bynajmniej nie chodzi mi o to, że jego "pragnienia" się ziszczą i że zrobi to o czym mówi.
Nie chcę go stracić jako partnera. Boje się, że pewnego dnia to ja nie wytrzymam. Albo on zrobi coś, byc moze nie teraz, ale np za 3-5 lat, co zniszczy naszą potencjalna rodzinę.
Nie wiem czy mam czekać, może faktycznie dać mu po prostu czas, chwilę odetchnienia... czy może interweniować? Jestem w tym wszystkim zagubiona.
Dziękuję z góry za każde wymienione doświadczenie, wskazówkę czy poradę.