Witam
Na temat Tomka pisałam jakiś czas temu...
Nadal jesteśmy razem, od 1,5 roku.
On ma 40 lat, ja 33 lata. On kawaler, nigdy nie zaproponował wspólnego zamieszkania razem, siedzi w tym swoim m2 sam, po pracy tylko on, komputer, telewizor i smartfon. Smartfon i komputer to jego wielka tajemnica, wszędzie tylko piny i hasła jakby miał tam coś do ukrycia. Ja nie mam prawa przejrzeć nawet jego zdjęć na smartfonie i nie rozumiem dlaczego.
Do mnie przyjedzie na dwie godzinki, zaręczyć się ze mną nie chce a przecież zaręczyny nie znaczą od razu ślubu a wydaje mi się że jak się kogoś kocha to chce się być z tym kimś częściej niż tylko dwie godzinki w ciągu dnia, każdy człowiek pragnie i dąży do wspólnego zamieszkania ze sobą, ślubu, dzieci...
On nic nie robi w tym kierunku, gdy próbuję o tym porozmawiać zaraz się unosi.widać że temat dla niego jest niewygodny. Mieszkanie w którym mieszka jest niewyremontowane, mówiłam mu żebyśmy je zrobili i wspólnie zamieszkali to ma tysiące różnych wymówek by tego nie robić.
Ja wiem czego chcę, chcę mieć męża, dom, dzieci, być z nim na dobre i złe, budzić się i kłaść obok niego. Ale chyba nie mamy wspólnych priorytetów.
Może on po prostu nie wiąże ze mną przyszłości, tylko po co mówi że mnie kocha?
O co mu chodzi? Proszę o opinie..
Podobne tematy
Ty wiesz czego chcesz on nie wie a tekstami w stylu Kocham Cię trzyma cię w ryzach Jeśli dla niego ważniejsze jest smartfon, komp itd to niestety ale nie mieścisz się w jego planach, woli żyć na kocią łapę a ty jesteś potrzebna mu po to by na te 2h pogadać, posiedzieć a potem wracamy do tego co jest:) szukaj innego:)
Moim zdaniem szczerze powinnaś z nim porozmawiać o waszym spojrzeniu na przyszłośc. Obje musicie sobie wyjaśnić czego oczekujecie.
Przedewszystkim nie mozsz tracic gruntu pod nogami, kiedy on Mówi , że Cię kocha. Rozmowa na gruncie neutralnym, byłaby dobra.
4 2016-01-04 10:24:33 Ostatnio edytowany przez verdad (2016-01-04 10:29:55)
40 lat ma ?
A do tej pory co on ? Kawaler ? Rozwiedziony ? Byl w zwiazkach ?
A mamusia jego gdzie ?
Ale zreszta niewazne.Wazne jest to, ze on ma inne piorytety.
Ty powinnas miec kogos, dla kogo bedziesz na pierwszym miejscu.Nie chcialas, zeby ktos o Ciebie zabiegal ?
Mieszkanie wyremontowal.Swoje uczucie wyrazil w czynach, a nie slowach.
A ten niech spada.
Jak sie kogos kocha, to sie chce z kims byc i chciec dla niego dobrze.A ten Twoj to egosita jakis.
On ma 40 lat i jest kawalerem, był w wielu związkach, w tym w jednym dłuższym 5 letnim gdzie 4 lata chodził z dziewczyną a gdy zamieszkali razem to po roku ona go zostawiła dla innego.
Mama jego jest bardzo za mną też by chciała żeby się w końcu ustatkował ale on nie robi nic, jak widać.
On nie chcialby miec rodziny ? Domu ? Dzieci ? Kota ?
Co mowi, jak rozmawiacie na ten temat ?
A co do rozmowy z nim na ten temat to uwierzcie mi nie da się!
Zaraz się unosi, wkurza, krzyczy. Pyta mnie wtedy czy już jutro musi się ze mną żenić? Normalna kpina. Czuję się jakby był ze mną tylko po to by nie być samemu a tak naprawdę nie wiąże ze mną żadnych planów. Kocham go ale ja chcę ułożyć sobie życie, tymbardziej że jestem rozwódką i mam córkę, chciałabym jej dać bezpieczeństwo i normalny dom. Normalną rodzinę a nie żyć z nim jak nastolatki on tam, ja tu, takie wiszenie w próżni, nie chcę tak, szkoda mi czasu na stanie w miejscu.
Sama sobie napisalas odpowiedz.
Zastanow sie tez, gdybyscie sie w koncu zwiazali, czy bylby dobrym mezem, ojcem ? Czy moglabys na nim polegac ? Czy zaopiekowalby sie Wami ?
Zacznij sie od niego powoli odsuwac.Jak zauwazy, ze Cie traci, powinien sie zreflektowac.A jak nic nie zrobi, to nie masz czego zalowac.
Jakos go nie lubie...
On tylko krzyczy a jak proszę go o pomoc na przykład o zmianę kół w samochodzie to zaraz krzyk po co na co? teraz? w tej chwili? Wolę poprosić kolęgę i mu dać na piwo niż prosić się jego i denerwować jego reakcją. A jak musi coś zrobić w swoim aucie to wszystko rzuca i leci. Mój samochód się nie liczy.
Butelki do kontenerów wynieść chciałam bo miałam cały wielki worek a to było w cholerę ciężkie więc go poprosiłam żeby ze mną zaniósł to już był zły bo zimno, bo to moja wina że akurat teraz w taką pogodę wymyśliłam sobie takie zadanie, bo szkoda czasu itd, głupawe wymówki.
Już raz go zostawiłam rozstaliśmy się na trzy miesiące on nie robił nic bym wróciła to ja próbowałam wskrzesić ten związek. Obiecał mi wtedy że nie będzie krzyczał, że się zmieni tymczasem jest jak poprzednio.
Wiem, ze to trudne, ze sie zzylas, przyzwyczailas, ze trudno Ci byc sama.
Ale uwiesz, jak zamkniesz te drzwi, to otworza sie inne.Lepiej pocierpiec, zeby pozniej miec dobrze, niz cierpiec caly czas ?
Dlaczego zalozylas ten watek na forum ?
Bo nie jest dobrze.Zeby nie powiedziec, ze jest zle.
Mozesz jeszcze byc szczesliwa.Daj sobie szanse.Po co Ci jakis gbur, choleryk i dziwak ?
Tak, wiem i masz rację.
Napisz mi jak to zakończyć, jak powoli się odsuwać, co robić ?
Nie przestaną mnie zadziwiać osoby, która pakują się w jakieś takie dziwne związki.
Albo się jest razem, albo nie.
Tak, wiem, za chwilę ktoś napisze że przecież każdy ma prawo do swojej prywatności, ale chyba nie do tajemnic.
Kolejny przykład "pary" która nigdy nie była razem. I nie będzie. No może wtedy kiedy On zechce iść do łóżka.
Resztę zostawiam bez komentarza, skoro kobieta lat ponad 30 nie wie co zrobic.
Co byś powiedziała, gdyby ktoś ze znajomych zaproponował ci "chodź okradniemy naszą sąsiadkę, jest stara nie zorientuje się." - pewnie krzyknęłabyś, że gość oszalał, że nie zrobisz czego wbrew sobie, ani nie zmarnujesz sobie życia w więzieniu.
A co ma zrobić osoba (czytaj twój facet), który chce utrzymać status quo, (bo mu tak wygodnie, ma 100% przyjemności dla siebie - gdy chce się bawić, to się bawi, gdy chce sobie poużywać, to wpada do ciebie na 2 godz.), a ty chcesz zrobić mu rewolucję na resztę życia - narzucić rodzinę, której on nie chce - myślisz, że tak denerwowałby się, gdybyś sugerowała mu coś przyjemnego?
Wiesz facet przeżył już ~połowę życia i wie, co chce, a czego nie chce. On ci przecież nie powie wprost, że chce korzystać z bonusów z relacji z tobą, ale nie chce nic poświęcić od siebie.
Witam
Na temat Tomka pisałam jakiś czas temu...
Nadal jesteśmy razem, od 1,5 roku.
On ma 40 lat, ja 33 lata. On kawaler, nigdy nie zaproponował wspólnego zamieszkania razem, siedzi w tym swoim m2 sam, po pracy tylko on, komputer, telewizor i smartfon. Smartfon i komputer to jego wielka tajemnica, wszędzie tylko piny i hasła jakby miał tam coś do ukrycia. Ja nie mam prawa przejrzeć nawet jego zdjęć na smartfonie i nie rozumiem dlaczego.
Do mnie przyjedzie na dwie godzinki, zaręczyć się ze mną nie chce a przecież zaręczyny nie znaczą od razu ślubu a wydaje mi się że jak się kogoś kocha to chce się być z tym kimś częściej niż tylko dwie godzinki w ciągu dnia, każdy człowiek pragnie i dąży do wspólnego zamieszkania ze sobą, ślubu, dzieci...
On nic nie robi w tym kierunku, gdy próbuję o tym porozmawiać zaraz się unosi.widać że temat dla niego jest niewygodny. Mieszkanie w którym mieszka jest niewyremontowane, mówiłam mu żebyśmy je zrobili i wspólnie zamieszkali to ma tysiące różnych wymówek by tego nie robić.
Ja wiem czego chcę, chcę mieć męża, dom, dzieci, być z nim na dobre i złe, budzić się i kłaść obok niego. Ale chyba nie mamy wspólnych priorytetów.
Może on po prostu nie wiąże ze mną przyszłości, tylko po co mówi że mnie kocha?
O co mu chodzi? Proszę o opinie..
Całkowicie rozbieżne priorytety.
Ciśniesz go.
Sama mówisz,że zaręczyny nie znaczą od razu ślubu,a kilka zdań dalej,że TY dążysz do ślubu,dzieci.Nie widzisz w tym sprzeczności?
Albo rybka albo pipka.Zupełny brak komunikacji w tak fundamentalnych sprawach,jeszcze do niczego dobrego związku nie doprowadził.
Witam
Na temat Tomka pisałam jakiś czas temu...
Nadal jesteśmy razem, od 1,5 roku.
On ma 40 lat, ja 33 lata. On kawaler, nigdy nie zaproponował wspólnego zamieszkania razem, siedzi w tym swoim m2 sam,
I to już ci powinno dać do myślenia. Jeśli ktoś tak długo obywa się bez stałego związku, mieszka sam i nie próbuje zmienić tej sytuacji, mimo że ma okazję (bo z tobą by mógł) - to oczywiste, że obecny stan rzeczy mu odpowiada i nie chce go zmieniać. I ma do tego pełne prawo. Każdy ma prawo ustalać własne priorytety i kierunek swojego życia - wszystko wskazuje na to, że on jest wiecznym kawalerem.
po pracy tylko on, komputer, telewizor i smartfon. Smartfon i komputer to jego wielka tajemnica, wszędzie tylko piny i hasła jakby miał tam coś do ukrycia. Ja nie mam prawa przejrzeć nawet jego zdjęć na smartfonie i nie rozumiem dlaczego.
Też mam wszystko ohasłowane - mój facet powinien trząść się od podejrzeń ;-) Mógłby też spojrzeć na sprawę spokojnie - piny i hasła są zabezpieczeniem na wypadek kradzieży lub zguby przedmiotu. Mam abonament, więc mam pin w telefonie - jakby mi ktoś go ukradł, jest mniejsze prawdopodobieństwo, że nabije mi niebotyczny rachunek. A przeglądanie cudzych rzeczy jest słabe - uważałam tak, gdy mi matka grzebała w smsach i zdania nie zmieniam. Sama w życiu nie zaczęłabym grzebać w telefonie mojego faceta i gdyby on grzebał w moim mocno bym się wkurzyła. Albo się sobie ufa, albo trzeba rozwiązywać problemy z brakiem zaufania. Jeśli on ci daje powody do wątpliwości (nagminnie nie odbiera telefonów, mimo że miał być wolny, odwołuje spotkania bez powodu, wyjeżdża nie wiadomo gdzie, itp.) to masz prawo oczekiwać zmiany tych zachowań. Ale inwigilacja rozwiązaniem nie jest.
Do mnie przyjedzie na dwie godzinki, zaręczyć się ze mną nie chce a przecież zaręczyny nie znaczą od razu ślubu
Ale nie są też od ślubu oderwane. Przeciwnie, są do niego wstępem. Nie zaręczasz się po to, by być zaręczoną - zaręczając się obiecujesz, że z tym kimś ślub weźmiesz. A on może na ślub nie mieć ochoty. Nigdy. Więc po co mu zaręczyny? I po co tobie zaręczyny z kimś, kto nie ma ochoty na doprowadzenie sprawy do finału?
a wydaje mi się że jak się kogoś kocha to chce się być z tym kimś częściej niż tylko dwie godzinki w ciągu dnia,
Z tym się zgodzę absolutnie.
każdy człowiek pragnie i dąży do wspólnego zamieszkania ze sobą, ślubu, dzieci...
A z tym już nie. To faktycznie bardzo powszechna (pewnie najpowszechniejsza) wizja związku - rozumiem, że również twoja. Spoko. Ale nie jest to wizja najlepsza czy jedynie słuszna. Nie wszyscy ludzie w związkach chcą mieszkać wspólnie, nie wszyscy chcą ślubu, nie wszyscy marzą o dzieciach. Ja póki co nie mieszkam ze swoim facetem (ale bym chciała, i w perspektywie oboje do tego zmierzamy), ślub póki co w grę nie wchodzi, dzieci też nie (być może nigdy, być może nie biologiczne). Wszystkie możliwe kombinacje tych okoliczności są tak samo normalne i dobre - ja mam swoje, ty masz swoje. Chodzi o to, by wewnątrz związku te priorytety były wspólne. U ciebie nie są i rozumiem, że ci ta sytuacja nie odpowiada. Ale skoro ty nie zamierzasz się nagiąć i porzucić swoje oczekiwania (zupełnie normalna postawa - w tak fundamentalnych kwestiach trudno negocjować), to dlaczego on miałby to robić? Bo to ty masz rację, twoja wizja związku jest lepsza? Dla ciebie jak najbardziej, ale wcale nie koniecznie dla niego.
On nic nie robi w tym kierunku, gdy próbuję o tym porozmawiać zaraz się unosi.widać że temat dla niego jest niewygodny.
To jest duży problem. Mieć rozbieżne opinie to jedno, nie umieć o nich dyskutować to drugie. To, że facet ma inne zdanie niż ty, to jego prawo. Ale ty masz prawo do bycia wysłuchaną, twoje argumenty są tak samo ważne jak jego i powinny być przynajmniej rozważone, a nie zbywane i odrzucane. Nie usprawiedliwiam jego zachowania, uważam je za niedojrzałe - zamiast unikać tematu, który jest niewygodny, powinien powiedzieć ci szczerze, jak on widzi sprawę. I wysłuchać ciebie - jeszcze raz to podkreślę.
Mieszkanie w którym mieszka jest niewyremontowane, mówiłam mu żebyśmy je zrobili i wspólnie zamieszkali to ma tysiące różnych wymówek by tego nie robić.
Ja wiem, że z dystansu lepiej widać niż z bliska, ale serio, tu sprawa jest oczywista. On nie chce z tobą zamieszkać. I już. Zamiast zbywać cię wymówkami, powinien zachować się jak mężczyzna i powiedzieć ci to wprost. Nie mówi, bo pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że wtedy go zostawisz (albo jeszcze mocniej będziesz próbowała przekonać do zmiany zdania), a on tego nie chce.
Ja wiem czego chcę, chcę mieć męża, dom, dzieci, być z nim na dobre i złe, budzić się i kłaść obok niego.
A on wie, że ty tego chcesz? Powiedziałaś mu to kiedyś tak wprost, dokładnie tymi słowami i zaznaczeniem, że to nie są sprawy do negocjacji - że potrzebujesz tego wszystkiego i z niczego nie zrezygnujesz? Bo co prawda z twojego zachowania wynika to w sposób oczywisty - ale z jego zachowania w sposób oczywisty wynika coś zupełnie odwrotnego. A jednak ty tego nie widzisz. Chyba czas na szczerą rozmowę, oboje powinniście wyłożyć kawę na ławę.
Ale chyba nie mamy wspólnych priorytetów.
To pewne. Pytanie, dlaczego dopiero teraz przychodzi ci to do głowy? Czy przez te 1,5 roku nie przeprowadziliście żadnej poważnej rozmowy o tym, jak w dłuższej perspektywie widzicie wspólne życie? Gdzie chcecie być za 5, 10, 20 lat? Czy też on do tej pory kłamał, obiecywał ci realizację twoich oczekiwań i teraz okazuje się, że to były puste słowa? A może od początku on te tematy ignorował, zbywał, czy też wybuchał na najmniejszą wzmiankę?
Może on po prostu nie wiąże ze mną przyszłości, tylko po co mówi że mnie kocha?
O co mu chodzi? Proszę o opinie..
Może tak być. Może też być tak, że jemu po prostu obecna sytuacja odpowiada, nie chce nic zmieniać, dla niego taka relacja jaką macie (dwa domy, bez ślubu, bez wspólnych dzieci) jest optymalna. I nawet cię jakoś tam po swojemu kocha - po prostu nie tak, jak ty chcesz być kochana.
Co z tym zrobić?
Wywalić kawę na ławę. A jeśli to masz już za sobą (lub nie jesteś w stanie zrobić, bo z nim się rozmawiać nie da), to po prostu dać krótki, jasny komunikat - odchodzę, bo tak żyć nie chcę i nie potrafię. Nie wiem, dlaczego chciałabyś to robić powoli. Im mniej stanowcza będziesz, tym dłużej będziesz się męczyć w tym pół-związku, który ci nie odpowiada, tym więcej czasu stracisz na relację, która nie ma przyszłości. Pozbądź się złudzeń, że coś z nim wynegocjujesz, do czegoś go namówisz, przekonasz - gdyby tak miało być, to już dawno wasz związek zacząłby się zmieniać. On twardo stoi przy swoim - i takie jego prawo. Twoje prawo mieć własne potrzeby i dążyć do ich realizacji - ale z nim tego nie zrobisz, bo między wami nie ma żadnej płaszczyzny porozumienia.
Im szybciej zakończycz tę relację, tym szybciej się po niej pozbierasz i będziesz mogła zacząć szukać osoby, z którą możesz budować wspólne życie, bo macie jego zgodną wizję. W czym życzę ci powodzenia
Dziękuję wszystkim za opinię.
Taki nieco zdziczały stary kawaler, co to swoje nawyczki ma i dla nikogo ich nie zmieni.
Nie ma dla Ciebie miejsca na jego obrazku, raczej znajdź innego, za młoda jesteś, by obrastać pajęczyną... ![]()
Tak, wiem i masz rację.
Napisz mi jak to zakończyć, jak powoli się odsuwać, co robić ?
Najpierw wez lustro .
Kogo widzisz ? Ladna kobiete o smutnych oczach ?
Teraz pomys l dlaczego te oczy sa smutne.Bo ich wlascicielka jest nieszczesliwa.
Wyobraz sobie siebie za 10 lat.Jeszcze bardziej smutna i bardziej nieszczesliwa.Jak nic nie zrobisz, nie uwolnisz sie od niego, tak bedzie.On taki jest, dziwak i samotnik i taki zostanie.A Ty bedziesz zebrala o czulosc u niego.Bedziesz sie cieszyla jak jakis poglaskany psiak za ochlap uczucia.
A nie chcialabys byc podziwiana, adorowana, kochana ? Dlaczego inne moga, ale nie Ty?
Masz dopiero 33 lata, zycie przed Toba.Nie marnuj go z kims, komu na Tobie nie zalezy.
Musisz sie odciac.Nagle.Pousuwac kontakty,sama wypelnic czas czymkolwiek, zeby nie miec czasu na rozmyslanie.
Jemu powiedz, ze to koniec, bo on ma inne piorytety, a Ty inne.Ze jak Cie szanuje i chce Twojego dobra to niech nie szuka kontaktu z Toba.Z mamusia tez bym nie rozmawiala, bo ona chce, ab jej synek sobie ulozyl zycie z Toba, czyli macie konflikt interesow.
Bedzie ciazko.Pierwsze dni beda najgorsze.Ale pozniej bedzie lepiej.Az nadejdzie ten dzien, ze wieczorem pomslisz sobie - ojej, przez caly dzien ani razu o nim nie pomyslalam..