Jestem tutaj nowa... także proszę o wyrozumiałość.
Jestem ze swoim narzeczonym niecałe 4 lata. Na początku było między nami bardzo dobrze (jak wszędzie), widywaliśmy się jakieś 2, 3 razy w tygodniu, czasami częściej, czasami rzadziej, wspólne wakacje, wypady do kina, no wiadomo. Dobrze się ze sobą czuliśmy, jedynym problemem był sex - nie wychodziło nam kompletnie. Ja przeszłam terapię u seksuologa, troszkę pomogło. Zaczęliśmy myśleć o wspólnym zamieszkaniu. Jednak najpierw zastanawialiśmy się czy wynająć mieszkanie, później stwierdziliśmy, że kupimy. Zaręczyliśmy się, szukaliśmy mieszkania, po jakimś mniej więcej roku znaleźliśmy coś co w miarę nam odpowiadało i kupiliśmy. W międzyczasie w moim domu rodzinnym rozpoczął się remont więc przełożyliśmy przeprowadzkę, chaiałm pomóc w domu, TŻ dużo nam pomagał remontować, ale po jakimś czasie powiedział mi, że ma już dosyć (dostawał za to normalne pieniądze), że nie ma dla siebie czasu - starałam się to zrozumieć, ale zaczął mówić, że moja rodzina traktuje go jak służącego, że ma tego dosyć, że nie chce mu się tu przyjeżdżać - było mi bardzo przykro, liczyliśmy na jego pomoc, byliśmy zadowoleni, myśleliśmy, że to normalne jak się jest prawie rodziną, że się pomaga (tym bardziej, że nie za darmo), miałam do niego o to wyrzuty, że jest mi przykro, że tak mówi,że ja bym się wstydziła - nie rozumiał. Wprowadziliśmy się do naszego mieszkania w sumie po 3 mscach od kupienia... Ja miałam duże obawy, ciągle przesuwałam datę przeprowadzki - jak wcześniej bardzo chciałam z nim zamieszkać tak wtedy... bałam się? Ale wprowadziliśmy się. Nie jest to mieszkanie na medal, mieszkamy w sumie razem 2 miesiące... dla mnie to porażka, ciągle się kłócimy, nic w sumie nie robimy razem... Myślałam, że mieszkanie razem będzie cudowne, że będziemy razem gotować, sprzątać, razem spędzać czas... Tymczasem każde z nas jest osobno... Ja mam dosyć już mieszkania z nim, wszystkie problemy są na mojej głowie, o nic nie mogę się go doprosić, sznurki na pranie na strychu powiesił po 1,5 msc proszenia się, a sa inne rzeczy o które proszę się już 3 miesiące i nic! nawet zakupy muszę nosić sama, bo on twierdzi, że przecież nie mam do kupienia nic ciężkiego to nie będzie specjalnie jechał samochodem... Czuję się źle we własnym mieszkaniu z nim... Jak mam jechać do swojego rodzinnego domu jestem cała w skowronkach (a mój rodzinny dom nie należy i nie należał do idealnych, wcześniej chciałam się wyprowadzić), jak idę do pracy również, natomiast z pracy do domu w ogóle nie chce mi się wracać... Dziewczyny, chyba jest coś nie tak... Ja nawet nie mam ochoty na seks, ochoty na niego... w ogóle... i chyba nigdy nie miałam.
Mam obawy co do tego czy powinniśmy brać ślub, a może powinniśmy się rozstać? Teraz jakiś czas jesteśmy osobno (wyjechał w delegację, wraca jutro) i ja nie tęsknię... jestem u rodziców i dobrze mi, wręcz boję się jak wróci jutro, nie chce! Nie wiem co mam robić, nie wiem. Rozmawiałam z nim o tym wszystkim, powiedział, że ma takie samo odczucie, że nie chce mu się wracać do domu... do mnie... chyba nie pasujemy do siebie, ale może lepiej dać sobie jeszcze trochę czasu, zobaczyć co się wydarzy??
Podobne tematy
Mysle,ze to nie jest miłosc,szkoda Twojego czasu.
Zostaw go i nie sprzataj ,nie gotuj i nie nos zakupow.Zajmij sie soba ,nie jestes jego słuzaca.Skoro pozwalasz sie tak traktowac ,to on tez tak czyni.
zawsze zapewniał, że kocha - a i ja to czułam. Naprawdę cholera czułam to. i najlepsze jest to, że nadal to czuję!!! Mimo tego, że taka sytuacja jest jaka jest to czuję to... ale on zachowuje się tak jakby wszystko miało być dla niego... nawet nie zaproponuje czy chce się czegoś napić jak idzie do kuchni, czy może zrobić mi kolację... nic. Czasami jest kochany, pokazuje, że rozumie co ja do niego mówie, a czasami kompletnie inny... chamski... nie wiem
Mówi, że gdybyśmy się rozstali on nie wyobraża sobie tego, bo ja jestem jego całym światem... jeśli więc tak jest to dlaczego tak się zachowuje?
Ile macie lat?
Skoro mowi ,ze kocha to powiedz mu jak sie czujesz kiedy on sie tak zachowuje.Moze ustalcie jakis podział obowiazkow w domu.
Zawsze mozesz mu postawic warunki.
A moze za bardo nacskasz,zabierasz mu wolnosc ,przestrzen?
Mam kolezanke, ktora mieszka ze zwoim chlopakiem. Ma 20 lat. Sprzata, gotuje, pierze itp. A on lezy z laptopem i gra. Ona się nie może doprosic o zwykly spacer. Naprawde smutny obrazek.
A co do Twojego narzeczonego. Widac, ze zaczął sie od Ciebie oddalac. Juz w trakcie tego remontu. W mieszkaniu tak samo. Moze nie jest gotowy, by z Toba mieszkac? Moze chce wiecej wolnosci?
Noi ten seks... ja osobiscie nie wyobrazam sobie zwiazku bez tego. Moze tez przez to sie oddala?
7 2013-02-01 15:17:40 Ostatnio edytowany przez marzeniaa (2013-02-01 15:18:56)
mamy po 23 lata.
Na pewno nie zabieram mu wolności, nie ma go 4 razy w tygodniu, trenuje piłkę ręczną - ja nic na to nie mówię, nie zabraniam, wychodzi z kolegami na saunę. To ja siedzę w domu, sama. I to raczej on zabiera mi przestrzeń, jak dostaje smsa to ma pretensje do mnie, pyta czemu tak długo wracałam z pracy i takie tam...
Często jak przychodzę do domu to też gra w gry.. jak dziecko. Rozumiem od czasu do czasu, albo jak miałam egzaminy do szkoły i uczyłam się - nie miałam dla niego czasu to wtedy grał.
Co do seksu - nigdy nie miałam na TŻ ochoty... nigdy nie miałam ochoty na seks, nigdy mnie nie zadowalał, i on tylko o tym mówi, dla neigo to jest prawie najważniejsze, dla mnie nie...
Nie powiem, że nic nie robi - czasami zmyje naczynia, przypuscmy 2x w tygodniu, odkurzy... resztę robię JA, za wszytsko on domaga się nagrody - jak dziecko, uważa że posprzątał to ma być nagroda!!!
W trakcie remontu oddaliliśmy się bardzo, mnie wkurzało to, że on tak traktuje moją rodzinę, mówi że go wykorzystujemy, a nie było tak, bo on sam zaoferował swoją pomoc i miał do mnie pretensje o to! Często było tak, że nie mogłam już na niego patrzeć...
Co do seksu - nigdy nie miałam na TŻ ochoty... nigdy nie miałam ochoty na seks, nigdy mnie nie zadowalał, i on tylko o tym mówi, dla neigo to jest prawie najważniejsze, dla mnie nie...
no to jest problem.Seks jest bardzo wazny w zwiazku .Tym bardziej ,ze tu sie rozjezdzacie.
A poza tym ja bym nie brala wszystkich obowiazkow na siebie.Nie ugotuje sobie ,nie zje,nie upierze ,nie bedzie miał czystych rzeczy.A sprzatanie na polowe.Jak on korzysta z przyjemnosci Ty tez to zrob:wyjdz z kolezankami ,idz na basen,do galerii.Zajmij sie soba.a on niech lezy i narzeka jaki jest nieszczesliwy i niedoceniony.
a tak odbiegajac od tematu, jak to sie robi ze 23latkow stac na kupno mieszkanie?
pytam powaznie
Będę musiała zacząć tak robić, jeśli coś ugotuję to tylko dla siebie - może wtedy coś doceni. Ja mu nawet śniadania do pracy robię, a on może 1 raz w tygodniu mi zrobi to max. Najlepszy jego tekst, usłyszałam chyba ze 2 razy już MOJA MAMA TAK NIE ROBI, myślałam, że go zabiję. Po co porównuje mnie do niej, nie życzę sobie ja to JA i będę robić po swojemu! Powiedziałam mu to, oczywiście już przestał tak mówić, ale widzę, że obserwuje.. A co do tych wyjść z koleżankami to w tygodniu żadna z nich nie ma czasu, bo albo praca albo coś, ciężko... Ale będę musiała coś wymyślić, on myśli że ja będę na każde skinienie...
ciągle tylko krytykuje, że jak gotuje to robię duży bałagan, a to a tamto... rozmawiałam z nim już tyle razy, płakałam przy tym, bo już nie miałam siły, zagroziłam nawet ostatnio, że jeśli się nie zmieni to ja nie chcę z nim być - zobaczymy co z tego będzie. Ale chyba nie za bardzo uwierzył, a ja to naprawdę zrobię. Nie wiem jeszcze jak, bo nie wiem czy umiem.. ale będę musiała, bo nie chcę takiego związku...
Nie stać... mieszkamy w niedużym mieście, natrafiła się okazja za w miarę fajną cenę, więc ja wzięłam kredyt na siebie...z perspektywy czasu chyba lepiej, że tylko na siebie, w razie czego będzie mniejszy problem...