Witam. Wydaje mi się, że trafiłam na mądre i pozbawione chamstwa forum, więc postanowiłam z niego skorzystać.
Jestem sama już prawie 3 lata, skończyłam z toksycznym małżeństwem. Początki "singielstwa z odzysku" były trudne, ale dziś już nie siedzę w kącie użalając się nad sobą. Prowadzę życie towarzyskie, realizuję zainteresowania, cieszę się życiem, a samotność nie jest dla mnie złem koniecznym, choć wiele zależy od dnia i nastroju.
Od czasu do czasu zdarza mi się kogoś poznać i umówić się na randkę. Nauczyłam się traktować te spotkania na tzw. luzie, jako jeszcze jedną okazję do miłego spędzenia czasu. Kilka tych randek było, z żadnej nic nie wynikło poza luźną, lecz sympatyczną znajomością: ot - życzenia na święta, czasem jakiś SMS z pozdrowieniami i pytaniem, co słychać. Koleżeństwo.
Aż pewnego dnia poczułam się w pustym mieszkaniu samotnie. Zajrzałam na nasz regionalny czat, żeby zapomnieć o smutku (kocham rozmowy nawet całkiem bezinteresowne, byle nie głupie). W morzu palantów (kto choć raz był na czacie, wie, o czym mówię) trafił się kulturalny rozmówca. Porozmawialiśmy trochę, wymieniliśmy numery telefonów (pomimo pewnego mojego sceptycyzmu) , a niedługo potem spotkaliśmy się w kawiarni. Było to wczoraj.
No i właśnie...
Mój znajomy jest dużo ode mnie starszy. Niezbyt pociąga mnie fizycznie, ale też jakoś specjalnie nie odpycha. Za to pociąga mnie jego spokój, uprzejmość i życzliwość. Czas w jego towarzystwie płynął przyjemnie. Wiem, że mu się podobam.
Mam jednak sporo obaw. Zanim wyszłam za mąż całą młodość byłam sama z powodu kompleksów i nieśmiałości. Dziś jestem innym człowiekiem, ale często, pomimo poważnego wieku (rok urodzenia w nicku) brakuje mi doświadczenia i obycia. Chwilami czułam się na tej randce jak spłoszona nastolatka, bo mój rozmówca próbował skracać dystans, a to wział mnie za rękę pod pretekstem chłodnych dłoni, a to dotknął mojego ramienia. Wszystko to bardzo subtelnie i w granicach dobrego wychowania, ale nie do końca mi to odpowiadało (choć nie powiem, żeby to było zupełnie niemiłe
), dyskretnie się odsuwałam. Choć uważam, że dziecinadą jest zmuszanie się do niechcianych zachowań, pozowanie na "dorosłą", trochę też peszył mnie fakt... że się peszę. Boję się jeszcze jednego: jestem sama, po trudnych przejściach i choć dobrze sobie radzę, brakuje mi serdeczności, ciepła i wsparcia. Nie chciałabym, żeby te potrzeby, ich głód pchnęły mnie w nieodpowiednie ramiona. Nie chciałabym pomylić uczuć.
Po spotkaniu zapytana o dalszą znajomość odpowiedziałam, że chyba raczej nie... Mój znajomy tę odpowiedź przyjął do wiadomości. Potem jednak zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać. W efekcie wysłałam do niego wiadomość, że mile spędziłam czas, nie mam nic przeciwko wspólnej kawie, ale nie jestem gotowa na obietnice i deklaracje. Dziś do mnie zadzwonił. Stanęło na tym, żeby spotkać się od czasu do czasu i zobaczyć, co i czy coś z tego wyniknie.
No i myślę, kochani: spróbować czy się wycofać?
Podobne tematy
Przecież nic nie tracisz, sama napisałaś że czas fajnie płynął.
3 2016-01-03 16:21:00 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2016-01-03 16:21:38)
Przecież nic nie tracisz, sama napisałaś że czas fajnie płynął.
No, tak, tylko on ma 50 lat i... wąsy ![]()
To już sama musisz zdecydować czy to może skończyć się w łóżku kiedyś ![]()
Wąsy zawsze można zgolić! Czy patrząc obiektywnie widzisz w nim jakiś potencjał? Czy gdyby w jego wizerunku zmienić co nieco czy przypadkiem nie okazałby się być całkiem przystojny? Kobita ma wpływ na takie rzeczy, a faceci często się na tym nie znają. Wiesz to tylko 11 lat różnicy, a w tym wieku te różnice coraz bardziej się zaciarają. Pytanie czy mentalnie nie jest zbyt poważny dla Ciebie, jak go odbierasz z waszych rozmów?
marcinkot napisał/a:Przecież nic nie tracisz, sama napisałaś że czas fajnie płynął.
No, tak, tylko on ma 50 lat i... wąsy
Naprawdę wąsy Ci przeszkadzają?
Daj Wam obojgu szansę, pomalutku, pomalutku, sama zobaczysz, co z tego z czasem wyniknie.
Uuuuch! Popisaliśmy dzisiaj trochę i zastanawiam się, czy to ja jestem przeczulona, czy ten facet za prędki.
Nie czuję się swobodnie, ale jak przypierana do muru. Raz się widzieliśmy, a ten już do mnie "słodka...", już, że chciałby mnie ucałować i pieścić. A kurrrczę, co to ma znaczyć?! Nienawidzę presji, nienawidzę szybkiego spoufalania się.
Umówiliśmy się na środę, ale poważnie zastanawiam się nad odmowną odpowiedzią. Chcę czuć komfort, radość i swobodę, a nie zmieszanie i obawy. Oprócz tego, że nie należę do szybkich kobiet, po małżeństwie został mi paniczny lęk przed cudzą desperacją i zbytnimi naciskami.
Moim zdaniem facet liczy na seks, pomyślałam tak już gdy opisywałaś Wasze pierwsze spotkanie, a po ostatnim poście jestem tego pewna. Powiedziałaś mu że nie chcesz na razie obietnic czyli niczego poważnego, a on pisze że chce Cie pieścić?
Niestety obawiam się, że to facet taki sam jak reszta facetów z chata, ale dobrze się kamuflował.
Rzecz jasna jesteś wolna, bez zobowiązań, więc jeśli masz ochotę na seks - zrób to. Ale czy warto z kimś, kto nawet Cię nie pociąga?
9 2016-01-03 23:34:05 Ostatnio edytowany przez Manzanita (2016-01-03 23:34:19)
Uuuuch! Popisaliśmy dzisiaj trochę i zastanawiam się, czy to ja jestem przeczulona, czy ten facet za prędki.
Nie czuję się swobodnie, ale jak przypierana do muru. Raz się widzieliśmy, a ten już do mnie "słodka...", już, że chciałby mnie ucałować i pieścić. A kurrrczę, co to ma znaczyć?! Nienawidzę presji, nienawidzę szybkiego spoufalania się.
Umówiliśmy się na środę, ale poważnie zastanawiam się nad odmowną odpowiedzią. Chcę czuć komfort, radość i swobodę, a nie zmieszanie i obawy. Oprócz tego, że nie należę do szybkich kobiet, po małżeństwie został mi paniczny lęk przed cudzą desperacją i zbytnimi naciskami.
To zmienia całkowicie postać rzeczy i sprawa jest jasna. Rzeczywiście, facet szuka panny do łóżka. Decyzja należy do Ciebie.
Uuuuch! Popisaliśmy dzisiaj trochę i zastanawiam się, czy to ja jestem przeczulona, czy ten facet za prędki.
Nie czuję się swobodnie, ale jak przypierana do muru. Raz się widzieliśmy, a ten już do mnie "słodka...", już, że chciałby mnie ucałować i pieścić. A kurrrczę, co to ma znaczyć?! Nienawidzę presji, nienawidzę szybkiego spoufalania się.
Umówiliśmy się na środę, ale poważnie zastanawiam się nad odmowną odpowiedzią. Chcę czuć komfort, radość i swobodę, a nie zmieszanie i obawy. Oprócz tego, że nie należę do szybkich kobiet, po małżeństwie został mi paniczny lęk przed cudzą desperacją i zbytnimi naciskami.
A fuj... uciekaj... to taki typ napalonego, jak dla mnie lekko obleśnego, podstarzałego faceta. Okropne... aż mnie ciarki przechodzą. Facet nie ma 19 lat... to dorosły, dojrzały mężczyzna... i powinien wiedzieć, że takie natarczywe zachowanie wyłącznie odstrasza... że relację buduje się przez dłuższy czas... a na "słodkie słówka" też przychodzi odpowiedni czas - wtedy, gdy już nas coś łączy... wtedy są one na miejscu.
Takie zachowanie zwyczajnie by mnie obrzydziło...
Presja też odstrasza... sama przeszłam taki związek... co prawda z młodszym facetem... i nie tak szybki jak Twój... ale jednak presja z jego strony była jak dla mnie za duża... i wolałam się z tego wycofać zawczasu, niż później mieć kłopot.
No niestety muszę zgodzić się z przedmówczyniami - niezależnie od wieku zawsze znajdzie się facet na szybki sex i tyle.
Młodszy facet nie obłapiał by za rączki, mówiąc że zimno, to takie "tatusiowate".
Intuicja Cię chyba nie zawiodła skoro za pierwszym razem powiedziałaś "nie"
Więc słuchaj jej, dobrze prawi..
Madoja, dziękuję.
Tak powiadasz? Że tu o jedno chodzi? No, cóż... Mimo wszystko nie sprawił na mnie takiego wrażenia, ale też nie czułam się zupełnie komfortowo, a życie mnie uczy, że warto słuchać podszeptów intuicji. Zdarzają mi się jednak, jak widać, wątpliwości. Po dzisiejszej internetowej rozmowie uczucia mam bardzo mieszane.
Dzięki, dziewczyny. Potrzebowałam się poradzić, bo trochę zgłupiałam. Wczoraj gość się nawet miły wydawał, choć już miałam pewne niepokojące sygnały. Dziś moje wątpliwości wzrosły i za tym głosem pójdę.
Piegowata - do pewnego stopnia mogę się z twoim problemem utożsamić. Co prawda jestem młodsza i bez toksycznego małżeństwa na koncie, ale jako dorosłe dziecko rozwiedzionych rodziców też mam trochę związkowych oporów.
Jedyne, co mogę ci doradzić z własnego doświadczenia - bądź szczera i komunikuj jasno zarówno swoje oczekiwania jak i blokady. W moim związku to działa. Ja ze swoim obecnym facetem od początku grałam w otwarte karty (on się odwzajemniał tym samym), jasno go informowałam, na ile może liczyć, co mi sprawia w związku trudność, jakie są moje granice i na ile w związku z tym on sobie może pozwolić. Dzięki temu czułam, że mam nad sytuacją kontrolę, a mój facet moje potrzeby szanował, a ograniczenia pomagał pokonywać. A skoro wiedział, co może być problemem, to omijał potencjalne miny.
Jeśli ci to spoufalanie nie pasuje, to po prostu o tym powiedz.
15 2016-01-04 00:06:25 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2016-01-04 00:10:13)
Panno Szafranna, mądrze piszesz. Mnie wyglądem ten człowiek niespecjalnie zachęcił, ale biorę poprawkę, że wygląd to nie wszystko, więc jeśli facet nie jest zdecydowanie odpychający, można spróbować. Ujął mnie ciepłem i uprzejmością, lecz po tej dzisiejszej wymianie zdań stwierdzam, że sobie odpuszczę.
Gra nie jest warta świeczki, słusznie ktoś powyżej napisał, że pan na szybki numerek powinien być bardziej atrakcyjny, a pozostałe cechy nie rekompensują braków fizycznych.
Jeśli ci facet nie pasuje, to nie ma co się na siłę pchać w relację.
Ale jeśli to tylko kwestia nieodpowiednich słów użytych w rozmowie, to moim zdaniem warto sprawę wyjaśnić. Skąd on miał wiedzieć, co dla ciebie jest spoufalaniem się, co narusza twoje granice? Jedna dziewczyna uzna, że wspominanie po pierwszej randce o pieszczotach, to o parę kroków za daleko, inna tylko na to czeka. Naprawdę, komunikacja jest kluczem związkowego sukcesu. Chyba, że mu powiedziałaś, a on to olał i "robił swoje". Czy też pisał swoje. Wtedy pierwsza powiem: zwijaj się.
Niektórzy faceci mają problem z odczytywaniem kobiecych reakcji i trzeba im pewne kwestie wyłożyć łopatologicznie, bo sami się nigdy nie domyślą. A inni są nachalnymi prostakami, którym żadne tłumaczenia nie pomogą, bo on wiedzą swoje. Tylko ty możesz zdecydować, którym typem jest ten facet.
Nie lekceważyłabym też wyglądu. Jeśli cię facet fizycznie nie pociąga choćby w najmniejszym stopniu, to raczej z tej mąki chleba nie będzie. Bo choć wygląd nie jest najważniejszy, to nie jest też bez znaczenia.
Powtórzę się: warto słuchać intuicji, ale szukałam potwierdzenia. Przez moment miałam ochotę po prostu spróbować, zobaczyć, czy coś z tego wyniknie, sprawdzić, czy przy kolejnych spotkaniach "tatusiowatość" będzie mi przeszkadzać (czasami stopniowo się do kogoś przekonujemy). Ale dzisiejsze pisanie z nim, a potem z Wami utwierdza mnie w decyzji o wycofaniu się z tej znajomości
Tak, tez mysle, ze powinnas sie wyfofac.I to nie przez wasy.
Ale przez to, ze macie inne oczekiwania.
Ja też poczułabym obrzydzenie do faceta, który po pierwszym spotkaniu pisał by mi, że chce mnie pieścić... Szczególnie jeśli miałabym co do niego wątpliwości i niespecjalnie podobałby mi się fizycznie. Ogólnie oczekiwałabym, że facet zachowa jakiś poziom, a te teskty pokazują, że chyba głównie zależy mu na seksie.
20 2016-01-04 21:00:20 Ostatnio edytowany przez Swanen (2016-01-04 21:01:10)
Facet, który po pierwszym spotkaniu pisze o pieszczeniu i w sytuacji, gdy wcale nie zrobił piorunującego wrażenia, to nie kwestia wyboru języka tylko zwykłe chamstwo. Ohyda.
Kolokwialnie rzecz ujmując - dałam se siana z tym facetem. Napisałam mu, że rezygnuję z tej znajomości. Odzewu nie było, co mnie nie dziwi.
Dzięki serdeczne za utwierdzenie mnie w słuszności moich wątpliwości.
Niestety,obawiam się,że to poczucie osamotnienia popchnęlo Cię do tej randki.Istotne jest ,że nie czułaś sie super ,kiedy on sie nieco wobec siebie ośmielał.Ważne jest ,to co Ty czujesz.Nie masz na to ochoty,nie idziesz w to.I tego należy się trzymac.Uwazam również,że strach przed samotnościa,tęsknota za kimś bliskim,potrzeba bycia z kimś-choć to jak najbardziej naturalne,zawsze może owocować jakims nieudanym spotkaniem,randka ,a nawet związkiem.Dlatego tak ważne jest by obserwować swoje wlasne myśli,emocje ,uczucia.
Niestety,obawiam się,że to poczucie osamotnienia popchnęlo Cię do tej randki.Istotne jest ,że nie czułaś sie super ,kiedy on sie nieco wobec siebie ośmielał.Ważne jest ,to co Ty czujesz.Nie masz na to ochoty,nie idziesz w to.I tego należy się trzymac.Uwazam również,że strach przed samotnościa,tęsknota za kimś bliskim,potrzeba bycia z kimś-choć to jak najbardziej naturalne,zawsze może owocować jakims nieudanym spotkaniem,randka ,a nawet związkiem.Dlatego tak ważne jest by obserwować swoje wlasne myśli,emocje ,uczucia.
Samotność już mnie nie przeraża, choć przeszłam przez ten etap. Zawsze są możliwości wyjścia do ludzi, trzeba tylko chcieć. Na randkę poszłam bez wygórowanych oczekiwań Facet wydał się w miarę normalny, a nie zamierzam całego życia przesiedzieć w domu. Nie szłam na spotkanie z myślą o zakończeniu samotności, tylko z chęcią rozerwania się i przekonania się, czy coś z tego wyniknie. Ot, pożyjemy, zobaczymy. Jak coś wyjdzie, to super, jak nie - to sobie miło pogawędzę przy kawie. I tak też się stało. Pogadałam, w sumie całkiem sympatycznie, kawę wypiłam, a na ciąg dalszy nie reflektuję z powodów wyżej wymienionych.
Masz całkowitą rację z tą obserwacją. Tak właśnie postępuję, bo już raz się sparzyłam. Na swoim małżeństwie, w które właśnie lęk przed samotnością i niespełnieniem mnie wpędził.