Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

Temat: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Witam wszystkich serdecznie.

Wiem że jest to forum kobiece, ale nie wiedziałem gdzie się zgłosić z moim problemem. Spróbuję logicznie wyjaśnić w czym jest problem. Zacznę od początku.

Będąc nastolatkiem niestety nie miałem powodzenia u dziewczyn, nieśmiałość, mniej  atrakcyjny wygląd oraz ciągły brak funduszy na cokolwiek, bardzo utrudniały mi życie w świecie podrywów, spotkań czy też randek. Oczywiście zdarzały się jakieś chwilowe spotkania na dyskotekach czy w klubach, ale tylko taniec, pocałunek i nic więcej.  Jeżeli dochodziło do jakiegoś spotkania sam na sam, wtedy strasznie mnie strach paraliżował, nie mogłem normalnie rozmawiać, nie byłem w ogóle sobą. Wydaję mi się że właśnie najbardziej ta nieśmiałość odpychała dziewczyny. Ogólnie źle nie wspominam swojej młodości, ale pod tym jednym względem dobrze nie było.
W wieku 18 lat przeprowadziłem się do miasta i tam właśnie, poprzez kolegę z osiedla, poznałem koleżankę która potem stała się moją pierwszą dziewczyną w życiu a obecnie żoną.  Bardzo cieszyłem się że w końcu kogoś znalazłem, choć nie była dla mnie ideałem. Wszystkie wady w wyglądzie jak również w charakterze (potworem nie była  dla jasności), prawdopodobnie tłumaczyłem sobie tym że, nie ma kobiet idealnych a poza tym przy moim szczęściu kolejną znajdę za 10 lat. Po dwóch latach zaczął się temat ślubu, gdyż  rodzice z jej strony nie za bardzo akceptowali związki bez ślubu, chociażby cywilnego. Więc był ślub, po kilku latach dziecko, które jest dla mnie największym darem i za które bez wahania oddałbym życie, czego właśnie nie mogę powiedzieć o żonie. Zawsze miałem jakieś wątpliwości, ale wiedziałem że nie ma związków idealnych i z każdą inną kobietą  może być tak samo, więc ciągłem to dalej. Kiedyś jak jeszcze dziecka nie było, przyszedł dzień gdzie nie wytrzymałem i powiedziałem jej, że chyba jej nie kocham, niestety płaczem i błaganiem mnie przekonała żebym nie odchodził, że ona zrobi wszystko żeby było dobrze. Faktycznie było dobrze, ale wciąż nic do niej czułem, myśląc że jakoś się ułoży. Teraz najdziwniejsza sprawa, dziecko - mimo że nie kochałem żony, pragnąłem dziecka i nigdy ani przez sekundę nie żałowałem tego wyboru. Właśnie dzięki niemu, zrozumiałem co znaczy kochać kogoś na prawdę, mimo że miłość do dziecka a do kobiety się różni, to dla dziecka mogę zrobić wszystko. Niestety dla żony już nie, jest mi obojętna, drażni mnie jej charakter, zachowanie, jej podejście do życia. Brak wspólnych tematów, zainteresowań czy hobby, jesteśmy zupełnie inni, jakbyśmy żyli w innych światach, nie rozumiemy się praktycznie w ogóle. Rozmawiając z niektórymi  koleżankami (tylko koleżankami bo nigdy nie szukałem przygód będąc z żoną) wiem że łapie wspólny temat, poziom rozmowy jest zupełnie inny, wiele poglądów mamy podobnych, zrozumienie jest zupełnie inne, jest o czym rozmawiać i nie tylko na 5 minut.  Temat poruszany z żoną to głównie obiad, pogoda, rozmowa o rodzinie, znajomych i praca, żadnych konkretnych interesujących tematów. 
Obawiam się wszystko zaczyna mnie już przerastać, zrobiłem się zimny, nie czuły, olewający i ostatnio strasznie nerwowy.  Przed świętami żona przycisnęła mnie pytając co jest ponieważ widziała jaki jestem, nie chciałem psuć nastroju przed świętami ale nie dała wyboru, niestety brakło odwagi żeby powiedzieć całą prawdę. Skończyło się podobnie, powiedziałem że nie jestem pewny czy ją kocham i czy chcę dalej z nią być. Reakcji jej nie muszę opisywać, boję się tylko że jeżeli już podejmę ostateczną decyzję to skrzywdzę żonę i osobę na której mi najbardziej zależy czyli syna. Mówiąc jej o tym, stwierdziła że albo żyje ze mną albo w ogóle.
Nie wiem co w takim przypadku robić, widzę tylko dwa wyjścia: rozwód, krzywdząc strasznie żonę i na pewno też dziecko lub tkwić w tym związku i udawać że jest wszystko ok jak do tej pory.

Nie spodziewam się przychylnych opinii i pomocy, bo wiem że już dawno  powinienem użyć "jaj" i zakończyć to, kiedy był odpowiedni czas. Dziwne że teraz jak 30 lat stuknęło, obudziłem się i stwierdziłem bez żadnych wątpliwości że nie jest to kobieta mojego życia, co się ze mną stało???



.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Raczej nie potrafię Ci pomóc, ale szczerze współczuje. Pozostawienie rodziny nie jest dobrym wyjściem, zwłaszcza, że prawdopodobnie ona też chciałaby, żeby było inaczej.  Z drugiej jednak strony, życie masz tylko jedno, i prawdopodobnie na starość będziesz żałował, że było ono takie a nie inne, a teraz masz jeszcze czas, by ułożyć je sobie na nowo. Ale myślenie o własnym dobrze będzie krzywdzące dla dziecka. Życzę Ci, żeby wszystko się jakoś ułożyło.

3

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Jeżeli wiesz że żony nie kochasz i nie chcesz już żyć ze swoją żoną to powinieneś to zakończyć. Bo życie mimo wszystko też nie jest dobre.  Atmosfera w domu też na dziecku się odbija. A co do dziecka  - na pewno na początku byłoby ciężko ale jeżeli dbał byś o wasze kontakty- relacje żeby były takie jak teraz , żeby wiedziało że jest dla Ciebie nadal ważne i to że nie będziecie mieszkać oddzielnie to nic to nie zmieni. Dużo rodziców mieszka osobno i mają dzieci to nie koniec świata. A żona jest dorosłą osobą na pewno będzie jej bardzo ciężko ale z czasem z tym sobie poradzi .

4 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-03 15:44:40)

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

To trudna sytuacja, z której właściwie nie ma takiego wyjścia, które nie wiązałoby się z bólem i cierpieniem. Dlatego radzę tobie, abyś postępował tak, aby to cierpienie i ból minimalizować, a przynajmniej nie pozwalać im się niepotrzebnie przedłużać. A takie niepotrzebne wydłużanie cierpień was obojga będzie miało miejsce, jeśli stchórzysz, albo ze źle pojętej litości nie będziesz działał zdecydowanie i pozwolisz, aby twoja żona miała złudne nadzieje na odbudowę waszego związku.
Wydaje mi się, że najlepiej będzie, gdy na neutralnym gruncie, bez obecności dziecka powiesz jej to wszystko, co napisałeś w swoim poście, czyli że wziąłeś swoje uczucia do niej za miłość a dzisiaj masz już świadomość i jesteś pewien, że to nie jest miłość. Musisz jej powiedzieć, że łączy was dziecko, wspólne lata, ale jej nie kochasz i wiesz, że ona nie budzi w tobie żadnych uczuć i emocji poza litością i współczuciem.
A potem musisz być twardy i konsekwentny, bo ona zapewne będzie próbowała przekonać ciebie, że jeszcze możecie wszystko zacząć od nowa, że na pewno wspólnie dacie radę pokonać kryzys. Pewnie ona będzie płakała, błagała, potem mieć pretensje, stawiać żądania, może będzie manipulowała, albo nawet posunie się do szantażu. Musisz wytrzymać ten etap, pamiętając, że to nieuniknione, gdy ktoś traci swoją dotychczasową wizję swojego życia, bo twoja żona będzie musiała w przyspieszonym tempie dojrzeć do tego, do czego ty dojrzewałeś powoli. Pamiętaj, że twoja żona dopiero musi mieć czas, aby zrozumieć to, co dla ciebie jest już oczywiste, że związek bez miłości jest tylko pustą fasadą.
Tylko będąc stanowczym i konsekwentnym, tak aby twoja żona miała pewność, że twoja decyzja jest ostateczna i nieodwołalna, możesz skrócić okres waszego cierpienia i przyspieszyć powrót między wami spokoju i wspólnego "frontu" w wychowywaniu waszego dziecka, które już zawsze będzie was łączyło.

5

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Dziękuję wszystkim za poświęcony mi czas i próbę pomocy.  Kitkaoskara co do Twojego postu,  to można tylko jedno napisać - nic dodać nic ująć.
Nie wiem jak to wszystko przeżyjemy, ale będę musiał w końcu  podjąć ostateczną decyzję i to bez przeciągania w czasie. Cały czas się zastanawiam jak mogłem do tego doprowadzić. Najgorsza rzecz jaka w życiu mnie spotkała.

Pozdrawiam

6

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

wybacz dla mnie twoj styl pisania jest typowo kobiecy. Nie jestes czasem kolezanką/kochanką i nie szukasz usprawiedliwienia dla swojego wybranka który opuszcza żoną? Tak ładnie to wszystko opisałes/as. Tylko pewnie jakby druga strona sie wypowiedziała - wyglądałoby to troszkę inaczej. czy nie jest tak, że po poznaniu kogoś nagle nie odkochałeś sie w zonie? Mój mąż się we mnie odkochał, przeczytaj sobie mój temat, zobacz jak to wygląda ze strony żony. Ile wycierpiałam i co sie działo i dzieje ze mną. Mąż który od lat twierdził że kocha, z którym przeszłam bardzo poważne problemy, który jeszcze niedawno namawiał mnie na drugie dziecko, który namówil mnie na wspolny kredyt i mieszkanie. Nagle po urodzeniu dziecka i poznaniu kolezanki - się odkochał. I tez mógłby tak łądnie to opisac jak Ty to zrobiłeś. Ale kij ma dwa końce i nie wierzę ze było tak pieknie i ze taki nieskazitelny jestes, wybacz.

7

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Oczywiście masz prawo myśleć swoje i nie będę cię przekonywał abyś zmieniła zdanie.  Mogę tylko napisać że nie jestem żadną koleżanką czy też kochanką, a jeśli chodzi o to drugie to tak jak pisałem, z czystym sumieniem mówię że nigdy w życiu nie zdradziłem swojej żony. 
Może się mylę ale wydaje mi się że trochę źle zrozumiałaś co napisałem.
Nic nie wspominałem że jestem nieskazitelny, wręcz przeciwnie, cały ten "bałagan" sam stworzyłem, żony za nic nie obwiniam. Nie wiem dlaczego tak się stało, nikim się nawet nie zauroczyłem, nie wspominając o zakochaniu.
Nie sądzę też żebym szukał tutaj usprawiedliwienia czy też współczucia, raczej pomocy lub też po prostu chciałem komuś o tym powiedzieć.

Pozdrawiam.

8

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

one.dark.night, ja odebralam to co piszesz, jako szczere.
I nie widze, zebys obwinial zone. Problem zaczal sie wtedy, gdy sie z nia zeniles, wiedzac, ze to nie jest ta dla Ciebie idealna, tylko biorac pierwsza, ktora Cie chciala.

Troche moge sie wczuc w sytuacje, tylko ze ja wyszlam za maz za pierwszego meza z litosci, juz wtedy nie chcac mu zadawac cierpienia odmowa. Ze byl to wielki blad, wiedzialam w zasadzie juz zaraz po slubie. Bylo we mnie takie poczucie, ze to nie jest mezczyzna mojego zycia, z ktorym to zycie chce spedzic, ale nie wiedzialam jak sie z tego wyplatac.  Staralam sie, ale nie dalam rady wytrzymac w tym zwiazku. Bylismy przyjaciolmi, ale dla mnie nie byl on partnerem, co odbijalo sie tez na naszym pozyciu seksualnym. I musialam mu w koncu kiedys ten bol zadac. Na szczescie nie mielismy dzieci, to bardzo komplikuje sprawe.

Nie wiem, moze czasem tak musi byc, ze musimy wybrac nas samych i zadac bol innym. To tez lekcja zyciowa, zeby zwracac uwage na wlasne pobudki przy wyborze partnera.
Cena, jaka sie placi za takie kiepskie wybory bywa niemala - albo wlasne niezadowolenie i spychanie wlasnych potrzeb do podziemi, albo to, ze trzeba wytrzymac to, ze zadaje sie komus bol.
Moje doswiadczenie mowi, ze trwanie w takich zwiazkach, w ktorych jedna strona zupelnie nie jest zaangazowana, nie jest dobrym wyjsciem. To tez jest zadawaniam bolu, tylko na raty. A na koncu oboje stwierdzaja byc moze, ze przewegetowali to zycie, egzystujac obok siebie i zostaje zal. To chyba nie warto.
Bol rozstania jest czesto tez szansa na cos nowego, na przebudzenie. Bol zmusza do zmian, do rozwoju. To nie tylko cos negatywnego, tylko takze sila popychajaca nas do przodu, pomagajaca wyrwac sie z letargu przyzwyczajen i strachow i otwierajaca czasem zupelnie nowe perspektywy.

9 Ostatnio edytowany przez Garance_30 (2016-01-04 18:51:24)

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Jednak trochę czuć, że autor obwinia żonę, no bo ten chłód, zdawkowa emocjonalność, denerwowanie się na nią i jej charakter to jednak ma swoją przyczynę w tym, że ożenił się z rozsądku, nie z miłości, a odpychając teraz ją karze ją za swoje złe wybory. Dłużej tak nie pociągniesz, dziecko lepiej wychowa się w domu, gdzie jest miłość niż kłamstwo. Żona to bardzo przeżyje (współczuję jej, w ogóle współczuję osobom, które po latach dowiadują się, że partner tak naprawdę nigdy ich nie kochał, a związał się z nimi z różnych przyczyn i motywacji), ale być może w końcu uwolnisz ją od siebie i zakłamania w w którym żyjesz. Pomyśl tylko jak najmniej ją zranić, dziecko także. Zabezpiecz ich przyszłość, a potem układaj sobie życie na nowo.

10

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Nie obwiniam swojej żony w tym przypadku ani trochę, bo dlaczego? Byłem świadomy tego,  jaką kobietę poślubiłem i to nie ona się zmieniła po tylu latach, tylko ja.

Jedyna rzecz która mnie powstrzymuję żeby zrobić krok na przód , to strach przed tym że ona może sobie coś zrobić. Ona nie jest typem  kobiety która jest silna psychicznie  i szybko się weźmie w garść.

11 Ostatnio edytowany przez kitkaoskara (2016-01-04 21:31:09)

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki
one.dark.night napisał/a:

Jedyna rzecz która mnie powstrzymuję żeby zrobić krok na przód , to strach przed tym że ona może sobie coś zrobić. Ona nie jest typem  kobiety która jest silna psychicznie  i szybko się weźmie w garść.

To normalne, że masz wątpliwości, że się wahasz, że rozważasz za i przeciw, że masz obawy i lęki.
Rozterki są naturalne w twojej sytuacji. To część ceny, którą płacisz za wcześniejszy brak rozwagi i uczciwości.
Ale pomyśł, czy chciałbyś aby ktoś był z tobą z litości, z lęku, z poczucia bezradności? Taka relacja nie ma nic wspólnego ze związkiem między kobietą i mężczyzną. A przedłużanie takiego stanu prędzej czy później zakończy się jeszcze gorzej, bo albo zaczniesz uciekać w inne obowiązki, pracę, albo nieświadomie będziesz wzbudzał w żonie złość lub prowokować ją do nienawiści, aby to ona zapragnęła zakończyć związek.
Jeszcze raz powtórzę tu nie ma szansy na bezbolesne rozstanie, możesz tylko zawalczyć, aby bolało jak najmniej i jak najkrócej.

12

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Wszystko rozumiem, ale niestety wydaję mi się że mój strach i obawy nie są bezpodstawne. Jak już pisałem, moja żona nie należy do osób o silnej psychice i taki cios może doprowadzić ją do załamania psychicznego, lub nie daj Boże do jakiś nieodpowiedzialnych czynów. Nie mógłbym znieść tego, że zniszczyłem życie w kobiecie przez jeden błąd.
Wiem doskonale że mogłem użyć mózgu wcześniej i uniknąć najgorszego, ale czasu nie cofnę - niestety. 

Jeszcze raz dziękuję za pomoc, teraz wszystko w moich rękach

Pozdrawiam

13

Odp: Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Nie czuję się w mocy udzielać porad. Ale zapytam: dlaczego nie pójdziecie na terapię dla par? Na radykalne decyzje zawsze jest czas, ale jeśli można spróbować coś naprawić, to czemu nie spróbować? Wydawałoby się, po co iść do terapeuty, skoro można powiedzieć sobie to samo. Otóż wydaje mi się, że nie do  końca. Przy trzeciej osobie wchodzi się na trochę inny poziom komunikacji. Łatwiej nazwać pewne rzeczy, łatwiej je oswoić. Można też określić, czego się tak naprawdę chce od życia: ciągłych ekscytacji nowymi kobietami czy pracy nad związkiem. Dzięki terapii nawet podjąć decyzje o zakończeniu relacji jest łatwiej, troszkę.  Łatwo się radzi: rozstań się. ale życie nie jest takie jednoznaczne, czasem wymaga wysiłku... wiem, banały, ale...

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie po 10 latach małżeństwa ale nie z powodu kochanki

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018