Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy ja nie mam jakichś większych problemów. I te święta tym bardziej mnie w tym utwierdziły. Bo problem z piciem brata, to aktualny problem, na którym się skupiam i czym się trochę martwię (chociaż aktualnie nie pije). Teraz tak sobie uświadamiam, że ja w zasadzie non stop się nad czymś zastanawiam i czymś się martwię. Ten alkoholizm to tylko jeden z momentów. Jak próbuję sobie przypomnieć, to dawno nie było momentu kiedy czymś bym się nie martwił. A to tata podupadł na zdrowiu i były wizyty w szpitalu i trudne zabiegi, a to mama zachorowała, a to żona była w szpitalu przed porodem, bo były komplikacje. A to mnie męczyły strasznie kłopoty zdrowotne, a moje myśli chyba jeszcze to tylko nasilały. Oczywiście szukałem co mi może być, wydałem masę pieniędzy na badania leki. Okazało się, że chory jestem i owszem, ale na nic strasznie poważnego. Tzn. muszę się kontrolować, bo może się to zamienić w poważną chorobę, ale nie powinno. Po prostu mam problem z gonitwą myśli. Ciągle mnie rozpraszają jakieś myśli fatalistyczne. Projekcje czegoś co się może wydarzyć. Oczywiście rzadko się to dzieje. I mam świadomość tego, że mój strach czy niski nastrój nie ma sensu. Bo przecież mam dobre życie. Kochającą żonę, piękną córeczkę, sukcesy w życiu zawodowym. A mimo to często mam obniżony nastrój. Rzadko coś mnie cieszy. Mam problemy ze snem (od zawsze chyba). Coraz bardziej się zastanawiam, czy nie iść do psychologa. Współuzależniony raczej nie jestem. Robiłem te wszystkie testy i wychodzi mi, że nie, ale problemy natury psychologicznej raczej mam. Najgorsze jest to, że dość często odczuwam niepokój. Bez powodu. Jestem tego świadomy. Jestem po prostu zestresowany i niespokojny. Nawet jak nie ma ku temu powodu. Często jest to zamiennie ze euforią, gdzie czuję się dobrze i szczęśliwy. Najczęściej z powodu jakichś błahostek. Typu wyjdzie słońce zza chmur i już mi się japa cieszy, czy zobaczę zdjęcie uśmiechniętej córeczki, albo zmęczę się porządnie na siłowni, pójdzie mi fajny trening. Ale ogólnie mam jakiś taki niski nastrój. Chociaż nie powinienem, bo szczerze mówiąc to raczej wiele osób może mi zazdrościć mojego życia.
I chyba skłaniam się coraz bardziej ku wizycie u specjalisty. Dziś akurat czuję się dość dobrze i tak mnie to skłoniło do napisania tego postu.
1 2015-12-28 15:42:32 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-12-28 15:43:53)
Podobne tematy
Jeżeli faktycznie czujesz, że nie potrafisz walczyć z tymi myślami, to może faktycznie warto odwiedzić dobrego psychologa.
Chyba tak. Bo próbowałem różnych metod. Nakupowałem fajnych książek. Niby ok, bo mam świadomość mojego problemu. Wiem, że to jest nieracjonalne. Ale im bardziej walczysz żeby tych myśli nie było, tym bardziej one się pojawiają. No chyba, że się co nieco wypije, ale nie tak żeby się napić, ale żeby był chill to jest chill. Ale tak to można alkoholikiem zostać. Jak mój brat. To nie piję za bardzo. Najgorsze jest to, że jak mieliśmy szkolenie w pracy z dość dobrym psychologiem to dostałem diagnozę, że mam silną osobowość i dobrze działam w sytuacjach stresujących. No i tak w zasadzie jest, ale ten stres mnie powoli zaczynam wykańczać. I te myśli i skupianie się na innych, a nie na sobie. No i moją żonę zaczyna to powoli też wkurzać.
4 2015-12-28 16:10:27 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-12-28 16:14:08)
Jako, że masz w Rodzinie alkoholika to na pewno musisz być (i na pewno jesteś) wyczulony na to.
Więc alkohol w Twoim wypadku całkowicie odpada, żeby chodź na chwilę zapomnieć o złych myślach.
A może dlatego, że masz właśnie silną osobowość, że potrafisz radzić sobie ze stresem obawiasz się i wkręcasz sobie, że są takie rzeczy w życiu na co nie masz wpływu i tego się obawiasz. Po prostu wszystko chcesz mieć pod kontrolą, a tak się niestety nie da.
Nie wiem czy zrozumiale to napisałam.
To, że masz silną osobowość nie oznacza, że nie potrzebujesz pomocy w rozwiązaniu problemów.
Szukając specjalisty pamiętaj o tym, że nie każdy psycholog jest psychoterapeutą, a nie każdy psychoterapeuta - psychologiem.
Zrozumiale i coś w tym jest. Właśnie to, że nie mam na pewne rzeczy wpływu powoduje uczucie bezsilności. A właśnie nie powinienem się tym zamartwiać z tego właśnie powodu, że wpływu nie ma. Po prostu żyć swoim życiem i cieszyć się z tego co mam. Bo mam z czego się cieszyć.
7 2015-12-28 16:22:50 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-12-28 22:06:48)
Zrozumiale i coś w tym jest. Właśnie to, że nie mam na pewne rzeczy wpływu powoduje uczucie bezsilności. A właśnie nie powinienem się tym zamartwiać z tego właśnie powodu, że wpływu nie ma. Po prostu żyć swoim życiem i cieszyć się z tego co mam. Bo mam z czego się cieszyć.
Dokładnie.
Możliwe, że poprzez swoją silną osobowość Twój problem jest bardziej wyolbrzymiony. Ty po prostu nie potrafisz się wyluzować i zaakceptować, że życie rządzi się swoimi prawami, na które czasem nie mamy wpływu.
Sama nie raz mam takie myśli, ale staram sobie zaraz wytłumaczyć, że takimi myślami nie zmienię nic a jedynie psychicznie mogę się podłamać, tylko, że ja sobie potrafię to wytłumaczyć, ponieważ nie jestem takim człowiekiem jak Ty(nie mam takiej osobowości jak Ty, chyba
)
8 2015-12-28 16:39:42 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-28 16:41:35)
Jeśli można 5 grosików swych dorzucić ![]()
Byc moze sie myle ja to co piszesz odbieram mniej wiecej tak, że ta twoja silna osobowość nie dopuszcza sytuacji gdzie cos idzie nie tak
Napietrzenie problemow sprawia ze naturalnie zaczynasz walczyc, probujesz sie bronic, podswiadomie masz stres, emocje, tak bardzo chcesz zeby bylo dobrze, ze wpadasz w taka hustawke, prubujesz sie cieszyc, weryfikujesz i nic sie nie zmienia
Na ten chill out bym uwazal, szczerze, mozna sie od tego nieźle uzależnić, potem jest dopiero do dup_y, to przejsc
Droga walki trzyma cie przy tym wszystkim, akceptacja jest slusznym rozwiazaniem, jednak czesto na dluzsza mete ja utrzymywac, zwlaszcza gdy tego dużo i raz za razem, jest problemem
Cos w stylu ze ciągle z uporem maniaka wstajesz, to jest dla mnie silna osobowość
Koniec roku specyficzny czas, mi sie powlaczaly jakies, podliczenia roku, jakies obrachunki, jakis renament
Szybko przeszkoczylem na tryb, ze spoko listy problemow nie powiekszam, mam dokladny oglad na czym stoje
Wiec tym ogladem juz zredukowalem swoje dziwne wizje,
Jak to mowia nie taki diabel straszny jak go malują
Glowa do góry, za nie dlugo zacznie wreszcie zbawienna witamina D z nieba spływac,
Powodzenia
(...) Właśnie to, że nie mam na pewne rzeczy wpływu powoduje uczucie bezsilności. (...)
Dla niektórych pogodzenie się z tym, że nie jest się wszechmogącym jest trudne.
1.Zakladam, ze nie ogladasz porno, jesli jest inaczej to zrezygnuj.
2.Jak sie odzywiasz? Jesli Twoja praca jest silnie stresujaca to powinienes duza uwage skupic na odpowiednim odzywianiu bo to zdecydowanie pomaga ograniczyc stres.
3.Masz natretne mysli? Z tego co czytalem to wiekszosc osob ma takowe, choc pewnie stopien ich nasilenia jest rozny.
Moja rada: nie walcz z nimi tylko je zaakceptuj.
To takze moze Ci pomoc:
szybkanauka.pro/zle-samopoczucie-sposob/
4.Nawet nie mysll o alkoholu, to zle rozwiazanie. Widzisz zreszta po bracie. Zaczyna sie od niepozornie a konczy w AA.
Pamietaj, wszystko w umiarze.
Dobrze jakbys mogl zrobic sobie mala przerwe w pracy.
Oprocz tego polecam basen bo dobrze relaksuje i wplywa pozytywnie na samopoczucie.
Tu kolega dobrze napisal, juz niedlugo wyjdzie slonce to zalapiesz troche witaminy D i samopoczucie sie polepszy.
Ewentualnie mozesz ja dostarczac z pozywieniem co byloby korzystne.
Sprobuj te rady wcielic w zycie, sprawdz czy dzialaja i daj znac.
Zycze powodzenia ![]()
Jako ze jestem osoba ktora nie powinna radzic w takich sprawach powiem tylko:
Trzymaj sie i trzymam kciuki, bo Cie polubilam mimo ze nie wiem kim jestes ![]()
Martainn napisał/a:(...) Właśnie to, że nie mam na pewne rzeczy wpływu powoduje uczucie bezsilności. (...)
Dla niektórych pogodzenie się z tym, że nie jest się wszechmogącym jest trudne.
Kazda zmiana w zyciu jest trudna, jednak z perspektywy patrzac, niezbędna i otwierajaca nowe możliwości
Taki skok na bangi w jedna stronę, nie zbyt moze optymistyczna wizja, ale genialna w działaniu ![]()
4.Nawet nie mysll o alkoholu, to zle rozwiazanie. Widzisz zreszta po bracie. Zaczyna sie od niepozornie a konczy w AA.
Rozumie że to doświadczenie jest poparte jakąś realna wiedza na temat, nie tylko samosądem ![]()
Sugeruje udać sie na np mitting otwarty
W wiekszosci problemy emocjonalne maja źródło w wlasnie w opieraniu sie na nierzeczywistych wyobrażeniach, myślach, iluzjach itd itp
Pozdrawiam
Martainn, przypominasz mi z opisu mojego faceta ![]()
Misiek zawsze się stresuje praca, zamartwia na zapas, nawet jak wszystko się cacy układa on wymysla negatywne wersje przyszłości. Sypia tez marnie- zwykle budzi się w polowie nocy i musi isc poczytać tak z godzinke, żeby się uspokoić. Tak jak Ty wie, ze to nie jest racjonalne ale ten wewnętrzny chomik w glowie biega na swojej karuzeli jak szalony. Jest niesamowicie ogarniętym, silnym człowiekiem, ale podobnie jak Ty ma bardzo silna potrzebe kontroli rzeczywistości.
Jemu najbardziej pomoglo chodzenie na silownie wieczorem. Jak wyciśnie sztangę, zrobi jakies kardio, to generalnie ma mniejszy poziom napięcia i lepiej spi. Ale może w Twoim przypadku (bo o ile pamiętam Ty bardzo aktywny jesteś), terapia bylaby bardziej wskazana.
Glowa do góry, za nie dlugo zacznie wreszcie zbawienna witamina D z nieba spływac,
Powodzenia
O właśnie! Warto przebadać krew pod kątem niedoboru witaminy D. Może to nie jest sedno Twoich problemów ale na pewno nie zaszkodzi
taniedobry, alkohol poczatkowo moze stac nawykiem, zmeczenie psychiczne=alkohol=relaks.
Nie ma w tym nic zlego jesli wszystko jest robione w umiarze, ale ten umiar nie jest latwo zachowac, dlatego moje stwierdzenie bylo mocno kategoryczne bo chce dla autora jak najlepiej.
Zreszta jestem przekonany, ze autor tematu zdaje sobie z tego sprawe ![]()
17 2015-12-28 19:03:23 Ostatnio edytowany przez Naprędce (2015-12-28 19:04:50)
Martainn
Chyba nie da całkowicie pozbyć się stresu. W Twoim przypadku radziłbym znaleźć sobie coś, jakieś proste zajęcie, które skutecznie absorbowałoby umysł i odwracałoby uwagę od takiego "nadprogramowego" i zbędnego zamartwiania się.
Sport/ruch spełnia te wymagania ale ja mam na mysli raczej taki jego ekwiwalent wyłącznie dla samego umysłu. Coś co można robic kiedykolwiek i wystarczająco interesującego dla Ciebie.
Trudno mi podać jakiś odpowiedni przykład, bo Ciebie nie znam. Ale na przykład: oglądanie TV raczej nie jest dobrym pomysłem- mysli łatwo mogą zdryfować w niedobrym kierunku.
Lepsze już jest dajmy na to rozwiązywanie krzyżówek/sudoku (tak radzą sobie moi rodzice, dla mnie to nudne- wolę np. grać w literaki).
W skrócie- spróbuj ograniczyć mózgowi czas w których "on" jak widzę automatycznie na tapetę bierze problemy, które Cię otaczają i sugeruje Ci, że jest gorzej niż w rzeczywistości.
Co do alkoholu, to jest taka zasada i ja się jej trzymam: "Nie pij na smutno"
Jejku. Myślałam, że tylko ja tak mam.
Martwię się absolutnie wszystkim.
Często gęsto na zapas. Bez sensu.
Dzięki wszystkim za odpowiedzi.
Tenniedobry wiem, że te chill bywa niebezpieczny. Swego czasu w najgorszym roku piłem w zasadzie codziennie. Nie były to duże ilości ale jednak. Teraz raz w tygodniu, czasami przez parę tygodni wcale.
Tomilee:
Ad. 1 Rzadko oglądam.
Ad. 2 Odżywiam się raczej zdrowo. Uprawiam sport. Po latach udało mi się sprawdzić nietolerancje i odżywiam się w sposób, który mi nie szkodzi.
Ad. 3 Mam natrętne myśli. Właśnie mnie to najbardziej dobija. Najczęściej zdarzają się wieczorem, przez co nie mogę zasnąć. Albo np. czytam książkę i nagle przestaję ją czytać i już myśli krążą. One przychodzą same. W różnych momentach. Kiedyś bardzo dużo czytałem, teraz znacznie mniej bo właśnie te myśli mnie rozpraszają.
Ad. 4 Wiem, że to nie jest rozwiązanie. Bo jak człowiek wypije więcej to czuje się fajnie, ale na drugi dzień jest jeszcze gorzej. To żadne rozwiązanie.
Przerwa w pracy już praktycznie przyszła. W styczniu mam 2 tygodnie wolnego. Więc sobie odpocznę.
Beyondblackie jestem aktywny. Bez aktywności żyć nie mogę. Zawsze w dzień treningowy a szczególnie po treningu czuję się lepiej. Lubię ten stan wyczerpania po dobrym treningu. Dlatego teraz trochę cierpię. Zrobiłem sobie przerwę bo troszkę się przetrenowuję. Ale w sobotę już idę na trening. No jestem podobny do Twojego Miśka. Zdecydowanie;)
Troublemaker suplementuję witaminę D gdzieś od początku października. Dawka 1000 j, ale może to za mało, bo znajomy suplementował 5000 j a i tak mniej poziom zaniżony.
Naprędce telewizji w zasadzie nie oglądam. Nigdy nie oglądałem za bardzo. Czasami gram w grę online, ale wiadomo z córeczką teraz mój dzień wygląda w zasadzie codziennie to samo. Praca, trening, mała, sen, praca, trening, mała, sen i tak w kółko:) Tak jak pisałem lubiłem czytać dużo, ale teraz ciągle mnie te myśli rozpraszają.
Kammiś dzięki, walczę;)
Postanowiłem od nowego roku wprowadzić też jeszcze inne zmiany. Ograniczenie stymulantów bo bez nich w zasadzie nie funkcjonuję, ale przeczytałem też w mądrej książce dziś, że to też może być powodem problemów. Dlatego robię całkowity detoks od stymulantów. Dziś czuję się ok. Jest nadzieja, że brat nie będzie pił bo od wigilii jest trzeźwy i cały czas mówi, że pił nie będzie. W domku wszystko ok, tata przeszedł poważne zabiegi i czuje się znacznie lepiej. W pracy się układa. Nagrodę Rektora w tym roku dostałem za zasługi. Spore pieniądze, ale ja akurat do pieniędzy większej wagi nigdy nie przywiązywałem. No po prostu w tym roku było dużo dobrego, poza tym grudniem. Czytałem dużo o mindfullnes, czyli uważności. Sporo ludzi chwali ten system. Polega to na życiu tu i teraz, nie rozmyślaniu ani o przyszłości, ani o przeszłości. W teorii wszystko fajnie, ale nie udaje mi się tego wprowadzić. Szukałem jakichś warsztatów w okolicy, ale nie ma;) Trudno. Dziś jest ok;) Jak piszę na forum też jest ok. Wtedy akurat nie myślę o niczym innym:)
Niestety ostatnio też tak mam. Jak jest wszystko dobrze to ogarniają mnie natrętne myśli że to długo nie potrwa.
Ostatnio zamiast się cieszyć że nic złego się nie dzieje zaczynam myśleć że jednak coś może się stać.
I też czytam coś ciekawego i nagle odpływam.Ja myślę że to może być wpływ stresów z przeszłości.Ja tak miałam że jak działo się coś złego byłam silna i nie załamywałam się.Kiedyś ktoś mi powiedział że jestem zimna jak coś złego się działo.
Może lepiej było wyrzucić to z siebie,zacząć ryczeć, histeryzować.
Pewnie ze idz do specjalisty, psychologa czy zapisz sie na zajecia typu joga. Wprowadz swoj stan ducha w spokojne tony, tego ci potrzeba - odprezenia - zdecydowanie. Szkoda czasu zeby obnizony nastroj zmienil sie np. w depresje, nie takie sytuacje mialy miejsce, ze bogaci ludzie rzucali sie pod pociag bo mieli depresje a nikt ich nie podejrzewal.
Marcin,
mam tak przez całe życie.Powody do zmartwienia zawsze się znajdą,a teraz,jak mam poważne powody to martwię się cały czas.Mi pomaga na zamartwianie się praca,bycie między ludźmi.Wtedy muszę być spokojna,uśmiechać się i być miła.
Czasem mam tak,że kiedy już jestem w domu,kiedy nie obserwują mnie mąż i dziecko ze strachu popadam w jakiś taki bezdech.
Nie mam słabej osobowości,wiele ciężkich chwil w życiu mam za sobą-dałam radę i mało co może mnie złamać.
Ale kiedy zaczynam myśleć o jakiejś trudnej sytuacji,dołącza się do tego wyobraźnia i...przesuwają mi się w głowie przerażające obrazy.
Radzę sobie z tym na razie.Nie jest to łatwe,szczególnie teraz gdy mam wolne od pracy.
Ja mam podobnie z reszta mam to po matce. Ona ciągle myśli martwi się o państwo przejmuje się głupota polskich władz mentalności katastrofami klimatycznymi itd..
Toksyczna matką która może ją przeżyć oraz wbrew mnie żyje też moimi problemami.
24 2015-12-28 22:49:02 Ostatnio edytowany przez Martainn (2015-12-28 22:52:16)
Miałem kiedyś epizod depresyjny.
Sukcesy w życiu nie dają szczęścia. Dla mnie koronny przykład to Robert Enke. Bramkarz reprezentacji Niemiec. Mistrz świata, sukcesy w klubie, szczęście w rodzinie. I nie dał sobie z tym rady, rzucił się pod pociąg. Ja czasami się zastanawiam, czy mi właśnie za dobrze nie idzie. Jestem bardzo cenionym pracownikiem. Szybko awansowałem, zawsze to mi powierzane są "tajne" sprawy i najtrudniejsze problemy bo wszyscy wiedzą, że je szybko rozwiążę. Ale to nie jest powodem moich stresów. Z pracą sobie radzę. Raczej życie rodzinne. Tutaj są problemy. Ja nigdy nie potrafiłem okazywać uczuć. Z jednej strony byłem zawsze przez "środowisko" traktowany po pierwsze jako taka skała. Osoba z bardzo dużym opanowaniem i racjonalna, a z drugiej strony jako osoba pozytywna. Zarażająca uśmiechem i optymizmem. Bo prawda jest taka, że na żywo jestem jajcarz i zawsze staram się rozluźnić atmosferę. Często żartuję, robię numery. Ludzie mnie lubią. Nie da się oszukiwać, że nie. Raczej nie mam wrogów, a ludzie często mnie wszędzie zapraszają bo wiedzą, że jak ja będę to imprezę "rozkręcę". Tak było zawsze. Pierwszy na parkiecie, jak była stypa to to rozkręcałem. Często z koleżankami w pracy np. sobie dopiekamy, ale wiemy, że to są żarty. Ale w gruncie rzeczy potem nie jest za fajnie. Bo wracają myśli jak wracam do domu. Nie wiem, sam już naprawdę nie wiem. Mnie dziś wzięło na przemyślenia właśnie nie dlatego, że jest źle, ale że dziś jest ok. Fajnie się czuję, pozytywnie, ale boję się żeby nie wróciło złe samopoczucie. Jest tylko taka jedna dobra koleżanka z którą pracują, która wie o wszystkich moich problemach. Ja wiem o jej i razem się wspieramy. To jest "czarownica", która od razu mi powiedziała w czym jest mój problem i że pod tą skorupa kryje się uczuciowa mocno osoba. Z jednej strony silna osobowość, a z drugiej mocna uczuciowość. Trochę paradoks. Ale tak właśnie jest. Moja żona też dobrze to rozumie. W niej mam wsparcie. Dziś był dobry dzień. Czułem się dobrze. Dużo mi dał ten temat. Zrelaksowałem się. Brat też się przyczynił. Rozmawiałem z nim dziś trzykrotnie. Chce się na nowo ogarnąć. Woli życie bez alkoholu które poznał. Ja mam dużą kontrolę z ministerstwa na którą muszę się przygotować, ale jej się nie obawiam. Obawiam się żebym podołał jako mąż i ojciec:)
A może jest tak, że Ty sam się nakręcasz ponieważ na każdym polu idzie Ci znakomicie i boisz się, że kiedyś to się skończy, po prostu nie wierzysz w swoje szczęście?
Niektórzy tak myślą, że szczęście nie może trwać wiecznie i prędzej czy później się coś posypie.
(...) Obawiam się żebym podołał jako mąż i ojciec:)
A jest jakakolwiek przyczyna, dzięki której te obawy stałyby się faktem?
(...) Fajnie się czuję, pozytywnie, ale boję się żeby nie wróciło złe samopoczucie.(...)
Jak jest źle, to się martwisz; jak jest dobrze, to martwisz się, że dobra passa się skończy. Tymczasem:
Wszystko w życiu jest tymczasowe, wiec jeśli coś idzie dobrze, to trzeba się cieszyć, bo nie będzie trwać wiecznie, a jeśli coś źle idzie, nie martw się, to też nie będzie trwać w nieskończoność.
To wszystkie lęki, obawy, demony przeszłości, to wszystko daje o sobie znać. I co jakiś czas nawraca te myśli. Kiedyś psycholog mi powiedziała, że to bzdura, że można całkowicie skończyć z przeszłością, zapomnieć, pogodzić się, wybaczyć wszystkim wszystko. Owszem można się uspokoić, próbować zapomnieć, cieszyć się życie jednak co jakiś czas lęki będą dawały o sobie znać.
A już jak się zostanie rodzicem to na pewno lęki będą towarzyszyć. Pojawienie się dziecka jest pewnego rodzaju szokiem, ogromnym stresem i ten stres już zawsze rodzicowi będzie towarzyszył, strach o dziecko, próby uchronienia go przed złymi rzeczami, dziecko się chroni przed tym żeby nie popełniło tych samych błędów, siebie przed tym żeby nie popełnić błędów swoich rodziców.
Mogę Ci polecić książkę (poradnik psychologiczny) ,,Skąd się biorą dorośli''- Małgorzata Liszyk- Kozłowska
O tym jak dzieciństwo wpływa na dorosłe życie.
28 2015-12-28 23:31:34 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-12-28 23:39:20)
lęki...
pozostają z nami do końca, czasami udaje się od nich uciec, nieliczni doznają łaski pozostawienia ich za sobą w przeszłości, ja moje lęki oswoiłam, są ze mną jak kot czy pies, współistniejemy, inaczej się nie udało,
Martainn idź na terapie, jak masz możliwość, idź, to samo nie przejdzie, masz całe życie przed sobą, idź
Miałem kiedyś epizod depresyjny.
Sukcesy w życiu nie dają szczęścia. Dla mnie koronny przykład to Robert Enke. Bramkarz reprezentacji Niemiec. Mistrz świata, sukcesy w klubie, szczęście w rodzinie. I nie dał sobie z tym rady, rzucił się pod pociąg. Ja czasami się zastanawiam, czy mi właśnie za dobrze nie idzie. Jestem bardzo cenionym pracownikiem. Szybko awansowałem, zawsze to mi powierzane są "tajne" sprawy i najtrudniejsze problemy bo wszyscy wiedzą, że je szybko rozwiążę. Ale to nie jest powodem moich stresów. Z pracą sobie radzę. Raczej życie rodzinne. Tutaj są problemy. Ja nigdy nie potrafiłem okazywać uczuć. Z jednej strony byłem zawsze przez "środowisko" traktowany po pierwsze jako taka skała. Osoba z bardzo dużym opanowaniem i racjonalna, a z drugiej strony jako osoba pozytywna. Zarażająca uśmiechem i optymizmem. Bo prawda jest taka, że na żywo jestem jajcarz i zawsze staram się rozluźnić atmosferę. Często żartuję, robię numery. Ludzie mnie lubią. Nie da się oszukiwać, że nie. Raczej nie mam wrogów, a ludzie często mnie wszędzie zapraszają bo wiedzą, że jak ja będę to imprezę "rozkręcę". Tak było zawsze. Pierwszy na parkiecie, jak była stypa to to rozkręcałem. Często z koleżankami w pracy np. sobie dopiekamy, ale wiemy, że to są żarty. Ale w gruncie rzeczy potem nie jest za fajnie. Bo wracają myśli jak wracam do domu. Nie wiem, sam już naprawdę nie wiem. Mnie dziś wzięło na przemyślenia właśnie nie dlatego, że jest źle, ale że dziś jest ok. Fajnie się czuję, pozytywnie, ale boję się żeby nie wróciło złe samopoczucie. Jest tylko taka jedna dobra koleżanka z którą pracują, która wie o wszystkich moich problemach. Ja wiem o jej i razem się wspieramy. To jest "czarownica", która od razu mi powiedziała w czym jest mój problem i że pod tą skorupa kryje się uczuciowa mocno osoba. Z jednej strony silna osobowość, a z drugiej mocna uczuciowość. Trochę paradoks. Ale tak właśnie jest. Moja żona też dobrze to rozumie. W niej mam wsparcie. Dziś był dobry dzień. Czułem się dobrze. Dużo mi dał ten temat. Zrelaksowałem się. Brat też się przyczynił. Rozmawiałem z nim dziś trzykrotnie. Chce się na nowo ogarnąć. Woli życie bez alkoholu które poznał. Ja mam dużą kontrolę z ministerstwa na którą muszę się przygotować, ale jej się nie obawiam. Obawiam się żebym podołał jako mąż i ojciec:)
hmmm jak czytam ten post, to jakbym o sobie sprzed kilku lat czytał, jak chcesz daj na PW
Dzięki wszystkim za odpowiedzi.
Tenniedobry wiem, że te chill bywa niebezpieczny. Swego czasu w najgorszym roku piłem w zasadzie codziennie. Nie były to duże ilości ale jednak. Teraz raz w tygodniu, czasami przez parę tygodni wcale.
Tomilee:
Czytałem dużo o mindfullnes, czyli uważności. Sporo ludzi chwali ten system. Polega to na życiu tu i teraz, nie rozmyślaniu ani o przyszłości, ani o przeszłości. W teorii wszystko fajnie, ale nie udaje mi się tego wprowadzić. Szukałem jakichś warsztatów w okolicy, ale nie ma;) Trudno. Dziś jest ok;) Jak piszę na forum też jest ok. Wtedy akurat nie myślę o niczym innym:)
sorki jeśli jakoś Cię uraże, nie jest to moją intencją
gdzie byś nie poszedł, i czego próbował dowiesz się czegoś takiego w skrócie
"że nie jesteś w stanie uleczyć tego, czego nie uznajesz, a to, czego świadomie nie uznajesz, będzie sprawowało nad Tobą wewnętrzną kontrolę, zamęczając Ciebie i wszystkich wokoło"
jest masa literatury o "duchowości", bo to jest słowo klucz
nie tak dawno słyszałem trochę przyziemny tekst, jednak myślę że adekwatny tutaj
coś w stylu "żeby poprawić przedziałek na głowie i się odpierdd lić wreszcie od siebie i pozwolić sobie żyć" ![]()
z tego co piszesz "trenujesz" ciało, dbasz o fizyczną stronę wszystkich mięśni włącznie z głównym "mózg", jednak widzisz że to jest za mało, czujesz że to za mało
zastanawiałeś się dlaczego jak piszesz tu na forum, jest ok?? i kiedy to lepiej jest, gdy się czymś dzielisz?? gdy komuś pomagasz??
szukasz odpowiedzi, a to jest już mega krok w kierunku poznania "siebie"
i pewnie nie przekroczę żadnych barier, twierdząc że to jest naturalna kolej myślącej istoty
nie dał mi tego :
- chill out, specjalizacje już robiłem
- nie dał mi psycholog, psychoterapeuta
- nie dała wiedza i doświadczenie
- nie dały leki bo tez próbowałem
- nie dał sport
- nie dała dodatkowa praca
- nie dała mi tego dieta
- seks itd itp
zauważ to są drogi ucieczki, przed zmianą siebie, trenowanie w wielki cudzysłowiu ciała
a o duchu ani słowa, a tak naprawdę to boli, i stąd te "spięcia"
popatrz na sytuacje które Cię spotkały, jaki miały realny kontakt z Tobą, przez głowę, tak? myślenie, tak??
nie możesz wyluzować, bo żyjesz swoim myśleniem o czymś na co nie masz wpływu!!!
myk jeden można przestudiować, setki pozycji literatury, można być teoretykiem na max, jednak żeby coś opisać tak naprawdę trzeba to świadomie "przeżyć"
żeby cię głowa wykształcona nie oszukała, musi być ktoś drugi
tu i teraz jest cały czas obok Ciebie
czeka na odkrycie
powodzenia
lęki...
pozostają z nami do końca, czasami udaje się od nich uciec, nieliczni doznają łaski pozostawienia ich za sobą w przeszłości, ja moje lęki oswoiłam, są ze mną jak kot czy pies, współistniejemy, inaczej się nie udało
ja tu kurde kombinuję, a koleżanka prosto z mostu jednym zdaniem pozamiatała
z informatyka polonisty nie robi, jeśli wogóle zrobi ![]()
szacun
31 2015-12-28 23:41:36 Ostatnio edytowany przez in_ka (2015-12-28 23:42:16)
in_ka napisał/a:lęki...
pozostają z nami do końca, czasami udaje się od nich uciec, nieliczni doznają łaski pozostawienia ich za sobą w przeszłości, ja moje lęki oswoiłam, są ze mną jak kot czy pies, współistniejemy, inaczej się nie udałoja tu kurde kombinuję, a koleżanka prosto z mostu jednym zdaniem pozamiatała
z informatyka polonisty nie robi, jeśli wogóle zrobiszacun
bo koleżanka z tych co innym pomaga, a sama cholera, w czarnej dupie bywa ![]()
32 2015-12-28 23:41:55 Ostatnio edytowany przez Vagabond (2015-12-28 23:48:53)
Ja mam podobny problem. Tylko oprócz tego jestem chorobliwie nieśmiały i jakiś taki niezaradny w stosunkach międzyludkich, co mnie strasznie dobija. Kiedyś, jak byłem dzieciakiem, było dużo lepiej pod tym względem. Dlatego też w tym okresie świąteczno-noworocznym też sobie tak siedzę i myślę, ile przez swoją nieśmiałość szans zmarnowałem, gdzie dziś bym był, jak kiedyś było fajnie itd. też mam tak głównie jak jest wieczór, często przed snem sobie tak leżę i myślę o wielu rzeczach, że musze się zawciąć i stać się przynajmniej taki, jak byłem kiedyś, ale jak wstaję rano to jakoś tego nie czuję i uciekam do swojej strefy komfortu. Do tego również mam problemy zdrowotne i od wielu lat miałem. Do tego dochodzą problemy z koncentracją. Ktoś coś do mnie mówi, a ja często nie wyłapuję wszystkiego, czasem muszę prosić o powtarzanie, mam wrażenie że niektórzy mają mnie przez to za tępaka.
Super przykład z Enke. Dla mnie generalnie pieniądze nie są w życiu najważniejsze, wiadomo - stają się wtedy kiedy ktoś zachoruje lub jest nagła potrzeba, ale nigdy nie miałem poczucia by błyszczeć. Najważniejsze jest dla mnie właśnie zdrowie najbliższych i szczęście, którego tak całe życie szukam, szukam, lata mijają i ... ehh, szkoda nawet myśleć.
Ah no i też widzę łączy nas to, że nie umiemy się cieszyć. To u mnie się również wiąże z nieśmiałością, byciem zamkniętym w sobie. Widzę, jak inni potrafią emocjonalnie reagować, za dzieciaka też w sumie tak miałem, a teraz nic, choć sukcesy czasem faktycznie się zdarzają. Inni cieszą się z nich bardziej niż sam ja. Jestem bardzo krytycznie nastawiony do swojej osoby.
I jeszcze jedno Martainn - nawet nie wiesz, jak bardzo szczęśliwym człowiekiem bym był, gdybym miał takie umiejętności bycia wśród ludzi jak Ty.
tenniedobry2 napisał/a:in_ka napisał/a:lęki...
pozostają z nami do końca, czasami udaje się od nich uciec, nieliczni doznają łaski pozostawienia ich za sobą w przeszłości, ja moje lęki oswoiłam, są ze mną jak kot czy pies, współistniejemy, inaczej się nie udałoja tu kurde kombinuję, a koleżanka prosto z mostu jednym zdaniem pozamiatała
z informatyka polonisty nie robi, jeśli wogóle zrobiszacun
bo koleżanka z tych co innym pomaga, a sama cholera, w czarnej dupie bywa
to jedno z tych miejsc najlepszych do drogi
świadoma "linia startowa" i odpuszczenie??
![]()
I jeszcze jedno Martainn - nawet nie wiesz, jak bardzo szczęśliwym człowiekiem bym był, gdybym miał takie umiejętności bycia wśród ludzi jak Ty.
cóż oprócz ciebie stoi na przeszkodzie??
metoda małych kroczków, czyni czuda
to jedno z tych miejsc najlepszych do drogi
świadoma "linia startowa" i odpuszczenie??
nie tak,
to trudna droga, nie najlepsza, czasem wręcz zbyt trudna, bo wie się, co za zakrętem ![]()
myk jeden można przestudiować, setki pozycji literatury, można być teoretykiem na max, jednak żeby coś opisać tak naprawdę trzeba to świadomie "przeżyć"
I tu jest właśnie pies pogrzebany. Co może dać wiedza? Ano wiedza daje to, że jesteś świadomy swojego problemu. Świadomy braku racjonalności problemu oraz tego że używki nie są rozwiązaniem, bo dają "spokój" na chwilę. A potem jest tylko gorzej. Wiedza daje to, że wiem jakie techniki mogłyby pomóc. I właśnie w teorii wszystko wygląda fajnie. Pewne rozwiązania udaje się wcielić w życie, ale głównych nie. Jeden gość mi powiedział właśnie, że walka z tymi myślami nic nie daje, bo one wtedy tym bardziej będą przychodzić. Wbrew pozorom im większy opór przeciw myślom, tym częściej one będą przychodzić. Rozwiązanie to po prostu pozwolić im płynąć, ale się na nich nie skupiać. Nie jest to łatwe ale możliwe. Dlatego przemawia do mnie trening uważności. Ale nawet dobrzy "guru" metod twierdzą, że to nie jest łatwe i wymaga miesięcy jeśli nie lat treningu, a myśli czasami i tak będą same przychodzić. Tylko wtedy już się z nimi nie walczy.
Vagabond ja kiedyś byłem nieśmiały, teraz raczej nie mam problemów z kontaktami z ludźmi i lubię przebywać wśród ludzi. Wtedy się czuję ok. Najgorzej jak człowiek ma dużo czasu i nie wie co z tym czasem zrobić. Kiedyś czytałem wtedy książki. Ale dla mnie dobra książka to jeden wieczór bo szybko czytam:P Poza tym jak pisałem nie umiem się za bardzo na czytaniu skupić;)
Martainn,
rzadko tu bywam i piszę, ale po przeczytaniu Twoich postów chyba sama stanęłam przed własnym problemem. Mam bardzo podobnie- ciągła gonitwa myśli, ciągłe lęki i irracjanalny strach. Teraz jest dobrze, ale już w myślach szykuję się na najgorsze- bo pewnie niedługo coś się stanie. Do mnie zgłaszają się wszyscy z problemami, zawsze jestem taką właśnie "skałą", ogarniam, pomagam i przejmuję inicjatywę. Zawsze roześmiana, nigdy nie dzielę się moimi problemami. Potrafie wpaść w zachwyt, bo ładna chmura jest na niebie, albo cudowny wschód słońca był. I co gorsza- nakręca mnie stres. Znaczy, najlepiej pracuje mi się, jak coś się dzieje, jak mam dużo do zrobienia i towarzyszy temu większy stres. Jak się wszystko uspokaja, to popadam w taki dziwny stan, gdzie ciągle nękają mnie różne myśli i kręśle scenariusze katastrof. Mój partner mówi, że jestem trudnym przypadkiem i czasem traci cierpliwość, ale jest bardzo podobny do mnie i do Ciebie, więc jakoś znosimy siebie oboje. Temat psychologa i terapii też się przewinął, tylko tutaj dochodzi do głosu mój dziwny lęk, że ktoś pozna moje słabe strony. Wiem, głupie, ale skutecznie mnie to blokuje.
38 2015-12-29 09:58:42 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-12-29 10:02:32)
(...) tutaj dochodzi do głosu mój dziwny lęk, że ktoś pozna moje słabe strony. (...)
Myślisz, że osoby z Twego otoczenia naprawdę uważają, że nie masz słabych stron i wierzą w tę rolę skały? Oni bez Twego prawdziwego wizerunku sobie poradzą, Ty zaś... .
Jest znane powiedzenie o mocnym i silnym dębie i wiotkiej, uginającej się trzcinie. Gdy przyjdzie olbrzymia wichura, trzcina - po raz kolejny - ugnie się pod ciężarem i po chwili wróci do pionu, dąb zaś - ten silny, mocny - złamie się.
Pytania do Ciebie i autora wątku (nie odpowiadajcie tutaj na forum, tylko sobie samym): po co ta rola? Dlaczego ukrywacie prawdziwe twarze? Co stanie się, gdy inni przekonają się, że jesteście im podobni, ludźmi z wadami i zaletami, mocnymi i słabymi stronami?
tenniedobry2 napisał/a:myk jeden można przestudiować, setki pozycji literatury, można być teoretykiem na max, jednak żeby coś opisać tak naprawdę trzeba to świadomie "przeżyć"
I tu jest właśnie pies pogrzebany. Co może dać wiedza? Ano wiedza daje to, że jesteś świadomy swojego problemu. Świadomy braku racjonalności problemu oraz tego że używki nie są rozwiązaniem, bo dają "spokój" na chwilę. A potem jest tylko gorzej. Wiedza daje to, że wiem jakie techniki mogłyby pomóc. I właśnie w teorii wszystko wygląda fajnie. Pewne rozwiązania udaje się wcielić w życie, ale głównych nie. Jeden gość mi powiedział właśnie, że walka z tymi myślami nic nie daje, bo one wtedy tym bardziej będą przychodzić. Wbrew pozorom im większy opór przeciw myślom, tym częściej one będą przychodzić. Rozwiązanie to po prostu pozwolić im płynąć, ale się na nich nie skupiać. Nie jest to łatwe ale możliwe. Dlatego przemawia do mnie trening uważności. Ale nawet dobrzy "guru" metod twierdzą, że to nie jest łatwe i wymaga miesięcy jeśli nie lat treningu, a myśli czasami i tak będą same przychodzić. Tylko wtedy już się z nimi nie walczy.
ja jestem optymistycznie nastawiony, chodź np dziś mam jakiś wewnętrzny nie pokój, jednak wiem że to tylko głowa świruje
co mi daje wiedza, jaką zdobywam
a no np to że dziś jak mnie coś łapie, dzięki wiedzy jestem w stanie to bardzo szybko objeść, odrzucić, zająć się życiem,
nie kręcić sobie bata na siebie, czymś co było, albo czymś co może być, a często się nie materializuje!!!
świadomość to pierwszy dobry krok w kierunku rozwoju według mnie
co do praktyki,
problem w tym że to nie jest jak studia, nie wiem szkoła, że skończysz zaliczysz, posiądziesz wiedze i możesz iść dalej
tego typu "zabawa" jeśli mogę to tak nazwać, to jest po prostu "życie"
zbierasz doświadczenia nowe z nowej perspektywy, jednak zbiór doświadczeń nie jest skończony, nie ma określonej liczby przypadków
jako ludzie od małego uczymy się "schematów" które w dużym zgeneralizowaniu, ułatwiają nam życie, sprawiają ułudę przewidywalności, spokoju, bezpieczeństwa, dają nam korzyści
przychodzi jednak czas że wydaje się nam że to za mało, czegoś brak, osobiście uważam że to jest właśnie piękne, ze do tego dochodzimy
świadczy to na pewno o potrzebie rozwoju, gorzej gdy "wegetujemy"
chodź nasza głowa, chciała by mieć kontrolę nad tym co będzie, nie jesteśmy w stanie wszystkiego ustawić, przewidzieć
tu się właśnie pojawiają spięcia, zwłaszcza gdy idzie coś nie tak jakbyśmy oczekiwali, i nie koniecznie traktując to na zasadzie "źle-dobrze"
bo jest jeszcze wiele innych "wszystko-albo nic" , "tak-nie", takie skrajności
po lukaj o dualistycznym myśleniu, w większości to jest powód, naszych problemów
popatrz w kontekście dzisiejszych czasów, świadomie czy też nie, egzystujemy w większości na zasadzie, "chcesz-masz" "potrzebujesz-bierzesz" "boli-łagodzisz ból" "nie odpowiada ci-odrzucasz" itd itp
a co jeśli stoisz w miejscu że "chcesz-a nie możesz mieć","nie odpowiada ci- a nie możesz odrzucić"??
wewnętrzne dziecko tuptanie nóżkami, złoszczenie się, "uczieczka" to jest w takim mega ogólnym opisie, to forum aż kipi od tego typu traktowania życia, istna studnia przypadków
czytałem tylko pobieżnie o tym co pisałeś, "mindfullnes" jednak to wszystko jest na tej samej podstawie "duchowość"
kontemplacja, medytacja, i rozbija się tak naprawdę o słowo "modlitwa, rozmowa"
wszyscy jesteśmy uzależnieni, najgorsze uzależnienie to od "własnego myślenia"
ono jest powodem, swoistym STUDIUM przypadków
to tu i teraz, którego szukasz to jest takie ustawienie się w pozycji obserwatora, obserwatora siebie, ta pozycja daje Ci pogląd na sytuację, jednak w swoisty sposób mając wiedzę, nie uczestniczysz w tym emocjonalnie, oczyszczasz głowę z chorych myśli tym, nie zarażasz się "SWOJĄ" własną trucizną
mi to życie do góry nogami wywaliło, uczę się i ciesze jak małe dziecko, a miałem życie totalnie do dupy
z ciekawostek świadomość że mam życie do dupy, sprawiła że stało się piękne ![]()
w każdym razie temat rzeka, jak i życie, sposób na siebie i życie
pozdr
p.s. z takim wsparciem stary jakie tu masz, u koleżanek, to ja nie wiem czego ty się obawiasz ![]()
Martainn,
rzadko tu bywam i piszę, ale po przeczytaniu Twoich postów chyba sama stanęłam przed własnym problemem. Mam bardzo podobnie- ciągła gonitwa myśli, ciągłe lęki i irracjanalny strach. Teraz jest dobrze, ale już w myślach szykuję się na najgorsze- bo pewnie niedługo coś się stanie. Do mnie zgłaszają się wszyscy z problemami, zawsze jestem taką właśnie "skałą", ogarniam, pomagam i przejmuję inicjatywę. Zawsze roześmiana, nigdy nie dzielę się moimi problemami. Potrafie wpaść w zachwyt, bo ładna chmura jest na niebie, albo cudowny wschód słońca był. I co gorsza- nakręca mnie stres. Znaczy, najlepiej pracuje mi się, jak coś się dzieje, jak mam dużo do zrobienia i towarzyszy temu większy stres. Jak się wszystko uspokaja, to popadam w taki dziwny stan, gdzie ciągle nękają mnie różne myśli i kręśle scenariusze katastrof. Mój partner mówi, że jestem trudnym przypadkiem i czasem traci cierpliwość, ale jest bardzo podobny do mnie i do Ciebie, więc jakoś znosimy siebie oboje. Temat psychologa i terapii też się przewinął, tylko tutaj dochodzi do głosu mój dziwny lęk, że ktoś pozna moje słabe strony. Wiem, głupie, ale skutecznie mnie to blokuje.
świadoma jesteś jak "kropla" drąży skałę
??
czasem jedna kropla, może złamać "skałę" na pół
Tu mam duże wsparcie to fakt. I znacznie lepiej się dziś czuje. Nie ma myśli. Wczoraj też nie było!
Nie mamy wpływu na samo pojawienie się myśli, mamy jednak na to, co z nimi robimy. Gdy się pojawią, możemy albo je rozwijać i snuć swą opowieść, albo pozwolić im odpłynąć.
Dlaczego niektórzy tak łatwo i chętnie chwytają i przytrzymują te - podobno uprzykrzone - myśli i piszą czarne scenariusze? Co stałoby się, gdyby tego zaprzestali? Do czego ich używają?
Tak to jest chyba rozwiązanie. Niech sobie przychodzą. Ale nie skupiać się na nich.
Co by się stało? Skończyłoby się niepotrzebne zamartwianie, a zaczęło normalne życie.
(...) Co by się stało? Skończyłoby się niepotrzebne zamartwianie, a zaczęło normalne życie.
Jeśli tak, to może to 'normalne' życie jest problemem, przed którym się bronisz.
45 2015-12-29 13:02:28 Ostatnio edytowany przez EasyRider88 (2015-12-29 13:04:20)
Martainn
Jakbym czytał o sobie.
U mnie tez jest takie myślenie. Też mam myśli, że będę miał wznowę guza, choć lekarze mówią, że wszystko jest ok, że wszystko jest usunięte w całości. Ale ja i tak swoje.
Z czasem, powiem Ci, że coraz mniej się tym przejmuję, jeszcze nie tak dawno temu, tez miałem takie myśli, a co będzie jak będzie? Nie wiem, dlaczego zaczynam z dnia, na dzień się tym mniej przejmować. Ale może dlatego, że czas leczy rany? Również myślałem, po co coś mam nowego zaczynać, jak choroba może mi to zniszczyć. Aż nagle zaczyna pojawiać się myślenie, że wcale nie muszę być chory. Bo zamiast się cieszyć, że wszystko jest ok. To ja wymyślałem coraz to nowe problemy. I tak u mnie wyszło, że nie warto się starać, jak wszystko może zostać zniszczone. Bo naczytałem się jakiś głupot w internetach, o guzach mózgu. A lekarze mówią, aby w takich przypadkach nie czytać nie na internecie, bo ludzie piszą co im ślina naniesie. W zasadzie jakbym, nie czytał, to dziś bym już całkowicie zapomniał, to co było za mną. Także wiem jak się czujesz.
Też u mnie w domu jest cały czas problem z alkoholem, a raczej z jedną osobą. Tylko, że mi brakuje wiary w siebie. Bo zawsze wszystko widzę w czarno-białych kolorach.
Zauważyłem, że jak się powoli ma na wszystko wywalone, t jest lepiej. Żyć z myślą będzie jak będzie.
Tylko, że Ty, masz własna rodzinę, córeczkę. Kochającą żonę, przyjaciół, fajną pracę. Doceń to! I pamiętaj, zawsze masz kogoś dla kogo warto żyć, i ma kto Ci pomóc w razie W. Nie napiszę Ci, że ludzie mają gorzej, a Ty nie masz tak źle. A wiesz czemu? Bo każdy dźwiga swój własny krzyż. Każdy ma problemy, dla które dla niego są trudne.
Ktoś napisał, też o rozwijaniu duchowym. I to jest klucz. Staraj się rozwijać ciało, psychikę i ducha.
Jako motywację, myślę że posłuchasz. polecam muzykę Drużynę Mistrzów 1,2,3.
Ducha hartują, też sztuki walki.
Trzymam za Ciebie kciuki, bo jesteś naprawdę w porządku facetem, którego warto naśladować.
Także głowa do góry.
ps. A co do psychologa. To jak już chciałbyś pójść do jakiegoś. To idź do jak najlepszego specjalisty prywatnie. Bo teraz większość psychologów, umie to co wykuło na formułkach na studiach.
Martainn napisał/a:(...) Co by się stało? Skończyłoby się niepotrzebne zamartwianie, a zaczęło normalne życie.
Jeśli tak, to może to 'normalne' życie jest problemem, przed którym się bronisz.
czy tak czy tak boli ![]()
jednak realny "ból" lepszy od "urojonego", rzekłbym szybciej "schodzi" ![]()
Życia normalnego chyba się nie boję. Bo tak jak piszę to ja życie normalne mam dobrego. Wielu mogłoby mi go nawet zazdrościć. Tym bardziej mnie te denerwuje, że ten łeb działa przeciw mnie;)
Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy ja nie mam jakichś większych problemów. I te święta tym bardziej mnie w tym utwierdziły. Bo problem z piciem brata, to aktualny problem, na którym się skupiam i czym się trochę martwię (chociaż aktualnie nie pije). Teraz tak sobie uświadamiam, że ja w zasadzie non stop się nad czymś zastanawiam i czymś się martwię. Ten alkoholizm to tylko jeden z momentów. Jak próbuję sobie przypomnieć, to dawno nie było momentu kiedy czymś bym się nie martwił. A to tata podupadł na zdrowiu i były wizyty w szpitalu i trudne zabiegi, a to mama zachorowała, a to żona była w szpitalu przed porodem, bo były komplikacje. A to mnie męczyły strasznie kłopoty zdrowotne, a moje myśli chyba jeszcze to tylko nasilały. Oczywiście szukałem co mi może być, wydałem masę pieniędzy na badania leki. Okazało się, że chory jestem i owszem, ale na nic strasznie poważnego. Tzn. muszę się kontrolować, bo może się to zamienić w poważną chorobę, ale nie powinno. Po prostu mam problem z gonitwą myśli. Ciągle mnie rozpraszają jakieś myśli fatalistyczne. Projekcje czegoś co się może wydarzyć. Oczywiście rzadko się to dzieje. I mam świadomość tego, że mój strach czy niski nastrój nie ma sensu. Bo przecież mam dobre życie. Kochającą żonę, piękną córeczkę, sukcesy w życiu zawodowym. A mimo to często mam obniżony nastrój. Rzadko coś mnie cieszy. Mam problemy ze snem (od zawsze chyba). Coraz bardziej się zastanawiam, czy nie iść do psychologa. Współuzależniony raczej nie jestem. Robiłem te wszystkie testy i wychodzi mi, że nie, ale problemy natury psychologicznej raczej mam. Najgorsze jest to, że dość często odczuwam niepokój. Bez powodu. Jestem tego świadomy. Jestem po prostu zestresowany i niespokojny. Nawet jak nie ma ku temu powodu. Często jest to zamiennie ze euforią, gdzie czuję się dobrze i szczęśliwy. Najczęściej z powodu jakichś błahostek. Typu wyjdzie słońce zza chmur i już mi się japa cieszy, czy zobaczę zdjęcie uśmiechniętej córeczki, albo zmęczę się porządnie na siłowni, pójdzie mi fajny trening. Ale ogólnie mam jakiś taki niski nastrój. Chociaż nie powinienem, bo szczerze mówiąc to raczej wiele osób może mi zazdrościć mojego życia.
I chyba skłaniam się coraz bardziej ku wizycie u specjalisty. Dziś akurat czuję się dość dobrze i tak mnie to skłoniło do napisania tego postu.
A wiesz co Martainn ja tez tak mam. Ale ja DDA jestem, i to mam po prostu w pakiecie. Oswoilam toto.
No własnie. To jedyne wyjście. Tylko jak toto oswoić;)
50 2015-12-29 16:06:10 Ostatnio edytowany przez Jozefina (2015-12-29 16:13:29)
zebym ja pamietala kiedy i jak zaczynalam oswajac to bylo by latwiej. :-) tak cos mi swita ze od momentu gdy zdalam sobie sparwe skad mi sie to bierze zaczelo byc latwiej. Dobra sorry przeciez do psychoterapeuty od D chodzilam i chociaz wtedy wydawalo mi sie to strata czasu teraz widze, ze jednak nia nie byly. Czasem po prostu musze zajac sie swoim wewnetrznym dzieckiem i jak ono czuje sie bezpiecznie to ja znowu moge byc dorosla:-)
Wiesz czasem jak sie zwierza nie da oswoic/wytresowac samemu to trzeba do szkoly tresury ze zwierzem isc
51 2015-12-29 16:56:04 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-29 16:56:24)
Czyli normalka jak u każdego, będziesz żyć ![]()
Hardware ok, tylko z softem musisz pokombinowac ![]()
Niezbedne aktualizacje krytyczne ![]()
I czyszczenie smieci na dysku, byc moze zalega wiele offline informacji
Miłego popołudnia i pogody ducha
Byłem wczoraj wieczorem u terapeuty. Okazało się, że dosłownie 100 metrów od mojego domu jest gabinet. No i akurat miał wolny termin. Wstępna diagnoza: zaburzenia lękowe typu uogólnionego. Ale to hipoteza. Po nowym roku jak pójdę mam wypełnić jakiś test.
To się nazywa zdecydowanie. ![]()
Ja już tak mam. Siedzę, siedzę, impuls i idę.
Takim, w moich oczach, jesteś człowiekiem. Człowiekiem, który zamiast smęcić i narzekać na los, bierze się do dzieła.
Trzymam kciuki. ![]()
56 2015-12-30 11:36:46 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2015-12-30 11:38:15)
Słuchaj Martainn, stany lekowe ma co druga osoba. Tak naprawdę jest to rodzaj 'flashbacków' z wypartych nieprzyjemnych wspomnień i skojarzeń z 'traum', najczęściej w wyniku stresu pourazowego lub z okresu dzieciństwa, gdy ktoś jest dda itp.
Czasem wystarczy jakiś znajomy dźwięk, gest lub zapach by wywołać lawinę niekontrolowanych reakcji i psychosomatycznych objawów.
Najlepszym sposobem na to, wg mnie oczywiście, to powiedzieć sobie w takich chwilach: "Ok, a teraz mam fleshbacka
" i już. Nie negować tego, ani nie zaprzeczać, że to ma miejsce. Z czasem się to zaakceptuje, a to jedyna droga żeby z czasem osłabło na sile, a potem przeszło zupełnie.
Powodzenia użytkowniku Martainn
Po wypowiedziach widać, że poukładany z Ciebie człowiek, który działa.
Skoro już tyle osiągnąłeś, to z tym błyskawicznie sobie poradzisz ![]()
Miło się na sercu robi, jak się czyta takie posty.
Elle ja z tego wszystkiego sobie zdaję sprawę. I wiem jak się powinno do tego podejść. Czasami się udaje i przez wiele tygodni myśli sobie po prostu płyną i tyle, a czasami wpływa to mocno negatywnie na mnie, tak jak teraz. I wtedy z reguły też choruję. I już mnie dopada jakieś przeziębienie. Mimo wszystko pójdę jeszcze raz do terapeuty. Zobaczymy jakie techniki zaproponuje.
59 2015-12-30 12:23:49 Ostatnio edytowany przez Amethis (2015-12-30 13:03:52)
Słuchaj Martainn, stany lekowe ma co druga osoba. Tak naprawdę jest to rodzaj 'flashbacków' z wypartych nieprzyjemnych wspomnień i skojarzeń z 'traum', najczęściej w wyniku stresu pourazowego lub z okresu dzieciństwa, gdy ktoś jest dda itp.
Czasem wystarczy jakiś znajomy dźwięk, gest lub zapach by wywołać lawinę niekontrolowanych reakcji i psychosomatycznych objawów.
Najlepszym sposobem na to, wg mnie oczywiście, to powiedzieć sobie w takich chwilach: "Ok, a teraz mam fleshbacka" i już. Nie negować tego, ani nie zaprzeczać, że to ma miejsce. Z czasem się to zaakceptuje, a to jedyna droga żeby z czasem osłabło na sile, a potem przeszło zupełnie.
to może być w zasadzie wszystko,
ja dziś odbieram to że nie ma się co skupiać na tych aktywatorach, bo ich nigdy się nie uniknie, ani nie znamy pełnej listy tych "zapalników"
nie można iść w kierunku że jak to coś mi tak robi, to tego unikam, chodź są oczywiście wyjątki
to takie trochę współuzależnienie od "siebie podświadomego" tylko bez możliwości rozwodu ![]()
całkiem żartem oczywiście ![]()
jeden gość pisał o tym dość dawno "Nie stawiajcie oporu złemu"
jak leczyć to "przyczynę" nie "skutki"
powodzenia
Wielokropek, odpowiedziałam sobie na to pytanie. Sama przed sobą przyznałam, że mam problem i wiem, na czym on polega. Rozmawiam też o tym z moim partnerem. Uczę się siebie. Terapeuta jest gdzieś z tyłu ciągle. Myślę, że i ten krok zrobię. We mnie jest ogromny lęk przed utratą kontroli nad własnym życiem przede wszystkim. Nawet wiem, skąd ten lęk. Wiem tez, że to jakaś forma reakcji na stres, bo przecież nikt na stres odporny nie jest. Teraz tylko wziąć byka za rogi i go poskromić
Martainn, powodzenia!
(...) Teraz tylko wziąć byka za rogi i go poskromić
(...)
Trzymam kciuki. ![]()
62 2015-12-30 18:45:02 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2015-12-30 19:04:47)
No własnie. To jedyne wyjście. Tylko jak toto oswoić;)
Normalnie. Niech sobie na chwilę "zagoszczą" w Twoim umyśle, żeby zaraz je "wypchać" poprzez powiedzenie sobie, że przecież ja nie mam tak naprawdę wpływu na to co się stanie w życiu (chodzi o choroby, itp.) i zacząć myśleć o czymś innym. Z biegiem czasu, te myśli będą krótsze, będziesz potrafił od razu ich się "pozbywać".
To jest mój sprawdzony sposób. Polecam ![]()
P.S. Fajnie, że wybrałeś się do terapeuty. Trzymam kciuki!:)
Jeszcze taka prywata:
Kiedyś jak żyła moja Mama, strasznie się bałam, że Jej zabraknie, zawsze myślałam, że jak Ona umrze, to i ja od razu z żalu. Takie myśli miałam codziennie i to psychicznie mnie wykańczało.
Niestety ten dzień nadszedł i co, ja dalej żyję.
Nauczyłam się, że takie myśli po pierwsze rujnują naszą psychikę, nic konstruktywnego nie wnoszą w nasze życie, a wręcz odwrotnie, a po za tym, takie myślenie, zamartwianie się i tak i tak nie zmieni losu, jaki nas czeka.
Więc nie zamartwiajmy się na zapas, bo jak trzeba będzie to będziemy to robić (oby, jak najmniej)a na dzień dzisiejszy cieszmy się z tego co mamy.
Za dużo myślenia szkodzi i jako człowiek mający skłonności do stanów melancholijnych coś o tym wiem
Jak wpadałem w stany myślenia o wszystkim, to miałem pół nocy z głowy. Stąd nauczyłem się takie refleksje dusić w zarodku. Moja metoda polegała na wieczornym tworzeniu scenariuszy filmowych czy pisaniu książek w głowie. Świetnie się sprawdziło w szybkim usypianiu
Ogólnie dużo wysiłku poświęciłem na kontrolowanie dzielenia zapałki na czworo, dzięki czemu żyje mi się zdrowiej. Od paru lat najlepszym usypiaczem jest dla mnie telewizor. Wstaję skoro świt, a w zasadzie biorąc pod uwagę obecną porę roku przed świtem. Po całym dniu odpalam telewizor niby żeby coś obejrzeć i za 10 minut już mnie nie ma. Niestety ze szkodą dla scenariuszy...
No to widzę, że nie jestem sam. Bo większość z was opisuje podobne doświadczenia. I praktycznie każdy z was sam sobie z tym poradził. Powiem szczerze, że po poczytaniu tematu i doświadczeń, a także innych form specjalistycznych nie odczuwam potrzeby pójścia znów do terapeuty. Ale pójdę jednak. Żeby za szybko to nie wróciło. Póki co od tych 2-3 dni żadne myśli nie przypływały, a jak przepływały to poszły. Pewnie ma to związek z tym, że się zainteresowałem pewnym tematem i dość mocno próbuję w niego wejść;)
Hej, jestem ciekawy jak Ci idzie. Jest lepiej jak piszesz, ale ciekawe co jest tego powodem.
Probowales sprobowac metody, ktora Ci podlinkowalem?