Witajcie,
Jestem z moim partnerem od ponad 4 lat, a mieszkamy razem od tego roku akademickiego. Oboje studiujemy i pracujemy dorywczo. Ja szybko zaklimatyzowalam sie w nowym miejscu pracy, mam tez troche znajomych na studiach i generalnie czuje, ze zyje we wroclawiu. Natomiast moj partner odwrotnie. Ciezko mu nawiazac znajomosci na studiach, w pracy nie ma nikogo i widac, ze energia ewidentnie wraca z momentem powrotu do domu rodzinnego. Teraz gdy mamy swieta, wiadomo ze oboje jestesmy tu (pochodzimy z tego samego miasta). Ale mi jakos dziwnie, nie czuje sie jak w domu tak jak kiedys, poza tym tak jak mowie nawet szczerze mowiac nie mam zbyt z kim sie spotkac. Mam jedna kolezanke natomiast wystarczy, ze wyjde z nia raz na miesiac i jest ok. i dzis gdy pisalam z moim sms, napisalam, ze mi smutno, juz nie moge doczekac sie jak wrocimy do domu, a on napisal ze mu tez jest przykro ze mi tu tak zle i ze to moja wina, ze nie mam ochoty na nic, moglam dzis wyjsc z ta kolezanka, o ktorej wyzej wspomnialam. A ja mu mowie, ze widzialam sie z nia przed wczoraj i wystarczy, wiem ze caly tydzien teraz przesiedze w domu bo naprawde nie mam z kim wyjsc na glupia kawe. Pogoda jest taka beznadziejna, ze tez na spacer samej nie chce mi sie isc. I tak kurcze przykro mi sie zrobilo, bo ja we wroclawiu nie zmuszam go by wyszedl z kims, z kim nie ma ochoty sie widziec, tylko sama staram sie mu urozmaicic czas i jak wychodze ze znajomymi to go zabieram ze soba. A on nie potrafi zwyczajnie glupiego "nie martw sie niedlugo wrocimy do domu" .. Chyba ze moze mu nie zalezy na tym. Przykro mi i nie wiem jak sobie poradzic.