netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Potrzebuję wsparcia...

34 odpowiedzi4 027 wyświetleńzałożony przez Molenka90, 27.12.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Potrzebuję wsparcia...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 35 ]

1

Temat: Potrzebuję wsparcia...

Witajcie drogie forumowiczki,

wiem, że temat rozstań pojawia się co chwilę, ale nie mam się do kogo zgłosić i potrzebuję wsparcia, słowa otuchy, sama nie wiem czego... Może zacznę od początku. Z panem A. poznaliśmy się w wieku 16 lat, od tamtej pory minęło ponad 9 lat, a my ciągle się rozstawaliśmy i wracaliśmy do siebie. Jak każdy z nas mam specyficzną rodzinę z którą ja nauczyłam się żyć, ale pan A. cały czas miał do mnie pretensje, że a to rodzice mnie wykorzystują do różnych domowych zajęć, a to, że cały czas proszą mnie o zostanie z młodszym niepełnosprawnym bratem, a to, że nie potrafię się przeciwstawić, że wciąż w niektórych sprawach ich słucham, że liczę się z ich zdaniem i wiele innych. Co chwila było coś, jakiś powód dla którego mnie zostawiał... I tak trwało to przez ponad 9 lat. W tym roku bardzo się starałam, przez ostatnie trzy miesiące szczególnie, bo byliśmy sami z moim bratem u mnie w domu, bo rodzice wyjechali za granicę. Rodzice wrócili, a pan A. dzień przed wigilią oznajmił mi, że nie spędzimy razem Świąt (chociaż wie jak są dla mnie ważne, jak je kocham). Tak więc nie przyjechał po mnie, żebyśmy spędzili najpierw Wigilie u niego, potem u mnie w domu. Całe Święta się do mnie nie odzywał, aż tu nagle jak już Święta się kończyły to on chce rozmawiać, godzić się, wracać do siebie. A ja mam zwyczajnie dość tej huśtawki, chce normalnego i w miarę spokojnego życia. Czy to dużo? Ja już nie chcę do niego wracać, chociaż to okropnie boli, chociaż strasznie cierpię i nie chce mi się żyć... Potrzebuję wsparcia, jakiejś pomocy, żeby przeciwstawić się mu raz na zawsze. Dziewczyny poradźcie coś, proszę.

2

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Przykro mi ...
Miałam kiedyś podobny związek, wiem jak się czujesz. Ja wytrzymałam 3 lata, potem się poddałam.
Rozumiem Cię, jest Ci ciężko (to normalne), 9 lat to sporo czasu. Wiele pewnie z siebie dałaś, ból jest ogromny, ale patrząc z perspektywy czasu, będziesz miała szansę na normalny związek. Nie możesz się poddać. Wielu jest ludzi w podobnej sytuacji. Nie zamykaj się w domu, bywaj jak najwięcej ze znajomymi, rodziną. Potrzebujesz towarzystwa. Głowa do góry, musi być dobrze smile.

3

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Ja się Tobie nie dziwie. 9 lat to dużo czasu. Niestety, ale twój partner chyba jest za bardzo Ciebie pewny. Nie szanuje twoich uczuć. Nie daj się wink

Co do uczuć, to normalne, że będzie bolało. Potrzebujesz czasu i fajnych ludzi wokół siebie. Emocje mijają smile

4

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Molenka, moge tylko poprzec Twoja decyzje!
Przeciez to normalne, ze pomagasz w rodzinie, gdzie jest niepelnosprawny czlonek, ze wazne jest dla Ciebie zdanie rodzicow, ze przejmujesz odpowiedzialnosc.
Panu A. nie podobalo sie to, bo to on chetnie manipulowalby Toba. Wtedy byloby to dla niego pewnie w porzadku.
Teraz przejelas odpowiedzialnosc za siebie sama i tak trzymaj.
Zdaje mi sie jednak, ze w tej swojej sytuacji rodzinnej tez troche zatracilas i siebie. Sytuacja, ktora opisujesz wyglada, jakby kazdy Cie szarpal i ciagnal w swoja strone, kazdy chce, zebys dbala o jego potrzeby, a Ty usilujesz zadowolic kazda ze stron.
A gdzie jestes Ty sama i Twoje potrzeby?
Dobrze, ze sie uwolnilas od tego typa, szczesliwa z nim chyba nie bylas, wiec to jedyne rozsadne rozwiazanie. To co teraz najbardziej boli, to jest realizacja, ze nie bylas kochana, tylko chyba wykorzystywana do zaspokajania cudzych potrzeb.

Teraz byloby wazne zaczac tez troche uwalniac sie od rodzinnych powinnosci, jesli jestes tam bardzo wciagnieta.
Jestes w wieku, gdy powinnas zaczac miec swoje wlasne zycie,  bardziej dbac o wlasne potrzeby.
I uwazaj, zebys sobie nie znalazla nastepnej pijawki, ktora chce tylko ciagnac cos dla siebie, ale sama nic nie daje.

5

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Dziękuję za wsparcie. Tego potrzebowałam, czyli osób, które rozumieją i potrafią spojrzeć na moją sytuacje z trochę innej perspektywy.
Marajka masz rację, że zatraciłam się w rodzinnych obowiązkach, powinnościach, że powinnam zacząć myśleć w końcu o sobie, bo jak na razie mój brat ma zdrowych rodziców, którzy mogą się nim zająć, a ja powinnam mieć swoje życie. Mam nadzieję, że kiedy trochę otrząsnę się po związku z panem A. to w końcu uporządkuję także sprawy rodzinne i wyznaczę pewne granice naszego wspólnego życia. Jak na razie z powodu braku pracy muszę mieszkać z rodzicami, ale mieszkając z nimi także mogę mieć swoją własną autonomię i życie.
Najpierw uporządkuje moje życie uczuciowe. Muszę nauczyć się żyć sama, a po tylu latach jest to naprawdę trudne. Czuję się jakbym była małym dzieckiem, które dopiero poznaje świat i uczy się chodzić. To tak jakbym wszystko poznawała od nowa. Dziwne są te uczucia, które teraz mną targają. Co chwila płaczę, w nocy nie mogę spać, a w dzień najchętniej nie wstawałabym z łóżka. Każda rzecz mi o nim przypomina, wszędzie w moim domu jest on. Ciężko żyć w miejscu, które ciągle przypomina o panu A. Dlatego kupiłam dzisiaj bilet i wyjeżdżam do siostry, jeszcze nie wiem na jak długo, ale wyjeżdżam, żeby wszystko sobie poukładać i spróbować nauczyć się żyć samej. Ból po rozstaniu jest naprawdę nie do zniesienia, wiele z Was zna to z autopsji, ale ja nie chcę się poddać tak jak to robiłam zawsze... Ja chcę w końcu być szczęśliwa i zacząć się uśmiechać. Niczego więcej nie pragnę. To moje jedyne życzenia na Nowy Rok.

6

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Molenka90, życzę Ci, aby ten nowy rok był dla Ciebie łaskawy i szczęśliwy.
By wszystko się dobrze ułożyło, byś znalazła siłę, motywację i oczywiście miłość smile.

7

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Dziękuję Ci bardzo Agusia587. To takie miłe przeczytać dobre i szczere życzenia na Nowy Rok:)
Zawsze kiedy rozstawałam się z panem A. nie wiedziałam co z sobą zrobić, do kogo się zgłosić, żeby mnie wysłuchał... Rodzinę mam całkiem w porządku, znajomych też się kilku znajdzie, ale mimo to nie ze wszystkim mogę się do nich zgłosić i nie o wszystkim mogę im powiedzieć. Tutaj na forum czuję, że mogę się wyżalić, napisać co czuję i nikt nie będzie mnie oceniał, mówił co i jak mam robić. Dziękuję.

8

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Molenka90 uciekaj z tego związku miałam to samo- 10 lat związku mam 33 lata rozstania powroty przerwy, w końcu ślub i znowu odszedł kilka mcy po slubie teraz rozwód- nigdy mnie nie szanował teraz to wiem, ludzie się nie zmieniają. Ja kochałam za bardzo, Przeszłam koszmar!!!! juz pierwsza rozprawa była gdzie kłamał kłamał i ze skruchy i wstydu a ja tyle mu dałam wierzyłam ahh, to było chore żałuję, że byłam naiwna, że wierzyłam, że chciał rodziny dziecka ma 38 lat i nadal nie wie czego chce. Idż do przodu zostaw go bedzie bolało mnie nadal boli chodż juz rok minął, ale jeszcze rozowdu nie mam cały świat mi się zawalił. Pozdrawiam i nie daj mu się ommaić !!!

9

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Współczuję Frania231. To co napisałaś to jakby odwzorowanie mojego życia (oprócz ślubu i rozwodu). Teraz już wiem, że również kocham za bardzo, że robiłam wszystko byle go zadowolić. Często kosztem własnego zdrowia, własnych marzeń, własnego życia. Powoli dociera do mnie, że odebrał mi prawie 10 lat życia na nic... Przez te wszystkie lata czekałam na oświadczyny, ślub, dzieci. Wiem, że jestem młoda, ale po prostu bardzo go kocham i chciałam z nim stworzyć rodzinę, wspólnie żyć. Niestety nie było mi dane stworzyć szczęśliwego związku z nim, a teraz nie wiem co ze sobą zrobić... Niby coś tam mi świta w głowie, ale za chwile znowu tęsknię, płaczę i pragnę kontaktu z nim. Ciężko jest być konsekwentną i zaczynać wszystko od nowa...

10

Odp: Potrzebuję wsparcia...
Molenka90 napisał/a:

Współczuję Frania231. To co napisałaś to jakby odwzorowanie mojego życia (oprócz ślubu i rozwodu). Teraz już wiem, że również kocham za bardzo, że robiłam wszystko byle go zadowolić. Często kosztem własnego zdrowia, własnych marzeń, własnego życia. Powoli dociera do mnie, że odebrał mi prawie 10 lat życia na nic... Przez te wszystkie lata czekałam na oświadczyny, ślub, dzieci. Wiem, że jestem młoda, ale po prostu bardzo go kocham i chciałam z nim stworzyć rodzinę, wspólnie żyć. Niestety nie było mi dane stworzyć szczęśliwego związku z nim, a teraz nie wiem co ze sobą zrobić... Niby coś tam mi świta w głowie, ale za chwile znowu tęsknię, płaczę i pragnę kontaktu z nim. Ciężko jest być konsekwentną i zaczynać wszystko od nowa...

oj uwierz jak ja Cie rozumiem, tez chciałam tylko z nim slubu, dziecka, rodziny on miał 28 lat jak sie poznalismy slubu nie chcial dziecka tez nie byl wtedy gotowy gdy sie zeszlismy rok temu powiedzial ze chce dziecko rozmawialismy o slubie i zadecydowalismy sobie mysle kurcze zmienil sie... ahahaa gowno prawda po slubie uciekl, jeden problem, i uciekl jak bylo ok to ok, dla niego malzenstwo to dwoje ludzi ale osobno- osobno pieniadze sprawy plany itp, dla mnie to dziwne bylo jka spytalam czy da mi pieniadze bo brakuje mi  wtym mcu do zycia a on do mnie- chyba jestes smieszna pracujesz to masz- postawilam mu sie. Najlepsza bylam bo splacalema polowe jego kredytu a teraz wyrzuca mnie  z domu. ale miłość a wine zlożył na mnie słuchaj, że go powyzywałam na fb, a dlaczego go powyzywalam bo nie wspieral mnie mialam dosyc takiego męża. I chce mojej winy bo dreczylam go tymi smsmai psychicznie
. Sam zataił wniki badan na plodnosc.. ah oszukiwal. Mówię ci koszmar to byl koszmar. robiłam wszystko dla niego jak Ty wszystko, obiadki, on w norwegi pracuje latalam do niego wszystko dla niego widział, że go kocham. idiota

11

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Na tym forum przynajmniej wiem, że nie jestem sama... To trudne, ale Wy dziewczyny również macie ciężko...
Na Nowy Rok mam jednak jeszcze jedno życzenie dla siebie i dla Was, żeby Ci wszyscy zdrajcy, idioci, palanci, debile, głupki, czyli parszywi faceci zniknęli z naszego życia, a pojawili się w nim sami mądrzy życiowo, prawdziwi i męscy mężczyźni.

12 Ostatnio edytowany przez agusia587 (2015-12-27 23:47:53)

Odp: Potrzebuję wsparcia...
Molenka90 napisał/a:

Na tym forum przynajmniej wiem, że nie jestem sama... To trudne, ale Wy dziewczyny również macie ciężko...
Na Nowy Rok mam jednak jeszcze jedno życzenie dla siebie i dla Was, żeby Ci wszyscy zdrajcy, idioci, palanci, debile, głupki, czyli parszywi faceci zniknęli z naszego życia, a pojawili się w nim sami mądrzy życiowo, prawdziwi i męscy mężczyźni.

Amen wink.

13

Odp: Potrzebuję wsparcia...
Molenka90 napisał/a:

Na tym forum przynajmniej wiem, że nie jestem sama... To trudne, ale Wy dziewczyny również macie ciężko...
Na Nowy Rok mam jednak jeszcze jedno życzenie dla siebie i dla Was, żeby Ci wszyscy zdrajcy, idioci, palanci, debile, głupki, czyli parszywi faceci zniknęli z naszego życia, a pojawili się w nim sami mądrzy życiowo, prawdziwi i męscy mężczyźni.

Molenka, to, czy ci parszywi i glupi faceci znikna z naszego zycia, a za to zaczna sie pojawiac ci madrzy, za to jestesmy same odpowiedzialne. To my wpuszczamy tych parszywych w swoje zycie i pozwalamy im na tratowanie nas buciorami.
Moim zyczeniem dlatego byloby, zeby kobiety madrze wybieraly, zeby pomagaly tym jeszcze niedoszlifowanym facetom w swoim zyciu, byc madrzejszymi, zamiast pozwalac im na to, zeby nas zle traktowali.

Poza tym zwykle to kobiety maja najwiekszy wplyw na swoich synow w dziecinstwie, gdzie leza podwaliny ich przyszlych zachowan, wiec to one maja spory wplyw na to, jakimi beda ci przyszli mezczyzni w stosunku do pozniejszych kobiet w ich zyciu.
A wiec ja zycze kobietom tej madrosci, zeby wychowywaly madrych, odpowiedzialnych mezczyzn.
Ta madrosc to przede wszystkim byc dobra dla siebie samej i nie pozwalac nikomu po sobie deptac, stawiac granice i nie przekraczac granic innych, przejmowac odpowiedzialnosc za swoje zadania, ale nie za zadania innych, bo to uczy innych falszywych postaw.
Pozycja ofiary i zrzucanie winy za wlasne wybory na innych to nie jest madrosc, to niewiedza.
Jednym slowem, zycze madrosci zyciowej. Swoj los mamy we wlasnych rekach.

14

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Piękne słowa Marajka... Masz rację, że to my same jesteśmy odpowiedzialne za swoje wybory, decyzje i to my często pozwalamy, żeby mężczyźni niszczyli nas i naszą chęć do życia, działania i realizacji marzeń. Wiem, że jeszcze całe życie przede mną, że jeszcze wiele życiowych lekcji czeka mnie w moim życiu, że jeszcze wszystko może się wydarzyć. Ja to wszystko wiem, wiem wiele rzeczy... Wiem, ale nie potrafię przełożyć tego na swoje życie i zmienić je. Podjąć jakieś kroki, żeby ruszyć do przodu, żeby zacząć żyć inaczej. Nie wiem jeszcze jak to zrobić...
Dzisiaj pan A. przyjechał do mnie, dużo rozmawialiśmy, już się nie kłóciliśmy. Powiedziałam mu w końcu, że wyjeżdżam do siostry i nie wiem kiedy wrócę. On teraz wydzwania do mnie, że chce się pożegnać, że myślał, że spędzimy razem sylwestra, że razem rozpoczniemy nowy rok, że będziemy razem. Myślał, że Święta miną, uspokoimy się, przemyślimy sobie swoje zachowanie i wrócimy do siebie. Ja już nie wiem co mam robić... Jedna część mnie najchętniej rzuciłaby wszystko i jechała do niego, bo bardzo mi go brakuje, ale druga połowa wie, że nawet jak wrócimy do siebie to nic się nie zmieni, a za kilka dni, tygodni czy miesięcy on znowu wymyśli powód dla którego okropnie się pokłócimy, a potem on mnie zostawi. Nie potrafię normalnie funkcjonować... Tego wszystkiego jest dla mnie za dużo, to jest nie do wytrzymania ten ciągły strach, brak stabilności i walka o coś co daje pozorne chwilowe szczęście.

15 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-12-28 14:41:05)

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Molenka, to, ze juz wiele wiesz, jest juz polowa drogi. Wdrazanie w zycie jest jak piszesz, nastepnym krokiem. Bedziesz sie jeszcze potykac, ale jesli nie stracisz tej wiedzy, to znow wstaniesz.
Jesli chodzi o pana A., to sluchaj tej sceptycznej strony, bo tej drugiej, ktora teskni, sluchalas przez te wszystkie lata, ktore Ci nie przyniosly tego, czego sobie zyczysz, a wiec byloby to zludna nadzieja, ze sie to zmieni.
Pan A. nie jest tym, z ktorym moglabys zycie dobrze spedzic.
Czego Ci brakuje, gdy za nim tesknisz? Chyba tylko tego stanu, ktory znasz, wiecznej nadziei, ktora sie nie spelnia. Ludzka psychika funkcjonuje na zasadzie przyzwyczajen i wszystko co nowe, wydaje sie zagrozeniem, lub pustka, w kazdym badz razie wielka niewiadoma.
A wiec to, ze nie wiesz, co robic, jest normalne. Skad masz wiedziec, jak nie znasz nic innego niz ten dotychczasowy schemat - troche ladnej pogody a potem znow olewka ze strony pana A., oraz Twoj niespelniony stan w tych okresach.
Zostaw to, nie rob tego, co robilas dotychczas. Rob cos nowego, patrz, jakie masz impulsy w kierunku, gdzie jeszcze nic nie robilas.
Jedz do siostry i olej pana A. tak jak on Ciebie dotad olewal. Badz z ludzmi, ktorzy moga Ci cos dac. Pan A. dawal tylko wieczna nadzieje, ktora ciagle budzil i niszczyl, budzil, i niszczyl.....do tego sie przyzwyczailas, ale ten lancuszek musisz przerwac. Sama to czujesz. Nie poddawaj sie tej rutynie.

I najwazniejsze - spelnienia nie da Ci nikt z zewnatrz, nie ma takich ludzi, ktorzy byliby w stanie zapewnic drugiemu czlowiekowi spelnienie. To spelnienie jest mozliwe do osiagniecia tylko w nas samych, wtedy dopiero moga wkroczyc w nasze zycie ludzie, ktorzy je manifestuja na zewnatrz w postaci spelnionych zwiazkow.
Rob wiec tylko to, co czujesz, ze jest dobre dla Ciebie, to, gdzie czujesz wewnetrzna radosc, zadowolenie z tego co robisz, masz poczucie, ze to jest wlasnie tym, co powinnas teraz zrobic.

edit: odnosnie uczuc, ktore teraz Toba targaja, mozesz sprobowac metody obserwacji ich. Mam wrazenie, ze jestes silna wewnetrznie osoba, ze zdolnoscia do samorefleksji, a wiec moze Ci to pomoc.
Dopusc do siebie te wszystkie uczucia, ta tesknote, zal i co jeszcze tam sie pokaze. Poczuj to w calej pelni, jednoczesnie bedac jakby na pozycji obserwatora. Poszukaj spokojnego miejsca, usiadz i czuj siebie.  Czuj, jak reaguje cialo, gdzie sie emocje manifestuja. Nie probuj ich unikac czy lagodzic odwracaniem uwagi czy myslami, nie szukaj srodka przeciwbolowego w postaci pana A., bo on jest tylko narkotykiem. Wytrzymaj sama siebie i swoje uczucia. One teraz chca byc widziane i dojsc do glosu.
Jesli bedziesz to robic konsekwentnie, to juz po krotkim czasie stwierdzisz, ze zadna emocja nie trwa wiecznie, ze odczucia sie ciagle zmieniaja, ze traca na intensywnosci, gdy sie je obserwuje. Po jakims czasie zmienia sie ogolnie caly nastroj. To jest najszybsza droga do pokonania nagromadzonych warstw emocjonalnych.
To jest zreszta metoda, ktora mozna stosowac cale zycie, bardzo pomocna na codzien. Niejako higiena psychiczna. Tak jak czysci sie codziennie zeby, tak samo mozna czyscic swoja psychike, gdy dochodza do glosu jakies emocje. Trzeba je dopuscic i dac ich po prostu przeplynac. Swiadomie zauwazone  i przyjete do wiadomosci rozwiewaja sie wtedy jak chmury na niebie, gdy swieci na nie slonce.
To jest potega swiadomosci.

16

Odp: Potrzebuję wsparcia...
Marajka napisał/a:

Molenka, to, ze juz wiele wiesz, jest juz polowa drogi. Wdrazanie w zycie jest jak piszesz, nastepnym krokiem. Bedziesz sie jeszcze potykac, ale jesli nie stracisz tej wiedzy, to znow wstaniesz.
Jesli chodzi o pana A., to sluchaj tej sceptycznej strony, bo tej drugiej, ktora teskni, sluchalas przez te wszystkie lata, ktore Ci nie przyniosly tego, czego sobie zyczysz, a wiec byloby to zludna nadzieja, ze sie to zmieni.
Pan A. nie jest tym, z ktorym moglabys zycie dobrze spedzic.
Czego Ci brakuje, gdy za nim tesknisz? Chyba tylko tego stanu, ktory znasz, wiecznej nadziei, ktora sie nie spelnia. Ludzka psychika funkcjonuje na zasadzie przyzwyczajen i wszystko co nowe, wydaje sie zagrozeniem, lub pustka, w kazdym badz razie wielka niewiadoma.
A wiec to, ze nie wiesz, co robic, jest normalne. Skad masz wiedziec, jak nie znasz nic innego niz ten dotychczasowy schemat - troche ladnej pogody a potem znow olewka ze strony pana A., oraz Twoj niespelniony stan w tych okresach.
Zostaw to, nie rob tego, co robilas dotychczas. Rob cos nowego, patrz, jakie masz impulsy w kierunku, gdzie jeszcze nic nie robilas.
Jedz do siostry i olej pana A. tak jak on Ciebie dotad olewal. Badz z ludzmi, ktorzy moga Ci cos dac. Pan A. dawal tylko wieczna nadzieje, ktora ciagle budzil i niszczyl, budzil, i niszczyl.....do tego sie przyzwyczailas, ale ten lancuszek musisz przerwac. Sama to czujesz. Nie poddawaj sie tej rutynie.

I najwazniejsze - spelnienia nie da Ci nikt z zewnatrz, nie ma takich ludzi, ktorzy byliby w stanie zapewnic drugiemu czlowiekowi spelnienie. To spelnienie jest mozliwe do osiagniecia tylko w nas samych, wtedy dopiero moga wkroczyc w nasze zycie ludzie, ktorzy je manifestuja na zewnatrz w postaci spelnionych zwiazkow.
Rob wiec tylko to, co czujesz, ze jest dobre dla Ciebie, to, gdzie czujesz wewnetrzna radosc, zadowolenie z tego co robisz, masz poczucie, ze to jest wlasnie tym, co powinnas teraz zrobic.

edit: odnosnie uczuc, ktore teraz Toba targaja, mozesz sprobowac metody obserwacji ich. Mam wrazenie, ze jestes silna wewnetrznie osoba, ze zdolnoscia do samorefleksji, a wiec moze Ci to pomoc.
Dopusc do siebie te wszystkie uczucia, ta tesknote, zal i co jeszcze tam sie pokaze. Poczuj to w calej pelni, jednoczesnie bedac jakby na pozycji obserwatora. Poszukaj spokojnego miejsca, usiadz i czuj siebie.  Czuj, jak reaguje cialo, gdzie sie emocje manifestuja. Nie probuj ich unikac czy lagodzic odwracaniem uwagi czy myslami, nie szukaj srodka przeciwbolowego w postaci pana A., bo on jest tylko narkotykiem. Wytrzymaj sama siebie i swoje uczucia. One teraz chca byc widziane i dojsc do glosu.
Jesli bedziesz to robic konsekwentnie, to juz po krotkim czasie stwierdzisz, ze zadna emocja nie trwa wiecznie, ze odczucia sie ciagle zmieniaja, ze traca na intensywnosci, gdy sie je obserwuje. Po jakims czasie zmienia sie ogolnie caly nastroj. To jest najszybsza droga do pokonania nagromadzonych warstw emocjonalnych.
To jest zreszta metoda, ktora mozna stosowac cale zycie, bardzo pomocna na codzien. Niejako higiena psychiczna. Tak jak czysci sie codziennie zeby, tak samo mozna czyscic swoja psychike, gdy dochodza do glosu jakies emocje. Trzeba je dopuscic i dac ich po prostu przeplynac. Swiadomie zauwazone  i przyjete do wiadomosci rozwiewaja sie wtedy jak chmury na niebie, gdy swieci na nie slonce.
To jest potega swiadomosci.

         
Marajka!!! kurcze jaki mądre i trafione słowa aż się wzruszyłam... to takż dotyczy mnie jak i autorki, bylam  wtoksycznymzwiazku jestem w  trakcie rozowodu dawał mi tylko tą nadzieję i bum strach i nadzieja itd. koszmar. Ludzie boją się nowego, ja też się bałam i wróciłam po rokudo idioty wzięłam  znim slub.. bony odszedł po 4 macach winę zwalił na mnie. Musimy przestać bać się owego walczyć o siebie bo ja walczyłam ciągle o niego !!!

17

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Dziękuję Marajka za wspaniałe słowa. Takich ważnych i cennych rad nie usłysze ani od mojej rodziny ani znajomych...
Mój związek z Panem A. był toksyczny, po prostu kochałam go za bardzo i robiłam wszystko byleby tylko nie znalazł powodu do zostawienia mnie, byle był szczęśliwy i zadowolony z mojego zachowania. On na różne sposoby mógł krytykować moje stosunki z rodziną, a ja zawsze musiałam się z nim zgadzać, bo jak nie to awantura gotowa. Nie miałam swojego zdania w tym związku, poza jakimiś prozaicznymi sprawami dnia codziennego. Z czasem w ogóle przestałam mówić co myślę, bo i po co jak i tak według Pana A. nie miałam racji albo gadałam głupoty. Przykre jest to kiedy teraz tak o tym wszystkim myślę, jak przypominają mi się te sytuację. Z perspektywy czasu dziwię się sama sobie... Ciężko jest mi to wszystko ogarnąć. Dla siebie samej wiem, że muszę teraz to wszystko przepracować, wybaczyć sobie i jemu, zapomnieć i iść dalej do przodu.
Obecnie jestem u siostry i staram się normalnie funkcjonować. Tutaj nic mi go nie przypomina i jest odrobinę łatwiej, ale mimo to i tak wieczorami myślę o nim i płaczę... Stan po rozstaniu jest strasznie dziwny, skomplikowany i trudny do zniesienia fizycznie i psychicznie. Dałabym wiele, żeby to minęło...

18

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Dzisiaj jest źle, naprawdę źle. Nie daje rady psychicznie wytrzymać. Staram się naprawdę staram, ale jest coraz gorzej. Jestem u siostry i już wiem, że ten przyjazd to był błąd. Moja siostra i jej mąż są naprawdę w porządku wobec mnie, ale ja wolałabym być w domu, zamknąć się w swoim pokoju, położyć się w swoim łóżku, włączyć TV i wyłączyć myślenie i to ciągle wspominanie. A tutaj w kółko myślę o Panu A., łapę się na tym, że nie jestem tu i teraz z nimi tylko odpływam w jakieś ciemne zakamarki mojej duszy.... Tragedia. Takiego Sylwestra i Nowego Roku nie życzę nikomu. To wszystko mnie przerasta, mam ochotę krzyczec... Nie radzę sobie z tymi wszystkimi emocjami...

19

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Spróbuj się wyciszyć, potrzeba czasu na wszystko niestety. Dasz radę, życie jeszcze przed Tobą, trzymam kciuki smile
Może modlitwa by Ci pomogła? wink

20

Odp: Potrzebuję wsparcia...
Molenka90 napisał/a:

Dzisiaj jest źle, naprawdę źle. Nie daje rady psychicznie wytrzymać. Staram się naprawdę staram, ale jest coraz gorzej. Jestem u siostry i już wiem, że ten przyjazd to był błąd. Moja siostra i jej mąż są naprawdę w porządku wobec mnie, ale ja wolałabym być w domu, zamknąć się w swoim pokoju, położyć się w swoim łóżku, włączyć TV i wyłączyć myślenie i to ciągle wspominanie. A tutaj w kółko myślę o Panu A., łapę się na tym, że nie jestem tu i teraz z nimi tylko odpływam w jakieś ciemne zakamarki mojej duszy.... Tragedia. Takiego Sylwestra i Nowego Roku nie życzę nikomu. To wszystko mnie przerasta, mam ochotę krzyczec... Nie radzę sobie z tymi wszystkimi emocjami...

Trzymaj się molenka!! dasz radę nie umierasz wiem jak się czujesz rok temu miałam to samo, zostawił mnie samą j. mąż w sylwestra wyszedł nie wrócił. to był koszmar... z czasem się wyciszysz wiem, że to trudne dla cb teraz ale będzie ok dobrzez, że sama nie jesteś. A emocje robia swoje wiadomo to świeże. Ja też jeszcze przezywam, ale już emocji jest mniej czekam na rozwód.. ah tak go kochałam... szkoda,że trafiamy na takich typów. Szczęsliwego nowego roku dla Cb aby był lepszy 3maj się pis ztutaj

21

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Niby mam nowe otoczenie, życzliwych ludzi wokół siebie, ale to poczucie pustki, brak uczuć, fizycznego kontaktu z nim przytłacza mnie i odbiera chęć do życia... To straszne, że można kogoś kochać bardziej od siebie, że brak tej osoby jest taki dotkliwy.

22

Odp: Potrzebuję wsparcia...
Molenka90 napisał/a:

Niby mam nowe otoczenie, życzliwych ludzi wokół siebie, ale to poczucie pustki, brak uczuć, fizycznego kontaktu z nim przytłacza mnie i odbiera chęć do życia... To straszne, że można kogoś kochać bardziej od siebie, że brak tej osoby jest taki dotkliwy.

miałam to samo wyłam z bólu, że go nie dotkę nie poczuje jego zapachu. Nie przytulę, nie zobaczę nie wypiję z męzem kawy nie urzodze mu dziecka ahh.. musimy przyzwczaić się do tego to minie zobaczysz, ja rzadko już płaczę, ale płaczę bardziej mi żal ,że tyle mu dałam od siebie, a on tego nie szanował. Jestem zła na niego i siebie ale co to da są tacy ludzie. zranił moją córkę , którą kochał i wychowywał - pokazał jak ją kochał wstyd. Minie zobaczysz, potem będzie obojetność.. dziwne uczucia sa po rozstaniu, porzuceniu

23 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-12-31 18:43:02)

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Molenka, ja tez potrafie sobie wyobrazic, jak sie czujesz. Jak wiele z nas tutaj.
Mimo, ze to nie zlagodzi Twojego bolu, to mimo to wazne jest, zebys to wiedziala i uwierzyla w to, co doswiadczenie kazdej z nas potwierdza, iz to minie! Ta wiedza jest swiatelkiem w tunelu, ktore da Ci nadzieje na lepsze dni. Trzymaj sie tego i nie trac go z oczu.
To jest tak samo jak z rana cielesna - potrzeba czasu na to, zeby sie zagoila, ale jesli rana jest opatrzona i daje sie przez to cialu mozliwosc uruchomienia samoistnej regeneracji, to rana sie zagoi. Z psychika nie jest inaczej.
Twoja rana jatrzyla sie wiele lat i przez to jest gleboka. Teraz jest przez chirurgiczne wyciecie ropiejacych brzegow na razie bolesniejsza, ale dzieki temu zabiegowi na pewno sie zablizni.

I probuj obchodzic sie z emocjami jak pisalam powyzej.
Wiedz, ze stawianie oporu jakiejs emocji, zadeklarowanie jej jako czegos niechcianego tylko zwieksza sile jej dzialania. To wlasnie ten opor boli, nie sama emocja.
Wiec czuj te emocje, daj im byc, zacznij je obserwowac jak naukowiec, na czym one polegaja i co wlasciwie robi je nie do zniesienia.
Bardziej zwracaj uwage na to, w ktorym miejscu w ciele one sie manifestuja - scisk w gardle, czy zoladku, ucisk w klatce piersiowej...itd. co by nie bylo. Pozwol temu byc, nie odrzucaj, tylko obserwuj dokladnie. Jak oddychasz, gdy jest ta emocja, czy napinasz gdzies miesnie... i przede wszystkim staraj sie nie laczyc tego z myslami. Zajmij umysl przygladaniem sie Twojemu cialu i emocjom, a nie rozmyslaniem o bylym i przeszlych wspolnych chwilach, bo te mysli tylko nakrecaja bardziej emocje.
Ile razy zlapiesz sie na tym, ze o nim myslisz, skieruj mysli gdzie indzie. Rob to 100 czy 200 razy na dzien, tyle razy, ile razy zauwazysz.

To nie jest milosc do niego, to co odczuwasz. Milosc nie boli, tylko jest uczuciem spelnienia i nie trzeba do tego obecnosci innej osoby.
Twoj bol to bol braku poczucia bycia kochana. Do tej pory kompensowany Twoimi staraniami o choc troszke uwagi i uznania, ba, chocby tylko obecnosci.
Zylas do tej pory okruszkami, jestes wyglodzona. W tym stanie nie jestes w stanie nikogo kochac, tylko sama jestes bardzo potrzebujaca. Skieruj dlatego swoja uwage na siebie, daj sobie samej ta uwage, ktorej potrzebujesz, nie trac tej resztki energi na kierowanie uwagi w strone pana A., bo to jest tylko tak, jakby pijak na odwykowce spogladal rzewnie w strone butelki wodki na wystawie sklepu, ktorej nie moze kupic. Ty tez jestes na odwykowce, wiec pozadanie objektu, od ktorego jestes uzalezniona jest calkiem kontraproduktywne.

W pana A., ktory jest worem bez dna, ladowalas dotad wszystkie swoje zasoby i w ten sposob wykrwawilas sie i jestes dlatego teraz kompletnie pusta! Dlatego czujesz ta pustke. Do tej pory maskowalas ja kompletnym zafiksowaniem swojej uwagi na osobie pana A. i staraniami o dostanie choc tych okruszkow i tylko dlatego jej dotad nie zauwazylas.
Ale to nie jest nic nowego, co dopiero teraz nagle przyszlo. To nosisz w sobie od dawna, a teraz jestes widocznie na tyle silna, ze mozesz sobie dac z tym rade, ze bedziesz mogla to wytrzymac. Gdyby tak nie bylo, to i sytuacja inaczej by wygladala. Na pewno nie podjelabys takiej decyzji jaka podjelas, bo podswiadomosc za bardzo by sie przed tym bronila, wiedzac, ze nie dalabys sobie rady.
Smiem twierdzic, ze i jako dziecko w Twojej rodzinie sporo Ci brakowalo. To nie ma byc krytyka Twoich rodzicow, ale nikt nie jest perfekcyjny, a u Ciebie z pewnoscia najwieksza czesc uwagi dostawal Twoj brat, nie Ty. Ty musialas jeszcze cos do tego dokladac. przejmujac tez opieke nad nim. Pewnie juz zawsze potrzeby innych byly w Twoim zyciu wazniejsze niz Twoje.
Musisz teraz postarac sie o ustalenie rownowagi, nie mozna zaniedbywac siebie, jesli chce sie innym cos dac, bo zeby cos dac, trzeba cos miec do dania.
A wiec wez i ten fakt jako linke ratownicza - wiedz, ze teraz masz sile na to, zeby przez to przejsc i sobie dobrze z tym poradzic. Ze masz dzieki temu szanse na lepsze doswiadczenia i na pelny stol w przyszlosci, bo juz nie oszukujesz sama siebie, ze jestes najedzona. Teraz chcesz wiecej.

Czyli jeszcze raz: emocje tak, mysli o nim nie!

Masz racje, ze potrzebujesz teraz czasu dla siebie, choc bardziej przydalby Ci sie ktos, kto by Cie po prostu wzial w ramiona i zniosl z Toba Twoj bol, nie probujac z nim nic robic, nie pocieszac, tylko trzymac i byc z Toba.
Ale jesli kogos takiego akurat nie ma, kto wiedzialby, jak to zrobic, to znajdz jakis cichy kacik, gdzie mozesz byc sama ze soba i obejmij sie sama, po prostu obejmij sie ramionami i utul sie sama, tak jakbys przytulala dziecko, ktore placze. I wyplacz sie porzadnie. Placz to lekarstwo, rozladowujace emocje. Nawet naukowo juz zostalo to udowodnione - lzy wyplukuja rozne toksyny z ciala. wink
A wiec nie mysl, ze to cos zlego, co powinno jak najszybciej przejsc, tylko traktuj to jako lekarstwo.

I zycze Ci wspanialego nastepnego roku, gdzie odnajdziesz siebie sama i radosc z zycia, jakiej moze do tej pory wcale nie znalas. Wykorzystaj ten nowy rok tylko dla siebie. Badz egoistka. smile

24

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Witam drogie Panie.
Pisałem długą wiadomośc o Molence i moim życiu z Nią.  Pisanie zajeło mi godzinke  a wiadomości nie ma na forum sad
Bynajmiej nie piszcie głupot, znając jakiś kawałek życia, skrawek. A Molenka to oszustka po tym co tu widze.
Niech wam lepiej napisze jak czesto kłutnie są przez jej rodziców, czemu nie jest w stosunku do nich asertywna.
Do mnie ciagle mówi NIE. A Rodzice ją wykorzystują, zabierają NAM życie o co ja się złoszcze i kłuce. Bo naprawde to już jest przesada.
MOlenka 3 miesiace zostaje z chorym bratem i ja jej w tym pomagam. Chociaż by nie musiał, bo rodzice zdrowi, ale za kasą...
A teraz Molenka jest w Paryżu, ja 3 miesiace z nią byłem, przez jej szkołe z nią byłem, a teraz jestem sam z praca inż, ktorej nie zaczołem i innymi.
Pomoc rodzicą umie a mi ciągle mówi nie po 9 latach. Molenka jak chcesz sie radzić to opisz cała prawde, a nie skrawki,
Pozdrawiam Twój Pan A

25

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Wyglasz na trolla Panie A.  Nawet poprawnie nie umiesz pisac, do poziomu Molenki to zupelnie nie pasuje.

26

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Może rzeczywiście wyglądam na trolla. Pisałem długą zwyczajną wiadomość, ale nie pojawił a się na forum. W złości w emocjach po rozmowie z Molenką napisałem nieskładną wiadomość, która nic nie wnosi do dyskusji. Może więc zacznę od początku, przedstawię parę sytuacji z naszego życia. Mi również nie jest łatwo Kocham bardzo Molenke, oddałem jej całego siebie, tak myślę a najgorsze jest to że nie czuję tego samego od niej.
Może przedstawię ostatnie pół roku. Molenka w lipcu obroniła pracę magisterską, z czego bardzo się cieszę i jestem dumny, bo pisała ją sama, zajęło jej to ok. 5 miesięcy, był to ciężki okres dla nas dużo wyrzeczeń z jej jak i mojej strony. Ja mam swoją szkołę, poszedłem do niej dzięki Molence ona mnie zmotywowała i wspierała, przynajmniej w pierwszych dwóch latach.  Później już miałem rezygnować, bo zamykali szkołę i musiałem się przenieść do innej szkoły i na weekendy zostawałem u babci. Molenka już chciała żebym zrezygnował, nie zrobiłem tego, przekonałem ją że będę grzeczny, że może ze mną jeździć do babci. Wiec chodzę dalej… Wracając Molenka w lipcu skończyła szkołę, chciała trochę odpocząć. W sierpniu przyjechała jej siostra z Paryża, no i jak zwykle gdy jej siostra przyjeżdża się zaczęło siedzenie do 2-3 w nocy, picie piwka itp. Ja to rozumiem ale nie codzienie jak to czasem bywało gdy przyjeżdżała. Tym razem było inaczej ponieważ siostry synek się rozchorował i było z nim źle, cała rodzina stanęła na baczność, zrezygnowaliśmy z wyjazdu na wakacje, chociaż marzyłem o tym bo od lat coś planujemy, ale zawsze coś w jej rodzinie nas unieruchamia i zostajemy w domu. Siostra, z małym wróciła ze szpitala i znowu się zaczęło piwko, i siedzenie po nocach, namawiałem Molenke żeby poszukała pracy w zawodzie, robiłem to dlatego, że wiedziałem żę dopóki nie  pójdzie do pracy to się nie usamodzielni i znowu jak od  prawie 6 lat, rok w rok rodzice albo będą kazali jej wyjechać z tatą za granice, albo będzie musiała zostać z niepełnosprawnym bratem (fajny chłopak, chodzi, sam je, czasem jest denerwujący w nocy jak nie daje spać  a czasem bardzo zabawny ). Więc zleciał sierpień na zmartwieniach o synka siostry, później kilkanaście dni picia i siedzenia po nocach z siostrą.  No i wyjechała. A moje obawy się sprawdziły, zostałem postawiony przed faktem, że znowu podjęła decyzje bezecnie, znowu mama ją urobiła i zostaje Molenka z bratem. Szkoda że nie rozmawia ze mną o tak ważnych decyzjach które powinniśmy już podjąć razem. Czasem MYŚLE że ona wie jak ją mocno kocham i wszystko zaakceptuje, wszystko wybacze. Rodzice szykują się do wyjazdu, zakupy, załatwianie innych spraw, my ciągle w domu, na każde zawołanie. Dodam że nie pracuje, miałem mały wypadek i byłem jeszcze nie zdolny do pracy, ale pieniądze na studia i początek życia miałem odłożone. Trochę zrobiło się to denerwujące, bo tak jest od 6 lat, że mamy mniej swojego życia niż rodzice Molenki, można się pokusić o to że Molenka jest wykorzystywana, a ja staram się to jej pokazać, bo jej trójka starszego o 10 lat rodzeństwa ma normalne życie, domy, dzieci i nie interesują się co w domu. Chyba wychodzą z dobrego założenia że dopóki rodzice mogą i mają siłę powini pomagać dziecią dzieci odwdzięczą się na starość.
Rodzice Modenki wyjechali prawie 3 miesiące byliśmy sami. Mało co bywałem u siebie w domu, prawie w ogóle. Molenka wtedy pięknie mówiła że lubi jak jestem, w sumie jak jej rodzice byli też prawie cały czas byliśmy u niej. Bo zazwyczaj jak jechaliśmy do mnie po 3-5 godzinach był telefon, kiedy Molenka wraci, albo żeby wróciła bo jej rodzice chcą gdzieś jechać. Na początku jak wyjechali rodzice Modenki w sumie byliśmy w euforii sami w domu.
Później było coraz ciężej, na Molence spoczywało dużo obowiązków związanych z bratem, zawieść do szkoły, odebrać, umyć, śniadanie, obiad, kolacja, psy. Na tyle ile mogłem pomagałem Molence, w bardziej ciężkich zajęciach, paliłem i dokładałem co godzinka do pieca, zerwać jabłka w sadzie, liście, orzechy, czasem obiad czy coś sprzątnąć w domu.
Brat dawał po nocach czadu, czasem mało spaliśmy. Zmęczenie już brało górę i troszkę zaczynaliśmy się spinać tym bardziej że dochodził stres z szkoły, co dwa tyg. kolokwia z przedmiotu którego nigdy nie zrozumie. Później do pieca dołożyła moja rodzina. Pewnego wieczoru rodzice z mojej winy się bardzo pokłócili, więc zapytałem się Modenki czy mogę przyjechać na noc z mamą, zgodziła się. Myślałem że sytuacja jest na dzień dwa, no niestety moja mama zamieszkała z nami na 1,5 tyg całe dnie i tak nie było jej w domu, przychodziła jak do noclegowni… Molenka lubiła sobie pogadać, ale póżniej zaczęło ją denerwować, jakieś uwagi, czy że piwka nie chce pić przy mojej mamie, bo mama nie toleruje alkoholu. Z jednej strony pomyślałem że może w końcu zobaczy jak ja się czuje nie swojo, gdy moje zdanie nie ma żadnego znaczenia, jak zadecyduje Modenki mama, tak prawie zawsze jest. Pokłóciliśmy się później, nie pamiętam o co dokładniej, ale kilka dni (3) się nie odzywaliśmy. Odziwo gdy Molenka była sama szybko zrozumiała błąd, przyznała się do niego i przeprosiła i znowu uwierzyłem w zmianę, znowu byłem szczęśliwy. Molenka pożyczyła od mojej mamy kilka książek o zmianie swojego życia. Poźniej już kupiła, książki typu „Żyj wystarczająco dobrze” czy „Gdzie się podziało moje dzieciństwo. O dorosłych dzieciach alkoholików.”
Wtedy zaczęła mówić z sensem, że już widzi czemu nie możemy życia sobie ułożyć, wie że za dużo robi dla rodziców a za mało dla nas, że już się wszystko zmieni jak rodzice wrócą. Byłem szczęśliwy bo sama z siebie to powiedziała i już myślałem że to koniec tej walki którą toczę o nią od 5 lat, od skończenia technikum. Zawsze te słowa wypowiadała z przymusu, po kłótni, były one wymuszone. Długo się nie nacieszyłem bo gdy wrócili Modenki rodzice, nic się nie zmieniło. Było już kilka razy gdy Molenka  zaczynała rozumieć i starałem się ją wspierać. Kiedyś Modenki bratowa jej powiedziała (wykształcona osoba, którą Molenka poważa) że za bardzo się angażuje w pomoc rodzicą, że nie jest w ogóle asertywna, i dała jej numer telefonu do psychologa który pomógł wyjść z tego Modenki bratu. Wiec szybko namawiałem ją na wizytę, nic to nie dało- mówiła że sama musi to zrozumieć. Po tym pół roku wspomniałem o psychologu, przypomniało się Molence i za pare dni bez nacisku z mojej strony  sama zadzwoniła. Pojechaliśmy razem, byłem przeszczęśliwy znowu. Niestety skończyło się na jednej wizycie. Trochę już dużo napisałem, ale spada mi kamień z serca jak piszę, wspomnienia wracają, te miłe też i łzy same się do oczu cisną. Przerwa.

27

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Przejdę trochę bardziej do sedna bo nikomu nie będzie chciało się tego czytać. Chociaż chciałbym przedstawić naszą sytuację tak jak ona rzeczywiście wygląda.
Czwarek 17 grudnia wrócili Modenki rodzice, już od dwóch tyg sprzątała cały dom na powrót rodziców. Zaczęło się szał załatwiania, zakupy. Piątek cały dzień z bratem, nie mamy wytchnienie. Szkoła poszła w odstawkę. Sobota, Molenka sama chciała ze mna jechać do babci na weekend, ja w szkole Molenka odpoczywa biegając po sklepach z moją bratową, Niedziela to samo, późno wróciłem. Niestety Molenka dostała już telefon od mamy że nigdzie nie mogą jechać na zakupy, chociaż jej brat jest na tyle sprawny, że z nami wszędzie jeździł. Przez te trzy miesiące raz udało mi się zorganizować wyjście do baru, pojechałem po Molenki ciocie i raz wyszliśmy. Więc ten weekend nam się należał. Molenka chciała już wracać w niedzielę, ja widząc jej minę byłem skłony to zrobić i jechać po nocy. Babcia nas prosiła żebyśmy zostali i za dnia pojechali i tak się stało, jeszcze w poniedziałem pokupiliśmy dzieciaką bardzo fajne prezenty, więc myślałem że nie ma już czego załować. Wróciliśmy późnym popołudniem do niej, rodzice zostawili nam swojego syna i pojechali w gości do starszego brata Molenki. Póżno wrócili, więc Molenka wykąpała brata, zrobiła wszystkim kolacje póżniej mieliśmy chwilę dla siebie . Wtorek, Modenki mama zarzadziła sprzątanie i ubieranie choinek, nikt się do tego nie kwapił więc, wyciągłem choinki z strychu i zapoczątkowałem prace. Było miło, wspólne ubieranie jej choinki, naprawa światełem i trochę śmiechu. Później chciałem jechać do mnie z Molenką zrobić to samo, niestety plany się pokrzyżowały, jej rodzice znowu gdzieś musieli jechać wiec znowu zostaliśmy w domu. Gdy już nie było sensu jechać do mnie sprzątać, pyzatym gdzie o godzinie 20 bym ściął choinkę. Umówiliśmy się więc że ja pojadę do siebie spać a Molenka przyjedzie  do mnie miedzy 11-12, powiedziałem że szybko w dwójkę się uwiniemy i pojedziemy jeszcze na zakupy, albo pomożemy coś u niej. No i znowu niestety Molenka swojej obietnicy nie dotrzymała, dzwoniąc o 11 usłyszałem tylko że jeszcze nie wie o której przyjedzie, dzwoniąc o 12 usłyszałem że nie przyjedzie, bo tata wziął samochód i oznajmił jej że jej plany go nie obchodzą (a sprawa taty Modenki nie była wcale ważna mógł ja załatwić o godzinie 16),a mama jedzie do fryzjera na 12.30 i musi zostać z bratem. Krew mnie zalała bo znowu i coś obiecała i słowa nie dotrzymała, znowu mnie olała, wystawiła. Powiedziała że przyjedzie o 14 ale ja już wiedziałem że to nie prawda, rozwinęła się kłótnia przez telefon. Molenka przyjechała o godzinie 17 ja cały dzień latałem a  nie byłem w połowie. Na dodatek oznajmiła że chce jeszcze jechać do sklepu popatrzeć prezenty (najsmutniejsze było to że wiedziałem że dla mnie nic nie ma, a ja już od dwóch tyg trzymałem coś co wychwyciłem podczas rozmowy) Molenka przyjechała do mnie. Byłem roztrzęsiony, a ona nic sobie z tego nie robiła. U mnie w pokoju się pokłóciliśmy, zacząłem jej wyrzucać wszystko, ostatnie 3 miesiące, wakacje. Molenka mnie trochę poszarpała i pożniej trochę mnie poniosła też złapałem ją za głowę nie wytrzymując nerw, napięcia i tego że tak bardzo chciałbym być kimś ważniejszym, żeby bardziej się ze mną liczyła, krzyczałem trzymając ją.  Molenka pojechała do sklepu, ja na myjnie (na która się nie dostałem) wiec odnalazłem ją w sklepie i chciałem żeby ze mną wróciła i mi pomogła, wcześniej padały też słowa to nie musimy świąt spędzać razem ode mnie jak i od niej. Nie pomogły prośby, to pomyślałem może groźby, wracamy do mnie czy naprawdę nie spędzamy Świąt razem i jadę do Ciebie po swoje rzeczy i prezenty dla dzieciaków, usłyszałem wypier… Wiec jadę do Ciebie po rzeczy, Molenka dzwoniła że mam wrócić, ale ja powiedziałem że jadę do niej jak chce to może przyjechać i porozmawiamy, bo w sklepie nie będziemy rozmawiać. Pojechałem do Modenki, wziąłem kilka rzeczy, chwilę rozmawiałem z jej mama i w końcu nie wytrzymałem i wyrzuciłem to z siebie że większość kłótni jest spowodowanych tym że nie mamy własnego życia. Dzień Wigili okazał się być jeszcze gorszy. Telefon z rana- krzyk- jak mogłeś do mojej May takie rzeczy mówić, nie masz prawa tak mówić. Molenka szykowała wszystko u siebie- widziałem kiedyś jak to wygląda, mama dyryguje, krzyczy a ona jak mały samochodzik lata i wszystko robi. Ja też latałem bo wczoraj dużo rzeczy nie dokończyłem, ubierałem sam choinke, chociaż dzwoniłem czy by nie chciała mi pomóc. U mnie wigilia mniała być o 16, a u Modenki o 18.30. Ja się nie wyrobiłem i wigilia zaczeła się u mnie póżniej, bo musiałem brata bez Auta do teściów podwieść, wtedy chciałem podjechać po Molenke bo ona powiedziała że sama nie przyjedzie, bo nie! Duma! Ale gdy zadzwoniłem, że zaraz będę i zrozum że ciągle kłócimy się przez innych. Usłyszałem Przestań pieprzyć! Cześć! Pomyślałem zero skruchy, i to rzucenie słuchawką chyba znaczyło że mam nie przyjezdać. Wiec wróciłem do domu i szybko wskoczyłem się wykąpać bo już była 16. W trakcie dzwoniłem do niej, że niech już zapomni, przyjedź, jest równouprawnienie, dajmy sobie szanse. Usłyszałem: Co ty myślisz że ja z tobą teraz do stołu usiąde, sama nigdzie nie będę jeździła. Jeszcze za 16.45 pisałem i dzwoniłem, że zaczniemy po 17, zaczekamy, przyjedź. Noe nie doczekałem się. Wigilie spędziliśmy osobno, już do siebie nie dzwoniliśmy. W pierwszy dzień Świąt zaplanowane było że pojedziemy na Msze gdzie służy mój bratanek i do babci na obiad. Dzwonie rano kilkakrotnie, pisze smsy, czy Świeta spedzimy razem, czy pojedzie ze mną. Pisałem o 8 odpowiedzi doczekałem się o 11. Odpowiedz typu: Jakbyś chciał żebym z Tobą jechała to byś przyjechał po mnie. * Tak tylko skąd ja mam wiedzieć że pojedziesz, że wogóle w domu jesteś, a rodzice by sobie czekali w aucie, jak my się wykłócimy, albo się wyszykujesz. Po to wcześniej pisze lub dzwonie, A jeszcze drugi sms był: Typu: Ty z moją rodziną nie chciałeś Świat spędzać to ja z Twoją też nie będę* Czasem mi się wydaje że Molenka widzi tylko swoją rodzine a mnie chcę całkiem od swojej odsunąć, nawet kiedyś przyznała że chyba nieświadomie tak jest. Tylko ja mam jakieś zasady, mi nikt z buciorami w życie nie wchodzi.
Wieczorem się próbowałem spotkać i porozmawiać zwyczajnie, niestety Molenka nie chciała, W drugi dzień Świąt po licznych brzydkich sms-ach od obu stron, pojechałem po reszte swoich rzeczy, chciała szybko to zakończyć, ale ja znalazłem na tyle opanowania w sobie, żeby spokojnie porozmawiać, pierw ciagle mówiła Molenka i krzyczała, trochę płakała udało mi się ją uspokoić ale wtedy jak AS z rękawa, oznajmiła że naprawde ma bilet i wyjezdza na miesiąc albo dwa nie wie ile. Zaczęliśmy się przytulać, całować, dobrze że byliśmy w garażu, bo w pokoju …to by inaczej się skończyło…  Myślałem że może jednak zmieni zdanie, bo bilet to nie duży koszt. Zostanie i się dogadamy, Wytłumaczyła mi że jedzie odpocząć pomyśleć, OK, Zrozumiem tylko w jakiej mnie sytuacji zostawiasz tym bardziej żę przyjechałaś się pożegnać i coś miedzy nami się wydarzyło, przed samym wyjazdem.
Wyjechała, zaakceptowałem,  pisaliśmy jak już dojechała do Paryżą, w sylwestra rozmawialiśmy, rozmawialibyśmy częściej ale jest problem, Modenki siostra lubi skarżyć mamie, jak była u niej dwa lata temu, to poskarżyła mamie że wieczorami ciagle ze mną na skypie rozmawia i Molenka musiała przestać. Teraz nie mogliśmy telefonować bo by wszystko podsłuchiwała. Raz mi się udało Molenke namówić sms-owo żeby odebrała i zwyczajnie porozmawiała, jak leci po prostu.
Jak się poprawiło trochę to Molenka powiedziała mi że w wtorek wróci, czyli dzisiaj już by była. No niestety cieszyłem się za wcześnie następnego dnia już było że w piątek wróci.
Już wiedziałem że macza w tym palce jej siostra i tak naprawdę w piątek pewnie też nie wróci. Prosiłem, mówiłem, tłumaczyłem jak mi zależy żeby wróciła, bo jest moim motorem który napędza moje życie, daje mi to coś że rano mogę wstać, nie tak jak teraz pobudka  o 14. Prośby nie pomogły, może dziewczyny kochają drani więć powiedziałem: zastanów się bo krecisz kur... jak zawsze gdy jest siostra to masz mnie w dup… albo wracasz w wtorek, albo już możesz nie wracac. Nie podziałało. Ma to w nosie, zablokowała sms-y  odemnie i powiedziała że to w takim razie koniec, skoro ją szantażuje, staram się nie szantażować tylko kompromisowej rozmowy też nie można przeprowadzić.
Pyzatym tłumaczyłem jej, że gdy musiała być z bratem miałem propozycje wyjazdu z kolegą do Zakopanego, licze wyjścia do barów, bo kolega akurat też po rozstaniu był i ciągle %, czego nie popieram zbyt szczególnie. Jak pisała prace mgr, wszystkim tłumaczyłem, że nigdzie nie wychodzimy, bo mamy szkołę i na tym musimy się teraz skupić, a odkąd  Molenka skończyła to czasem myślę że ona by tak nie robiła. Bo włanie ja nie wychodziłem nigdzie sam przez te 3 miesiące, nie wyjechałem odpocząć a byłem zmęczony, szkołą, niedosypianiem, i kłótnią. A teraz zostałem sam, za 8 dni powinienem mieć pokazać promotorowi 3 rodział (bo od tego zaczynamy) a nie mam nic, w połowie lutego powinienem oddać całą prace- a nie mam nic. Najgorsze jest to że nie mam tej osoby, która mnie cieszy, której uśmiech daje mi siłę do walki. Te 9 lat gdy się znamy, 6 gdy jesteśmy razem, dużo więcej można we dwoje. Można jeszcze więcej tylko trzeba zacząć żyć własnym życiem, odkładać na swój dom. Szkołę zacząłem dzięki Molence, za jej namową ale i dla niej, dla nas, dla lepszej naszej przyszłości, żeby więcej mieć i lepiej żyć, nie pracować całe życie na budowie. Dziewczyny już może nie dla mnie ale pomóżcie Molence, zrozumieć że życie z drugą odobą to ONA i ON. Jak będzie przesadnie udzielać się w życiu rodziny będzie to nie możliwe, jej 3-ka starszego rodzeństwa chyba to zrozumiała i się odcieła, rodzice są zdrowi  i dadzą radę.  Nawet jej bracia odcieli się trochę od siostry, bo ich żony ciągle przez nią się kłócili.  Pomimo że już pewnie rana w moim sercu się nie zarośnie i nie będziemy razem, chcę dla niej jak najlepiej, żeby nie za miesiąc czy dwa bo to by była przesada ale kiedyś. Żebyśmy znaleźli to życie którego chcieliśmy, normalnej kochającej się rodziny. Żeby Molenka parę kwestii przemyślała naprawdę i zaczęła budować szczęśliwe swoje własne życie.

28

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Parę streszczonych sytuacji żeby to lepiej zrozumieć:

- Od 6 lat, zostajemy z bratem po 2-3 miesiące sami żeby Modenki rodzice mogli się dorobić, a w sumie najmniej pomocy ona w porównaniu do rodzeństwa dostaje.
- gdy przyjeżdża jej siostra ja się nie liczę, przydład:  Przyjeżdża jej siostra, Molenka w prezencie dostanej bilet żeby z nią wrócić i pobyć u niej trochę. Przykro mi było, ale zaakceptowałem. Jej siostra miała być w Polsce 15 dni, a później ona miała jechać do niej na 2 tyg. Wszystko by było ok. gdyby nie wyglądało to tak że 5 dni z rzędu siedzimy z jej siostrą po nocach do 2-3 godziny, cały dzień zero czasu dla siebie. Więć nie kłucąć się powiedziałem: żę za kilka dni wyjeżdżasz, poświeć mi więcej czasu, spędzajmy wieczory razem, z siostrą nagadasz się jak będziesz u niej. Powiedziała że rozumie, ale nie umiała tego powiedzieć siostrze i ciągle siedziała z nami. A starsze rodzeństwo nawet na kawę jej nie zaprosiło… Wytrzymałem jeszcze dwa dni i rozpętała się kłótnia. Do wyjazdu się nie odzywaliśmy, w dzień przyjazdu przyjechała bardzo czule się pożegnaliśmy i prosiła żebym czekał. No i właśnie wtedy nawet na skypie nie mogliśmy porozmawiać. Kiedyś mi powiedziała że ma już dosyć siedzenia u siostry i już by do mnie wróciła, to było po tygodniu. Ucieszyłem się i umówie to wracaj, niestety to nie było takie proste siostra z mamą na nią wskoczyły że na tydzień to po co w ogóle leciała, że co ona sobie myśli itp. Ja już myślałem że wróci, narobiłem sobie nadzieji, po czym mi ja odebrała mówiąc że zostanie jeszcze 10 dni. Ja dostałem propozycje wyjazdu nad morze z  znajomymi, żeby nie siedzieć jak grzyb w domu. W przed dzień mojego wyjazdu, nagle bardzo chciała wracać, żebym tylko ja nie wyjechał, ale już podobno nie było biletów. Pojechałem nad morze, wróciłem i czekałem na dworcu na Molenke.
- W 2010 roku, Molenka dostała rozkaz skonczyła technikum, czas się wziąć do pracy. Tata kazał jej jechać z nim do pracy za granice, nie umiała się przeciwstawić, przecież można szukać czegoś na miejscu, znowu pożegnanie i prośba o czekanie. Znowu nie ma jak ze sobą rozmawiać. Po dwóch tyg nie wytrzymałem i pierwszy raz w życiu sam wybrałem się w podróż 1400km za ukochaną, teraz tak się zastanawiam czy Molenka zrobiła by to samo dla mnie???Czy tylko dla rodziny potrafi tak wiele zrobic?. Okazało się że Molenka jak w domu prawie nie rozmawia z tatą tam bardzo się go słucha, a ja ciągle słuchałem docinek ze strony Molenki taty,  gdy znalazło się trochę pracy dla mnie to przydzielany byłem do najgorszej roboty. Wróciliśmy po miesiącu do szkoły, a wyjechała jej mama i znowu z bratem.
- 2012 znowu Molenka musiała wyjechać, tym razem powiedziałem że raczej nie uznaję związków na odległość i pojechaliśmy razem, te same przeżycia z jej tatą, W 2014 sytacja się powtórzyła, ale już myślałem, że jesteśmy na tyle długo razem, że molenka będzie stała po mojej stronie, ale to było dziwne, tata co chwilę ją brał na stronę, coś szeptał, wszystko ustalane było poza mną, Molenka jedynie mnie informowała, nic nie konsultując. Czasem robił tak żebyśmy pracowali osobno chociaż mogliśmy razem, kręcił i motał, a Molenka wierzyła, tacie, nawet jej brat się o to pokłucił z jej tata, my wróciliśmy pokłóceni, ale wiedziałem że znowu musi zostać z bratem i jej samej nie zostawiałem.
-  Kiedyś jak się kłóciliśmy to zaraz łapała za jakieś czaty, sms-y z obcymi, umawiania, tak jakby się bała choćby przez chwilę być sama, naszczęście to jej chyba przeszło, bo kiedyś mogła by jej się stać krzywda, bo jeden ją później zastraszał, chyba jej zdjęciami. To było dawno i już nie powinienem tego rozpamiętywać, bo mieliśmy po 19-20 lat. Ja też Świety nie byłem, ale nigdy jej nie zdradziłem.
- czemu tak ją Kocham, poświeciłem calutki mój czas, olalem, znajomych, rodzine też zaczełem , odsuwać od siebie.  A teraz z problemami muszę radzić sobie sam, bo jej nie ma nie ma kto napędzać mnie do działania. Wyschłem- nie dam rady. Bardzo dużo razy jej mówiłem że chciałbym poczuć, nie usłyszeć, tylko poczuć że jestem dla Ciebie najważniejszy. Czyny zastępują tysiąc słów, daj mi to poczuć. W ważnych wyborach, podejmujmy je razem. Niestety Kończyło się na obietnicach, niespełnionych obietnicach.

Pisze to wszystko bo wiem że wśród was znajdzie się  może dobra Pani psycholog która da Molence radę, a zarazem mi, co robić? Jak się tego ustrzec? Jak to zmienić?
Pewnie poleci pewnie dużo hejtów w moją stronę, bo to forum dla kobiet i większość z was jest tu dość wrogo nastawiona do facetów. Ryzykuje, może nam to pomoże, a może jeśli nasze drogi się nie zejdą,  pomoże to Molence i w jakiś również  mi.
Dzięki, nie pisze już bo łzy mi klawiaturę zalały.
Dajcie dobre wskazówki na przyszłość.

29

Odp: Potrzebuję wsparcia...
Molenka90 napisał/a:

Dziękuję za wsparcie. Tego potrzebowałam, czyli osób, które rozumieją i potrafią spojrzeć na moją sytuacje z trochę innej perspektywy.
Marajka masz rację, że zatraciłam się w rodzinnych obowiązkach, powinnościach, że powinnam zacząć myśleć w końcu o sobie, bo jak na razie mój brat ma zdrowych rodziców, którzy mogą się nim zająć, a ja powinnam mieć swoje życie. Mam nadzieję, że kiedy trochę otrząsnę się po związku z panem A. to w końcu uporządkuję także sprawy rodzinne i wyznaczę pewne granice naszego wspólnego życia. Jak na razie z powodu braku pracy muszę mieszkać z rodzicami, ale mieszkając z nimi także mogę mieć swoją własną autonomię i życie.
Najpierw uporządkuje moje życie uczuciowe. Muszę nauczyć się żyć sama, a po tylu latach jest to naprawdę trudne. Czuję się jakbym była małym dzieckiem, które dopiero poznaje świat i uczy się chodzić. To tak jakbym wszystko poznawała od nowa. Dziwne są te uczucia, które teraz mną targają. Co chwila płaczę, w nocy nie mogę spać, a w dzień najchętniej nie wstawałabym z łóżka. Każda rzecz mi o nim przypomina, wszędzie w moim domu jest on. Ciężko żyć w miejscu, które ciągle przypomina o panu A. Dlatego kupiłam dzisiaj bilet i wyjeżdżam do siostry, jeszcze nie wiem na jak długo, ale wyjeżdżam, żeby wszystko sobie poukładać i spróbować nauczyć się żyć samej. Ból po rozstaniu jest naprawdę nie do zniesienia, wiele z Was zna to z autopsji, ale ja nie chcę się poddać tak jak to robiłam zawsze... Ja chcę w końcu być szczęśliwa i zacząć się uśmiechać. Niczego więcej nie pragnę. To moje jedyne życzenia na Nowy Rok.

Molenka podjęłaś słuszną decyzję i ja bym uczynił identycznie.
Ten Twój "a" ( wybacz, że piszę z małej litery) nie zasługuje na Ciebie.
Wiem co piszę, bo ja już trochę przeżylem.
Nie wie jaki ma/miał skarb.
Nie zdaje sobie sprawy co to znaczy mieć tak dobrą i opiekuńczą kobietę.
Wiem coś na ten temat bo moja małżonka jest taka sama jak Ty.
On nie zasługuje na Ciebie, a Ty zasługujesz na innego, lepszego faceta.
A to, że boli, to trochę poboli.
Tylko czym prędzej skończysz ten toksyczny związek to tym lepiej dla Ciebie.
Masz dopiero 25 lat i życie przed Tobą.
Nie tkwij w tak toksycznym związku.
Zacznij żyć dla siebie.
Trzymam za Ciebie qciuki.

30

Odp: Potrzebuję wsparcia...
Pan*A* napisał/a:

Parę streszczonych sytuacji żeby to lepiej zrozumieć:

- Od 6 lat, zostajemy z bratem po 2-3 miesiące sami żeby Modenki rodzice mogli się dorobić, a w sumie najmniej pomocy ona w porównaniu do rodzeństwa dostaje.
- gdy przyjeżdża jej siostra ja się nie liczę, przydład:  Przyjeżdża jej siostra, Molenka w prezencie dostanej bilet żeby z nią wrócić i pobyć u niej trochę. Przykro mi było, ale zaakceptowałem. Jej siostra miała być w Polsce 15 dni, a później ona miała jechać do niej na 2 tyg. Wszystko by było ok. gdyby nie wyglądało to tak że 5 dni z rzędu siedzimy z jej siostrą po nocach do 2-3 godziny, cały dzień zero czasu dla siebie. Więć nie kłucąć się powiedziałem: żę za kilka dni wyjeżdżasz, poświeć mi więcej czasu, spędzajmy wieczory razem, z siostrą nagadasz się jak będziesz u niej. Powiedziała że rozumie, ale nie umiała tego powiedzieć siostrze i ciągle siedziała z nami. A starsze rodzeństwo nawet na kawę jej nie zaprosiło… Wytrzymałem jeszcze dwa dni i rozpętała się kłótnia. Do wyjazdu się nie odzywaliśmy, w dzień przyjazdu przyjechała bardzo czule się pożegnaliśmy i prosiła żebym czekał. No i właśnie wtedy nawet na skypie nie mogliśmy porozmawiać. Kiedyś mi powiedziała że ma już dosyć siedzenia u siostry i już by do mnie wróciła, to było po tygodniu. Ucieszyłem się i umówie to wracaj, niestety to nie było takie proste siostra z mamą na nią wskoczyły że na tydzień to po co w ogóle leciała, że co ona sobie myśli itp. Ja już myślałem że wróci, narobiłem sobie nadzieji, po czym mi ja odebrała mówiąc że zostanie jeszcze 10 dni. Ja dostałem propozycje wyjazdu nad morze z  znajomymi, żeby nie siedzieć jak grzyb w domu. W przed dzień mojego wyjazdu, nagle bardzo chciała wracać, żebym tylko ja nie wyjechał, ale już podobno nie było biletów. Pojechałem nad morze, wróciłem i czekałem na dworcu na Molenke.
- W 2010 roku, Molenka dostała rozkaz skonczyła technikum, czas się wziąć do pracy. Tata kazał jej jechać z nim do pracy za granice, nie umiała się przeciwstawić, przecież można szukać czegoś na miejscu, znowu pożegnanie i prośba o czekanie. Znowu nie ma jak ze sobą rozmawiać. Po dwóch tyg nie wytrzymałem i pierwszy raz w życiu sam wybrałem się w podróż 1400km za ukochaną, teraz tak się zastanawiam czy Molenka zrobiła by to samo dla mnie???Czy tylko dla rodziny potrafi tak wiele zrobic?. Okazało się że Molenka jak w domu prawie nie rozmawia z tatą tam bardzo się go słucha, a ja ciągle słuchałem docinek ze strony Molenki taty,  gdy znalazło się trochę pracy dla mnie to przydzielany byłem do najgorszej roboty. Wróciliśmy po miesiącu do szkoły, a wyjechała jej mama i znowu z bratem.
- 2012 znowu Molenka musiała wyjechać, tym razem powiedziałem że raczej nie uznaję związków na odległość i pojechaliśmy razem, te same przeżycia z jej tatą, W 2014 sytacja się powtórzyła, ale już myślałem, że jesteśmy na tyle długo razem, że molenka będzie stała po mojej stronie, ale to było dziwne, tata co chwilę ją brał na stronę, coś szeptał, wszystko ustalane było poza mną, Molenka jedynie mnie informowała, nic nie konsultując. Czasem robił tak żebyśmy pracowali osobno chociaż mogliśmy razem, kręcił i motał, a Molenka wierzyła, tacie, nawet jej brat się o to pokłucił z jej tata, my wróciliśmy pokłóceni, ale wiedziałem że znowu musi zostać z bratem i jej samej nie zostawiałem.
-  Kiedyś jak się kłóciliśmy to zaraz łapała za jakieś czaty, sms-y z obcymi, umawiania, tak jakby się bała choćby przez chwilę być sama, naszczęście to jej chyba przeszło, bo kiedyś mogła by jej się stać krzywda, bo jeden ją później zastraszał, chyba jej zdjęciami. To było dawno i już nie powinienem tego rozpamiętywać, bo mieliśmy po 19-20 lat. Ja też Świety nie byłem, ale nigdy jej nie zdradziłem.
- czemu tak ją Kocham, poświeciłem calutki mój czas, olalem, znajomych, rodzine też zaczełem , odsuwać od siebie.  A teraz z problemami muszę radzić sobie sam, bo jej nie ma nie ma kto napędzać mnie do działania. Wyschłem- nie dam rady. Bardzo dużo razy jej mówiłem że chciałbym poczuć, nie usłyszeć, tylko poczuć że jestem dla Ciebie najważniejszy. Czyny zastępują tysiąc słów, daj mi to poczuć. W ważnych wyborach, podejmujmy je razem. Niestety Kończyło się na obietnicach, niespełnionych obietnicach.

Pisze to wszystko bo wiem że wśród was znajdzie się  może dobra Pani psycholog która da Molence radę, a zarazem mi, co robić? Jak się tego ustrzec? Jak to zmienić?
Pewnie poleci pewnie dużo hejtów w moją stronę, bo to forum dla kobiet i większość z was jest tu dość wrogo nastawiona do facetów. Ryzykuje, może nam to pomoże, a może jeśli nasze drogi się nie zejdą,  pomoże to Molence i w jakiś również  mi.
Dzięki, nie pisze już bo łzy mi klawiaturę zalały.
Dajcie dobre wskazówki na przyszłość.

Panie*A* Ty chyba nie rozumiesz psychiki kobiety.
Patrzysz na to z drugiej strony.
Natomiast pomyśl trochę i zobacz.
Kobieta jest opiekuńcza i bardzo ceni sobie rodzinę.
Poświęca się dla rodziny i jest w stanie zrobić wszystko dla niej.
Nie narzeka, nie marudzi, że musi to czy tamto.
Piszę to z własnej perspektywy.
Bo jak moja matka byla sama i ja do niej dzwoniłem ( aby dowiedzieć się czy u nie wszysto ok ) to ona mi dogadywała ( po co dzwonisz bo wczoraj dzwoniłeś).
Teraz jak została jej tylko matka, która mieszka sama to dzwoni do niej każdego dnia i nie rozmawia 30 sekund ale o wiele dłużej.
Ja jej tego nie wypominam bo wiem o co chodzi, bo ja to rozumiem.
Być może u Twojej dziewczyny są bardzo rozwinięte więzi rodzinne.
Jeżeli tak, to masz tylko dwa wyjścia.
Albo się z tym pogodzić i to zaakceptować, albo definitywnie się rozstać.
Ja teściową zaakceptowałem bo ona traktowala mnie jak swojego syna.
Ja jak będzie potrzeba to będę ją nosił na rękach.
Ja jej nigdy nie opuszczę.
Ja się nią bardziej zajmuję niż jej córka a moja żona.
Ale to zaakceptowałem i tak żyję.
Natomiast co Ty zrobisz to jest Twoja decyzja i Twoje życie.
Oby decyzja była słuszna.

31

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Jako matka dwójki zdrowych i jednego niepełnosprawnego dziecka - powiem tylko jedno.
Przez 9 lat dotychczasowego życia z upośledzonym dzieckiem nie przeszłoby mi przez myśl, żeby zostawić je pod opieką starszego rodzeństwa, bo ja wyjeżdżam do pracy, bo ja zakupy, bo ja do teatru, bo ja do koleżanki, bo ja za przeproszeniem sralis mazgalis.
Nie jestem fanatyczką, nie jestem matką uwiązaną przez całą dobę przy swoim dziecku z poświęcenia - ale normalną matką, a bynajmniej staram się taką być.
Wiem, że istnieją statystyki i różne medyczne mądrości, ale prawda jest taka, że każda decyzja o zajściu w ciążę obarczona jest ryzykiem urodzenia niepełnosprawnego dziecka.
Mogę zapytać starsze dzieciaki, poprosić żeby zostały z młodą, zaopiekowały się nią na czas naszej nieobecności - ale nie wyobrażam sobie podejmowania decyzji o kilkumiesięcznym wyjeździe i zmuszaniu starszych dzieci do zastosowania się do moich planów.
To MOJE dziecko - a nie MOICH DZIECI.
Starsze córki są dorosłe, mają swoje życie, swoje obowiązki, plany i w imię czego miałabym wymagać od nich zajmowania się ich upośledzoną siostrą ?
Co z tego, że ona jest na chodzie, że fizycznie sprawna a z jej chorobą wiążą się tylko pewne niedogodności i problemy ?
Rozumiem więzy rodzinne, opiekuńczość, miłość do rodzeństwa, ale z całym szacunkiem do dyskutantów w tym temacie - wszystko ma swoje granice.

32

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Przez te 9 lat nauczyłaś się życ na takiej huśtawce.Czy dałabyś rade nadal?

33

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Bez Molenki jest jeszcze gorzej niż z nią, nie widze sensu dokończenia szkoły, nie widzę sensu wstania rano, cały się trzęsę jak to piszę, jak przeczytałem to pytanie.
Chciałbym uleczyć nasz związek, jestem naprawdę zwyczajnym chłopakiem który chcę normalnego życia. Żeby Molenka umiała mi pokazać jaki jestem dla niej ważny. Trzymając się razem, podejmując decyzje razem, rozmawiając o nich i wspólnie wybrać kompromis bylibyśmy szczęśliwi. Gdyby była w stosunku do rodziny tak asertywna jak jest w stosunku do mnie.
Żeby nie miały miejsca nawet takie niby błeche sytuacje jak: Chcemy wyjść na pizze, jesteśmy uszykowani, schodzimy na dół a jej mama mówi wtedy: A myślałam że posiedzimy wieczorem razem. No i Molenka wymięka i zostajemy  w domu z mamą. Moja mama prawie ciągle siedzi sama w domu, bo mało w nim bywam, ale wie że mam swoje życie i planuje się wyprowadzić po skończonej szkole. Molenka też to wie bo już oglądaliśmy z moją mamą nawet mieszkania. A ona nawet swoim rodzicą nie chciała o tym wspomnieć, zapytać czy wspomogą nas finansowo, ja o tym rozmawiałem z swoimi rodzicami. Molenka częśto mówi o dzieciach, zaręczynach, ślubie i zarzuca mi że ciągle to odkładam, ale ja jestem realistą wiem jak życie wygląda. Ślub jaki sobie byśmy wymarzyli kosztuje 50 tyś. zaręczyny ok, ale pokaż mi żę zaręczam się z Tobą i będziemy żyli my razem, a nie z rodzicami. Z kim się zaręcze z Molenką czy jej mamą. Dzieci chcę mieć, ale znajdzmy pierw dobre prace, żeby mieć je za co utrzymać, dać im takie dzieciństwo jakie mają dzieci choćby naszego rodzeństwa. Więc mówię znajdź pracę żeby po roku czy dwóch móc iść na macieżyńskie. Odkąd skończyła szkołę częśćiej o tym mówi bo nie wie co z sobą zrobić, ale ślub, czy dzieci to nie rozwiązanie, bo dalej będzie się słuchała rodziców. Nawet jakby udało nam się wyprowadzić i mieszkać w tym samym mieście to co chwile by były telefony, żeby coś dla rodziców zrobiła. A to zakupy, a to brata ze szkoły odebrała itp. A np. starsze rodzeńswto które się odcięło tego nie ma, wręcz babcia zobowiązała się odbierać wnuczka ze szkoły- ale po dwóch tygodniach ten obowiązek spadł na Molenke i tak zostało. Chociaż mi to nie przeszkadzało, że jeździliśmy po bratanka do szkoły to też jest lekką przesadą. 

Wracająć do Twojego pytania Ismena 1976- to jakby miało tak być jak do tej pory, nie czół bym się tym kimś wyjątkowym w jej życiu i chyba z czasem były by następne konflikty, kłutnie. Rozum mówi że to nie ma sensu, a serce chce czegoś innego, być z nią i być dla niej najważniejszy.
Gdyby Molenka podjęła jakieś kroki, rzeczywiste, nie jak zwykle mówienie: że to się zmieni, że już tak nie będzie a za dwa tyg jest to samo, to postarałbym się ją wspierać i warto by było poczekać na te zmiany. Chociaż wiem że to nie jest takie proste i to się nie zmieni. Chyba nie ma takiej miłości do chłopaka która mogła by ją z tego uwolnić, bo już walczę dobre 5 lat, jak to zauważyłem. Widzi to wiecej osób jej rodzeństwo, moje- ale jej rodzeństwu nie zależy żeby jej przemówić do rozsądku, bo wtedy może i oni by musieli zaangażować się w życie rodziny, raz Molence powiedziała to bratowa, zresztą mojej mamie też to powiedziała. Molenka na chwilę się ocknęła, ale widocznie jej mama lepiej rozdaje karty i jest lepszym psychologioem jak zatrzymać dziecko przy sobie. Nawet rodzice szykują Molence kuchnie na górnym piętrze, ale po co się jej pytam? Bo ja wiem żebyś już na zawsze została w domu. A my mamy własne marzenia. ja marzę o własnym domu, który po części sam pobuduję. Nawet wspólny projekt mamy wybrany. Co z tego, jak jej rodzice też wspominali o budowie domu bo ten jest za drogi w utrzymaniu, ale nie mówili nawet o bliźniaku tylko o tym że miała by poddasze albo własny pokój na dole. Ahh co za życie by ją lub nas czekało. Nic swojego, żadnej swojej przestrzeni, umeblowanie czy wykończenie też nie było by nasze tylko rodziców. Znowu pisze nie na temat. Dałbym rade- jakby były naprawdę zmiany nie chodzi o ucieczkę do innego miasta bo będzie i tak nieszczęśliwa, tylko o uleczenie chorej sytuacji i psychiki. Bez zmian nie dał bym już rady też jestem tylko człowiekiem, który już psychicznie nie daje rady.

34

Odp: Potrzebuję wsparcia...

IsaBella77   Dziękuje Ci bardzo. Molenka pociągła by szkołę i pracę razem ja nie jestem tak zdolny, ale nie zrobiła tego bo by była całkiem wykończona, wracając z pracy jeszcze zająć się nie czasem bo bardzo często bratem. Wydaje mi się żę masz zdrowe podejście. Rodzice teraz wynajmują, kupują dziecią mieszkania w innych miastach żeby mogły się kształcić i realizować żeby w życiu coś osiągnęły. Rodzicą owszem trzeba pomóc, ale jak napisałaś w granicach rozsądku. A osoba "Lexpar" jest chyba bardzo zniewieściała, jak teściową na rękach nosi- oczywiście zdarzają się wspaniałe teściowe, ale to nie taka, która mówi córce że ma racje nawet wtedy gdy jej napewno nie ma. Lexpar a znasz coś takiego jak toksyczni rodzice? to się zapoznaj.
IsaBella77 a widzisz masz całkiem inne podejście, bo jej mama mi przed świetami tłumaczyła (wmawiała) że tu jest inna sytacja, jest chore dziecko, trzeba pomóc, ja powiedziałem że rozumiem, ale dajcie nam młodym też żyć swoim życiem, i proszę wszystkiego nie zwalać na chore dziecko bo Państwo jesteście zdrowi, dwie zdrowe osoby nie umieją  sobie tak czasu zorganizować żeby dziecko miało opiekę i jest potrzebna trzecia osoba. No ale zapomniałem Molenki mama np. w lato nie chce jechać sama do sklepu bo za gorąco i musi albo mąż z nią jechać albo Molenka, w zimę jest ślisko i sytuacja wygląda podobnie. To po co jest prawo jazdy. A najdziwniejsze jest to że 3 miesiące bardzo ciężkiej pracy zno$i. W sumie to Molence ukradłęm jej wątek. Chyba otworze swój, albo przeleje to sam na papier, bo trochę pomaga.

Lexpar jedno pytanie poświeca się dla mamy, taty, brata, ale czy kiedyś będzie umiała to przełożyć na swoją rodzine, w stosunku do dziecka pewnie tak, ale czy do mężą? Czy nadal będzie mama, tata, brat, Molenka, nasze dziecko i gdzieś dalej mąż który w domu rodziców nie ma nic do powiedzenia. Nawet swojego auta przez trzy miesiące nie mógł postawić w drugim garażu, bo tata Molenki chyba po złości postawił tam starego rzęcha, który już z powrotem stoi na dworze. Gwoździa w scianę wbija Molence tata, chociaż umiem to zrobić ale to nie mój dom.

35 Ostatnio edytowany przez Marajka (2016-01-11 21:22:09)

Odp: Potrzebuję wsparcia...

Dopiero dzis tu znowu zawitalam.
Panie A., przeczytalam, co napisales. Przepraszam za tego "trolla", widze, ze sie mylilam, ale rzeczywiscie ten pierwszy wpis byl nieskladny.

Co mnie teraz zastanowilo, to jest to, ze od czasu Twoich wpisow Molenka sie tu nie odezwala. Macie teraz kontakt?
Czytajac twoje posty widze, ze nie tylko Molenka, ale i Ty bardzo potrzebujesz wsparcia.
Te Wasze wersje sporo sie od siebie roznia, ale wspolnym elementem jest to silne zaangazowanei Molenki w zycie rodzinne.
Molenka nie opisala tego tak szczegolowo jak Ty, z podaniem wielu sytuacji. Ona widzi to przede wszystkim emocjonalnie.

Jesli przyjme, ze Twoje opisy odpowiadaja rzeczywistej sytuacji, i ze wogole ta cala historia nie jest tylko jakas proba literacka, to niestety nie widze dla Waszego zwiazku rozowej przyszlosci. Strasznie sie szarpiecie.
I nawet jesli jest miedzy Wami milosc, to brakuje Wam doswiadczenia i strategii, jak mozna byloby to rozwiazac. Emocjonalne uwiklania sa za silne i niszcza zwiazek.

Mam wrazenie, ze Molenka nie wyrwie sie z rodziny tylko po Twoim naciskiem. Jedyne, co mogloby ja do tego sklonic, byloby, gdyby osiagnela granice, gdzie zaczelaby tak naprawde cierpiec. A i to nie jest calkiem pewne. Jest chyba za mocno zwiazana z rodzina, choc mnie sie az takie zwiazanie nie wydaje tak do konca zdrowe.

Ty nie chcesz zyc jako przyczepka do rodziny, ktora na dokladke nie do konca Cie akceptuje.
I to jej moim zdaniem bardzo zdrowe podejscie. Tego musisz sie trzymac.
Tak jak napisala IsaBella77, takie przerzucanie odpowiedzialnosci na dzieci za opieke nad rodzenstwem nie swiadczy dobrze o ich odpowiedzialnosci.
Ja tez, tak jak IsaBella,  nigdy bym tego od swoich dzieci nie oczekiwala w takicm zakresie.
Rodzenstwo Molenki dalo jakos rade zajac sie swoim zyciem, ona nie. Czy ona jest najmlodsza? Poki jest w domu, to jest dostepna i sytuacja z pewnoscia sie nie zmieni.

Rade, jaka moge Ci dac w tej sytuacji, jest zajac sie wlasnym zyciem. Przede wszystkim skonczyc szkole. Byloby bardzo szkoda, gdybys to zmarnowal. Potraktuj to jako prezent od Molenki, ona Cie do tego zmobilizowala, ale to jest cos dla Ciebie. Masz jeszcze cale zycie przed soba i to da Ci lepsze perspektywy zawodowe. Powinienes miec jako mezczyzna cos do zaofiarowania przyszlej partnerce - czy bedzie to Molenka czy inna.
Skup sie teraz na tym, to mozna, musisz tylko uruchomic swoja wole.
Zwiazek odstaw teraz na bok, to i tak moze Wam tylko dobrze zrobic w tej sytuacji.
Zwiazaliscie sie bardzo mlodo i 9 lat w tym wieku to jest cale dorosle zycie, jakie znacie. Ale nie bylo ono dotad specjalnie zadowalajace, dla zadnego z Was. Ciegniecie tego w tym stylu dalej raczej mija sie z celem.
Moze jest to jakis punkt zwrotny.

Poniewaz Molenka jest za bardzo pod wplywem rodziny, to tylko Ty moglbys tu cos zmienic. Ta zmiane powinno byc Twoje odsuniecie sie i zajecie sie bardziej swoim zyciem.
Powinienes zastanowic sie, jak chcesz to zycie spedzic, co jest dla Ciebie wazne i nie opierac tego na osobie Molenki, tylko jako taki ogolny plan na zycie - co chcesz osiagnac, jak wyobrazasz sobie swoje partnerstwo, przyszla rodzine, zycie zawodowe. I popatrzec, na ile w te plany pasuje Molenka z jej rodzinnymi powiklaniami, na ile bylbys gotowy zrezygnowac ze swoich marzen.
Nie powinienes podporzadkowywac swojego zycia jej planom, a wlasciwie planom jej rodziny, to nie wyjdzie zadnemu z Was na zdrowie, bedziesz tylko wiecej cierpial, a rozstanie i tak predzej czy pozniej jest w takiej sytuacji zaprogramowane. Ty nie jestes tym typem jak Lexpar, ktos taki bylby rzeczywiscie bardziej odpowiedni dla Molenki.
Ale to absolutnie nie znaczy, ze z Toba jest cos nie tak. Po prostu jestescie chyba z Molenka za rozni i nie wyglada na to, ze da sie to jakos latwo przeskoczyc, a moze wogole nie.
Trzymaj sie tego, co chcesz dla siebie perspektywicznie.
Czy Molenka za Toba podazy, gdy zaczniesz isc swoja droga, to sie okaze. Ty idz swoja.
Bedzie bolec, jesli sie rzeczywiscie rozstaniecie, ale takie doswiadczenia maja i ta dobra strone, ze nas wzmacniaja na przyszlosc.
Kup sobie jakies ziolowe herbaty na troche uspokojenia, moze byc dziurawiec lub melisa i siadaj do ksiazek.
Powodzenia, trzymam kciuki za zaliczenie pracy, pamietaj, to jest na dzis najwazniejsze. Jutrem bedziesz sie martwic, gdy ono nadejdzie.
W zyciu wazne jest zajmowac sie zawsze tym, co jest akurat na pierwszym planie. Masz termin w szkole, a wiec jest to teraz pierwszy plan.

Tak poradzilabym swojemu synowi i pilnowala, zeby to zrobil. wink

Posty [ 35 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Potrzebuję wsparcia...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026