Przejdę trochę bardziej do sedna bo nikomu nie będzie chciało się tego czytać. Chociaż chciałbym przedstawić naszą sytuację tak jak ona rzeczywiście wygląda.
Czwarek 17 grudnia wrócili Modenki rodzice, już od dwóch tyg sprzątała cały dom na powrót rodziców. Zaczęło się szał załatwiania, zakupy. Piątek cały dzień z bratem, nie mamy wytchnienie. Szkoła poszła w odstawkę. Sobota, Molenka sama chciała ze mna jechać do babci na weekend, ja w szkole Molenka odpoczywa biegając po sklepach z moją bratową, Niedziela to samo, późno wróciłem. Niestety Molenka dostała już telefon od mamy że nigdzie nie mogą jechać na zakupy, chociaż jej brat jest na tyle sprawny, że z nami wszędzie jeździł. Przez te trzy miesiące raz udało mi się zorganizować wyjście do baru, pojechałem po Molenki ciocie i raz wyszliśmy. Więc ten weekend nam się należał. Molenka chciała już wracać w niedzielę, ja widząc jej minę byłem skłony to zrobić i jechać po nocy. Babcia nas prosiła żebyśmy zostali i za dnia pojechali i tak się stało, jeszcze w poniedziałem pokupiliśmy dzieciaką bardzo fajne prezenty, więc myślałem że nie ma już czego załować. Wróciliśmy późnym popołudniem do niej, rodzice zostawili nam swojego syna i pojechali w gości do starszego brata Molenki. Póżno wrócili, więc Molenka wykąpała brata, zrobiła wszystkim kolacje póżniej mieliśmy chwilę dla siebie . Wtorek, Modenki mama zarzadziła sprzątanie i ubieranie choinek, nikt się do tego nie kwapił więc, wyciągłem choinki z strychu i zapoczątkowałem prace. Było miło, wspólne ubieranie jej choinki, naprawa światełem i trochę śmiechu. Później chciałem jechać do mnie z Molenką zrobić to samo, niestety plany się pokrzyżowały, jej rodzice znowu gdzieś musieli jechać wiec znowu zostaliśmy w domu. Gdy już nie było sensu jechać do mnie sprzątać, pyzatym gdzie o godzinie 20 bym ściął choinkę. Umówiliśmy się więc że ja pojadę do siebie spać a Molenka przyjedzie do mnie miedzy 11-12, powiedziałem że szybko w dwójkę się uwiniemy i pojedziemy jeszcze na zakupy, albo pomożemy coś u niej. No i znowu niestety Molenka swojej obietnicy nie dotrzymała, dzwoniąc o 11 usłyszałem tylko że jeszcze nie wie o której przyjedzie, dzwoniąc o 12 usłyszałem że nie przyjedzie, bo tata wziął samochód i oznajmił jej że jej plany go nie obchodzą (a sprawa taty Modenki nie była wcale ważna mógł ja załatwić o godzinie 16),a mama jedzie do fryzjera na 12.30 i musi zostać z bratem. Krew mnie zalała bo znowu i coś obiecała i słowa nie dotrzymała, znowu mnie olała, wystawiła. Powiedziała że przyjedzie o 14 ale ja już wiedziałem że to nie prawda, rozwinęła się kłótnia przez telefon. Molenka przyjechała o godzinie 17 ja cały dzień latałem a nie byłem w połowie. Na dodatek oznajmiła że chce jeszcze jechać do sklepu popatrzeć prezenty (najsmutniejsze było to że wiedziałem że dla mnie nic nie ma, a ja już od dwóch tyg trzymałem coś co wychwyciłem podczas rozmowy) Molenka przyjechała do mnie. Byłem roztrzęsiony, a ona nic sobie z tego nie robiła. U mnie w pokoju się pokłóciliśmy, zacząłem jej wyrzucać wszystko, ostatnie 3 miesiące, wakacje. Molenka mnie trochę poszarpała i pożniej trochę mnie poniosła też złapałem ją za głowę nie wytrzymując nerw, napięcia i tego że tak bardzo chciałbym być kimś ważniejszym, żeby bardziej się ze mną liczyła, krzyczałem trzymając ją. Molenka pojechała do sklepu, ja na myjnie (na która się nie dostałem) wiec odnalazłem ją w sklepie i chciałem żeby ze mną wróciła i mi pomogła, wcześniej padały też słowa to nie musimy świąt spędzać razem ode mnie jak i od niej. Nie pomogły prośby, to pomyślałem może groźby, wracamy do mnie czy naprawdę nie spędzamy Świąt razem i jadę do Ciebie po swoje rzeczy i prezenty dla dzieciaków, usłyszałem wypier… Wiec jadę do Ciebie po rzeczy, Molenka dzwoniła że mam wrócić, ale ja powiedziałem że jadę do niej jak chce to może przyjechać i porozmawiamy, bo w sklepie nie będziemy rozmawiać. Pojechałem do Modenki, wziąłem kilka rzeczy, chwilę rozmawiałem z jej mama i w końcu nie wytrzymałem i wyrzuciłem to z siebie że większość kłótni jest spowodowanych tym że nie mamy własnego życia. Dzień Wigili okazał się być jeszcze gorszy. Telefon z rana- krzyk- jak mogłeś do mojej May takie rzeczy mówić, nie masz prawa tak mówić. Molenka szykowała wszystko u siebie- widziałem kiedyś jak to wygląda, mama dyryguje, krzyczy a ona jak mały samochodzik lata i wszystko robi. Ja też latałem bo wczoraj dużo rzeczy nie dokończyłem, ubierałem sam choinke, chociaż dzwoniłem czy by nie chciała mi pomóc. U mnie wigilia mniała być o 16, a u Modenki o 18.30. Ja się nie wyrobiłem i wigilia zaczeła się u mnie póżniej, bo musiałem brata bez Auta do teściów podwieść, wtedy chciałem podjechać po Molenke bo ona powiedziała że sama nie przyjedzie, bo nie! Duma! Ale gdy zadzwoniłem, że zaraz będę i zrozum że ciągle kłócimy się przez innych. Usłyszałem Przestań pieprzyć! Cześć! Pomyślałem zero skruchy, i to rzucenie słuchawką chyba znaczyło że mam nie przyjezdać. Wiec wróciłem do domu i szybko wskoczyłem się wykąpać bo już była 16. W trakcie dzwoniłem do niej, że niech już zapomni, przyjedź, jest równouprawnienie, dajmy sobie szanse. Usłyszałem: Co ty myślisz że ja z tobą teraz do stołu usiąde, sama nigdzie nie będę jeździła. Jeszcze za 16.45 pisałem i dzwoniłem, że zaczniemy po 17, zaczekamy, przyjedź. Noe nie doczekałem się. Wigilie spędziliśmy osobno, już do siebie nie dzwoniliśmy. W pierwszy dzień Świąt zaplanowane było że pojedziemy na Msze gdzie służy mój bratanek i do babci na obiad. Dzwonie rano kilkakrotnie, pisze smsy, czy Świeta spedzimy razem, czy pojedzie ze mną. Pisałem o 8 odpowiedzi doczekałem się o 11. Odpowiedz typu: Jakbyś chciał żebym z Tobą jechała to byś przyjechał po mnie. * Tak tylko skąd ja mam wiedzieć że pojedziesz, że wogóle w domu jesteś, a rodzice by sobie czekali w aucie, jak my się wykłócimy, albo się wyszykujesz. Po to wcześniej pisze lub dzwonie, A jeszcze drugi sms był: Typu: Ty z moją rodziną nie chciałeś Świat spędzać to ja z Twoją też nie będę* Czasem mi się wydaje że Molenka widzi tylko swoją rodzine a mnie chcę całkiem od swojej odsunąć, nawet kiedyś przyznała że chyba nieświadomie tak jest. Tylko ja mam jakieś zasady, mi nikt z buciorami w życie nie wchodzi.
Wieczorem się próbowałem spotkać i porozmawiać zwyczajnie, niestety Molenka nie chciała, W drugi dzień Świąt po licznych brzydkich sms-ach od obu stron, pojechałem po reszte swoich rzeczy, chciała szybko to zakończyć, ale ja znalazłem na tyle opanowania w sobie, żeby spokojnie porozmawiać, pierw ciagle mówiła Molenka i krzyczała, trochę płakała udało mi się ją uspokoić ale wtedy jak AS z rękawa, oznajmiła że naprawde ma bilet i wyjezdza na miesiąc albo dwa nie wie ile. Zaczęliśmy się przytulać, całować, dobrze że byliśmy w garażu, bo w pokoju …to by inaczej się skończyło… Myślałem że może jednak zmieni zdanie, bo bilet to nie duży koszt. Zostanie i się dogadamy, Wytłumaczyła mi że jedzie odpocząć pomyśleć, OK, Zrozumiem tylko w jakiej mnie sytuacji zostawiasz tym bardziej żę przyjechałaś się pożegnać i coś miedzy nami się wydarzyło, przed samym wyjazdem.
Wyjechała, zaakceptowałem, pisaliśmy jak już dojechała do Paryżą, w sylwestra rozmawialiśmy, rozmawialibyśmy częściej ale jest problem, Modenki siostra lubi skarżyć mamie, jak była u niej dwa lata temu, to poskarżyła mamie że wieczorami ciagle ze mną na skypie rozmawia i Molenka musiała przestać. Teraz nie mogliśmy telefonować bo by wszystko podsłuchiwała. Raz mi się udało Molenke namówić sms-owo żeby odebrała i zwyczajnie porozmawiała, jak leci po prostu.
Jak się poprawiło trochę to Molenka powiedziała mi że w wtorek wróci, czyli dzisiaj już by była. No niestety cieszyłem się za wcześnie następnego dnia już było że w piątek wróci.
Już wiedziałem że macza w tym palce jej siostra i tak naprawdę w piątek pewnie też nie wróci. Prosiłem, mówiłem, tłumaczyłem jak mi zależy żeby wróciła, bo jest moim motorem który napędza moje życie, daje mi to coś że rano mogę wstać, nie tak jak teraz pobudka o 14. Prośby nie pomogły, może dziewczyny kochają drani więć powiedziałem: zastanów się bo krecisz kur... jak zawsze gdy jest siostra to masz mnie w dup… albo wracasz w wtorek, albo już możesz nie wracac. Nie podziałało. Ma to w nosie, zablokowała sms-y odemnie i powiedziała że to w takim razie koniec, skoro ją szantażuje, staram się nie szantażować tylko kompromisowej rozmowy też nie można przeprowadzić.
Pyzatym tłumaczyłem jej, że gdy musiała być z bratem miałem propozycje wyjazdu z kolegą do Zakopanego, licze wyjścia do barów, bo kolega akurat też po rozstaniu był i ciągle %, czego nie popieram zbyt szczególnie. Jak pisała prace mgr, wszystkim tłumaczyłem, że nigdzie nie wychodzimy, bo mamy szkołę i na tym musimy się teraz skupić, a odkąd Molenka skończyła to czasem myślę że ona by tak nie robiła. Bo włanie ja nie wychodziłem nigdzie sam przez te 3 miesiące, nie wyjechałem odpocząć a byłem zmęczony, szkołą, niedosypianiem, i kłótnią. A teraz zostałem sam, za 8 dni powinienem mieć pokazać promotorowi 3 rodział (bo od tego zaczynamy) a nie mam nic, w połowie lutego powinienem oddać całą prace- a nie mam nic. Najgorsze jest to że nie mam tej osoby, która mnie cieszy, której uśmiech daje mi siłę do walki. Te 9 lat gdy się znamy, 6 gdy jesteśmy razem, dużo więcej można we dwoje. Można jeszcze więcej tylko trzeba zacząć żyć własnym życiem, odkładać na swój dom. Szkołę zacząłem dzięki Molence, za jej namową ale i dla niej, dla nas, dla lepszej naszej przyszłości, żeby więcej mieć i lepiej żyć, nie pracować całe życie na budowie. Dziewczyny już może nie dla mnie ale pomóżcie Molence, zrozumieć że życie z drugą odobą to ONA i ON. Jak będzie przesadnie udzielać się w życiu rodziny będzie to nie możliwe, jej 3-ka starszego rodzeństwa chyba to zrozumiała i się odcieła, rodzice są zdrowi i dadzą radę. Nawet jej bracia odcieli się trochę od siostry, bo ich żony ciągle przez nią się kłócili. Pomimo że już pewnie rana w moim sercu się nie zarośnie i nie będziemy razem, chcę dla niej jak najlepiej, żeby nie za miesiąc czy dwa bo to by była przesada ale kiedyś. Żebyśmy znaleźli to życie którego chcieliśmy, normalnej kochającej się rodziny. Żeby Molenka parę kwestii przemyślała naprawdę i zaczęła budować szczęśliwe swoje własne życie.