netkobietyWszystkie działy
Wychowanie, zdrowie i edukacja dziecka

Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

17 odpowiedzi3 314 wyświetleńzałożony przez ola_15, 23.12.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

Witam wszystkie mamy. Od razu zaznaczę, że nie mam dzieci i nie zanosi się, żebym je w najbliższej przyszłości miała. Ale z ciekawości chciałabym zapytać o to jakie okazało się rodzicielstwo w porównaniu z tym co sobie na ten temat wyobrażałyście, ponieważ wydaje mi się, że to jedna z tych dziedzin życia o której nic się nie wie, do póki nie odczuje się tego na własnej skórze.
Może są wśród was takie osoby, które nie chciały mieć dzieci, ale była "wpadka" i okazało się, że spełniacie się jako mamy? A może wręcz odwrotnie, któraś z was planowała gromadkę dzieci, ale pierwsze tak "dało w kość", że więcej mieć nie chcecie? Może żałujecie, że nie postarałyście się o dzieci wcześniej, albo, że nie odłożyłyście tej decyzji na później? Czy wychowywanie dziecka i obowiązki z tym związane okazały się łatwiejsze/trudniejsze niż sobie wyobrażałyście? A może jest dokładnie tak jak planowałyście i nic was nie zaskoczyło. Czy na waszą decyzję o posiadaniu dziecka duży wpływ miały czynniki finansowe (np. żadnych dzieci, do momentu, kiedy będziemy mieć duże mieszkanie i nie odczujemy w portfelu nowych wydatków związanych z dzieckiem) czy bardziej była to decyzja podyktowana emocjami, tym, że poczułyście się na ten krok gotowe, a mniejsze znacznie miał fakt, że na pewno nie będzie łatwo udźwignąć nowych wydatków i z czegoś trzeba będzie zrezygnować?
Bardzo proszę o szczere odpowiedzi smile

2

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
ola_15 napisał/a:

Witam wszystkie mamy. Od razu zaznaczę, że nie mam dzieci i nie zanosi się, żebym je w najbliższej przyszłości miała. Ale z ciekawości chciałabym zapytać o to jakie okazało się rodzicielstwo w porównaniu z tym co sobie na ten temat wyobrażałyście, ponieważ wydaje mi się, że to jedna z tych dziedzin życia o której nic się nie wie, do póki nie odczuje się tego na własnej skórze.
Może są wśród was takie osoby, które nie chciały mieć dzieci, ale była "wpadka" i okazało się, że spełniacie się jako mamy? A może wręcz odwrotnie, któraś z was planowała gromadkę dzieci, ale pierwsze tak "dało w kość", że więcej mieć nie chcecie? Może żałujecie, że nie postarałyście się o dzieci wcześniej, albo, że nie odłożyłyście tej decyzji na później? Czy wychowywanie dziecka i obowiązki z tym związane okazały się łatwiejsze/trudniejsze niż sobie wyobrażałyście? A może jest dokładnie tak jak planowałyście i nic was nie zaskoczyło. Czy na waszą decyzję o posiadaniu dziecka duży wpływ miały czynniki finansowe (np. żadnych dzieci, do momentu, kiedy będziemy mieć duże mieszkanie i nie odczujemy w portfelu nowych wydatków związanych z dzieckiem) czy bardziej była to decyzja podyktowana emocjami, tym, że poczułyście się na ten krok gotowe, a mniejsze znacznie miał fakt, że na pewno nie będzie łatwo udźwignąć nowych wydatków i z czegoś trzeba będzie zrezygnować?
Bardzo proszę o szczere odpowiedzi smile

Zgadzam się z tym, że trudno jest sobie wyobrazić rodzicielstwo, dopóki się nie jest rodzicem. Ja jestem osobą bardzo zorganizowaną i poukładaną. Chciałam mieć zapięte wszystko na ostatni guzik. Tzn: studia, ślub, mieszkanie, praca na umowę (tak żeby mieć wszystkie świadczenia), odłożone na czarną godzinę, prawko, samochód itp. Natomiast nie pomyślałam o innych aspektach, które pojawiły się po urodzeniu, że np. osoby z rodziny, których nie lubiłam i mogłam się wymigać od spotkań wcześniej teraz mają prawo spotykać się z dzieckiem i oczywiście ze mną, bo to ciocia, bo to babcia itp. Bardziej zacieśniają się relacje z rodziną, a rodzina wręcz wymaga i wymusza spotkania. Otoczenie bardziej się tobą zaczyna interesować. Sąsiedzi zaczynają cię zauważac: "o jaka ładna dzidzia, mogę zobaczyc?" itp. Ja nie lubię zwracać na siebie uwagi i to bywa męczące. Specjalnie chciałam mieszkać w dużym mieście ze względu na anonimowość... Dla mnie to się zmieniło na niekorzyść.

3

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

To może i ja się wypowiem...
Jestem matką dwóch dorosłych już synów. I mogę z całą stanowczością stwierdzić, że moje wyobrażenia o rodzicielstwie nie pokryły się w całości z rzeczywistością z jaką przyszło się zmierzyć przy wychowywaniu dzieci.
Matką zostałam w dosyć młodym wieku - 21 lat. Aczkolwiek było to świadome rodzicielstwo. Bo był ślub i naturalną koleją rzeczy jak dla mnie było to, że po ślubie pojawia sie dziecko. Nie było myślenia, czy nas stać, czy już czas itp. I tak samo jak ja myślało wiele moich koleżanek (niby dwadzieścia lat a ile się w myśleniu na temat rodzicielstwa zmieniło). Potem decyzja o drugim dziecku - żeby syn miał rodzeństwo. No i potem zwyczajne, codzienne życie. Poukładane, spokojne... do czasu wejścia w wiek dojrzewania młodszego syna smile
I wtedy okazało się, że jednak nie da się przewidzieć co takiemu młodzieńcowi może przyjść do głowy... Tym większe zaskoczenie, że ze starszym takich kłopotów nie było. I człowiek był dumny z siebie i głosił teorie, że zna się na wychowywaniu dzieci i jak ci inni rodzice te dzieci wychowują, że tyle kłopotów mają wink I tu los dał "po nosie". I z hukiem sprowadził na ziemię smile
Więc twierdzę, że nigdy do końca nie można przewidzieć i zaplanować w 100% tego jakie będzie nasze dziecko. Bo to jest odrębny człowiek, ze swoim usposobieniem, charakterem, humorami itp. Ale za to jaką daje satysfakcję jak dziecko jest już dorosłe i widzisz, że jednak dobrze je wychowałaś smile

4

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

A ja całkiem optymistycznie.
Chciałam zostać mamusią,zostałam. Mam ponad roczną córeczkę i kolejne w drodze.
Powiem tak że najgorsze było straszenie mnie przez "pomocnych" doradców. Jak byłam w ciąży to słyszałam: oj wyśpij się teraz bo potem nie da rady, przy dziecku nic nie zrobisz,zaniedbasz męża,zero obiadów,zero wyjścia skończy się wszystko co dobre.Nie sprawdziło się. Ola się urodziła,na wszystko miałam czas. Wszystko poukładane. Potem było: najgosze pierwsze 3 miesiące,potem się zacznie bla bla .Nie sprawdziło się. Potem znowu słyszałam :zobaczysz jak zacznie raczkować..bla bla i takie tam.
Chodzi o to że ja chciałam być matką,chciałam mieć dziecko i ja po prostu byłam przygotowana na to że może nie być kolorowo i łatwo. ALe takie jest życie.
Nie ma łatwo. Ja jestem naprawdę najszczęśliwszą matką pod słońcem,cieszę się każdym dniem. Nawet teraz kiedy jestem z córką w szpitalu i być może będziemy musiały święta spędzić tutaj. smile

5

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

Może ktoś jeszcze się podzieli swoimi doświadczeniami?
smile

6 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2015-12-29 18:48:17)

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
ola_15 napisał/a:

Może są wśród was takie osoby, które nie chciały mieć dzieci, ale była "wpadka" i okazało się, że spełniacie się jako mamy? A może wręcz odwrotnie, któraś z was planowała gromadkę dzieci, ale pierwsze tak "dało w kość", że więcej mieć nie chcecie?

Ciąża urojona to dość bliski mi temat wink Zawsze panicznie się bałam wpadki, w sumie do dziś nie mam z seksu 100% satysfakcji. Mówiąc szczerze ,,wpadkę'' bym usunęła, nie dałabym rady pokochać  niewinnego dziecka, ale jednak takiego którego nie chciałam. Wyrzuty sumienia, strach o to co będzie, za co wychowam, czy dam rade czy podołam by mnie zdominował. U mnie nawet planowane dzieci to wyzwanie, bez pomocy  się się obyło. Nie lubię dzieci to raz, zdecydowałam się z rozsądku to dwa. Ta ciągła myśl, że się na matkę nie nadaje, że złą matka ze mnie, ile rzeczy mogłabym lepiej zrobić


ola_15 napisał/a:

Może żałujecie, że nie postarałyście się o dzieci wcześniej, albo, że nie odłożyłyście tej decyzji na później?

Obiektywnie patrząc im później tym lepiej, człowiek stabilniejszy mądrzejszy, cierpliwszy, pogodzony ze sobą. Z drugiej strony mówię o sobie,
nie wiem czy później w ogóle bym się zdecydowała.

ola_15 napisał/a:

Czy wychowywanie dziecka i obowiązki z tym związane okazały się łatwiejsze/trudniejsze niż sobie wyobrażałyście? A może jest dokładnie tak jak planowałyście i nic was nie zaskoczyło.

Odkryłam w sobie drugą naturę: stoicki spokój big_smile Nigdy nie upadłam tak nisko, żeby dać klapsa, czy żeby się wydzierać.

ola_15 napisał/a:

Czy na waszą decyzję o posiadaniu dziecka duży wpływ miały czynniki finansowe (np. żadnych dzieci, do momentu, kiedy będziemy mieć duże mieszkanie i nie odczujemy w portfelu nowych wydatków związanych z dzieckiem) czy bardziej była to decyzja podyktowana emocjami, tym, że poczułyście się na ten krok gotowe, a mniejsze znacznie miał fakt, że na pewno nie będzie łatwo udźwignąć nowych wydatków i z czegoś trzeba będzie zrezygnować?
Bardzo proszę o szczere odpowiedzi smile

Czynniki finansowe 80% decyzji, u mnie to przeważyło. NIGDY nie skazałabym dziecko na życie w jakiejś obskurnej chacie, bez wygód, wysokich standardów, kasy na korepetycje, wakacje, hobby. Albo na to żeby mamusia żyła z jakimś przygodnym fagasem, do jeszcze jakiś przygodny braciszek/siostrzyczka i gnieżdżenie się w klitce za alimenty od tatusia oooo NEVER!!!!!!! Moje zdanie o tego typu kombinacjach, i kobietach jest wysoce.... niestosowne żeby tu napisać.

Tak więc, warunki: finansowe, bezpieczeństwo, stabilizacja, to są najrozsądniejsze i najsilniejsze argumenty opowiadające za decyzją o dziecku... emocje, uczucia, instynkty to takie...infantylne.

7

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
Ludmiłaa napisał/a:
ola_15 napisał/a:

Może są wśród was takie osoby, które nie chciały mieć dzieci, ale była "wpadka" i okazało się, że spełniacie się jako mamy? A może wręcz odwrotnie, któraś z was planowała gromadkę dzieci, ale pierwsze tak "dało w kość", że więcej mieć nie chcecie?

Ciąża urojona to dość bliski mi temat wink Zawsze panicznie się bałam wpadki, w sumie do dziś nie mam z seksu 100% satysfakcji. Mówiąc szczerze ,,wpadkę'' bym usunęła, nie dałabym rady pokochać  niewinnego dziecka, ale jednak takiego którego nie chciałam. Wyrzuty sumienia, strach o to co będzie, za co wychowam, czy dam rade czy podołam by mnie zdominował. U mnie nawet planowane dzieci to wyzwanie, bez pomocy  się się obyło. Nie lubię dzieci to raz, zdecydowałam się z rozsądku to dwa. Ta ciągła myśl, że się na matkę nie nadaje, że złą matka ze mnie, ile rzeczy mogłabym lepiej zrobić

Ciekawi mnie to co piszesz, że na dzieci zdecydowałaś się z rozsądku. Co dokładnie masz na myśli? Stwierdziłaś pewnego dnia, że w tym wieku "wypadałoby", czy może "potem będzie za późno, zegar biologiczny tyka", albo, że dzieci to taki brakujący element do obrazu twojej szczęśliwej rodziny?
Jeżeli nie lubisz dzieci to skąd w ogóle ta decyzja?

I ostatnia kwestia dotycząca "wpadki", czy nawet gdybyś miała na tyle stabilną sytuację finansową, żeby wychować kolejne dziecko bez wyrzeczeń (w sensie finansowym) z twojej strony to też byś usunęła? Z czego to u ciebie wynika? Lubisz mieć pod kontrolą cale swoje życie na tyle, by dziecko, którego nie było w planach wyeliminować?

8

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
Ludmiłaa napisał/a:
ola_15 napisał/a:

Może są wśród was takie osoby, które nie chciały mieć dzieci, ale była "wpadka" i okazało się, że spełniacie się jako mamy? A może wręcz odwrotnie, któraś z was planowała gromadkę dzieci, ale pierwsze tak "dało w kość", że więcej mieć nie chcecie?

Ciąża urojona to dość bliski mi temat wink Zawsze panicznie się bałam wpadki, w sumie do dziś nie mam z seksu 100% satysfakcji. Mówiąc szczerze ,,wpadkę'' bym usunęła, nie dałabym rady pokochać  niewinnego dziecka, ale jednak takiego którego nie chciałam. Wyrzuty sumienia, strach o to co będzie, za co wychowam, czy dam rade czy podołam by mnie zdominował. U mnie nawet planowane dzieci to wyzwanie, bez pomocy  się się obyło. Nie lubię dzieci to raz, zdecydowałam się z rozsądku to dwa. Ta ciągła myśl, że się na matkę nie nadaje, że złą matka ze mnie, ile rzeczy mogłabym lepiej zrobić


ola_15 napisał/a:

Może żałujecie, że nie postarałyście się o dzieci wcześniej, albo, że nie odłożyłyście tej decyzji na później?

Obiektywnie patrząc im później tym lepiej, człowiek stabilniejszy mądrzejszy, cierpliwszy, pogodzony ze sobą. Z drugiej strony mówię o sobie,
nie wiem czy później w ogóle bym się zdecydowała.

ola_15 napisał/a:

Czy wychowywanie dziecka i obowiązki z tym związane okazały się łatwiejsze/trudniejsze niż sobie wyobrażałyście? A może jest dokładnie tak jak planowałyście i nic was nie zaskoczyło.

Odkryłam w sobie drugą naturę: stoicki spokój big_smile Nigdy nie upadłam tak nisko, żeby dać klapsa, czy żeby się wydzierać.

ola_15 napisał/a:

Czy na waszą decyzję o posiadaniu dziecka duży wpływ miały czynniki finansowe (np. żadnych dzieci, do momentu, kiedy będziemy mieć duże mieszkanie i nie odczujemy w portfelu nowych wydatków związanych z dzieckiem) czy bardziej była to decyzja podyktowana emocjami, tym, że poczułyście się na ten krok gotowe, a mniejsze znacznie miał fakt, że na pewno nie będzie łatwo udźwignąć nowych wydatków i z czegoś trzeba będzie zrezygnować?
Bardzo proszę o szczere odpowiedzi smile

Czynniki finansowe 80% decyzji, u mnie to przeważyło. NIGDY nie skazałabym dziecko na życie w jakiejś obskurnej chacie, bez wygód, wysokich standardów, kasy na korepetycje, wakacje, hobby. Albo na to żeby mamusia żyła z jakimś przygodnym fagasem, do jeszcze jakiś przygodny braciszek/siostrzyczka i gnieżdżenie się w klitce za alimenty od tatusia oooo NEVER!!!!!!! Moje zdanie o tego typu kombinacjach, i kobietach jest wysoce.... niestosowne żeby tu napisać.

Tak więc, warunki: finansowe, bezpieczeństwo, stabilizacja, to są najrozsądniejsze i najsilniejsze argumenty opowiadające za decyzją o dziecku... emocje, uczucia, instynkty to takie...infantylne.

Brak słów.
Naprawdę zdecydowałaś się na "zakup" dziecka?
Szkoda,że tego "infantylizmu' nie przelejesz na własne dzieci.Już mi ich żal,bo będą wierną kopią Ciebie.

9

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
ola_15 napisał/a:

Ciekawi mnie to co piszesz, że na dzieci zdecydowałaś się z rozsądku. Co dokładnie masz na myśli? Stwierdziłaś pewnego dnia, że w tym wieku "wypadałoby", czy może "potem będzie za późno, zegar biologiczny tyka", albo, że dzieci to taki brakujący element do obrazu twojej szczęśliwej rodziny?
Jeżeli nie lubisz dzieci to skąd w ogóle ta decyzja?

I ostatnia kwestia dotycząca "wpadki", czy nawet gdybyś miała na tyle stabilną sytuację finansową, żeby wychować kolejne dziecko bez wyrzeczeń (w sensie finansowym) z twojej strony to też byś usunęła? Z czego to u ciebie wynika? Lubisz mieć pod kontrolą cale swoje życie na tyle, by dziecko, którego nie było w planach wyeliminować?

O tym, że nie lubię dzieci przekonałam się pierwszy raz wtedy jak miałam coś ok 17 lat, zaraz po tym jak zostałam chrzestną. Wtedy miałam pierwszy raz styczność z takim małym dzieckiem, gdzie byłam już na tyle dojrzała żeby obiektywnie ocenić sytuację, nie z perspektywy ,,jaki piękny ten dzidziuś'' a z perspektywy jego rodziców, tym że cały czas trzeb się nim zajmować, że on ciągle się drze.
Ja jestem osobą która potrzebuje przestrzeni, spokoju, szybko się nudzę, dość szybko popadam w depresje, dziecko szybko by mi się znudziło i by mnie wykończyło.

Z drugiej strony obawiam się, że jak mi się kiedyś odmieni, a będzie już za późno to co wtedy?
Poza tym dzieci takie już 8 letnie są całkiem znośne. Dorosłe dzieci też mają swoje dobre strony.
Kwestia żeby wytrzymać ten koszmar jak dziecko ma 2-5 lat.
Wtedy najlepiej oddać dziecko niani, a samemu rzucić się w wir pracy, i być gościem w domu.
No i ja tak kombinowałam, że jeżeli będzie na tyle kasy, i taka okazja mi się trafi, to się skuszę,
Jednak kwestia podstawowa to znalezienie odpowiedniego, kandydata, na ojca. To kim byłby potencjalny ojciec dziecka ma duże znaczenie, przy podejmowaniu decyzji urodzić vs usunąć.

10

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
Ludmiłaa napisał/a:
ola_15 napisał/a:

Ciekawi mnie to co piszesz, że na dzieci zdecydowałaś się z rozsądku. Co dokładnie masz na myśli? Stwierdziłaś pewnego dnia, że w tym wieku "wypadałoby", czy może "potem będzie za późno, zegar biologiczny tyka", albo, że dzieci to taki brakujący element do obrazu twojej szczęśliwej rodziny?
Jeżeli nie lubisz dzieci to skąd w ogóle ta decyzja?

I ostatnia kwestia dotycząca "wpadki", czy nawet gdybyś miała na tyle stabilną sytuację finansową, żeby wychować kolejne dziecko bez wyrzeczeń (w sensie finansowym) z twojej strony to też byś usunęła? Z czego to u ciebie wynika? Lubisz mieć pod kontrolą cale swoje życie na tyle, by dziecko, którego nie było w planach wyeliminować?

O tym, że nie lubię dzieci przekonałam się pierwszy raz wtedy jak miałam coś ok 17 lat, zaraz po tym jak zostałam chrzestną. Wtedy miałam pierwszy raz styczność z takim małym dzieckiem, gdzie byłam już na tyle dojrzała żeby obiektywnie ocenić sytuację, nie z perspektywy ,,jaki piękny ten dzidziuś'' a z perspektywy jego rodziców, tym że cały czas trzeb się nim zajmować, że on ciągle się drze.
Ja jestem osobą która potrzebuje przestrzeni, spokoju, szybko się nudzę, dość szybko popadam w depresje, dziecko szybko by mi się znudziło i by mnie wykończyło.

Z drugiej strony obawiam się, że jak mi się kiedyś odmieni, a będzie już za późno to co wtedy?
Poza tym dzieci takie już 8 letnie są całkiem znośne. Dorosłe dzieci też mają swoje dobre strony.
Kwestia żeby wytrzymać ten koszmar jak dziecko ma 2-5 lat.
Wtedy najlepiej oddać dziecko niani, a samemu rzucić się w wir pracy, i być gościem w domu.
No i ja tak kombinowałam, że jeżeli będzie na tyle kasy, i taka okazja mi się trafi, to się skuszę,
Jednak kwestia podstawowa to znalezienie odpowiedniego, kandydata, na ojca. To kim byłby potencjalny ojciec dziecka ma duże znaczenie, przy podejmowaniu decyzji urodzić vs usunąć.

A uważasz, że to dobre dla dziecka i dla całej rodziny jeżeli matka jest gościem w domu? Nie miałaś wyrzutów sumienia, że zaniedbujesz swoje dziecko?

11

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

Jedno jest pewne.Egoiści nie powinni mieć dzieci.
Nie ma co ukrywać jak się ma dziecko to z wielu rzeczy trzeba zrezygnować.Przynajmniej na pewien czas.
Jeśli ktoś ma podejście że zostawi dziecko niani bo dzieci nie znosi to nie powinien ich mieć!

12 Ostatnio edytowany przez Ludmiłaa (2016-01-03 21:48:12)

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
ola_15 napisał/a:

A uważasz, że to dobre dla dziecka i dla całej rodziny jeżeli matka jest gościem w domu? Nie miałaś wyrzutów sumienia, że zaniedbujesz swoje dziecko?

Nie miałam. Bo zapewniłam dla dzieci opiekę nawet lepszą i bardziej profesjonalną niż ja. Jeżeli zostawiałabym dzieci z kimś do kogo nie miałabym zaufania, czy podejrzewała, że nie zaopiekuje się dzieckiem tak jak należy to bym miała wyrzuty. Ale ja uważam, że zadbałam o wszystko w najdrobniejszych szczegółach.

Mnie zastanawia co inne, czy nie mają wyrzutu te matki które nie potrafiły zapewnić dziecku nawet takiego minimum jak własny pokój, wakacje, i rozwój zainteresowań np sport.
Wyrzuty to powinny mieć te mamusie które się rozwiodły i skazały dziecko na życie z przygodnym fagasem.
Albo takie które tracą cierpliwość, nie maja odpowiedniego podejścia do dziecka.

13

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

Nie wiem dlaczego tak dyskredytujesz rowiedzione matki chcące ułożyć sobie zycie na nowo.Niekoniecznie musi ono być "z przygodnym fagasem".I może być często lepsze niż z biologicznym ojcem.
Napisałaś sama,że swoje pierwsze dziecko zostawiłaś pod opieką teściowej i uciekłaś do pracy bo miałaś dość opieki.Jeśli tak wyglądało zadbanie o dziecko w najdrobniejszych szczegółach to ok smile

14

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
gojka102 napisał/a:

Napisałaś sama,że swoje pierwsze dziecko zostawiłaś pod opieką teściowej i uciekłaś do pracy bo miałaś dość opieki.Jeśli tak wyglądało zadbanie o dziecko w najdrobniejszych szczegółach to ok smile

Doprecyzujmy, opiekunka też była, ale chciałam żeby ona dopilnowała opiekunki,  po prostu ,,czuwała'' i robiła ,,naloty'' opiekunce jak się zajmuje co robi, czy nie kradnie. No gdzie bym śmiała ją  na dłuższy okres przemęczać dzieckiem, ale zabrać na spacer do parku, czy posiedzieć przy takim dziecku jak śpi i sobie książkę poczytać czy coś to chyba nie był aż tak duży problem. 
Ja podziwiam te matki co całymi dnami są z dziećmi ja bym oszalała, zanudziła się, na pewno bym nie wytrzymała.

P.S: Nie wierze, ze przybrany ojciec może być lepszy od biologicznego.

15

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
Ludmiłaa napisał/a:
ola_15 napisał/a:

A uważasz, że to dobre dla dziecka i dla całej rodziny jeżeli matka jest gościem w domu? Nie miałaś wyrzutów sumienia, że zaniedbujesz swoje dziecko?

Nie miałam. Bo zapewniłam dla dzieci opiekę nawet lepszą i bardziej profesjonalną niż ja. Jeżeli zostawiałabym dzieci z kimś do kogo nie miałabym zaufania, czy podejrzewała, że nie zaopiekuje się dzieckiem tak jak należy to bym miała wyrzuty. Ale ja uważam, że zadbałam o wszystko w najdrobniejszych szczegółach.

Mnie zastanawia co inne, czy nie mają wyrzutu te matki które nie potrafiły zapewnić dziecku nawet takiego minimum jak własny pokój, wakacje, i rozwój zainteresowań np sport.
Wyrzuty to powinny mieć te mamusie które się rozwiodły i skazały dziecko na życie z przygodnym fagasem.
Albo takie które tracą cierpliwość, nie maja odpowiedniego podejścia do dziecka.

Opieka opieką, ale dzieci chyba tęsknią za rodzicami i ich obecnością w domu. Tyle się trąbi na prawo i lewo, że żadne zabawki i pierdółki nie zastąpią dziecku mamy i taty. Myślę, że dla dzieci nie ma wielkiego znaczenia czy mają osobny pokój czy dzielą go z bratem lub siostrą (oczywiście do pewnego wieku, bo nastolatkom na pewno to przeszkadza). Przyznam szczerze, że szłam do 1 klasy gimnazjum, kiedy przestałam mieszkać z siostrą w naszym wspólnym pokoju, a nigdy nie doskwierał mi jakiś brak prywatności, wręcz przeciwnie, kiedy rodzice zaczęli myśleć o urządzeniu piętra i osobnych pokoi dla mnie i siostry uważałam, że to zbędny wydatek, bo przecież razem dobrze nam się mieszka. Teraz z perspektywy czasu wiem, że dobrze zrobili, ponieważ będąc już w gimnazjum, liceum jednak osobny pokój się przydaje.
Ponadto mówiąc o zaniedbaniu nie miałam na myśli tego, że opiekunka nie zadba dobrze o podstawowe potrzeby dziecka i o jego bezpieczeństwo, ale bardziej chodziło mi o wspólnie spędzany czas, nawiązywanie więzi z dzieckiem poprzez wspólną zabawę, spacery itp. ciepło i troska jakiej opiekunka nie da dziecku, bo to rola matki.

A co do tego, że przybrany ojciec nie może być lepszy niż biologiczny to totalnie się nie zgodzę. Mam przykład niedaleko siebie. Ojciec zostawił matkę i kilkuletnią córeczkę, założył nową rodzinę i o dziecku zupełnie zapomniał, nie utrzymywał nawet kontaktów. Matka ponownie wyszła za mąż i dziecko wychowywało się z przybranym ojcem, który się nią opiekował. Kiedy na weselu dziękowała rodzicom to właśnie ojczymowi, a nie biologicznemu ojcu, którego z resztą na tymże weselu nie było. Sądzę, że to nie jest odosobniony przykład. Nie jeden biologiczny tatus spłodzi i na tym się kończy jego rola.

I ostatnia rzecz: wybacz, że pytam, mogę się mylić, ale kojarzę z innych wątków, że ty też rozstałaś się z ojcem swoich dzieci. Jeżeli coś pomyliłam to wyprowadź mnie z błedu.

16

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
ola_15 napisał/a:

I ostatnia rzecz: wybacz, że pytam, mogę się mylić, ale kojarzę z innych wątków, że ty też rozstałaś się z ojcem swoich dzieci. Jeżeli coś pomyliłam to wyprowadź mnie z błedu.

Tak. Ale różnica zasadnicza dopiero jak dzieci były duże.

17

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

mam dwoje dzieci i żadne nie było planowane. Może i lepiej, bo gdybym planowala to do dzisiaj bym nie miała zadnego. Generalnie to nie przepadam za małymi dziecmi, ale swoje - wiadomo - dla kazdej mamusi osmy cud swiata ;-) wiec w sumie nie odczuwałam jakiegoś dysomfortu z tego powodu, ze mi takie male cos drze jape nocami.. Choc przepraszam, wlasciwie to żadne nie darlo, jakos trafily mi się grzeczne egzemplarze ;-) Syn był większym zarlokiem, ale 3 miesieczna corka przesypiala spokojnie bez budzenia na jedzenie cala noc.
Nie miałam zadnych wyobrazen co do macierzyństwa bo bylam bardzo moda wtedy i niespecjalnie rozwazalam te kwestie a potem ciaza spadla na mnie nieoczekiwanie i zajelam się rzeczywistoscia, zamiast rozmyslac nad tym faktem, ze oto mam dziecko. Zwlaszcza, ze za niecale  2 lata miałam już kolejne. Mielismy. Bo przecież wiatr mnie nie zapylil ;-)
Szybo zorganizowałam sobie zycie tak, ze dawałam rade bez większych problemów z dwojka. Mialam ten komfort, ze nie musiałam pracowac, wiec było mi latwiej zajac się domem i dziecmi. Szczerze to miałam jeszcze czas na własne przyjemności. Maz niespecjalnie mi pomagal, bo pracowal na nasza gromadke i wracal o 18, wiec na koniec dnia niewiele juz zostawalo do roboty procz zabawy...
Gdy zaszłam w ciaze nie mielismy nawet własnego kata i glownie to tylko mnie martwilo, bo perspetywa mieszkania z tesciowa nie bardzo mi się usmiechala. Ale wynajelismy mieszanie. Moj maz okazal się bardzo zaradnym człowiekiem. Ja nie musiałam się o nic martwic i to był dla mnie luksus. Gdyby było inaczej pewnie miałabym inne wspomnienia związane z macierzyństwem.

18

Odp: Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość
BłękitnyPacyfik napisał/a:

Zgadzam się z tym, że trudno jest sobie wyobrazić rodzicielstwo, dopóki się nie jest rodzicem. Ja jestem osobą bardzo zorganizowaną i poukładaną. Chciałam mieć zapięte wszystko na ostatni guzik. Tzn: studia, ślub, mieszkanie, praca na umowę (tak żeby mieć wszystkie świadczenia), odłożone na czarną godzinę, prawko, samochód itp. Natomiast nie pomyślałam o innych aspektach, które pojawiły się po urodzeniu, że np. osoby z rodziny, których nie lubiłam i mogłam się wymigać od spotkań wcześniej teraz mają prawo spotykać się z dzieckiem i oczywiście ze mną, bo to ciocia, bo to babcia itp. Bardziej zacieśniają się relacje z rodziną, a rodzina wręcz wymaga i wymusza spotkania. Otoczenie bardziej się tobą zaczyna interesować. Sąsiedzi zaczynają cię zauważac: "o jaka ładna dzidzia, mogę zobaczyc?" itp. Ja nie lubię zwracać na siebie uwagi i to bywa męczące. Specjalnie chciałam mieszkać w dużym mieście ze względu na anonimowość... Dla mnie to się zmieniło na niekorzyść.

U nas tego nie zuwazyłem. Z dziadkami ta, bo pomagaja i ta pomoc jets nieceniona, dzieki nim można wyjść do kina i kalację TYLKO WE DWOJE <3
Ale musieć spotykać sie z rodziną? nie...
Dla mnie to wielke przezyczie - szczeólnie pierwszy rok. Nie mogłam przez kila pierwszych tygodni odnaleźć się, swojeg miejsca w domu. Teraz nie jest lekko, mała już prawie pannica. Nie sądziłem, że każde moje zachowani bedzie odbijane w lustrze, Nie, gorzej będzie oceniane i przekładane na jej zachowanie/krytykę.
Nasza względnie dobrze spała, mam karmiła ją piersią rok, więc nie musiałem w nocy wstawać. Im starsze dziecko tym trudniej, taka jest rpawda. Pierwsze 3 lata to sielnaka!

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Rodzicielstwo: plany a rzeczywistość

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026