Witam..
Mam 21 lat i cierpię na zaburzenia odżywiania.
Zaczęło się przed wakacjami. Zaczęłam się zdrowo odżywiać, regularnie ćwiczyć, zmieniłam swoje nawyki, straciłam trochę na wadzę. Poszłam do pracy waga, spadała i spała. Potrafiłam ważyć się co godzinę, żeby sprawdzić, czy nie przytyłam, albo może jeszcze schudłam. Kilka komplementów od znajomych, bo nigdy nie należałam do najszczuplejszych osób. Moja praca w wakacje była dosyć ciężka, pracowałam po 12 godzin z 15 min przerwą, i to był jedyny czas na posiłek. Przychodziłam do domu, pochłaniałam wszystko co stało na drodze. Nie przejmowałam się tym 'pochłonem' dopóki nie stanęłam na wadze i nie zobaczyłam 2 kg więcej. Wpadłam dosłownie w panikę. W głowie miałam myśli, że będą się ze mnie śmiać, że znowu jestem gruba. Przestałam spotykać się ze znajomymi, wychodziłam tylko do pracy, tam też starałam się unikać wszelkich kontaktów, wstydziłam się siebie, czułam się okropnie sama ze sobą, nie mogłam patrzeć w lustro. Obiecałam sobie, że nigdy już tak nie będę jeść i wracam do treningu i normalnego jedzenia. No wtedy dopiero się zaczęło. Tak jak wspomniałam, pracowałam ok 10-12h, chodziłam albo na rano, albo na popołudnie. Przed, albo po pracy robiłam trening, a liczba kalorii nigdy nie przekraczała 900. Waga wróciła, czułam się szczęśliwa, znowu czułam się dobrze ze sobą. Ale nie trwało to długo, organizm nie wytrzymywał. Zatrzymała mi się miesiączka, zaczęły wypadać włosy, łamać paznokcie, byłam blada, często kręciło mi się w głowie. Aż pewnego dnia znowu brałam co się pod ręką, wszystko. Zagryzałam słone słodkim, potrafiłam zjeść kilogramy jedzenia. Później waga, znowu płacz... i stało się. Zwymiotowałam, wszystko. Czułam się po tym.. szczęśliwa. Wszystkie wyrzuty znikały. Działo się to tak raz na 2-3 tygodnie. Skończyłam pracę, wyjechałam na studia. I tu się zaczyna jeszcze gorzej.. Tak wiem pewnie myślicie sobie, czy da się jeszcze gorzej.. Miałam chłopaka, który rzucił mnie bez słowa, nagle przestał się odzywać, z dnia na dzień zerwał kontakt, bez żadnego wytłumaczenia, przepadł jak kamień w wodę. Był to chłopak, z którym byłam po dość długiej przerwie, bo wcześniej chłopaka miałam 4 lata temu, ale mniejsza nie o tym wątek. Zaczęły rosnąć we mnie kompleksy, że to może jest ze mną coś nie tak, że może nie wyglądam dobrze, może znowu przytyłam. Katowałam się ćwiczeniami, dieta wynosiła ok 700 kcal. Moja waga od początku lipca do końca września spała o 13 kg. Coraz częściej pojawiały się napady głodu.. a z nimi wymiotów. Około raz na tydzień, robiłam ogromną ucztę. Moja waga potrafiła wahać się +/- 4kg.
Początek listopada, chyba najgorszy okres. Jak już wyżej wspomniałam o pewnym chłopaku, zdałam sobie sprawę, że byłam w nim zakochana, ale nie potrafiłam dać sobie z tym spokoju, ponieważ nigdy nie dowiedziałam się dlaczego to się skoczyło, nie odpisywał mi na wiadomości moje, ani moich koleżanek, bo widząc mnie w takim stanie, pisały do niego, żeby wytłumaczył co się stało. On nic .. Zaczęłam to 'zajadać'. Napady pojawiały się co 4 dni, pojawiał się problem, bo mieszkam razem z koleżanką i nie mogłam w spokoju iść do łazienki, żeby zwymiotować, potrafiłam brać miskę lub kosz i wymiotować u siebie w pokoju, żeby zacząć od nowa ucztę. Czasami wymiotowałam od razu, ale zaczęły się pojawiać problemy. Czasami nie mogłam, nie mogłam zwymiotować. Dostawałam szału, nie wiedziała co ze sobą zrobić, ogromne wyrzuty sumienia, płacz. Obiecywałam sobie za każdym razem, że to był ostatni raz, ale nigdy nie był. Jest grudzień i nic się nie zmieniło, może na gorsze. Moja cera jest okropna, pełno przebarwień, wyprysków. Mam poharatane dłonie, kruszą mi się zęby, na wadze przybyło 4 kg, nie wychodzę nigdzie, opuszczam zajęcia, bo się wstydzę, że jestem gruba, że wszyscy nie na mnie gapią i często kupuje sobie 'coś' na pocieszenie. Każde oszczędności wydaje na jedzenie, pożyczam od znajomych na jedzenie, które zaraz zwymiotuje. Nie umiem z tym skończyć. Najgorsze jest to, że nie jestem osobą otwartą, wręcz aspołeczną. Bardzo się wstydzę ludzi, mam garstkę znajomych, z którymi nie mam super kontaktu. Z rodzicami tak samo. Wstydzę się złożyć mamie/siostrze/bratu życzeń na urodziny, krępuje się w ich towarzystwie, nie jestem z nimi wcale zżyta to jak mam im powiedzieć o mojej chorobie? Wiem, że leczenie jest drogie, trzeba być pod kontrolą psychologa, dietetyka, a ja nie chce ich dodatkowo obarczać, bo nie należymy do najbogatszych. Myślałam, że sobie z tym poradzę sama, ale myślę że jest coraz gorzej. Nie wiem co mam zrobić. Boje się, że zagłębie się jeszcze bardziej, jeżeli się oczywiście da ..
Podobne tematy
Nie chodzisz do żadnego psychologa? Jeżeli nie, to nie ma z czym zwlekać, z bulimią trzeba walczyć a samemu tą walkę ciężko wygrać. Nie wiem skąd jesteś, ale polecam wejść na stronę znajdzlekarza.pl tam powinnaś znaleźć dobrego specjalistę. Umów się jak najszybciej na wizytę najlepiej zaraz po świętach!
Wiem, że leczenie jest drogie, trzeba być pod kontrolą psychologa, dietetyka, a ja nie chce ich dodatkowo obarczać, bo nie należymy do najbogatszych. Myślałam, że sobie z tym poradzę sama, ale myślę że jest coraz gorzej. Nie wiem co mam zrobić. Boje się, że zagłębie się jeszcze bardziej, jeżeli się oczywiście da ..
Studiujesz, znaczy się mieszkasz w większym mieście. A tam na pewno są poradnie psychologiczne oraz poradnie zaburzenia żywienia które udzielają porad i wsparcia za darmo. Może w ramach jakiejś fundacji. Spróbuj poszukać w internecie, moim zdaniem znajdziesz na pewno. Myślę, że i bardziej ogarnięty lekarz pierwszego kontaktu powinien Ci wskazać takie adresy.
Co do niechęci obarczania rodziny ewentualnymi kosztami Twojego leczenia - rozumiem to. Ale popatrz też z drugiej strony - dla rodziny Twoje zdrowie jest ważne i nie ma ceny. Bo jeżeli nie zaczniesz się leczyć - to jedno o co rodzina może mieć do Ciebie żal, to to, ze ukryłaś przed nimi ten problem. I że nie mogli Ci pomóc, bo o niczym nie wiedzieli ( a zapewne trudno im się domyśleć, że masz tak poważny problem).
Szukaj pomocy - im szybciej, tym dla Ciebie lepiej.
Pozdrawiam i powodzenia życzę.
Hej, głowa do góry z każdego syfu da się wyjść.
Sam jestem bulimikiem-chłopakiem co raczej rzadkie ale takie czasy, że zbyt duże wymagania społeczne i trochę to siada na psyche niektórych. Oprócz standardowego zwracania, jak uda mi się nie zwrócić dokładam intensywne treningi bo mam wyrzuty oczywiście.Według wielu osób wyglądam bardzo dobrze ale jakoś wciąż jestem niezadowolony, typowe podobno dla bulimików. W ogóle z definicji bulimia to wszelkie działania kompulsywne związane z jedzeniem także tylko nadmierne treningi po obżeraniu.
Trzeba opracować jakiś plan działania
Po pierwsze primo proponuję zajrzeć do wujka google wpisać anonimowi zarłocy chyba? (org), jest tam w zakładce mityngi podział na większe miasta i spis spotkań, wiele jest otwartych właśnie dla osób z bulimia lub innymi zaburzeniami. Sam się zbieram żeby tam pójść ale wisi nade mną pewne zawodowe zobowiązanie i póki nie wyklaruje tego, to odkładam to wyjście ale w końcu się wybiorę
Zawsze warto rozważyć psychologa ale myślę, że takie spotkanie też dużo pomoże i uświadomi problem i że nie jest się samym...
Ja opracowałem sobie plan, który ma spore szanse powodzenia, bo no niestety bulimii nie zlikwiduje się od tak za pstryknięciem palców. Szczerze uważam, że trzeba pooszukiwać trochę siebie samego.
Także mój plan działania może Ci się przyda(część planu realizuje i jest lepiej):
1. Ja znalazłem taki punkt(wagi), że wiem że wyglądam dobrze i staram się oscylować z wagą wokół tego punktu tzn +/- 3 czy 4 kg
2. Zwracanie nie istnieje dla mnie, jeśli przekroczyłem bezpieczny 'punkt' o za dużo ponad moją normę, staram się jeść mniejsze porcje i zintensyfikować treningii, zero zwracania!!!
3. Ważę się dosyć rzadko raz na 3-4 dni - zawsze rano przed jedzeniem i po wypróżnieniu - trochę mniej wskazuje i lepsze samopoczucie jest wtedy:)
4. Zdrowe jedzenie, małe porcje tyle, nie licz tych kalorii!!! mały wyjątek raz w tygodniu, jak coś więcej zjem niezdrowego najczęściej idę biegać(niestety bieganie to działanie 'kompensacyjne' ale lepsze niż zwracanie)
5. Optymizm!!! i oszukuj świadomie siebie, jak masz napad pij duże ilości wody lub jakiegoś zdrowego soku
6. Zapełniaj swój grafik coraz nowymi zajęciami i spotkaniami ze znajomymi byle nie mieć okazji do wiadomo czego...
Czyli konkluzja prosta zamień zwracanie na zdrowe odżywianie, no i sport ![]()
7. Pewnie zdarzy Ci się polec z planem nie raz ale sęk w tym żeby zawsze zaczynać odnowa i się nie łamać ![]()
Jak już uda Ci się zdobyć tą zadowalającą wagę tylko nie jakąś anorektyczną, to organizm w zdrowym trybie sam będzie utrzymywał tą wagę i jeśli nawet zjesz więcej na święta np to szybko unormuje wagę w ciągu 3 dni.
Tak to widzę, bo już raz z tego wyszedłem właśnie tak, ale nastała seria złych wydarzeń w moim życiu i zdarzyło się że nawrót miałem po 2 latach, ale teraz znowu wychodze na prostą jak raz wyszło to i drugi też, także uważać na nawroty i zwroty
samodyscyplina!!!