Kilka miesięcy temu poznałam bardzo fajnego chłopaka. Świetnie się dogadywaliśmy i tak wyszło że spędzaliśmy razem dosłownie całe dnie.
Mamy to samo hobby i zainteresowania. Widzieliśmy się tylko na kamerce i w ten sposób najczęściej rozmawialiśmy ale również przez telefon.
On mieszka w sąsiednim mieście i jak ja ma 20 lat. Obecnie studiuje.
Relacje między nami szły w kierunku partnerstwa, związków i ogólnie tematyce wielkiej jedynej w swoim rodzaju miłości.
Jeśli chodzi o mój stosunek to naprawdę go lubiłam/lubię, świetnie się dogadujemy, nie jest głupi i jest porządnym, dobrym chłopakiem. Były momenty w których podczas rozmów miałam "motylki w brzuchu". Były również poważniejsze wyznania, głównie z jego strony a ja sama starałam się do momentu pierwszego spotkania w realu trzymać to na dystans.
Co do kwestii fizycznej to również wszystko było ok. Nigdy nie zwracałam uwagi na wygląd tylko na "to coś", a wydawało mi się że z tej relacji może właśnie to wyjść.
No i właśnie nadszedł ten dzień oczekiwanego ponad miesiąc spotkania. Właśnie wróciłam z naszej randki i jestem zupełnie zdezorientowana i zmieszana nie wiem.. zagubiona.
Chodzi o to że teoretycznie wszystko było dobrze ale ja mam wrażenie że nie odczuwałam żadnych głębszych emocji czy uczuć. Nie miałam żadnych motylków, uniesień czy uczucia nie ograniczanego szczęścia. Co prawda nie mam wielkiego doświadczenia w randko-waniu bo na jako takiej randce byłam tylko 4 razy w życiu ale wtedy przy zwykłym trzymaniu za dłoń czułam coś więcej niż dziś przy buziakach czy przytulaniu.
Po prostu było mi miło kiedy mnie trzymał za dłoń czy dotykał ale nic po za tym. Rozmawiało mi się z nim świetnie tak jak zwykle ale nie było żadnej nie wiem... chemii?
Nie kwapiło mnie do inicjowania jakiś pocałunków czy wyznań. Jakby na to nie patrzeć to wszystkie wyznania wychodziły z jego inicjatywy. Ale przy nich kiedy mówił mi że jestem piękna, że mam coś ładnego, że jestem wspaniała czy nawet kiedy mówił ze mnie kocha to nie czułam niczego wielkiego. Po prostu zrobiło mi się miło tak samo jak miło się robi kiedy sąsiadka Cie chwali za ładne buty.
Wiem że teraz to co napiszę może wydać się z mojej strony bezduszne i wredne ale chcę tutaj opisać dokładnie wszystkie uczucia. Chodzi o to że nie czułam z jego strony takiej hm.. męskości, pociągu, punktu zaczepienia. Nie chodzi mi tutaj w sumie o wygląd. Bo uważam że jest przystojnym chłopakiem.. właśnie chłopakiem a nie mężczyzną którego mam ochotę przytulać, dotykać i zdobywać.
Przez całe spotkanie nie wiedziałam jakie ja uczucia do niego żywię, przez chwilę wydawał mi się bardzo atrakcyjny i dobry a sekundę po tym zauważałam coś co mnie stopowało i wracałam do punktu wyjścia. Na koniec jeszcze zapytał czy zostanę jego dziewczyną, nie dałam bezpośredniej odpowiedzi ale podchodziła pod bardziej twierdzącą. Będąc teraz w domu jestem zupełnie zagubiona w tym wszystkim, wiem że bardzo się do niego zbliżyłam i nie chce go krzywdzić.
Przez całą drogę do domu nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Bo z jednej strony od ponad dwóch lat chciałam spotkać kogoś kto będzie mnie kochał i kogo ja pokocham. A z drugiej chciałam żeby ta osoba mnie porwała była nie przeciętnie inteligentna i zdołała mnie okiełznać. Teraz wydaje się to śmieszne. Nie wiem czy czasami tak to wszystko nie wygląda a ja sobie wszystko wy-koloryzowałam?
Nie mam pojęcia co o tym wszystkim myśleć, jak się zachować i co zrobić? Nie mam doświadczenia w sprawach damsko-męskich, raz w życiu byłam w dość długim związku który był toksyczny. A te 4 randki o których wspomniałam miały miejsce jeszcze za czasów gimnazjum- początku liceum.
Błagam dziewczyny
doradźcie coś..
Podobne tematy
No niestety wykoloryzowałaś sobie.
Miłość w internecie to złudzenie, życie w "chmurze". A real zawsze weryfikuje bo jest jeszcze mowa ciała i zwyczajnie coś, "aura" tej drugiej osoby, która powoduje, ze czujesz przyjazne dla siebie wibracje.
Tego nie da "wyczuć" w internecie.
Myślę, że powinnaś zaufać swoim odczuciom i albo trzymać go na dystans, poznać go trochę lepiej i dopiero wtedy zdecydować co dalej, czy chcesz być jego dziewczyną albo od razu podzielić się swoimi odczuciami aby wiedział na czym stoi.
W każdym razie być szczerą ze sobą, z nim i nie robić nic wbrew sobie.
Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałam, ale po pierwszym Waszym spotkaniu "na żywo" zapytał, czy będziesz jego dziewczyną?
Nie wiem, czy dobrze Cię zrozumiałam, ale po pierwszym Waszym spotkaniu "na żywo" zapytał, czy będziesz jego dziewczyną?
Tak, to dlatego że utrzymując kontakt przez internet i telefon padały poważne wyznania i słowa. On deklarował już przed spotkaniem że jestem wyjątkowa i wiele dla niego znaczę. To ja powiedziałam że jeśli chodzi o takie "sprawy" to niech to zostawi na spotkanie i rozmowę prosto w oczy.
To jest właśnie ból internetowych znajomości. Nigdy, ale to nigdy nie da się przenieść relacji sztucznie stworzonej słowami w sieci do świata realnego. Wiele razy zdążyłam się tak przejechać, spotkałam się z kilkoma facetami z portali, którzy wydawali się naprawdę w porządku. I robiłam to po dłuższym czasie znajomości, nie ufałam tak łatwo. Kiedy dochodziło do konfrontacji... Ściana. Zupełnie obcy człowiek. Kontakt wzrokowy nieprzyjemny, zupełnie nie wyglądali jak na zdjęciach, i sposób zachowania, bycia mi nie odpowiadał, czułam się nieswojo i jak z przypadkowymi facetami. Potem to się urywało... Ogólnie nie polecam. A ludzie, którym się to udaje są jacyś... nie wiem. z epoki internetu. Ja preferuję normalne rozmowy, spotkania i spędzanie czasu. Tyle razy już się zawiodłam, że nic mnie nie przekona, że w internecie można poznać mężczyzn na udaną randkę, a co dopiero związek.
Znam ten ból. Piszesz z nim wyobrażasz sobie już najlepiej wspólną przyszłość i jak się z nim widzisz- wszystko pęka jak bańka mydlana. Bądź z nim szczera nie owijaj w bawełnę, skończ to co już i tak o wiele wiele za długo trwa...
Różnie bywa, motylki miałaś na necie i odleciały to normalne. Zawsze idealizujemy sobie partnera przez internet, od Ciebie zależy czy myślisz o nim i chcesz się jeszcze spotkać i zobaczyć czy następnym razem będzie inaczej, na swoim przykładzie mogę powiedzieć, zaryzykuj co tracisz po kolejnym spotkaniu? Byłem w 6 związkach, czasami lądowałem w łóżku na pierwszych spotkaniach,po których dziewczyna oznajmia mi po spotkaniu, że musi pomyśleć, czas i takie inne bzdury. Dostałem kosza od 6 kobiet na pierwszym spotkaniu, po prostu wypadam chyba na nich jakoś źle, tylko że zawsze miałem z nimi kolejne spotkania i z tych 6 kobiet byłem z każdą w związku na sześć związków to ja zakończyłem pięć, w każdym były potem motyle i coś cudownego. A z braku laku nie byłem, po prostu nie mogły o mnie zapomnieć coś je ciągneło, może za dużo zawsze chciałem już na pierwszym spotkaniu i zachowywałem się jak placek któż to wie, potem szedłem jako ja, bez przekonania i wychodziło że jednak się zakochiwały bez pamięci. Nic nie tracisz dając mu szansę, nie będzie ok na następnym spotkaniu, zerwiesz kontakt i pójdziecie w swoje strony.