netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

koniec czy poczatek?

5 odpowiedzi2 266 wyświetleńzałożony przez BJORN, 16.12.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » koniec czy poczatek?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1 Ostatnio edytowany przez BJORN (2015-12-16 13:48:57)

Temat: koniec czy poczatek?

Witam.
Nie wiem od czego zacząc wiec, może poprostu sie przedstawie i opowiem cos o sobie.
Mam na imie Karol w tym roku koncze 25lat. (po 20 szybciej jakos leci ten czas). Nie mam zadnych hobby ale ostatnio zaczalem grac na gitarze ktora przez 3 miesiace sprawia mi wielka frajde. Obecnie jestem na etapie dzielenia domu na 2 czesci. W jednej rodzice w drugiej ja.  Wiec „pracy” po pracy jest sporo. Chociaz zawsze znajde czas na to co chce a ostatnimi czasy jest to walka o kobiete.
ale to za chwile. Praca bez „fajerwerek” raczej przecietny gosciu ktorego stac na koszulke i dzinsy raz w miesiacy. Wyjscie na obiad czy papierosy ktore kosztuja 15.20zl!. musze to rzucic. Kogo stac na wydawanie 600zl miesiecznie na szlugi... juz nie wspominajac o tym, ze czasem fajnie aktywnie spedzic dzien... nie wazne. Z tym sobie poradze. Pisze do was Dziewczyny z prosba. Zawsze staram sie zalatwiac swoje sprawy i nie wlaczac w to osoby trzecie ale sprawa sie chyba powaznie rypla a ja wyczerpalem swoje moce „super bohatera” i potrzebuje rady... wiem tez, ze to co przeczytacie moze was niezle zmieszac, ale tak juz sie stalo i chociaz bym bardzo chcial to nie zmienie tego. A naprawde dalbym wiele by duzo pozmieniac...
7 lat mija za 3dni dokladnie kiedy poznalem Karoline. Wysoka, zgrabna delikatna buzka z powalajacym usmiechem i oczami ktore kryja cos naprawde glebokiego. Skromna. Poukladana, typ zadaniowca. Zalozyc-Zrealizowac.
Poznalismy sie w dosc nietypowo. Byla zakochana w moim „znajomym” odrzucil ja, a ja sie zaczalem przy niej krecic. Poznawalem ja z kazdej strony. Na pierwszy rzut oka jak ww opisie. Na drugi juz troche niekoniecznie. DEPRESJA. Wtedy byla na etapie naprawde zaawansowany. Placze calymi dniami w lozku. Indywidualny tok nauczania. Ogolnie kibel jakich malo. I Ja. Zakochalem sie, potrafilem sprawic by sie usmiechnela. I w druga strone tez, portafilismy rozmawiac ze soba godzinami...no wiecie zakochanie i te sprawy. Bajka. Ale gdzies w miedzy czasie zaczalem czuc sie jako jej kolega. Rozmawiala z innymi tlumaczac mi, ze nie ma znajomych (faktycznie ich nie ma) i ze chce kogos poznac by sie po prostu do kogos odzywac. Kompletnie mi to sie nie nakladalo z moimi zasadami. Jak to rozmawiac z facetami. Okej sytuacja raczej niekomfortowa. Z jednej strony zero znajomych z drugiej ja zazdrosny?. Co ma byc to bedzie.... rozstalismy sie, ale nie zeby z powodu osob trzecich. Tak wyszlo.  Okres zabawy ja wyjazdy za granice do pracy i czas wielkiej imprezy. Narkotyki, alkohol, prostytutki. Policja. Dziwie sie, ze przeszedlem to wszystko bez problemow i roznych kar finansowych czy tez innych prac spolecznych. Zyje...
caly czas mielismy ze soba kontakt. Spotykalismy sie by pozniej dojsc do wniosku, ze to nie ma sensu. Klutnie rozstania awantury. Bez zadnego bicia, nie jestem typem psychicznego popapranca w dresach z browarem w lapie. Ale zaden ze mnie gosus czy tam „psikuta”.
jej depresja w polaczeniu z rodzina Policyjna + jej racje lamiace kompletnie moje zasady byla wielka bomba ktora byla detonowana juz nie nawet co chwile. To bylo slowo za slow....
niepotrafilismy sie rozstac. Ona bo nie miala nikogo innego kto by ja znal od tej strony7 na pozór super fajnej dziewczyny. I ja zakochany wkurwiony. Szalałem za nią jak glupi. I do tej pory tak mam. Ale nauczylem sie panowac nad tym... Przynajmniej tak mi sie wydaje...
Czulem, że mimo tego wszystkiego była za mną. Z wielkim naciskiem na to, że naprawde była za mną.
robiłem różne numery. Zdarzały się jakieś flirty ale nigdy jej nie zdradziłem. Brzydze się tym. Chociaz nie raz w mojej głowie było to, żeby to rzucić i skupić się na sobie, nie miałem sił. Kłutnie jej płacz depresja...czułem, że zaczynam tym przesiąkać...do tego póżniej widziałem, że jest zainteresowana innymi facetami. Jeżdziłem tłumaczyłem, ze chcą ja tylko wykorzystać i zostawić.... tak się stało przespała się z kimś... dowiedziałem się o tym. Rozstaliśmy się.... po roku

-Cześć
-Cześć

.. i się zaczeło na nowo.
chwila okej... i powrót do tego co było...
rozstanie, nie na długo..wrociliśmy do siebie dając sobie ostatnią szanse na to co może być miedzy nami. Oczywiście jak to zwykle wygląda zrobiło sie chujowo. Ale dziewczyny naprawdę było nieciekawie... byliśmy ze sobą bo nie potrafiliśmy być z nikim innym, nie że z milości z chęci bycia ze sobą i spędzania czasu na planowaniu tego co z nami będzie za 20 lat... stagnacja... związek 2 ludzi bez życia i sił. Zaakceptowaliśmy to... nie na długo bo w naszym zyciu w tym samym momencie pojawily się osoby inne. Byliśmy zmęczeni tym co się dzieje i rozstaliśmy się na poziomie koleżeńskim. Oczywiscie kontakt się urwał. Ale jak to w naszej toksycznej znajomości po jakimś czasie się zaczął odnawiać. Tylko, ze tym razem usłyszałem zarzuty, i wypomnienia moich błędów z poprzednich naszych relacji. Ze ona juz nie chce i,że nie chce ze mną być i tego nie widzi.
-Okej.
-kontakt minimalny.

nasze zwiazki sie rozpadły. Ona została rzucona przez jakiegoś frajera. Ktory jest na etapie skakania z kwiatka na kwiatek. I konczac zwiazek usłyszała „a czego się spodziewałaś”
ja...nie potrafiłem być z inną.
i teraz BOOM!

miesiąc przemyślenia... co ty robisz chłopie. Weż się w garść, bądz jak prawdziwy mężczyzna. Wyeliminowac wszystkie blędy, nie kłamać. Starać się, pokażać, że zależy ale nie na chwile na stałe...starać się o to by jej było dobrze, pomagać w obowiązkach, w koncu mieszka sama i potrzebuje pomocy!. Od roku przecież to słyszałeś. Nie zabierałeś ja nigdzie. Jak ona ma Cie kochać i chcieć się z Tobą kochać....
byłem miły... z czasem zrozumiałem, ze mam dość tych gierek i chociaz nasze charaktery rozniły się od bardzo, w tym momencie nie miało to znaczenia. Jestem pewien, ze ja kocham i chce z nią być.. od 3 miesięcy nagle wszystko wrociło do normy. Nie ma klutni. Slucham jej, licze sie z jej potrzebami, chodzimy na obiady, jezdzimy wszedzie gdzie sie da raze. Oczywiscie wszystko mialo swoja kolej. Z poczatku byly to delikatne telefony, smsy. Dopiero po czasie przerodzilo sie to w cos co mozna nazwac. Dobra droga na to by byc ze soba... ostatnio jak zwykle konczac nasze spotkanie u niej po drinku zaczalem sie ubierac z telefonem w reku wybierajac numer na taksi....
-moze zostaniesz na noc ?
-okej.
-ale nie jestem gotowa na to bysmy lezeli razem przytuleni.
-okej nie ma problemu, wroce do domu
-chce ale nie chce zrozum
-okej
-zostan.
poszlismy spac. Jak dwie obce osoby ona na jednej stronie ja na drugiej. To bylo cos co mnie trafilo.
nie polecam sie tak katowac dziewczyny.
z jednej strony ja walczacy o to by chciala do mnie wrocic
a z drugiej ona. Niepewna tego czy chce ze mna byc, bijaca sie z myslami „czy ja go nadal kocham”
czy nie czuje czasem czegos do faceta ktory mnie przed chwila rzucil. To z nim poczulam te motylki, ktorych nie czuje z nim.
skad to niby wiem. Bo to czuje, na kazdym roku, zaczela wrzucac zdjecia na fb, a nigdy tego nie robila, typowe zaczepki by do niej sie odezwal czy polubil jej zdjecie. Wrzucila zdjecie na jakas fundacje/akcje ktora on stworzyl. Chyba maja ze soba jakis sporadyczny kontakt. Wyrzucila go ze znajomych...a wczoraj dostala przy mnie smsa w stylu „to juz nawet nie jestesmy znajomymi”
od razu zaczela sie tlumaczyc, ze ona mu nic nie odpisze bo juz sie do niego zrazila, ze zrozumiala, ze i tak po czasie by nie chciala z nim byc bo nie pasuja do siebie, ze on ja potraktowal jak glupka, ze juz nie chce.... i takie tam rozne rzeczy. Znam ja wiem, ze cos mu odpisze, a potem skasuje wiadomosc bym tego nie widzial... do tego wszystkiego dochodzi to, ze dystansuje nasze spotkania. nie na dlugo, bo pozniej wieczorem chce troche pobyc sama. o 22 pisze mi, ze idzie juz spac a godzine pozniej jest na facebooku. rozmaiwalem z nia oczywiscie konczy sie to klutnia i atakiem, ze ona nie bedzie mi sie tlumaczyla z tego co robi, ze to jest chore, ze ja kontroluje. a mi tylko chodzi o szczerosc,i de spac to ide spac chce posiedziec na komputerze porobic sobie cos to okej. ale nie klamac i wymyslac, ze ide spac...
Caly czas sie boi mojego dotyku. Jak chce dac jej buzi w usta. Odwraca sie tlumaczac, ze cos ja tam szczypie albo cos tam cos tam...
juz nie mowie o tym, ze po tej nocy, przespalismy sie ze soba. Udawala orgazm... po chwili gdy chcialem w nia wejsc byla tak zestresowana i sucha, ze zapytalem sie czy na pewno tego chce. Czulem jak zaciska zeby i mowi TAK. Nie moglem, po chwili odpuscilem i z usmiechem na twarzy udalem, ze nic sie nie stalo i ze bylo mi dobrze. Zrozumialem, ze czego bym nie zrobil to nie ma to sensu. Przeciez jak nie ma chemi czyli podstawy z najwazniejszych podstaw to nie ma niczego. Zobaczylem. W koncu to co jest naprawde. Nie kocha mnie. A jak kocha to jako przyjaciela. Oczywiscie szczera rozmowa byla.
-Potrzebuje czasu na to by sie otworzyc na Ciebie
. ale jak skoro tego nie idzie sie wyuczyc. Nie idzie sobie powiedziec. Okej juz teraz mam na ciebie ochote a w piatek nie mialam bo jeszcze nie bylam pewna, dzis jest niedziela a juz wiem ze chce... to sie czuje przeciez. Pragnienie porzadanie. Chec pocaunku, przytulenia....
umarlo...wszystko w niej umarlo...
mam wrazenie, ze jestem jej kolega „jedynym”. Przyjacielem najlepszym ktory ja zawsze rozumial i bedzie rozumiec. Akceptuje jaka jest. I nigdy nie odworci sie, bo jest szalenie w niej zakochany. Nie chce mnie odsunac bo wie, ze mnie straci. Ale mnie nie kocha. Czuje to na kazdym kroku. Wiem jak wyglada prawdziwa milosc. I wiem jak ktos sie zachowuje jak jest zakochany... u nas jest mróz i do tego wieje wiatr. A ja jako jedyny ide pod ten wiatr z pochodnia z nadzieja, ze kiedys ja odzyskam.



jest szansa?
jak to widzicie dziewczyny, czy to ma sens bytu?
co robic? Jak sprawdzic czy jej zalezy na tym tak jak mi?
czy w ogole sa odpowiedzi na te infantylne pytania?
Dzieki z góry
„fenkju from de mouteins”
xxx

2

Odp: koniec czy poczatek?

Drogi Autorze, ale Ty doskonale znasz odpowiedzi na te pytania,tylko nie chcesz tak naprawdę przyjąć ich do wiadomości.

3

Odp: koniec czy poczatek?
Krejzolka82 napisał/a:

Drogi Autorze, ale Ty doskonale znasz odpowiedzi na te pytania,tylko nie chcesz tak naprawdę przyjąć ich do wiadomości.


Dziekuje, prosta informacja zawarta w jedyn zdaniu. potrafila trafic. Moze to tez kwestia tego, ze musialem sie komus "wygadac"
Pozdrawiam.

4

Odp: koniec czy poczatek?

Dziwny ten Wasz związek. Uważam, że Twoja dziewczyna potrzebuje pomocy psychologa lub psychiatry i to nie jednej wizyty ale cyklicznych spotkań, które uświadomią jej kim jest ona sama, czego chce od życia, nauczy się podejmować decyzje. Być może mogłaby chodzić na grupę wsparcia, może jest DDA? Na Twoim miejscu zapytałabym się jej czego od Ciebie oczekuje, może zdystansuj się na jakiś czas, żeby doceniła i oceniła ile dla niej znaczysz. Najważniejsze, żeby Wasz związek nie był w zamian za pustkę w życiu (mam ją na mysli bo Ty się określiłeś, że ja kochasz i to sobie uświadomiłeś). Myślę, że Twoja dziewczyna potrzebuje pomocy. Ty na początku kierowałeś sie głównie chęcią pomagania jej, ratowania z depresji, ale nie tak powinno być. Jeżeli to był główny motyw to tak jakby było współuzależnienie sie od siebie. Nie da się odejść więc się w tym związku jest. Doczytałam, że juz tak nie jest, zastanów się czy na pewno. Trudna ta Wasza relacja...

5

Odp: koniec czy poczatek?
rosier napisał/a:

Dziwny ten Wasz związek. Uważam, że Twoja dziewczyna potrzebuje pomocy psychologa lub psychiatry i to nie jednej wizyty ale cyklicznych spotkań, które uświadomią jej kim jest ona sama, czego chce od życia, nauczy się podejmować decyzje. Być może mogłaby chodzić na grupę wsparcia, może jest DDA? Na Twoim miejscu zapytałabym się jej czego od Ciebie oczekuje, może zdystansuj się na jakiś czas, żeby doceniła i oceniła ile dla niej znaczysz. Najważniejsze, żeby Wasz związek nie był w zamian za pustkę w życiu (mam ją na mysli bo Ty się określiłeś, że ja kochasz i to sobie uświadomiłeś). Myślę, że Twoja dziewczyna potrzebuje pomocy. Ty na początku kierowałeś sie głównie chęcią pomagania jej, ratowania z depresji, ale nie tak powinno być. Jeżeli to był główny motyw to tak jakby było współuzależnienie sie od siebie. Nie da się odejść więc się w tym związku jest. Doczytałam, że juz tak nie jest, zastanów się czy na pewno. Trudna ta Wasza relacja...


Trudna faktycznie. ale warta tego by sie w to zaangazowac, i sprawdzic na wszelakie sposoby. czy Kocha. Z jednej strony bije sie z myslami a z drugiej, chce zrobic wszystko co w mojej mocy. chodzila do psychologa, i brala leki. przeszlo... chociaz sa momenty gdzie potrafi sypnac wiazanke w stylu. jestem nic nie warta, moje zycie to pustka, nie mam nikogo kto chcialby mi pomoc... tez to wkur. niemilosiernie jak sie jest pry niej caly czas i nie czuje sie chociaz ze ktos to docenia. kierowalem sie pomoca na poczatku, ale nie byly to moje jedyne intencje, mysle, ze uczucie wzielo gore i to byl najwazniejszy prowodyr do bycia z nia. dda na pewno nie. rodzina normalna, chociaz na pewno nie pokazywali uczuc. ja z domu cieply i rodzinny. ona nigdy nie widziala rodzicow ktorzy sie caluja, przytulaja, czy chociaz spia w jednym lozku yikes. "ojciec chrapie, nie moge tego zniesc" m a s a k r a.
dystans. wlasnie to jest to, gdy jestem dalej od niej. czyli nie pisze do niej. nie dzwonie pierwszy... zajmuje sie swoim zyciem. czuje, ze jest cieplejsza bardziej zaangazowana. i gdy ja wracam do "codziennosci" czyli przytulam ja, rozmawiam czesciej. pisze smsy no wiecie...tak normalnie... to czuje, ze ona znow sie oddala... ciezko tak manewrowac pomiedzy dystansem a bliskoscia... meczy na dluzsza mete... moze Ona jest typem ganiajaca za kroliczkiem ?. rozmowa byla mysle ze 10tysiecy razy jak bym napisal to nie bylaby suma przesadna.... wiec zmienilem sposob. zaczalem robic nie gadac. mysle, ze potrzebny tu impuls mocniejszy niz chcwilowe dystansowanie... nie chce grac, jestem tym zmeczony... nie wydaje mi sie, ze rozstania. udawania, ze jest cos zle moglby tu pomoc w jakis sposob. czuje sie ze jestesmy zamknieci w patowej sytuacji. moze w niej siedzi jakis demon ?
oczywiscie zartuje zlego diabli nie biora wink
-z przymrozeniem oka

moze ja zle odbieram to dystansowanie. co moze trafic ? droga sluchaczko moich wypocin.
boze. mam taki metlik w glowie... ze zaczalem rozdrabniac wszystko na czasteczki pierwsze... chwila moment i sie pogubie. a nie chce zrobic faux pas'u

6

Odp: koniec czy poczatek?

Przestań 'rozdrabniać", bo prędzej czy później Ty będziesz potrzebował psychologa.

Poczytaj sobie pytania co zadałeś w pierwszym poście, odpowiedz sobie na nie szczerze.
I na podstawie odpowiedzi zrób to co masz zrobić.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » koniec czy poczatek?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026