Witajcie.
Mamy z chłopakiem po 22 lata, jesteśmy w związku już 6 lat. Uprawiamy seks od 5 lat, pożycie mamy (mieliśmy?) dotąd bardzo udane.
W czym problem:
Oboje mamy duże libido, więc lubimy się często kochać. Mieszkamy razem, a seks uprawiamy średnio co 2 - 3 dni. Zdarza się robić to także codziennie (np. przez 4, 5 dni z rzędu).
Gdy robimy to dzień w dzień, po jakimś czasie (trzeciego dnia) mój facet ma problem ze skończeniem (we mnie - lodem czy ręką kończy bez problemu). Dosłownie: jestem na górze, on pieści moje piersi, które PODOBNO bardzo go podniecają, ale... orgazmu jak nie było, tak nie ma. Jest podniecony, ale nie może dojść. Niezależnie od tego, czy to ja jestem aktywna, czy też on.
Jak sądzicie: czy to bardziej kwestia tego, że robimy to tak często, czy może znudziło mu się już moje ciało (jestem jego jedyną partnerką) i po 6 latach "to już nie to"?
Wprawdzie jego problemy z dojściem nie zdarzają się często (tylko gdy robimy to codziennie i gdy ma kończyć we mnie, bo - jak już pisałam - ręką czy lodem problemu nie ma), ale muszę przyznać, że bardzo mi to siadło na psychę.
Do tej pory uważałam się za atrakcyjną dziewczynę, ale teraz zaczynam mocno wątpić w to, czy jeszcze go podniecam...
W szczególności proszę o opinie panów będących w długich związkach.
Z góry bardzo dziękuję...