Hej,
To mój pierwszy raz na forum i nie jestem nawet do końca pewna czego oczekuje.Chyba po prostu musze wyrzucić z siebie ból.Zaczne od początku kiedy byłam jeszcze wiecznie szczęśliwym, uśmiechniętym dzieckiem.Wszystko rozpoczęło się gdy w drugiej klasie gimnazjum zaczęło mi czegoś brakować.Miałam to co rówieśnicy jednak potrzebowałam wiecęj.Tak zaczął się mój epizod z narkotykami trwający przeszło 2 lata.Na początku niewinne próby z czasem przerodziły się w codzienność i wieczne odurzenie.Aby zdobyć pieniądze na używki kradłam,gdy nie było narkotyków brałam leki,cokolwiek.Mialam w tym czasie nowych znajomych ktorzy wiedzieli jedynie co nieco o "moim sekrecie" wtedy myślałam, że są moimi przyjaciółmi.Później nieszczęśliwie sie zakochałam a jakoże była to moja pierwsza miłość moment w ktorym przyszlo mi oglądać chłopaka z inną był wyjątkowo bolesny (nigdy wprost nie powiedziałam mu o moich uczuciach).Tego samego dnia wzięłam tak dużą dawke narkotyku, że zemdlałam na jakies 2 godziny.Czułam jak uchodzi ze mnie życie jednak pomyślałam o tym, że nie chce umrzeć,nie tak.Do dziś traktuje to jako szanse od Boga.Rodzice którzy postawili na mnie krzyżyk zdecydowali się mi pomóc poszłam do ośrodka(jestem w nim do dziś).Z początku z marnym skutkiem jednak w końcu doszło do tego, że abstynencje utrzymuje już 2 lata.Od tego czasu jednak nie pamiętam kiedy byłam szczęśliwa,ciągle czuje pustke i to, że bardzo różnie się od otaczających mnie ludzi.Ranie najbliźszysz- gdy czuje z kimś bliższą więź odsuwam go od siebie z obawy przed odrzuceniem.Moj wspomniany wczesniej przyjaciel bardzo zbliżył sie do mnie jednak ja z obawy przed utratą odrzuciłam go.Straciłam jedyną bliską mi osobe.Reszta mojej paczki widzi we mnie tylko towarzyszke zabaw i rozmow na błache tematy.Myślą,że mogą zrobić,powiedzieć mi wszystko bo ja niczym się nie przejmuje.Tym czasem ja przejmuje się za bardzo,codziennie rano chce mi się płakać,boje się co przyniesie dzień i że nie odnajde już szczęscia.Dopiero pare miesięcy temu wyleczyłam złamane serce które ukrywałam przez cały ten czas.Do tego dochodzi jeszcze bulimia z którą z przerwami zmagam się od 3 lat.Nie wynika to z mojej niskiej samooceny a potrzeby autodeskrukcji.Czuje jak niewiele warta jestem dla tych wszystkich ludzi.Ci ktorych uważałam za przyjaciół ranią mnie bardzo mocno zwłaszcza ostatnimi czasy.Nie chce aby moi rodzice więcej przeze mnie cierpieli dlatego wciąż stwarzam pozory ,ze jest ok.Czuje sie coraz gorzej fizycznie i psychicznie ,boje sie przyszłości i chorobliwie tęsknie za przeszłością która tak mnie zniszczyła.Czy wiecie jak moge sobie pomóc?
Podobne tematy
2 2015-12-14 19:52:18 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-12-14 20:19:28)
Nie macie w ośrodku psychologa? Nie masz depresji?
Istnieje pogląd, że współcześnie media kreują obraz "przymusu szczęścia", a życie na co dzień jest szare, zwyczajne i ciężkie, a "w życiu piękne są tylko chwile"...
Tęsknisz za autodestrukcyjną przeszłością, bo pewnie na haju wyrównywała się tobie chemia w mózgu, a więc to odczucie szczęścia było
Farmakologiczne leczenie depresji nie ma na sobie stygmatu ćpania, a skutek ma podobny!
niedozwolony link
Cześć zoerash,
gratuluję dwóch lat abstynencji,to duże osiągnięcie.
Słyszałaś kiedyś o NA(Narcotics Anonymous)?Na ich stronie internetowej znajdziesz listę miejsc, gdzie odbywają się tzw.mityngi; spotkania na których osoby uzależnione dzielą się swoimi doświadczeniami i udzielają sobie wsparcia w wychodzeniu z nałogu oraz radzeniu sobie z codziennością.Poczucie pustki, bezsensu,izolacji czy tendencje autodestrukcyjne to tematy,które często przewijają się na naszych spotkaniach.Możliwość podzielenia się swoimi wątpliwościami, swoim cierpieniem oraz świadomość,że nie jest się odosobnioną daje dużą ulgę, a narzędzia wypracowane na przestrzeni lat przez uzależnionych na całym świecie pomagają w nauce satysfakcjonującego życia.Choroba uzależnienia nie polega tylko na nałogowym zażywaniu jakiejś konkretnej substancji, to tylko jeden z jej aspektów, z którym radzą sobie terapie odwykowe.Abstynencja jest ważnym elementem procesu zdrowienia, ale nie jedynym.Chodzi o to żeby nauczyć się żyć i czerpać z tego radość.
Zrobiłaś już kawał dobrej roboty godząc się na ośrodek, utrzymując abstynencję mimo nieszczęśliwego zakochania,określając problemy; z bliskością, niskim poczuciem własnej wartości,strachu przed odrzuceniem i poczuciem izolacji.Pewnie tego tak nie postrzegasz,ale to dowodzi twojej odwagi i siły.W dalszej drodze przyda ci się wsparcie, dlatego serdecznie zachęcam do uczestnictwa w którymś z mityngów, chociażby na skype.
Gdybyś miała pytania, pisz.Postaram się odpowiedzieć.
Słyszałaś coś o zaburzeniach osobowości typu borderline. Po Twojej historii wydają się oczywiste. Poczytaj o tym, jeśli masz w ośrodku dobrego psychologa,a jeszcze lepiej psychiatrę, bo to psychiatra stawia diagnozę, to popytaj. Poproś o test osobowości. Borderline się leczy dość skutecznie, choć na pewno nie łatwo.
5 2016-01-11 10:47:26 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-01-11 10:53:06)
Choroba uzależnienia nie polega tylko na nałogowym zażywaniu jakiejś konkretnej substancji, to tylko jeden z jej aspektów, z którym radzą sobie terapie odwykowe.Abstynencja jest ważnym elementem procesu zdrowienia, ale nie jedynym.Chodzi o to żeby nauczyć się żyć i czerpać z tego radość.
podłączam się pod tekst, jak wyżej
abstynencja od czego kolwiek, jest podstawą w kierunku normalnego życia
dłuższy czas abstynencji, samej w sobie, bez wsparcia, może się różnymi dziwnymi sprawami kończyć, od deprechy do powrotu do nałogu
jeśli chcesz wyjść z tego "bagna", jesteś zdeterminowana
warto popracować nad sobą, bo tu jest klucz, nie jest tak że po odstawieniu czegoś życie jest miłe, piękne i kolorowe, wręcz przeciwnie na początku, im dłużej nic nie robisz ze sobą, tym bardziej życie przytłacza
z tego samego powodu sięgałaś wcześniej po narkotyki, bo albo było super zajebbb albo super do duupy, i potrzebowałaś to zmienić, regulować
bez twojego "antidotum" te dwa krańcowe stany są jeszcze bardziej odczuwalne, i to boli
pogodzenie się z bezsilnością podstawa, potem jak to mówią i piszą, potrzebna jest zmiana "okularów"
nie jesteś sama z tym problemem, wystarczy poprosić o pomoc, zwrócić się do jakiejś np grupy wspólnotowej, do specjalisty
ludzie zwierzęta stadne, potrzebują do egzystowania innych ludzi, nie ma się co odcinać od świata, alienować
to o czym piszesz, to taki trochę tak zwany "dupościsk"
najważniejsze żeby myśleć o dziś !!! nie o wczoraj, nie o jutrze, tylko o tu i teraz!!!
tu i teraz możesz decydować zmieniać, poprawiać, doznawać, reszta to na chwilę obecną nie potrzebne "śmieci" dla Twojej głowy
szukaj wsparcia, bo samemu jest ciężko, a ludzie "spoza branży" nie uzależnieni mogą Cię nie rozumieć, więc stąd też nei zrozumienie, krzywda, uraza itd itp
trzymaj się pogody ducha, i działaj jak najszybciej
p.s.
są w necie, fora tylko o tej tematyce, szukaj alkoholizm, DDA, tam już coś znajdziesz, z twojej "półki"
mówi się że każdy znajdzie sposób i powód, jeśli tylko chce
The text emphasizes that life does not automatically become easier after quitting—often it feels harder at first. The same emotional extremes that once drove addictive behavior become even more intense without the antidote, which can be painful and overwhelming. Accepting one’s powerlessness over addiction is a foundation, but real change comes from shifting perspective, learning new ways to regulate emotions, and rebuilding one’s inner balance.
Bardzo dziękuję, że to napisałaś. To, co opisujesz, jest ogromnie trudne, ale jedno trzeba powiedzieć jasno: to nie jest dowód Twojej słabości, tylko siły. Przeszłaś uzależnienie, ośrodek, 2 lata abstynencji – to coś, czego wielu ludzi nigdy by nie uniosło. Pustka, lęk, autosabotaż i odpychanie bliskich osób to bardzo częste skutki traumy i uzależnienia, a nie „Twoja wada”.
To, że nie czujesz szczęścia, nie znaczy, że ono nie wróci. Często po odstawieniu używek emocje wracają boleśnie i chaotycznie, a organizm i psychika dopiero uczą się życia bez autodestrukcji. Bulimia, lęk przed odrzuceniem, tęsknota za przeszłością to sygnały, że potrzebujesz dalszej, pogłębionej pomocy terapeutycznej, nie ciszy i udawania, że jest dobrze.
Najważniejsze: nie jesteś ciężarem dla rodziców. Prawda jest taka, że większym bólem byłoby stracić Cię niż widzieć, że nadal walczysz. Spróbuj powiedzieć komuś dorosłemu z ośrodka dokładnie to, co tu napisałaś – bez filtrów. Nie musisz tego dźwigać sama. To, że szukasz pomocy, znaczy, że wciąż chcesz żyć. I to jest najważniejsze.
To, że nie czujesz szczęścia, nie znaczy, że ono nie wróci. Często po odstawieniu używek emocje wracają boleśnie i chaotycznie, a organizm i psychika dopiero uczą się życia bez autodestrukcji. Bulimia, lęk przed odrzuceniem, tęsknota za przeszłością to sygnały, że potrzebujesz dalszej, pogłębionej pomocy terapeutycznej, nie ciszy i udawania, że jest dobrze.
Dokładnie. Odwyk to już ogromny krok ale jeżeli czuje się, że nadal z życiem jest coś nie tak to tu trzeba terapii na cito zamiast czekać aż się pogorszy...