Witajcie dziewczyny, potrzebuje Waszego wsparcia i porady. Problem może wydawać się błahy,ale na dzień dzisiejszy jest dla mnie sporym problemem. Jestem w związku. Poprzedni związek miałam ciężki (toksyczny). On też. Jego była dziewczyna zostawiła go, a następnie związała się z innym. Bardzo to jednak przeżył. Mniejsza jednak o przeszłość. Chodzi o to, że ciągle się kłócimy i to do tego stopnia, że oboje jesteśmy wykończeni. Jednak nam zależy na sobie nawzajem i chcemy nad tym pracować. Rzecz w tym, że nie bardzo wiemy jak. Z mojego punktu widzenia kłótnie są normalną sprawa, jednak on twierdzi, że chciałby po pracy zobaczyć mnie szczęśliwą i zadowoloną. Rozumiem to doskonale, z drugiej strony ciężko mi się tak zachowywać kiedy on stale nie ma dla mnie czasu i nawet nie chętnie sie ze mną kocha. Czuje się po prostu odrzucona. Mówiłam mu oczywiście, o tym. On stwierdził, że jego była dziewczyna wbiła mu gwozdz do trumny. Powiedział również, że już nie będzie tak dobrze traktował żadnej dziewczyny (w tym mnie) jak swojej byłej, bo stracił tylko na tym. Oczywiście zabolało mnie to i zapytałam w czym jestem gorsza od niej i dlaczego mnie tak traktuje skoro nic mu złego nie zrobiłam. On odpowiedział, że nie chodziło mu o to i że oceniam wszystkich swoją miarą i że wnioskuje na podstawie swoich domysłów, a nie faktów. Nie dotrzymuje również swoich obietnic. Miał mi poświecić więcej czasu, a tego nie robi. Nie dotrzymał słowa także w innych kwestiach. Na dodatek nie jest zbyt czuły.Ciągle jednak powtarza, że mu zależy i że mnie kocha, ale ma już wszystkiego dość. Najlepsze jest to, że wielokrotnie, kiedy z nim chciałam zakończyć związek, to próbował to załagodzić, a potem odwracał sytuację i to on chciał zakończyć związek ze mna. Czuję się niedoceniana, ale z drugiej strony szczęśliwa kiedy jest przy mnie. Twierdzi również, że zaczyna się blokować na wszystkich. Powiedzial, że najchetniej zamknąłby się w 4 ścianach i nie wychodził. Owszem, ma dużo na głowie, ale to samo życie...
Kompletnie nie wiem jak do niego dotrzeć? Co zrobić? Ciągle mam wrażenie, że ja coś robie nie tak. Z drugiej strony nie chce się dawać krzywdzić.
Czy mam go zostawić? Czy zostawić "związek" swojemu biegowi i go przysłowiowo zacząć olewać?