Witam,
Pisze do was, gdyz naprawde potrzebuje pomocy.
Z moim chłopakiem byłam 4 lata. Rozstaliśmy sie nagle, gdy wyjechaliśmy razem za granice.
On troche przestał sie starać i przestał zwracać uwagę na moje potrzeby. Mieszkaliśmy bardzo blisko jego miejsca pracy, do ktorego jeździł z kuzynem samochodem, a ja tym czasem dojeżdżałam metrem i autobusem ponad godzine w jedna stronę. Pracowałam znacznie wiecej od niego i nie otrzymywałam wsparcia w obowiązkach domowych itp. Zależało mi, żebyśmy zamieszkali sami i tak, bym miała blizej do pracy.
On olał to, wiec zaplanowalam wyprowadzkę. On widział, ze cos jest nie tak i zaczął sie starać, ale moja decyzja była juz podjęta...
Wiem, ze bardzo go tym zranilam. Zaczęłam układać sobie zycie sama, ale wciąż myśląc o nim.
8 miesięcy pozniej wpadliśmy na siebie przypadkiem, zaczęliśmy rozmawiać i przez 3 miesiące sie spotkaliśmy, ale on uznał, ze jednak chce sprobowac z kims innym. Zaakceptowałam to, chociaz przyznaje, ze bez przerwy o nim myslalam. Ogromnie długi miesiac pozniej (tj dwa dni temu) dostałam od niego wiadomosc- ze teskni, ze chciałby, zeby było jak dawniej, ze jestem spełnieniem jego marzen, ze jest mu ciezko i nie ma dnia by o mnie nie myślał. Ale nie proponuje spotkania, ani co dalej, a ja... Dałabym wszystko, zeby był tu teraz ze mna...
Nie wiem co o tym myślec. Ani co robic. Ogarnelam sie troche, a teraz gdy on znowu zrobil mi nadzieje, nie moge jesc, nie moge spac, tylko czekam na kolejna wiadomosc. Chciałabym bysmy do siebie wrócili, zeby dał nam szanse, ale nie wiem czy naprawde on tego chce...
Powinnam znowu schować honor do kieszeni i wyjsc z inicjatywa? Nie chce sie tez narzucać, gdyz ostatnim razem to jednak ja sie bardziej starałam... Chciałabym by wiedział, ze moje drzwi sa otwarte, tylko zeby mi pokazał, ze mu zalezy. O ile zalezy... A nie to takie o pisanie...