Jestem po rozwodzie dwa lata. Mam córkę- nastolatkę.Mieszkam u rodziców nie mam nic własnego i właściwie nic mi nie wolno.Zostawiłam męza bo pił i brał narkotyki, dałam mu czas na dojście do siebie i z niecierpliwością czekałam aż stanie na nogi.Znalazł sobie kobietę-wykształconą, bogatą i ładną. Zapomniał o mnie i o naszej córce i zaczął traktować nas jak wrogów.Myślałam ,że już nic dobrego mnie nie spotka ale poznałam mężczyznę i zakochałm się.Jego historia jest równie zawiła jak nieprawdopodobna.Jest kawalerem, pracuje , mieszka z mamą i rodzeństwem niedaleko miejscowość w której i ja mieszkam.Ma małe dziecko, którego jeszcze nie widział z kobietą , która jest starsza od niego o 8 lat i mieszka w Niemczech.Jestem z nim już dwa lata ale nie mogę mu zaufać.Jest bardzo zimnym człowiekiem.Kiedyś spytałm go czy mnie kocha-odpowiedział ,że to przyjdzie z czasem. Dużo czasu minęło od tamtej pory i nic się nie zmieniło.Czasem spotyka się z tą kobietą z którą ma syna i często rozmawiają z sobą-bardzo przyjaźnie.Niedawno ta kobieta wyszła za mąż. Nie jestem o nią już tak bardzo zazdrosna jak wcześniej-zresztą teraz nie ma już to znaczenia.Ja nigdy nie byłam u niego, nie znam jego rodziny, nie znam żadnych jego znajomych i wszystko co wiem o nim- wiem od niego.Czuję , że ten człowiek nie jest mi przeznaczony, czuję ,że bawi się mną i gra na moich i nie tylko moich uczuciach bo i moja córka bardzo go polubiła.Dzisiaj napisalam mu , że nie mogę być z kimś kto mnie nie kocha-odp. rób jak uważasz-tak bez próby walki-zabolało bardzo.Poczułam się jak śmieć, nic niewarta.Jak to przetrwać?Ten krytyczny moment, nie dzwonić, nie pisać do niego-żeby się nie poniżyć jeszcze bardziej. Nie wiem dlaczego i chyba już nie chcę wiedzieć?Chciałam tylko , żeby mnie ktoś pokochał i znowu nie wyszło.
Podobne tematy
Kochan Marzycielko. Z Twoich slow wyziera niesamowita rozpacz i samotnosc. Wlasciwie nie wiem, jak moglabym Cie pocieszyc. Twoje zycie wydaje sie bardzo smutne i skomplikowane i w tych trudnych czasach nie masz nikogo, na kim moglabys sie wesprzec. Bardzo Cie prosze nie wmawiaj sobie, ze nie czeka Cie juz nic dobrego. W przeciwienstwie do Ciebie jestem szczesliwa mezatka od osiemnastu lat, swiata nie widze poza moim mezem, a i mam nadzieje, ze on kocha mnie rownie mocno. Choc musze przyznac, ze niedawno nasze uczucie zostalo poddane naprawde ciezkiej prubie. Wierze,ze i na Ciebie czeka gdzies ten jedyny, wlasciwy mezczyzna - druga polowa Ciebie. Zycze Ci, aby nadchodchodzacy rok przyniosl rozwiazanie Twoich problemow i pozwolil Ci zabic wreszcie do bezpiecznej przystani. Pozdrawiam serdecznie
A ja Ci napiszę prosto z mostu:Facet jest palantem ,niewartym Twojej uwagi.Nie zawracaj sobie głowy dupkiem.Bądz zadbaną,sexowną i pewną siebie kobietą a wtedy by może zrozumie co stracił i będziesz miała okazję to Ty dac mu kosza.
Trzymam kciuki
Droga Marzycielko. Nie wiem jak mogłabym Ci ulżyć w cierpieniu, jakich słów użyć by choć trochę poprawić Ci samopoczucie. Z doświadczenia wiem, że nie tak łatwo uwierzyć w miłość. Patrzysz na innych i czujesz tylko zazdrość a w głowię jedna myśl "to nie dla Ciebie" i do póki będziesz pozwalać, by te myśli tkwiły w Tobie, nic nie da się zrobić. Ciesz się z najmniejszych rzeczy, że jesteś samodzielna i dobrze sobie radzisz w tej sytuacji, ze masz wspaniałą córkę, że jesteś wspaniałą matką, że obiad który dziś ugotowałaś zjadłyście ze smakiem, że Twoja córa wyrasta na wspaniałą , małą kobietkę i mnóstwo innych niezauważalnych drobnych sukcesów.... Ktoś mi kiedyś powiedział "nie będziesz szczęśliwa jeśli nie będziesz zauważała małych codziennych szczęść, bo łatwo jest być szczęśliwym kiedy jest dobrze, sukcesem jest być szczęśliwym kiedy życie stawia nam na drodze przeszkody trudne do pokonania" Uwierz w siebie, ciesz się z tego co masz chość dla Ciebie może to zbyt mało. Jeśli pokochasz sama siebie bardzo szybko znajdzie się i mężczyzna który pokocha Cie prawdziwą miłością....
marzycielko, takie rzeczy nigdy nie są łatwe. Ale im dłużej jesteś w takim związku, tym dłużej cierpisz, odbierając sobie prawo do szczęścia.
Jesteś wspaniałą mamą i sądząc po Twojej trudnej historii i przejściach - zapewne bardzo silną kobietą. Pomyśl sobie, że robisz jedyną słuszną rzecz, że po tym wszystkim, co przeżyłaś należy Ci się od życia coś lepszego niż związek z kimś, kto Cię nie szanuje i nie darzy uczuciem. Każda z nas potrzebuje zaangażowania ze strony mężczyzny, żeby mieć jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa.
Na ten moment nic dziwnego, że ciężko Ci uwierzyć w miłość. Mnie też nie jest lekko, chyba żadnej z nas nie jest, gdy nas życie kopie w tyłek ilekroć komuś zaufamy i zdaję sobie sprawę z tego, że każdy kolejny Piotruś Pan w naszym życiu zabiera ze sobą część naszego zaufania i wiary w dobre związki. Nie wymagaj od siebie zbyt wiele, odzykasz wiarę w innych ludzi, kiedy odzyskasz wiarę w siebie. A dopóki tkwisz w byle czym z byle kim tracisz tylko szacunek do siebie... Nie warto.
Masz córkę, masz dla kogo żyć! I na pewno Ci się uda ![]()
Jestem Wam bardzo wdzięczna za te wszystkie posty, dużo w nich prawdy.Zaraz po rozwodzie postanowiłam że zrobię coś dla siebie i rozpoczęłam studia o których zawsze marzyłam ale jakoś nigdy nie było na to czasu. Jestm na półmetku i dobrze mi idzie- to jest takie moje małe pocieszenie. Jeśli chodzi o mężczyznę z którym się spotykam to zdobyłam się na odwagę i spytałm go prostu w oczy o to co mnie martwiło i zaprzątało głowę. Widziałam ,że mnie nie okłamie bo to nie leży w jego naturze-dlatego okrótnie bałam się tych odpowiedzi.Tego dnia nie odpowiedział nic- załamałam się-już wiedziałam co mam zrobić. Jednakże tego samego wieczoru ,zupełnie niespodziewanie przyjechał do mnie mocno przytulił i powiedział ,że mnie kocha-poraz pierwszy.Byłam taka szczęśliwa , że nie mogłam wydusić słowa.Długo jeszcze rozmawialiśmy i tak szczerze.Postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę.W nowym roku czeka mnie wiele zmian, mam nadzieję ,że na lepsze.