Witajcie ![]()
opowiem najkrócej jak potrafię początek historii. Poznałam swietnego faceta, spotykalismy się itd. było naprawdę jak z bajki - wiem, typowe pierwsze wrażenie, jak facet umie postępować z kobietami. Myslałam, że będzie z tego cos więcej, ale po kilkunastu spotkaniach powiedział mi, że ciągle nie do końca wyleczył się z poprzedniego związku i że możemy zostać przyjaciółmi. Ja, oczywiscie pełna nadziei, przystałam na tę propozycję.
Po dwóch tygodniach spotkałam go na miescie z inną kobietą. Szli za rękę i się całowali.
Gdy poprosiłam go o wyjasnienie powiedział mi, że nadal nie wie, czy dobrze wybrał, że miałysmy 50 do 50 szans, ale o nią się mniej martwi, bo ona więcej ode mnie zniesie (w sensie tego cienia poprzedniego związku) i że ma większe doswiadczenie w związkach. Napisał mi również, że jego największą obawą jest to, czy kiedys nie pożałuje tej decyzji, ale inaczej postapić nie mógł, bo nie chciał ryzykować moim sercem, gdyż czułby się z tym moralnie źle. Ciągle nalega na przyjaźń ze mną, ale wyraźnie powiedziałam mu, że albo wszystko, albo nic i innej opcji po prostu nie ma.
Mój problem polega na tym, że ciągle mam nadzieję. Że kiedys napisze, że żałuje i że przeprasza. Niczego nie chciałabym bardziej od tego faceta, pomimo tego co zrobił. Nie wiem, czy mam ryzykować przyjaźnią z nim, czy uciać kontakt i czekać na moment, w którym może kiedys moje życie jakkolwiek się ułoży?
Na razie nie jestem po prostu w stanie o niczym innym myslec.