Niestety, szlak mnie trafia jak czytam takie teksty.
Moim zdaniem, nic się nie powinno należeć. Dokładnie NIC. A jeżeli ktoś jest zwolennikiem wszelkich dopłat do dzieci takich rodziców, to jestem zwolennikiem podpisywania przez takich rodziców umowy z państwem. Wy nam dajecie pieniądze, a my oddajemy państwu dziecko jako nie nasza własność.
Jeżeli ktoś chce mieć dzieci, to nie zrozumie że jeżeli je kocha, to ma obowiązki i państwo nic nie powinno do niego mieć.
Tak, Mamy dwie córki, i za żadną nie wziąłem złotówki z becikowych czy innych gówien.
Jedyne pieniądze jakie dostałem, to z ubezpieczenia, które sam sobie opłacam.
Nikt mnie nigdy nie przekona, że wszelkie dotacje dla rodzin zwiększą populację czy podniosą byt rodzin.
Mam wiele przykładów obok siebie.
Sam często jestem takim przykładem. Jeżeli widzę, że zaczyna być niebezpiecznie ze zleceniami w moim regionie ( co zdarza się bardzo rzadko), to nie mam problemu realizować zleceń na delegacji na drugim końcu Polski. A co robi np. mąż mojej żony? Pomimo tego. że wielokrotnie załatwiałem mu pracę za dużo większe pieniądze w mieście oddalonym o 100km od wioski w której mieszka, woli dojeżdżać do gościa, który płaci mu w ratach ( przez wszystkie lata odkąd się znamy NIGDY nie dostał pełnej pensji
- tak śmieszy mnie to) ale co miesiąc chce pożyczać, oczywiście nie dostaje.
Znam młode matki, które po porodzie tylko leżą i stękają, ale znam też takie które pracują z dzieckiem na cycku w domu. Bo nie chcą tracić nic z życia i z własnego rozwoju gospodarczego.
Jak ktoś uważa że mu ciężko, niech weźmie doopę w troki i się za siebie weźmie.