Cześć,proszę Was o radę, bo sama w emocjach nie mogę trzeźwo spojrzeć na tą sytuację. Chodzi mi o pewnego chłopaka, znam go ok. 2 lata. Na początku tylko kolegowaliśmy się, potem o coś pokłóciliśmy się i kontakt się urwał. Ale kiedyś przypadkiem na siebie wpadliśmy i znajomość się odnowiła. Na początku na stopie koleżeńskiej, choć on wyraźnie okazywał mi duże zainteresowanie. Ja również trochę się zauroczyłam no i w końcu, jakieś 4 miesiące temu pozwoliłam zaprosić się na pierwszą randkę. Od tego czasu spotykamy się regularnie, jest między nami mnóstwo chemii, bardzo lubię jego dotyk, pocałunki, choć do seksu między nami nie doszło (on chciał, ale ja nie). Może intuicja mi dobrze podpowiadała... W poniedziałek przypadkiem natknęłam się na instagramie na jego zdjęcia na profilu pewniej dziewczyny z podpisami: "kocham", "najlepszy chłopak" itp. - z różnego okresu czasu, jedno sprzed miesiąca, a inne spred 1,5 roku. Totalnie mnie to zaskoczyło. Następnego dnia, t.j. we wtorek byliśmy umówieni na randkę. Najpierw kolacja, potem poszliśmy do niego do domu. Zapytałam go, dlaczego nie powiedział mi, że ma dziewczynę. Powiedział, że nie wie, skąd mi to przyszło do głowy, i że nie ma dziewczyny. Kazałam mu jeszcze zastanowić się do czego chce, aby zmierzała nasza relacja. On ma teraz trochę kłopotów, musi uśpić psa, a i ja raczej nie znajdę czasu do końca tygodnia. Więc pewnie spotkamy się w przyszłym, żeby porozmawiać.
I tu moje pytanie: Myślicie, że w ogóle warto? Zależy mi na nim, ale czy warto to ciągnąć? Twierdzi, że nie ma dziewczyny, ale zdjęcia mówią same za siebie... I już tu mnie okłamał, mówiąc, że dziewczyny nie ma... Powinnam się z nim jeszcze spotkać? Nie mogę o tym przestać myśleć...:(