Moze to dosc nietypowe zapytanie, jako ze jest to forum typowo kobiece, a ja jestem mezczyzna lecz przyznam szczerze, ze obecnie mam ten sam problem, z ktorym to wiekszosc z pan sie spotyka i tutaj wlasnie opisuje.
Kto jak kto ale kobiety doskonale znaja sie na tych sprawach - intuicja + doskonala znajomoc pewnych symptomow i zachowan, a ze w mojej sytuacji chodzi o kobiete wlasnie, to mysle ze znajde tu tym predzej wlasnie pomocna dlon, a moze nawet kilka.
Oczywiscie nie licze tu na 100 procentowa pewna i jednoznaczna opinie na nurtujacy mnie temat ale wiem ze moge liczyc na pewno na x wypowiedzi, ktore to albo mnie przekonaja / dodatkowo utwierdzona w moim mocnym dosc nie ukrywam podejrzeniu lub tez je odrzuca.
Cala sytuacja wyglada nastepujaco:
Mamy po 24,26 lat, jestesmy ze soba lat 5, od 3 mieszkamy we dwoje. Pracujemy.
Wszystko bylo wysmienicie, a nasz zwiazek przez okres lat 4 nie odstawal od "ksiazkowego, idealnego" zwiazku. Obie strony sie staraly, szanowaly sie i o siebie dbaly, spedzajac wspolnie kazda wolna chwile, chwalac sie soba przed calym swiatem. Z seskem bylo wysmienice, bez granic, wiele razy dziennie, calymi latami, ale wszystko sie skonczylo. Jak to juz w zyciu bywa , w koncu zaczelo sie sypac. Mocno sypac. Totalnie.
I tak, na dzien dzisiejszy moge jasno stwierdzic, ze od okolo roku czasu jest miedzy nami bardzo zle - stalo sie to za sprawa , ze moja kobieta delikatnie rzecz ujmujac dala ciała, ale tylko przyslowiowo, to jest romansowala sobie internetowo, nie realnie z obcymi, wymieniala zdjecia, ( kilka znajomych , beztsresowe zachowanie, nie wiazace i niczym sie nie konczace procz czesciowo odslonietego ciala wymiana zdjec i 2znacznych tekstow ) - przylapalem ja kiedys przypadkiem na tym - przeprosila, plakala, zalowala - bylo jej zwyczajnie wstyd , bo na tamta chwile naprawde nie miala powodow, by tak sie zachowywac. Niczego jej nie brakowalo, ale byla wtedy mlodsza i glupia wiec... Do tego pocalowal ja kiedys jej wlasny znajomy tj. kolega - przyznala sie, z placzem i prosba abym jej nie zostawial, kontakt z nim urwala. Sama mi o tym powiedziala - czyli w moim przeczuciu - zachowala sie fair wobec mnie i wiem ze czula sie z tym bardzo, bardzo zle. Ale do rzeczy - wtedy jej to wybaczylem, oba te zdarzenia, choc mialy miejsce mniej wiecej w tym samym czasie i wyszly niemalze rownoczesnie - to jednak dzis mysle ze sama je sprowokowala, tylko sie tak tlumaczyla przede mna i sama soba, ciesze sie jednak ze sie przyznala bo moglem sie nigdy o tych zdarzeniach nie dowiedziec a z drugiej strony jestem wsciekly ze mi powiedziala. Mogla nie mowic. I tak by bylo najlepiej dla mnei tak mysle dzis. Niby nic - dla mnie wtedy wielkiego, szybko wybaczylem zapomnialem, a po jakims roku wrocilo to do mnie - myslami, i zaczelo zabijac od srodka, cos co wtedy przyjalem nie przeszkadzalo mi az tak bo badzmy szczerzy , kazdy popelnia bledy, wazne ze sie zmienia wyciaga wnioski i nie bylo to nic wielkiego, tak wtedy to nie byl dla mnie problem,a dzis juz jest olbrzymi. Przeciez to dziwne ze tak to wrocilo i mnie rozwalilo od srodka a za tym i zwiazek.
Dzis stracilem do niej calkiem zaufanie. Trwa to okolo rok i narastalo na sile - Nie wierze w to co mi mowi, nie wierze w jej szczere intencje, szukam ciagle dowodow tego ze jest nie fair. To mnie zabija od srodka. Przez to oddalilem sie od niej - tj. powoli sie oddalem, stopniowo wiedzac ze ja trace, jakby podswiadomie chcac od niej odejsc - przestalem ja trzymac za reke, przestalem z nia rozmawiac o wszystkim, przestalem inicjowac spotkania wspolne wyjscia, zaczely sie wieczne klotnie, wyzwiska i brak szacunku, w 2 strony. Tragedia i istny koszmar jednym slowem i dla mnie i dla niej. Z sielanki mamy pieklo. Ciagle klotnie, nerwy, strach, zazenowanie i wieczne rozczarowanie. Jednak mieszkamy nadal razem bo ja pomagam jej finansowo i nie potrafie jej zostawic zwg na to ze nie ma jej kto w rodzinie pomoc, do tego wiele przeszlismy razem dobrego i zlego, i to jest naprawde silne. Ona tez nie potrafi tego zostawic i odejsc ode mnie. Jednak tak jak jest byc nie moze. Rozmawialem z nia wiele razy, mowie jej ze jej nie ufam, ze to silniejsze ode mnie, ze sam tego nie rozumiem, ze wiem ze to psuje wszystko, chcialem sie zmienic, probowalem, nie wychodzi ! wiem ze daje to nam same przykrosci i wieczne klotnie i godzenie sie, wiem ze sie kochamy ale wiem tez ze nie mozemy byc we dwoje dluzej. Ze to nie to samo, ze zwiazek nie moze tak wygladac, ze to trwa co zle juz za dlugo, ze wiele razy o tym gadalismy i nic nie zmienilismy.
Ze juz jest na to za pozno, jednak ani ja ani ona nie potrafimy zrobic nic.
Jestem typem czlowieka z zasadami, naprawde nigdy nikogo nie oszukalem i nie oszukam. Jestem w zwiazku fair, nie dotknalbym innej kobiety choc mialem wiele okazji, ona to wie, jednak ja tego juz w druga strone dzis pewny nie jestem.
Tymi moimi podejrzeniami rozwalilem ten zwiazek na amen, wieczne poderzenia, dyskretne sprawdzanie telefonu maila, szukanie dowodow, sprawdzanie torebki, czuje sie sam z soba jak smiec ze to robie, jednak nie potrafie przestac i zaufac. Obwiniam ja o to ze sie zmienilem, o to ze nie potrafi mojego zaufania odbudowac i ze nie chce tego robic. Ze sie juz nie stara choc ja chwile probowalem i chcialem.
Do rzeczy : dzis , wiele x kiedy z nia rozmawiam mowiac ze chce to zakonczyc nie zwg na siebie ale moja "chorobe w braku wiary w nia i jej wiernosc, dla niej, dla jej dobra" ona placze, zle to znosi, nie wyobraza sobie, nie chce tego i obraca kota ogonem. Kiedy mowie jej wszystko co czuje a slyszala to setki x, nie wyciaga wnioskow, ma dosc tak jak ja, nie patrzy w oczy, ucieka wzrokiem, wymiguje sie od odpowiedzi. seksu juz prawie nie ma, zaczela o siebie bardzej dbac, zmienila hasla do kont, ma haslo na telefon, twierdzi ze nie ma znajomych , ze z nikim nie wychodzi. Otstatnio zmienila widze to technike w seksie, gdy ten juz jest i diametralnie w seksie oralnym.
Mowilem jej ze jak cos sie stalo chce wiedziec i odejsc, ze to mnie zabija, ta mysl. Gdy daje jej setki swoich arumentow ktore mowia mi ze zdradza,ze kogos ma za plecami, ze wiem ze to robi, bo mowi kocham cie, mowi ze jej zalezy, placze ale nie probuje pomoc mi , zmienic czegos, pokazac ze jej zalezy, ona tylko gada, wiem ze to ja mam problem ale mam go przez jej zachowanie, gdyby nie dawala mi jasnych sygnalow ze cos sie dzieje i to setek, a pozniej gdy pytam wprost, mam wrazenie klamala jak z nut? no przepraszam, po co to?
Lubi grac na 2 fronty? po co ciagnac cos co jest zle i beznadziejne juz, zwg na przeszlosc, tyle x nie naprawilismy tego i juz nie naprawimy wiem to bo dosc mam probowania, bo niemal pewny jestem swego i jej nie ufam.
Ostatnio miala tam nawet jakis stan zapalny, twierdzila ze od toalety, wygladalo to jednak na ostry seks nie wiadomo z kim, nie chciala isc na badania - gdy ja poprosilem, odwlekala je 3 miesiace, do dzis twierdzi ze nic sie nie stalo.
MAM PEWNOSC NIEMAL ZE MNIE ROBI W KONIA, BO PO CO BYC FAIR SKORO SYPIE SIE OD ROKU? Kiedy stalem sie jaki stalem, kiedy wiecznie ja oskarzam, a ona twierdzi ze nic nie robi i nie zrobila.
Ale jednak zawsze gdy porusze temat, twierdzi ze nie, jak moge tak myslec, ze nie jest taka, ze nie jest dziwka, zebym dal jej spokoj. Placze.
Mowie jej ze wole prawde ona zapiera sie ze nic nie robi. A moje mysli nie daja mi zyc. Zawsze kiedy porusze temat jest zle a nie potrafie go zostawic bez odpowiedzi ,nie potrafie jej uwierzyc i zaufac po tym
Mam dzisiatki ksiazkowych symptomow, czuje sie od niej odzdzielony murem, czuje ze ukrywa mnei przed calym swiatem, wstydzi sie tego i nie przyznaje sie do zwiazku, tak naprawde to nie wiem juz czy cos z tego zostalo, tylko po co mowi ze nic sie nie stalo, nie dzieje? O co chodzi?
Dlaczego nie pozwoli mi odejsc i zyc i samej znow byc szczesliwa? Tlumaczy to tym ze rok jest zle a 4 bylo super, ze ja nie chce jej zaufac, ze nie chce probowac, ze ciagle to robie, ze ja sie nie staram, ale dlugi czas staralem sie a ona nie porafila zmienic nic w sobie abym ja jej mogl ufac. Robi caly czas to samo caly czas nie robi nic. A gada i gada i sie dziwi ze czuje sie jak sie czuje.
Ostatnio jako ze jest zle i lacza nas juz tylko 4 sciany w zasadzie postanowilem ja sprawdzic - powiedzialem ze mnie traci swoim brakiem reakcji i staran i ze poznalem kogos i sie z nia spotykam, plakala miala pretensje dopytywala zle to znosila, mowila za ja znajdzie dziwke i obije jej twarz - to do niej niepodobne !!!!! Ale za chwile pewna tego ze tak nie jest, bo mnie zna, zaczela sie smiac mowiac idz do niej, idz do tej dziwki i daj mi spokoj, za kazdym x to mowi, juz jej taka mozliwosc nie przeszkadza? Co jest nie tak z nami? Dlaczego to ciagle trwa? Albo bedzie dobrze albo sie rozstanmy do cholery, czuje ze ona mnie oszukuje. A do tego czuje ze moge sie mylic choc symptomow jest wiele i czuje sie jak najgorszy smiec bo ona sie tak czuje przeze mnie. A kiedys bylismy dla siebie wszystkim. Czuje tez nie raz, ze jest jej na reke mieszkanie ze mna bo wiem ze nie ma obecnie innej mozliwosci. Ale nic poza tym, ze gadanie gadaniem, juz sie do mnie nie przytuli pierwsza, pierwsza tez nie przeprosi i nie wyciagnie dloni, pierwsza nie napisze, nie odbierze telefonu a jesli juz to za 10x, zawsze z wymowka, co sie dzieje do cholery i po co to?
Prosze o pomoc w tej beznadziejnej sytuacji...