Na sam początek się przedstawię - mam na imię Łukasz, 20 lat, pochodzę z Bydgoszczy. Jeszcze coś o sobie... Jestem nieśmiały, chociaż zdarza mi się łatwo nawiązać kontakt z ludźmi, bo swego czasu interesowałem się psychologią, dzięki czemu gdzieś to wykorzystałem. Oczywiście w sposób pozytywny. Raczej lubię się pośmiać, wesoła ze mnie osoba. Swego czasu robiłem za "psychologa" dla znajomych. W zasadzie jestem po przejściach - kilkanaście razy się przeprowadziłem, mój ojciec alkoholik, który teraz się trochę ogarnął. Jaki jest mój problem? Po skończeniu szkoły (technikum ekonomiczne) skończyło się życie. Potracilem znajomych i najlepszego przyjaciela, który nie docenial mojej osoby. Zawsze dostawalo mi się za byle co. Rzekomo wyjechał do Anglii na stałe i po miesiącu wrócił - od tego czasu nie mam z nim kontaktu. Starałem się ukryć emocje, bo dla mnie jest to wielka strata. Nigdy nie miałem wielu znajomych, w technikum poznałem ludzi i się rozkrecilem. Obecnie jestem po prostu samotny. Nikt się nie odzywa, nie pisze, nie dzwoni. Pomimo tego, że próbuje nawiązać kontakt to brak odpowiedzi. Facebooka odstawilem, tylko mnie przygnebial i utwierdza w przekonaniu, że moje życie jest do dupy. Miałem dziewczynę, która mnie zostawiła. Do dzisiaj nie poznałem powodu. Zbieralem się po tym prawie pół roku, gdyż jestem uczuciowy i bardzo szanuję czyjeś uczucia. Próbowałem popełnić samobójstwo - ktoś powie "ciota" - owszem, po tym czynie stwierdziłem, że było to głupie. Bardzo przygnebia mnie to, że nie mogę być szczęśliwy. Kiedy widzę pary na ulicach czy też cokolwiek związanego z miłością to robi mi się przykro. Nigdzie nie wychodzę, poza pracą, gdyż w przyszłym roku chce iść dopiero na studia. Jakie? Nie wiem. Także spędzam swój wolny czas w domu, bardzo lubiłem sobie czasami poimprezowac czy nawet pospacerować. Kiedy robię to sam wtedy czuje się tak jakbym był nie potrzebny. Teraz znalazłem sobie zajęcie, po prostu, aby nie myśleć o tym wszystkim - pogrywam sobie na komputerze. Nie jest to uzależnienie. Potrafię się oderwać i np. pomoc w porzadkach domowych. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Próbowałem startować do dziewczyn to było to raczej friendzone... Urodą nie grzesze, jestem wysoki i szczupły. Próbowałem już nawet ubierać się modnie, ale no cóż. Teraz nawet zbyt wiele nie inwestuje, bo nawet nie ma gdzie się w jakiś sposób pokazać czy też spodobać - lepiej brzmi... Przepraszam za błędy, ale jest 4 w nocy kiedy to pisze, gdyż nie mogę spać i siedzę na komórce
Podobne tematy
Nigdy nie byłem i nie jestem także typem faceta, który szuka dziewczyny tylko dla jednej sprawy. Nie "wyrywalem" dziewczyn masowo itp. bo mnie to nie rajcowalo.
55242399 moje gg, jeśli chcesz możesz napisać.
4 2015-11-19 02:17:26 Ostatnio edytowany przez modrzew (2015-11-19 02:20:18)
Facet, gry to nie hobby. Chcesz mieć przyjaciół, dziewczynę? W domu ich nie znajdziesz. Zacznij wychodzić -- powiesz, że nie masz gdzie. Ja Ci wtedy odpowiem -- bullshit! Jest mnóstwo miejsc, w których możesz spędzać czas. Okej, niektóre wymagają pewnej gotówki, ale też nie przesadnie dużej (typu 60-100zł miesięcznie), przy pracy myślę, że spokojnie możesz na to, sobie pozwolić (kosztem np. gier, które odstaw w jasną cholerę!). Moje propozycje:
* sport -- od najprostszych typu bieganie, rower, siłownia czy basen przez squasha po bardziej zaawansowane typu ścianka wspinaczkowa. Może niekoniecznie znajdziesz tam wielu przyjaciół czy znajomych na stałe, ale zaczniesz bywać wśród ludzi, z niektórymi na pewno się zaprzyjaźnisz (zwłaszcza, że czasami zwykłe przywitanie i wymiana kilku zdań na siłowni bardzo cieszy), ponadto poprawisz swój wygląd i zdrowie
* język obcy -- to się zawsze przyda, a jest szansa na nowe kontakty, poza tym zajmie Ci czas czymś pożytecznym
* kurs tańca -- nie musisz mieć pary, prawie każda szkoła oferuje kursy dla singli, gdzie po prostu jest zmiana partnera co pare minut, nauczysz się czynności absolutnie podstawowej w życiu a i może trochę oswoisz z kobietami (a zapamiętaj, że taniec jest często czynnością przedseksualną, już o znaczeniu erotycznym, pewną grą wstępną). I najważniejsze -- możesz być głuchy jak pień, nie przejmuj się! Tu chodzi o zabawę, a po 4-5 zajęciach okaże się, że całkiem nieźle się ruszasz i masz dobre wyczucie rytmu, bo ono też się wyrabia w trakcie nauki :)
* jakieś inne hobby z przeszłości? rysowanie? fotografia? filmy? karcianki? modelarstwo? -- może w okolicy są ludzie, którzy też to robią i spotykają się na luźnych spotkaniach (no nie ukrywam, że grupy na facebooku się mocno przydają -- możesz założyć konto anonimowe tylko po to, by brać udział w grupach, nie bawić się w kolekcjonowanie znajomych)
* może znasz się dobrze na jakimś przedmiocie szkolnym? matematyka? historia? -- w miastach, w których mieszkałem, były fundacje, które zajmowały się pomocą uczniom z biednych rodzin (co nie znaczy gorszych!), i poszukiwały ludzi, którzy dadzą darmowe korepetycje tym dzieciakom, to są często spotkania tylko raz w tygodniu, ale dają dużą satysfakcje i pozwalają się czuć potrzebnym, zwłaszcza jak widać, że dzieciaki zaczynają robić postępy
* itd. Tylko Twoja wyobraźnia Cię ogranicza!
Pamiętaj, nikt Cię nie zaakceptuje, dopóki sam siebie nie polubisz i nie zaakceptujesz. Każdy człowiek ucieka od desperata i frustrata, każdy! Bądź sobą, masz bardzo dużo zalet z tego, co piszesz, więc je wykorzystuj, a nad miejscami, gdzie jesteś słaby, zacznij pracować. Ciężko pracować! Opłaci się, uwierz mi. :)
A przyjacielem się nie przejmuj! Wiem, łatwo powiedzieć. Ale skoro nie daje znaku życia i Cię odpycha, to nie jest przyjaciel. Przyjaciel to człowiek, z którym się możesz nie widzieć rok, po czym umówić na wódkę i przegadać jak gdyby nigdy nic całą noc o wszystkim. Ale takich ludzi poznaje się przez całe życie. Ja swoich dwóch najlepszych kumpli poznałem dopiero na studiach.
Na koniec jeszcze pewien komentarz z tych racjonalnych. Piszesz, że nikt się nie odzywa. Podejrzewam, że jednak większość Twoich starych znajomych poszła na studia. Tam poznali nowych ludzi, nowe środowiska, sporo ludzi się przeprowadziło, wszystko jest nowe. To, co było w liceum czy technikum, już nie ma znaczenia. Dotyczy to też starych znajomych, bo teraz są nowi -- z grupy, roku, kursów. Tak więc się nie przejmuj -- pójdziesz za rok na studia i też poznasz masę ludzi. A ten rok zainwestuj w jak najcięższą pracę nad sobą -- za rok, gdy zaczniesz studia, będziesz innym człowiekiem!
Ja nie siedzę wiecznie przed kompem. Jeżeli chodzi o hobby to miałem rysowanie i fotografię
Obecnie zbieram na lustrzankę gdyż naprawdę to lubię. W zasadzie bardzo dobrze wszystko ująłeś. Co to tańca to wiem, że to taka czynność seksualna - chodziłem po klubach, a to robi swoje. Zapiszę to sobie i powieszę gdzieś, bo zdaję sobie sprawę z tego, że mogę bardzo wiele. Być może właśnie brakuje mi takich znajomych, którzy człowieka podbudują. Nawet Twoja wypowiedź daje jasne światło w tunelu.
calkowicie Cie rozumiem ![]()
jestem w twoim wieku tylko, ze wyjechalam za granice, a wraz z tym stracilam chlopaka, samotnosc doskwiera okropnie.
znajomi i teoretycznie 'przyjaciele' sa w polsce, ale tez nie chce non stop wisiec na skype i za przeproszeniem zawracac im du*y, gdyz oni maja swój "studencki lajf", imprezki i spotkania, w ktorych mnie po prostu nie ma.
a tu? niby mam znajomych w pracy itp, ale to sa znajomi w moim wieku i starsi, ktorzy wracaja do domu, do partnera/rodzicow/dzieci.
latwo jest mowic, zeby gdzies wyjsc. owszem czasem wychodze i dobrze sie bawie, ale to nie buduje niczego wiecej.
wieczorami telefon milczy, facebook milczy no i skype oczywiscie tez milczy, bo nie mam kogos, kto zadzwonilby i zapytal co u mnie i vice versa- ja nie mam takiej osoby.
wspomniales o fotografii- u mnie w miescie byly zajecia z fotografii, kursy itp. koszt niewielki, a poznaje sie duzo osob. wiem cos o tym
czasem wypady w teren by popstrykac itp.
jestes chlopakiem, wiec zawsze jak zagadasz pierwszy, to Ci nie zaszkodzi, a dziewczyny na ogol tego zwyczajnie na ogol nie robia.
mozesz sprobowac zawsze.
najtrudniej jest wyjsc do ludzi, wiem ![]()