Witam wszystkich serdecznie ![]()
Zwracam się do Was z prośbą o pomoc, gdyż nie wiem już, gdzie mogę zasięgnąć dobrej rady, a sam czuję się cholernie zdezorientowany.
Z góry przepraszam jeżeli tekst okaże się nieco chaotyczny, lecz nie chcę pominąć żadnego szczegółu, który może mieć znaczenie. Od razu także dziękuję osobom, które poświęcą swój cenny czas na czytanie tego postu.
Nazywam się Kamil, mam 22 lata i mieszkam w Olsztynie. Wszystko zaczęło się rok temu na imprezie w Łodzi. Poznałem przez internet kilka osób, które pochodziły z tego miasta. Pierwszy raz spotkałem się z nimi na wakacjach, potem ja wpadłem do nich, oni do mnie i tak oto nawiązaliśmy całkiem bliskie stosunki. Jeden z tych kumpli organizował urodziny, na które byłem zaproszony. Oczywiście przyjechałem i tam właśnie poznałem Martę, która jak się okazało należy do paczki moich przyjaciół. Zabawa była cholernie udana, szybko polubiłem się z nowo poznanymi osobami, w tym także z nią. Przez następne kilka tygodni intensywnie rozmawialiśmy z Martą na GG. Już wtedy bardzo mi się podobała i oczywiście dążyłem do zawarcia bliższej relacji. Trzy, cztery rozmowy zaczynałem ja, jedną ona, potem znowu ja itd. więc wszystko wyglądało tak jak powinno (facet powinien odzywać się pierwszy, ale dziewczyna też może to zrobić od czasu do czasu).
No i tu popełniłem błąd. Za bardzo nakręcałem się w swojej własnej głowie i po ledwo 10 tygodniach znajomości wypaliłem jej na GG, że mi się podoba. Nie popieram używania internetu do takich rozmów, ale z Olsztyna do Łodzi jest dość daleko, a w najbliższym czasie żaden wyjazd się nie szykował więc postanowiłem zrobić to w ten sposób. Oczywiście nie przesadziłem... nie wyznawałem jakichś wielkich miłości itd. Powiedziałem wprost - "podobasz mi się ale wiem, że znamy się dość krótko dlatego chcę spytać czy w przyszłości mogę liczyć na dalszy rozwój tej znajomości" (tak mniej więcej. w dużym skrócie). Ona odpisała, że się tego naprawdę nie spodziewała i niech zostanie na razie tak jak jest. Z perspektywy czasu głupio mi, że wyskoczyłem z czymś takim, no ale nic. Czasu nie cofnę, a żyć trzeba dalej. Przez następne kilka tygodni rozmawialiśmy bardzo rzadko, głównie z mojego powodu. Nie miałem ochoty z nią rozmawiać, byłem rozżalony i wściekły na samego siebie. Zazwyczaj rozmowa się ucinała ze względu na moje krótkie i nie rozwijające tematu odpowiedzi. W końcu nadeszły urodziny kolejnego kumpla, które organizowane były w klubie. Ponownie pojawiłem się w Łodzi. Marta również tam była. Na żywo zachowywaliśmy się zupełnie normalnie, tak jakby nic między nami nie zaszło. Na imprezie polało się sporo alkoholu i doszło do awantury oraz burdy (nie będę wdawał się w szczegóły bo to nieistotne). Marta była cholernie zdenerwowana, gdyż jej przyjaciółka ucierpiała w awanturze i wtedy naskoczyła na mnie zupełnie bez powodu, że zachowuję się jak [piiiiiip] bo odkąd dała mi kosza jestem dla niej chamski. Nie miałem pojęcia o co jej chodzi - owszem, nie rozmawialiśmy tak jak wcześniej ale nie przypominam sobie, żebym choć raz był w stosunku do niej niegrzeczny. Ale mniejsza, puściłem ten atak mimo uszu, byłem pijany i wykończony całonocną imprezą. Napisałem do niej dwa dni później, żeby dowiedzieć się kiedy niby byłem dla niej "chamski". Trochę się zmieszała i przeprosiła mnie. Tłumaczyła swoje zachowanie zdenerwowaniem z powodu tamtej awantury, i że nie potrzebnie się na mnie wyżyła. Od tej chwili nasze kontakty znowu się ociepliły i zaczęliśmy rozmawiać tak jak dawniej. Tutaj zamykam rozdział I.
Teraz czas na rozdział II, który zaczął się niedługo po klubowych urodzinach i trwa do dziś. Od tamtego czasu minęło około 6-7 miesięcy. Kilka razy pojawiałem się w Łodzi z różnych okazji, czasami nawet i bez. Marta zaczęła się zachowywać w stosunku do mnie zupełnie inaczej niż do innych kumpli z ekipy (pomimo, że jeden z nich był jej bardzo bliskim przyjacielem, któremu często się zwierzała, spała z nim zawsze w jednym łóżku po imprezach itd.). Często nawiązywała ze mną kontakt wzrokowy, uśmiechała się, siadała mi na kolanach (na nikim innym nie siadała, chyba że tylko na chwilkę, np. do zrobienia jakiegoś zdjęcia itd.) Ogólnie odniosłem wrażenie, że szuka kontaktu fizycznego. Kiedy wychodziliśmy podpici na miasto, skupiała swoją uwagę w 90% na mnie. Wskakiwała mi na plecy, przytulała, rozmawiała głównie ze mną. Zastanawiałem się o co jej chodzi, przecież jeszcze kilka tygodni temu dała mi kosza. Stwierdziłem, że może uważa mnie za dobrego przyjaciela (w końcu dużo rozmawiamy) i po prostu zachowuje się tak bo rzadko mnie widuje. Nawet, gdy poszliśmy całą ekipą do klubu, ona nie tańczyła zbytnio z innymi facetami. Zauważyłem, gdy się rozglądałem, że cały czas szukała mnie wzrokiem. Niby żeby się głupio uśmiechnąć, pokazać jakiś idiotyczny taniec, ale jednak skupiała się na mnie nawet pomimo tłumów dookoła. Kilka razy nawet razem tańczyliśmy ale nie trwało to długo, gdyż jestem totalnym zerem jeżeli chodzi o taniec w parze i po prostu rezygnowałem po kilku minutach. Kilka razy tańczyła też ze mną w dość bliskim zwarciu - wiadomo, jak to w klubach, jeżdżenia tyłkiem po kroczu itd. Nadal starałem się to wszystko ignorować, gdyż tłumaczyłem sobie jej zachowanie najzwyklejszą przyjaźnią (btw. opisałem tutaj oczywiście kilka wypadów do klubów, a nie jedną noc). Teraz podam kilka szczegółów z naszych rozmów. Często pisała mi, że prawdziwy facet zaczyna się u niej od 180cm (ja mam 195cm). Czasami, gdy byliśmy w klubie narzekała, że nie ma fajnych facetów, że wszyscy niscy, brzydcy itd. Ja na to żartem, że przecież jestem ja. "Oj, ty się nie liczysz" - odpowiadała (a i tak tańczyła ze mną). Ogółem nasze rozmowy miały charakter żartobliwy z podtekstami. Mój typ humoru to w 90% sarkazm i uszczypliwe, przeważnie zabawne komentarze dotyczące mojego rozmówcy. Pod tym względem dobrze do siebie pasujemy, zawsze bawiło ją to jak żartowałem z jej zachowania albo wyglądu, oczywiście czasami też walnąłem jakiś komplement, żeby nie wyszło tak, że tylko po niej cisnę. W całym tym 6 miesięcznym okresie była w dwóch związkach, z czego jeden trwał miesiąc, a drugi 2 tygodnie. Ten pierwszy trafił się akurat kiedy byliśmy całą ekipą na wakacjach. Do dziś pamiętam wieczór, na którym siedzieliśmy przy ognisku w cztery osoby, a ona wtulona we mnie opowiadała mi o jakichś przykrych sprawach ze swojej przeszłości (kwestie zdrowotne), a na koniec powtórzyła ze trzy razy "Szkoda, że nie ma tu Marka" (jej chłopaka, z którym niedługo potem się rozstała). Nie czułem się zbyt miło po tych wypowiedziach.
No i czasy najnowsze. Ostatnio widziałem się z nią 3 dni temu. Przyjechała do mnie, do Olsztyna, razem z innymi znajomymi. Jak zwykle była mną bardzo zaabsorbowana, w klubie tańczyliśmy razem przez jakieś 30 minut (tak, nadal nie umiem ale co tam...), po czym zrobiliśmy przerwę - wszyscy byliśmy już cholernie mocno wstawieni. Jakiś czas później zobaczyłem ją tańczącą z jakimś gościem, z którym po kilku chwilach zaczęła się całować. Poczułem się, jakbym ktoś wbił mi lodowy kolec w serce. Wtedy tak naprawdę zdałem sobie sprawę, że ją kocham. Nie liczyło się dla mnie jej ciało, wygląd (swoją drogą, jest piękna, ale nie to się liczyło w tym momencie, chciałem po prostu, żeby odwzajemniła moje uczucie. Nie wiem co we mnie wstąpiło, przecież jeszcze kilka miesięcy temu dostałem kosza, potem to była zwykła przyjaciółka, która miała w międzyczasie dwóch chłopaków, a mi znowu odbiło na jej punkcie. Gdy wyszliśmy z klubu, widziałem że nie trzyma się dobrze - naprawdę sporo wypiła. W autobusie oparła się o moje ramie i zaczęła trochę bełkotać, jak to pijany człowiek, tak że trudno było zrozumieć całe zdania. Śmiałą się z kolesia, z którym tańczyła, że wymyślał jakieś kompletnie idiotyczne komplementy na jej temat ale dobrze całował... w tym momencie się zacięła i powiedziała coś w stylu "oh, nie powinnam Ci tego mówić". A potem wybełkotała jeszcze coś w stylu "widzisz, jesteś zbyt idealny, nie możemy być razem". Najlepsze było to, że od czasu tamtego zdarzenia sprzed 7 miesięcy ani razu nie rozmawialiśmy o nas jako o potencjalnej parze, ani w ogóle nie było żadnego tematu w tym stylu. Dlatego dało mi to dużo do myślenia - powiedziała tak bo chciała po prostu sobie zażartować czy może za dużo wypiła i wymsknęło się jej to, o czym naprawdę myśli - czyli o nas jako o parze - to samo o czym ja myślę od jakiegoś czasu. Następnego dnia zupełnie zmieniła swoje nastawienie do mojej osoby. Była chłodna, jakby zdystansowana. Nie nawiązaliśmy żadnego znaczącego kontaktu wzrokowego ani fizycznego. Dopiero pod wieczór, gdy wypiliśmy wszyscy po kilka piw coś się lekko zmieniło. Co prawda nie działo się nic nadzwyczajnego ale nawiązywała ze mną kontakt wzrokowy poprzez stół o wiele częściej niż z innymi i cały czas się uśmiechała. Kiedy coś mówiłem, nawet mało istotnego jej uwaga była w pełni skupiona na mnie, jakby zlizywała każde słowo z moich ust. No i to by było na tyle.
Starałem się jak najbardziej to streścić, bo naszych spotkań i sytuacji było dosyć sporo. Na koniec chciałbym dodać, jeszcze kilka szczegółów, które mi osobiście wydały się istotne i pozostawiam je Wam do interpretacji.
Czasami w rozmowie, w żartach pisała coś w stylu "wiem, że mnie kochasz ale wstydzisz się przyznać i dlatego mnie ciśniesz". Wysyła mi całą masę selfie (nie wiem, może innym też, nie pytałem). Nieraz, kiedy zrobi jakąś wyjątkowo głupią minę albo śmieszny makijaż pisze "Widzisz? A ty chciałeś ze mną być. Ale byś sobie przesrał." Ostatnio opisywała mi też swój ostatni związek, nawet przesyłał mi screeny z rozmów, a całość podsumowała słowami "ah, jesteś jak moja psiapsiuła. zawsze mogę się wygadać". Nie spodobało mi się to, gdyż takie słowa i czyny często mogą świadczyć o tzw. "friendzone" ale w świetle innych wydarzeń nie jestem pewien, czy to nie jest po prostu manipulacja mająca na celu zbicie mnie z tropu. Czasami też pisze coś o innych facetach. Np. Rozmawiamy sobie na GG, a ona "Kurde, za każdym razem jak słyszę dźwięk wiadomości to myślę, że to Adrian". Zapytałem się kto to jest. Ona na to, że poznała go niedawno, i że jest spoko. Nie ciągnąłem tematu. Dwa dni później znowu, w czasie rozmowy, ni z gruchy ni z pietruchy "kurde, Adrian do mnie nie pisze w ogóle, bawi się ze mną". Tą wiadomość także zignorowałem i ciągnąłem dalej temat, na który rozmawialiśmy. Nie wiem jak mam to interpretować - daje mi do zrozumienia, żebym sobie odpuścił czy może próbuje wzbudzić we mnie zazdrość? Jeżeli to pierwsze, to wydaje mi się to dziwne, bo ja nie wykonywałem żadnych sugestywnych ruchów. Jak się widzimy to ona bardziej inicjuje naszą wspólną zabawę i rozmowy, a nie ja, więc czemu miałaby myśleć, że mi zależy. Może to wyczuła?
Zawsze kiedy się spotykamy robi sobie ze mną kilka zdjęć, które potem wrzuca na FB. Na ostatnich dwóch spotkaniach zrobiła sobie zdjęcia z moim najlepszym przyjacielem i oba wrzuciła, z czego jedno z nich opisała słowami "z najfajniejszym facetem w mieście". Prowokacja? Pokazanie mi środkowego palca? Przypadek?
Sami osądźcie co o tym myślicie. Osobiście jestem cholernie zdezorientowany i nie wiem czy sobie odpuścić czy coś zacząć robić. Wiem tylko, że jakąś decyzję muszę podjąć bo ta znajomość sprawia mi coraz więcej bólu.
Jeszcze raz dziękuję tym, którzy zechcą mi pomóc.
Pozdrawiam.