Cześć wszystkim. Nie wiem czy to forum tylko dla kobiet bo jestem tu pierwszy raz. Ale tym razem napisze do was ja, czyli facet z dość nietypowym (tak myślę) problemem dotyczącym miłości. Więc znałem sobie z widzenia przez kilka lat taką dziewczynę. (chodziliśmy razem do szkoły) Nigdy nie odzywaliśmy sie raczej do siebie ani nie było żadnej znajmości. PEwnego razu stwierdziłem że mi się podoba, zacząłem o niej cały czas myśleć i się jej przyglądać. Wkońcu zebrałem sie na to by do niej napisać na facebooku, kosztowało mnie to bardzo wiele bo wtedy co do dziewczyn to byłem baardzo nieśmiały. Zaczęła sie nasza znajmość, pisaliśmy bardzo dużo, gorzej było w szkole bo raczej nie odzywaliśmy sie ale wiedziałem że z czasem to sie zmieni. I zmieniło. Po prawie 4 miesiącach kontaktu byliśmy bliscy rozpoczęcia związku ale jednak ona stwierdziła że to nie to że chce przyjaźni. I popadłem w tzw friendzone. Wtedy wiedziałem że gdyby to była pierwsza lepsza dziewczyna to bym poprostu odpuścił. Ale coś mnie ciągnęło do niej, nie mogłem o niej dalej przestać myslec mimo że mnie skrzywdziła troche. Po 2 miesiącach przyjaźni powiedziała mi że mnie kocha. To był początek wakacji. Wtedy zaczął się związek. Układało nam sie cudownie ( zresztą dalej układa)Spotykaliśmy sie całe wakacje co kilka dni, pierwsze pocałunki, tęsknoty, co noc sny o niej, motylki w brzuchu itp. Przez ten czas rozplanowaliśmy naszą przyszłość : dzieci , studia i ślub. Potem zaczął sie rok szkolny, widzenie codziennie, częste randki. W tak pięknych chwilach niespodziewanie przyszło coś złego. Po jakichs 4 miesiącach związku siedziałem sobie słuchajac muzyki i nagle naszły mnie refleksje co jeśli to nie jest ta i różne głupie myśli tego typu od których robiło mi sie bardzo źle. Wkońcu wyrzuciłem to z siebie i nastpnego dnia byłem u niej. Na początku spotkania było mi tak cudownie, w głowie wyśmiewałem wczorajsze myśli. Ale pod koniec spotkania znów sie tak poczułem. Stwierdziłem że nie wytrzymam i powiedziałem jej. Obydwoje płakaliśmy ale na koniec stwierdziliśmy że przejdzie. Potem cały wieczór czułem sie jakoś dziwnie i pragnąłem żeby to poczucie przeszło. I przeszło po dwóch dniach. Lecz po jakiś 10 dniach wróciło. Odrazu jej powiedziałem że mam takie myśli znowu. Spytała sie jak ona ma sie czuć w takiej sytuacji. I rozumiałem ją, mimo to mój skarb dawał rade mnie wspierać. Wkońcu po kilku dniach czułem sie naprawde źle coś jakby wygasało. I napisałem jej że coś wygasa. Płakała, ja też płakałem, nie mmiałem jej jak pocieszyć ani ona mnie. Po jakiejś godzinie rozpaczania zaczelismy czytać w internecie. Znalazłem pełno postów o przemijającym zakochaniu zmieniającym sie w prawdziwą miłość. I wszystko pasowało do mojej sytuacji. Często miałem te złe myśli i wrażenia np przez to że przy niej nie miałem takich motylków w brzuchu jak dawniej. Od tej pory czułem się lepiej. Jestem przekonany że to źle to interpretowałem, to nie było wygasanie miłości lecz przemijanie zakochania. przez dwa nastepnie dni od dowiedzenia sie o tym przemijaniu zakochania czułem dziwny smutek. Ale to nie było tamto wrażenie, to było coś w rodzaju tęsknoty. Czułem to np gdy pisaliśmy i potrzebowałem wtedy spotkania albo zwykłej rozmowy przez telefon a wtedy taka cudowne ulga. Wkońcu to mineło myślałem że już jestem ''wolny'' ale po tygodniu pokłóciliśmy się. Właśnie co do kłotni. różne sprzeczki i kłótnie które czasami trwały nawet ponad godzine bywały bardzo czesto, czasami kilka razy w ciagu dnia. Ale wtedy ta kłótnia, znów o jakiś błachy powód przerodziła sie w coś takiego że z nerwów pomysłałem aż o tym żeby skończyć związek. Przez tą myśl zrobiło mi sie aż niedobrze i tragicznie. Potem do końca dnia chodziłem przybity i poszedłem wcześniej spać. Ale ta myśl była z nerwów , mimo to wciąż nie wierze że sie takiej dopuściłemPo nastepnych kilku dniach byłem u niej. Znów cudowna euforia na początku a potem już czułem sie zwyczajnie mając obok siebie. I to mnie zmartwiło bo zawsze jak leżeliśmy to czułem sie jak w raju. Wkońcu mineło i jak wróciłem do domu znowu poczułęm sie bardzo źle. Znowu natłok złych myśli. I ja tak naprawde nie moge. Chce w spokoju żyć i ją kochać. Te myśli smutki itp już od nich chce mi sie rzygać. Przeraża mnie myśl że mam takie rzeczy już po 4 miesiacach to co będzie później? Kocham ją, jestem tego pewien. Gdybym jej nie kochał nie chciałoby mi sie płakać od myśli o naszym końcu. Nie markotniałbym po małej sprzeczce. Jest wiele tego typu argumentów. Mimo tego że wiem, że jąkocham to naprawde już nie daje rady z tymi poczuciami. Da sie ich jakoś pozbyć całkowicie, blokować niechciane myśli i poprostu żyć i kochać ? Już za nią tęsknie już myśle o jutrze jak ją przytule, pocałuje. Ale jestem tez przygotowany że głupie smutki znów wrócą. A wszystko jest swietnie. I wiem że takimi myślami ją ranie, bo mówie jej gdy takie mam. Nie chce już ranić jej ani siebie. Kocham ją do cholery i chce z nią spędzić całe życie, ale te sytuacje które opisałem mi to utrudniają. Może za bardzo wyolbrzymiam? Może nie rozumiem że miłośc to nie tylko piękno? Proszę was o pomoc. Pozdrawiam
Podobne tematy
Ja też miałem podobną sytuację, też mniej więcej po 4 miesiącach związku nachodziły mnie głupie myśli, czy to jest to, wmawiałem sobie, że jej nie kocham, pomimo, że wiedziałem, że kocham. Teraz, z perspektywy czasu, bo było to rok temu nie potrafię nazwać tych uczuć. Po prostu po czasie wszystko to, co robiliśmy jakoś mi spowszechniało, i sprawiało mniej radości. Ten stan trwał ponad miesiąc, też płakaliśmy itp... ale w końcu przestałem o tym myśleć, nie pamiętam jak, ale minęło, i już nie wróciło. Tobie też to minie, ale nie możesz nad tym rozmyślać, analizować i nie czytać porad w necie
Bo to jest tak samo jak z tym, że boli Cię głowa, a po 5 minutach w necie dowiadujesz się, że masz raka z przerzutami, i zostało ci góra 2 miesiące życia
Tutaj dostaniesz różne porady od "to normalne, nie przejmuj się" po "gdybyś ją kochał, nie byłoby takich myśli"
A ja mam takie pytanko....:
Czemu facet daje sobie nick " monia"?
najpewniej jest wyzwolony i nie ulega ograniczającym stereotypom.
Beozar dzięki postaram sie mniej rozmyślać. ;D
Oldorando bo pożyczyłem Moni konto. Wie o tym
![]()
Oldorando bo pożyczyłem Moni konto. Wie o tym
![]()
Ok:-)
Młodzi ludzie często zrywają. Nie mają doświadczenia. Chyba nic nie da się na to poradzić.