Nienawidzę, jak ktoś podnosi na mnie głos. Odbieram to jako dominowanie mnie, potem jestem wściekła, że się dałam. Nigdy nie czuję że z takiej sytuacji wyszłam zwycięsko. Zawsze czuje sie poniżona i przegrana. Nie reaguję na to spokojnie, jednak nie jest to mój styl. Unikam potem takiej osoby. Wycofuję się całkowicie.
W pracy jest taka dziewczyna,której puszczają przy mnie nerwy. Mamy np nową i jej wszystko pokazuje, nie denerwuje się, jak o coś pyta, albo jak wolno przyswaja. Dla odmiany ja jak zapytam to słyszę wprost, że nie będzie mi mówić, i jest wtedy taka olbrzymia agresja w jej oczach.
Czasami myślę, że ona ma taki sposób bycia, ale dobre intencje. Przy mnie jest najbardziej niemiła, bo ja irytuje. Ale inne zachowania, które mnie raniły, np żartobliwa arogancja jest przez wszystkich przyjmowana jako cecha jej kolorytu osobistego, a mnie to bolało i odbierałam jako wymierzone przeciwko mnie. A nie było. Ale nie potrafię się przemóc i próbować nawiązać z nią kontaktu. Mam duży uraz.
Obecnie przez jest niby ok, ale to dlatego, że się nie odzywam do niej.