Witam.
Jestem tu nowa, mam nadzięję że znajdę tu pomoc, bo szczerze mówiąc kompletnie już sobie nie radzę, spróbuję opisać moje problemy, ale nie wiem czy uda mi się wszystko przekazać.
Nasz ślub odbył się 3 miesiące temu... Jesteśmy parą od 6 lat. rok temu mieliśmy kryzys... nie wiedzieliśmy czy co do siebie czujemy, czy jest między nami miłość. Jest to typowy problem par z długim stażem. Motyle w brzuchu dawno mijają, wkrada się przyzwyczajenie i przywiązanie i zaczyna się myślenie co się dzieje, jaki jest tego powód. Mineło nam to i wszystko już było dobrze. Po ślubie zamieszkaliśmy u domu męża. Nigdy nie chciałam tam mieszkać, nie ukrywałam tego tylko mówiłam otwarcie, ale na nic to się zdało. Mąż jest jedynakiem, ma wyremontowany dom,a ja mam siostrę (pannę) i dom do którego trzeba by dołożyć. Tak więc mieszkam z teściami za ścianą i dziadkami pod podłogą. Starałam się przyzwyczaić, nie jeździć często do domu. Po miesiącu czasu dowiedziałam się że jestem w ciąży. Załamałam się, bo nie chciałam mieć teraz dziecka ale nie z wygody bądź chęci zdobycia kariery tylko dlatego że kompletnie nie byłam i nie jestem na to gotowa i przypuszczam dojrzała. Od tego czasu coś we mnie pękło i nie potrafiłam już tam mieszkać. Tam się czuję jak piąte koło u wozu. Mam teściową która jest najmądrzejsza na świecie, na wszystkim się zna i ma we wszystkim rację. Jest wszędobylska ale przy tym jaka sympatyczna i miła. Nic jej otwarcie nie mogę zarzucić i powiedzieć głośno, bo przecież jak mogę mieć jakieś ale do tak wspaniałej kobiety. Wracam do tam po pracy, ale duszę się w tym domu. Nie mam z kim pogadać, od kogo usłyszeć dobrego słowa. Zawsze byłam wrażliwa, z natury jestem pesymistką. Wpadałam w depresję, mam totalne załamanie psychiczne. Mój mąż mnie nie rozumie, nie mogę liczyć na jego wsparcie, jest twardy i nie rozumie że ktoś może być wrażliwy i uczuciowy. Nieraz usłyszałam od niego tu były wulgaryzmy. A wczoraj powiedział mi że jestem "tu był wulgaryzm stworzenie". Czy to moja wina że popadłam w depresję? Ile ludzi teraz na to cierpi, każdego może to dołapać i jego też. Odważyłam się powiedzieć mu że mam załamanie a on że mam się wziąść w garść i oczywiście ma nadzieje że to nic poważnego np. nie jakaś choroba psychiczna. Cholera czy on zdaje sobie sprawę z tego co to jest depresja, jak ważne jest wsparcie bliskich? Całkowicie się załamałam, nie widzę sensu swojego życia, po prostu wegetuję. Nie chce mi się żyć, cały czas myślę żeby coś mnie trafiło, żeby coś się wydarzyło. Mam wparcie u moich rodziców, gdyby nie oni nie wiem naprawdę co by ze mną było. Z mężem żyjemy razem, śpimy, jemy, robimy wszystkie rzeczy razem a jedno o drugim nic nie, nawet nie zauważył co się ze mną dzieje. Nie mam u niego wsparcia, wiem że nie mogę mu o wszystkim powiedzieć, bo mnie wyśmieje. nie wiem co robić, jesteśmy dopiero 3 miesiące po ślubie (kościelnym), spodziewamy się dziecka a ja nie mam sił żyć dalej. Zapisałam się do psycholga, mam wizytę 13 stycznia. Pomóźcie mi, czy ja jestem nienormalna? Co mam robić? Nie chce tam mieszkać (remontujemy poddasze), duszę się, a mąż nie przeprowadzi się do mojego domu, jest kategorycznie na nie. Nie mam już sił by dalej tak żyć
Nie używaj wulgaryzmów - moderatorka Agatka