Witam. Proszę o wsparcie. Dziś podjęłam ostateczną decyzję o rozwodzie. Nie mam nikogo kto by mnie wsparł. Nie mam przyjaciela. Rodzina ma mnie gdzieś a matka wręcz namawia żebym sobie dała spokój, żebym się pogodziła z losem. Moja historia wygląda tak. Urodziłam się w dysfunkcyjnej rodzinie jako wpadka. Ojciec nigdy nie chciał być z matką. Jest alkoholikiem i wariatem, więc z dzieciństwa pamiętam awantury, przemoc psychiczną, fizyczną i biedę. Gdy byłam nastolatką obiecałam sobie, że nigdy nie wyjdę za mąż, jednak wyszło inaczej. Matka odreagowywała wszystko na mnie i moim bracie. Nie szczędziła nam gorzkich słów. Wpoiła mi że jestem nikim, do niczego się nie nadaje. Nie znam z domu rodzinnego czułości, wsparcia, miłości. Wyszłam za mąż za człowieka, którego nie kochałam, który w żaden sposób mnie nie pociągał, bo widziałam w tym sposób na ucieczkę z domu. Mąż jest prostym człowiekiem, a nawet można powiedzieć prostakiem. Facet ze wsi, bez ambicji, bez wychowania. Zaczęło się jeszcze przed ślubem. Alkohol. Bardzo się męczyłam, ale nie miałam gdzie wrócić, bo matka posprzątała dom po mnie, wyrzuciła wszystkie moje rzeczy. Pozbyła się nawet łóżka. Straciłam pracę i długo nie mogłam nic znaleźć. Załamałam się jeszcze bardziej. I wtedy zgodziłam się na ślub. Po ślubie było jeszcze gorzej. Pił, okłamywał mnie w najdrobniejszych sprawach. Narobił długów, do domu przychodziły listy od komorników. Pracowaliśmy oboje, ale niewiele udawało się odkładać, bo pieniądze ciągle płynęły to na długi to na jego rodzinę. Coraz bardziej zapadałam się w sobie. Poroniłam jedną ciąże, potem w drugiej zrezygnowałam z pracy, bo pracowałam w szkodliwych warunkach i nie chciałam znów stracić dziecka. Niestety znów poroniłam. To stało się miesiąc temu. Przestałam wychodzić z domu. Myślę tylko o śmierci. Od poronienia nie ma go w ogóle w domu. Gdy ma wolne spotyka się z kolegami, albo jedzie do siebie pić. Czasem go proszę żeby ze mną został bo źle się czuję, on mi obiecuje że wróci niedługo a wraca w domu całkiem pijany albo wcale. Podjęłam decyzję o rozwodzie, zapisałam się do psychiatry, ale nie mam dokąd się udać. Matka mnie nie chce, kazała mi się pogodzić z mężem. Mówi że "chłop już tak ma". My wynajmujemy mieszkanie i wiem, że on się nie wyprowadzi i kpi ze mnie, bo wydaje mu się że ja będę wszystko znosić, bo nie mam wyjścia. Proszę o wsparcie.
Podobne tematy
Figurka, jeśli podjęłaś taką decyzję to z takiego "technicznego " punktu widzenia następnym krokiem jest złożenie wniosku o rozwód. Najlepiej abyś napisała go z adwokatem, to koszt 150-300 zł oprócz kosztu porady. Na sprawie nie potrzebujesz adwokata ale wniosek powinien być dobrze napisany, przejrzyście, opisujący fakty, adwokat będzie wiedział na co zwrócić uwagę.
Jeśli wynajmujesz mieszkanie z mężem to zapewne dokładasz się do tego więc nie będzie problemem wynająć pokój u jakiś miłych ludzi, to nieduży koszt, na pewno mniej niż połowa za mieszkanie. To na początek. Jest to istotne aby sąd uznał, ze ustało pożycie i więź ekonomiczna.
Jeśli Twój mąż robi długi rozwód czy rozdzielność majątkowa jest o tyle ważna abyś Ty nie ponosiła konsekwencji jego działań.
Jak zaczniesz po kolei realizować swoje zamierzenia to z czasem sama bardziej uwierzysz w siebie, ważne, że zdajesz sobie sprawę z pewnych deficytów wynikających z wyjścia z dysfunkcyjnej rodziny. To się da naprawić. Trzymaj się i idź do swojego celu, nie daj się nikomu z tej drogi zawrócić (jeśli wewnętrznie jesteś przekonana, że tego chcesz)
Przeczytałam to co napisałaś i powiem jedno skończ to małżeństwo bo inaczej wykończysz się sama. Z tego co piszesz to jest dramat a może być gorzej. Nie mam doświadczeń tak trałmatycznych jak strata dziecka w chwili gdy ty zostajesz z tym przeżyciem sama Twój mąż nie wspiera Cię zostanie to z Tobą na zawsze brak wsparcia zrozumienie przenosi się na reszte Waszego życia, to zawsze wroci i będzie bolało .
0Mam własne doświadczenia z bardzo nieudanego małżeństwa ,które trwa prawie 30 lat .Całe lata to ciągnęłam bo dzieci małe , bo budowa domu ,bo może się zmieni itd. Uwierz mi z czasem nic się nie zmieni a będzie coraz gorzej ten typ tak ma .Myśl o sobie , zastanów się jak będzie wyglądało Twoje życie z tym człowiekiem za kilka lat. Nie ma dnia żebym nie żałowała że nie rozwiodłam się wcześniej.
Bolało czasami bardzo ,były dni ze nie chciało mi się wstać z łózka ,ale zbierałam siły i zaczynałam kolejny dzień ' to musi się kiedyś skończyć" mam troje dzieci, to dla nich musiałam codziennie zbierać siły.Teraz podjęłam ostateczną decyzję o rozwodzie poszłam do adwokata składam pozew rozwodowy wiem że będzie to kolejna droga przez mękę, tylko że na dalsze życie z tym idiotą też nie mam siły.
Życie jest krótkie ,każdy ma prawo do odrobiny szczęścia może to banał ,trochę żyje na tym świecie i wiem że o swoje trzeba zawalczyć. Walcz o swoje życie o swoje szczęście nie pozwol żeby koś mówił Ci jak żyć i co dla Ciebie jest dobre. Jeszcze jedna rada nie pokazuj mu jak Cię boli jak jesteś słaba czy przestraszona rób dobrą mię nawet gdy serce krwawi to on nie będzie pewny swoich racji wiem co mówię .
g