Witam, to mój debiut tutaj. Szczerze mówiąc czytałem to forum bardzo chętnie, ale liczyłem na to, że nigdy nie będę musiał tworzyć tutaj własnego tematu. No cóż, przechodzę już do rzeczy i zaznaczam - potrzebuje rozmowy, wyjaśnienia i zrozumienia.
Byliśmy dla siebie pierwszymi poważnymi partnerami życiowymi(3lata), wszystko robiliśmy razem i tak słodko i czule mijał czas. Pewnego razu, gdy mnie odwiedziła zacząłem odczuwać pewne wątpliwości słysząc non stop jakieś ataki w moją stronę typu "dorośnij", "przestań być dziecinny" - a jak, jak to ja po porostu się obraziłem i od tego momentu nie rozmawialiśmy ze przez 4 dni. Po tym czasie napisałem do niej, czy się pogodzimy na co usłyszałem odpowiedź, że już raczej nie. I od teraz zaczyna się cały cyrk...
Nie chciała się ze mną spotkać, mówiła, że potrzebuje czasu, a ja głupi po prostu chciałem to wyjaśnić w 4 oczy o co chodzi. I tak pewnego razu, po skontaktowaniu się z jej koleżanką, dowiedziałem się o której kończy zajęcia i "zjawiłem się"...I to był chyba błąd. Była cholernie zła o to, że cały czas ją "nękam" wiadomościami,dzwonię([wulgaryzm] kobieto, ja cie kocham)próbuje się spotkać, a przecież dobrze wiem, że ona POTRZEBUJE CZASU. No i tego samego dnia też usłyszałem, że ona się wypaliła, nie wie czy mnie kocha, nie wie też co do mnie czuje, ale cały czas w powietrzu wisiał ten magiczny CZAS - i tak czekałem, czekałem już nie dając jej znaków życia i nagle baaam... Dostałem smsa po 2 tygodniach "Masz ochotę się może poprzytulać?" No kurde, najszczęśliwszy człowiek na ziemi - to ja wtedy byłem. I od tego momentu zaczęliśmy się niby normalnie spotykać, zachowywać się jak para aczykolwiek był wyczuwalny dystans z jej strony i nie mogłem liczyć na zbyt dużą ilość czułości - przytulaski i buziak to był max. I teraz przechodzę do punktu kulminacyjnego tej całej sytuacji, ponoć jesteśmy parą, ale gdy z nią próbuje porozmawiać na ten temat, albo gdy pytam czy mnie kocha to robi się bubel i złość i dalej rozchodzi się o CZAS, i o to, że ona musi się poczuć kochana i że musi zapłonąć to coś.
Proszę o jakaś rozsądną opinie, pisarzem jestem marnym - chciałem tylko pokrótce ukazać tę całą chorą jak dla mnie sytuację. W razie jakiś pytań, wszystko dopowiem, dopisze.
Pozdrawiam i dziękuje ![]()
Proszę o zachowanie kultury wypowiedzi.
Mod. Anemonne