Witam
będę pisał skrótowo, ponieważ nie ma sensu wszystkiego dokładnie wyjaśniać, chciałbym zasięgnąć opinii osób postronnych czy widzą jakiekolwiek szanse na zdobycie serca kobiety w systuacji, którą przedstawię.
Jestem świeżo po zakończeniu pierwszego mojego związku w życiu, była to 1 dziewczyna i 1 miłosć a trwało to naprawdę sporo lat. Zwiazek rozpadł się. Nieważne.
Chwilę po rozpadzie bardzo rozpaczałem, byłem zdruzgotany, byłem u psychologa, tam otrzymałem kilka wskazówek i jakby stanąłem na nogi. Zdecydowałem się napisać do dziewczyny, którą wcześniej kiedyś poznałem w pracy (jednak uprzednio w pracy dowiedziałem się, że się zwolniła niedawno) - z pracy zapamiętałem ją jako naprawdę interesującą i wyróżniającą się na tle całej miałkości dziewczynę - już wtedy jak ją poznałem miałem ochotę do niej zagadać, ale ze względu że tkwiłem jeszcze w związku, który się rozpadł i tak ostatecznie i swoje zasady (byłem bardzo wierny, nie znam drugiego tak wiernego gościa, który by nawet nie flirtował w sposób niewinny z innymi), nie nawiazałem żadnego kontaktu. Nie byliśmy nawet na per "ty".
Napisałem do niej i po nawiazaniu kontaktu 4 dni temu dostałem pierwszego lewego sierpowego od losu - okazało się, że dziewczyna zwolniła się, bo wyjeżdża do pracy za granicę - tj. za niecały miesiąc.
Pomyślałem: "to że wyjeżdża to przecież nie koniec świata, mogę zawsze w najgorszym wypadku pojechać za nią a do tego czasu sprawdzić czy ją kocham" (już wtedy pojawiły się jakieś u mnie pierwsze motylki).
Dziewczyna jest naprawdę wartościowa, bardzo inteligentna, a zarazem bardzo ładna co wydaje mi się jest mało spotykane w naturze, więc jakoś szybko zapomniałem (można powiedziec że w ciągu 1 dnia) o tym co było, mimo że jeszcze dzień wcześniej mogłem wręcz wysrać wnętrzności z rozpaczy... pomyslałem "nie k** nie może być", że to musi być coś więcej, skoro po wymianie kilku zdań potrafiła zawładnąć moim umysłem. Próbowałem ją zaprosić na spotkanie, bardzo się broniła przed tym, nie dając jednak jasnych sygnałów o co chodzi, ale też mnie nie olała i nie dała do zrozumienia, że mam spadać. Chciałem ją zabrać gdzieś, zaprosić aby jak najlepiej wykorzystąć ten czas, który pozostał jej do wyjazdu, aby upewnić się, czy byłbym do niej zrobić absolutnie wszystko.
No i masz - biednemu to zawsze wiatr w oczy - podczas coraz lepiej układających się rozmów, wygadała się, że ma chłopaka (w bardzo wczesnym etapie zwiazku), który również tam do niej dołaczy za granicą.
Mimo wszystko zdecydowała się podtrzymać ze mną kontakt - muszę powiedzieć że niesamowicie dobrze mi się z nią rozmowia, a ona w toku prowadzonych rozmów również mnie komplementuje, docenia moją inteligencję (co prawda przywykłem, bo często mi ktoś coś takiego gada, ale ona to podkreślała kilka razy w ciągu jednej rozmowy), ja też się wtedy bardziej otworzyłem i zaczłałem jej prawić komplementy bardzo konkretne i wyszukane (zresztą nie były wyssane z palca). Myślę że przyjęła je z uśmiechem na twarzy, choć tego nie widziałem.
Czuję, że do takiej kobiety byłbym w stanie rzucić pracę i pojechać za nią do innego kraju bez zastanowienia i zamienić pracę w biurze nawet na pracę przerzucania gnoju, byle by z nią być. Moim jedynym problemem jest to, że ona kogoś ma i wydaje się być bardzo fair wobec tej osoby (co zresztą jeszcze bardziej mi zaimponowało - normalnie dziewczyna jak ze złota). Raczej ciężko by było się z nią umówić gdzieś. Ale przyznam, że totalnie zakręciła mi w głowie, odlot... Myślę że po tym co jej napisałem, to ona już wie, że się zabujałem. Zadałem jej nawet pytanie, czy gdyby nie miała chłopaka, to czy miałbym u niej szansę - odpowiedziała w sposób bardzo wieloznaczny, więc raczej nie sposób się domyślić. Nasze rozmowy są bardzo bezpośrednie, mogę jej bez żadnych obaw napisać (co zresztą czyniłem), że jest niesamowicie zaj**ista. Pisała mi tylko zawsze, że to wszystko (w sensie ta moja obsesja na jej punkcie) jest ostatnią rzeczą jakiej się spodziewała.
Piszemy tylko przez portal społecznościowy, nie mam nawet jej telefonu, choć pewnie mógłbym zdobyć gdybym chciał, ale nie zrobiłbym tego bez jej zgody, taki jestem.
A więc podsumowując, przeszkody:
20 dni do jej wylotu + chłopak
Pytanie co dalej?
Jeżeli w to brnąć to w jaki sposób?