Moja narzeczona przestała wyrażać jakiekolwiek zainteresowanie jakąkolwiek formą seksu. Nie wiem JAK z nią porozmawiać, żeby o przyniosło jakieś rezultaty.
Zdaję sobie sprawę, że jest podobny wątek na tym forum, ale każdy ma swój indywidualny przypadek, więc chciałem opisać swój. Żeby lepiej zrozumieć cały obraz sytuacji podaję wszystkie niezbędne szczegóły na temat naszej relacji:
Ja mam 26 lat, ona 25. Jesteśmy razem już 6 lat. Bardzo się kochamy. Oświadczyłem się rok temu, za 9 miesięcy ślub. Przez pierwsze 3 lata był to związek na odległość, a od 3 lat mieszkamy razem.
Jak się ma do tego seks? Jak się poznaliśmy 6 lat temu okazało się, że ona jest dziewicą, a ja prawiczkiem. Dużo rozmawialiśmy o seksie i ustaliliśmy wtedy, że ona nie jest na to jeszcze gotowa (powodów było dużo: głównie bała się ciąży, brała tabletki hormonalne na trądzik, które hamowały jej libido i tak w kółko). Rozumiałem to, zaakceptowałem, ustaliliśmy, że nie ma się co z tym śpieszyć. Więc nie uprawialiśmy tradycyjnego seksu, tylko petting i seks oralny. I tak... przez ostatnie 5 lat. Oczywiście rozmawialiśmy o tym co parę miesięcy. Czy jest już gotowa? Co możemy zrobić żeby się przestała bać? Coś ustalaliśmy,ale bez widocznych rezultatów. W międzyczasie nastąpiło też znudzenie ciągle tym samym schematem zaspokajania się seksualnego, ale jednocześnie brak chęci i strach przed pierwszym razem. W międzyczasie były też inne powody: depresja, spóźniający się okres, śmierć znajomego itp. Różne losowe przypadki opóźniały rozwój w tym temacie. No generalnie po tych 4-5 latach już się zaczął problem, polegający na tym, że nasze zbliżenia seksualne były raz na 2-3 miesiące (i mowa tylko o seksie oralnym/pettingu). Wiem jest to zrozumiałe znudzenie, no ale było to mimo wszystko błędne koło, prawda? Później oświadczyłem się i po 5 latach, 1 stycznia tego roku nastąpił przełom. Powiedziała, że jest gotowa na 1szy raz. Spróbowaliśmy, nie wyszło z tego nic, bo ja się za bardzo zestresowałem i miałem problem z erekcją. Po miesiącu spróbowaliśmy drugi raz. Udało się, ale .. nie było z tego jeszcze żadnej przyjemności ani dla mnie ani dla niej, było to takie czysto "techniczne" odbycie pierwszego razu,trwało 5min, kilka wsunięć i już, bo jak zobaczyła krew to się zestresowała i wycofała. Rozumiem, normalna sprawa. Przegadaliśmy to i było ok. Po 3 tygodniach spróbowaliśmy po raz trzeci, trwało to już z 15min, ale znowu zostało przez nią przerwane, bo zobaczyła, że moja prezerwatywa się trochę ześlizgnęła. Powiedziałem jej żeby dała mi minutę, to założę nową, odmówiła bo stwierdziła, że ją to zestrsowała i już ochota jej przeszła. I to był nasz ostatni raz, marzec tego roku. Od ponad 6 miesięcy żadnej formy zbliżenia seksualnego, nawet oralnego. Powody?
Najpierw była to za moją przyczyną, bo przez 1,5 miesiąca zmieniłem pracę na taką, w której pracowałem po 16-18h. Miałem czas tylko nas, jak wracałem to ona już spała. Szybko oczywiście to zmieniłem i już od kwietnia do dzisiaj pracuje po 3 dni w tygodniu. Resztę czasu mam wolne. Moja narzeczona z kolei pracować zaczęła dopiero w połowie tamtego roku. Pracuje jako przedszkolanka od poniedziałku do piątku. Odkąd zaczęła pracować zaczęła stresować się pracą, miała tam różne nie miłe przygody. Już 2 razy rzuciła pracę w przedszkolach z różnyh powodó i teraz nie wie czy o jest to co chce w życiu robić (kolejny powód do stresu) Od czasu kiedy zaczęła pracować zauważyłem, że zmieniła swoje nawyki na niekorzyść moich starań. Wypracowała sobie schemat: od pon. do piątku., gdy wróci wieczorem po pracy: ogląda blogerki na youtube dla relaksu, rozmawia przez komórkę z różnymi osobami ok. 1h, idzie się myć (40min) i przygotowuje się do pracy na następny dzień,po czym idzie spać najpóźniej o 23.,bo wstaje o 6 rano. Weekedny pozornie wolne. No i jak to wygląda jeśli chodzi o moje próby inicjowania seksu? Raz widzę, że to nie ma sensu, bo ma okres (wtedy absolutnie nie chce żadnego seksu ani nic), od pon. do piątku nie ma na to czasu albo jest zestresowana pracą i mówi że nie ma na to siły, W piątek wieczorem też odpada bo jest tak padnięta, że zasypia o 22. Sobota wydaje się być idealnym czasem, ale w 90% przypadkach kiedy już zagadam, że dzisiaj wieczorem może wreszcie coś porobimy, kończy się na tym, że robi się godz. 22:30 i ona mówi, że w sumie to jest już śpiąca (a ma wyjątkowy talent do szybkiego zasypiania rzeczywiście), taka klasyczna gra na czas i nici. Wiadomo, że w sobotę często zdarza się, że jesteśmy w odwiedziny u znajomych lub ktoś u nas i późno się kończą te imprezy, więc znowu słyszę że jest śpiąca i nawet nie próbuję. W niedzielę z kolei stresuje się pracą w poniedziałek i z tego tytułu mi odmawia i przeprasza, że nie może. I tak ciągle coś i ciągle coś, a ja już naprawdę nie wiem co jest nie tak.
Bardzo dużo się przytulamy (ona jest maniaczką przytulasów), kochamy się, nie kłócimy, od czasu do czasu kąpiemy nago, rozmawiamy, ale..... jeśli sugerują zbliżenia seksualne kończy się o fiaskiem i tym, żę po prostu idziemy spać :( Ona nie bierze już od lat żadnych tabletek, więc to nie wina leków, chorób żadnych też nie, kochanka nie ma o wiem na 100% (za 9 miesięcy ślub!) . Jedyny powód to ten stres i praca. No ale ile może trwać? Na litość Boską mamy po 25,26 lat i nigdy nie uprawialiśmy tak naprawdę jeszcze do końca wspólnego seksu. Każdy był przerwany. Cały czas ja próbuje podjąć inicjatywę,a ona od 6 miesięcy nic! Jak próbowałem 3 azy już zasyganlizować jej, że widzę to jako problem, to obracała kota ogonem, że ją oskarżam, że to wszystko jej wina i robi się smutna i obrażona. Ale przecież ja jej tego nie wygarniam tylko mówię po to żebyśmy coś z tym zrobili. Pytam się jej i co z tym zrobimy? Ona mówi "Nie wiem" i cisza. Nie ma pomysłu na to jak to rozwiązać. Nie wiem jak walczyć z jej brakiem chęci, czasu i ciągłym zmęczeniem, wiadomo ,że nie będę jej zmuszać, no ale czas pokazał, że odpuszczanie i czekania na jej ruch to też zero efektu i pogłębianie problemu. Nie wiem jak z nią rozmawiać, co jej powiedzieć? Macie może jakieś rady znając te wszystkie szczegóły? JAK zacząć z nią rozmowę na nowo, CO POWIEDZIEĆ żeby wrócić do tego tematu???
A może to wszystko wskazuje na to, że była i jest cały czas aseksualna? Nie wiem o tym wszystkim myśleć...
Wpadam w depresję w tym temacie i w uzależnienie od masturbacji. Muszę jakoś napięcie seksualne jakoś rozładowywać, innej kobiety nie chcę, z moją nie mogę,
więc pozostaje mi tylko to, z czego jestem bardzo nie zadowolony...
Wiem, że w naszym małżeństwie demonem seksu moja żona nie będzie, ale jakby chociaż raz na tydzień uprawiała ze mną seks? Byłoby to dla mnie i tak bardzo dużo.
.... zgodzicie się ze mną że seks raz na pół roku (którego jeszcze nie ma nawet, a wszystko na to wskazuje) lub jego całkowity brak to jest jakieś nienormalne?
Doradźcie mi proszę, bo nie wiem co już mam robić.
Z góry dziękuję.
