Witam,
Mam 27 lat, od prawie 6 lat bez poważnego związku, który trwał 2,5 roku. Jestem więc singlem i póki ktoś mi nie zakręci w głowie, to ten stan mi odpowiada ![]()
3 tygodnie temu poznałem w klubie dziewczynę 20 letnią. Od razu sprawiła wrażenie, że jej się spodobałem. Odprowadziłem ją pod blok, w drodze mi zaczęła opowiadać o swoim 3 letnim nieudanym związku, chłopak z nią zerwał po tym jak znalazł sobie inną, miało to miejsce w wakacje. Na pożegnanie pocałowaliśmy się.
Przez pierwszy tydzień smsowaliśmy, ja sprawiałem wrażenie wycofanego, zdystansowanego, ona narzucała ton rozmowy. Nie chciałem, żeby to nabierało zbyt dużego tempa. Ona jest osobą dość otwartą, raczej nie ukrywającą swoich emocji lub tego jak coś jej się nie podoba. Jak była lekko wcięta to zadzwoniła do mnie. Miała do mnie żal, że sam się pierwszy nie odzywam, następnego dnia przepraszała mnie że dzwoniła, ja oczywiście jej napisałem że nie ma mnie za co przepraszać, bo nie czułem się jakoś urażony. Spotkaliśmy się po tygodniu w klubie, fajnie się bawiliśmy, pocałowaliśmy się, przytuliliśmy się. Pod wpływem emocji i tego że trochę się opiliśmy, zaczęła mnie prosić o chodzenie, załagodziłem sytuację, że powoli do przodu. Zaskoczyła mnie bardzo tym pytaniem.
W 2 tygodniu znajomości uznałem, że jednak warto się nią zainteresować, bardziej się otworzyłem, zacząłem więcej do niej pisać, doceniła to aż jej się głupio zrobiło, że aż tyle. W końcu zaprosiłem ja na wesele, zgodziła się. Sama miała wesele na które mnie zaprosiła, ale nie miała wcale osoby towarzyszącej. Dzwoniła do mnie z tego wesela, wszystko pozytywnie ![]()
Po niedzieli spotkaliśmy się, żeby pogadać, sprawiała wrażenie zestresowanej i wycofanej. Pierwszy raz widzieliśmy się "na trzeźwo", nie powiem bo mnie też się lekki stres udzielił. Praktycznie całe spotkanie mówiłem ja, ona mi mówiła że lubi słuchać, oczywiście też się odzywała od czasu do czasu. Trochę miałem mieszane uczucia po tym spotkaniu, bo nie czułem tego że mogę ją pocałować albo przytulić, sam nie byłem pewny do tego czy ona tego chciała.
W środę napisała do mnie wiadomość "co Ci się we mnie nie podoba?" "jaki błąd popełniłam?" Odpowiedziałem jej, że nie można tego tak rozpatrywać, że mało się znamy i chciałbym ją lepiej poznać. Długo tego dnia rozmawialiśmy o jej przeszłości, miała poważnego doła w związku z tym rozstaniem, trochę też o sobie jej opowiedziałem.
Teraz w sobotę bylismy razem na weselu, to było nasze 4 spotkanie. Bawiliśmy się dobrze razem, zwróciłem jej uwagę że facet który siedział koło nas za dużo chciał z nią tańczyć, raz pozwoliłem to się chłop nieco rozbujał, wzięła to pod uwagę, oczywiście razem dużo tańczyliśmy
Przyłapałem ją na tym że pali papierosy, sam nie palę i nie lubię jak dziewczyna pali, zataiła ten fakt przede mną. Przyznała się że paliła przez rok zanim zaczęła być w związku i teraz od miesiąca, jak tłumaczyła "sytuacja ją do tego zmusiła", tak samo się tłumaczyła dlaczego więcej pije ostatnio i że "jej nie zależy". Z wesela wyniosłem pozytywne wrażenie, aczkolwiek miałem małego moralniaka. Nie zrobiłem zbyt wiele żeby się do niej zbliżyć, przytulić, pocałować (nie liczę całusa w policzek przy przywitaniu i pożegnaniu). Trochę byłem rozkojarzony i trochę przytłoczony tą sytuacją ze środy.
Na poprawinach byłem sam, ona wahała się czy iść, w końcu też miała jeszcze swoje obowiązki, a towarzystwo nie bardzo jej przypadło do gustu. Z mojej postawy na weselu była zadowolona. Nie powiem bo wczoraj i dzisiaj tak te smsy były nieco szarpane, mniej pisze do mnie.
Ogólnie rzecz biorąc zacząłem się już od niej uzależniać emocjonalnie. Nie umiem powiedzieć czy to jakieś zauroczenie. Ogólnie rzecz biorąc jak zacząłem zauważać mniejsze zaangażowanie z jej strony, to oczywiście zaczęło mi bardziej na niej zależeć. Znamy się krótko, pewnie jeszcze wiele o niej nie wiem i nie chciałbym jej skrzywdzić jak to już ktoś inny zrobił. Bardzo to przeżywa, odnoszę wrażenie że jestem dla niej takim "tematem zastępczym", czyli że sama do końca nie wie czego chce. Wolałbym żeby najpierw zapomniała o nim i trochę dojrzała emocjonalnie i dopiero myśleć o czymś poważnym. Nie chcę być jakimś "klinem", chciałbym abym jej się podobał dlatego że ja to ja. Nie wiem czy można to wszystko pogodzić. Zaczęła mi się podobać, dlatego też zacząłem sam popełniać błędy, jak to mam w zwyczaju gdy na kimś zaczyna mi zależeć. Sam też nie wiem co o tym wszystkim myśleć, ja zwykle długo dojrzewam do takich sytuacji że chcę z kimś być, na początku zawsze mam spory dystans do takich sytuacji, a potem się to zmienia.
Zastanawiam się czy u niej nie pojawiło się jakieś zrezygnowanie, czy może oczekiwała czegoś więcej na tym weselu, nie czułem tego że chce abym ją pocałował np albo może byłem zbyt przejęty sytuacją. Nie wiem czy to idzie w dobrym kierunku, najchętniej chciałbym ją bardziej poznać i powoli się zbliżać, ale zachować pewien dystans. Teraz odnoszę wrażenie że to może iść już w odwrotnym kierunku. Chciałbym żeby zapomniała o poprzednim nieudanym związku i nieco ustabilizowała, ale nie chcę jej też skrzywdzić. Najchętniej bym jej wytłumaczył czego od niej oczekuję, ale nie wiem czy powinienem i czy się do tego odważę.
Jeśli coś istotnego sobie przypomnę, to napiszę jeszcze. Proszę o rady jak się zachować w tej sytuacji.
Pozdrawiam ![]()