Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » POZNAJMY SIĘ ... » Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1

Temat: Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Witam Wszystkich!
Chciałabym opisać swoją historię w skrócie. To co się wydarzyło w ciągu ostatnich dwóch lat w moim życiu to prawdziwy dramat i początek poważnych zmian. W najczarniejszych wizjach nie przewidziałam takiego scenariusza moich losów, które i wcześniej nie były "cudne". Zanim wyszłam za mąż byłam szczęśliwą i radosną młodą kobietą, miałam marzenia i plany. Niestety życie zweryfikowało je bardzo szybko...ślub w wieku lat 21, zaraz na świat przyszedł syn, kątem mieszkaliśmy u rodziców.Mąż się dobrze bawił w dyskotekach, jeździł po świecie w celach zarobkowych, a ja studiowałam i wychowywałam nasze dziecko. Poszłam do swojej pierwszej pracy, zaczęłam zarabiać, dostałam mieszkanie od rodziców. Z mężem już wtedy niezbyt się układało, ale walczyłam i myślałam że to ja robię coś nie tak. Teraz widzę z perspektywy kolejnych 21 lat które upłynęły że nie miałam w nim nigdy oparcia ani miłości ani nawet zrozumienia. Żył po swojemu nie oglądając się na nikogo, imprezując, trwoniąc kasę i dobrze się bawiąc. Ja jeszcze wtedy tego nie rozumiałam, wiedziałam że mogę liczyć na rodziców i zajęta byłam dzieckiem i pracą. Wkrótce na świat przyszła córka i naiwnie myślałam że mąż się zmieni i doceni że dostał największy skarb na świecie jaki kobieta może dać mężczyźnie. Niestety....on wolał kasyna i wydawanie rodzinnych pieniędzy tam. Narobił tyle długów że był zmuszony wyjechać z kraju bo tutaj w życiu by tego nie spłacił. Zostałam sama z dziećmi w wieku lat 13 i 5 i całe szczęście rodzicami blisko oraz przyjaciółmi. Niestety nie mam rodzeństwa a zawsze o tym marzyłam. Lata mijały...dzieci rosły,a moi rodzice się starzeli. Pewnego dnia a dokładnie 1.09.2014r. znalazłam tatę nieżywego w jego ulubionym fotelu ( tak nagle, bez chorowania, po cichu ), tydzień później w szpitalu zmarła mama. W ciągu kilku dni zostałam sierotą niby dorosłą kobietą a rozsypaną jak popiół przy kominku. Długo wychodziłam z depresji, ratowałam się jak mogłam....terapia, psycholog, psychiatra, spotkania z przyjaciółmi. Nie pomagało nic...tylko pustka w sercu i ta ogromna tęsknota której nie da się opisać słowami. Mąż w tym czasie znalazł sobie kobietę-mężatkę i z nią zamieszkał w obcym kraju. Kolejny cios i pustka w sercu połączona z żalem, chociaż trochę mi ulżyło że się go pozbędę z życia. Rozwód bez komplikacji na jednej sprawie odbył się 2 mies temu. Myślałam że to już koniec stresów póki co ale niestety trafiłam do bardzo kiepskiego miejsca pracy....to już jest dla mnie dobitka. Nie daję rady, boję się codzienności, pracy, krzyków dzieci (szkoła), odpowiedzialności, tego że sobie nie radzę z niczym i wciąż nie jestem Sobą. Chciałabym zacząć się uśmiechać, robić coś co kocham (pisanie, śpiewanie), wstawać rano i nie mieć "bata" nad głową, że znowu coś muszę. Stres zabija, wyniszcza, nie pozwala normalnie funkcjonować, spowalnia działanie i myślenie. Muszę na nowo szukać sensu życia, leczyć swoją duszę i ciało. Czy to jest jeszcze możliwe? Czy po takich ciężkich przeżyciach można zacząć na nowo? Proszę poradźcie co można zrobić w tym smętnym życiu żeby odzyskać wiarę? I móc się cieszyć każdym dniem....pozdrawiam Nikita 42.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Witaj ewapun, bardzo wzruszyła mnie twoja historia. No niestety, u mnie też nie było kolorowo w życiu, choć zawsze pocieszam się tym, że nie jest tak źle żeby gorzej być nie mogło. Wiem, że słabe pocieszenie, ale zawsze jakieś. Wyraźnie widać, że masz i miałaś problem z zaniżoną samooceną i brakiem zdrowego egoizmu. Twoim wsparciem byli rodzice, niestety teraz zostałaś pozbawiona tego. Koniecznie musisz dalej się leczyć, na pewno leki i dobry psychoterapeuta postawiłby cię na nogi. Jesteś nauczycielką? Jeśli tak, pomyśl o rocznym urlopie zdrowotnym, bardzo by ci się przydał na podreperowanie psychiki.

Czasem ratują nas prawdziwe drobiazgi : zmiana pogody, gest dziecka, filiżanka doskonałej kawy.
Jonathan Carroll "Dziecko na niebie".

3

Odp: Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Rozumiem, że to są Twoje pierwsze tygodnie w nowej szkole, nie poznałaś jeszcze dobrze swoich nowych uczniów, widzisz ich jeszcze jako rozwrzeszczaną masę. To się z czasem powinno zmienić, ale postaraj się ich lepiej poznać, dostrzec co każdy z nich ma w sobie dobrego, a czasem też i uśmiechnąć się. A jak Twoje dzieci, czy masz z nimi dobry kontakt, czy jesteś z nich dumna?

4

Odp: Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Dziękuję za miłe słowa i odzew dziewczyny, jest ze mną już bardzo niewesoło. Dzisiaj wymiotowałam przed lekcjami ze stresów. Boję się każdego dnia, ręce mi się trzęsą. To moja nowa praca od 1.09 i nie mogę iść na urlop zdrowotny chociaż mam już 14 lat pracy w tym zawodzie. Tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego jak ona jest stresująca. Zawsze miałam dobry kontakt z wychowankami i ich rodzicami, lubiłam swoją pracę, miałam masę pomysłów. Teraz wspomnę że nie pracowałam w szkole już 2.5 roku więc zwalałam to na karb przerwy i aklimatyzacji, jednak to nie jest nic z tych rzeczy. Klasę mam bardzo ciężką, dzieci zaburzone z ADHD i autyzmem, upośledzeniem umysłowym i ruchowym w normalnej szkole. Odpowiedzialność mnie przerasta, problemy przytłaczają, a każdy dzień to jakiś obłęd. Wiem że zaraz jest Dzień Nauczyciela i obawiam się że to mój ostatni w karierze....muszę zmienić pracę, zawód, wyciszyć się i nabrać pewności siebie. Tak dalej nie mogę funkcjonować bo będzie źle. Dzieci mam super...swoje osobiste i całe szczęście. One też wiele przeszły i nasłuchały się mojego płaczu i narzekań na los. Wszystko w życiu spotyka nas po coś, żebyśmy zrozumieli i docenili to co mamy albo zmienili coś na lepsze. Myślę sobie że teraz albo nigdy i pora zejść ze sceny niepokonaną póki jeszcze można. Fajnie że jest to Forum i można się wyżalić. Jak chcecie porozmawiać o swoich problemach to również chętnie odpiszę. Pozdrawiam.

5

Odp: Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Dobry wieczór Ewapun...
To o czym piszesz, wielu osobom na forum nie jest obce. Te przeżycia, ten ból i reakcje na nie w postaci cierpienia.

Wiesz... Długo byłam zagorzałym przeciwnikiem jakichkolwiek terapii. Może dlatego, że miałam za sobą takowe przy ratowaniu pseudo związku. Źle odbierałam jej sens. Teraz wiem, że uczy postrzegać nie tylko tę drugą osobę ale i nas samych.

No nic... Chciałam tylko zasugerować byś zastanowiła się nad taką ewentualnnością. Nad terapią. Bo kiedy czytam, że trzęsą się Tobie ręce i wymiotujesz... Wszystko to znam. Z wielu powodów, zgoła innych, ale wyniszczających mnie. Wiesz, że czasem daje ulgę wyryczeć się przed kimś zupełnie obcym? Przed kimś kto jest Tobie obojętny, ale ma jedną zaletę? Nie wykorzysta tego co powiesz przeciwko Tobie. Nigdy...

Mnie pomogły prochy. Alkohol wcale, choć to były śladowe ilosci. I obcy ludzie. I tysiące wpisów na tym forum. Nawet w wątkach w których się nie udzielałam.

Nie wiem jaką masz specjalizację. Czy mieszkasz w dużym mieście i jakie w związku z tym masz możliwości. Coś się wyklaruje, ale pewnie potrzeba na to wszystko czasu.

Co do dzieciątek faktycznie stanęłaś przed ogromnym wyzwaniem. Na głębokie wody wskoczyłaś. Masz określony staż i Ty obserwujesz te dzieci. Coś wymyślisz.

Znamy siebie na tyle, na ile zostaliśmy sprawdzeni...

6

Odp: Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Może przejdź do lekarza rodzinnego, da ci coś skutecznego na uspokojenie. Mnie pomógł właśnie lekarz rodzinny, gdy przyleciałam cała roztrzęsiona z sercem "wychodzącym" mi gardłem. Myślałam, że mam stan przedzawałowy, ale lekarz stwierdził, że to nerwica. I nie pomylił się, dostałam tydzień zwolnienia i leki w tym przeciwlękowe. Po tygodniu mogłam wrócić do pracy.

Czasem ratują nas prawdziwe drobiazgi : zmiana pogody, gest dziecka, filiżanka doskonałej kawy.
Jonathan Carroll "Dziecko na niebie".

7

Odp: Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Witaj ewapun, czytając Twoją historię w wielu miejscach, jakbym czytała o sobie. Wróciły złe wspomnienia, które pamiętam aż za dobrze.
Ja psychicznie radziłam sobie dość dobrze z pierwszymi kryzysami. Działałam, byłam aktywna i przede wszystkim wychodziłam odważnie do ludzi ze swoimi problemami, nie ukrywałam ich w czterech ścianach. Natomiast kryzys dopadł mnie kilka lat po ostatnim traumatycznym wydarzeniu, czyli hucznej wyprowadzce byłego męża. Teraz brak sensu w życiu, samotność - jestem w trochę innym miejscu, niż Ty.
Nie namawiam Cię do otwierania się przed znajomymi, jeśli sama tego nie czujesz. Zgadzam się jednak z przedmówczyniami, że potrzebujesz wsparcia człowieka, który da Ci je bez oceniania. Pozwól sobie na terapię, jeśli nie pasuje Ci jeden terapeuta, idź do innego. Ważne, abyś nie miała oporu przed zwierzeniami. Ktoś z zewnątrz może lepiej zobaczyć Twoją sytuację, niż Ty sama i pomóc Ci odnaleźć źródło problemu i kierunek działania.
Jestem na świeżo po 2 spotkaniach ze swoją terapeutką. I powiem, że zaskakująco dobre efekty, mija chaos myśli, zaczynam porządkować swoje życie, mam już punkt zaczepienia smile
Czego i Tobie życzę.

8

Odp: Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Przeszłam już terapię 20 spotkań z psychologiem i psychoterapię w grupie i myślałam że jest dobrze, a tu teraz w nowej pracy rozsypałam się całkiem. Męczy mnie hałas, przerasta odpowiedzialność, zapominam proste rzeczy. W szkole wymiotuję w łazience, mam zdrętwiały kark i kręgosłup, ból głowy taki z tyłu...dziwny. Poszłam do lekarza rodzinnego i się okazało że za wcześnie poszłam do pracy i muszę się leczyć. Niby mi ulżyło, ale teraz czy z tego wyjdę kiedyś? I za co będę żyła w tym popapranym kraju? I jak powiedzieć pracodawcy że nie dam rady tam wrócić w to stresogenne środowisko po 7 tyg pracy? Co ona sobie o mnie pomyśli? Wiem że zdrowie najważniejsze i trzeba myśleć o sobie, ale człowiek chciałby jednocześnie być uczciwy. Wszystko przez brak pracy i ciągłe nerwy o dzień jutrzejszy. Chciałabym wyjechać i zacząć wszystko od nowa, tylko gdzie i z kim? Macie jakiś pomysł na życie dziewczyny?

9

Odp: Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Chcesz powiedzieć, że terapia nic Tobie nie dała? Bo aż trudno mi uwierzyć. Kiedy ją zakończyłaś?

Co z tego, że wyjedziesz. To nic nie da. I dlaczego pytasz "z kim". Ty się Samotni boisz?

Znamy siebie na tyle, na ile zostaliśmy sprawdzeni...

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » POZNAJMY SIĘ ... » Śmierć rodziców+rozwód+stresująca praca...czy to już koniec?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018