Witam, bardzo proszę o porady, uwagi. Ja już załamuję ręce...
Od zawsze miałam cienkie i raczej rzadkie włosy i na dodatek o brzydkim kolorze. Nigdy nic z nimi nie robiłam (nosiłam dredy doczepiane), ale kiedy zaczęłam pracować na stanowisku, w którym prezencja się liczy zaczęłam je farbować na jasny blond, układać suszarką, prostować prostownicą, zakręcać lokówką itd. To je trochę osłabiło ale kiedy po długim czasie przestałam karmić dziecko piersią, stała się masakra powiększająca się z każdym dniem. Włosy kruszyły mi się/ paliły/ wypadały. Nosiłam je zawsze długie do pasa, ale tak się przerzedziły, że zaczęłam ścinać. Przedłużony bob, podcięcie, krotki bob, znów podcięcie. Próbuję je układać jakoś nieinwazyjnie- ponieważ muszę, bez nakrecenia na szczotkę przy suszeniu wyglądam jak zmokła kura! Ale one są coraz krótsze! Zwlaszcza przy twarzy- nie nosiłam nigdy grzywki a mam tak krótkie włosy, że ludzie mnie pytają "po co wycieniowałam wlosy przy twarzy? " Nie robiłam tego
One się coraz bardziej wykruszają...
Zaczęłam stosowac laminowanie włosów lnem, olejek khadi i olejek kokosowy. Już widać, że włosy są lepszej jakości, ale nie odrosna mi od tego w miesiąc. Przede wszystkim moją główną zagwostką jest: Jak stylizować włosy w najbardziej nieinwazyjny sposób? Muszę je układac i to co dzień, przy tej długości nie zepnę ich w kitkę. Proszę o porady...