Podzielam zdanie Małpy - za dużo w Twojej pielęgnacji drogeryjnego badziewia, ale po kolei. 
1. Odstaw Head & Shoulders, używaj go jedynie raz w tygodniu, by włosy porządnie wymyć. Jednak mocnego szamponu nie trzeba używać przy każdym myciu, a nawet się nie powinno. Poszukaj czegoś delikatniejszego, na nk jest już temat "szampony bez SLS".
Nie wiem, jaki skład ma Syoss, ale nie jestem do niego zbyt przekonana. Zamieniłabym na Ultra Doux z awokado i masłem karite od garniera, ziaja też ma fajne odżywki, ta, którą używasz też może być (ta druga).
Spłukiwanie zimną wodą - dobrze! Co znaczy "podsuszasz włosy w ręczniku"? Ile to trwa? Najlepiej owinąć włosy dosłownie na chwilkę i zdjąć ręcznik.
2. Te dwa produkty bym odstawiła.
Na końcówki lepiej stosować olej kokosowy, który jest lekki, więc nie powinien włosów obciążyć, a na dodatek cudownie pachnie.
Ten jedwab na dłuższą metę przesusza Twoje włoski.
Olej rycynowy - ok. Jak wygląda cała procedura?
Sytuacja wygląda tak, że rycynowy doskonale nadaje się na skalp, zaś z długością mniej się lubi i po pewnym czasie ma tendencję do przesuszania włosów. Najlepiej sam rycynowy nałożyć na skalp, a potem zmieszać odrobinę rycyny z innym olejkiem i to dać na długość. Ja mieszam z kokosowym. Dwa razy w tygodniu zdecydowanie wystarczy, co za dużo to nie zdrowo. 
żelatyna - ok.
lilly25 napisał/a:Ostatnio słyszałam coś o smarowaniu włosów zwykłym masłem, i płukankach z jajek. Czy faktycznie pomagają? Jakie są wasze doswiadczenia?
Nie próbowałam
lilly25 napisał/a:Olejek kokosowy/lniany? Warto zainwestować?
Kokosowy wypróbowałam - warto. O lnianym się nie wypowiadam, bo nie wiem.
Mogę skrótowo napisać, jak wygląda moja pielęgnacja, włosy mam obecnie w świetnej kondycji.
Myję delikatnym szamponem oilatum, raz w tyg. szampon z SLS (w dzień, w którym nakładam oleje, żeby miały szansę odżywić włosy).
Raz w tyg nakładam maskę do włosów (też powinnaś się w jakąś zaopatrzyć :>), akurat używam biovaxu, ale jest jeszcze sporo innych dobrych.
Raz w tyg. olejowanie tak jak pisałam wcześniej. Dodam, że oleje podgrzewam!
Co najmniej raz w tygodniu (staram się dwa) "glutek" z siemienia lnianego na włosy. Cudotwórca!
Gotuję ziarenka 15min na niskim ogniu, odcedzam na sitku i taką galaretkę już bez ziarenek nakładam jako maskę do włosów, czyli po umyciu włosów szamponem - na mokre włosy. Trzymam 30min, jak mogę to nawet godzinę. Włosy są potem przepiękne.
W pozostałe dni używam jakiejś drogeryjnej, niezłej odżywki (Ziaja, Garnier z masłem Karite).
Zawsze spłukuję zimną wodą, o czym Ty też wiesz. Jak używam suszarki, to stosuję zimny nawiew. Na pewno o czymś zapomniałam, najwyżej będę dopisywać. 