Czy to prawda,że jak facet się odzywa do matki tak będzie się odzywać do żony? Jestem z facetem,ale nie jestem jego pewna. Poznajemy się dopiero. Dziś słyszałam rozmowę telefoniczną i powiedział do Swojej matki ,, idź mi stąd,, albo ją przepchnął ramieniem( nie jestem pewna,albo nie chciałam tego widzieć) Po drugie jego dobry kolega mówił,że strasznie pyskują do matki. Nie wiem czy brnąć w to dalej.
Podobne tematy
Jeśli mężczyzna nie szanuje swojej matki, to na pewno nie świadczy o niczym dobrym.
Jeśli ktoś nie ma szacunku do swojej matki (a Ta nie zrobiła mu realnej krzywdy) to jest mega burakiem i możliwe, że będzie tak się odnosił do Ciebie.
Matkę ma się jedną.
Niby jej pomaga wspiera itp. ale jak można mówić do matki idź mi stąd ? Widać,że mają dobry kontakt ze sobą. Najgorsze jest to,iż pracuje z nim i jesteśmy parą. Teraz już nie wiem co mam zrobić poznając takie podejście do matki...
Powiedz wprost, że nie podoba Ci się w jaki sposób odnosi się do SWOJEJ matki i że niepokoi Cię to, że tak traktuję kobietę bo boisz się, że będzie traktował tak Ciebie. Jak ma trochę rozumu w głowie to się opamięta.
Powiedz wprost, że nie podoba Ci się w jaki sposób odnosi się do SWOJEJ matki i że niepokoi Cię to, że tak traktuję kobietę bo boisz się, że będzie traktował tak Ciebie. Jak ma trochę rozumu w głowie to się opamięta.
Od razu spytałam się przez telefon czemu tak mówi, stwerdził,że to nic takiego. Nie wiem kontakt mają dość przyjacielski tylko dziwnie do niej mówią. Jego dobry kolega mówił mi,że synowie pyskują swojej matce. Tak, a jak zacznie grać? a to chyba jest dla mnie dobry znak jak bedzie mnie traktował.
Nie uważam, żeby odnoszenie się do matki w ten sposób było normalne.
Nie uważam, żeby odnoszenie się do matki w ten sposób było normalne.
I co teraz zrobić jak jesteśmy parą od miesiąca a w dodatku razem pracujemy?
Skoro jesteście parą dopiero miesiąc, to jeszcze nie jest tak źle, możesz go dalej obserwować. W razie czego zwróć mu uwagę, że taki sposób traktowania matki nie odpowiada Ci i, że masz obawy, że w przyszłości Ty sama możesz być tak traktowana.
Skoro jesteście parą dopiero miesiąc, to jeszcze nie jest tak źle, możesz go dalej obserwować. W razie czego zwróć mu uwagę, że taki sposób traktowania matki nie odpowiada Ci i, że masz obawy, że w przyszłości Ty sama możesz być tak traktowana.
No tak obserwuje go dalej,ale ma to sens wgl mówić? On później będzie tylko grać,żeby mnie na siłę zatrzymać. Moim zdaniem tego zachowania podejścia się już nie zmieni.
Warto obserwować jak facet traktuje swoją Mamę, bo Ciebie będzie traktował tak samo.
12 2015-09-28 19:56:53 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-09-28 19:57:22)
tak samo albo gorzej bo jednak to mama wiec szacunek i uczucie dla mamy zawsze będzie
Dla mnie to jest burak. Ale Twoja ocena może być odmienna.Napisałaś, że pomaga matce, więc może nie jest z nim całkiem źle.
Czy jego mama jest rozwódką? Być może widział jak jego ojciec nie szanował jego matki i powiela automatycznie zachowanie ojca. Porozmawiaj z nim albo go Sobie odpuść. Twoja wola, Twoja decyzja. Dla mnie jest dziwne to, że szukasz porady tutaj zamiast porozmawiać z nim. Jeśli ludzie w związku ze sobą nie rozmawiają o tym co ich drażni, to nie rokuje dobrze na przyszłość.
14 2015-09-28 20:24:33 Ostatnio edytowany przez ZwykłyFacet (2015-09-28 20:25:03)
@meinekleine
No dobrze, a teraz zastanówmy się nad taką kwestią - nie wiem ile masz lat ale pomyśl - macie dzieci i one widzą jak tata odnosi się do ich babci, jak myślisz, jak będą się odnosiły do swojej mamy?
Przepraszam ale ja się mogę z mamą pokłócić, pogniewać ale nigdy bym tak nie powiedział.
Matkę każdy facet ma jedną, z Ojcem to jest inna relacja ale Matka to Matka i tyle.
I nie chodzi o bycie maminsynkiem etc. tylko szacunek dla kobiety, która go urodziła, wykarmiła i wychowała.
Byłąm dziś u niego w domu: ogólnie dziwne wrażenie. Do swojej mamy mówił: idź na dół bo przeszkadzasz,albo ten obiad był nie dobry bo nie dodałaś cebuli. Sam się przyznał,że mamy nie słucha, robi po swojemu. Matka kazała założyć mu aparat nie założył. Stwierdził,że to go skrzywdzi. Pies na niego warczy. Do rodzeństwa strasznie niemiły. Ehh odpuszczam
No to niestety, ale prędzej czy później do ciebie też by się tak pewnie odzywał...
A ja nie rozumiem dlaczego ktoś ocenia ludzi po tym jak odnoszą się do swoich rodziców.
Należy sobie powiedzieć, są rodzice i rodzice.
Jedni mieli/mają takich, którzy zawsze byli obok, byli przyjaciółmi, wspierali swoje dzieci a nie decydowali za nich o ich drodze życia; nie wypominali dzieciom że wszystko co mają, to zawdzięczają tylko im... ogólnie - rodzice, którzy z Ojca i Matki stali się mamą i tatą.
Ja takich nie miałem. Dla mnie ojciec czy matka dzisiaj to tylko imiona, które sa potrzebne tylko w dokumentach.
Od 17 roku życia sam siebie utrzymuję, walczę o siebie, "rodzicami" stali się zupełnie inni ludzie.
Kiedy moja matka przyjechała z ojcem w odwiedziny po wielu, wielu latach do mojego domu zaznaczyłem jej wyraźnie że ustawiać może u siebie a nie u mnie i jeżeli jej się nie podoba, może wracać. Czy to oznacza że do żony bym powiedział tak samo? Absolutnie. Moje podejście do dzieci jest o 180* odmienne do podejścia moich rodziców do mnie i do siostry.
Wypisujecie wiele bajek, że prędzej czy póxniej tak się będzie odzywał do autorki... A skąd to wiecie, z fusów?
Moja żona próbowała nas przez lata pogodzić, ale rzeczy które miały miejsce są nie do przejścia. Nigdy się nie dowiedziała o co kruszymy kopie i się nie dowiedzą - ani ona, ani dzieci.
Nie czuję żadnej więzi z rodzicami, bo nie mam prawa takowej czuć. Ale wiem, że nigdy nie doprowadzę do tego, aby w moim domu była atmosfera tego, co działo się u mnie.
Proponuję więc wyhamować z osądami, bo zwyczajnie partner autorki może znać powody tego dystansu, ale nie chce jej obarczać wiedzą i ma do tego prawo.
Dodam że dzisiaj moja żona rozumie, bo poznała odrobinę moją matkę i dzisiaj wie, że tak musi być.
Tak moje Drogie, nie wszędzie Mama i Tata ma to samo znaczenie.
@meinekleine
No dobrze, a teraz zastanówmy się nad taką kwestią - nie wiem ile masz lat ale pomyśl - macie dzieci i one widzą jak tata odnosi się do ich babci, jak myślisz, jak będą się odnosiły do swojej mamy?
Przepraszam ale ja się mogę z mamą pokłócić, pogniewać ale nigdy bym tak nie powiedział.
Matkę każdy facet ma jedną, z Ojcem to jest inna relacja ale Matka to Matka i tyle.
I nie chodzi o bycie maminsynkiem etc. tylko szacunek dla kobiety, która go urodziła, wykarmiła i wychowała.
Bo może nie było sytuacji w twoim życiu, która by do takiego dystansu doprowadziła. A takie zachowanie świadczy o trzymaniu na dystans kogoś, kto mógł zrobić wielką krzywdę.
I nie mówię o gniewaniu się.
Matkę ma się tylko jedną, to fakt, ale dla mnie matka także będzie matką z aktu urodzenia. Nic więcej.
Szacunek nigdy nikomu nie należy się z przydziału.
jeżeli ja będę dla moich dzieci jak moi rodzice, nie będę miał żalu że mnie wykopią ze swojego życia.
Dystans to co innego niż brak kultury, brak szacunku .
Pojęcie krzywdy też jest względne. Dla jednego krzywdą jest nie dbanie o dziecko, ograniczenie jedzenia, dla innego - nałożenie kary za niewłaściwe zachowanie lub palenie papierosów albo trawy.
W jednej sprawie przyznaję Ci rację: niektórzy rodzice rzeczywiście zasługują na " wykopanie" z życia dzieci. Ale problem polega na tym, że kulturalne dziecko, które ma serce nie będzie niekulturalnie warczeć na rodzica i okazywać braku szacunku. Najwyżej zerwie wszelkie kontakty. Choć przyznaję, że są osoby, które nie rozumieją kulturalnej mowy . Ale w wypowiedzi nic o tym nie napisano, że kobieta jest debilna albo menelka i nie pojmuje kulturalnej mowy.
20 2015-09-29 19:42:12 Ostatnio edytowany przez moni_traum (2015-09-29 19:50:12)
Śledzę Waszą dyskusję i doskonale rozumiem wątpliwości Autorki, bo ma słuszne obiekcje i podejrzenia co do ewentualnej przyszłości z takim mężczyzną.
FacetJAKwielu - trochę dziwnie podchodzisz do zagadnienia przyrównując je do własnych doświadczeń. Owszem, zapewne wiele osób nie ma dobrych stosunków z własnymi rodzicami, w pewnym sensie wykreśla ich ze swego zycia wchodząc w swoje własne, dorosłe. Jak Ty. Powody mogą być przeróżne. Ale nie o tym tu mowa... W całym zagadnieniu dotyczacym Autorki i problemu - w ogóle - chodzi o coś innego niz tu sugerujesz. Nie o dystans, odcięcie się - co jest chyba całkowicie zrozumiałe jesli ktoś z rodzicami nie chce mieć zbyt wiele wspólnego. Tu chodzi i ewidentne chamstwo, lekceważenie, elementarny brak szacunku. Podejrzewam, że z Twojej strony Twoi rodzice tego nie zaznali, bo - pomimo własnego odciecia sie od nich - jako "rodziców" ich szanujesz. Wątpię abyś zdobył sie na wyzwiska, ubliżające i poniżające teksty, gesty pogardy. To własnie jest ten "szacunek", co jest całkiem zrozumiałe. A jesli piszesz w kontekście tego watku: "Szacunek nigdy nikomu nie należy się z przydziału" to mimowolnie potwierdzasz, iż jednak jest to z Twojej strony. Co innego odciąć się, odizolować, a co innego tkwić w zażyłych (w negatywnym sensie) relacjach i bezustannie niszczyć, lżyć i lekceważyć. W tym przypadku ktoś, kto na coś takiego sie poważa - sam do siebie tego szacunku chyba nie ma skoro potrafi być taką osobą wobec innych. Zawsze uważałam, ze jeśli ktoś mi nie odpowiada, z jakichś względów mnie drażni, męczy czyjaś obecność - odcinam się. Jak Ty. Ale nigdy nie umiałabym tkwić w takich chorych relacjach i zatruwać życie komuś (a przy okazji i zatruwać samą siebie).
Zachowania tego chłopaka, jakie opisała Autorka wątku nie są "dystansowaniem się" jak tu sugerujesz. To przecież wyjątkowo wyraźne zachowania typowe dla toksyka niszczącego i gardzącego drugą osobą. Tu - wobec własnej matki. I obstawiam 100:1, że taki bedzie wobec własnej partnerki. Pisze to na podstawie własnych obserwacji. To pewne schematy zachowań, które zostają i są trudne - o ile nie niemożliwe - do zmiany w dorosłym życiu.
Na marginesie chciałabym zagadnienie trochę rozszerzyć: takie zachowania nie są domeną synów wobec matek. To tyczy sie też relacji córka - ojciec. Znam przypadek (wcale nie odosobniony) ze swego środowiska, gdzie dziewczyna pogardzała własnym ojcem i traktowała go ...nieciekawie. Może nie było wulgarymów, ale były ubliżajace słowa, odczuwalna pogarda i brak liczenia sie z jego uczuciami. Ta dziewczyna wyszła za mąż "z miłości". W krótkim czasie tak samo zaczęła odnosić się do własnego męża, co poskutkowało błyskawicznym rozpadem małżeństwa po niecałym roku...
Sumując powyższe - odcięcie się, odizolowanie od kogoś, a codzienne lżenie i okazywanie pogardy - to dwie zupełnie odmienne postawy, których nie powinno się "wrzucać do jednego worka". A takie zachowania wobec własnych rodziców jakie opisała Autorka i analogiczne w innych rodzinach (bez względu na konfigurację syn/matka, córka/ojciec) dają uzasadnione podstawy do obaw.
Popieram Twoją, meinekleine decyzję o "odpuszczeniu" - szkoda byłoby za jakiś czas, gdy trudniej byłoby się rozstać (małżeństwo, dzieci itd. itp.) przekonać się, że naiwnie zignorowałaś w przeszłosci "czerwone, ostrzegajace lampki".
Dystans to co innego niż brak kultury, brak szacunku .
Pojęcie krzywdy też jest względne. Dla jednego krzywdą jest nie dbanie o dziecko, ograniczenie jedzenia, dla innego - nałożenie kary za niewłaściwe zachowanie lub palenie papierosów albo trawy.
W jednej sprawie przyznaję Ci rację: niektórzy rodzice rzeczywiście zasługują na " wykopanie" z życia dzieci. Ale problem polega na tym, że kulturalne dziecko, które ma serce nie będzie niekulturalnie warczeć na rodzica i okazywać braku szacunku. Najwyżej zerwie wszelkie kontakty. Choć przyznaję, że są osoby, które nie rozumieją kulturalnej mowy . Ale w wypowiedzi nic o tym nie napisano, że kobieta jest debilna albo menelka i nie pojmuje kulturalnej mowy.
Nie zgodzę się z tobą. Moje zachowanie wobec ludzi uważam za normalne. Nawet wobec tych którzy wobec mnie są nie fair.
I dlatego wielu z Was pewnie to samo by powiedziało o mnie to samo co partnerze autorki. Bo jestem zwyczajnie obcy, surowy i bardzo stanowczy wobec swoich rodziców, i wszelkie formy kontaktu są postawione na ostrzu noża bez żadnej ulgi. Zdarzyło się że zwyczajnie wystawiłem ich za drzwi wieczorem, pomimo tego że nie mieszkają w tym samym mieście. Dlaczego? Bo tak, i nie dbam o to co w tym momencie myślą sobie wszyscy dookoła.
Na całe szczęście nasze spotkania są nie częstsze niż obowiązkowe spotkania przy okazji imprez rodzinnych.
Nie ma czegoś takiego jak zachowanie szacunku bo to jest matka czy ojciec czy ktokolwiek inny. Tego także uczę swoje dzieci. Szanuj ludzi, którzy są ludzcy a nie dlatego że są starsi, wyżej postawieni. Oczywiście że nie muszą pluć na innych, ale nie uznaję szacunku z przydziału.
22 2015-09-29 21:04:04 Ostatnio edytowany przez facetJAKwielu (2015-09-29 21:21:57)
FacetJAKwielu - trochę dziwnie podchodzisz do zagadnienia przyrównując je do własnych doświadczeń. Owszem, zapewne wiele osób nie ma dobrych stosunków z własnymi rodzicami, w pewnym sensie wykreśla ich ze swego zycia wchodząc w swoje własne, dorosłe. Jak Ty. Powody mogą być przeróżne. Ale nie o tym tu mowa... W całym zagadnieniu dotyczacym Autorki i problemu - w ogóle - chodzi o coś innego niz tu sugerujesz. Nie o dystans, odcięcie się - co jest chyba całkowicie zrozumiałe jesli ktoś z rodzicami nie chce mieć zbyt wiele wspólnego. Tu chodzi i ewidentne chamstwo, lekceważenie, elementarny brak szacunku. Podejrzewam, że z Twojej strony Twoi rodzice tego nie zaznali, bo - pomimo własnego odciecia sie od nich - jako "rodziców" ich szanujesz. Wątpię abyś zdobył sie na wyzwiska, ubliżające i poniżające teksty, gesty pogardy. To własnie jest ten "szacunek", co jest całkiem zrozumiałe.
I tutaj ciebie rozczaruję, bo to wszystko miało miejsce. Pewne rzeczy które miały miejsce nie pozwoliły na inne rozwiązanie spraw. I nic mnie o tym nie przekona. Nie mam szacunku do rodziców, bo nie mogę mieć. Kompletnie mnie nie interesuje co się z nimi dzieje, nie interesuje mnie czy są zdrowi. Z mojej strony, moi rodzice nie dali mi zaznać że są rodzicami. A Autorka nie napisała nic o powodach takiego podejścia jej partnera do autora. I domyślam się że jej partner nigdy jej tego nie powie. Będzie musiała to zrozumieć. Moja żona zrozumiała to po latach. Tak, moi rodzice nie zasługują na nic więcej jak na pogardę.
Dlatego moje córki są córkami, od których jedyną wdzięczność jakiej będę oczekiwał, to wdzięczność za miłość. Jeżeli wogóle będę czegokolwiek oczekiwał. Ufam że będę takim tatą, że nie będę musiał niczego od nich oczekiwać...
Okej, okej teraz ja
A więc dziś mu wszystko powiedziałam (rozeszliśmy się) Oczywiście chciał mnie namówić na jeszcze jedną szansę ;] Wytłumaczył mi tak,iż wszyscy zostali tak wychowani, ponieważ w domu jego ojca było surowe i sztywne wychowanie. Jego mama stwierdziła,że będzie wychowywać ich na luzie po kumpelsku. Niby sama zaczeła się do nich tak odnosić . Szczerze wątpię w tą bajkę. Sam się przyznał,że wgl jej nie słucha, lekceważy tylko. Wniosek: dobrze zrobiłam. Tylko zastanawia mnie jedno, dlaczego wybieram takich skomplikowanych ludzi, a nie normalnych facetów?
Jego mama stwierdziła,że będzie wychowywać ich na luzie po kumpelsku. Niby sama zaczeła się do nich tak odnosić . Szczerze wątpię w tą bajkę. Sam się przyznał,że wgl jej nie słucha, lekceważy tylko.
Ja swojego syna też wychowuję po kumpelsku i jest między nami mnóstwo luzu, ale równocześnie wszystkie granice są jasno wyznaczone i kiedy syn niebezpiecznie się do nich zbliża, to szybko oraz stanowczo reaguję, dlatego nie ma mowy o żadnym lekceważeniu. Być może jednak jego mama żadnych granic nie stawiała, a potem było już na to zbyt późno - syn nie tylko nie uważał za konieczne zwracać się do niej z szacunkiem, ale tego szacunku zwyczajnie u niego nie było. Szacunku nie otrzymuje się z automatu, na szacunek trzeba sobie zapracować.
Dochodząc jednak do Twojego pytania - musiałabyś szerzej napisać co rozumiesz pod pojęciem "skomplikowanych, a nie normalnych facetów". Skomplikowanych, czyli dokładnie jakich? Znajdujesz w nich jakieś stałe, wspólne cechy?
H_M_T_R napisał/a:Dystans to co innego niż brak kultury, brak szacunku .
Pojęcie krzywdy też jest względne. Dla jednego krzywdą jest nie dbanie o dziecko, ograniczenie jedzenia, dla innego - nałożenie kary za niewłaściwe zachowanie lub palenie papierosów albo trawy.
W jednej sprawie przyznaję Ci rację: niektórzy rodzice rzeczywiście zasługują na " wykopanie" z życia dzieci. Ale problem polega na tym, że kulturalne dziecko, które ma serce nie będzie niekulturalnie warczeć na rodzica i okazywać braku szacunku. Najwyżej zerwie wszelkie kontakty. Choć przyznaję, że są osoby, które nie rozumieją kulturalnej mowy . Ale w wypowiedzi nic o tym nie napisano, że kobieta jest debilna albo menelka i nie pojmuje kulturalnej mowy.Nie zgodzę się z tobą. Moje zachowanie wobec ludzi uważam za normalne. Nawet wobec tych którzy wobec mnie są nie fair.
I dlatego wielu z Was pewnie to samo by powiedziało o mnie to samo co partnerze autorki. Bo jestem zwyczajnie obcy, surowy i bardzo stanowczy wobec swoich rodziców, i wszelkie formy kontaktu są postawione na ostrzu noża bez żadnej ulgi. Zdarzyło się że zwyczajnie wystawiłem ich za drzwi wieczorem, pomimo tego że nie mieszkają w tym samym mieście. Dlaczego? Bo tak, i nie dbam o to co w tym momencie myślą sobie wszyscy dookoła.
Na całe szczęście nasze spotkania są nie częstsze niż obowiązkowe spotkania przy okazji imprez rodzinnych.
Nie ma czegoś takiego jak zachowanie szacunku bo to jest matka czy ojciec czy ktokolwiek inny. Tego także uczę swoje dzieci. Szanuj ludzi, którzy są ludzcy a nie dlatego że są starsi, wyżej postawieni. Oczywiście że nie muszą pluć na innych, ale nie uznaję szacunku z przydziału.
Ja nie napisałam, że szacunek jest przynależny z przydziału. Napisałam, że trzeba odróżnić brak kultury od chamstwa. Odizolowanie się od kogoś, kto skrzywdził i jest toksyczny od pastwienia się nad nim.
Wiesz, ja też nie miałam rodziców, którym mogłam okazać miłość i szacunek. Trzymałam ich na dystans, bo musiałam. Bo gdy byłam miła, chcieli rządzić mną i moim życiem choć już nie byłam od nich zależna finansowo. Mówili znajomym , że mi pomagają, a tak naprawdę, całe życie rzucali mi kłody pod nogi i nie akceptowali moich wyborów. Zabraniali mi się kształcić i tak naprawdę od 16-tego roku życia finansowo liczyłam tylko na siebie.Krytykowali moje koleżanki, kolegów. Narzucali mi swoich"kawalerów". Doznałam wielkiej krzywdy od ich 2 kandydatów, o czym tu nie będę pisać. Zdarzyło się, że wyprosiłam ich z własnego mieszkania, choć nie mieszkali w tej samej miejscowości, w której ja mieszkałam, aczkolwiek zamówiłam im taksówkę i zapłaciłam za nią. Nie rozmawialiśmy potem 3 lata z wyjątkiem telefonicznych życzeń na święta.Ojciec już nie żyje. Mama jeszcze żyje. I cóż mogę powiedzieć- nie chwalę, się tym, że kontakt z nią nie sprawia mi przyjemności. Ale nie warczę, nie pomiatam, poświeciłam im 12 lat swojego życia, bo oczywiście na stare lata nie ci dobrzy ich znajomi się nimi zajęli, tylko obowiązek spadł na mnie, bo brat od dawna nie żyje.
Jakie podsumowanie? Każdy człowiek sposobem odnoszenia do innych mówi otoczeniu kim jest. Jeśli nie umie być kulturalny wobec kogoś , kto go skrzywdził, prawdopodobnie będzie taki także wobec kogoś innego, gdy już nie będzie czuł skrepowania albo pojawią się jakieś problemy do rozwiązania.
Moze to jest sposob odnoszenia sie "lekki", tzn nieobrazajacy matki i nie wypowiedziany by to zrobic. Np. moj najstarszy czesem cos takiego powie ale obydwoje wiemy,ze to w zartach i nigdy na powaznie nie odwazylby sie. Zarty nie znacza zawsze z usmiechem na ustach bo nawet ton moze wygladac na powazny ale mimo to te dwie osoby wiedza,ze to nie jest na powaznie. Szacunek do kogos to nie tylko slowa. Obserwuj wszystko co zachodzi miedzy nim a jego matka, jakie sa te relacje bo mozliwe,ze maja swoj kod, ktorym sie porozumiewaja i nic zlego sie nie dzieje a dla osoby z zewnatrz moze to wygladac nieciekawie. Cos jak miedzy przyjaciokami kiedy np sobie jada rowno i z boku wyglada to tak jakby sie strasznie obrazaly wzajemnie co mija sie z prawda. Nie wiem czy sie jasno wyrazilam w tym wpisie ![]()
facetJAKwielu napisał/a:H_M_T_R napisał/a:Dystans to co innego niż brak kultury, brak szacunku .
Pojęcie krzywdy też jest względne. Dla jednego krzywdą jest nie dbanie o dziecko, ograniczenie jedzenia, dla innego - nałożenie kary za niewłaściwe zachowanie lub palenie papierosów albo trawy.
W jednej sprawie przyznaję Ci rację: niektórzy rodzice rzeczywiście zasługują na " wykopanie" z życia dzieci. Ale problem polega na tym, że kulturalne dziecko, które ma serce nie będzie niekulturalnie warczeć na rodzica i okazywać braku szacunku. Najwyżej zerwie wszelkie kontakty. Choć przyznaję, że są osoby, które nie rozumieją kulturalnej mowy . Ale w wypowiedzi nic o tym nie napisano, że kobieta jest debilna albo menelka i nie pojmuje kulturalnej mowy.Nie zgodzę się z tobą. Moje zachowanie wobec ludzi uważam za normalne. Nawet wobec tych którzy wobec mnie są nie fair.
I dlatego wielu z Was pewnie to samo by powiedziało o mnie to samo co partnerze autorki. Bo jestem zwyczajnie obcy, surowy i bardzo stanowczy wobec swoich rodziców, i wszelkie formy kontaktu są postawione na ostrzu noża bez żadnej ulgi. Zdarzyło się że zwyczajnie wystawiłem ich za drzwi wieczorem, pomimo tego że nie mieszkają w tym samym mieście. Dlaczego? Bo tak, i nie dbam o to co w tym momencie myślą sobie wszyscy dookoła.
Na całe szczęście nasze spotkania są nie częstsze niż obowiązkowe spotkania przy okazji imprez rodzinnych.
Nie ma czegoś takiego jak zachowanie szacunku bo to jest matka czy ojciec czy ktokolwiek inny. Tego także uczę swoje dzieci. Szanuj ludzi, którzy są ludzcy a nie dlatego że są starsi, wyżej postawieni. Oczywiście że nie muszą pluć na innych, ale nie uznaję szacunku z przydziału.Ja nie napisałam, że szacunek jest przynależny z przydziału. Napisałam, że trzeba odróżnić brak kultury od chamstwa. Odizolowanie się od kogoś, kto skrzywdził i jest toksyczny od pastwienia się nad nim.
Wiesz, ja też nie miałam rodziców, którym mogłam okazać miłość i szacunek. Trzymałam ich na dystans, bo musiałam. Bo gdy byłam miła, chcieli rządzić mną i moim życiem choć już nie byłam od nich zależna finansowo. Mówili znajomym , że mi pomagają, a tak naprawdę, całe życie rzucali mi kłody pod nogi i nie akceptowali moich wyborów. Zabraniali mi się kształcić i tak naprawdę od 16-tego roku życia finansowo liczyłam tylko na siebie.Krytykowali moje koleżanki, kolegów. Narzucali mi swoich"kawalerów". Doznałam wielkiej krzywdy od ich 2 kandydatów, o czym tu nie będę pisać. Zdarzyło się, że wyprosiłam ich z własnego mieszkania, choć nie mieszkali w tej samej miejscowości, w której ja mieszkałam, aczkolwiek zamówiłam im taksówkę i zapłaciłam za nią. Nie rozmawialiśmy potem 3 lata z wyjątkiem telefonicznych życzeń na święta.Ojciec już nie żyje. Mama jeszcze żyje. I cóż mogę powiedzieć- nie chwalę, się tym, że kontakt z nią nie sprawia mi przyjemności. Ale nie warczę, nie pomiatam, poświeciłam im 12 lat swojego życia, bo oczywiście na stare lata nie ci dobrzy ich znajomi się nimi zajęli, tylko obowiązek spadł na mnie, bo brat od dawna nie żyje.
Jakie podsumowanie? Każdy człowiek sposobem odnoszenia do innych mówi otoczeniu kim jest. Jeśli nie umie być kulturalny wobec kogoś , kto go skrzywdził, prawdopodobnie będzie taki także wobec kogoś innego, gdy już nie będzie czuł skrepowania albo pojawią się jakieś problemy do rozwiązania.
To co jedna osoba uzna za trzymanie dystansu, ktoś inny nazwie chamstwem, bo może nie rozumieć i nie zrozumie tego że ten pierwszy, może mieć rację i postępować słusznie. I nie mówimy teraz o takich czy innych rodzicach. Mówimy o obiektywnej ocenie stanu rzeczy. Twoje ostatnie zdanie, to tylko domysły i wyobrażenia. Prawdopodobnie leży daleko od na pewno.
prawdziwy facet powinien mieć szacunek dla każdego, największy dla rodzicieli bez względu na wszystko
Spoko, pogubiłam się z lekka. On uważa ,że ja też tej relacji matki-syn nie rozumiem. Jak mu powiedziałam,że koniec to wybiegł z domu nie chciał nic słuchać . Po 2 h spotkaliśmy się porozmawialiśmy, nadal trzymałam się tego samego co zrobił? Dał głośniej muzykę i śpiewał sobie. Stwerdził przy okazji ,że mam dziwną opinie w pracy i poza pracą (manipulacja) Ale nie wierze ,że podnieść do matki głos słowami: Uciekaj mi stąd? wtf?
Moze tez byc tak ze to jak sie ktos odnosi do kogos innego to jest to obraz takiej relacji juz zakorzenionej w czasie, do ktorej obie strony sa przyzwyczajone. Wtedy im to pasuje ale Tobie pasowac nie musi. Ogolnie wszystko wiec bedzie zalezec od tego jak Ty na to bedziesz patrzec i ew. odbierac podobne odzywki w stosunku do siebie. Masz tez prawo wymagac takiego poziomu kultury jaki Tobie odpowiada, zwlaszcza przy Tobie ale zeby wychowac faceta trzeba zawsze, niezaleznie od okolicznosci i obecnosci reagowac. Jesli jednak ktos mowi, ze "mam dziwną opinie w pracy i poza pracą" to oznacza to jakis brak szacunku do drugiej osoby bo to nie jest argument, raczej powinien swojej dziewczyny bronic. Mniemam ze ta dziwnosc to jak piszesz manipulacja w celu zaakcpetowania jego zachowania. Mysle ze oboje musicie sie dotrzec, dojrzec i dorosnac zwlaszcza iz problemy leza po obu stronach bo jesli jestescie w jakims zwiazku to dlaczego tylko Ty decydujesz o wszystkim albo wymagasz np. zeby ktos w stresie (a rozstanie sie jest ogromnym stresem) zachowywal sie tak jak Ty sobie tego zyczysz? Ludzie to nie marionetki, nie roboty i czym predzej to zrozumiesz tym lepiej. Podsumowujac mozna wymagac od kogos kultury ale rowniez warto nauczyc siebie wyrozumialosci.
Moze tez byc tak ze to jak sie ktos odnosi do kogos innego to jest to obraz takiej relacji juz zakorzenionej w czasie, do ktorej obie strony sa przyzwyczajone. Wtedy im to pasuje ale Tobie pasowac nie musi. Ogolnie wszystko wiec bedzie zalezec od tego jak Ty na to bedziesz patrzec i ew. odbierac podobne odzywki w stosunku do siebie. Masz tez prawo wymagac takiego poziomu kultury jaki Tobie odpowiada, zwlaszcza przy Tobie ale zeby wychowac faceta trzeba zawsze, niezaleznie od okolicznosci i obecnosci reagowac. Jesli jednak ktos mowi, ze "mam dziwną opinie w pracy i poza pracą" to oznacza to jakis brak szacunku do drugiej osoby bo to nie jest argument, raczej powinien swojej dziewczyny bronic. Mniemam ze ta dziwnosc to jak piszesz manipulacja w celu zaakcpetowania jego zachowania. Mysle ze oboje musicie sie dotrzec, dojrzec i dorosnac zwlaszcza iz problemy leza po obu stronach bo jesli jestescie w jakims zwiazku to dlaczego tylko Ty decydujesz o wszystkim albo wymagasz np. zeby ktos w stresie (a rozstanie sie jest ogromnym stresem) zachowywal sie tak jak Ty sobie tego zyczysz? Ludzie to nie marionetki, nie roboty i czym predzej to zrozumiesz tym lepiej. Podsumowujac mozna wymagac od kogos kultury ale rowniez warto nauczyc siebie wyrozumialosci.
Nie rozumiem, jak mam być wyrozumiała? Powiedziałam mu,że jest tak wychowany i znajdzie taką osobę która zaakceptuje. Przeciesz nie będę go wychowywać ,bo od tego nie jestem. Jeśli mi to nie pasowałam odpuściłam i nie angażuję się w to.
A co to dziwnych facetów: to teraz wybrałam głównie ludzi , którzy mają problemy z nerwami, narkotykami brakiem prawka,szkoły ;] Dlaczego nie wiem.. Chce ich naprawiać czy coś?
maniek_z_maniek napisał/a:Moze tez byc tak ze to jak sie ktos odnosi do kogos innego to jest to obraz takiej relacji juz zakorzenionej w czasie, do ktorej obie strony sa przyzwyczajone. Wtedy im to pasuje ale Tobie pasowac nie musi. Ogolnie wszystko wiec bedzie zalezec od tego jak Ty na to bedziesz patrzec i ew. odbierac podobne odzywki w stosunku do siebie. Masz tez prawo wymagac takiego poziomu kultury jaki Tobie odpowiada, zwlaszcza przy Tobie ale zeby wychowac faceta trzeba zawsze, niezaleznie od okolicznosci i obecnosci reagowac. Jesli jednak ktos mowi, ze "mam dziwną opinie w pracy i poza pracą" to oznacza to jakis brak szacunku do drugiej osoby bo to nie jest argument, raczej powinien swojej dziewczyny bronic. Mniemam ze ta dziwnosc to jak piszesz manipulacja w celu zaakcpetowania jego zachowania. Mysle ze oboje musicie sie dotrzec, dojrzec i dorosnac zwlaszcza iz problemy leza po obu stronach bo jesli jestescie w jakims zwiazku to dlaczego tylko Ty decydujesz o wszystkim albo wymagasz np. zeby ktos w stresie (a rozstanie sie jest ogromnym stresem) zachowywal sie tak jak Ty sobie tego zyczysz? Ludzie to nie marionetki, nie roboty i czym predzej to zrozumiesz tym lepiej. Podsumowujac mozna wymagac od kogos kultury ale rowniez warto nauczyc siebie wyrozumialosci.
Nie rozumiem, jak mam być wyrozumiała? Powiedziałam mu,że jest tak wychowany i znajdzie taką osobę która zaakceptuje. Przeciesz nie będę go wychowywać ,bo od tego nie jestem. Jeśli mi to nie pasowałam odpuściłam i nie angażuję się w to.
A co to dziwnych facetów: to teraz wybrałam głównie ludzi , którzy mają problemy z nerwami, narkotykami brakiem prawka,szkoły ;] Dlaczego nie wiem.. Chce ich naprawiać czy coś?
Wyrozumiałość polega na kilku rzeczach. Jedną z ważniejszych jest zrozumienie drugiego człowieka, człowieka wogóle tego jaki jest i tego ze my jestesmy tacy sami. Zobaczenie co nami kieruje, skad sie biora emocje, postepowanie, co za tym stoi. Zobaczenie ze czasami wyolbrzymiamy jakies aspekty czyjegos postepowania a jednoczesnie nie widzimy swoich wlasnych, itp. Weryfikacja swoich kryteriów wyboru. Bo to kogo wybierasz jest elementem sterowania twoim zyciem przez program podstawidomego wyboru, ktory taki bedzie dopoki nie zaczniesz zyc swiadomie.
Np. z pewnego punktu widzenia cale Twoje postepowanie moze wydawac sie bezsensowne poniewaz jednoczesnie krytykujesz postepowanie chlopaka, ktore wynika z jego emocji a jednoczesnie kierujesz sie emocjami, nieuswiadomionymi pobudkami w kwestii wyboru osob, ktore sa przedmiotem Twojego zainteresowania na zasadzie rzekomego kontrastu z Toba. A przeciez zasada jest ta sama, tylko w przypadku chlopaka dotyczy to tego co robi, mowi, a u Ciebie kogos wybierasz. Oboje nie umiecie panowac nas swoim zachowaniem, wyborami i nie wiecie dlaczego to robicie, nie widzicie w tym problemu. Cos kieruje wami. Poza tym jak logicznie wytlumaczyc odrzucanie kogos kto wg. Ciebie ma problem z kultura a zainteresowanie kims kto ma problem z nerwami (czyli zachowuje sie bez kontroli nad soba), narkotykami (czyli wlasciwie nie jest juz czlowiekiem bo kieruje sie czyms innym, ma zmiany w mozgu) czy nie ma prawka (w domsyle jezdzi bez prawka, umiejetnosci i uprawnien popelniajac przestepstwo lub wykrocznie w zaleznosci od tego jak sie to skonczy). I to akcetujesz. Taki dualizm jest chyba dziwny? W koncu wymienilas osoby, ktore sa w czesci gorsze od Twojego bylego chlopaka.
Moze byc tez tak ze ktos Ci nie pasuje ale to Ty manipulujesz podajac nieprawdziwe powody, niecheci bycia z kims.
33 2015-09-30 16:19:45 Ostatnio edytowany przez meinekleine (2015-09-30 16:21:52)
meinekleine napisał/a:maniek_z_maniek napisał/a:Moze tez byc tak ze to jak sie ktos odnosi do kogos innego to jest to obraz takiej relacji juz zakorzenionej w czasie, do ktorej obie strony sa przyzwyczajone. Wtedy im to pasuje ale Tobie pasowac nie musi. Ogolnie wszystko wiec bedzie zalezec od tego jak Ty na to bedziesz patrzec i ew. odbierac podobne odzywki w stosunku do siebie. Masz tez prawo wymagac takiego poziomu kultury jaki Tobie odpowiada, zwlaszcza przy Tobie ale zeby wychowac faceta trzeba zawsze, niezaleznie od okolicznosci i obecnosci reagowac. Jesli jednak ktos mowi, ze "mam dziwną opinie w pracy i poza pracą" to oznacza to jakis brak szacunku do drugiej osoby bo to nie jest argument, raczej powinien swojej dziewczyny bronic. Mniemam ze ta dziwnosc to jak piszesz manipulacja w celu zaakcpetowania jego zachowania. Mysle ze oboje musicie sie dotrzec, dojrzec i dorosnac zwlaszcza iz problemy leza po obu stronach bo jesli jestescie w jakims zwiazku to dlaczego tylko Ty decydujesz o wszystkim albo wymagasz np. zeby ktos w stresie (a rozstanie sie jest ogromnym stresem) zachowywal sie tak jak Ty sobie tego zyczysz? Ludzie to nie marionetki, nie roboty i czym predzej to zrozumiesz tym lepiej. Podsumowujac mozna wymagac od kogos kultury ale rowniez warto nauczyc siebie wyrozumialosci.
Nie rozumiem, jak mam być wyrozumiała? Powiedziałam mu,że jest tak wychowany i znajdzie taką osobę która zaakceptuje. Przeciesz nie będę go wychowywać ,bo od tego nie jestem. Jeśli mi to nie pasowałam odpuściłam i nie angażuję się w to.
A co to dziwnych facetów: to teraz wybrałam głównie ludzi , którzy mają problemy z nerwami, narkotykami brakiem prawka,szkoły ;] Dlaczego nie wiem.. Chce ich naprawiać czy coś?Wyrozumiałość polega na kilku rzeczach. Jedną z ważniejszych jest zrozumienie drugiego człowieka, człowieka wogóle tego jaki jest i tego ze my jestesmy tacy sami. Zobaczenie co nami kieruje, skad sie biora emocje, postepowanie, co za tym stoi. Zobaczenie ze czasami wyolbrzymiamy jakies aspekty czyjegos postepowania a jednoczesnie nie widzimy swoich wlasnych, itp. Weryfikacja swoich kryteriów wyboru. Bo to kogo wybierasz jest elementem sterowania twoim zyciem przez program podstawidomego wyboru, ktory taki bedzie dopoki nie zaczniesz zyc swiadomie.
Np. z pewnego punktu widzenia cale Twoje postepowanie moze wydawac sie bezsensowne poniewaz jednoczesnie krytykujesz postepowanie chlopaka, ktore wynika z jego emocji a jednoczesnie kierujesz sie emocjami, nieuswiadomionymi pobudkami w kwestii wyboru osob, ktore sa przedmiotem Twojego zainteresowania na zasadzie rzekomego kontrastu z Toba. A przeciez zasada jest ta sama, tylko w przypadku chlopaka dotyczy to tego co robi, mowi, a u Ciebie kogos wybierasz. Oboje nie umiecie panowac nas swoim zachowaniem, wyborami i nie wiecie dlaczego to robicie, nie widzicie w tym problemu. Cos kieruje wami. Poza tym jak logicznie wytlumaczyc odrzucanie kogos kto wg. Ciebie ma problem z kultura a zainteresowanie kims kto ma problem z nerwami (czyli zachowuje sie bez kontroli nad soba), narkotykami (czyli wlasciwie nie jest juz czlowiekiem bo kieruje sie czyms innym, ma zmiany w mozgu) czy nie ma prawka (w domsyle jezdzi bez prawka, umiejetnosci i uprawnien popelniajac przestepstwo lub wykrocznie w zaleznosci od tego jak sie to skonczy). I to akcetujesz. Taki dualizm jest chyba dziwny? W koncu wymienilas osoby, ktore sa w czesci gorsze od Twojego bylego chlopaka.
Moze byc tez tak ze ktos Ci nie pasuje ale to Ty manipulujesz podajac nieprawdziwe powody, niecheci bycia z kims.
To co Twoim zdaniem mam być z facetem impuslywnym, nerowowym ,który dziwnie się odnosi do matki i najbliższych? Cierpieć w przyszłości,bo jestem niewyrozumiała? Nie mogę tego pojąć . Możemy pogadać prywatnie?
A jeszcze jedno , jeśli ma popsute zęby nieskończoną szkołę po co mam w to dalej brnąć? Mówiłam,żeby skończył tą szkołę to zabiera się do tego od miesiąca tak samo z zębami, jeszcze oburzony czemu go nie chce pocałować... A co do wyboru skąd miałam wiedzieć ,że jest taki impulsywny , dziadkom pokazuje środkowy palec ,a z ojcem się nienawidzą? Świadomie wybierać tzn. ?
35 2015-09-30 16:38:55 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-09-30 16:39:28)
A jeszcze jedno , jeśli ma popsute zęby nieskończoną szkołę po co mam w to dalej brnąć? Mówiłam,żeby skończył tą szkołę to zabiera się do tego od miesiąca tak samo z zębami, jeszcze oburzony czemu go nie chce pocałować... A co do wyboru skąd miałam wiedzieć ,że jest taki impulsywny , dziadkom pokazuje środkowy palec ,a z ojcem się nienawidzą? Świadomie wybierać tzn. ?
"Problemów" jest więc więcej ... ![]()
Ale oczywiście zgadzam się OGÓLNIE z tym, ze wymagać trzeba i swoje kryteria mieć. W końcu budujemy swoje własne życie. Tylko bądź wyrozumiała. Jeśli kiedyś w przyszłosci Twój już jakiś prawdziwy men straci prace, nie ogoli się, powie coś głupiego to może bądź trochę wyrozumiała?
prawdziwy facet powinien mieć szacunek dla każdego, największy dla rodzicieli bez względu na wszystko
Mylisz się. A raczej mylisz definicję szacunku. Prawdziwy facet co najwyżej zachowa dla siebie powody.
H_M_T_R napisał/a:facetJAKwielu napisał/a:Nie zgodzę się z tobą. Moje zachowanie wobec ludzi uważam za normalne. Nawet wobec tych którzy wobec mnie są nie fair.
I dlatego wielu z Was pewnie to samo by powiedziało o mnie to samo co partnerze autorki. Bo jestem zwyczajnie obcy, surowy i bardzo stanowczy wobec swoich rodziców, i wszelkie formy kontaktu są postawione na ostrzu noża bez żadnej ulgi. Zdarzyło się że zwyczajnie wystawiłem ich za drzwi wieczorem, pomimo tego że nie mieszkają w tym samym mieście. Dlaczego? Bo tak, i nie dbam o to co w tym momencie myślą sobie wszyscy dookoła.
Na całe szczęście nasze spotkania są nie częstsze niż obowiązkowe spotkania przy okazji imprez rodzinnych.
Nie ma czegoś takiego jak zachowanie szacunku bo to jest matka czy ojciec czy ktokolwiek inny. Tego także uczę swoje dzieci. Szanuj ludzi, którzy są ludzcy a nie dlatego że są starsi, wyżej postawieni. Oczywiście że nie muszą pluć na innych, ale nie uznaję szacunku z przydziału.Ja nie napisałam, że szacunek jest przynależny z przydziału. Napisałam, że trzeba odróżnić brak kultury od chamstwa. Odizolowanie się od kogoś, kto skrzywdził i jest toksyczny od pastwienia się nad nim.
Wiesz, ja też nie miałam rodziców, którym mogłam okazać miłość i szacunek. Trzymałam ich na dystans, bo musiałam. Bo gdy byłam miła, chcieli rządzić mną i moim życiem choć już nie byłam od nich zależna finansowo. Mówili znajomym , że mi pomagają, a tak naprawdę, całe życie rzucali mi kłody pod nogi i nie akceptowali moich wyborów. Zabraniali mi się kształcić i tak naprawdę od 16-tego roku życia finansowo liczyłam tylko na siebie.Krytykowali moje koleżanki, kolegów. Narzucali mi swoich"kawalerów". Doznałam wielkiej krzywdy od ich 2 kandydatów, o czym tu nie będę pisać. Zdarzyło się, że wyprosiłam ich z własnego mieszkania, choć nie mieszkali w tej samej miejscowości, w której ja mieszkałam, aczkolwiek zamówiłam im taksówkę i zapłaciłam za nią. Nie rozmawialiśmy potem 3 lata z wyjątkiem telefonicznych życzeń na święta.Ojciec już nie żyje. Mama jeszcze żyje. I cóż mogę powiedzieć- nie chwalę, się tym, że kontakt z nią nie sprawia mi przyjemności. Ale nie warczę, nie pomiatam, poświeciłam im 12 lat swojego życia, bo oczywiście na stare lata nie ci dobrzy ich znajomi się nimi zajęli, tylko obowiązek spadł na mnie, bo brat od dawna nie żyje.
Jakie podsumowanie? Każdy człowiek sposobem odnoszenia do innych mówi otoczeniu kim jest. Jeśli nie umie być kulturalny wobec kogoś , kto go skrzywdził, prawdopodobnie będzie taki także wobec kogoś innego, gdy już nie będzie czuł skrepowania albo pojawią się jakieś problemy do rozwiązania.To co jedna osoba uzna za trzymanie dystansu, ktoś inny nazwie chamstwem, bo może nie rozumieć i nie zrozumie tego że ten pierwszy, może mieć rację i postępować słusznie. I nie mówimy teraz o takich czy innych rodzicach. Mówimy o obiektywnej ocenie stanu rzeczy. Twoje ostatnie zdanie, to tylko domysły i wyobrażenia. Prawdopodobnie leży daleko od na pewno.
Widzę, że jesteś typem Człowieka, który musi mieć zawsze rację, więc odpuszczam, bo dalsza dyskusja nie ma sensu
Ale zdania nie zmienię, człowiek kulturalny, na poziomie nie będzie się zachowywał niekulturalnie, bez szacunku wobec nikogo. Chyba, że musi, tzn. w chwili zagrożenia życia, zdrowia, także psychicznego.
prawdziwy facet powinien mieć szacunek dla każdego, największy dla rodzicieli bez względu na wszystko
Popieram.
Trzeba się zastanowić jeśli chłopak pokazuje brak szacunku do kogokolwiek (matki, ojca, bezdomnego, kulawego psa czy starszej pani). Jeśli jest się dobrze wychowanym to nawet gdyby matka ubliżyła, czy powiedziała coś, co mogłoby zaboleć syna - nie odpyskuje i jej nie obrazi. W końcu najbardziej powinno się szanować kobietę która urodziła i wychowała. Takie moje zdanie ![]()
Trzeba się zastanowić jeśli chłopak pokazuje brak szacunku do kogokolwiek (matki, ojca, bezdomnego, kulawego psa czy starszej pani). Jeśli jest się dobrze wychowanym to nawet gdyby matka ubliżyła, czy powiedziała coś, co mogłoby zaboleć syna - nie odpyskuje i jej nie obrazi. W końcu najbardziej powinno się szanować kobietę która urodziła i wychowała. Takie moje zdanie
Nie wychodzisz z założenia że może nie chodzić wcale tylko o coś co "mogła powiedzieć", bo w moim przypadku, to akurat nie ma znaczenia, a mimo to nie ma NIC w moim życiu, z pewnego długiego okresu mojego życia za co miałbym szanować. Był taki czas że wolałem byc wyskrobany niż się urodzić.
Twoje zdanie i osobom tobie podobnym, zwyczajnie nie przychodzi do głowy że nie chodzi o kłótnie czy awantury, o złe słowo, ale o wiele poważniejsze sprawy. Np, o zrobienie totalnego piekła z życia. Życia, którego się zwyczajnie nie chce. Więc nie masz racji o tym że szanować się powinno.
41 2015-09-30 16:56:57 Ostatnio edytowany przez facetJAKwielu (2015-09-30 17:10:39)
facetJAKwielu napisał/a:H_M_T_R napisał/a:Ja nie napisałam, że szacunek jest przynależny z przydziału. Napisałam, że trzeba odróżnić brak kultury od chamstwa. Odizolowanie się od kogoś, kto skrzywdził i jest toksyczny od pastwienia się nad nim.
Wiesz, ja też nie miałam rodziców, którym mogłam okazać miłość i szacunek. Trzymałam ich na dystans, bo musiałam. Bo gdy byłam miła, chcieli rządzić mną i moim życiem choć już nie byłam od nich zależna finansowo. Mówili znajomym , że mi pomagają, a tak naprawdę, całe życie rzucali mi kłody pod nogi i nie akceptowali moich wyborów. Zabraniali mi się kształcić i tak naprawdę od 16-tego roku życia finansowo liczyłam tylko na siebie.Krytykowali moje koleżanki, kolegów. Narzucali mi swoich"kawalerów". Doznałam wielkiej krzywdy od ich 2 kandydatów, o czym tu nie będę pisać. Zdarzyło się, że wyprosiłam ich z własnego mieszkania, choć nie mieszkali w tej samej miejscowości, w której ja mieszkałam, aczkolwiek zamówiłam im taksówkę i zapłaciłam za nią. Nie rozmawialiśmy potem 3 lata z wyjątkiem telefonicznych życzeń na święta.Ojciec już nie żyje. Mama jeszcze żyje. I cóż mogę powiedzieć- nie chwalę, się tym, że kontakt z nią nie sprawia mi przyjemności. Ale nie warczę, nie pomiatam, poświeciłam im 12 lat swojego życia, bo oczywiście na stare lata nie ci dobrzy ich znajomi się nimi zajęli, tylko obowiązek spadł na mnie, bo brat od dawna nie żyje.
Jakie podsumowanie? Każdy człowiek sposobem odnoszenia do innych mówi otoczeniu kim jest. Jeśli nie umie być kulturalny wobec kogoś , kto go skrzywdził, prawdopodobnie będzie taki także wobec kogoś innego, gdy już nie będzie czuł skrepowania albo pojawią się jakieś problemy do rozwiązania.To co jedna osoba uzna za trzymanie dystansu, ktoś inny nazwie chamstwem, bo może nie rozumieć i nie zrozumie tego że ten pierwszy, może mieć rację i postępować słusznie. I nie mówimy teraz o takich czy innych rodzicach. Mówimy o obiektywnej ocenie stanu rzeczy. Twoje ostatnie zdanie, to tylko domysły i wyobrażenia. Prawdopodobnie leży daleko od na pewno.
Widzę, że jesteś typem Człowieka, który musi mieć zawsze rację, więc odpuszczam, bo dalsza dyskusja nie ma sensu
Ale zdania nie zmienię, człowiek kulturalny, na poziomie nie będzie się zachowywał niekulturalnie, bez szacunku wobec nikogo. Chyba, że musi, tzn. w chwili zagrożenia życia, zdrowia, także psychicznego.
Jestem człowiekiem, który mając za sobą pewne doświadczenie życiowe, nie zgadza się tylko w swojej sprawie, domniemając co mogło spotkać byłego partnera naszej autorki. Powiem Tobie tylko więc rąbek. Moja starsza siostra została zmuszona do prostytucji w wieku 14, 15 lat aby matka mogła się napić i nie tylko. Sama jej sprowadzała klientów i to po kilku dziennie. Siostra i tak chroniła mnie przed większością piekła tego domu, który wg. ciebie powinien, szanować. Nie wmawiaj więc mi bajek, że widocznie ktoś komuś powiedział złe słowo.
dodam jeszcze że szprycowała ją prochami i poiła alkoholem. Dzisiaj matka żyje, ale siostra nie.
Pomimo tego moje dzieci poznały "babcię", moja żona nic nie wie o moim domu rodzinnym, oraz o wielu innych rzeczach. Dodam że nie przenoszę NIC z domu rodzinnego w mój dom. A wiesz co jest najlepsze? Moja matka nie widzi swojej winy. to co, szanujemy? Bo mnie urodziła? Żart, dziewczyno, ponury żart. Dlatego nie ocenia się kogoś po czymś takim, bo zdecydowana większość nie chce o tym mówić.
dla mnie więc Prawdziwy Facet oznacza wychowanie dzieci w miłości, bez cienia wiedzy i świadomości tego, co było w moim domu. Resztę Waszych bajek zostawcie w takich tematach dla siebie. Nie korzystałem z opieki psychologa, bo nie musiałem. Z domu zabrał mnie facet, który uczył mnie zawodu, potem popchnął do technikum, chociaż wcale nie musiał.
Ale wiem jak łatwo kogoś osądzić, bo przecież Wam matka co najwyżej kazała sprzątać przez całe dnie, albo tylko wtrącała się do garów, kiedy byłyście na swoim.
Sorry, dla mnie takie rzeczy to nic.
42 2015-09-30 17:13:54 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-09-30 17:15:30)
FacetJAKwielu, aż mnie przytkało, bardzo mi przykro....
Ja nigdy nie dałam rady powiedzieć ,,tato", po prosu nie mogłam. Zawsze tylko - ojciec:( W moim słowniku nie ma tego pojęcia...
To na to teraz wychodzi,że źle zrobiłam?
Wydaje mi się,że narkotyki, nerwy to nie odpowiedni kandydat na męża. Zauważyłam,że nawet jego pies na niego szczekał i warczał. Zabolał mnie też to,że on nie stanął w mojej obronie, gdy ktoś mnie obrażał.
FacetJAKwielu, aż mnie przytkało, bardzo mi przykro....
Ja nigdy nie dałam rady powiedzieć ,,tato", po prosu nie mogłam. Zawsze tylko - ojciec:( W moim słowniku nie ma tego pojęcia...
Nie musi być tobie przykro, zwyczajnie, pewnie ludzie mają zaszufladkowane pewne rzeczy i myślą że każdą sprawę można załatwić, powiedzieć, napisać, że wszystko się da. Nie da się.
Jeżeli chodzi o siostrę, to były sprawy sądowe, mnie nikt nie posłuchał, wmawiano mi że zmyślam. A siostra miała skończone 15 lat jak zaczęła współżycie. Wszyscy w rodzinie wiedzieli co się dzieje, nie zareagował nikt. Dlatego nie utrzymuję kontaktu z rodziną, bo jej nie mam. Mam tę, którą stanowi żona i dzieci.
To na to teraz wychodzi,że źle zrobiłam?
Wydaje mi się,że narkotyki, nerwy to nie odpowiedni kandydat na męża. Zauważyłam,że nawet jego pies na niego szczekał i warczał. Zabolał mnie też to,że on nie stanął w mojej obronie, gdy ktoś mnie obrażał.
Nie, nic na to nie wychodzi, zwyczajnie, nie znasz genezy. Są sytuacje poza podręcznikowe, umykające wszelkim psychologom, profesorom.
Ja nie twierdzę że Twój były miał złe dzieciństwo. Napisałem tylko, że czasami ocenianie bez poznania genezy jest nie trafione. A nasze wnioski mogą być nie słuszne.
H_M_T_R napisał/a:facetJAKwielu napisał/a:To co jedna osoba uzna za trzymanie dystansu, ktoś inny nazwie chamstwem, bo może nie rozumieć i nie zrozumie tego że ten pierwszy, może mieć rację i postępować słusznie. I nie mówimy teraz o takich czy innych rodzicach. Mówimy o obiektywnej ocenie stanu rzeczy. Twoje ostatnie zdanie, to tylko domysły i wyobrażenia. Prawdopodobnie leży daleko od na pewno.
Widzę, że jesteś typem Człowieka, który musi mieć zawsze rację, więc odpuszczam, bo dalsza dyskusja nie ma sensu
Ale zdania nie zmienię, człowiek kulturalny, na poziomie nie będzie się zachowywał niekulturalnie, bez szacunku wobec nikogo. Chyba, że musi, tzn. w chwili zagrożenia życia, zdrowia, także psychicznego.
Jestem człowiekiem, który mając za sobą pewne doświadczenie życiowe, nie zgadza się tylko w swojej sprawie, domniemając co mogło spotkać byłego partnera naszej autorki. Powiem Tobie tylko więc rąbek. Moja starsza siostra została zmuszona do prostytucji w wieku 14, 15 lat aby matka mogła się napić i nie tylko. Sama jej sprowadzała klientów i to po kilku dziennie. Siostra i tak chroniła mnie przed większością piekła tego domu, który wg. ciebie powinien, szanować. Nie wmawiaj więc mi bajek, że widocznie ktoś komuś powiedział złe słowo.
dodam jeszcze że szprycowała ją prochami i poiła alkoholem. Dzisiaj matka żyje, ale siostra nie.
Pomimo tego moje dzieci poznały "babcię", moja żona nic nie wie o moim domu rodzinnym, oraz o wielu innych rzeczach. Dodam że nie przenoszę NIC z domu rodzinnego w mój dom. A wiesz co jest najlepsze? Moja matka nie widzi swojej winy. to co, szanujemy? Bo mnie urodziła? Żart, dziewczyno, ponury żart. Dlatego nie ocenia się kogoś po czymś takim, bo zdecydowana większość nie chce o tym mówić.dla mnie więc Prawdziwy Facet oznacza wychowanie dzieci w miłości, bez cienia wiedzy i świadomości tego, co było w moim domu. Resztę Waszych bajek zostawcie w takich tematach dla siebie. Nie korzystałem z opieki psychologa, bo nie musiałem. Z domu zabrał mnie facet, który uczył mnie zawodu, potem popchnął do technikum, chociaż wcale nie musiał.
Ale wiem jak łatwo kogoś osądzić, bo przecież Wam matka co najwyżej kazała sprzątać przez całe dnie, albo tylko wtrącała się do garów, kiedy byłyście na swoim.
Sorry, dla mnie takie rzeczy to nic.
Doprawdy, nie chce mi się wracać do swojej przeszłości i dowodzić Ci jakie są moje argumenty. Natomiast współczuję Tobie, że masz taką matkę i nie snuj już teorii spiskowych wobec tych kobiet, które uważają, że prawdziwy mężczyzna powinien okazać szacunek każdej kobiecie, także prostytutce i narkomance
Aczkolwiek prawdziwy mężczyzna nie ma żadnego obowiązku moralnego spotykać się z prostytutką czy narkomanką, choćby była jego matką. Ma natomiast obowiązek prawny się nią zajmować, gdy jest w niedostatku - i to prawo jest okrutne i powinno być zmienione!
facetJAKwielu napisał/a:H_M_T_R napisał/a:Widzę, że jesteś typem Człowieka, który musi mieć zawsze rację, więc odpuszczam, bo dalsza dyskusja nie ma sensu
Ale zdania nie zmienię, człowiek kulturalny, na poziomie nie będzie się zachowywał niekulturalnie, bez szacunku wobec nikogo. Chyba, że musi, tzn. w chwili zagrożenia życia, zdrowia, także psychicznego.
Jestem człowiekiem, który mając za sobą pewne doświadczenie życiowe, nie zgadza się tylko w swojej sprawie, domniemając co mogło spotkać byłego partnera naszej autorki. Powiem Tobie tylko więc rąbek. Moja starsza siostra została zmuszona do prostytucji w wieku 14, 15 lat aby matka mogła się napić i nie tylko. Sama jej sprowadzała klientów i to po kilku dziennie. Siostra i tak chroniła mnie przed większością piekła tego domu, który wg. ciebie powinien, szanować. Nie wmawiaj więc mi bajek, że widocznie ktoś komuś powiedział złe słowo.
dodam jeszcze że szprycowała ją prochami i poiła alkoholem. Dzisiaj matka żyje, ale siostra nie.
Pomimo tego moje dzieci poznały "babcię", moja żona nic nie wie o moim domu rodzinnym, oraz o wielu innych rzeczach. Dodam że nie przenoszę NIC z domu rodzinnego w mój dom. A wiesz co jest najlepsze? Moja matka nie widzi swojej winy. to co, szanujemy? Bo mnie urodziła? Żart, dziewczyno, ponury żart. Dlatego nie ocenia się kogoś po czymś takim, bo zdecydowana większość nie chce o tym mówić.dla mnie więc Prawdziwy Facet oznacza wychowanie dzieci w miłości, bez cienia wiedzy i świadomości tego, co było w moim domu. Resztę Waszych bajek zostawcie w takich tematach dla siebie. Nie korzystałem z opieki psychologa, bo nie musiałem. Z domu zabrał mnie facet, który uczył mnie zawodu, potem popchnął do technikum, chociaż wcale nie musiał.
Ale wiem jak łatwo kogoś osądzić, bo przecież Wam matka co najwyżej kazała sprzątać przez całe dnie, albo tylko wtrącała się do garów, kiedy byłyście na swoim.
Sorry, dla mnie takie rzeczy to nic.
Doprawdy, nie chce mi się wracać do swojej przeszłości i dowodzić Ci jakie są moje argumenty. Natomiast współczuję Tobie, że masz taką matkę i nie snuj już teorii spiskowych wobec tych kobiet, które uważają, że prawdziwy mężczyzna powinien okazać szacunek każdej kobiecie, także prostytutce i narkomance
Aczkolwiek prawdziwy mężczyzna nie ma żadnego obowiązku moralnego spotykać się z prostytutką czy narkomanką, choćby była jego matką. Ma natomiast obowiązek prawny się nią zajmować, gdy jest w niedostatku - i to prawo jest okrutne i powinno być zmienione!
I dlatego więcej szacunku mają w moich oczach wszyscy ludzie, ale nie ta jedna osoba. Jak dla mnie może umierać. Nie ma jej. Bo mylisz cały czas pojęcia. To powiedz mi ilu klientów tobie matka przyprowadziła? a ile razy zostałaś skatowana jak powiedziałaś że nie chcesz? A ile razy podawała tobie narkotyk dożylnie? A ile razy poiła? A ile razy zmusiła ciebie do aborcji? Czekam na odpowiedzi. To wszystko się działo w latach 80. Moja matka była córką członka PZPR. Jeżeli na jakiekolwiek pytanie odpowiesz tak, to może zacznę coś zauważyć. Ale nie sądzę. Jedyną osobą z rodziny, którą pominąłem, a która potrafi ze mną rozmawiać jest moja kuzynka. Dzisiaj pracuje na oddziale psychiatrycznym dla kobiet w Poznaniu. To powiedz, ilu klientów dziennie obsługiwałaś?
To prawda,wiele lat temu usłyszałam te słowa od księdza przy konfesjonale z okazji spowiedzi przedślubnej.Wtedy nie przywiązywałam do tego uwagi,byłam młoda i zakochana po uszy.Czas pokazał,że to prawda.
To prawda,wiele lat temu usłyszałam te słowa od księdza przy konfesjonale z okazji spowiedzi przedślubnej.Wtedy nie przywiązywałam do tego uwagi,byłam młoda i zakochana po uszy.Czas pokazał,że to prawda.
To dlaczego ja nie mam żadnych powodów aby obrazić żonę? Zanim odpowiesz doczytaj co napisałem.
50 2015-09-30 17:58:17 Ostatnio edytowany przez meinekleine (2015-09-30 18:00:15)
malgorzata.onet.pl napisał/a:To prawda,wiele lat temu usłyszałam te słowa od księdza przy konfesjonale z okazji spowiedzi przedślubnej.Wtedy nie przywiązywałam do tego uwagi,byłam młoda i zakochana po uszy.Czas pokazał,że to prawda.
To dlaczego ja nie mam żadnych powodów aby obrazić żonę? Zanim odpowiesz doczytaj co napisałem.
Mówił mi,że odnoszą się do matki bo sama im na to pozwoliła, niby sama pierwsza zaczeła tak mówić. Wydaje mi się,że po prostu nie wyznaczyła granicy i wszystko poszło za daleko. Jego ojciec był niby bardzo surowo wychowany i jest niby zimny dla swoich dzieci i nieobecny . Całe wychowanie zostawił żonie i pewnie sobie nie poradziła z 4 dzieci. Chciła być koleżanką,ale za daleko wszystko poszło. Sam stwerdził,że nie chce być jak swój ojciec zimny i nieobecny. W domu nie lubi przebywać to jak on chce utworzyć dobrą rodzinę? Zabolało mnie strasznie,że mnie nie bronił gdy ktoś mnie obrażał. Jak mam zacząć w końcu świadomie wybierać,a nie facetów z pod sklepów?
Ech... Tak czytam i czytam i sie duszę aż, bo sporo miałabym do napisania. FacetJAKwielu, patrzysz na sytuacje przez pryzmat własnych, nieciekawych doswiadczeń i prawdopodobnie w zwykłym chamowatym zachowaniu tego chłopaka doszukujesz sie nieistniejacych powodów. Tak sądzę. Owszem, to, co opisałeś jest podstawą do radykalnego wyrzucenia takich "rodziców" z własnego zycie - temu nie przeczę. Jednak jest - znów się powtórzę - granica, róznica miedzy odsunieciem sie typu "nie chcę was znać" a chamskim traktowaniem. Nie przegadamy tego tematu... Dlaczego zachowanie tego chłopaka pasuje mi do bezpodstawnego chamstwa a nie ...rewanżu na doznane krzywdy (jak to próbujesz tu przeforsować)? Zachowanie chłopaka w momencie rozstania: zagłuszanie głosu Autorki muzyką i pełne lekceważenie jej prób rozmowy. Jak to nazwać? Czy tak wobec tego zachowuje się ktoś ...normalny? Myślę, że chłopak ma jakieś skrzywienia i problemy emocjonalne (jeśli już nie psychiczne) i jako taki nie kwalifikuje sie do związku z osobą czującą jakąś własną wartość (jak Autorka). Taki chłopak wcześniej czy później trafi na dziewczynę, która bedzie całkowicie wyzbyta swojego "ja", będzie unizona i biernie poddana jego dominacji. A on bedzie z nia robił to samo, co obecnie wobec matki, dziadków... To ten "typ". I przykro mi, ale ja dla takiej konstrukcji psychicznej (typowego toksyka) żadnego wytłumaczenia nie mam i zadne teorie i usoprawiedliwienia do mnie nie przemówią - za dużo w zyciu poznałam... A co do argumentu (facetJAKwielu), iż mimo takiego podejścia do własnej matki (do swojej partnerki jesteś inny) - to cechuje osoby myślace i potrafiace trzeźwo postępować. Ja też mam za soba nieciekawe przejścia w zyciu i mimo to "nie odbijam tego" sobie na nikim. Od niektórych osób się odcięłam i ich nie chcę znać. I żadne moje negatywne doświadczenia nie rzutuja na postępowanie. Choć nie - rzutują: pozytywnie. Bo wiem, czego w zyciu nie chcę i czego nie chcę więcej zaznać...
Ech... Tak czytam i czytam i sie duszę aż, bo sporo miałabym do napisania. FacetJAKwielu, patrzysz na sytuacje przez pryzmat własnych, nieciekawych doswiadczeń i prawdopodobnie w zwykłym chamowatym zachowaniu tego chłopaka doszukujesz sie nieistniejacych powodów. Tak sądzę. Owszem, to, co opisałeś jest podstawą do radykalnego wyrzucenia takich "rodziców" z własnego zycie - temu nie przeczę. Jednak jest - znów się powtórzę - granica, róznica miedzy odsunieciem sie typu "nie chcę was znać" a chamskim traktowaniem. Nie przegadamy tego tematu... Dlaczego zachowanie tego chłopaka pasuje mi do bezpodstawnego chamstwa a nie ...rewanżu na doznane krzywdy (jak to próbujesz tu przeforsować)? Zachowanie chłopaka w momencie rozstania: zagłuszanie głosu Autorki muzyką i pełne lekceważenie jej prób rozmowy. Jak to nazwać? Czy tak wobec tego zachowuje się ktoś ...normalny? Myślę, że chłopak ma jakieś skrzywienia i problemy emocjonalne (jeśli już nie psychiczne) i jako taki nie kwalifikuje sie do związku z osobą czującą jakąś własną wartość (jak Autorka). Taki chłopak wcześniej czy później trafi na dziewczynę, która bedzie całkowicie wyzbyta swojego "ja", będzie unizona i biernie poddana jego dominacji. A on bedzie z nia robił to samo, co obecnie wobec matki, dziadków... To ten "typ". I przykro mi, ale ja dla takiej konstrukcji psychicznej (typowego toksyka) żadnego wytłumaczenia nie mam i zadne teorie i usoprawiedliwienia do mnie nie przemówią - za dużo w zyciu poznałam... A co do argumentu (facetJAKwielu), iż mimo takiego podejścia do własnej matki (do swojej partnerki jesteś inny) - to cechuje osoby myślace i potrafiace trzeźwo postępować. Ja też mam za soba nieciekawe przejścia w zyciu i mimo to "nie odbijam tego" sobie na nikim. Od niektórych osób się odcięłam i ich nie chcę znać. I żadne moje negatywne doświadczenia nie rzutuja na postępowanie. Choć nie - rzutują: pozytywnie. Bo wiem, czego w zyciu nie chcę i czego nie chcę więcej zaznać...
Dziękuje, bardzo dobrze odebrałaś to co napisałam. Mimo jego chamstwa w pracy mówię mu ,, cześć,, nawet na zwykłe tematy nie potrafię porozmawiać już z nim. Powiedziałam tylko,że rozumiem jego postępowanie i sposób wychowania,ale niestety nie zaakceptuje tego. Po drugie jestem bardzo przewrażliwiona na tle brau szacunku, ponieważ mój ojciec za grosz dla nas nie ma.
facetjakwielu nie znam Cię ale według mnie jesteś prawdziwym facetem, to co tu napisałeś trochę mnie zszokowało, szacun za to że wyszedłeś na ludzi mimo małych szans na normalne życie i dorastanie w patologii
mnie to tam tylko ojciec z domu wyrzucał parę razy i raz się z nim pobiłem, ale spoko, widzę że wcale nie miałem źle
Jak mam zacząć w końcu świadomie wybierać,a nie facetów spod sklepów?
Żebyśmy mogli dać Ci jakieś wskazówki, Ty musiałabyś najpierw odpowiedzieć na moje pytanie. Zadałam je kilkanaście postów wcześniej.
Dochodząc jednak do Twojego pytania - musiałabyś szerzej napisać co rozumiesz pod pojęciem "skomplikowanych, a nie normalnych facetów". Skomplikowanych, czyli dokładnie jakich? Znajdujesz w nich jakieś stałe, wspólne cechy?
H_M_T_R napisał/a:facetJAKwielu napisał/a:Jestem człowiekiem, który mając za sobą pewne doświadczenie życiowe, nie zgadza się tylko w swojej sprawie, domniemając co mogło spotkać byłego partnera naszej autorki. Powiem Tobie tylko więc rąbek. Moja starsza siostra została zmuszona do prostytucji w wieku 14, 15 lat aby matka mogła się napić i nie tylko. Sama jej sprowadzała klientów i to po kilku dziennie. Siostra i tak chroniła mnie przed większością piekła tego domu, który wg. ciebie powinien, szanować. Nie wmawiaj więc mi bajek, że widocznie ktoś komuś powiedział złe słowo.
dodam jeszcze że szprycowała ją prochami i poiła alkoholem. Dzisiaj matka żyje, ale siostra nie.
Pomimo tego moje dzieci poznały "babcię", moja żona nic nie wie o moim domu rodzinnym, oraz o wielu innych rzeczach. Dodam że nie przenoszę NIC z domu rodzinnego w mój dom. A wiesz co jest najlepsze? Moja matka nie widzi swojej winy. to co, szanujemy? Bo mnie urodziła? Żart, dziewczyno, ponury żart. Dlatego nie ocenia się kogoś po czymś takim, bo zdecydowana większość nie chce o tym mówić.dla mnie więc Prawdziwy Facet oznacza wychowanie dzieci w miłości, bez cienia wiedzy i świadomości tego, co było w moim domu. Resztę Waszych bajek zostawcie w takich tematach dla siebie. Nie korzystałem z opieki psychologa, bo nie musiałem. Z domu zabrał mnie facet, który uczył mnie zawodu, potem popchnął do technikum, chociaż wcale nie musiał.
Ale wiem jak łatwo kogoś osądzić, bo przecież Wam matka co najwyżej kazała sprzątać przez całe dnie, albo tylko wtrącała się do garów, kiedy byłyście na swoim.
Sorry, dla mnie takie rzeczy to nic.
Doprawdy, nie chce mi się wracać do swojej przeszłości i dowodzić Ci jakie są moje argumenty. Natomiast współczuję Tobie, że masz taką matkę i nie snuj już teorii spiskowych wobec tych kobiet, które uważają, że prawdziwy mężczyzna powinien okazać szacunek każdej kobiecie, także prostytutce i narkomance
Aczkolwiek prawdziwy mężczyzna nie ma żadnego obowiązku moralnego spotykać się z prostytutką czy narkomanką, choćby była jego matką. Ma natomiast obowiązek prawny się nią zajmować, gdy jest w niedostatku - i to prawo jest okrutne i powinno być zmienione!
I dlatego więcej szacunku mają w moich oczach wszyscy ludzie, ale nie ta jedna osoba. Jak dla mnie może umierać. Nie ma jej. Bo mylisz cały czas pojęcia. To powiedz mi ilu klientów tobie matka przyprowadziła? a ile razy zostałaś skatowana jak powiedziałaś że nie chcesz? A ile razy podawała tobie narkotyk dożylnie? A ile razy poiła? A ile razy zmusiła ciebie do aborcji? Czekam na odpowiedzi. To wszystko się działo w latach 80. Moja matka była córką członka PZPR. Jeżeli na jakiekolwiek pytanie odpowiesz tak, to może zacznę coś zauważyć. Ale nie sądzę. Jedyną osobą z rodziny, którą pominąłem, a która potrafi ze mną rozmawiać jest moja kuzynka. Dzisiaj pracuje na oddziale psychiatrycznym dla kobiet w Poznaniu. To powiedz, ilu klientów dziennie obsługiwałaś?
Doprawdy to już moja ostatnia odpowiedź. Napisałam, że nie będę wracać do swojej przeszłości, bo to przeszłość, nie miałam na nią wpływu, bo byłam dzieckiem i byłam zależna materialnie od rodziców, a rodziców się nie wybiera. A Ty dalej Swoje. Naprawdę nie zdajesz Sobie sprawy, że jesteś agresywny? Dobrze, że wyszedłeś na ludzi, nie bierzesz narkotyków, pracujesz, masz rodzinę. Ale sorry za szczerość- to nie wszystko. Wyluzuj Człowieku, przeszłość minęła bezpowrotnie, ale Ty w niej nadal tkwisz. Nie jestem psychiatrą ani psychologiem, więc Ci nie pomogę. Po co się tutaj zalogowałeś? Życzę normalności. Bez odbioru ![]()
56 2015-10-01 08:18:04 Ostatnio edytowany przez facetJAKwielu (2015-10-01 08:22:26)
facetJAKwielu napisał/a:H_M_T_R napisał/a:Doprawdy, nie chce mi się wracać do swojej przeszłości i dowodzić Ci jakie są moje argumenty. Natomiast współczuję Tobie, że masz taką matkę i nie snuj już teorii spiskowych wobec tych kobiet, które uważają, że prawdziwy mężczyzna powinien okazać szacunek każdej kobiecie, także prostytutce i narkomance
Aczkolwiek prawdziwy mężczyzna nie ma żadnego obowiązku moralnego spotykać się z prostytutką czy narkomanką, choćby była jego matką. Ma natomiast obowiązek prawny się nią zajmować, gdy jest w niedostatku - i to prawo jest okrutne i powinno być zmienione!
I dlatego więcej szacunku mają w moich oczach wszyscy ludzie, ale nie ta jedna osoba. Jak dla mnie może umierać. Nie ma jej. Bo mylisz cały czas pojęcia. To powiedz mi ilu klientów tobie matka przyprowadziła? a ile razy zostałaś skatowana jak powiedziałaś że nie chcesz? A ile razy podawała tobie narkotyk dożylnie? A ile razy poiła? A ile razy zmusiła ciebie do aborcji? Czekam na odpowiedzi. To wszystko się działo w latach 80. Moja matka była córką członka PZPR. Jeżeli na jakiekolwiek pytanie odpowiesz tak, to może zacznę coś zauważyć. Ale nie sądzę. Jedyną osobą z rodziny, którą pominąłem, a która potrafi ze mną rozmawiać jest moja kuzynka. Dzisiaj pracuje na oddziale psychiatrycznym dla kobiet w Poznaniu. To powiedz, ilu klientów dziennie obsługiwałaś?
Doprawdy to już moja ostatnia odpowiedź. Napisałam, że nie będę wracać do swojej przeszłości, bo to przeszłość, nie miałam na nią wpływu, bo byłam dzieckiem i byłam zależna materialnie od rodziców, a rodziców się nie wybiera. A Ty dalej Swoje. Naprawdę nie zdajesz Sobie sprawy, że jesteś agresywny? Dobrze, że wyszedłeś na ludzi, nie bierzesz narkotyków, pracujesz, masz rodzinę. Ale sorry za szczerość- to nie wszystko. Wyluzuj Człowieku, przeszłość minęła bezpowrotnie, ale Ty w niej nadal tkwisz. Nie jestem psychiatrą ani psychologiem, więc Ci nie pomogę. Po co się tutaj zalogowałeś? Życzę normalności. Bez odbioru
I kolejny raz się mylisz. Bo nie tkwię w przeszłości. Napisałem tobie że są styuację w których szacunek się nie należy, i jest to słuszne. Na żadne z moich pytań nie odpowiedziałaś, bo na każde musiałabyś odpowiedzieć nie. Więc nie masz pojęcia o czym ja piszę. Twoje "wyluzuj" jest zwyczajnie śmieszne w tym momencie. Rozumiem że tak poradę, dałaś byś także córkom więzionym przez ojca w piwnicy, albo innym podobnym ofiarom? No i rzecz jasna stwierdziłabyś że w sumie nic się takiego nie stało i powinny szanować matkę i ojca, bo to rodziciele. Nie ma czegoś takiego. Zalogowałem się aby pogadać na różne tematy i pojawił się taki. Jak doczytasz wszystkie moje wpisy, dopiero takie płytkie myślenie co niektórych, popchnęło mnie do cofnięcia się w lata dzieciństwa. Nic więcej. I nie sądzę abyś miała podobne doświadczenie. Bo zwróć uwagę, to co mnie spotkało, przemilczałem. Nie logowałem się tutaj aby szukać współczucia.
Nie martw się o moją normalność. Jest normalna. I powiedz mi tak na zakończenie, a dlaczego ty wychodzisz z założenia że cokolwiek się nie stanie, należy się szacunek matce? Nie odpowiadaj.
facetjakwielu nie znam Cię ale według mnie jesteś prawdziwym facetem, to co tu napisałeś trochę mnie zszokowało, szacun za to że wyszedłeś na ludzi mimo małych szans na normalne życie i dorastanie w patologii
mnie to tam tylko ojciec z domu wyrzucał parę razy i raz się z nim pobiłem, ale spoko, widzę że wcale nie miałem źle
Wiesz co jest najbardziej dobijające? Działo się to na początku lat 80 i nic nie można z tym zrobić. Taka była siła partii i ówczesnej MO.
Facet, współczuję okropnych rodziców, ale z całym szacunkiem, mylisz pojęcia.
Ja mam dosyć okropną matkę, która całe życie zachowywała się jak rozwydrzona księżniczka i pępek świata. Nie lubię jej jako człowieka, nie szanuję jako rodzica (bo i za co?), odcięłam się od niej z 15 lat temu, ALE to wcale nie znaczy, że jak ją widzę dwa razy do roku na skypie, to obrzucam ją bluzgami. Odcięcie się nie równa się chamstwu
Facet z tego wątku wydaje się po prostu nie szanować swojej rodzicielki, bo jest egoistycznym, burakowatym dupkiem. To, że pewnie jest to spowodowane marnym wychowaniem, to inna sprawa, jednak marne techniki wychowawcze to nie jest jeszcze patologia. Jestem wielką zwolenniczką obserwowania jak mężczyzna się zachowuje w stosunku do swojej matki, pań w sklepie i obsługi w lokalu, bo to świetnie obrazuje jak będzie się zachowywał w stosunku do kobiety, kiedy minie czas zalotów i "starania się".
59 2015-10-01 16:36:06 Ostatnio edytowany przez meinekleine (2015-10-01 16:57:19)
Ogolnie w sklepie odnosi się z kultturą, czasem o gorszej osobie mówi z pogarda . Szczerze mowiac to moja wina po czesci, ze zaczelam z nim zwiazek. Moglam powiedziec na poczatku ,, nie,, wiedzac, ze nie skoczyl szkoly ma popsute zeby .. Myslam ze mimo to jest dobrym pomocnym facetem i to wystarczy . Najgorsze jest ,że razem pracujemy nie wiem jak mam się wobec niego zachować . Koleżeństwo ?Tylko mówić sobie cześć ? Chce przyjechać i niby walczyć ,ale o co ? Uważa ,że człowiek się zmienia. Ja w to nie wierzę i nie uwierzę.
meinekleine napisał/a:Jego mama stwierdziła,że będzie wychowywać ich na luzie po kumpelsku. Niby sama zaczeła się do nich tak odnosić . Szczerze wątpię w tą bajkę. Sam się przyznał,że wgl jej nie słucha, lekceważy tylko.
Ja swojego syna też wychowuję po kumpelsku i jest między nami mnóstwo luzu, ale równocześnie wszystkie granice są jasno wyznaczone i kiedy syn niebezpiecznie się do nich zbliża, to szybko oraz stanowczo reaguję, dlatego nie ma mowy o żadnym lekceważeniu. Być może jednak jego mama żadnych granic nie stawiała, a potem było już na to zbyt późno - syn nie tylko nie uważał za konieczne zwracać się do niej z szacunkiem, ale tego szacunku zwyczajnie u niego nie było. Szacunku nie otrzymuje się z automatu, na szacunek trzeba sobie zapracować.
Dochodząc jednak do Twojego pytania - musiałabyś szerzej napisać co rozumiesz pod pojęciem "skomplikowanych, a nie normalnych facetów". Skomplikowanych, czyli dokładnie jakich? Znajdujesz w nich jakieś stałe, wspólne cechy?
Tak, ostatni facet był podobny : miał problemy z nerwami palił trawę, nie radził sobie sam z problemami oraz nie posiadał prawka. Ten z kolei nie ma skończonej szkoły, problem z nerwami (impulsywny) nie radził sobie z problemami swoimi. To są wspólne cechy. Te dwie osoby myślały ,że będę ich naprawiać prowadzić za rączkę . Staną się tacy jak ja chcę . Ale po co dlaczego? Nie rozumiem tego schematu