Witam, moja historia jest troszkę inna niż tak zwane „normalne” rozstania (zdrada, wypalenie itp.). Poznaliśmy się 4 lata temu na wspólnych zajęciach na studiach, byliśmy ze sobą ponad 3,5 roku, nasz związek wydawał się idealny. Byliśmy zgrani na każdej płaszczyźnie, można powiedzieć, że odbieraliśmy na tych samych falach w każdej dziedzinie zycia – od wspólnych rozmów, po podobny światopogląd i poczucie humoru. Poza jednym istotnym elementem – nie chciałem poznać jej rodziców, co wynikało z mojego wychowania i relacji z moimi własnymi rodzicami jak rowniez z rodzicami moich byłych partnerek (nie były najlepsze)– duży dystans. Wszystko układało się dobrze do pewnego dnia kiedy moja ukochana oświadczyła, że pragnie dziecka, zdecydowanie sprzeciwiłem się temu pomysłowi, twierdząc, że trzeba to zrobić z głową, przeanalizować wszystko i zrobić to odpowiedzialnie, planując wszystko. Ona nie chciała przyjąć tego do wiadomości, mówiła ze nie ma czego planować, bo dziecko jest wielkim szczęściem i czymś co jest najważniejsze dla kobiety. Byłem nieugięty i stwierdziłem, że dziecko w tym momencie nie jest rozsądnym rozwiązaniem.
Minęło kilka dnia, z moją dziewczyną było coraz gorzej, wracała z pracy z płaczem, mówiła, że nie może sobie już tym poradzić, rozważała też odstawienie tabletek nic mi o tym nie mówiąc, ale stwierdziła, że takim krokiem mogłaby mnie unieszczęśliwić na całe życie, a tego nie chce. Kolejnym problemem w tym okresie stała się moja niechęć poznania jej rodziców, powiedziała mi że dużo myślała i widzi „czarną dziurę” bo jak możemy mieć dziecko jak nie znam jej rodziców i że nie ogarnia już tego wszystkiego. Trwało to wszystko od początku sierpnia, codzienne wieczorne dyskusje, płacze i pretensje, jej stan był coraz gorszy, zaczęła czuć do siebie obrzydzenie, przestała o siebie dbać, zaczęła myć sobie ręce szczotką do wanny, żeby się ukarać, za to że okłamywała rodziców (na początku mówiła im o mnie, ale kiedy odmawiałem kolejnego wyjazdu do jej rodziców, zaczęła przemilczać moje istnienie i kłamać ich ze jest już sama). Przestała okazywać mi jakiekolwiek uczucia, przytulać się, całować, o seksie nie wspominając, wpadała w furię, a do wstawania z łóżka zmuszała ją tylko konieczność udania się do pracy. Ja też przestałem sobie radzić już z tą sytuacją - miałem coraz większe poczucie winy i czułem się odrzucony ze strony mojej partnerki.
Chcąc naprawić całą sytuację zaproponowałem, że możemy pojechać do jej rodziców i jestem na tak w sprawie dziecka, ale żebyśmy przełożyli to jedynie o kilka miesięcy, nie zgodziła się, powiedziała, że jest już za późno, bo w niej coś pękło, a dziecko chciała już a nie za kilka miesięcy, poza tym spytała się czy w ogóle miałem zamiar się z nią kiedykolwiek ożenić. Zaproponowała, żebyśmy się rozstali na kilka miesięcy – ona uda się na terapie, żeby wszystko sobie poukładać w głowie, a ja będę miał czas żeby zrozumieć jak ważna jest rodzina. Mimo tej propozycji, mówiła mi wprost, że nie wyobraża sobie mieszkać w innym miejscu, bo tyle emocji i energii ulokowała w naszym dotychczasowym mieszkaniu i że już kompletnie niczego nie ogarnia. Cała sytuacja i jej stan nie ulegał jednak zmianie, na początku września zmęczony powiedziałem, że powinniśmy się rozstać i powinna się wyprowadzić (mieszkanie jest moje), bo nie wytrzymam dalej tej sytuacji, zgodziła się, próbowałem potem to odkręcić, jednak ona wpadała w furię twierdząc, że ułożyła już sobie wszystko w głowie i skoro nie jesteśmy już razem to nie możemy też razem mieszkać, jednocześnie podkreślając, że ma nadzieje że za jakiś czas wrócimy do siebie bo nie wyobraża sobie życia beze mnie. Znalazła sobie mieszkanie w którym zamieszka ze swoją siostrą od października, poszła na psychoterapię na której stwierdzono stosunkowo głęboką depresję i zapisano jej antydepresanty. Moja była już dziewczyna stwierdziła, że w tej chwili niczego nie planuje, nie wie jak wpłynie na nią terapia i leki i nie jest w stanie stwierdzić czy jeszcze będziemy kiedyś razem, ale chce ze mną utrzymywać koleżeńskie relacje, spotykać się na kawe, piwo, odwiedzać i żebyśmy wzajemnie się wspierali. Myślę, że ważną informacją jest również to że w jej rodzinie występuje jak to ujął jej terapeuta „słabość charakteru” i podatność na różne zaburzenia (mama ma chorobę afektywną dwubiegunową, siostra nerwicę natręctw, babcia i ciocia chorowały w przeszłości lub chorują obecnie na depresje) poza tym w ostatnim czasie miała dużo stresów zwiazanych z pracą i jej babcia z którą jest bardzo blisko poważnie się rozchorowała i nie wiadomo jak długo jeszcze będzie żyła, ale nie wiem czy to też mogło mieć na nią wpływ.. Jestem załamany całą sytuacja i sam zacząłem uczestniczyć w psychoterapii i chciałbym się dowiedzieć czy to wszystko co się stało to moja wina i czy mam jeszcze na co liczyć i jak się zachowac w całej sytuacji ? Moja była dziewczyna jest piękną kobietą i boje się, że znajdzie sobie kogoś kto bez problemu zgodzi się na odwiedzanie rodziców i dziecko. Czuję się jak totalnie bezwartościowy idiota, która zniszczył sobie i jej życie…. Co o tym wszystkim myślicie i co w tej sytuacji najlepiej zrobić ? Bo już kompletnie nie ogarniam tej sytuacji, w ciągu 2 miesiący poukładane życie zamieniło się w koszmar, kocham ją i wiem że jeśli nie uda sie tego naprawić to będę do końca życia sam ....
1 2015-09-26 20:12:35 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-09-26 22:21:03)
Podobne tematy
O widzę że ludziska myślą i nie wiedzą jak tu sie zabrać za Ciebie. Panie X a czego właściwie Ty chcesz ? Recepty - dziś rozdaje gratis
3 2015-09-26 21:36:56 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-09-26 21:38:38)
Może nie recepty, ale chłodnego oglądu i opinii kogoś niezwiązanego bezpośrednio lub pośrednio z tą sytuacją. Bo sam przebieg tego rozstania chyba nie jest standardowy i cięzko mi znaleźć jakies sugestie w innych tematach co o tym myśleć.
4 2015-09-26 21:45:23 Ostatnio edytowany przez Invisible Man (2015-09-26 21:51:39)
Po co ja sie odzywałem , zawsze mnie wypuszczała na pierwszego do przetarcia trasy
- a Tak poważnie , musisz sobie odpowiedzieć na pytanie co Ty chcesz zrobić z Tym. Bo za chwile sam bedziesz potrzebował terapeuty. W każdym razie na dziecko to chyba teraz nie pora , a próbkę możliwości dostałeś na tacy. A tak właściwie to dlaczego nie pojechałeś poznac rodziców ?
PS a juz wiem co chciałem powiedzieć , mimo wszystko jednak troche czasu razem spędziliście , piszesz ze związek wydawał sie być idealny. Później problemy zdrowotne partnerki , nie wiem na ile jesteś zaangażowany, ale uważam ze powinieneś jej pomóc wyjść z tego z czym aktualnie sie zmaga.
Moim zdaniem dobrze, ze obydwoje poszliscie na terapię ale nie podoba mi sie, że dziewczyna Tobą manipulowała i wywierała tak silna presję. Tłumaczę jej zachowanie silna depresją. Jestem w szoku, mnie nigdy nie przyszłoby do głowy żądać od kogoś by dla mnie zmieniał całe zycie i podejmował takie decyzje. Ale z drugiej strony gdyby nie takie kobiety, to być może rodzaj ludzki by wymarł, bo niewielu młodych mężczyzn chce być odpowiedzialnymi ojcami.
Co do poznania rodziców to tak jak pisałem wyżej, jakoś było mi nie po drodze, mam słabe relacje z własnymi rodzicami i ogólnie w moich poprzednich zwiazkach też nie ciągneło mnie do teściów, ale faktem jest że przynajmniej ich znałem. Gdybym wiedział, że tak to będzie wygladało jak teraz to bym to zrobił, ale sam sobie zadaje pytanie czy to był aż taki problem, żeby popaść w taki stan (depresja) i czy to i tak było nieuniknione ze względu na inne czynniki, chocby genetyczne.
Jak widać, dla niej Twoje spotkanie z jej rodzicami było ważne. Bez sensu Twoje tłumaczenia, że nie było po drodze, po prostu nie chciałeś... 3,5 roku związku, wspólne mieszkanie... jedna kurtuazyjna wizyta, korona z głowy by Ci nie spadła. Dlaczego od razu nastawiłeś się negatywnie?
Geny, predyspozycje rodzinne to jedno a warunki i otoczenie w jakim się żyje i z kim to inna historia. Dorze, że poszedłeś na terapię, bo też masz swoje problemy. Co do związku, to może być pozamiatane, ona zawiodła się na Tobie, może nie chcieć powrotu.
Jak widać, dla niej Twoje spotkanie z jej rodzicami było ważne. Bez sensu Twoje tłumaczenia, że nie było po drodze, po prostu nie chciałeś... 3,5 roku związku, wspólne mieszkanie... jedna kurtuazyjna wizyta, korona z głowy by Ci nie spadła. Dlaczego od razu nastawiłeś się negatywnie?
Geny, predyspozycje rodzinne to jedno a warunki i otoczenie w jakim się żyje i z kim to inna historia. Dorze, że poszedłeś na terapię, bo też masz swoje problemy. Co do związku, to może być pozamiatane, ona zawiodła się na Tobie, może nie chcieć powrotu.
Mam świadomość tego że to wszystko również moja wina, co do rodziców to moje negatywne nastawienie wynikało być może z wzorca jaki wyniosłem z domu, natomiast wiem że nie jest to żadne usprawiedliwienie i między innymi dlatego postanowiłem udać się na terapię. Jednak chyba nie powiesz, że takie wymuszenie na mnie dziecka z dnia na dzień było w porządku ? Gdybym się zgodził za pierwszym razem prawdopodobnie bylibyśmy razem, ale czy to byłoby fair wobec tego co myślę i wobec tego przyszłego dziecka ? Według mnie nie.
Wymuszanie dziecka nie było OK, tutaj zgodzę się z Tobą.
W związku są pewne etapy, u was gdzieś coś nie zgrało.
Na terapii poukładasz sobie i swoje relacje z rodzicami, i może to co było nie tak między wami, dowiesz się jak działają te wszystkie mechanizmy:)
Wymuszanie dziecka nie było OK, tutaj zgodzę się z Tobą.
W związku są pewne etapy, u was gdzieś coś nie zgrało.
Na terapii poukładasz sobie i swoje relacje z rodzicami, i może to co było nie tak między wami, dowiesz się jak działają te wszystkie mechanizmy:)
I tak się zastanawiam co byłoby dla mnie lepsze: utrzymywać z nią kontakt i liczyć, że w przyszłości możemy być jeszcze razem,( moja ex nie ma z tym problemu i che mieć ze mną jak najlepsze relacje nie mówiąc jednak do czego ma to prowadzić), czy jednak zupełnie się od niej odciąć dla własnego spokoju.
Zależy jak Ty się z tym czujesz? Które z rozwiązań bardziej Ci leży i dlaczego? Ogólnie lepiej żyć w zgodzie, nigdy nic nie wiadomo.
12 2015-09-27 22:03:48 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-09-27 22:35:15)
i wiem że jeśli nie uda sie tego naprawić to będę do końca życia sam ....
Troche wyciete z kontekstu ale no coz to zdanie raczej nigdy nie jest prawdziwe.
Na poczatku sie tak wydaje jednak z czasem zaciera sie wszystko , czlowiek sie budzi no i układa wszystko od nowa.
Ta historia to moim zdaniem ona szantażem czy poczuciem winy chciala na Tobie wymusić decyzje.
Z jednej strony ona ma pewne oczekiwania z innej Ty nie byłeś na nie gotowy.
Zastanów sie czy gdyby nie ten szantaż czy kiedykolwiek zgodziłbyś sie na to co ona zaproponuje.
A jezeli nie to czy jest sens być razem.
Moze wszystko jest z Twojej perspektywy dobrze jak było ale nie jest to ta kobieta z ktorą chciałbys tego czy tamtego albo nie chcesz tego z żadna.
Ja uważam, że ta dziewczyna przez wiele miesięcy bardzo cietpiala- to był czas waszych rozmów na temat jej rodziców i dziecka. Ten czas był dla jej wrażliwej psychiki stanowczo za długi. Ona Cię kochała i liczyła na przyszłość z Tobą - Ty mówiłes nie. Doprowadziło to w końcu do sytuacji patowej między wami, ponieważ ona po raz pierwszy poważnie zwątpiła w sens waszego związku. Ty przegapiles ten moment gdy mogles jeszcze ją złapać nim na dobre ci odpłynęła. Dziewczyna wpadła w depresję bo przez długi czas była w stałym i strrsujacym konflikcie sama że sobą. Z jednej strony chciała być z ukochanym facetem a z drugiej strony wiedziała że musi z Ciebie zrezygnować jeśli chce mieć dziecko i normalną rodzinę. Przestała wierzyć w Ciebie. Dziś tyle się słyszy i tyle czyta o tym jak faveci traktują kobiety, że robią sobie z nich darmowe kloaki, że są piotrusie pany , że panuje hedonizm i ogólne zepsucie iyd. Ona zobaczyła e tobie jednego z tych patalachow o których tak głośno się dzisiaj mówi. Twoje propozycji ona odbiera negatywnie bo raczej normalną rzeczą jest że coś wymuszonego wcale człowieka nie cieszy. Co to za satysfakcja zmusić faceta do ślubu do dziecka? Ona musiałaby nie mieć honoru ani ambicji by mogła nagle uwierzyć w Twoja wielką metamorfozę.
Jeśli zależy ci na niej i jeśli faktycznie chcialbys poznać jej rodziców i mieć z nią dziecko to bądź cierpliwy i powoli zdobywając jej zaufanie na nowo. Może nie będzie jeszcze za poxno. Jeśli jednak miałbys się do czegoś zmuszać i robić rzeczy wbrew sobie to daj tej dziewczynie spokój. Nie balamuc jej jeśli nie masz jej nic do zaoferowania.
Zależy jak Ty się z tym czujesz? Które z rozwiązań bardziej Ci leży i dlaczego? Ogólnie lepiej żyć w zgodzie, nigdy nic nie wiadomo.
W sumie to sam nie wiem jak się z tym czuję mam chaos dotyczący mojej wizji realcji a z nią, bardzo mi na niej zależy i nie wyobrażam sobie mojego życia z kimś innym i z jednej strony myślę sobie, że może bedąc z nią na przyjacielskiej stopie uda się znowu zbudować coś nowego od podstaw, z drugiej strony mam świadomość swoich błędów i może być tak, że ona już niczego ode mnie nie chce i potrzebuje mnie tylko do czasu aż się ogarnie i znajdzie sobie kogoś innego, czego ja bym nie przeżył.
Poza tym widzę, że się bardzo o mnie martwi i o to żebym też sobie poradził z tym wszystkim. Dużo bym dał żeby wiedzieć co ona myśli - czy już mnie totalnie skreśliła, czy gdzieś tam głęboko liczy na to, że być może będziemy razem, ale chciałaby zobaczyć moją faktyczną zmianę i stąd z jej strony chęc utrzymywania dobrych relacji. Wiem że się tego nie dowiem, ale duzo bym dał za taką informację.
Wczoraj miałem z nią długą rozmowę i na jej podstawie mogę stwierdzić kilka rzeczy:
1. ona stara się trzymać fason i nie myśleć o tym co się stało, bo jak myśli o tym że nie jesteśmy już razem to wpada w panikę i stres i że ogólnie nie ogarnia całej sytuacji i jest to największa tragedia jej życia.
2. kompletenie nie ma wizji jak ma teraz wyglądać jej życie, nie ma koncepcji i widzi "czarną dziurę"
3. według niej największym problemem było moje weto w sprawi dziecka, bo nie chciałem zrobić kolejnego kroku w tym związku, było mi dobrze tak jak było a taka formuła związku już się wypaliła, gdybym się zgodził wtedy to nie byłoby tej całej sytuacji
4. nadal jej głównym celem w życiu jest dziecko, ale nie chce już poruszać tego tematu, bo jestem bezpośrednio zaangażowany w te jej myślenie o dziecko jako ten który go nie chciał
5. nie oczekuje już od życia wielkiej miłości, bo ma ją już za soba, teraz będzie podchodzić do życia pragmatycznie
6. Ogólnie stwierdziła, że nie jest gotowa żeby rozmawiać o nas i naszym związku na spokojnie, bo ją to przerasta.
7. Prosiłą mnie żebym podczas jej wyprowadzki nie robił żadnych "scen" bo i tak sobie z tym wszystkim nie radzi, a będzie jeszcze gorzej.
Czy po tej rozmowie można wyciągnąć chociaż szczątkowe informacje o tym co ona myśli, mam na co jeszcze liczyć, czy to będzie taka wegetacja obok niej ?
Wiem, że to trochę jak wróżenie z fusów, ale może da się coś z tego wydedukować?
Przechodzony związek. Kobiety chcą iść dalej: oświadczyny, ślub, dziecko, kredyt, stabilizacja. Człowieku a Ty nawet nie chciałeś poznać jej rodziców, wybacz ale jakoś strasznie mnie to mierzi. Może tu zaczęły się Twoje problemy.
Na razie jesteście dopiero po rozstaniu, wszystko jest jeszcze świeże, poczekaj trochę, przecież nie rzucisz się na nową pannę. U niej zresztą jest tak samo. Dużo tych emocji.
Przechodzony związek. Kobiety chcą iść dalej: oświadczyny, ślub, dziecko, kredyt, stabilizacja. Człowieku a Ty nawet nie chciałeś poznać jej rodziców, wybacz ale jakoś strasznie mnie to mierzi. Może tu zaczęły się Twoje problemy.
Na razie jesteście dopiero po rozstaniu, wszystko jest jeszcze świeże, poczekaj trochę, przecież nie rzucisz się na nową pannę. U niej zresztą jest tak samo. Dużo tych emocji.
ok, trochę to brutalne, ale zrozumiałem... Czyli według Ciebie szansa jest równa 0?
17 2015-09-28 13:37:33 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-09-28 13:41:31)
Nie...szanse zawsze jakieś są. Na razie zajmij się sobą ( na terapii też), spokojnie. Zawsze jest taki moment kiedy przelewa się ta kropelka goryczy i później jest tsunami. Zobaczysz co będzie jak ,,wody opadną"( mam na myśli złe chwile, niepotrzebne słowa, emocje):)
Moze posypia sie na mnie gromy ale ja uwazam ze dobrze sie stalo ze nie macie dziecka i ze nie jestescie malzenstwem. Depresja to choroba ktora sie rozwija dlugo i zazwyczaj jest spowodowana wieloma czynnikami takze osoby ktore pisza ze Twoja ex na nia zachorowala przez Ciebie nie wiedza co pisza moim zdaniem. To byla tylko kropla przepelniajaca czare goryczy a czara byc moze napelniala sie od lat nawet od dziecinstwa. Znam przypadek malzenstwa gdzie kobieta w poczatkowej fazie choroby wymusila na parterze slub, urzadzala sceny podobne do tych Twojej dziewczyny a gdy on wkoncu sie zgodzil i pobrali sie to go zostawila i nagle okazalo sie ze w sumie to ona nigdy tego nie chciala ...to byla tylko taka faza choroby ...pewnego rodzaju gorka.
W waszym przypadku gdyby doszlo faktycznie do ciazy to dodatkowa burza hormonow towarzyszaca temu stanowi calkowicie rozlozylaby ja na lopatki a skutki tego stanu najbolesniej odczuloby dziecko.
Zdrowa osoba ktorej partner nie godzilby sie na poznanie rodziny postawilaby sprawe jasno. To jest dla mnie bardzo wazne i albo to dla mnie zrobisz( bo ile moge czekac) albo nie widze naszej przyszlosci razem i z bolem serca ale zegnaj. Zachowanie Twojej dziewczyny w tej sytuacji normalne nie bylo... i dobrze ze teraz swiadomie przezyjecie jej chorobe razem nawet jako przyjaciele bo jesli faktycznie widzisz swoja przyszylosc u boku tylko tej kobiety to musisz widziec i byc swiadomy z czym przyjdzie Ci sie zmierzyc....a latwo nie bedzie.
19 2015-09-28 18:31:54 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-09-28 18:32:23)
Moze posypia sie na mnie gromy ale ja uwazam ze dobrze sie stalo ze nie macie dziecka i ze nie jestescie malzenstwem. Depresja to choroba ktora sie rozwija dlugo i zazwyczaj jest spowodowana wieloma czynnikami takze osoby ktore pisza ze Twoja ex na nia zachorowala przez Ciebie nie wiedza co pisza moim zdaniem. To byla tylko kropla przepelniajaca czare goryczy a czara byc moze napelniala sie od lat nawet od dziecinstwa. Znam przypadek malzenstwa gdzie kobieta w poczatkowej fazie choroby wymusila na parterze slub, urzadzala sceny podobne do tych Twojej dziewczyny a gdy on wkoncu sie zgodzil i pobrali sie to go zostawila i nagle okazalo sie ze w sumie to ona nigdy tego nie chciala ...to byla tylko taka faza choroby ...pewnego rodzaju gorka.
W waszym przypadku gdyby doszlo faktycznie do ciazy to dodatkowa burza hormonow towarzyszaca temu stanowi calkowicie rozlozylaby ja na lopatki a skutki tego stanu najbolesniej odczuloby dziecko.
Zdrowa osoba ktorej partner nie godzilby sie na poznanie rodziny postawilaby sprawe jasno. To jest dla mnie bardzo wazne i albo to dla mnie zrobisz( bo ile moge czekac) albo nie widze naszej przyszlosci razem i z bolem serca ale zegnaj. Zachowanie Twojej dziewczyny w tej sytuacji normalne nie bylo... i dobrze ze teraz swiadomie przezyjecie jej chorobe razem nawet jako przyjaciele bo jesli faktycznie widzisz swoja przyszylosc u boku tylko tej kobiety to musisz widziec i byc swiadomy z czym przyjdzie Ci sie zmierzyc....a latwo nie bedzie.
Dzięki za spojrzenie na cały problem z trochę innej strony, faktem jest, że moja ex powiedziała mi kilka tygodni temu, że w momencie kiedy się poznaliśmy również nie była w najlepszej formie psycho-fizycznej (miała powiedzmy "dołek", ale nie korzystała z żadnej fachowej pomocy, poznała mnie i jakos jej przeszło - przynajmniej tak twierdzi), więc może być tak, że miała jakąś "bazę" do rozwoju depresji, która być może rozwinęła się na skutek różnych bodźców, w tym mojego zachowania i wcale nie zamierzam się usprawiedliwiać, bo swojej winy jestem jak najbardziej świadom. Co do samej ciąży to w jej rodzinie ciocia miała z kolei depresję poporodową, więc jakieś ryzyko z ciązą i urodzeniem dziecka w tej kwestii pewnie również istnieje ze względu na jakieś czynniki genetyczne, ale to tylko moje domieniemania, na podstawie tego co piszesz, fachowcem nie jestem.
20 2015-09-28 19:18:43 Ostatnio edytowany przez Zorija (2015-09-28 19:20:44)
Feniks, depresja czasem rozwija się długo, a czasem pojawia się nagle... po jakichś trudnych i stresujących przeżyciach...
Autorze, czytając Twój pierwszy post uderzyło mnie w nim to, jak opisywałeś swoja postawę w stosunku do dziecka, którego Twoja kobieta zapragnęła.
Jak sam opisałeś - byłeś stanowczy i konsekwentny.
Napisałeś: "zdecydowanie sprzeciwiłem się temu pomysłowi, twierdząc, że trzeba to zrobić z głową, przeanalizować wszystko i zrobić to odpowiedzialnie, planując wszystko. "
Myślę, że to Ty zaplanowałeś za Was oboje. Że nie rozmawiałeś z nią o tym za zasadzie: niech to będzie nasza wspólna decyzja, zastanówmy się RAZEM jak i kiedy to zrobić.
Ty podjąłeś decyzję sam!
Nie znoszę czegoś takiego, wybacz.
Potem - w kolejnym poście żalisz się jeszcze, że próbowała to na Tobie wymusić.... eh....... a może ona po prostu i zwyczajnie też chciała mieć coś w tym temacie do powiedzenia?
Twój sprzeciw na kontakty z jej rodziną potwierdza też to, że TO TY DECYDUJESZ, nie licząc się z tym, co ona chce.
Potem piszesz jeszcze - kazałam jej się wyprowadzić z mieszkania, które było moje.
Jak to?
Ja zawsze myślałam, że jak ludzie są razem, w związkach, to wszystko jest wspólne. Wybacz, ale dla mnie coś takiego, to jest coś okropnego - skoro mieszkamy w "moim" mieszkaniu, to bój się, że mogę Cie w każdej chwili z niego popędzić.
Przykro mi, ale jestem całym sercem z nią.
Uważam też, że przestraszyłeś się tego, że ona nie tylko potrafiła wyswobodzić się z takiego układu, w którym TY RZĄDZISZ, ale jeszcze sobie dodatkowo poradziła!
Nie wiem, czy coś tu da się zmienić.
Ja na jej miejscu już bym nie wróciła. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak "zabawa w porzucanie, wyprowadzanie i rozstania" a potem wracanie do siebie, bo teraz już chcę inaczej.
21 2015-09-28 19:36:04 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-09-28 19:38:42)
Feniks, depresja czasem rozwija się długo, a czasem pojawia się nagle... po jakichś trudnych i stresujących przeżyciach...
Autorze, czytając Twój pierwszy post uderzyło mnie w nim to, jak opisywałeś swoja postawę w stosunku do dziecka, którego Twoja kobieta zapragnęła.
Jak sam opisałeś - byłeś stanowczy i konsekwentny.Napisałeś: "zdecydowanie sprzeciwiłem się temu pomysłowi, twierdząc, że trzeba to zrobić z głową, przeanalizować wszystko i zrobić to odpowiedzialnie, planując wszystko. "
Myślę, że to Ty zaplanowałeś za Was oboje. Że nie rozmawiałeś z nią o tym za zasadzie: niech to będzie nasza wspólna decyzja, zastanówmy się RAZEM jak i kiedy to zrobić.
Ty podjąłeś decyzję sam!
Nie znoszę czegoś takiego, wybacz.Potem - w kolejnym poście żalisz się jeszcze, że próbowała to na Tobie wymusić.... eh....... a może ona po prostu i zwyczajnie też chciała mieć coś w tym temacie do powiedzenia?
Twój sprzeciw na kontakty z jej rodziną potwierdza też to, że TO TY DECYDUJESZ, nie licząc się z tym, co ona chce.
Potem piszesz jeszcze - kazałam jej się wyprowadzić z mieszkania, które było moje.
Jak to?
Ja zawsze myślałam, że jak ludzie są razem, w związkach, to wszystko jest wspólne. Wybacz, ale dla mnie coś takiego, to jest coś okropnego - skoro mieszkamy w "moim" mieszkaniu, to bój się, że mogę Cie w każdej chwili z niego popędzić.Przykro mi, ale jestem całym sercem z nią.
Uważam też, że przestraszyłeś się tego, że ona nie tylko potrafiła wyswobodzić się z takiego układu, w którym TY RZĄDZISZ, ale jeszcze sobie dodatkowo poradziła!
Nie wiem, czy coś tu da się zmienić.
Ja na jej miejscu już bym nie wróciła. Dla mnie nie ma czegoś takiego jak "zabawa w porzucanie, wyprowadzanie i rozstania" a potem wracanie do siebie, bo teraz już chcę inaczej.
Ok, przyjmuję krytykę, ale odbijając piłeczkę równie dobrze mógłbym stwierdzić, że ona również zadecydowała za mnie o posiadaniu dziecka, nie powiedziała mi żebyśmy RAZEM o tym porozmawiali, tylko narzuciła mi z góry DZIECKO MA BYĆ TU I TERAZ BO TAK CHCĘ, no chyba nie twierdzisz, że to jest w porządku, tak że troszkę stronnicza ta opinia. Co do mieszkania to to nikt nie mówił o żadnym wypędzaniu ! Czyli według Ciebie to ja powinienem sie wyprowadzić ze swojego mieszkania skoro nie byliśmy już razem, czy jednak powinnismy mieszkać razem mimo rozstania ? Troche tendencyjna ten post, ale ok, masz prawo tak myśleć.
Zorija a twoim zdaniem Załamany powinien się zgodzić na dziecko? Jego "ex" jest niestabilna emocjonalnie, w depresji. Uważasz, że dziecko ją uleczy? Ten związek jak dla mnie kompletnie nie ma sensu, więc jakby jeszcze dodać dziecko to byłby tragedia.
Załamany, ty nie rozumiesz swojej kobiety, a ona jest (z tego co opisujesz) w złym stanie psychicznym. Albo będziesz z nią w tym momencie życia, albo daj sobie spokój
Szpileczka, ale ona chyba wpadła w depresję dopiero w momencie, gdy rozpad jej się związek? Tak czy nie?
Gdy straciła (po kilku latach) nadzieję i na związek, i na dziecko z tego związku.
Autorze, ona chciała / Ty nie chciałeś.... ale jednak docelowo stanęło na Twoim, prawda?
Co do mieszkania napisałeś: " Cała sytuacja i jej stan nie ulegał jednak zmianie, na początku września zmęczony powiedziałem, że powinniśmy się rozstać i powinna się wyprowadzić (mieszkanie jest moje), bo nie wytrzymam dalej tej sytuacji, zgodziła się, próbowałem potem to odkręcić"
Moim skromnym zdaniem - próbowałeś nią ostro manipulować...
Najpierw uznałeś, że powinna się wyprowadzić, potem chciałeś żeby jednak wróciła...
Najpierw stanowczo sprzeciwiłeś się dziecku, potem już je chciałeś (i depresja w tym jednak nie przeszkadzała)...
Przepraszam, ale nie dowierzam temu wszystkiemu i Twojemu opisowi sytuacji. Ale to tylko moje zdanie.
24 2015-09-28 20:08:35 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-09-28 20:10:21)
Zorija nie zgodze sie z Toba kompletnie. Po pierwsze depresja owszem moze sie rozwinac rowniez gwaltownie ale powod do tego musi byc konkretny typu nagla smierc lub ciezka choroba bliskiej osoby, zdrada, rozwod, przemoc, utrata pracy. Tu nic takiego nie mialo miejsca ..Autor po prostu nie byl gotowy na decyzje o dziecku na dany moment. Nie powiedzial ze jej nie kocha, ze nie planuje nigdy dzieci itd..a ona zachowala sie jakby ja conajmniej do aborcji zmusil.. Jak kogos takie cos doprowadza do rozpadu psychicznego to chyba nie powinien sie pchac w zwiazek bo to nie " samo spijanie z dziubkow".
Jesli chodzi o to kto sie zachowal jak tyran to tez nie byl to moim zdaniem autor tylko dziewczyna. Gdy zaproponowal ze zdecyduja sie na dziecko ale za kilka mscy to co uslyszal? Ze teraz to za pozno bo ona chciala wtedy a nie za pare mscy !!! No sorry dla mnie to jest tyranizowanie i pachnie mi epizodem manii ze ona sobie cos w glowie wymyslila i tak mialo byc teraz tu natychmiast. Zdrowo i logicznie myslaca o posiadaniu potomstwa kobieta uszanowalaby to bo dziecko to nie mebel i lepiej by decyzja byla ciut poznejsza ale swiadoma i dojrzala obojga partnerow.
Nie zmienia to oczywiscie faktu ze Autor przylozyl swoja cegielke do nasilenia choroby bo bez przesady do tych rodzicow to mogl pojechac. Niemniej jednak nie byl jedynym winnym. Dziewczyna nie leczac sie sama sobie zrobila niestety kuku bo to samo nie mija szczegolnie przy takich predyspozycjach rodzinnych i slabej psychice a ona sama przyznala ze zaczelo sie juz przed poznaniem autora.
Szpileczka, ale ona chyba wpadła w depresję dopiero w momencie, gdy rozpad jej się związek? Tak czy nie?
Gdy straciła (po kilku latach) nadzieję i na związek, i na dziecko z tego związku.Autorze, ona chciała / Ty nie chciałeś.... ale jednak docelowo stanęło na Twoim, prawda?
Co do mieszkania napisałeś: " Cała sytuacja i jej stan nie ulegał jednak zmianie, na początku września zmęczony powiedziałem, że powinniśmy się rozstać i powinna się wyprowadzić (mieszkanie jest moje), bo nie wytrzymam dalej tej sytuacji, zgodziła się, próbowałem potem to odkręcić"
Moim skromnym zdaniem - próbowałeś nią ostro manipulować...
Najpierw uznałeś, że powinna się wyprowadzić, potem chciałeś żeby jednak wróciła...
Najpierw stanowczo sprzeciwiłeś się dziecku, potem już je chciałeś (i depresja w tym jednak nie przeszkadzała)...Przepraszam, ale nie dowierzam temu wszystkiemu i Twojemu opisowi sytuacji. Ale to tylko moje zdanie.
Coś jest na rzeczy, w tym co pisze zorija... 6 lat razem to sporo. Kobieta przez ten czas ma prawo wymagać określenia się i jeśli nie widziała, że związek się rozwija, przechodzicie jakieś etapy (z tymi rodzicami to mogłeś sobie odpuścić, zrobiłeś sprawę z niczego, wystarczyłby raz jakiś obiad niedzielny i po sprawie, a ona by była szczęśliwa), to narastał w niej konflikt i między innymi, przez podatność genetyczną, wywiązała się z tego depresja. Ona musi się czuć dogłębnie zraniona twoją postawą. Rozumiem ciebie, ale jakoś tak zabrakło mi uszanowania jej pragnień w tym związku...
26 2015-09-28 20:13:05 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-09-28 20:14:20)
Zorija napisał/a:Szpileczka, ale ona chyba wpadła w depresję dopiero w momencie, gdy rozpad jej się związek? Tak czy nie?
Gdy straciła (po kilku latach) nadzieję i na związek, i na dziecko z tego związku.Autorze, ona chciała / Ty nie chciałeś.... ale jednak docelowo stanęło na Twoim, prawda?
Co do mieszkania napisałeś: " Cała sytuacja i jej stan nie ulegał jednak zmianie, na początku września zmęczony powiedziałem, że powinniśmy się rozstać i powinna się wyprowadzić (mieszkanie jest moje), bo nie wytrzymam dalej tej sytuacji, zgodziła się, próbowałem potem to odkręcić"
Moim skromnym zdaniem - próbowałeś nią ostro manipulować...
Najpierw uznałeś, że powinna się wyprowadzić, potem chciałeś żeby jednak wróciła...
Najpierw stanowczo sprzeciwiłeś się dziecku, potem już je chciałeś (i depresja w tym jednak nie przeszkadzała)...Przepraszam, ale nie dowierzam temu wszystkiemu i Twojemu opisowi sytuacji. Ale to tylko moje zdanie.
Coś jest na rzeczy, w tym co pisze zorija... 6 lat razem to sporo. Kobieta przez ten czas ma prawo wymagać określenia się i jeśli nie widziała, że związek się rozwija, przechodzicie jakieś etapy (z tymi rodzicami to mogłeś sobie odpuścić, zrobiłeś sprawę z niczego, wystarczyłby raz jakiś obiad niedzielny i po sprawie, a ona by była szczęśliwa), to narastał w niej konflikt i między innymi, przez podatność genetyczną, wywiązała się z tego depresja. Ona musi się czuć dogłębnie zraniona twoją postawą. Rozumiem ciebie, ale jakoś tak zabrakło mi uszanowania jej pragnień w tym związku...
Mała poprawka 3,5 roku a nie 6 reszta pełna zgoda. Mam świadomość, że popełniłem błąd z tymi rodzicami, stąd decyzja o terapii.
Mała poprawka 3,5 roku a nie 6 reszta pełna zgoda
Entschuldigen Sie bitte
.
Depresje to ona miała już w czasie trwania związku. Chciałam napisać że szkoda, że Załamany tego nie zauważył i jej nie pomógł, ale sama przeszłam depresję i wiem że nikt oprócz mnie samej, psychiatry i leków nie jest w stanie z depresji wyciągnąć. Co do dziecka to dziewczyna przesadzała. Ale niestety jak zauważyłam niektórym jakiś instykt macierzyński czy coś takiego się włącza i nie ma przebacz. Dziecko ma być tu i teraz zrobione. A gdzie tu partnerstwo? Gdzie uczucia drugiej osoby? No i gdzie odpowiedzialność za tą małą istotę?
Depresje to ona miała już w czasie trwania związku. Chciałam napisać że szkoda, że Załamany tego nie zauważył i jej nie pomógł, ale sama przeszłam depresję i wiem że nikt oprócz mnie samej, psychiatry i leków nie jest w stanie z depresji wyciągnąć. Co do dziecka to dziewczyna przesadzała. Ale niestety jak zauważyłam niektórym jakiś instykt macierzyński czy coś takiego się włącza i nie ma przebacz. Dziecko ma być tu i teraz zrobione. A gdzie tu partnerstwo? Gdzie uczucia drugiej osoby? No i gdzie odpowiedzialność za tą małą istotę?
Pełna zgoda, już koło maja wracając z pracy rzuciła w moją stronę, że chyba ma depresję, co oczywiście zbagatelizowałem, uznając to za chwilową niedyspozycję. Tak sobie myślę, że chyba wszelkie zaburzenia psychiczne nie są ogólnie traktowane zbyt poważnie, bo nie jest to tak widoczne jak powiedzmy złamanie ręki... gdybym wtedy bliżej zainteresował się tematem to pewnie wszystko wyglądałoby inaczej ... ehhh. Oby terapia jej pomogła, bo jak narazie to widzę ciągły regres (słuchanie marsza żałobnego Chopina w pracy i przekonanie że dziecko i tak jakoś będzie miała), no ale takie leczenie to miesiące, jak nie lata ![]()
30 2015-10-07 13:51:16 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-10-07 13:52:01)
Małe uaktualnienie, niestety smutne ... wczoraj dobrałem się do jej komórki, okazało się, że od sierpnia (wcześniejszych smsów nie było, być może skasowała) moja jak do tej pory myślałem wspaniała , biedna i cierpiąca na depresję była, miała bardzo "uprzejmego" kolegę z pracy który jej sekundował w czasie całej sytuacji z dzieckiem, smsy nie dają złudzeń... "kocham Cię"," tęsknię" i inne takie z podtekstem erotycznym, jakie kto ma upodobania. Co prawda takie "mocne "smsy są z ostatnich kilku tygodni, kiedy już formalnie nie bylismy razem, ale moja była codziennie u mnie spała, bo nowe mieszkanie ma od tygodnia. Oczywiście zrobiłem rozpidziec bo się wkurwiłem maksymalnie. Wytłumaczenie mojej ex: w sierpniu kiedy nie rozumiałem jej potrzeby dziecka miała słabszy okres, a kolega to wyczuł i starał się wysłuchac jej problemów oraz przyznać jej rację w całej sytuacji. Twierdzi że do tej pory z nim nie spała, całowała się raz i to już po naszym rozstaniu .... i mimo że go nie kocha to tak pisze, ale w sumie nie wie dlaczego, i ogólnie to on się wkręcił a ona nadal jest do mnie przywiązana a jeśli chodzi o niego to sama nie wie dlaczego z nim pisała takie rzeczy i ogólnie to ona na skutek swojego stanu psychicznego niczego już nie ogarnia łącznie ze swoimi motywami postępowania, "może to takie zauroczenie, ze względu na to że w słabszym momencie koleś ją wysłuchał". Przepraszam za chaos ale jestem w strasznym stanie...... Ogólnie fakt jej stan jest kiepski, ma depresje, ale to chyba niczego nie tłumaczy prawda?
Ogólnie fakt jej stan jest kiepski, ma depresje, ale to chyba niczego nie tłumaczy prawda?
No nie. Na pewno jej choroba tego nie tłumaczy. Po prostu szuka poza związkiem tego, czego jej w waszym związku brakowało. Zdystansuj się teraz do tego wszystkiego. Daj jej podejmować wybory (gdzie z kim itp.), a jeśli nadal masz nadzieję (ale realnie musi być na to szansa), to z boku jakoś się nią opiekuj, dawaj znać, że jesteś.
32 2015-10-07 15:21:07 Ostatnio edytowany przez Nigdy (2015-10-07 15:29:22)
Bez przesady, jak się jest w ''kiepskim stanie psychicznym'', to nie ma siły wstać z łóżka, czy myśleć. A u was wyrósł boczniak i koleżanka popłynęła, może nie miała odwagi Ci powiedzieć wprost, że chce odejść. Jak dla mnie, to wygodnie jej bo Ty się o nią troszczysz, tamten - prawdziwy przyjaciel- też się o nią troszczy;). Jak chcesz być przy niej, jako przyjaciel, to bądź ALE z zimną głową, obserwuj ją i nie daj sobą manipulować.
33 2015-10-08 19:57:13 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-10-08 20:22:50)
załamany32 napisał/a:Ogólnie fakt jej stan jest kiepski, ma depresje, ale to chyba niczego nie tłumaczy prawda?
No nie. Na pewno jej choroba tego nie tłumaczy. Po prostu szuka poza związkiem tego, czego jej w waszym związku brakowało. Zdystansuj się teraz do tego wszystkiego. Daj jej podejmować wybory (gdzie z kim itp.), a jeśli nadal masz nadzieję (ale realnie musi być na to szansa), to z boku jakoś się nią opiekuj, dawaj znać, że jesteś.
Ogólnie sytuacja wygląda dziwnie, wczoraj popłakaliśmy się jak bobry i zabrała ostatnie rzeczy, powiedziała, że mnie kocha, ale sama miłość nie wystarczy. Wieczorem zadzwoniła i gadaliśmy 2 godziny o wszystkim i o niczym, między innymi o jej stanie psychofizycznym (ten drugi koleś który się pojawił nic nie wie o jej terapii), dzisiaj rano zadzwoniła do mnie na dzień dobry jedząc śniadanie, gadaliśmy 20 min, potem dzwoniła 2 razy w drodze do pracy, potem 2 smsy i 2 rozmowy w trakcie pracy i dzisiaj przychodzi do mnie na mecz, a w niedzielę idziemy do teatru (bilety mieliśmy od dawna kupione, więc stwierdziliśmy, ze szkoda żeby przepadły) poza tym po teatrze jedziemy do mnie bo potrzebuję żeby troszkę pomogła mi w jednej kwestii związanej z moją pracą. Ogólnie radzi się mnie w wielu kwestiach i opowiada o tym co u niej tak jak zawsze. O co tu chodzi ? Jak się kocha to chyba chce się spędzać czas z tą osobą, wiem że jest ten koleś więc dlaczego nie spędza czasu z nim?, razem pracują (ludzie z pracy nic nie wiedzą o ich zażyłości) i wiem co mu pisała (że kocha, tęskni, chce się przytulić itp.), czy jej kontakt ze mną nie jest zbyt zażyły ? Cały czas mówi, że znam ją najlepiej na świecie, bo byliśmy ze sobą tyle czasu i że była to miłość jej życia i że zjebaliśmy wspaniały i idelany związek przez małe rzeczy, których się nazbierało i nie dało się ich przejśc, wszystko rozumiem, ale co mam myśleć o tej sytuacji, drogie kobiety błagam o pomoc, bo jako facet nic z tego już nie rozumiem... gra na dwa fronty ? kocha nas obu, czy tylko tak mówi ? Czy mam jednak jakąś przewagę nad nim ? jak się zachować, żeby z nim wygrać i rozbudzic pozytywne emocje którymi mnie darzyła ? Czy jest jakaś szansa żeby do mnie wróciła, czy to tylko złudzenia i jednak to on ma jakiś tam "efekt świeżości" i tylko się niepotrzebnie łudzę szukając w tym wszystkim czegoś pozytywnego dla mnie ? Czy po prostu zachowuje się chaotycznie przez depresję ?
Załamany ciezko jest ocenic motywy działania osoby z zaburzeniami psychicznymi bo tutaj stany i emocje moga sie zmieniac jak w kalejdoskopie. Mysle ze Twoja ex dziewczyna jest zagubiona i troche na oslep szuka wsparcia w roznych osobach w tym w koledze z pracy. Byc moze w ktoryms momencie dal jej pewne poczucie zrozumienia jej sytuacji i odczuc...cos czego Ty nie umiales jej ofiarowac i stad powstala jakas zazylosc miedzy nimi ktora ona zaczela identyfikowac z miloscia. Mysle ze mimo wszystko poczucie bezpieczenstwa dajesz jej Ty a to dla osoby chorej jest bardzo wazne dlatego lgnie do Ciebie caly czas. Mysle ze nie powinienes myslec o zadnym konkurowaniu z kolega. Jesli czujesz ze naprawde kochasz ta kobiete i ze zawaliles w ktoryms momencie to poprostu badz w poblizu i gdy potrzebuje pomocy i wsparcia dawaj jej to. Z opisu wydarzen ktory umiesciles wczesniej (szorowanie rak szczotka do wanny, zaprzestanie dbania o siebie itd) wnosze ze stan psychiczny Twojej ex byl na tyle nieciekawy ze raczej nie byla w stanie szukac z premedytacja " boczniaka".
Pewnie nie szukała z premedytacją, ale był ''moment'' który autor przegapił a tamten wykorzystał i poszło. Załamany, może Ty zdystansuj się trochę, weź głęboki oddech, strasznie męczysz się tą sytuacją (mam wrażenie, bardziej niż ona). Trudno wyczuć co siedzi jej w głowie, rozmawialiście, ustaliliście jakieś zasady. Jak dla mnie to gra na dwa fronty:(
Muszę Ci powiedzieć, że moja EX miała/ma nerwicę natręctw. Klamki naciskała łokciem, każda plamka na chodniku to jakaś choroba. To jej przeszło, ale jak idzie plażą to zawsze patrzy pod nogi, bo widzi igły. Ponadto ma bardzo niskie poczucie własnej wartości.
Na FB zwierza się nieznanym osobom (facetom). Oni się momentalnie w niej zakochują, bo Ona taka krucha istotka, taka empatyczna, kochana. Każdemu pisze to samo. Normalnie dramat.
W trudnym okresie naszego związku jeden z nich wykorzystał jej naiwność, ona momentalnie go pokochała, ale myślę, że z deszczu pod rynnę poszła i jeszcze tego mocno pożałuje.
Muszę Ci powiedzieć, że moja EX miała/ma nerwicę natręctw. Klamki naciskała łokciem, każda plamka na chodniku to jakaś choroba. To jej przeszło, ale jak idzie plażą to zawsze patrzy pod nogi, bo widzi igły. Ponadto ma bardzo niskie poczucie własnej wartości.
Na FB zwierza się nieznanym osobom (facetom). Oni się momentalnie w niej zakochują, bo Ona taka krucha istotka, taka empatyczna, kochana. Każdemu pisze to samo. Normalnie dramat.
W trudnym okresie naszego związku jeden z nich wykorzystał jej naiwność, ona momentalnie go pokochała, ale myślę, że z deszczu pod rynnę poszła i jeszcze tego mocno pożałuje.
Myślę, że ta wrażliwość, czy jak kto woli słabość charakteru + niska samoocena ma duży wpły na odejście Twojej jak i mojej byłej, takie osoby są berdziej podatne na wpływ osób trzecich, a poza tym łatwiej się poddają kiedy pojawią się problem, bo chcą uniknąć stresu... no i oczekują ciągłych komplementów i ciągłej uwagi, bo bez tego czują dyskomfort, tylko nie zdają sobie sprawy, że w kolejnym związku po początkowej euforii też pojawi się pewnego rodzaju rutyna ... nie wiem może jestem w błędzie, ale tak to widzę...
Myślę, że ta wrażliwość, czy jak kto woli słabość charakteru + niska samoocena ma duży wpły na odejście Twojej jak i mojej byłej, takie osoby są berdziej podatne na wpływ osób trzecich, a poza tym łatwiej się poddają kiedy pojawią się problem, bo chcą uniknąć stresu... no i oczekują ciągłych komplementów i ciągłej uwagi, bo bez tego czują dyskomfort, tylko nie zdają sobie sprawy, że w kolejnym związku po początkowej euforii też pojawi się pewnego rodzaju rutyna ... nie wiem może jestem w błędzie, ale tak to widzę...
"Oczekują ciągłych komplementów i ciągłej uwagi" Zdecydowanie tak! Moja ex właśnie tak miała. Wystarczy, że ktoś napisał jej, że jest ładna, to już go lubiła, a po "piękna" BARDZO lubiła i dziękowała, że jest. Oczywiście takich zaczepek zaczęła szukać, gdy zaczęło dziać się źle w naszym związku.
Może wiele rzeczy w niej narastało, zaczęła dostrzegać Twoje wady i zachowania, które jej nie odpowiadają. A Twój stosunek do jej rodziny tylko ją utwierdził w jej decyzji. Mówiłeś, że była blisko ze swoją rodziną. Wiem co to znaczy, równiez mam bardzo dobre relacje ze sobą, i osoba, która nie ma czegoś takiego, nie wie jak wiele to znaczy. Przepraszam, że tak piszę, ale mój partner również czasami się dziwi, że do tej pory mówię codziennie rodzicom "kocham cię" i ich przytulam, bo on czegoś takiego w domu nie miał. Również nie pałał chęcią do poznania moich najbliższych, nie wywierałam na nim presji, poznał ich po 8 miesiącach może, ale uwierz mi, nie czekałabym 3,5 roku.
40 2015-10-18 14:08:46 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-10-18 15:42:17)
Minęło kilkanaście dni, moje wnioski odnośnie całej sytuacji: nie potrafię funkcjonować jako niedookreślony "przyjaciel", "asystent", "doradca" czy też "dobry wujek" mojej ex. To wszystko przypomina jakiś jeden wielki cyrk
. I zastnawiam się kto bardziej potrzebuje tego toksycznego układu, który w moim przypadku utrudnia mi funkcjonowanie. Kiedy mam już stabilny nastrój i skupiam się na sobie i swoich sprawach, ona dzwoni z pytaniem "jak się czujesz?" lub dostaję tysiące smsów z pytaniami o sampoczucie i to jak mi mija dzień, a na końcu zawsze pojawia się " to odpoczywaj", można lekko zwariować.... nie wiem co ona sobie myśli, ale chyba wykazuje zbyt duże zainteresowanie moim nastrojem. Poza tym jej terapeutka stwierdziła, że moja ex chce coś wynagrodzić swojej babci, mamie i mojej osobie.... nie wiem może ta troska to chęć wynagrodzenia.... i jeszcze jeden szczegół poza depresją ma prawdopodobnie nerwicę lękową.... nie wiem może to tłumaczy to zainteresowanie moją osobą... i ta ciągła oferta pomocy z jej strony w każdej sprawie.... ehh trudno to zrozumieć
I jeszcze te jej rzeczy, które zalegają w moim mieszkaniu (miski, kubki, mikser, chusty, książki itp.) i źle na mnie wpływają...
No i nie bez znaczenia jest fakt istnienia tego "kolegi", który też nie wiem w jakiej roli występuje....
Jej stan się nie poprawia, nadal o siebie nie dba i skarży się jak to jej źle i że chyba jest oporna na terapię, bo nie widzi poprawy...
Nie wiem czy dobrze robię, ale umówilismy się na jutro i chyba muszę to zakończyć..... ewentualnie poproszę o jakieś subiektywne opinie
spojrzenie z "zewnątrz" jest zawsze bardzo cenne.
41 2015-10-29 00:38:39 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-10-29 00:41:39)
Spotkaliśmy się dzisiaj na grzańca, ona nie wiedziała, że to spotkanie ma dać mi jakieś rozstrzygnięcie całej sprawy, zadałem kilka konkretnych pytań:
1. Jaki jest cel tych naszych relacji ? Odpowiedziała: Że nie może na dzień dzisiejszy określić celu
2. Czy coś do mnie czuje ? Odp. Oczywiście, ma szeroki wachlarz uczuć do mnie
3. Czy chce być ze mną po terapii ? Na dzisiaj nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie, nie powiedziała mi że nie
Kiedy powiedziałem, że w takim razie wydaje mi się, że powinienem zniknąć z jej życia, pojawiły się w jej oczach łzy i że cięzko jej sobie wyobrazić dzień bez rozmów ze mną, czy smsów, że liczy się z moim zdaniem i lubi ze mną rozmawiać.
Mam 2 opcje
1. Zerwanie kontaktu i może zatęskni, chociaż wiem, że już "czai sie za rogiem" ten koleś z pracy
2. Utrzymywanie kontaktu w nadziei, że wrócimy do siebie i "odstraszanie" tego kolesia
Co może być skuteczniejsze ? Proszę o sugestie ![]()
Spotykamy się średnio 2 razy w tygodniu, kontakt telefoniczny codzienny. Wiem troche to dziwne, jak na relację po związku ...
Nie męczy Cię taka sytuacja?
Moim zdaniem jej pasuje taki układ bo ma was obu. Z Tobą jest jej dobrze, przy tamtym ma motylki... Całkiem wygodny układ. Ja Twoje opcje widzę inaczej:
1. Zrywasz kontakt i zaczynasz nowe życie, bez niej
2. Zostajecie przyjaciółmi ale nie wracacie do siebie, układacie sobie życie oddzielnie
3. Wracacie do siebie, zaczynacie od nowa. Ty jeździsz w odwiedziny do jej rodziców, ona nie naciska na dziecko, itd.
Mam 2 opcje
1. Zerwanie kontaktu i może zatęskni, chociaż wiem, że już "czai sie za rogiem" ten koleś z pracy
2. Utrzymywanie kontaktu w nadziei, że wrócimy do siebie i "odstraszanie" tego kolesia
Ty chcesz żebyście byli razem... Ona nie wie czego chce. Zawiodłeś ją, zraniłeś... Będziesz dłuuugo czekał.
Nie męczy Cię taka sytuacja?
Moim zdaniem jej pasuje taki układ bo ma was obu. Z Tobą jest jej dobrze, przy tamtym ma motylki... Całkiem wygodny układ. Ja Twoje opcje widzę inaczej:
1. Zrywasz kontakt i zaczynasz nowe życie, bez niej
2. Zostajecie przyjaciółmi ale nie wracacie do siebie, układacie sobie życie oddzielnie
3. Wracacie do siebie, zaczynacie od nowa. Ty jeździsz w odwiedziny do jej rodziców, ona nie naciska na dziecko, itd.Mam 2 opcje
1. Zerwanie kontaktu i może zatęskni, chociaż wiem, że już "czai sie za rogiem" ten koleś z pracy
2. Utrzymywanie kontaktu w nadziei, że wrócimy do siebie i "odstraszanie" tego kolesiaTy chcesz żebyście byli razem... Ona nie wie czego chce. Zawiodłeś ją, zraniłeś... Będziesz dłuuugo czekał.
Ta sytuacja jest dla mnie faktycznie męcząca, w sumie to chyba jeden z trudniejszych okresów w moim życiu, pewnie szybko bym to skończył, ale uczucia są zbyt silne ...
Bardzo mądrze prawisz
punkt 1 jest chyba najrozsądniejszy, ale też najtrudniejszy..... 2 z kolei obarczony jest ogromnym ryzykiem, bo niby mogłoby tak być w teori, ale dopiero jak znaleźlibysmy sobie partnerów na stałe to mogłyby pojawić się problemy, obopólna zazdrość mogłaby nas zabić. Poza tym jak z nią rozmawiam to ona chyba w ogóle nie rozpatruje tego ze ja mógłbym mieć "kogoś". Punkt 3 jest najbardziej zbieżny z moimi oczekiwaniami, ale na dzień dzisiejszy nie do zrealizowania, ona twierdzi, że na dzień dzisiejszy tego "nie widzi", ale oczywiście sprytnie zostawia sobie furtkę na przyszłość i nie powiedziała mi nigdy NIE w tej kwestii.
Zgadzam się też co do długiego oczekiwania .... to bedą miesiące jak nie lata .... Wiem, że być może przyspieszyłbym to oczekiwanie znajdując sobie kogoś i pokazując jej że nie będę przy niej wiecznie.... myślę, że to mogłoby dać jej do myślenia, ale nie jestem w stanie tego tak rozegrać, bo mam świadomość krzywdy jaką bym wyrządził tej trzeciej osobie.
Nie mniej istotna jest też terapie na które chodzimy, ona nie widzi żadnych efektów i twierdzi, że jest chyba na nią oporna i koniecznie chce tabletki, co do których terapeutka jest sceptyczna, w kwestii dziecka też zmian brak, chce go coraz bardziej.... Ja natomiast widzę pewne postępy, moja terapeutka powiedziała, że mam dużą zdolność wniknięcia w samiego siebie i to ułatwia przebieg naszych spotkań. Myślę że zrozumiałem pewne rzeczy, ale jeszcze dłyga droga przede mną.... chociaż w kwestii dziecka uważam, że postąpiłem dobrze, wykazałem za mało empatii, ale dobrze, ze nie uległem jej presji, bo mogłoby to w negatywny sposób rzutować na nasz związek jak i na to dziecko.
44 2015-11-24 13:51:13 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-11-24 13:59:14)
Witam po dłuższej przerwie ![]()
Sytuacja nie ulega szczególnej zmianie, natomiast staram się troszkę zdystansować od tego wszystkiego i trochę „znormalizować” relację skoro już nie jesteśmy razem, mamy codzienny kontakt smsowy i czasami do siebie dzwonimy, ale widzieliśmy się ponad 2 tygodnie temu, więc jakiś postęp jest ![]()
Zdarzają się ciężkie momenty szczególnie kiedy ona
- dzwoni i ma pretensje, że w sierpniu byłem „ślepy” na jej potrzebę dziecka
- dzwoni i informuje mnie że śniło się jej że poroniła, albo że urodziła dziecko bez nóżek
- dzwoni i mówi, że jedzie autem i że ma ochotę wjechać w drzewo
- dzwoni z pytaniem, czy powinna bać się życia, bo jak idzie do sklepu to czegoś się tam boi i jak czeka na przystanku na autobus to rośnie w niej ogromna agresja
- dzwoni z pytaniem czy mam jasność tego że nie będziemy razem bo sniło się jej że przez to że nie mam jasności sytuacji ona jest bezpłodna ….
- dzwoni i pyta czy u mnie wszystko w porządku, bo śniło się jej że urwało mi nogi …
- dzwoni żeby powiedzieć ze ma w sobie taką agresję, że chciałaby kogoś uderzyć i czuje że ta agresja ciągle rośnie
Kiedyś spytała się co planuje, powiedziałem, że nie wiem, muszę się ogarnąć i być może coś zmienić, może wyjechać …. Kazała mi przysięgać, że nie planuję jechać do Syrii lub na Ukrainę …. Ręce mi opadły…
Ogólnie odnoszę wrażenie, że jest z nią coraz gorzej… podobno jej terapeutka stwierdziła, że jest trudnym pacjentem i kolejnym trudnym wyzwaniem w jej karierze… potrzeba dziecka się nie zmienia i nadal stanowi ono sposób na „dobre” życie jak mi sama powiedziała… ma w tym wsparcie swojej matki (chorej na depresję dwubiegunową), która ucieszyła się z pomysłu ( „wspaniale, będziemy mieli dziecko”)…
Nie wiem czy to tylko depresja, czy może początek czegoś gorszego…. może tym sierpniem uratowała mi życie… bo wydawało mi się, że po tylu latach ją znam, a teraz odnoszę wrażenie jakby była zupełnie obcym człowiekiem i żyła w jakimś matrixie …
Wyjaśniła się sytuacja z kolegą z pracy, przeprosiła go za w mieszanie w całą sprawę i stwierdziła, że nie chce z nim być, bo musi sobie poradzić z samą sobą, on podobno to zrozumiał i chciałby kiedyś spróbować ( nie wie nic o jej terapii i problemach z zaburzeniami jej matki i innych członków rodziny – jak sama powiedziała „nie ma się czym chwalić”) Ze mną też ni chce być, bo „tak czuje”
Będę przy niej dopóki będzie tego potrzebowała, ale ogólnie przykro mi patrzeć na to co się z nią dzieje… mam nadzieję, że z tego wyjdzie… wiem, że nie ma tu specjalistów, ale czy to tylko depresja, czy jakieś inne zaburzenia ? Czy w takiej sytuacji lepiej dać sobie spokój i nie liczyć na nic ? Czy z taką osobą dałoby się stworzyć w przyszłości normalny związek biorąc pod uwagę to wszystko co się stało i biorąc pod uwagę ryzyko, które się z tym wiąże (rodzinne predyspozycje i ogólnyestresy zwiazane z np. ciążą i następnie wychowaniem dziecka w przyszłości) ?
Czekam na opinie i komentarze ![]()
Zdarzają się ciężkie momenty szczególnie kiedy ona
- dzwoni i ma pretensje, że w sierpniu byłem „ślepy” na jej potrzebę dziecka
- dzwoni i informuje mnie że śniło się jej że poroniła, albo że urodziła dziecko bez nóżek
- dzwoni i mówi, że jedzie autem i że ma ochotę wjechać w drzewo
- dzwoni z pytaniem, czy powinna bać się życia, bo jak idzie do sklepu to czegoś się tam boi i jak czeka na przystanku na autobus to rośnie w niej ogromna agresja
- dzwoni z pytaniem czy mam jasność tego że nie będziemy razem bo sniło się jej że przez to że nie mam jasności sytuacji ona jest bezpłodna ….
- dzwoni i pyta czy u mnie wszystko w porządku, bo śniło się jej że urwało mi nogi …
- dzwoni żeby powiedzieć ze ma w sobie taką agresję, że chciałaby kogoś uderzyć i czuje że ta agresja ciągle rośnie
Kiedyś spytała się co planuje, powiedziałem, że nie wiem, muszę się ogarnąć i być może coś zmienić, może wyjechać …. Kazała mi przysięgać, że nie planuję jechać do Syrii lub na Ukrainę …. Ręce mi opadły…
Niech się lepiej zajmie nią fachowy specjalista, bo to wygląda na klasyczny przypadek zaburzeń osobowości o typie borderline. Często takie osoby są mylnie diagnozowane jako ci z depresją. Jeśli pani psycholog mówi, że ciężki przypadek, to znaczy, że sobie nie potrafi poradzić i jest kiepska.
46 2015-11-24 16:00:33 Ostatnio edytowany przez pannapanna (2015-11-24 16:05:29)
Chłopie na kolanach powinieneś dziękować ze wyszło szydlo tak szybko. Małżeństwo i DZIECKO z wariatką? Unieszczesliwic dziecko psychiczną matką? I tak by się nim nie zajęła. Jeśli coś tak banalnego wywołało taka reakcję to co by było przy prawdziwym problemie? Zabilaby się? ?
Ty nie jesteś od uszczesliwiania innych tylko od życia tak jak tego oczekujesz. Tam jest cała rodzina chora i powienniennes uciekać aż by się kurzylo.
Nie będziesz żył normalnie puki się z nią widujesz . Choć z drugiej strony.... wkrótce ja znienawidzony i obrzydnie ci bez reszty, może to lepiej.
47 2015-11-24 16:13:32 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-11-24 16:15:44)
Szanse na stabilnie normalny zwiazek z nia kiedys tam nawet w dalekiej przyszlosci widze marne. Nawet jesli to "tylko" depresja to bardzo silna i z elementami psychozy wiec ciezka do ujarzmienia. Nie pisze celowo do wyleczenia bo depresja to tak naprawde choroba przewlekla i chorzy zazwyczaj maja nawroty tzw epizody co jakis czas. Taki nawrót moze sie zdarzyc po paru mscach badz paru latach takze nie znalbys dnia ani godziny. Zastanow sie czy podolalbys temu wyzwaniu.
48 2015-11-24 23:44:08 Ostatnio edytowany przez załamany32 (2015-11-24 23:48:33)
Teraz już wiem, ze to nie ma przyszłości ... czasami sie zastanawiam czy to było nieuniknione ? Poza jej wrażliwością i pewnym "ryzkiem rodzinnym" nic nie wskazywało na taki dramat ... wiem, że nie spełniłem jej oczekiwań związanych z dzieckiem i wizytą u rodziców, ale czy to by cokolwiek zmieniło ? Nieraz jak jej słucham to naprawdę nie wierzę, że jeszcze powiedzmy rok temu byliśmy szczęśliwi i cieszyliśmy się z tego "naszego świata"
a teraz czytam smsy od niej o tym, że stała się bardziej religijna i modli się za życie swoje i moje.... że z jej matką jest bardzo źle i że ona w porównaniu z nią jest w stabilnym stanie (jej mama w ostatnim czasie jest jak to moja ex stwierdziła "wyemancypowaną jasnowidzką" - nie robi nic w domu - nie sprząta, nie pierze, nie gotuje itp. poza tym twierdzi, że wie co kto myśli i co kto powie, zanim to ktoś zrobi...). Zastanawiam się, czy poradziłbym sobie w takiej rodzinie, jako jej członek (zięć) ...Możecie mi wierzyć lub nie, ale starałem się być dobrym partnerem i mam nadzieję, że nie przyczyniłem się do tego co stało się z moją dziewczyną ![]()
Możecie mi wierzyć lub nie, ale starałem się być dobrym partnerem i mam nadzieję, że nie przyczyniłem się do tego co stało się z moją dziewczyną
Ciągnie swój do swego - to jest na poziomie podświadomym. Sam w tym związku dziwnie się zachowywałeś. Z zaburzeniami psychicznymi jest tak, że są okresy: uśpienia, utajenia i jeśli przychodzi jakiś stres, wydarzenie, to różnie się zaczyna dziać. Wiek też robi swoje. Środowisko robi swoje. Wiele czynników się na to składa. Na pewno związek z tobą wywołał w niej określone nasilenie patologii, ale nie można się za to do końca życia obwiniać. Najprawdopodobniej tak musiało być. Musiała poznać ciebie, nie kogoś innego. Oby poszła na leczenie.