Nie piszę tego, żeby się nad sobą użalać. Po prostu jeżeli komuś się zwierzę z pewnością poczuje się lepiej.
Wydaję mi się, żeby dobrze opowiedzieć tą historię muszę zacząć od początku. Myślę, że zawsze byłam zaniedbywana przez rodziców. Jako środkowe dziecko, byłam zbyt cicha i za mało inteligentna żeby ktokolwiek się mną interesował. Mój ojciec nawet teraz dziwi się, że udało mi się skończyć tak dobre studia skoro dziadek nie mógł nauczyć mnie jak rozróżniać kolory. Poza tym cała ich uwaga była skupiona na mojej niepełnosprawnej siostrze, którą rozpieścili do tego stopnia, ze nawet teraz są chwilę, kiedy nie mogę czegoś powiedzieć, pochwalić się jakimś osiągnięciem, bo wiem, że będzie zazdrosna. Od dziecka spadło na mnie opiekowanie się nią. zawsze wmawiano mi, że jestem jej drugą mamą. Jednocześnie ciężko było się przyjaźnić z kimkolwiek, gdy zapraszanie ludzi do domu kończyło się zazdrością. Dlatego w gimnazjum stałam się samotnikiem. Problemy w domu, brak zainteresowania ze strony rodziców, szykanowanie w gimnazjum. Przyczepił się do mnie jeden chłopak, który był zazdrosny o to, że jestem zbyt spokojna, dużo czasu poświęcam nauce itp codziennie wymyślał na mnie przezwiska, kopał mnie, opluwał. Najgorsze było to, że wszyscy nagle zaczęli traktować mnie jak śmiecia. W kościele pseudochrześcjanki z mojego gimnazjum wrzucały mi we włosy śmieci. Ale podniosłam się poszłam na dobre studia, ale nadal nie potrafię dogadywać się z ludźmi. Opowiadam Wam o tym, bo zastanawiam się gdzie popełniłam błąd, bo coś musiało pójść nie tak. Później na studiach spotykałam się z paroma facetami ale nie potrafię budować relacji z ludźmi. Wole samotność. Chociaż ostatnio dzięki coachingowi otworzyłam się na ludzi , ale nadal nie mogę znaleźć miłości. Koleżanka namówiła mnie, żeby założyła kasę na bal za dwie osoby( no co ty bedziesz później żałowała, że nie poszłaś, nie wypada iść samej.) Boże jak łatwo mną manipulować. Tymczasem tak naprawdę nie mam z kim iść na bal. Ma jednego kolegę, ale nie kocham go i nie chce mu robić złudnych nadziei. Chciałabym znaleźć kogoś, ale moje matka codziennie mówi mi, żebym nie wymyślała bo nie ma co liczyć, że stać mnie na kogoś lepszego.