Diagnoza w wieku 30 lat GUZ NERKI ....jakby tego było mało złosliwy...
Moj swiat sie zawalił...
Ciagle mysle co bedzie dalej.. mam coreczke ...co z nia..
2pazdziernika czeka mnie operacja ...trudna operacja...
TAK SIE BOJE
Podobne tematy
Walcz tak długo jak będziesz dała radę i jeszcze dłużej. Na strach nie marnuj energii.Rak podobno lubi łzy, nie karm go. ![]()
Bardzo Ci współczuję trudnego doświadczenia, które stało się Twoim udziałem. W takiej chwili wszystko wydaje się straszne i przygniata człowieka jak lawina. Nie daj się załamaniu i nie poddawaj właśnie dla Twojej córeczki. Postaraj się choć o odrobinkę optymizmu, by pielęgnować nadzieję. Ja wierzę, że nastawienie człowieka to połowa sukcesu, że zwyciężamy "w głowie". Życzę Ci siły wewnętrznej, takiej siły wielkoluda. Podejdź do operacji z pozytywnym nastawieniem. Przecież musi się udać. Musi wszystko być dobrze, bo masz jeszcze tyle do zrobienia w życiu. Mam świadomość jakie to wszystko trudne do ogarnięcia, jak niewiele potrzeba by łzy zakryły świat. Proszę, trzymaj się.
Kochana, nie trać nadziei. W porę wyleczony rak daje szanse na życie. Nie poddawaj się.
Pisz jak najwięcej, będziemy Cię wspierać. Dodatkowo poszukaj metod wspierania walki z rakiem (kuracje warzywne, ziołowe ect) trzeba pomóc systemowi odporności. Będzie dobrze!
Walcze z rakiem od wielu lat.
Od wielu lat powinnam juz nie zyc-zgodnie ze statystykami.
Dopoki w Tobie wiara i sila-raczysko ma duzo mniejsze szanse.
Ja tez przy pierwszym rozpoznaniu mialam kilkumiesieczna corke-dzis ma 14 lat-od jakich 13 nie powinnam zyc.
Jasne, ze sa wznowy, ze znowu to samo-kilka razy to juz przechodzilam i nigdy sie nie przyzwyczaje.
Walcz-dla dziecka, dla siebie.
Raczysko ma wieksze szanse. gdy sie poddasz.
Powodzenia i pisz tutaj-na pewno kazdy podrzuci Ci odrobine dobrej energii.
Alicjo ja bym ci proponowała kontakt z poradnią psychologiczną dla osób chorych na raka, nie wiem skąd jesteś, ale takie poradnie są w Centrum Onkologii, możesz zapytać w szpitalu, w którym się leczysz.Działa też w każdym mieście tzw.interwencja kryzysowa - ma na celu udzielenie natychmiastowej pomocy osobie, która znalazła się w traumatycznej sytuacji, np. właśnie dowiedziała się, że ma raka.Zorientuj się w tym, to bardzo by ci pomogło.Moja znajoma też miała raka nerki, żyje i to całkiem normalnie
Bullinka też daje radę
, moja koleżanka w wieku 28 lat miała operację na dwa nowotwory, żyje już wiele lat, pracuje,jest niesamowicie radosna
Głowa do góry, będzie dobrze. Najważniejsze, że wykryty w porę, że operacyjny, a to już droga do zwycięstwa.
Pamiętaj jedno - rak to nie wyrok. Nigdy.
Miesiąc temu u bardzo bliskiej mi osoby zdiagnozowano nowotwór krwi, siłą rzeczy mam więc bliski kontakt z tematem, lekarzami i wiedzą onkologiczną. Po pierwszym szoku przyszło opamiętanie, determinacja, by walczyć i nadzieja. Ogromna, choć przecież już kilka razy słyszałam, że rokowania są złe. Faktem jest, że mam kontakt z wybitnymi lekarzami, którzy leczą w bardzo dobrej, nowoczesnej klinice, ale jest jedno zdanie, które w trakcie kolejnej, trudnej rozmowy kilka dni temu powiedziała do mnie pani profesor, a którego bardzo mocno się trzymam - przy dzisiejszym stanie wiedzy medycznej, udaje się ratować pacjentów z takich opresji, że jeszcze kilka lat temu nawet nam się o tym nie śniło. I rzeczywiście każdego dnia obserwuję, że robią i dzieją się tam cuda.
Rokowania w raku nerki w porównaniu do lat np. 90 poprawiły się OGROMNIE. Tak jak pisze Olinka. Postęp medycyny jest taki, że rokowania tak naprawdę poprawiają z dnia na dzień. Mój wujek 5 lat temu miał usuwany ogromny odcinek jelita grubego (prawie 50cm) i jest wszystko w porządku. Żyje. Nie ma śladów nawrotów. Inny znów wujek rak prostaty. Zwalczony. Jeszcze inny 20 lat temu właśnie rak nerki. Nerka usunięta. Brak wznowy. Głowa do góry! Z rakiem można wygrać. I coraz więcej osób wygrywa!
11 2015-09-19 03:11:29 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-09-19 03:16:03)
Jestem w trakcie walki o bliską mi osobę, siłą rzeczy mam więc bliski kontakt z tematem, lekarzami i wiedzą onkologiczną. Po pierwszym szoku przyszło opamiętanie i nadzieja. Ogromna, choć przecież już kilka razy słyszałam, że rokowania są złe. Fakt faktem, że mam kontakt z wybitnymi lekarzami, którzy leczą w bardzo dobrej, nowoczesnej klinice, ale jest jedno zdanie, które w trakcie kolejnej, trudnej rozmowy kilka dni temu powiedziała do mnie pani profesor, a którego bardzo mocno się trzymam - przy dzisiejszym stanie wiedzy medycznej, udaje się ratować pacjentów z takich opresji, że jeszcze kilka lat temu nawet nam się o tym nie śniło. I rzeczywiście każdego dnia obserwuję, że robią i dzieją się tam cuda.
Walczcie, bo walka, nastawienie psychiczne też ważne. Może nie zawsze da efekt, ale też jest ważne, do tego terapia, próbować warto, bo lekarka ma rację, teraz często i z ciężkich raków można się wyleczyć. No oczywiście nie zawsze, ale póki jest nadzieje warto walczyć.
Martainn, to ładnie u wujka, rak jelita ma chyba naprawdę kiepskie rokowania, więc tym bardziej super. No jak widać udać się jak najbardziej może. Na raka nerki coś słyszałam, że są dobre leki, ale nie wiem czy one są dofinansowane, jak nie, to pewnie warto spróbować takich zbiórek, bo ludzie podobno pomagają chętnie, bo tu chodzi o ludzkie życie, to wiele ludzi wspomaga i być może na taką terapię jak nawet może się uzbiera.
Alicjo31, walcz, nie poddawaj się. Strach, łzy są całkowicie normalne, zrozumiałe jest to co czujesz. Dalej jednak najlepiej po prostu postaraj się myśleć pozytywnie, walczyć. Będą gorsze chwile, no tak, każdy je ma, ale jak będziesz walczyć to zawsze masz szanse, na pewno to, że masz małą córkę Cię tym bardziej zmotywuje, organizm będzie jeszcze silniej walczył, a to dobrze.
Współczuje ci! Cóź moge więcej. Jeśli jesteś wierzącą pomódl się może wszystko pójdzie dobrze a może wyzdrowiejesz. Teź się o to pomodle ! Będzie dobrze.
Obejrzyj ten film, jeśli nie cały, to chociaż od 59:45.
https://www.youtube.com/watch?v=3a4PjWT_lS0
Wiem, że w tej chwili nic Cię nie pocieszy, ponieważ potrzeba czasu na oswojenie się z nową sytuacją. Ale wiedz, że rak nerki jest jednym z lepiej rokujących nowotworów. Naprawdę! Często nie jest wymagana uzupełniająca chemioterapia, bowiem wystarczy sama operacja.
U mnie w rodzinie nowotwory są jedną z najczęściej występujących chorób. Od ponad 3 lat choruje moja mama (jelito grube - była udana operacja, później nieoperacyjna wznowa, paliatywna chemia, naświetlania p.bólowe, aktualnie w stanie regresji - oby jak najdłużej!).
Wujek mój jest już 9 rok po usunięciu nerki - również rak. Żyje, pracuje zawodowo i ma się dobrze! Sąsiad też jest kilka lat po usunięciu nerki (też rak) - przy rozpoznaniu III stopień zaawansowania - żyje, wychowuje wnuki, czuje się dobrze.
Głowa do góry. Pamiętaj, że masz dla kogo być silna, masz dla kogo żyć i masz dla kogo walczyć ![]()
Życzę Ci powrotu do zdrowia
A wszystkim innym kobietom polecam się badać, póki nie jest za późno. Własne zdrowie jest najważniejsze. Co Ci da jak masz kase, wille, i 5 extra aut w garażu jak żyjesz z myślą , że masz raka i zostało Ci kilka miesięcy? To wszystko są rzeczy materialne, ulotne. Dlatego trzeba się badać. Teraz jest tak szeroki wybór badań, nawet pod kątem predyspozycji zachorowań na raka piersi, jajnika. Poczytajcie chociaż o tym, wszystkiego możecie dowiedzieć się na zdrowegeny.pl. Pozdrawiam.
16 2018-08-15 22:40:31 Ostatnio edytowany przez Olinka (2018-08-15 23:18:06)
Rak to coś strasznego... Moja mama walczyła z rakiem i niestety walkę przegrała. Boję się, że też mogę mieć raka, bo nawet moja prababcia walczyła z rakiem piersi. Także ryzyko jest spore... Jakiś rok temu robiłam podstawowe badania i nic nie wykryto. Jednakże od jakiegoś czasu pobolewa mnie lewa pierś. W związku, z czym zaczęłam się trochę niepokoić. Zastanawiam się, czy nie wykonać sobie testów [spam]. Żeby dowiedzieć się, czy mam raka, czy nie... Jednak bardzo się boję...