netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Koniec 2 letniego toksycznego związku

2 odpowiedzi1 750 wyświetleńzałożony przez Kasia123x, 14.09.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Koniec 2 letniego toksycznego związku

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 ]

1

Temat: Koniec 2 letniego toksycznego związku

Tak jak w temacie..swój związek zakończyłam 8 sierpnia , mija miesiąc a ja nadal nie mogę zebrać myśli.

Jestem osoba, która bardzo sceptycznie podchodzi do jakichkolwiek relacji, zawsze z dystansem. Ale jeżeli juz sie w coś angażuje to na 100% i choćby mnie kroili i podpalali bede walczyć do końca. Nigdy nie byłam w związku, bo sie bałam. Czego? Moze tego ze  trzeba sie przed kims otworzyć (od małego miałam kompleksy na punkcie swego ciała ponieważ byłam pulchnym dzieckiem ale zawsze bardzo wygadanym wiec potrafiłam odpyskowac smile) , strach czy ktoś Cie zaakceptuje , wiecie inaczej jest otworzyć sie przed przyjaciolka a inaczej przed facetem.
Zawsze po prostu to były luźne spotkania , które trwały Max tydzień, dwa i do niczego poważnego nie dochodziło. Po prostu nie sądziłam, ze można kogos pokochać i być sobą w 100% bo jednak baby a chłopy to inaczej myślą tongue jak to były mnie okreslil : po prostu byłam zimna suka, dopóki jego nie poznałam..

3 lata starszy, z przeszłością, babiarz, lubiący rożne ciemne interesy. Jego ulubiony  typ kobiety jest dość prosty i wulgarny: czarna, szczupła, duży biust, mocny makijaż, trochę starsza, doświadczona iskąpa ubrana, prosta wulgarna dziewczyna wink co niekoniecznie sie ma do mojej osoby; ciemna blondynka, młodsza, kraglejsza, elegancka, jak to sie mówi z dobrego domu, wychuchana przez rodziców, jedynie to można powiedzieć , ze piersi sie tylko zgadzają Haha.

Wiedziałam , ze ma trudny charakter, ze potrafi być wybuchowy i związek z osoba która ma jakaś przeszłość za sobą nie bedzie łatwa, ale ze ja lubię wyzwania i pakować sie w kłopoty to stwierdziłam czemu nie. Zaczęliśmy od przyjacielskiej stopy, ja nie chciałam związku. Myślałam ze to bedzie tylko kolega, albo raczej taki facet na tydzień , na dwa. On sie pierwszy zakochał i pierwszy wyznał miłość, nalegał na związek. Byłam zdziwiona bo to był facet który uważał, ze przyjaźni na świecie nie ma, ze każdy jest fałszywy, jedynie można liczyć na swoją rodzine, a o swojej przeszłości opowiedział mi wszystko na 3 czy 4 spotkaniu otworzył sie tak jakbyśmy sie znali bardzo długo. Ja mu powiedziałam o swoich obawach, ze to mój 1 związek, jakie mam podejście do ludzi jaka jestem itd. Jeśli chodzi o niego to wszystkie dziewczyny z którymi był (najdluzej to pół roku nie licząc mnie) zdradziły go albo leciały na jego pieniądze. Dlatego z początku chciał mnie kontrolować o wszystko bo sie bal ze sie okaże taka jak inne. Pozwolilam mu bo to jie przeszkadzało mi, sama mu mówiłam co robie gdzie i jak, jesli jemu to miało pomoc to czemu nie? Zakochałam sie i zaangazowalam sie w 100%. Wszystko pięknie trwało przez pół roku do tamtych wakacji...

Na wakacje on zawsze wracał do domu na te 2 miesiące , 60 km od Krakowa. Mieliśmy sie widywać co tydzień, ale jemu nagle sie odechciało bo stwierdził ze rodzina najważniejsza ze musi odbudować z nimi relacje (w przeszłości dużo złego im zrobił) i ze on nie ma czasu sie widywać. Rozumiałam to , dlatego zaproponowalam ze to ja mogę przyjeżdzać do niego , dla mnie nie ma problemu , a ważne jest to ze nawet na głupia godzinę sie z nim zobaczę. Tez nie chciał bo po co. Po prostu coś mu odwalilo pewneg wieczoru rozmawiając z nim powiedział ze ma na to wszystkie wyje.. Zebym przestała ryczeć i chce przerwy. Byłam w szoku bo to był facet, który potrafił mi na walentynki kupic 100 róż, wyjsć w trakcie wigilii ze swojego rodzinnego domu i przyjechać do mnie do Krakowa a nie byliśmy wtedy w związku, zawsze kiedy plakalam przez telefon mówił, ze nie rozłączy sie dopóki nie przestane albo przyjeżdżał do mnie w nocy na 5 minut bo stwierdził ze musi mnie widzieć ...

Jakoś przetrwaliśmy te wakacje, on oczywiście przeprosił i zadzwonił. Zawsze miał tak ze potrafił sie wydrzec a pozniej przepraszać, rownież na początku wakacji zaczęły sie jego przytyki dot wyglądu, ze mam tu za dużo i owdzie, ze mogłabym schudnąć itd. Skonczylo sie tak, ze potrafił dzwonić mi podczas wakacji będąc w tym swoim rodzinnym miasteczku ze właśnie moje wódkę ze swoją była bo ja spotkał w klubie, ze ma zajebiste cycki bo jej strasznie urosły. Ja byłam w szoku ale następnego dnia to samo przepraszał i przepraszał ze mu sie jak to mówił "chora akcja" do głowy włączyła. Po wakacjach sie uspokoiło miedzy nami bo mieliśmy stały kontakt ale jego docinki dotyczące mojego wyglądu nie ustały. Mam bardzo duży dystans do siebie i mogę sie śmiać ze swojej figury i wad ale do pewnych granic, żarty przestają być żartami kiedy zaczynaja obrażać. I słyszałam codziennie ze za dużo jem, ze jestem gruba, ze czemu nie wyglądam tak, siak i owak. I zaczął sie u nas nowy problem zazdrość. Z mojej strony , przestałam mu ufać. Na początku naszego związku jakby mi napisał ze jest na imprezie z 30 laskami, nie przejelabym sie wgl , tylko odpisała, żeby dotarł do domu bezpiecznie. A pozniej? O każde jego wyjście gdzieś , spotkanie z jakaś koleżanka, grupa znajomych byłam zazdrosna bo on mnie prowokował a ja byłam głupia ze dałam sie wciagnac w ta grę i mu odpowiadałam , dlatego jak poważnie rozmawialiśmy to mu mówiłam, ze wiem, ze przesadzam z zazdrością ale on mi musi pomoc, tak jak ja mu pomogłam na początku z zaufaniem do mnie. Ale jak grochem o sciane, prowokował dalej. Szliśmy ulica i mówił ze jaka ładna dziewczyna , albo specjalnie pokazywał ze sie na nią gapi. Albo widziałam w telefonie zdjęcia jakiś dziewczyn pozapisywanych itd, tez sie o to kłóciliśmy to jak zawsze przeprasza było idealnie pare dni i znowu powrót. Zapomniał o rocznicy, dniu kobiet , walentynkach, moich urodzinach... Ja nie oczekiwalam wielkich prezentów, ale gestu drobnego, zapamiętania...

Doszedł do tego problem jego rodziców (którzy wgl mnie nie polubili, chociaż ojciec neutralny , matka jak z nią rozmawiałam przez telefon zawsze była kochana i pytała sie o mnie, dopóki nie zobaczyła mnie na żywo. Naprawdę nie wazę 100 kilo, tylko do schudnięcia mam moze 5,6 kg ale dla niej bylam be bo nie byłam super chuda dziewczyna i to dalo sie odczuć bo zawsze jak byłam u nich w domu to robiła uwagi odnośnie jedzenia) , zaczęli sie rozwodzić, istny cyrk , zaczęli bawić sie moim byłym jakby miał 5 lat, ale go wspierałam. Mówiłam mu ze jeżeli nie ma ochoty widzieć sie , to nie ma problemu, ze nawet jak ma ochotę sie wykrzyczec, ze lampa stoi krzywo to moze na mnie sie wyżyć. Ze jestem przy nim.. Ale oczywiście są pewne granice, które przekroczył. Klocilismy sie o coś, nie pamietam juz, ale mnie tak wkurzył ze 1 raz uderzyłam go w twarz (tak wgl byłam tez 1 kobieta która to zrobiła, dziwie sie bo jako babiarz był okropnym chamem) a on mi oddał. Bo stwierdził, ze myślała ze to było na żarty.. Oczywiście on sam był w szoku jak zobaczył moja reaakcje (strach i szok) i zaczął przepraszać, ze nie wierzy w to co robił, ze to wina sytuacji rodzinnej , ze on nie wytrzymuje psychicznie, ze łamie swoje zasady itd. Wybaczyłam, nigdy mnie juz nie uderzył, chociaż jak sie klocilismy to sie szarpalismy , ze potrafił mnie przewrocic.

I żyliśmy tak dalej kochalismy sie na zabój i kłóciliśmy sie na zabój. Głownie o ta moja zazdrość. Bo ja tez psychicznie tego nie wytrzymywałam, codziennie slyszalam ze jestem w gruba. Porównywałam sie do jego ex itd. Doszło do tego, ze spedzajac cały dzień z nim nic nie jadłam, a pozniej wracając do domu atakowałam lodówkę jak nienormalna, po to żeby za chwile wszystko zwrócić bo od razu pojawiało sie myślenie "chłop ci mówi ze jestes gruba a ty zresz jak świnia". To sie ciągło miesiąc, powiedziałam mu to. Powiedział ze przeprasza, ze to tylko żarty i zebym nie przesadzala z tym wymiotowaniem. Znowu jak grochem o sciane.

Koniec końców zbliżał sie woodstock, o którym tu pisałam , bo nie chciałam żeby on jechał bo sie bałam. Miedzyczasie znowu wyszło jakieś nie porozumienie , ze wracając do domu od nocy u niego, nagle słyszę ze moja matka z nim rozmawia. Tak mój ukochany, taki dojrzały zadzwonił do mojej matki, ze ja chce za dużo z nim spędzać czasu, ze jestem upierdliwa i ze nie układa sie miedzy nami i to koniec. Moja matka oczywiście przerwała ta rozmowę, bo to są nasze sprawy. Zadzwoniłam do niego i usłyszałam, ze no ze nie da rady sie ułożyć miedzy nami, to nic, ze pare godzin temu mówił ze mnie kocha i damy radę. Ale ze nie traćmy ze sobą kontaktu bo ja jestem najważniejsza dla niego. Od początku wgl naszej znajomosci powtarzał mi , ze jeżeli kiedykolwiek zerwiemy to i tak musimy sie przyjaźnić bo jestem jego przyjaciolka i ze on Zawsze bedzie o to zabiegać. Tak wiec zerwał ze mną, po to żeby na wieczór sie spotkać, i powiedzieć mi ze mnie kocha ze znowu włączyła mu sie chora akcja ze to przez rodziców i ze on chce być ze mną. I wytrzymaliśmy tak z 2 tygodnie. W czasie woodstocku tez doszło do kłótni. Bo miał być to męski wyjazd, a w namiocie spala z nimi dziewczyna itd itd. Wrócił z tego woodstocku było wszystko fajnie, dwa dni po ten kłótnia o jakaś pierdołę i nagle słyszę z jego strony: ze to za długo dla niego w związku , ze on nie wytrzymuje on nie wie nic itd. Nie wytrzymałam tym razem ja , psychicznie. Ciagle mi ktoś dawał nadzieje i odbierał. Zerwalam z nim przez sms, bo on oczywiście rzucił słuchawka. Co uslyszalam następnego dnia ? Ze mnie kocha, ze przeprasza ze jest skurwy... To nie jest moja wina..

On pojechał wtedy do siebie do domu, chciał przyjechać do mnie, ale twardo sie trzymałam, coś czułam ze jak wróci to będziemy razem. Dzwonił codziennie, mimo tego ze nie byliśmy razem. Pytał sie czy go kocham, ze on nie chce innej, ze tęskni itd. Czy nie możemy spróbować jeszcze raz, ze prosi itd. To trwało moze z 5 dni. Był taki jak na początku. Jak zadzwoniłam a nie odebrał to przepraszał, jak zadzwoniłam to nawet przy matce odbieral ze bardzo chciałby rozmawiać a nie moze, a nigdy taki nie był. Pewnego dnia był jakiś oschly, albo ja ku psychicznie nie wytrzymywalam, bo jakiś był obojętny, wiec zadzwoniłam i powiedziałam ze nie chce miec z nim kontaktu, bo ja go nie rozumiem nie wytrzymuje a on? Był w szoku i powiedział ze dokończymy ta rozmowę wieczorem.

Nie zadzwonił. Następnego dnia tez nie. Zadzwoniłam do jego matki, od ktorej dowiedziałam sie ze pojechał sobie na Słowację (prze całe wakacje odmawiałam każdemu wyjazdy bo chciałam z nim gdzieś pojechać a on mówił ze nie ma pieniędzy i czasu) i ze ona wie ze jesteśmy tylko przyjaciółmi, pozniej zaczęła krzyczeć ze jestem agresywna i nie mam szacunku do niej (rozpłakałam sie tylko przez telefon i powiedziałam ze jej syn bawi sie moimi uczuciami a to na przyjaźń nie wyglada). On zadzwonił powiedział ze owszem kocha mnie ale nie będziemy nigdy razem i to sie nie uda. Mówił ze nie chce tracić ze mną kontaktu, ze zadzwoni jeszcze do mnie a jak wróci to sie spotkamy. We mnie coś pękło, zaczęłam krzyczeć ze go nienawidze. W miedzy czasie wgl jak to mi mówił to jeszcze powiedział, ze musi poprosić koleżankę żeby poszła do sklepu to mi od razu sie albo zrobiło i wywróciłam sie skrecajac kostke i rozwalajac cały łokieć. Jak nie urok to sraczka...

To co działo sie pozniej to prawdziwym czeski film. Zadzwoniłam do niego wieczorem nie odebrał, zablokował mój numer. U mnie pojawila sie fala nienawisci pt chce odebrać moje rzeczy z mieszkania (kosmetyczka, rower, szlafrok, kapcie, koc , który ma dla mnie sentyment bo jest prezentem) ale nie odpowiadal na smsy, ani nie odbieral żadnych numerów. Jego matka tez nie odebrala. Tylko do mnie napisała ze jak ON WRÓCI to ON ODDA. Czyli znowu czekanie i robienie tak jak on wszystko chce. A ja głupia w odpowiedzi przeprosiłam jeszcze jego matkę ze zle zrozumiała nasza rozmowę..

Jeden wielki cyrk, będąc pod jego mieszkaniem , bo baby są masochistkami i uwielbiają wspominac i sypał sól na swe rany, wiedziałam ze go tam nie ma bo jest na Słowacji , zadzwoniłam do drzwi. Po 5 minutach wyszedł on, nie zauważyłam ze tam wgl stał jego ojciec, a ja jak głupia biegłam za nim, ze skręcona kostka, a co. I co usłyszałam? Ze on nie Brdzie rozmawiać ze mną, ze rzeczy odda mi za 2 dni, ze on wyjeżdża z ojcem jest zajęty, ze ma w dupie moja noge, bo miałam podejrzenie operacji i mu to powiedziałam. I zebym go nie nachodziła i nie dzwoniła! Tak, to wszystko przy jego ojcu... Który nie wiem czy sie śmiał ze mnie czy mi współczuł. Poczułam taka nienawiść do niego, ze wiedziałam, ze kłamie i ze e chce odzyskać swoje rzeczy, a jestem osoba która jak coś chce to musi miec to teraz. Podjechałam wieczorem pod jego mieszkanie , będąc ciekawa czy rzeczywiście wyjechał z ojcem. I co? Impreza, full ludzi, głodna muzyka, wódka wszędzie. Zadzwoniłam na domon , zszedł na dół. Usłyszałam ze rzeczy mi nie odda, ze nie wejdę na gore (to z automatu wgl mi rzucił jakbym pchala sie do tego mieszkania czy co) i ze ze mną nie da sie przyjaźnić bo ja wrzeszcze, nie wytrzymalam i dałam mu w twarz. Zaczął mi sie śmiać prosto w twarz jak sie go zapytalam czy mi odda. Wiec znowu nie wytrzymalam i przyłożyłam mu 6 razy. Zaczęliśmy sie szarpać, uslyszalam ze jestem piz** i szma** ze mnie zabije. Tak sie zaczelismy szarpać, ze mnie wywrocil na chodnik na ta chora noge. Stał z minutę nade mną i patrzyl sie czy sie podniose. Wkoncu podszedł do mnie podał mi rękę, kazał jechać do domu i ze na spokojnie umówimy sie pojutrze na odbiór rzeczy. A ja głupia dawałam sobie nadzieje, ze jednak moze chce ze mną miec kontakt, skoro chce sam mi oddać te rzeczy a nie taxowka, nie wiedziałam w tamtym momencie czego ja chce czy zwiaKu czy przyjaźni z nim.

Nie zadzwonił we wtorek, poczekalam tydzień, zadzwonił zapytałam sie czy pogadamy tak normalnie powiedział, ze tak ale za godzinę bo jest zajęty. Nie zadzwonił. Następnego dnia zadzwonił ze ma mnie w dupie ze nie chce miec ze mną kontaktu ze nie kocha mnie, nie obchodze go i ze za dużo zostało powiedziane i zrobione (jego matka wgl powiedziała mu ze ja go nazwałam chuj*** co jest kłamstwem, no i oczywiście jak ja mogłam go uderzyć!) przyznałam sie , ze miałam na początku myśli samobojcze, odpowiedział rozumiem i tylko tyle. No dobra miał wysłać taksówkę, czekałam na taksówkę 2 dni po czym zadzwonił, ze mial poslizg, ze tera jest w Krakowie i ze oddanie rzeczy zrobimy na 2 tury. Ze spotkam sie z nim w centrum i da mi rower (nie , pod mieszkaniem nie możemy...) a te rzeczy wyślę taksówka , tylko są dwie sprawy. Cytuje "jakbyś mogła to zapłać za taksówkę bo nie mam pieniędzy, aha i przypomnij mi swój adres"...

Odebrałam rower, chciałam być obojętna bo stwierdziłam ze to go zaskoczy i zaboli. Nie bede ryczec, krzyczeć itp. Ale nie zabolało.. Oddał mi rower i chciał odejść, nie wytrzymalam i zawolalam go i na spokojnie powiedziałam ze nie rozumiem co sie dzieje. Ze jest dla mnie ważny jako przyjaciel, ze teraz naprawdę wali mi sie wszystko (jak na ironię losu, skręciłam kostke, groził mi operacja, złe wyniki badań, problemy rodzinne, problemy ze znajomymi) a on, patrzył sie tak dziwnie jakby mu coś żal było, i mówił ze bedzie dobrze, ze po co ja sie chciałam zabić i ze koniec końców kiedys musi być dobrze, nawet nie chciał mnie przytulić na koniec ani nic, spieszył sie bo wyjeżdzał gdzieś w polske z ojcem... I nie miał nawet 5 minut żeby ze mną normalnie rozmawiać. Od slow do slow skończyło sie jak zawsze z jego strony, ze mam mu dać spokoj , nie nie kocha mnie i ma mnie w dupie. I tak sie kończy moja bajka wink

Od znajomych dowiedziałam sie tyle, ze powiedział ze oddał mi wszystkie rzeczy (tylko rower, reszty nie dostałam bo nie wysłał tej taksowki) , ze jestem pojeba.... I generalnie to codziennie pije, zarosl sie jak menel, pożycza od ludzi pieniądze, bo on nie pracuje, szkoły nie skończył, żyje z rodzicow ale od momentu rozwodu rodzice dają mu tylko na mieszkanie a na życie to albo pozyczki albo jakieś interesy.. A ten wyjazd z Polskę to było nad morze ze znajomymi i jakaś kolezanka.. Tydzień temu psychicznie nie wytrzymalam , zadzwoniłam do niego z zastrzeżonego a on nigdy go nie odbiera bo wie ze to ja dzwoniłam po swoje rzeczy i tym razem odebrał.. Ale nie on a dziewczyna, i powiedziała ze go nie ma w Krakowie i ze wyszedł do sklepu..

Zdaje sobie sprawe, ze ponizylam sie przed nim do upadlego i straciłam swoją godność. Ale myślałam, ze jesli sie kogos kocha to sie walczy o niego do ostatnich sił. Przynajmniej wiem, ze zrobiłam wszystko co mogłam. Po prostu nie rozumiem jak po 2 latach tak można z kims zrobić.. Czuje sie jakby to było kłamstwo, fikcja. Wiem faceci niektórzy zostawiają zonę i dzieci po 25 latach małżeństwa. Ale po prostu nie mogę sie z tym pogodzić, bo tak naprawdę nie znam żadnego powodu czemu to sie tak stało. I cały czas myśle, ze to ja coś złe zrobiłam , Ze moze nie potrzebnie dzwoniłam , uderzylam, ze jak chciał powrotu to sie nie zgodzilam. Nie potrafię go znienawidzic.

A to jest szok, bo jestem osoba pamietliwa bardzo i jak ktoś mi zajdzie za skore to zawsze pragnę zemsty a tu? Nie potrafię zapomnieć. 2 tygodnie przeplakalam, nie mogłam w domu usiedzieć , musiałam wyjsć i potrafiłam sama spacerować wieczorami po 5 godzin, codziennie leki na sen żeby szybciej dzień minął, chociaż wgl nie pomagały, zamknelam sie na siłowni. Na jedzenie i w lustro wgl nie mogę patrzeć, w niecałe 3 tyg schudłam ponad 6 kilo. Jak zawsze palilam paczkę papierosów na dzień to teraz dwie i pół. Tak minęły 2 tygodnie, 3 był taki sam z tym, ze przestałam płakać i brać leki na sen a codziennie imprezowalam i rzeczywiście pomogło, nie myślałam o nim wgl. Tylko ile można chodzić w kółko pijanym ? Pozniej stwierdziłam, ze jeszcze trochę wakacji mam, wiec pójdę do pracy. A stwierdziłam, ze najlepiej długa praca, adrenalina i ze zapomnę. No to zostałam barmanka w strip clubie, co mnie zdołowalo psychicznie ze co 2 koleś miał obrączkę wiec zrezygnowlam. I tak od tygodnia nie płacze, ale czuje smutek, żal. Najgorsze jest to, ze nie umiem odpowiedzieć sobie czy go kocham czy nie. Ani nie zaprzeczę ani nie potwierdzę. Zmieniło sie nastawienie chociaż takie ze schudnę dla siebie a nie dla niego, ze jak mam coś robić to dla siebie a nie dla innych. I zdaje sobie sprawy ze to nie jest koniec świata, i nie warto tracić łez na takiego łajdaka ale 50% mnie codziennie zadaje sobie tylko pytanie czemu ja, co mi brakuje, a widzisz trzeba bylo sie nie otwierać przed nim. Tez cieżko sie przyzwyczaić do tej samotności, bo to była taka trochę rutyna, a teraz nikt nie martwi sie o Ciebie ani nie troszczy, nikt nie mówi kocham. Nie wiem czy tęsknie stricte za nim czy ogólnie za byciem z kims skoro wiem jak to teraz smakuje..

Po prostu chce albo zapomnieć albo zobojetniec, nie zastanawiac sie codziennie czy wszystko ok, czy dobrze sie czuje, czy myśli , czy tęskni itd. Dużo ludzi mówi mi, ze on mnie nie szanował, ze nierób, leń , zero ambicji. I jestem świadoma jak mnie traktował. Ale nadal widze w nim dobrego chłopaka który sie pogubił. Jestem osoba, która nie przejmuje sie innymi. Ale jak myśle ze tak sie ponizylam przed nim, przed jego matka, ojcem...to mi słabo i tylko zastanawiam sie co oni o mnie myślą, a nie powinno mnie juz to interesować. Chce nawet powrócić do tej zimnej suki która kiedys byłam, której priorytetem bylo jej własne szczęście. Obecnie jestem taka obojętna, jak z ludzmi sie spotykam jest ok, ale wystarczy, ze jestem sama to serce zaczyna szybciej bić i zależy od dnia. Albo jest to nastawienie pt: "musi być dobrze , jest tera cieżko ale zobaczyć to minie , a ty będziesz żałować" a za dwie godziny "jestem beznadziejna, nikt mnie nie chce". Zastanawiałam sie nad psychologiem ale gdzieś taka duma we mnie jest, ze on raczej bawi sie dobrze po rozstaniu a ja co mam jeszcze płacić i sie leczyć za niego?! Ze sama muszę to zrobić... Zaciekawila mnie jeszcze oferta Kobiety Kochają za Bardzo, konsultacja z psychoterapeuta. Wszystko fajnie, ale ośrodek maja trzy kamienicy od mojego byłego .. Haha takie życie smile)

Bardzo dziękuje jak ktoś przeczyta moje wypociny smile

2

Odp: Koniec 2 letniego toksycznego związku

Hej. Przeczytałam w skrócie, myslę, że dobrze zrobiłaś, że odeszłaś, strasznie sie traktował, zapewne strasznie się czujesz? Ale nie miał szacunku, mój mąz także nie miał do mnie, czekam na rozwód i wiesz co mimo tego jak mnie upokarzał, traktował nadal widzę w nim dobrego człowieka. To jest chore!!! Nie dajmy sobą pomiatać!! Uważam, że lepiej być samemu niż czuć się tak strasznie w związku.

3

Odp: Koniec 2 letniego toksycznego związku

Jeszcze jedno, bo nie dopisałam mó związek 9 lat - rok przerwy, slub- rok slubu odszedł bez słowa- rozwód niedługo. Też był strasznie toksyczny

Posty [ 3 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Koniec 2 letniego toksycznego związku

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026