Witam,
Otóż moja sprawa przedstawia się następująco, nieco ponad tydzień temu skontaktowała się ze mną dawna przyjaciółka, z którą nie widziałem się wiele lat, choć żeby było śmiesznie mieszkamy na tym samym osiedlu. Nie będę ukrywał, że w oko wpadła już mi za pierwszym razem kiedy ją poznałem, a była to 5 klasa podstawówki i co ciekawe, wpadła mi w oko przede wszystkim za swoje pozytywne podejście do życia i to, że była zakręcona na swój sposób.
Ale wracając do teraźniejszości, zapytała czy nie wybrałbym się z nią na piwo, oczywiście zgodziłem się, ale niestety termin odroczył się o kilka dni, a przez ten czas stale pisaliśmy ze sobą, gdyby nie konieczność snu pewnie pisalibyśmy ze sobą i 24h. Kiedy nareszcie doszło do spotkania poszliśmy na piwko, powspominaliśmy dawne czasy i porozmawialiśmy o naszych znajomych, po kilku godzinach wyszliśmy z knajpy i poszliśmy pieszo te kilka kilometrów do nas na osiedle cały czas rozmawiając, zaproponowałem jej też, że moglibyśmy się wybrać na koncert, który zbliża się u nas w mieście, bez problemu zgodziła się, po czym doszła do wniosku, że jej były będzie tam na pewno i nie chciałaby pokazywać się z kimś nowym, zwłaszcza po tak krótkim czasie (niestety nie wiem, jak to mam odebrać).
Wczoraj natomiast chciałem jej zrobić małą niespodziankę zważywszy, że byłem w pobliżu jej pracy, nie mniej jednak okazało się, że zdążyła wyjść zanim dowiedziała się, że miałem zamiar ją odwiedzić, ale zaprosiła mnie do siebie na film, nie chciałem być natrętny, ale też nie chciałem skreślić takiego zaproszenia. Skończyło się na tym, że zamiast filmu rozmawialiśmy znowu kilka godzin. Nie mogę tego nie powiedzieć, ale rozmawia mi się z nią tak przyjemnie jak jeszcze z nikim do tej pory, nie jestem typowym facetem, więc nie muszę mieć przed nią w zasadzie żadnych tajemnic i mogę być w 100% w stosunku do jej osoby.
Jest niesamowicie energiczną i pozytywną osobą, taką jak była dawniej, dla mnie ideał, jest śliczna pod każdym względem zwłaszcza jej oczy, w które uwielbiam się wpatrywać podczas naszych rozmów! Niestety poprzez problemy z byłym wewnątrz stała się niesamowicie smutną osobą.
Dziś (w sumie już wczoraj) opowiedziała mi o kilku bardzo nieprzyjemnych sytuacjach z którymi miała styczność podczas tamtego związku i nie będę tutaj ukrywał oczy zalały mi się łzami, a nad drganiem rąk nie mogłem zapanować, nawet teraz jak to piszę oczy zachodzą mi łzami i aż zasycha mi w gardle.
Wiem, może niektórzy faceci powiedzą że jestem taki i taki, ale cóż właśnie taki jestem i taki już pozostanę, bo tak mnie wychowano!
Dużo zawdzięczam matce, która wytłumaczyła mi powiedzmy kilka męskich błędów, a ja nie szedłem za tłumem i nie zaliczałem bezmyślnie panienek jak wielu moich znajomych, którzy niestety pewnie uświadczą tylko w połowie prawdziwej miłości. Ja oczekiwałem znalezienia dobrej przyjaciółki, z którą mógłbym wznieść naszą znajomość na wyższy poziom.
Być może jest to po części kwestia tego, że do tej pory nie wchodziłem w żaden związek (a mam 24 lata, tak jak i Ona), a powód tego był prosty, za dobrze znam siebie i wiem, że jestem po prostu do bólu uczuciowy i wiem jak mocno emocjonalnie zaangażowałbym się w związek, nawet gdyby była to kobieta nie warta mojej uwagi, ale w tym przypadku jest zupełnie odwrotnie, nieziemsko zależy mi na tej osobie!!!
Dlatego jak pisałem wyżej szukam najpierw przyjaciółki, a nie od razu dziewczyny.
Wiem, że moja przyjaciółka zasługuje na kogoś, kto posiada równie poczciwe i dobre serce jak ona, wiem że mogę jej to zaoferować, jednak obawiam się że nasza odnowiona przyjaźń sprowadza się w kierunku friendzone, aniżeli w coś większego i to mnie z jednej strony przeraża.
Mówię z jednej strony, bo oczywiście nie chciałbym stracić tak wspaniałej osoby w swoim życiu, ale jeżeli istnieje choć cień szansy na coś więcej niż przyjaźń to chcę spróbować, spróbować być dla niej kimś z kim mogła by spędzić spokojnie resztę swojego życia, nic mnie przed tym nie powstrzyma!!!
Nie jestem facetem u którego priorytetem jest zbliżenie, gdyż uważam, że jest ono tylko dodatkiem do miłości obojga kochanków, bo mogli wzbogacać swój związek.
Jeżeli nie jesteśmy sobie pisani, to po prostu chciałbym wiedzieć w jaki sposób mógłbym ją uszczęśliwić, by wyzbyła się wszechogarniającego ją smutku.
W jaki sposób mogę pomóc by jej rana przestała boleć i mogła w końcu się zabliźnić, by mogła na nią w przyszłości spojrzeć, ale by nie powodowała już bólu jak świeża rana?
Problem ze mną samym jest tylko jeden, jestem stosunkowo nieśmiały, może nie tyle z powodu samej osobowości, co po prostu walczę z pewną swoją zewnętrzną wadą, która niestety krępuje mnie w rozmowie, a niestety poradzenie sobie z tym ogranicza się do pieniędzy.
Mógłbym rozpisać się niesamowicie na ten temat, choć rozmawiamy ze sobą nieco ponad tydzień prawie 24h, jednak mam nadzieję, że ująłem w tej wypowiedzi wszystko co byłoby potrzebne Wam w udzieleniu mi jakichś rad.
Będę ogromnie wdzięczny wszystkim za wszelakie porady, by nie wpaść w tzw. "friend-zone'a" lub po prostu kiedy zacząć, skoro zerwała niecały miesiąc temu!
Z góry chciałbym od razu podziękować i pozdrowić wszystkich, którzy będą starali mi się jakikolwiek sposób pomóc!