netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

pokonać własne słabości...ale jak?

37 odpowiedzi7 951 wyświetleńzałożony przez zakochana__85, 11.12.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » pokonać własne słabości...ale jak?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 38 ]

1

Temat: pokonać własne słabości...ale jak?

Witam. Opisze Wam teraz moją historię i bardzo proszę o dobre rady.

Poznałam mojego ukochanego przez internet. Spotkaliśmy się, poznaliśmy i po jakimś czasie zakochaliśmy się. Od początku byłam pod ogromnym wrażeniem tego człowieka. Jestem pierwszą jego dziewczyną której powiedział te piękne słowa "KOCHAM CIĘ". Wszystko układało się pięknie. Wspólne chwile z nim są dla mnie niesamowicie cenne. ... Jesteśmy ze sobą 9 miesięcy. Coś jednak zaczęło się psuć. Zaczęło się od mojej zazdrości. Nie była to jakaś chorobliwa zazdrość, ale jednak. Wiedziałam, że to nie jest facet który pozwoli sobie by dziewczyna mimo iż ją bardzo kocha robiła mu jakieś wymówki z tego tytułu, jednak ja nie potrafiłam się powstrzymać. Potem zaczęło się czepianie o wiele rzeczy: że za mało czasu mi poświęca, że nie odzywa się w ciągu dnia tyle co powinien, że nie pisze, cały czas coś nie tak i czasem przekazywałam to w niefajny sposób, np tonem oburzenia, sfochowana byłam, nie umiałam tego opanować. Na początku starał się sprostać tym moim brakom, lecz ja nadal narzekałam. Następnie gdy o coś nie słusznie się doczepiłam, on uznawał, że nie mamy w danym dniu o czym rozmawiać i i żegnaliśmy się, po czym on potrzebował kilka dni czasu aby do siebie dojść po czymś takim (odzywał się w tym czasie, reagował na moje znaki, nawet widywaliśmy się, po prostu nie potrafił funkcjonować w pełni normalnie ze mną tzn pocałować mnie  itp.) Postanowiłam powalczyć ze swoimi słabościami dla niego, ale też przede wszystkim dla siebie. Przez jakiś czas mi się udawało i On był wtedy rzeczywiście szczęśliwy jak ja byłam taka miła i słodka i mi też było z tym dobrze, no ale któregoś dnia, kiedy to miałam gorszy dzień znowu się oburzyłam o pierdołkę i z tej pierdołki powstał kryzys, który trwa już 2 miesiące. On nawet w pewnym momencie zrezygnował już...lecz ja nie pozwoliłam mu odejść, walczyłam i zgodził się wejść w to, tylko tym razem oznajmił, że on teraz nic nie będzie robił dopóki nie zobaczy mojej zmiany, że ja mam teraz budować fundamenty. Powiedział mi nie dawno, że kocha mnie, ale nie tak jak kiedyś. Ciężko mi strasznie. Wiem, że to wszystko musiało się wydarzyć, po to bym się zmieniła, ale tak mi teraz ciężko. Jest w stosunku do mnie taki oschły, zachowuje się czasem tak jakbym działała mu na nerwy. Ja często zadaje pytania co z nami będzie, co dalej, a on nie umie tego słuchać już...ale jak tu nie zadawać takich pytań kiedy się nie wiem czy ta druga osoba wciąż kocha. Jak odzyskać jego miłość jeśli ma tak zburzony obraz o mnie... To bardzo mądry dobry konsekwentny człowiek, teraz kiedy nie mam prawie nic doceniam jak wiele miałam wtedy, gdy narzekałam, że mam za mało...co za ironia. MOJA WŁASNA PRZESZŁOŚĆ I MOJE WSPOMNIENIA STAŁY SIĘ MOIM MARZENIEM...

2

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

kurcze wiesz co trudna sytuacja,bo wydaje mi się, że ty już całkiem do końca obwiniasz tylko i wyłącznie siebie za ten wasz kryzys, według ciebie twój chłopak jest czysty a to ty tylko i wyłącznie zawiniłaś. Odbieram to troszkę jako taki syndrom matki Teresy z Kalkuty o biedny facet wciąż go krzywdzę to moja wina i tylko moja jak odejdzie to mogę sobie pogratulować !!! Rozumiesz o co mi chodzi ??!!
A może nie powinnaś siebie obarczać tym wszystkim, może słuszne były twoje żale, że mało czasu ci poświęca, że mało dzwoni, mało piszę. Skoro dla ciebie to był niedosyt to normalna sprawa powiedziałaś swoje żale, co w sercu to na języku i myśle że twój partner wcale nie miał się o co obrażać. Matko przecież na tym polega jak że trudne życie w związku, wypluwanie tego co nam nie pasuje!!!
To też jest głupie z jego strony, że mówi tobie kocham cię ale już mniej, nie ma czegoś takiego to tak jakby szantarzował cię a ty dziewczyno zawiniasz i nie zasługujesz na moją miłość dlatego moje uczucia do ciebie są słabsze.Gdy kogoś szczerze i mocno kochasz to zwalczacie razem wszelkie wady i on również nie jest bez wad.Wy się wciąż poznajecie i przed wami jeszcze nie jedna burza, dlatego zarówno ty jak i partner wypowiadajcie się co wam w drugiej osobie nie pasuje i oboje nie tylko ty starajcie się zmieniać dla wspólnego dobra.

3

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Miałam tak samo jak Ty i zgadzam się z Sylwią winne tu są obie strony bo nie miałabyć żali gdyby wszystko było ok. pewnie było u ciebie tak że to ty może częsciej szkalas z nim kontaktu interesowałas sie itp a on nie?

4

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Na początku wszystko grało, interesował się odpowiednio, lecz ja z upływem czasu zaczęłam coraz więcej oczekiwać i on starał się temu sprostać, lecz ja zawsze coś wynalazłam co mi nie pasowało, a najgorsze z tego było to w jaki sposób to robiłam. Kilka razy kiedy coś przekazałam mu w grzeczny sposób, poprosiłam o coś to jego reakcja była rewelacyjna, przeprosił i obiecał, że postara się zmienić w pewnych względach. Tylko ja nie zawsze to robiłam grzecznie. I tego naprawdę było dużo i w ogóle ja go chyba osaczyłam. On ma swoje pasje, więcej obowiązków, a ja tylko czekałam na nasze spotkania. On ma świadomość tego ze jestem strasznie za nim i nie ma możliwości mnie pozdobywać bo ja jestem tak za nim ze nie ma o co się starać...muszę to zmienić. Wiecie najgorsze jest to, ze teraz nawet jak jest poważniejsza sprawa i ja o tym mówię to przez to że kiedyś czepiałam się o wszystko On nie traktuje teraz mnie poważnie. Rzeczywiście nie powinna całej odpowiedzialności spuszczać na mnie no ale tak jest, ze obarczam siebie i teraz się bardzo staram. On zarzucał mi często, że ja go nie akceptuje takim jaki jest, że za bardzo bym chciała go zmienić i twierdził, że oczywiście może się zmienić w pewnych względach, ale powinnam to robić inteligentnie, a nie tak dosłownie. Im bardziej się o coś ostatnio prosiłam tym on bardziej się blokował przed tym. Wiem że w jeden sposób mogę teraz odbudować swój obraz: milczeć, cieszyć się tym co jest, akceptować i po dłuższym czasie jak coś rzeczywiście by było nie tak to wtedy grzecznie porozmawiać i poprosić o pewne ustępstwa, Co o tym myślicie.
Wiem też że nie powinien mi mówić, ze mniej mnie kocha, ale ja to rzeczywiście odczuwam, tylko w takim razie jest to miłość warunkowa, jak będziesz grzeczna to będę Cie kochał bardzo, a jak nie to mniej... nie powinno tak być, choć z drugiej strony wiem że człowiek może się wypalić, kiedy w jakiś sposób się stara , ktoś tego nie docenia i jeszcze narzeka, to można czuć się podle i jak to się wiele razy powtarza to rzeczywiście mógł poczuć, że nie taką mnie pokochał... hmm trudne to wszystko, ale ja wierze jeszcze w nas. My kobiety popełniamy dużo błędów w relacjach z mężczyznami, największy jest taki że za dużo im siebie dajemy, za bardzo utwierdzamy w przekonaniu, ze są dla nas całym światem, ta świadomość sprawia, że mniej się starają, bo wiedza że nie muszą. Ja ten błąd popełniałam, ale z drugiej strony ja nie chce grać, udawać, że nie zależy mi aż tak bardzo, bo nie o to w życiu chodzi, chcę być szczera, spontaniczna, ale to nie służy związkowi, przynajmniej w moim przypadku, ilekroć, ja się troszkę odsunęłam wtedy on bardziej do mnie ciągnął... więc wtedy znowu ja szczęśliwa więcej siebie dawałam bo chciałam się tym nacieszyć, to wtedy znowu on miał mnie za dużo i coś zaczynało nie grać... ach masakra

5

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Nie wiem co Ci powiedzieć w tej konkretnej sytuacji, ale ktoś mi kiedyś zafundował takie sceny zazdrości, wymówki i to wszystko co opisałaś. Widzisz miłość powinna nas czynić szczęśliwymi, sprawiać że dobrze się czujemy w obecności ukochanej osoby. Nie twierdzę że wszystko co się wydarzyło między wami to tylko i wyłącznie twoja wina ( prawdopodobnie czegoś Ci brakowało skoro dopominałaś się o więcej) ale postaw się na miejscu twojego chłopaka spotykał się z tobą żeby miło spędzić czas a tymczasem zamiast czułości czy partnerskiej rozmowy miał wyżuty, krzyki i awantury. Zazdrość to takie błędne koło tak bardzo pragniemy miłości i dowodów na to uczucie, że zaczynamy się tego domagać, jednak patrząc na to z boku wychodzimy na niezrównoważone zazdrośnice i efekcie tracimy ukochaną osobę. Pamiętaj nikogo nie da sie zmusić do okazywania uczuć jedni są bardziej wylewni inni mniej, kwestia dobrania się albo zaakceptowania drugiej osoby taką jaką jest. Nikt sobie nie pozwoli na zmusznie do czułości wyznań i narzucanie tęskoty, zresztą wydaje mi się że my kobiety potrzebujemy ciągle dowodów miłości i okazywania nam tego , ale wiesz co są lepsze sposoby na zwrócenie na siebie uwagi . Możesz być czasem tajemnicza, czasem sprowokować romanyczną sytuacje i zacząć rozmowęo uczuciach,czasem możesz być słabą kobietką która potrzebuje swojego faceta, może to brzmi śmiesznie ale przynajmniej nie wyjdziesz na zżędę. Poszukaj na forum były posty o sposobach na facetów, niektóre z nich naprawdę działąją. POWODZENIA!

6

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Byłam kiedyś taka jak Ty... wiecznie niezadowolona... Ciągle coś mi nie pasowało, zawsze było coś nie tak... Mój chłopak to znosił...
Najgorsze jest to, że Mój chłopak kochał mnie tak bardzo, że był wstanie spełnić każdą moją zachciankę... a mi ciągle było mało...
Wiele razy kłócił się z matką bo chciałam żeby ciągle był u mnie... Trwało to ponad dwa lata... Kiedy teraz sobie o tym pomyślę przykro mi bo wiem, jaką męczarnie ze mną przechodził.... Coraz bardziej zaczęło mu to przeszkadzać, zaczęły się kłótnie... ale on nigdy nie pomyślał o rozstaniu. Po pewnym czasie zaczęłam zastanawiać się nad swoim zachowaniwm, nad tym co mogę w sobie zmienić... Porozmawiałam z nim bardzo poważnie, i powiedziałam, że postaram się zmienić.... Było mi bardzo ciężko, wiele razy musiałam ugryźć się w język zanim coś powiedziałam, pisałam sms'y które przed wysłaniem kasowałam... ale udało się... Dzisiaj obrażam się o wiele mniej, częściej biorę winę na siebie i robię z siebie ofiarę- to bardziej skutkuje niż obrażanie się- oczywiście są tego granice...
Porozmawiaj z nim.
Wytłumaczcie sobie oboje czego od siebie oczekujecie...
Bez nerwów, obrażań, żalenia się...
A Ty postaraj się zmienić... Nikt nie chce żyć z osobą, która ciągle ma o coś pretensję....
Życzę powodzenia.
Jeśli kochacie się i oboje chcecie być razem to warto walczyć.

7

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

zakochana__85, to w końcu powiedział, że kocha inaczej, czy mniej. Inaczej, to może kochać równie mocno, ale... inaczej... "cierpiętniczo"... Kocha i ma świadomość, że jest mu przez to źle. Może nawet zerwać mimo miłości, jeśli byłoby jeszcze gorzej.
Może i nie okazywać uczuć tak jak kiedyś, ale to może być spowodowane tym, jak bardzo musiał starać się wcześniej nie widząc zadowalających go efektów. Hmm... z nami, facetami to jest ciężko... big_smile Wcale nie wymagać, to się rozleniwimy, a za dużo, zrezygnujemy ze starań.. big_smile Sam się zaczynam gubić. big_smile
Raz piszesz, że źle, że tak wiele wymagałaś, potem, że za dużo siebie mu dawałaś i przekonywałaś, że jest dla Ciebie całym światem.
To w końcu za wiele wymagałaś, czy za wielkie wynagrodzenie za starania spłacasz?
Chyba jedno i drugie po części... big_smile Chłopak nie widział efektów swych starań, więc teraz pokazuje Tobie, jak to jest po tej drugiej (jego) stronie. Musisz przetrzymać ten czas. Potem powinno wszystko wrócić do normy, choć pewnie rozmowa (a nie kolejne wyrzuty, że nie okazuje swoich uczuć i się nie stara) by mogła nieco przyspieszyć ten powrót. Przynajmniej tak mi się wydaje. smile

8

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Dokładnie powiedział "Kocham Cię, ale nie tak jak kiedyś..." skomentował to później w ten sposób, że kiedys myślał, że albo się kogoś kocha, albo nie, a teraz wie, że ,pomiędzy tym jest taki stan, który on własnie przeżywa, czyli kocha, ale inaczej, a skoro inaczej to mniej, bo wtey kochał baaardzo.
Wymagałam przede wszystkim uczucia, okazywania miłości, on to robił na swój sposób...ja chciałam więcej...teraz z perspektywy czasu wiem, że miałam dużo, wtedy tego nie doceniałam. Sama dawałam tego uczucia bardzo dużo, mogłabym się cały czas do niego przytulać, całować i przebywać z nim, pisać i dzwonić on natomiast tyle tego nie potrzebuje a ja tego oczekiwałam, bo mi bardzo tego potrzeba.
Pracuje teraz nad sobą. Chcę odzyskac jego miłość. Ja mam na niego sposób, ale ciężko go wcielić w życie... musiałbym się troszkę oddalić, być bardziej tajemnicza i przede wszystkim mniej dostępna, tylko jak to zrobic kiedy wrecz uwielbiam być z nim.
Rozmowa... na tym etapie na jakim jesteśmy, po tym wszystkim co się wydarzyło jakakolwiek próba podjęcia rozmowy kończy się źle. On nie chce rozmwiać, nie chce odpowiadać na moje pytania. Nie działa to na niego, a wręcz przeciwnie. Cofamy się wtedy o krok wstecz. Sądze, że jeśli zobaczy moją zmiane, osobę która go akceptuje, cieszy się z tego co jest wtedy poważne rozmowy o nas będą miały jakikolwiek sens.
P.S. Już od dwóch miesięcy mnie nie pocałować tak namiętnie... hehe a ja juz o tym tak bardzo marze ... 

dziękuje za odpowiedzi, to pomaga

9

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

"On nie chce rozmawiać, nie chce odpowiadać na moje pytania."
Zacznij sama odpowiadać na jego nieme pytania. =] Mów mu co czujesz, jak się czujesz, co myślisz, czego żałujesz i czego pragniesz... jak Kochasz. Dziel się wszystkim, co skrywa Twoja czaszka. Dziel się umysłem, sposobem myślenia. Rozmowa to nie przesłuchania typu "Czemu się nie odzywasz, co Ci jest, co robiłeś o 13:00 w nocy między 29 a 30 lutym 2000 roku*?", tylko dzielenie się informacjami, zamiast ich pozyskiwania.


*nutka ironii big_smile

10 Ostatnio edytowany przez Agatka (2009-12-19 17:14:02)

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Rzeczywiście nie ma sensu, żebym go męczyła pytaniami, teraz czas na działanie, udowodnienie, że potrafię być inna. Czy powinnam jednak zapewniać go o mojej miłości, o tym jak bardzo go kocham, a kocham baaaardzo mocno. On o tym wiem, to ja nie wiem co on czuje do mnie. Mielismy bardzo udany weekend, żadnego spięcia, ja zaczęłam do wszystkiego podchodzić na luzie. Spytał się mnie czy go kocham, odpowiedziałam, że oczywiście, że tak i zadałam mu to samo pytanie, odpowiedział, że jak będe taka jak teraz to chce mnie kochać, nie chce tamtej nieznośnej dziewczyny, po czym powiedziałam mu, że nie może tak mówić, bo jeśli jest prawdziwa miłośc to kocha się za wszystko, ale też pomimo wszystko. Nie może to byc miłość warunkowa. Nie wiem czy te jego słowa mają na celu zmotywować mnie do dalszej pracy, ze tak się kiedyś męczył, gdy byłam rzeczywiście nie do wytrztmania i teraz gdy widzi, że potrafię być inna chce mnie zachęcić bym dalej pracowała nad sobą. a może jest to swego rodzju manipulacja- będę z Tobą tylko wtedy, gdy będziesz taka jak ja chcę żebyś była. ???
Mam jeszcze jeden mały problem, bardziej przyziemny... chodzi o to, że np. dzisiaj jest już godzina 14:40 a On jeszcze dzisiaj nie dał znaku zycia, nie napisał nic. Kiedys juz bym miała o to pretensje, teraz nie chce mu zwracać uwagi o to, mieć wyrzutów i nie robię tego, czekam cierpliwie, ale w środku czuje się źle, czuje sie przez to poddenerwowana. Czy jest to powód do złości? Jak na to reagować, jak sobie z tym poradzić?

11 Ostatnio edytowany przez Galicjanin (2009-12-14 15:47:22)

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Zachęta to też rodzaj manipulacji. big_smile
Też kocham swoją dziewczynę niesamowicie, ale gdyby okazała się nie do wytrzymania, byłbym zmuszony się z nią rozstać mimo miłości. Patrząc, co piszesz, widzę, jak myśli ta osoba, która była właśnie nie do wytrzymania i teraz się poprawiła. Widać, że teraz jest wszystko w porządku, że ma za co kochać... a facet musi umieć powiedzieć, za co kocha... Facet kocha świadomie... Może to wydawać się jak warunkowa miłość... Ale to jest miłość taka, jaką jest w stanie darzyć facet. Podświadomie też Ciebie kocha, tą bezwarunkową, "żeńską" miłością, ale z niej może sobie nie zdawać sprawy.
Wszystko wraca do normy i jest na jak najlepszej drodze. smile Nie masz się o co martwić.

Co do drugiego posta:
Zacznij pierwsza dawać znaki, że żyjesz. Wyślij mu wiadomość z pytaniem jak się spało, co porabiasz... On zawsze musi się pierwszy odzywać danego dnia?

12 Ostatnio edytowany przez Agatka (2009-12-19 17:15:29)

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

widzisz sama byłabym podenerwowana, że od rana nie daje znaku życia smile i tu dziewczyno jesteś teraz między młotem a kowadłem bo przypuszczam ,że gdyby nie doszło między wami do całego spięcia przy którym to ty jesteś sprawczynią to napewno już dawno zadzwoniłabyś do niego z pretensjami dlaczego się nie oddzywa !!! A tak coś cię teraz stopuje bo boisz się że on odbierze to jako kolejne twoje pretensje. NIe wiem może faktycznie wstrzym się nie narzucaj będzie chciał to zadzwoni, a tymczasem ty się nie denerwuj może jest pochłonięty czymś tak bardzo że faktycznie zapomniał !!??
o Galicjan dobrze ci podpowiada, odezwij się ty pierwsza bezwarunkowe pytanie witaj kochanie jak mija dzionek itp....

13

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

no zapomniałam dodać, że ja napisałam do niego około 12 godziny jak się czuje i czy jesy wyspany, życzyłam też miłego dnia no i nadal cisza. Staram sie być teraz wyrozumiała i nie fochować o takie rzeczy, ale boje się, żeby za bardzo nie przechyliło sie to w drugą stronę. Boję się, że teraz ja nie mogę za wiele oczekiwać, bo kiedys zawaliłam. Może być tez tak, że teraz sprawdza moje reakcje i celowo nic nie pisze, chce zobaczyć, czy moje dekraracje o zmianie to tylko słowa, czy czyny.

14

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

poza tym zaczynam się zwyczajnie martwić, może zadzwonić i spytać się czy wszystko w porządku?

15 Ostatnio edytowany przez Galicjanin (2009-12-14 16:39:12)

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Faktycznie może Cie teraz sprawdzać. Może też nie mieć akurat czasu się odezwać. Jak wyjść z "opresji"?
Martwisz się o niego? Napisz mu to. Jest Ci źle, kiedy nie odpowiada? Podziel się tym z nim. Jest Ci ciężko? Czemu on o tym nie wie? Musisz się dzielić z nim swoim umysłem, sposobem myślenia. To daje zrozumienie.

(wiadomość wysłana przed przeczytaniem, że zaczynasz się martwić =] )

16

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

dziewczyno ja cię rozumiem, wiem że masz nerwa, pewnie wciąż zaglądasz w telefon czy masz jakąś wiadomość itp...   Ja na twoim miejscu nie pisałabym już nic więcej , staraj się nie myśleć jak ma się odezwać to się odezwie.A jeśli już tak bardzo niecierpliwisz się tą jego ciszą. To nie wiem może wymyśl jakiś pretekst żeby zadzwonić i usłyszeć tylko jego głos.Rozumiesz np. nagle akurat teraz koleżanka  proponuje imprezę sylwestrową i oczekuje szybkiej odpowiedzi czy pisalibyście się na to dlatego dzwonisz żeby zapytać co kochanie o tym myślisz ???Myśle, że jak usłyszysz jego głos to powinno ci wystarczyć i puszczą ci nerwy. Choć może to też głupi pomysł z mojej strony

17

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?
Galicjanin napisał/a:

Martwisz się o niego? Napisz mu to. Jest Ci źle, kiedy nie odpowiada? Podziel się tym z nim. Jest Ci ciężko? Czemu on o tym nie wie? Musisz się dzielić z nim swoim umysłem, sposobem myślenia. To daje zrozumienie.

Jestem osobą zdecydowanie wylewną i to co myslę, czuje od razu o tym mówie i właśnie chodzi o to, że ON nie umiał juz mnie słuchać, tego jak mi cięzko w tej sytuacji. Dziele się z nim swoimi odczuciami, mówie o swoich lękach, że boje sie co znami, o tym że załuje tego jaka byłam, a on nie chce słuchać, prosił bym już nic o tym nie wpsominała i nie pytała jakie on ma odczucia odnośnej całej sytuacji jaka jest między nami, że mam czekać, być cierpliwa i jak zobaczy moją zmine to się na nowo otworzy. Musiałm go bardzo skrzywdzic swoim postepowaniem...

18

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

nie przesadzaj znowu nie pokrzywdziłaś go aż tak bardzo, żeby teraz on stroił fochy..... moim zdaniem nie jesteś winna sama mówisz, że jesteś osoba wylewną więc o co ty się obwiniasz nawet jeśli za dużo miałaś tych swoich nieznośnych humorów to nie jest powód żeby on gadał, daj mi czas poczekaj cierpliwie i inne jego teksty....

19

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

hmm... on jest bardzo dobrym człowiekiem, po ciężkich przejściach z dzieciństwa i już na początku naszej znajomości powiedział mi, że chce wieść szczęśliwe życie, że on nie robi problemów z byle czego, bo szkoda na to czasu, młodości, sił i niepotrzebnych nerwów. Nie znosi kiedy ktoś podnosi głos, wszystko woli załatwić na spokojnie, więc na pewno zawiodłam jego oczekiwania. Wiele razy obiecałam, że się zmienię i tego nie robiłam i teraz jest mu pewnie ciężko mi zaufać.

Dzisiaj jestem z siebie dumna. Tak jak wcześniej pisałam denerwowałam się, że się długo nie odezwał, po czym zadzwonił i powiedział ze zapomniał telefonu, powiedział też ze się nie zobaczymy jutro choć umawialiśmy się inaczej, wszystko przyjęłam spokojnie i zrozumiałam to. Potem długo znowu się nie odzywał, nic nie napisał, znowu się stresowałam i zadzwoniłam do niego po 21, chwilkę porozmawialiśmy, ale nie robiłam żadnych wyrzutów, poprosiłam tylko żeby troszkę częściej się odzywał bo mi tego potrzeba i jestem spokojniejsza, odpowiedział, że nie miał możliwości, po czym powiedziałam, że rozumie to, ale jeśli będzie tylko miał taką możliwość, żeby częściej dawał znaki życia, na co on, że będzie tak robił. Był bardzo zadowolony po tym jak zareagowałam. Ja również, bo być może dla innych wydaje się to nic takiego i że to powinno być oczywiste, to niestety wcześniej już w takiej sytuacji wyszłabym z równowagi i robiłam bym straszne wyrzuty. Jestem dumna z siebie i dobrze się z tym czuje i chce mi się dalej nad sobą pracować, moje postępy mnie motywują smile

20

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

a widzisz i super spokojnie bez nerwów i myślę, że sytuacja się ustabilizuje a wy dojdziecie do porozumienia smile
powodzonka moja wink

21

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

no dziękuje...  ale kurcze jest ciężko, dzisiaj zadzwonił tylko raz o 11:40 i do tej pory cisza, napisałam mu SMS po 18 i bez odpowiedzi. Ostatnio grzecznie prosiłam, żeby częściej się odzywał, kurcze czemu nie potrafi tego dla mnie zrobić, wydaje mi się, że to za mało w ciągu całego dnia. Nie zrobię z tego powodu afery, ale nie jest mi łatwo, przecież jak się z kimś jest to powinno się sprawiać mu przyjemność. Ja sobie nie wyobrażam odmawiać mu czegoś co dla niego ważne. Zresztą przez tyle godzin nie myśli o mnie? nie potrzebuje kontaktu ze mną? jeśli tak to jest to bardzo niepokojące... oj trudne to wszystko

22

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

ja myśle, że poprostu widzi jak bardzo przejęłaś się całą tą sytuacją i w ten sposób próbuje sprawdzić jak bardzo wytrzymałe są twoje emocje.

23

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Strasznie się boję o mój związek, boję się, że nigdy nie odzyskam tego co miałam wcześniej, że On nigdy już nie spojrzy na mnie tak jak patrzał kiedyś, boję się, że spotyka się ze mna, bo wie, że ja chcę tych spotkań, boję się, że to tylko ja będę teraz podtrzymywac ten związek...

24

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

nie stresuj się na zapas, daj mu ochłonąć ja myśle, że wróci wszystko do normy i znów będzie dobrze między wami

25

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

wiesz co a moze ty go przetrzymaj , nic sie odzywaj i poczekaj, zeby cie skrecalo nie odzywaj sie , zobaczysz sam sie odezwie i zastanowi czemu ty sie nie odzywasz, zawalcz jego bronia.

26

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Dziewczyny normalnie jestem w szoku. Wczorajszy dzień przywrócił mi nadzieje. Mój ukochany w ciągu dnia napisał mi 3 smski, a wieczorkiem czekał na mnie pod pracą, wziął mnie do siebie, zrobił obiadek, potem oglądaliśmy film, odwiózł mnie do domku i w jego spojrzeniu zobaczyłam to co kiedyś smile:):) jeszcze napisał smska na dobranoc, a dzisiaj rano obudził mnie telefonem i tak fajnie ze mną rozmawiał. Aż w to nie wierze, czuje się taka radosna przez to. To dzięki temu, że nie prosiłam się o te rzeczy, że nie męczyłam go i nie narzucałam się, teraz dalej muszę pozostać troszkę na dystans, nie dawać mu siebie tyle co kiedyś, żeby on się tak starał. To jest jednak złota zasada... ale się ciesze smile

27

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

No widzis faceci lubia zdobywac, jak dasz mu szanse zeby sie postaral to sie postara jak ty za nim gonisz to on ucieka bo faceci cenia swoja niezaleznosc wiec wydaje im sie ze ich ogaraniczamy, ale jak ty trzymasz sie na dystans to im sie wydaje ze moga stracic swoja zdbycz wiec sie staraja.Pamietaj mozesz go kochac na zaboj ale nie okazuj tego na kadym kroku, bo wtedy klapa bedzie zbyt pewien twoich uczuc i przestanie sie starac.

28

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Tak ja wiem, że to mężczyźni są zdobywcami, i jeśli tak jest to wszystko się jakoś kręci. Tylko czy jak wykaże za dużo wyrozumiałości to czy on czasem nie zacznie mnie zaniedbywać? Teraz staram się być wyrozumiała, na dystans i nie denerwować o różne pierdołki, ale teraz mniej się widujemy, wcześniej chyba się stresował, tym, że mogę być zła, że się mało widzimy, teraz kiedy nie mam o nic pretensji on czuje większą swobodę i rzadziej chce się widzieć. Mi to absolutnie nie pasuje, dla mnie czas spędzony z nim jest cenny i uwielbiam z nim być, on najwyraźniej mniej. Jestem osobą, dla której miłość jest w życiu najważniejsza i dla mnie przyjemnością jest spędzanie z nim czasu, dla niego mam wrażenie, że niejednokrotnie to jest męczące i wolałby spędzić wieczór sam. Przykre to jest dla mnie. Zwłaszcza jeśli chodzi o weekend. On nie jest też skłonny dla mnie do jakiegoś poświęcenia, wczoraj spytałam się czy nie przeszedł by się ze mną do sklepu, dosłownie na chwilkę, odpowiedział, że jest zimno i nie chce mu się. Ja bym się ani chwilkę nie zastanawiała, wiele bym dla niego zrobiła, nawet jeśli by mi się nie chciało, czy nie byłoby mi to po drodze. Bo czyż miłość to nie poświęcenie? Czyż miłość to nie chęć spędzania ze sobą jak najwięcej czasu, zwłaszcza, że jest taka możliwość, a my jesteśmy dopiero 10 miesięcy? Mam ogromny mętlik w głowie. Może ja za dużo oczekuje? Wydaje mi się, że nie, wszystko czego mi potrzeba kręci się wokół tego samego... chcę być kochana... prawdziwie kochana, chcę to czuć, chcę być zaspokojona emocjonalnie... a nie jestem ;(

29

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Hej glowa do gory, a moze on poprostu testuje na ile moze sobie pozwolic, ale wiesz co zamiast miec do niego pretensje zasiej w nim ziarno niepwenosci, zmien fryzure zacznij spotykac sie ze znajomymi, rozmawiacie on mowi ze nie ma czasu albo ochoty na spotkanie, powiedz spokojnie a to  ja spotkam sie z kolezankami albo pojde do kina z moimi przyjaciólkami, niech zobaczy ze nie jest nie zastapiony, ze bez niego mozesz tez swietnie spedzac czas, a wtedy on sam zacznie zabiegac o twoj czas. Czasem z czystej przekory jak on bedzie chcial sie z toba spotkac powiedz ze ty jestes zmeczona albo masz juz plany bo obiecalas mamie ze razem na zakupy pojdziecie, niech zobaczy ze to ze go kochasz nie oznacza ze jestes na kazde jego zachowanie i tylko czekasz kiedy on laskawie do ciebie zadzwoni.

30

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Masz 100% rację patia . Musze mu pokazać, że nie jestem zależna od niego, ale jest to potwornie trudne. Wczoraj się troszku pogrążyłam, pokazałam, że ma mnie w garści. Czy idzie to zmienić jeśli On mnie zna już taką? Najgorsze jest to, że muszę grać, bo w rzeczywistości to nie będę ja, bo dla mnie niezwykle przyjemne jest spędzanie z nim czasu. No ale jak tego nie zrobię to sama sobie zaszkodzę. Mam zamiar kupić sobie książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" myślę, że znajdę tam dużo rad, z których będę musiała skorzystać, żeby osiągnąć to za czym tak gonie.

31

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Jeżeli mogę się wtrącić - starania jednej strony nigdy nie dają rezultatu, nie wiem o co się go czepiasz - chcesz w nim zmienić a on nie przejawia żadnej inicjatywy - to źle to widzę.

Wiem jak jest z zakochaniem (nie bylem chyba zakochany) ale jeżeli ludziom na sobie zależy to wybaczają sobie, sami chcą się zmienić (co jest moim zdaniem wyczynem).

Skoro twierdzisz ze zaważasz ze on się nudzi w Twoim towarzystwie to co będzie później (ciało się nudzi - musi być coś jeszcze)

Książek możesz darować - jedynej osobie której pomogła to autorowi (nowy dom, basen, samochód) - każdy jest inny jak by były jakieś schematy to ja bym nie szukał odp na swoje pytanie tutaj.

32

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Dawno nie pisałam, a chciałam się podzielić swoimi odczuciami. Jeśli chodzi o moje zachowanie to nastąpiła zdecydowana poprawa. W moim związku bardzo się polepszyło, ostatnio jest wręcz wspaniale. Ja się nie czepiam o pierdołki tak jak kiedyś, staram się być wyrozumiała i to przynosi owoce. Czasem jak coś mi się nie podoba to powiem, ale w całkiem inny sposób niż dotychczas i potem kończę gadkę, po czym po krótszej, bądź dłuższej chwili mój partner zaczyna rozmowę na ten temat i sobie spokojnie dyskutujemy. Zaczęłam pewne sprawy obracać w żart i jest naprawdę fajnie. Od momentu kiedy zaczęłam nad sobą pracować czuje się ze sobą dużo lepiej. Na początku to było oszukiwanie samej siebie, czyli jak mi coś nie odpowiadało to ja próbowałam to przegryźć i udawało się, ale czułam w środku zdenerwowanie, teraz jest coraz lepiej, bo powoli te sprawy, które kiedyś mnie drażniły teraz traktuje z przymrożeniem oka i nie czuje z ich powodu stresu. Nawet zazdrość, która pojawiała się u mnie jest teraz o wiele słabsza. Przetłumaczyłam sobie, że nie mam się o co martwić, bo mój chłopak jest godny zaufania. Dzięki mojej zmianie mój kochany znowu się otworzył, jest zadowolony z tego jak jest teraz i okazuje mi uczucia, o które walczyłam.

zakochana__85 napisał/a:

Mam zamiar kupić sobie książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" myślę, że znajdę tam dużo rad, z których będę musiała skorzystać, żeby osiągnąć to za czym tak gonie.

Przeczytałam książkę i powiem Wam, że jest rewelacyjna. Korzystam z tych rad i widzę, że to działa. Przede wszystkim chodzi o to, żeby polubić samą siebie. Ja wcześniej pragnęłam spędzać czas tylko z moim partnerem, czekałam tylko na to i on to odczuwał i go to odpychało, a teraz ciesze się czasem, który mam dla siebie, czerpie z tego jakąś radość. Teraz np. siedze na forum, czytam posty, piszę i cieszę się tym. Wczesniej byłabym poddrażniona, że nie jestem teraz z nim.
Kolejna sprawa, którą ułatwiła mi ta książka to kwesta smsów. Wcześniej denerwowałam się, a wręcz dostawałam białej gorączki kiedy on nie odzywał się kilka godzin, teraz nie oczekuje żeby pisał co jakiś określony czas. Pisze kiedy ma ochotę a ja się w ogóle nie denerwuje i nie mam o to pretensji (wcześniej non stop były wyrzutu z tego tytuły-nawet każdego dnia) i wiece co się okazuje, ze to On pisze każdego dnia kilka miłych smsków.

Tutaj jest cała książka w wersji elektronicznej. Naprawdę polecam.

http://www.speedyshare.com/706431873.html

zakochana__85 napisał/a:

P.S. Już od dwóch miesięcy mnie nie pocałować tak namiętnie... hehe a ja juz o tym tak bardzo marze ...

Wczoraj pocałował mnie po 2,5 miesiącach przerwy... czułam się jakby był to pierwszy nasz pocałunek, miałam motylki w brzuszku... hihi było wspaniale smile


Mam nadzieje i wierze, że teraz będzie już dobrze i to się nie zmieni. Warto pokonywać własne słabości. Nie uda się to jednak jeśli sami nie będziemy tego chcieli, ja pragnęłam tego bardzo, ale gdyby nie upór i konsekwencja mojego chłopaka to nie udało by mi się to tak szybko. Nadal walczę i będę walczyć... !!!

33

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Gratuluję Ci smile Ja mam podobną sytuację ze swoim chłopakiem. Chciałabym w sobie coś zmienić tak jak Ty. Przestać się czepiać o byle co, przestać być zazdrosna, kiedy nie ma żadnych ku temu podstaw, dać sobie trochę na luz i przestać osaczać swojego chłopaka. Chciałabym się czymś zająć, żeby tak o nim nie myśleć, ale nie mam na siebie sposobu...

34

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

ech czyli jednak wiekszosc facetow taka jest ze musza jednak pogonic sobei kroliczka hmm
bez sensu. tez mialam taka sytuacje bylo czepianie sie o to ze nie dzwoni/nie pisze/nie teskni. super tylko czemu akurat my mamy sie zmieniac i walczyc ?! a oni to co przepraszam nie moga sie zmienic ?tylko my musimy przestac sie narzucac bo oni tego chca bo inaczej koniec zwiazku, beidny hrabia jest zmeczony i nie bedzie dzwonil bo akurat w danej chwili nie ma ochoty ale co czuje jego kobieta to juz olac.
ja rzucialm swojego przez to bo stwierdzilam ze  łaski bez, to nie moja wina ze chce czulosci, a jak nie potrafi okazac to niech spada.
aczykolwiek teraz z perspektywy czasu mysle ze moze byloby inaczej jakbym w inny sposob okazywala ze mi tego brakuje niz fochami...
ale czlowiek uczy sie na bledach i moze next time lepiej z tego wyjde i Tobie tez tego zycze.

35 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-01-28 14:27:07)

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

Zależy czy mężczyna, dla ktorego walczymy ze swoimi słabościami jest tego wart. Teraz wiem, że to była moja wina. Nie powinnam była mieć ciągłych pretensji, nawet jak czasem coś nie było po mojej myśli trzeba było poczekać, a ja od razu wybuchałam. Jedna taka sytuacja, druga, trzecia i on juz wiedział, że jestem problemowym człowiekiem i zaczął się oddalać i wtedy dopiero zaczeło się narzekanie. Kłótnie...kryzys...aż w  końcu powiedział KONIEC. I wtedy zaczeły otwierać mi się oczy... pomyślałam "cholera mam dobrego faceta, a czepiam się o rzeczy mało istotne..." i zaczełam nad tym pracować, nie od razu było widać efekty, ale starałam się cały czas iść do przodu. Na dzień dzisiejszy jest naprawdę fajnie. A najważniejsza jest forma przekazu. Teraz czasem też mi się coś nie spodoba, ale sposób w jaki o tym mówie jest nieporównywalny z tym jak robiłam to wcześniej. Wtedy atakowałam go, więc i on się buntował i również mnie atakował i z drobnych spraw wychodziły wielkie kłótnie. Teraz żartobliwie z usmiechem zwracam uwagę i są efekty. Ja zajmuje się więcej sobą, nie napieram na niego, że chce się z nim więcej widywać, wole czasem się nie zobaczyć, po to by się stęsknił i potem takie spotkanie ma sens. Trzeba być wyrozumiałym, nawet jak coś nie idzie po naszej myśli. Mężczyźni już tacy są, że potrzeuje mniej bliskości i trzeba zrozumiec ich naturę, bo inaczej to nigdy byśmy się nie dogadali... Ja jestem dumna ze swojej zmiany, bo czuje się z tym o wiele lepiej, jestem spokojniejsza i szczęśliwsza... smile:):)

36

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

no tez fakt ze zalezy o kogo sie walczy... ech no ja na pewno nastepnym razme bede bardziej w zart obracac bo to najlepiej.....
choc wiesz ja np tez sie staralam olewac czy cos i tak szczerze mowiac skutki byly srednie wiec dalam sobie spokoj.
poza tym chyba roznilo nas za duzo, przede wszystkim kwestia religii co jak dla mnei bylo bardzo uciazliwe...;/

37 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-01-28 14:55:14)

Odp: pokonać własne słabości...ale jak?

"Nie pozwól, aby błahostki zakłócały spokój Twoich myśli... Życie jest zbyt cenne, aby je tracić na to, co nie jest istotne, lecz przemijające... Zignoruj to, co jest bez znaczenia." GRENVILLE KLEISER

Posty [ 38 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » pokonać własne słabości...ale jak?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026