Witam. Opisze Wam teraz moją historię i bardzo proszę o dobre rady.
Poznałam mojego ukochanego przez internet. Spotkaliśmy się, poznaliśmy i po jakimś czasie zakochaliśmy się. Od początku byłam pod ogromnym wrażeniem tego człowieka. Jestem pierwszą jego dziewczyną której powiedział te piękne słowa "KOCHAM CIĘ". Wszystko układało się pięknie. Wspólne chwile z nim są dla mnie niesamowicie cenne. ... Jesteśmy ze sobą 9 miesięcy. Coś jednak zaczęło się psuć. Zaczęło się od mojej zazdrości. Nie była to jakaś chorobliwa zazdrość, ale jednak. Wiedziałam, że to nie jest facet który pozwoli sobie by dziewczyna mimo iż ją bardzo kocha robiła mu jakieś wymówki z tego tytułu, jednak ja nie potrafiłam się powstrzymać. Potem zaczęło się czepianie o wiele rzeczy: że za mało czasu mi poświęca, że nie odzywa się w ciągu dnia tyle co powinien, że nie pisze, cały czas coś nie tak i czasem przekazywałam to w niefajny sposób, np tonem oburzenia, sfochowana byłam, nie umiałam tego opanować. Na początku starał się sprostać tym moim brakom, lecz ja nadal narzekałam. Następnie gdy o coś nie słusznie się doczepiłam, on uznawał, że nie mamy w danym dniu o czym rozmawiać i i żegnaliśmy się, po czym on potrzebował kilka dni czasu aby do siebie dojść po czymś takim (odzywał się w tym czasie, reagował na moje znaki, nawet widywaliśmy się, po prostu nie potrafił funkcjonować w pełni normalnie ze mną tzn pocałować mnie itp.) Postanowiłam powalczyć ze swoimi słabościami dla niego, ale też przede wszystkim dla siebie. Przez jakiś czas mi się udawało i On był wtedy rzeczywiście szczęśliwy jak ja byłam taka miła i słodka i mi też było z tym dobrze, no ale któregoś dnia, kiedy to miałam gorszy dzień znowu się oburzyłam o pierdołkę i z tej pierdołki powstał kryzys, który trwa już 2 miesiące. On nawet w pewnym momencie zrezygnował już...lecz ja nie pozwoliłam mu odejść, walczyłam i zgodził się wejść w to, tylko tym razem oznajmił, że on teraz nic nie będzie robił dopóki nie zobaczy mojej zmiany, że ja mam teraz budować fundamenty. Powiedział mi nie dawno, że kocha mnie, ale nie tak jak kiedyś. Ciężko mi strasznie. Wiem, że to wszystko musiało się wydarzyć, po to bym się zmieniła, ale tak mi teraz ciężko. Jest w stosunku do mnie taki oschły, zachowuje się czasem tak jakbym działała mu na nerwy. Ja często zadaje pytania co z nami będzie, co dalej, a on nie umie tego słuchać już...ale jak tu nie zadawać takich pytań kiedy się nie wiem czy ta druga osoba wciąż kocha. Jak odzyskać jego miłość jeśli ma tak zburzony obraz o mnie... To bardzo mądry dobry konsekwentny człowiek, teraz kiedy nie mam prawie nic doceniam jak wiele miałam wtedy, gdy narzekałam, że mam za mało...co za ironia. MOJA WŁASNA PRZESZŁOŚĆ I MOJE WSPOMNIENIA STAŁY SIĘ MOIM MARZENIEM...