Są bez wątpienia i czasami odnoszę wrażenie, że romnażają się przez pączkowanie – ich liczba „niepokojąco” wzrasta.
Jaki jest Wasz stosunek do ludzi kochających siebie za bardzo? Mnie po prostu delikatnie drażnią niczym zbyt głośno brzęcząca mucha.
Która z dwóch skrajnych postaw (człowiek zakompleksiony vs narcyz) mniej Wam wadzi?
Czy narcyzi... są wśród nas? Tutaj?
Ich także zapraszam do dyskusji, nie ma to jak zaczerpnąć informacji u źródła.
Na deser uroczy wierszyk:
Samochwała w kącie stała
I wciąż tak opowiadała:"Zdolna jestem niesłychanie,
Najpiękniejsze mam ubranie,
Moja buzia tryska zdrowiem,
Jak coś powiem, to już powiem,
Jak odpowiem, to roztropnie,
W szkole mam najlepsze stopnie,
Śpiewam lepiej niż w operze,
Świetnie jeżdżę na rowerze,
Znakomicie muchy łapię,
Wiem, gdzie Wisła jest na mapie,
Jestem mądra, jestem zgrabna,
Wiotka, słodka i powabna,
A w dodatku, daję słowo,
Mam rodzinę wyjątkową:
Tato mój do pieca sięga,
Moja mama - taka tęga
Moja siostra - taka mała,
A ja jestem - samochwała!"Jan Brzechwa