Od pazdziernika rozpoczynam nowy etap w swoim zyciu - mieszkanie z chlopakiem. I z jednej strony, jestem mega szczesliwa w koncu juz od roku o tym rozmawialismy, to nie jest jakas spontaniczna decyzja, znamy sie dosyc dlugo bo 7 lat, a w zwiazku jestesmy prawie 4 lata. Jednak to nowa sytuacja, wiec wiadomo, ze mam rowniez wiele obaw, w koncu mimo tego, ze czesto sie spotykamy, bylismy na roznych wyjazdach, wspolne mieszkanie to inna bajka. I tak w skrocie to teraz rozpoczynamy drugi rok studiow, ja pierwszy mieszkalam sama, a on z rodzicami w miescie oddalonym o ponad 300 km i teraz przeniosl sie na studia do mojego miasta. To jest pierwsza rzecz, ktora mnie troche martwi, bo ja wiem jak to jest w miare juz mieszkac samemu, nie mialam zbytnio ochoty na jakies szalenstwa studenckie po prostu nie jestem takim typem czlowieka, a on teoretycznie juz tez nie jest, sama to widze, ze chodzimy rzadziej na imprezy, ale gdzies w glebii boje sie, ze pozna jakies nowe dziwne towarzystwo i to uczucie swobody "wyszumienia" wlaczy sie.
Druga sprawa jest to, ze mielismy za soba juz rozstania a konkretniej to on rozstawal sie ze mna. Pierwsze nie bylo jakas dluga przerwa, ot miesiac, zgodzilam sie na powrot, a po paru miesiacach znowu to samo, ale na prawie 5 miesiecy. W obu przypadkach powodem bylo jego zagubienie sie, gorszy okres w zyciu, przemyslenie pewnych spraw, a z tego co pozniej juz po powrocie opowiadal to byly to glownie imprezy plus w tym dluzszym rozstaniu proba bycia z kims innym, wiec owszem zwiazek do idealnych nie nalezy. Ja wybaczylam te incydenty, ale nie da sie tego zapomniec i gdzies w glebii ciagle czuje pewien niepokoj ze to sie znowu wydarzy mimo wszystkich zapewnien "ze on juz zrozumial i dojrzal". Najbardziej przeraza mnie ta wizja, ze bedziemy placic za mieszkanie i on nagle w ciagu paru tygodni zacznie sie oddalac i powie mi znowu "ze to nie ma sensu", co ja wtedy zrobie? bede z nim musiala przez ten za pewne miesiac wypowiedzenia chowac sie po katach/ unikac? moze nie powinnam od razu zakladac najgorszego, ale ja jestem naprawde bardzo wrazliwa osoba i gdy sobie przypomne bol jaki wtedy przezywalam, ostatnia rzecza, ktora chcialabym jest po takich slowach patrzenie na niego codziennie.
Co mnie irytuje to to, ze on wlasnie przed tym drugim zerwaniem pisal z ta dziewczyna, a ze ja nie jestem osoba interesujaca sie tym co on robi na fb albo w sms, nigdy nie zagladalam mu do skrzynki, potem sam po wszystkim sie przyznal, natomiast on zawsze gdy ja z kims pisze wiadomosci (sa to w 100% moje dwie kolezanki bo to z nimi zawsze wymieniam sie smsami, nigdy nie pisalam z nikim w formie flirtu albo nawet jakiejkolwiek dwuznacznej relacji) on zawsze dopytuje "z kim piszesz, kto to, co napisala" co mnie gdzies w glebii irytuje, bo ja nigdy za uszami nic nie mialam, a on mial i ja nigdy go nie pytam o takie rzeczy, moze powinnam?
Z tych mniej powaznych, charaktery jak charaktery mamy troszke inne, ja jestem osoba dosyc ulegla i kompromisowa, on ma raczej charakter dominujacy, sluchamy troche innej muzyki, lubimy ogladac co innego i dotychczas, ja po prostu ogladalam z nim to co on lubil, sluchalam z nim to co on sluchal i teraz szczerze mowiac nie wiem jak to bedzie, to nawet nie o to chodzi, ze on nie chce robic rzeczy, ktore ja chce, ale ja po prostu czuje, ze go to srednio interesuje, nie pasuje mu i temu nigdy nie proponuje albo nie pokazuje ulubionych piosenek.
Kolejna rzecza jest to, ze ja generalnie rzadko kiedy dziele posilki na sniadanie, obiad, kolacje. Po prostu sobie jem niewielkie porcje o roznej porze dnia i szczerze mowiac mistrzem w kuchni nie czuje sie i nawet nie przepadam za gotowaniem, a on ciagle smieje sie, ze bede mu obiadki gotowac i tez mnie to troche przeraza, aczkolwiek okej moze i wyjdzie mi to na lepsze.
Ciesze sie, ze zamieszkamy razem, bo wiem, ze moge na niego zawsze liczyc, jest bardzo zaradna osoba, wiem ze gdy cos sie zepsuje na pewno to naprawi i obserwujac go od dluzszego czasu to widze, ze nie jest typem balaganiarza, a z innej beczki, ja mam tendencje do izolowania siebie od innych, a on zawsze wyciagnie mnie do ludzi. Przede wszystkim skupilam sie na obawach, bo w tym temacie to o nie chodzi, ale chce tez podkreslic, ze jestem z nim szczesliwa i jest wyjatkowa osoba w moim sercu, zawsze byl.
Czy moje obawy sa normalne albo uzasadnione? Jak wy dzielilyscie sie z chlopakiem obowiazkami domowymi? Co zmienilo sie w waszych relacjach? jakies rady?
pozdrawiam