Hej dziewczyny. Piszę do Was bo liczę, że któraś z Was jest mi w stanie chociaż trochę pomóc i ukoić nerwy.
Jestem w stałym związku od jakiś 4 lat. Rok temu mój facet kupił mieszkanie, a ja w tym mieszkaniu zaczęłam co raz cześciej przebywać. Niestety nie lubiłam wracać do rodzicow po kilku dniach i zawsze chciałam z nim zamieszkać na stałe. On wyrażał takie chęci, ale zawsze podkreślał, że chce miec mieszkanie na własność, chce móc mieć spokój i nie zawsze ma ochote przebywać ze mną 24h na dobę. W końcu po pewnej rozmowie 2 miesiące temu ustaliliśmy, że mogę u niego mieszkać. No i w sumie to jest to czego oczekiwałam. Niestety niedawno mój luby stal sie coraz bardziej marudny i niezadowolony, wczoraj znowu stwierdził że chciałby ode mnie odpocząć, że ja nie umiem zająć się sobą, wyjść gdzieś (nie jestem zbyt rozrywkową osobą), ze przeszkadza mu jak rozbijam się po kuchni i ze nie może myśleć.
Dzisiaj wróciłam do rodziców i jestem zrozpaczona bo nie wiem czy to jest normalne. Nie wyobrażam sobie życia z facetem, który nie chce ze mną zamieszkać na stałe tylko z przerwami raz w tygodniu bo on musi odpoczać. Nie na tym polega wspólne życie według moich przekonań. Akurat nie mówię tu o ślubie i dzieciach bo tego nie planuje. Chciałabym po prostu spędzać z ukochaną osobą dużo czasu. Jestem dość oddanym typem osobowości i dla mnie bycie razem jest jedną z ważniejszych rzeczy w związku.
Nie wiem za bardzo co zrobić. Nie wiem już co może być dla nas najlepsze i czy jego zachowanie jest normalne. Ciężko mi jest kiedy muszę rozbijać się na dwa mieszkania bo z jednej strony lecę do faceta kiedy on ma na to ochotę, a z drugiej wracam do rodziców kiedy jemu się odechce. Z drugiej strony bardzo go kocham i on mnie też, ale chyba mamy po prostu inne wyobrażenie wspólnego życia. Nie wiem jak to pogodzić.
Pomóżcie.