Problem ze wspólnym mieszkaniem - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problem ze wspólnym mieszkaniem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 49 ]

1

Temat: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Hej dziewczyny. Piszę do Was bo liczę, że któraś z Was jest mi w stanie chociaż trochę pomóc i ukoić nerwy.

Jestem w stałym związku od jakiś 4 lat. Rok temu mój facet kupił mieszkanie, a ja w tym mieszkaniu zaczęłam co raz cześciej przebywać. Niestety nie lubiłam wracać do rodzicow po kilku dniach i zawsze chciałam z nim zamieszkać na stałe. On wyrażał takie chęci, ale zawsze podkreślał, że chce miec mieszkanie na własność, chce móc mieć spokój i nie zawsze ma ochote przebywać ze mną 24h na dobę. W końcu po pewnej rozmowie 2 miesiące temu ustaliliśmy, że mogę u niego mieszkać. No i w sumie to jest to czego oczekiwałam. Niestety niedawno mój luby stal sie coraz bardziej marudny i niezadowolony, wczoraj znowu stwierdził że chciałby ode mnie odpocząć, że ja nie umiem zająć się sobą, wyjść gdzieś (nie jestem zbyt rozrywkową osobą), ze przeszkadza mu jak rozbijam się po kuchni i ze nie może myśleć.

Dzisiaj wróciłam do rodziców i jestem zrozpaczona bo nie wiem czy to jest normalne. Nie wyobrażam sobie życia z facetem, który nie chce ze mną zamieszkać na stałe tylko z przerwami raz w tygodniu bo on musi odpoczać. Nie na tym polega wspólne życie według moich przekonań. Akurat nie mówię tu o ślubie i dzieciach bo tego nie planuje. Chciałabym po prostu spędzać z ukochaną osobą dużo czasu. Jestem dość oddanym typem osobowości i dla mnie bycie razem jest jedną z ważniejszych rzeczy w związku.

Nie wiem za bardzo co zrobić. Nie wiem już co może być dla nas najlepsze i czy jego zachowanie jest normalne. Ciężko mi jest kiedy muszę rozbijać się na dwa mieszkania bo z jednej strony lecę do faceta kiedy on ma na to ochotę, a z drugiej wracam do rodziców kiedy jemu się odechce.  Z drugiej strony bardzo go kocham i on mnie też, ale chyba mamy po prostu inne wyobrażenie wspólnego życia. Nie wiem jak to pogodzić.

Pomóżcie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Letha napisał/a:

Hej dziewczyny. Piszę do Was bo liczę, że któraś z Was jest mi w stanie chociaż trochę pomóc i ukoić nerwy.

Jestem w stałym związku od jakiś 4 lat. Rok temu mój facet kupił mieszkanie, a ja w tym mieszkaniu zaczęłam co raz cześciej przebywać. Niestety nie lubiłam wracać do rodzicow po kilku dniach i zawsze chciałam z nim zamieszkać na stałe. On wyrażał takie chęci, ale zawsze podkreślał, że chce miec mieszkanie na własność, chce móc mieć spokój i nie zawsze ma ochote przebywać ze mną 24h na dobę. W końcu po pewnej rozmowie 2 miesiące temu ustaliliśmy, że mogę u niego mieszkać. No i w sumie to jest to czego oczekiwałam. Niestety niedawno mój luby stal sie coraz bardziej marudny i niezadowolony, wczoraj znowu stwierdził że chciałby ode mnie odpocząć, że ja nie umiem zająć się sobą, wyjść gdzieś (nie jestem zbyt rozrywkową osobą), ze przeszkadza mu jak rozbijam się po kuchni i ze nie może myśleć.

Dzisiaj wróciłam do rodziców i jestem zrozpaczona bo nie wiem czy to jest normalne. Nie wyobrażam sobie życia z facetem, który nie chce ze mną zamieszkać na stałe tylko z przerwami raz w tygodniu bo on musi odpoczać. Nie na tym polega wspólne życie według moich przekonań. Akurat nie mówię tu o ślubie i dzieciach bo tego nie planuje. Chciałabym po prostu spędzać z ukochaną osobą dużo czasu. Jestem dość oddanym typem osobowości i dla mnie bycie razem jest jedną z ważniejszych rzeczy w związku.

Nie wiem za bardzo co zrobić. Nie wiem już co może być dla nas najlepsze i czy jego zachowanie jest normalne. Ciężko mi jest kiedy muszę rozbijać się na dwa mieszkania bo z jednej strony lecę do faceta kiedy on ma na to ochotę, a z drugiej wracam do rodziców kiedy jemu się odechce.  Z drugiej strony bardzo go kocham i on mnie też, ale chyba mamy po prostu inne wyobrażenie wspólnego życia. Nie wiem jak to pogodzić.

Pomóżcie.

Za chwilkę zasilisz grono wątku "Nie mogę sobie poradzić, brak sensu życia". Nie rozumiem, czemu kobiety same sobie taki los gotują.

3

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Daj sobie dziewczyno spokój, jak byście byli małżeństwem byście mieli dzieci to tez by Cię wysyłał do rodziców, nie jest gotowy na poważny związek. I nie licz na to ze jak z nim pogadasz to się zmieni nic się nie zmieni  nadal będzie miał Cie dość ale może będzie to trzymał w sobie i kiedyś i tak wybuchnie

4

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Letha napisał/a:

  Jestem dość oddanym typem osobowości i dla mnie bycie razem jest jedną z ważniejszych rzeczy w związku.

Rozumiem Twojego chłopaka, bo dla mnie bycie w związku nie oznacza życia życiem partnera, a po prostu wspólne tego życia dzielenie. Też bym nie wytrzymała ciągłego bycia razem.

Być może na tym polega problem? On jest Twoim całym światem, on z kolei swojego świata do Ciebie nie ogranicza.

5

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Letha, jak wygląga Twoje życie poza partnerem? CO robisz na co dzień, masz swoje zajęcia, hobby, przyjaciół, pracę, szkołę etc?

6

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Twój chłopak daje Ci znaki, że nie jest gotowy na poważny związek i nie chce z Tobą mieszkać. Tak naprawdę, to na nim wymusiłaś te wspólne zamieszkanie. Nie dziw się więc, że to nie wypaliło.
Wróć do rodziców i albo poczekaj, aż Twój chłopak dojrzeje, albo poszukaj sobie kogoś, kto podziela Twoje poglądy na wspólne zamieszkanie.

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

zazwyczaj po zamieszkaniu razem wychodza pewne rzeczy, kszatanie sie po kuchni, nie zbieranie skarpetek i...klotnie...
jednak jego reakcja wysylania cie do rodzicow normalna nie jest, a skoro mu az tak przeszkadzasz to dobrze, ze nie planujesz ani malzenstwa, ani dzieci...
a z tym przybywaniem na jego zawolanie- zastanowilabym sie nad tym

8

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Ja sobie zdaję sprawę, że nie jestem bez winy. Związek tworzą dwie osoby i obie na niego pracują. Niestety mam taki charakter, że jak się do kogoś przykleję to często nie mogę się odkleić i często też cierpię z tego powodu.

Jasne, że mam swoje życie. Studia, pracę i znajomych, ale niestety jestem typem domownika i na kanapie jest mi najlepiej.

Co do gotowości do związku... Obawiam się, że on nigdy nie będzie gotowy do zamieszkania ze mną także ze względu na jego władczy charakter i zamiłowanie do samotnego spędzania czasu. Z drugiej strony sam twierdzi, że też potrzebuje miłości i tęskni za mną, ale nie cały czas.

9

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Letha napisał/a:

Obawiam się, że on nigdy nie będzie gotowy do zamieszkania ze mną także ze względu na jego władczy charakter i zamiłowanie do samotnego spędzania czasu. Z drugiej strony sam twierdzi, że też potrzebuje miłości i tęskni za mną, ale nie cały czas.

Jakie to schematyczne. Skąd ta tęsknota by dostać się pod twardą rękę? I wiadomo skoro twardo traktuje znaczy kocha. big_smile

10

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

chyba bardziej cierpi osoba,ktora obklejasz wink
co widać na zalaczonym obrazku

trochę tu czuc bluszczem

ja nie mam nic przeciwko powaznemu zwiazkowi, ale nie chcialabym juz mieszkać razem

i pamietam,ze dawno temu bardzo mi odpowiadało,kiedy ówczesny partner czasem pracowal do pozno,bo milo bylo pobyc samej

11

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Widzę, że wszystko to jednak kwestia charakteru i każda z Was ma inne zdanie na ten temat.
Może My też się po prostu nie dobraliśmy.

12

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Letha napisał/a:

Widzę, że wszystko to jednak kwestia charakteru i każda z Was ma inne zdanie na ten temat.
Może My też się po prostu nie dobraliśmy.

Rzuć okiem tutaj, tak to się może skończyć. http://www.netkobiety.pl/t104713.html

13

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Całkiem możliwe, że się nie dobraliście. Nie wiem jak to wygląda u Was na co dzień, ale po Twoich słowach również w mojej głowie pojawił się obraz Ciebie jako bluszcza. Moim zdaniem nawet jak się kocha partnera, to czasami ma się potrzebę odpoczynku. Jeśli non stop siedzisz w domu, to potrafi wkurzać. A wiem to, ponieważ miałam takie okresy wzmożonej nauki, gdy sama dużo siedziałam w domu i to denerwowało wszystkich moich współlokatorów. Niby to nie partnerzy, ale jednak. Ja to nawet rozumiem, ponieważ też by mnie denerwowało, gdybym nie mogła odkleić od siebie partnera i non stop chciałby ze mną siedzieć. Niektórzy ludzie ładują akumulatory w samotności, bo kontakt z drugim człowiekiem zabiera im energię - miłość nie ma tu nic do rzeczy. Czy Twój partner ma na co dzień taki czas, godziny, kiedy może posiedzieć sam bez Twojego towarzystwa?

Inna sprawa jest taka, że "wyrzucanie" Cię do rodziców jest przegięciem i to nie w taki sposób rozwiązuje się problemy. W takiej sytuacji może pomóc chyba tylko szczera rozmowa i wspólne wypracowanie jakichś zasad. A i to pod warunkiem, że OBOJE tego chcecie, a nikt nie będzie zmuszany.

14 Ostatnio edytowany przez madoja (2017-06-20 11:12:30)

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Jeśli Twój partner ma skłonności introwertyczne, to może chcieć być sam czasami i wcale to nie znaczy że Cię nie kocha.
Mieszkałam w życiu z dwoma facetami, ale moimi warunkami były: osobny pokój, własny komputer, czas tylko dla siebie, uszanowanie mojej prywatności itd. Gdybym przykładowo była zmuszona do mieszkania z kimś w kawalerce, płakałabym każdego dnia. Nie umiem i nie chcę spędzać z kimś całego czasu. Nie ma to nic wspólnego z moją miłością do partnera.

Gdy mój ex (którego bardzo wtedy kochałam) przyjeżdżał do mnie na całe weekendy (mieszkał daleko) i musiałam spędzać z nim 24 godziny na dobę, bywało że mówiłam "proszę, nie gniewaj się, ale czy możemy spędzić godzinę osobno?". On mnie rozumiał, szedł się zdrzemnąć do drugiego pokoju, a ja w samotności ładowałam baterie.

Teraz mieszkam z mężem i też mam osobny pokój.

Znamienne są słowa Twojego faceta, że nie potrafisz zająć się sobą. Bo nawet jeśli jesteście razem na małej powierzchni, to pewnie oczekujesz, że on zorganizuje Ci czas, a to już w ogóle go pewnie dobija. Oszalałabym na jego miejscu. Nie umiesz spedzać czasu sama z radością, bez przeszkadzania mu? Pograć sobie w gierki na komórce, poczytać, obejrzeć film, rozwiązywać sudoku, eksperymentować z makijażami, szukać okazji na AliExpress ( smile ) - przecież nikt nie każe Ci wychodzić z domu.

15

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Letha napisał/a:

Jasne, że mam swoje życie. Studia, pracę i znajomych, ale niestety jestem typem domownika i na kanapie jest mi najlepiej.

Studia i praca to nie jest "wlasne życie" tylko obowiazki.

Wlasne życie to to, co robimy dla siebie. Hobby, relaks, zainteresowania, znajomi.

Jak często spotykasz sie ze znajomymi? Jak czesto organizujesz zobie swoj wlasny czas BEZ faceta? 

Roznica charakterow nie ma tu znaczenia - kazdy czuje sie osaczony jezeli druga osoba oczekuje zainteresowania przez caly czas.

Byc moze on postapil dosc obcesowo wyrzucajac cie do rodzicow, ale pozostaje pytanie - czy reagowalas kiedy dawal ci to delikatnie do zrozumienia?

Nawet bedac z nim w mieszkaniu mozesz przeciez zajac sie soba - wyjac na spacer, wziac dluga, relaksujaca kapiel, poczytac... Jezeli bedziesz zachowywac sie jak trzyletnie dziecko, oczekujace ustawicznego zainteresowania, to w koncu facet zacznie traktowac cie jak dziecko (a wlasciwie juz to zrobil) i odesle do swojego pokoju (czyt. domu rodzicow).

16

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
madoja napisał/a:

Gdybym przykładowo była zmuszona do mieszkania z kimś w kawalerce, płakałabym każdego dnia. Nie umiem i nie chcę spędzać z kimś całego czasu. Nie ma to nic wspólnego z moją miłością do partnera.

madoja napisał/a:

On mnie rozumiał, szedł się zdrzemnąć do drugiego pokoju, a ja w samotności ładowałam baterie.
Teraz mieszkam z mężem i też mam osobny pokój.

Jesteś jedyną osobą "znaną" mi osobą, która myśli i żyje w ten sposób. Na mnie ludzie dziwnie patrzą, gdy słyszą o osobnych pokojach smile

Mam wrażenie, że mężczyzn ceniących sobie prywatność jest dużo więcej niż kobiet, stąd te nieporozumienia.

17

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Trochę przypomina mi historię z moim EX
zapytam na wstępie po ile macie lat? Skoro On kupił mieszkanie raczej nie po 18... ale...

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Mnie również pachnie to Facetem, który mimo że jest w związku, bardzo ceni sobie swoją niezależność. Chciałby być wolny w związku.
Piszesz, że jesteście razem 4 lata. Jak wyglądały Wasze relacje zanim z nim pomieszkiwałaś? Czy to nie było na zasadzie " pstryknął i Ty się zjawiałaś? Nie jesteś taką dziewczyną "na żądanie"? Przepraszam, ale tak to trochę wygląda. Zazwyczaj po takim stażu, obydwoje partnerzy chcą wejść na wyższy poziom związku, właśnie np. jak zamieszkanie ze sobą.

Z drugiej strony, przyznajesz się, że jesteś osobą która "przykleja się " do bliskich. To może być toksyczne. Nikt nie lubi kiedy zabiera się mu przestrzeń. Ja też bym zwariowała, gdybym miała spędzać z bliską osobą, każdą wolą minutę.
Nie rozumiem tylko tego stwierdzenia, że przeszkadzasz mu będąc w kuchni, kiedy on jest w pokoju. Że nie może się skupić. Wygląda to tak, jakby on się naprawdę z Tobą męczył i irytuje go sama myśl o Twoim istnieniu w jego mieszkaniu.

Powinnaś z nim porozmawiać na temat Waszej przyszłości. Jak on to widzi, a czego oczekujesz Ty. Pomyśl, co byś pomyślała, gdybyś usłyszała taką historię z ust swojej koleżanki?

19

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Cougarzyca napisał/a:
madoja napisał/a:

Gdybym przykładowo była zmuszona do mieszkania z kimś w kawalerce, płakałabym każdego dnia. Nie umiem i nie chcę spędzać z kimś całego czasu. Nie ma to nic wspólnego z moją miłością do partnera.

madoja napisał/a:

On mnie rozumiał, szedł się zdrzemnąć do drugiego pokoju, a ja w samotności ładowałam baterie.
Teraz mieszkam z mężem i też mam osobny pokój.

Jesteś jedyną osobą "znaną" mi osobą, która myśli i żyje w ten sposób. Na mnie ludzie dziwnie patrzą, gdy słyszą o osobnych pokojach smile

Mam wrażenie, że mężczyzn ceniących sobie prywatność jest dużo więcej niż kobiet, stąd te nieporozumienia.

W takim razie można powiedzieć że uszczęśliwiłam kilku facetów. smile

20

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Ja takiego typa nie zrozumie bo nawet jeżeli wkurza nas obecność ukochanej osoby to co najwyżej się można pokłócić , posiedzieć w osobnym pomieszczeniu , strzelić focha ale nie wystawiać kogoś za drzwi. Jak ma wyglądać wasz związek w przyszłości? Na seks rozumiem ,że jesteś dobrym materiałem a na stały związek z planami na przyszłość to już nie.
Moim zdaniem facet Cię nie kocha i zwodzi kilka lat zupełnie nie potrzebnie. Jak chce mieć spokój to niech będzie sam i nie zawraca głowę lata dziewczynie , która oczekuje czegoś więcej niż on może dać .

21

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Ale to wcale nie chodzi o to, że ona nie jest dosyć dobra, tylko o to, że jest jej za dużo.

Pomieszkiwałam z moim byłym i szlag mnie trafiał jak spędzaliśmy więcej niż dwa dni w jednym pokoju. I to nawet nie to, że chciałam mieć osobny pokój, bo jednak jedno łóżko zawsze wygra, ale po prostu nie ma przestrzeni dla siebie. Też mnie trafiało i też uciekałam jak szybko mogłam.

Autorko, znajdź sobie swoje zainteresowania. Niech on zobaczy, że robisz coś poza wiszeniem na nim.

22 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2017-06-22 18:52:45)

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
_v_ napisał/a:

chyba bardziej cierpi osoba,ktora obklejasz ;)
co widać na zalaczonym obrazku

trochę tu czuc bluszczem

ja nie mam nic przeciwko powaznemu zwiazkowi, ale nie chcialabym juz ieszkać razem

i pamietam,ze dawno temu bardzo mi odpowiadało,kiedy ówczesny partner czasem pracowal do pozno,bo milo bylo pobyc samej

Kazdy ma inne podejscie to prawda. Trzeba to jednak ustalic, by wiedziec czy ludzie do siebie pasuja. Tak naprawde to moze by tak, ze on faktycznie ja kocha, ale mieszkanie razem to nie dla niego (ok sa takie pary co mieszkaja odddzielnie), ale moze tez tak naprawde nie chciec powaznego zwiazku lub chciec tak naprawde sie z nia rozstac, skoro wszystko w niej zaczyna ja irytowac. Podaje ten przyklad, bo sporo jest tez przypadkow, gdzie druga osoba zaczela ciagle irytowac i zwiazek szybko sie rozpadl, okazalo sie ze niewiele ich juz laczy.

Na miejscu autorki bym z nim porozmawiala, zobaczyla jak on to widzi i jak postrzega kwestie mieszkania razem ogolnie. Juz dawno powinni tak naprawde o tym porozmawiac, bo to wazne kwestie, a nie na zasadzie "Kocham go, to bedzie dobrze". Ja akurat zwracalam uwage na takie rzeczy, bo nie wyobrazam sobie zwiazku z kims kto pozniej nie dazylby do zamieszkania ze mna (jak juz bedzie nas na to stac, bo jeszcze nie stac ) i kto by nie chcial ze mna mieszkac lub pare dni w tygodniu. Jak zamieszkamy razem to wiadomo ze ludzie tez pracuja maja swoje sprawy i nie jest sie ze soba 24 h/ dobe. Jednak jest to dla mnie tworzenie juz prawdziwej rodziny zwlaszcza ze planujemy dzieci. No ale to juz trzeba sie dobrac i to zalezy od charakteru. Nie ma lepszego czy gorszego podejscia.

Chyba ze naprawde chodzi o to ze autorka ciagle chciala jego uwagi to warto to zmienic. Kazdy potrzebuje czasu dla siebie. Lubiac spedzac czas w domu tez moz byc czas, ze oboje akurat zajmuja sie czyms innym, ona np czyta ksiazke itp. Wiadomo ja tez bym nie mogla non stop tylko robic cos z facetem, czas dla siebie tez jest potrzebny. Uwazam jednak, ze nie trzeba do tego mieszkac oddzielnie. Mamy tez znajomych i czasem idziemy razem czasem oddzielnie.

Co do mieszkania w kawalerce z partnerem to tez byloby to dla mnie meczace, bo jednak lepiej jak kazdy moze znalezc miejsce dla siebie. No chyba ze by to bylo jakis czas, bo mieszkajac razem tez od czegos trzeba zaczac.

23

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Ja także jestem z tych, co nigdy nie chcieliby zamieszkać z partnerką. Potrzebuję regularnych resetów od związku i przebywania zupełnie samemu. Związek można mieć również, gdy każdy mieszka u siebie. Kompletnie nie rozumiem idei mieszkania razem, poza uzasadnieniem finansowym.

24 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-06-22 21:52:14)

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Jeżeli autorka jest bluszczem i wymaga ciągłej uwagi- to jest problem- ale szczerze mówiąc- nie doczytałam tu tego..
To, że mu przeszkadza w kuchni? To kuriozalne, jeśli dla niego to problem...
Jeśli jemu przeszkadza JEJ styl życia, nawet jak Ona zajmuje się sobą- ti i niedobranie i brak szacunku.
Testem tego związku byłoby niewychodzenie z inicjatywą kontaktu oprzez jakiś czas..

Osobliwy Nick- uświadomiłeś mi. dlaczego nie podoba mi się słowo "związek". Jak widać związki mogą być z założenia bez miłości.. Dlatego to słowo tak pusto mi brzmiało.. Jak widać w Twoim przypadku to wiązania walencyjne

25

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Ela210 napisał/a:

Osobliwy Nick- uświadomiłeś mi. dlaczego nie podoba mi się słowo "związek". Jak widać związki mogą być z założenia bez miłości.. Dlatego to słowo tak pusto mi brzmiało.. Jak widać w Twoim przypadku to wiązania walencyjne

Pisałem o związku, w którym jest miłość. No chyba, że dla Ciebie występowanie miłości jest uzależnione od mieszkania razem lub planów w tym kierunku. Nie zdziwiłbym się.

26

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
osobliwy nick napisał/a:

Kompletnie nie rozumiem idei mieszkania razem, poza uzasadnieniem finansowym.

Nawet, gdy sa to dwa pokoje ze wspolna sypialnia?

27

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
osobliwy nick napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Osobliwy Nick- uświadomiłeś mi. dlaczego nie podoba mi się słowo "związek". Jak widać związki mogą być z założenia bez miłości.. Dlatego to słowo tak pusto mi brzmiało.. Jak widać w Twoim przypadku to wiązania walencyjne

Pisałem o związku, w którym jest miłość. No chyba, że dla Ciebie występowanie miłości jest uzależnione od mieszkania razem lub planów w tym kierunku. Nie zdziwiłbym się.

Od mieszkania razem nie, od planów w tym kierunku, tak.
Nie znam Cię i post to za mało by ocenić czy akurat u WAS jest miłość. Jeżeli obojgu to odpowiada, i są dla siebie tymi jedynymi..
Niechęć do wspólnego mieszkania trochę mi się z tym kłóci.


Natomiast osobną przestrzeń w tym pokój jestem w stanie zrozumieć, o ile jest to swój azyl. a nie służy jako izolacja od drugiej osoby.

28

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
osobliwy nick napisał/a:

Ja także jestem z tych, co nigdy nie chcieliby zamieszkać z partnerką. Potrzebuję regularnych resetów od związku i przebywania zupełnie samemu. Związek można mieć również, gdy każdy mieszka u siebie. Kompletnie nie rozumiem idei mieszkania razem, poza uzasadnieniem finansowym.

Jesli zwiazek oznacza seks, to faktycznie. Wystarcza dwie godziny wspolnego mieszkania dziennie. Budowanie relacji emocjonalnej, wiezi psychicznej wymaga troche czasu. Skoro pracujemy 8h, spimy kolejne 8, do tego dojazdy, zakupy, hobby, zycie towarzyskie itd, to okaze sie ze wspolne mieszkanie to tylko 4-5h dziennie. Skoro to jest za duzo, to to nie jest zwiazek, a zwykle bzykanko na boku.

29

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

skoro 4-5 godzin dziennie,to rownie dobrze mozna mieszkac osobno,roznicy nie bedzie wink

30

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Facet cwany jakby by nie patrzeć to jest jego mieszkanie więc robi co chce. Zaprasza do wspólnego zamieszkania a jak coś nie pasuje to na razie i tak w kółko. Dziwny jest ten związek

31

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Wyraźnie powiedział że nie chce z nią mieszkać bo jego mieszkanie to jego azyl.
Nie rozumiem dlaczego miałby teraz nagle się zmieniać pod autorkę.
I nie rozumiem nagłego zdziwienia że on nie chce aby ona z nim mieszkała. Wyraźnie to zakomunikował.

32

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
pannapanna napisał/a:

Wyraźnie powiedział że nie chce z nią mieszkać bo jego mieszkanie to jego azyl.
Nie rozumiem dlaczego miałby teraz nagle się zmieniać pod autorkę.
I nie rozumiem nagłego zdziwienia że on nie chce aby ona z nim mieszkała. Wyraźnie to zakomunikował.

przeczytałam jeszcze raz i zgadzam się z panną
facet komunikował od poczatku
autorka pewnie mu dziurę w brzuchu wierciła z tym zamieszkaniem, więc w koncu się zgodził
ale jednak mu to przeszkadza, tak jak mówił

i znowu powtarza się schemat: poznaję kogoś kto jest taki a taki, robi coś tak a tak, a potem usilnie próbuję go zmienić zgodnie z moimi wymaganiami.

33 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-06-23 13:16:47)

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Letha napisał/a:

Hej dziewczyny. Piszę do Was bo liczę, że któraś z Was jest mi w stanie chociaż trochę pomóc i ukoić nerwy.

Jestem w stałym związku od jakiś 4 lat. Rok temu mój facet kupił mieszkanie, a ja w tym mieszkaniu zaczęłam co raz cześciej przebywać. Niestety nie lubiłam wracać do rodzicow po kilku dniach i zawsze chciałam z nim zamieszkać na stałe. On wyrażał takie chęci, ale zawsze podkreślał, że chce miec mieszkanie na własność, chce móc mieć spokój i nie zawsze ma ochote przebywać ze mną 24h na dobę. W końcu po pewnej rozmowie 2 miesiące temu ustaliliśmy, że mogę u niego mieszkać. No i w sumie to jest to czego oczekiwałam. Niestety niedawno mój luby stal sie coraz bardziej marudny i niezadowolony, wczoraj znowu stwierdził że chciałby ode mnie odpocząć, że ja nie umiem zająć się sobą, wyjść gdzieś (nie jestem zbyt rozrywkową osobą), ze przeszkadza mu jak rozbijam się po kuchni i ze nie może myśleć.

Dzisiaj wróciłam do rodziców i jestem zrozpaczona bo nie wiem czy to jest normalne. Nie wyobrażam sobie życia z facetem, który nie chce ze mną zamieszkać na stałe tylko z przerwami raz w tygodniu bo on musi odpoczać. Nie na tym polega wspólne życie według moich przekonań. Akurat nie mówię tu o ślubie i dzieciach bo tego nie planuje. Chciałabym po prostu spędzać z ukochaną osobą dużo czasu. Jestem dość oddanym typem osobowości i dla mnie bycie razem jest jedną z ważniejszych rzeczy w związku.

Nie wiem za bardzo co zrobić. Nie wiem już co może być dla nas najlepsze i czy jego zachowanie jest normalne. Ciężko mi jest kiedy muszę rozbijać się na dwa mieszkania bo z jednej strony lecę do faceta kiedy on ma na to ochotę, a z drugiej wracam do rodziców kiedy jemu się odechce.  Z drugiej strony bardzo go kocham i on mnie też, ale chyba mamy po prostu inne wyobrażenie wspólnego życia. Nie wiem jak to pogodzić.

Pomóżcie.

Ewidentnie facetowi wystarcza związek na dochodne. Innymi słowy, nie zależy mu na czymś więcej z Toba. Jeśli taka perspektywa Ci nie odpowiada a nie odpowiada, to chyba czas się zastanowić nad przyszłością tego układu.  Tak się spotykać i czasem zanocować to można w początkach znajomości. Po kilku latach chyba juz czas się określić, czy chce się  byc razem i tworzyć rodzinę czyli wspolnote gdzie nie ma juz tylko "ja" i "ty," a jest "my",  czy dalej ciągnąć okres "narzeczeństwa". Tobie chyba zależy na czymś wiecej niż tylko  na tym, aby facet  bez konsekwencji mógł Cie zaprosić na chatę, nawet pozwolic zostac na weekend, i przelecieć, gdy mu przyjdzie ochota. A potem odprowadzić Cie do drzwi i powiedzieć - było milo, do następnego razu, zadzwonie po ciebie... wink

34 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-06-23 15:04:18)

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Nie chodzi o ilość spędzanego czasu- tylko nastawienie na dzielenie się różnymi rzeczami- imtymnością, radościami, smutkami, lękami i miejscem w szafie, w lodówce, kuchnią. - a jak tym ktoś nie chce się dzielić- to Miłość to chyba nie to słowo- pożądanie, fascynacja, przyjaźń- to wartosciowe rzeczy- ale to nie to...co wystarczy by nazwać to MIŁOŚCIĄ. wg mnie oczywiście ktoś może mieć inną definicję.

35

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Ela nie jesteś alfa i omega żeby mówić kiedy miłość jest jest kiedy nie.
Jak dla mnie mnie to autorka nie szanuje tego faceta zmuszając go do wspólnego mieszkania jak on on nie chce. I jeszcze strzela foch.
Dlaczego ona nie kupi mieszkania tylko wbija do niego wbrew jego woli?

36

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Nie wróży to nic dorego na przyszłość. Troche własnej przestrzeni sie przydaje, zarówno w mieszkaniu jak i w zyciu (hobby/pasja/znajmi) ale gośli kiedyś założycie rodzine i nie będzie tolerował obecności dzieci to dopiero będzie kłopot.

37

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Ela210 napisał/a:

Nie chodzi o ilość spędzanego czasu- tylko nastawienie na dzielenie się różnymi rzeczami- imtymnością, radościami, smutkami, lękami i miejscem w szafie, w lodówce, kuchnią. - a jak tym ktoś nie chce się dzielić- to Miłość to chyba nie to słowo- pożądanie, fascynacja, przyjaźń- to wartosciowe rzeczy- ale to nie to...co wystarczy by nazwać to MIŁOŚCIĄ.


a czy kochając naprawdę trzeba się dzielić WSZYSTKIM?
były też na świecie związki, gdie ludzie się bardzo kochali, byli ze sobą do śmierci jednego z nich, a nie mieszkali razem (Szymborska i Filipowicz), czy nie spali w jednym łóżku, a nawet nie jedli razem posiłków (Czubaszek i Karolak). Naprawdę nie ma jednego słusznego modelu związku. I nie jest tak, że tylko  ten ze wspólnym spaniem i mieszkaniem jest najlepszy.

Ja, kochajac, nie zamierzam się dzielić ani łóżkiem, ani moją szafą.
Pierwszym, bo w końcu się wysypiam odkąd śpię sama i nie zamierzam tego zmieniać.
Drugim, bo mam sporo ciuchów i nie zamierzam ich upychać po kątach.

38 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-06-23 15:11:09)

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
pannapanna napisał/a:

Ela nie jesteś alfa i omega żeby mówić kiedy miłość jest jest kiedy nie.
Jak dla mnie mnie to autorka nie szanuje tego faceta zmuszając go do wspólnego mieszkania jak on on nie chce. I jeszcze strzela foch.
Dlaczego ona nie kupi mieszkania tylko wbija do niego wbrew jego woli?

Oczywiście że wyrażamy swoje zdanie. jak w każdej tu sprawie smile Ale dla Ciebie specjalnie edytuję.

V- ta szafa to bynajmniej nie chodzi o wspólną z facetem szafę big_smile
Chodzi o uznanie, ze jest w moim domu miejsce na TWOJE rzeczy.. to mam na myśli. dosłownie i w przenośni.
Moja bielizna z jego skarpetkami- NIGDY !
Nie napisałam że WSZYSTKIM...

39 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-23 16:35:18)

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Cougarzyca napisał/a:
osobliwy nick napisał/a:

Kompletnie nie rozumiem idei mieszkania razem, poza uzasadnieniem finansowym.

Nawet, gdy sa to dwa pokoje ze wspolna sypialnia?

Dwa osobne pokoje to za mało. Potrzebuję osobnej przestrzeni do życia w ogóle. Nawet dwa osobne mieszkania w domu bliźniaku, czy obok siebie, na klatce schodowej, to byłoby dla mnie za mało, abym czuł się komfortowo.

Nie znaczy to, że absolutnie nigdy nie zrezygnuję z jakiejś części tego komfortu. Był taki związek w moim życiu, w którym były nawet plany, abym zamieszkał ze swoją dziewczyną. Nie doszło to jednak do skutku i z perspektywy czasu cieszę się, że tak wyszło, gdyż nie byłem z tego powodu szczególnie szczęśliwy.

Ela210 napisał/a:

Od mieszkania razem nie, od planów w tym kierunku, tak.

Zatem, dyplomatycznie pisząc - Twoje poglądy kompletnie nie korespondują z moją definicją miłości.

Ela210 napisał/a:

Nie znam Cię i post to za mało by ocenić czy akurat u WAS jest miłość. Jeżeli obojgu to odpowiada, i są dla siebie tymi jedynymi..

Nie jestem aktualnie w żadnym związku.

Ela210 napisał/a:

Niechęć do wspólnego mieszkania trochę mi się z tym kłóci.

A więc miłość to dla Ciebie wspólne przyrządzanie śniadań, wspólne pranie, wspólne siedzenie w pokoju, wspólne słuchanie muzyki, wspólne gotowanie, wspólne wszystko co się robi w domu - dokładnie każdego dnia? A jak ktoś przez tydzień pobędzie u siebie, to już nie miłość? Wychodziłoby na to, że kocham swoje bokserki, w których chodzę po domu, bo także towarzyszą mi we wszystkich tych czynnościach. Tylko czy z wzajemnością?

Ela210 napisał/a:

Natomiast osobną przestrzeń w tym pokój jestem w stanie zrozumieć, o ile jest to swój azyl. a nie służy jako izolacja od drugiej osoby.

Izolacja jest wtedy, gdy odcinamy się od kogoś, przestajemy się nim interesować i nie dajemy mu możliwości lub pozwolenia na kontakt z nami. Tymczasem, gdy chcę mieć np. dwa dni dla siebie, wcale nie jest powiedziane, że, gdy druga połówka ma zły dzień nie przyjdę i jej nie pocieszę. Nie raz tak zresztą bywało. Nie ma to nic wspólnego z izolacją. Wręcz przeciwnie. To w takich warunkach powstają i trwają związki, z których wynika relacja na całe życie. Każdy od takiego związku zaczynał. Po co to niszczyć? To mieszkanie razem wyjaławia związek. Odziera z tajemnicy, własnego życia, zainteresowań, z braku drugiej osoby (bo przecież jest codziennie), z tęsknoty (jak można stęsknić się za kimś kogo się widzi 24h/7?), konformizuje poglądy, nawyki, hobby (często w taki sposób, że jedna i druga strona rezygnuje z czegoś oraz coś wnosi i ostatecznie żadna ze stron nie jest w pełni zadowolna), sprawia, że życie, spotkanie, kontakt z drugą osobą staje się rzeczą daną z góry, oczywistą i narzuconą, a nie nagrodą, wyborem, działaniem podjętym w celu zrealizowania pragnienia.

troll napisał/a:

Jesli zwiazek oznacza seks, to faktycznie. Wystarcza dwie godziny wspolnego mieszkania dziennie. Budowanie relacji emocjonalnej, wiezi psychicznej wymaga troche czasu.

Nie jestem przeciwko spędzaniu wspólnie czasu, nawet w dużych ilościach.

troll napisał/a:

Skoro pracujemy 8h, spimy kolejne 8, do tego dojazdy, zakupy, hobby, zycie towarzyskie itd, to okaze sie ze wspolne mieszkanie to tylko 4-5h dziennie. Skoro to jest za duzo, to to nie jest zwiazek, a zwykle bzykanko na boku.

Jeśli bzykasz się się przez 8h dziennie, to faktycznie poza pracą i spaniem niewiele Ci zostaje. Ale wszyscy dobrze wiemy, że tak nie jest i wyolbrzymiasz.

40

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Osobliwy Nicku- mam nadzieję, ze bokserki kochają Cię z wzajemnością- bo nie ma nic gorszego niż gryzące majty big_smile

Rozumiem co masz na myśli- ale brak swobody w związku nie ma tak wiele wspólnego ze wspólnym zamieszkaniem- co raczej z charakterem człowieka i poszanowaniem granic partnera. Nawet ktoś kto jest fizycznie daleko potrafi dać w kość pod tym względem. Jeżeli ludzie zamieszkają razem a po krótkim czasie nie potrafia poczuć się na tyle swobodnie by przyjść do domu i nie być posadzanym o focha nawet jak nie chcesz się oddzywać 10 godzin i nie mozesz robić co chcesz- to pierwsza bym uciekła.  Ludzie którzy się kochają i szanują nie mają takiego problemu.

Ale w sumie wyszłam młodo za mąż, więc nie wiem jak by było np ok 30, czy umiałabym kogoś tak wpuścić w swój świat poukładany..

41

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Ela210 napisał/a:

Rozumiem co masz na myśli- ale brak swobody w związku nie ma tak wiele wspólnego ze wspólnym zamieszkaniem- co raczej z charakterem człowieka i poszanowaniem granic partnera. Nawet ktoś kto jest fizycznie daleko potrafi dać w kość pod tym względem. Jeżeli ludzie zamieszkają razem a po krótkim czasie nie potrafia poczuć się na tyle swobodnie by przyjść do domu i nie być posadzanym o focha nawet jak nie chcesz się oddzywać 10 godzin i nie mozesz robić co chcesz- to pierwsza bym uciekła.  Ludzie którzy się kochają i szanują nie mają takiego problemu.

Deklaratywnie wszystko zawsze u Was wygląda wspaniale. Skoro jesteś w stanie dać tyle swobody, to po co chcesz kogoś usidlić i mieszkać z nim razem?

42

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
osobliwy nick napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Rozumiem co masz na myśli- ale brak swobody w związku nie ma tak wiele wspólnego ze wspólnym zamieszkaniem- co raczej z charakterem człowieka i poszanowaniem granic partnera. Nawet ktoś kto jest fizycznie daleko potrafi dać w kość pod tym względem. Jeżeli ludzie zamieszkają razem a po krótkim czasie nie potrafia poczuć się na tyle swobodnie by przyjść do domu i nie być posadzanym o focha nawet jak nie chcesz się oddzywać 10 godzin i nie mozesz robić co chcesz- to pierwsza bym uciekła.  Ludzie którzy się kochają i szanują nie mają takiego problemu.

Deklaratywnie wszystko zawsze u Was wygląda wspaniale. Skoro jesteś w stanie dać tyle swobody, to po co chcesz kogoś usidlić i mieszkać z nim razem?

Akurat mogę napisać z doświadczenia 20 paru lat, a nie deklaracji.
Mogliśmy wychodzić z kim chcemy- również z obcym facetem czy kobietą na drinka- było ok
Są wspólni i osobni znajomi. Mąż wyjeżdżał również sam z ludźmi, których nie znałam.
I nawet teraz gdy po 20 latach nienagannego życia razem wszedł w relację która niemal nie zakończyła naszego małżeństwa z kobietą którą na takim wyjeździe poznał, nie zamierzam go w tym ograniczać, bo równie dobrze mogła to być jego studentka czy ktoś poznany na ulicy.
Po prostu nie widzę się w roli Cerbera. i Vice Versa
To nie usidlenie następuje, ale bliższe związanie- coś boisz się stracić. Ale to nie nastąpi bez Twojego udziału, nawet jak razem zanieszkacie.

43

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
Ela210 napisał/a:
osobliwy nick napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Rozumiem co masz na myśli- ale brak swobody w związku nie ma tak wiele wspólnego ze wspólnym zamieszkaniem- co raczej z charakterem człowieka i poszanowaniem granic partnera. Nawet ktoś kto jest fizycznie daleko potrafi dać w kość pod tym względem. Jeżeli ludzie zamieszkają razem a po krótkim czasie nie potrafia poczuć się na tyle swobodnie by przyjść do domu i nie być posadzanym o focha nawet jak nie chcesz się oddzywać 10 godzin i nie mozesz robić co chcesz- to pierwsza bym uciekła.  Ludzie którzy się kochają i szanują nie mają takiego problemu.

Deklaratywnie wszystko zawsze u Was wygląda wspaniale. Skoro jesteś w stanie dać tyle swobody, to po co chcesz kogoś usidlić i mieszkać z nim razem?

Akurat mogę napisać z doświadczenia 20 paru lat, a nie deklaracji.
Mogliśmy wychodzić z kim chcemy- również z obcym facetem czy kobietą na drinka- było ok
Są wspólni i osobni znajomi. Mąż wyjeżdżał również sam z ludźmi, których nie znałam.
I nawet teraz gdy po 20 latach nienagannego życia razem wszedł w relację która niemal nie zakończyła naszego małżeństwa z kobietą którą na takim wyjeździe poznał, nie zamierzam go w tym ograniczać, bo równie dobrze mogła to być jego studentka czy ktoś poznany na ulicy.
Po prostu nie widzę się w roli Cerbera. i Vice Versa
To nie usidlenie następuje, ale bliższe związanie- coś boisz się stracić. Ale to nie nastąpi bez Twojego udziału, nawet jak razem zanieszkacie.

Ale po co chcesz z kimś razem mieszkać?

44

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Dlaczego chce się razem mieszkać ? Może dlatego ,zeby zamiast komunikatorów mówić do siebie twarzą  w twarz ?Może dlatego ,ze fajnie rano zjeść razem śniadanie ? Przytulić się przed wyjściem do pracy ,naładować pozytywną energią na reszte dnia ?
Ilu  ludzi ,tyle powodów .Ilu ludzi tyle sposobów na zycie .
Zaden sposób nie jest gorszy .Jest inny .I nie powodów ,do przekonywania nieprzekonywalnych .
Hough!

45

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Osobliwy Nicku, jak ty sobie to wyobrażasz?
Dziecku trzeba będzie zmienić pampersa, a tatuś będzie jechał godzinę w korkach? wink

46

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Produkujecie się bez sensu bo autorka zniknęła.
Może leży na wycieraczce lubego i czeka aż on ją wpuści.

47 Ostatnio edytowany przez osobliwy nick (2017-06-25 22:51:31)

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem
rakija napisał/a:

Dlaczego chce się razem mieszkać ? Może dlatego ,zeby zamiast komunikatorów mówić do siebie twarzą  w twarz ?Może dlatego ,ze fajnie rano zjeść razem śniadanie ? Przytulić się przed wyjściem do pracy ,naładować pozytywną energią na reszte dnia ?

Wszystko to można robić nie mieszkając razem.

Ela210 napisał/a:

Osobliwy Nicku, jak ty sobie to wyobrażasz?
Dziecku trzeba będzie zmienić pampersa, a tatuś będzie jechał godzinę w korkach? wink

Zatem naciskanie na zamieszkanie razem, to zawoalowany zamiar zrobienia sobie razem dzieci i wychowywania ich wspólnie. Tym bardziej wolałbym trzymać się od tego z daleka. Może partner autorki myśli podobnie - normalny facet. Pogratulować, że nie dał się omamić.

48

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Gdyby ktoś każdą minutę tego czasu, kiedy oboje równocześnie przebywamy w domu, chciał spędzać ze mną i przy mnie, to udusiłabym się. I z jednej strony za nic nie chciałabym mieszkać sama, a z drugiej mam silną potrzebę posiadania własnego pokoju, który jest moim azylem. Kocham mojego męża, kiedy nie ma go zbyt długo, to za nim tęsknię, ale też kocham pobyć sama ze sobą, zamknąć się w pokoju i robić dokładnie to, na co mam w danej chwili ochotę. Czasem wręcz głośno mówię, że przez godzinę mnie nie ma, co oznacza, że tę godzinę chcę mieć wyłącznie dla siebie i bardzo chciałabym, aby nikt mi nie przeszkadzał. Na szczęście mąż to rozumie, a syn (już dorosły) jest do mnie podobny, więc tym bardziej nie ma z tym problemu.

Jestem żywą, energiczną i towarzyską osobą, lubię ludzi i od nich zdecydowanie nie uciekam, ale czyjaś stała obecność jest dla mnie niezwykle męcząca. Czasem też potrzebuję zwykłej ciszy - żeby nikt do mnie nie mówił, o nic nie pytał, nie rozpraszał moich myśli, zwłaszcza kiedy czytam albo pracuję. Tak ja, jak i mąż, mamy swoich oddzielnych znajomych, własne hobby, sporo czasu spędzamy osobno, choć równie dużo spędzamy razem, robiąc przy tym rzeczy, które oboje lubimy. Zawsze jednak trzymam się zasady, że w związku ważna jest równowaga oraz to, aby pozwolić temu drugiemu za sobą zatęsknić. Bluszczom mówię więc stanowcze "nie".

Prawdopodobnie partner Autorki jest osobą podobną do mnie, z kolei Autorka jest dokładnie taką osobą, z którą nie dałabym rady mieszkać, bo "byłoby mi jej za dużo" - stąd jego podejście do tematu. On zresztą już wcześniej wysyłał sygnały, których ona nie chciała przyjąć do wiadomości, a kiedy okazało się, że "na siłę się nie da", to nagle jest płacz i zgrzytanie zębami.
No cóż, każdy z nas jest inny, dlatego tak ważne jest, aby się wzajemnie rozumieć i umieć pięknie różnić wink. Można też poszukać kogoś, kto jest podobny do nas i tego samego oczekuje.

49

Odp: Problem ze wspólnym mieszkaniem

Myślę, że nie ma większego sensu udowadniać absolutną wyższość jednego rozwiązania nad drugim. Dla mnie takim samym nadużyciem jest stwierdzenie, że miłość prędzej czy później wymaga wspólnego mieszkania jak i to, że jedyną rozsądną opcją jest na wieczność pozostać w kawalerskim lokum, nawet jak już będąc w związku "na zawsze". Po prostu różni ludzie mają różne potrzeby, a całe mnóstwo plasuje się gdzieś po środku skali, jak np. Olinka.

Jasne, że mieszkając osobno trudniej, a może wręcz nie sposób, mieć klasyczną rodzinę, dzieci, "domowe ognisko" - tylko wcale nie wszyscy tego potrzebują do szczęścia, nie wszyscy będą do tego dążyć i choć to nie jest najpopularniejszy model i można go nie rozumieć, to absurdem jest autorytarne stwierdzanie, że w tym modelu nie ma miejsca na prawdziwą miłość między dwójką ludzi. Jeśli ta dwójka czuje, że miłość jest, to jak może obcy człowiek z zewnątrz mówić im "a wcale bo nie!"?

Z drugiej strony wspólne mieszkanie to nie musi być osaczenie i przebywanie ze sobą 24/7. Ja się wreszcie wprowadzam z moim mężczyzną do wspólnego mieszkania i decyzja była wspólna, entuzjazm też jest wspólny, wcześniej pomieszkiwaliśmy u siebie na wzajem i po prostu doszliśmy do etapu, kiedy nam to już nie wystarczało, jeżdżenie między dwoma mieszkaniami było problemem, stratą czasu, przewożenie gratów też było problematyczne, a niektórych rzeczy po prostu nie mamy w dwóch kompletach (np. komputerów do pracy, książek). Ale do syjamskich bliźniąt nam daleko i mieszkanie tego nie zmieni. Każde z nas ma swoją pracę - ja taką, że 10h dziennie spędzam poza domem, mój luby taką, że raz na jakiś czas musi na kilka dni wyjechać z miasta - a w perspektywie wyjazdy pewnie będą częstsze, może dłuższe i to jest ok. Każde z nas ma też swoich własnych znajomych i wieczór poza domem, gdy drugie siedzi w mieszkaniu nie jest żadnym problemem ani rzadkością. Od początku też była mowa o 2 pokojach, bo ja właśnie czasem potrzebuję posiedzieć trochę sama w czterech ścianach, zamknąć się we własnej głowie i pokontemplować w spokoju.

Także liczy się chyba indywidualna równowaga w danym związku, a nie jakieś arbitralne założenia o tym, jak wygląda miłość i swoboda, bo każdy ma własne zapotrzebowania w tym względzie.

Posty [ 49 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Problem ze wspólnym mieszkaniem

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024