netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

czuję się jakbym była w związku tą trzecią

25 odpowiedzi3 470 wyświetleńzałożony przez sathi_83, 16.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

1

Temat: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Dzień dobry wszystkim,
Jestem tutaj nowa, nawet nie wiem czy wybrałam dobre forum ale od kilku dni mało rzeczy robię kontrolowanie ....

Zacznę od tego że właśnie zakończył się mój 3,5 letni związek. Nigdy nie sądziłam że to napiszę ale ale tak się stało.
Na początku wiadomo było cudownie. Żadnych problemów, sielankowo.
Zaznaczę że ja mam obecnie 32 lata, mój eks 35. Więc już sporo mamy na liczniku.
Mój eks miał w życie nie lekko, jego ojciec zmarł jak miał 16 lat. Mieszka z mmą babcią i młodszym bratem. To wszystko spowodowało że musiał dorosnąć z dnia na dzień i stać się niejako głową rodziny.
Zanim mnie poznał był w dwuletnim związku. Nie wiem do końca co się tam sało ale jak dziś to analizuję to chyba tamta dziewczyna chciała się usamodzielnić, założyć z nim rodzinę tid. On widocznie nie chciał.

Później poznał mnie. Był dla mnie dobry, nieba by mi przychylił. Wydawał mi się naprawdę mądrym i uczciwym człowiekiem. Na początku bardzo mi się w nim podobało to że jest taki zaradny, odpowiedzialny.
Z upływem czasu zaczęłam dostrzegać tego wady.
Jesteśmy młodzi, powinniśmy sie cieszyć życiem, mogliśmy wyjeżdzać, spędzać razem mnóstwo czasu, oboje pracujemy, skoro nie mamy rodziny i dzieci, nic tak naprawdę nas nie wiąże.

Po 3,5 roku spędzamy ze sobą mniej więcej kilka godzin w tygodniu, no a w weekendy widujemy się tak od 17 w sobotę, od 16 w niedzielę.
Dla mnie to za mało. Kiedy przyjeźdza do mnie już myślę tylko o tym że on zaraz pojedzie.
Kolejna sprawa dotyczy tego że on jest bardzo uwiązany swoim domem. Ciągle coś jest ważniejsze ode mnie, a to ciągłe remonty, a to zakupy z mamą, a to mamę trzeba do lekarza zawieść, a to z babcią pojechać.
Czasami nawet nie spędzamy tej soboty razem bo on idzie na urodziny z mamusią i z bratem, ja idę wtedy w odstawkę.
Ja się ciągle czuję jakbym była na uboczu, jak ta zabawką która jak nie pasuje to się ją rzuca w kąt, a jak jest potrzebna to wraca do gry.

Od początku związku nigdy nie rozmawialiśmy o slubie, o tym gdzie będziemy mieszkać, spotykaliśmy się i tak czas mijał.
Zaczęło mnie to bardzo denerwować. Ja mu powtarzałam że ja rozumiem że rodzina w życiu dużo znaczy, że trzeba pomagać, ja nigdy bym mu nie zabraniała pomagać mamie, ja rozumiem że on ma szczególną sytuację. Ale jego brat jest już też mężczyzną, ma 27 lat, a pomaga o wiele mniej.
Jakiś tydzień temu pękłam. powiedziałam mu że to tak dłużej nie może trwać, że ja chcę mieć w życiu partnera. że chcę się do niego zwracać z problemami (a tego nie robię bo myślę tylko ile on ma na głowie). Że za mało się spotykamy, że stoimy w miejscu i że trzeba myśleć o przyszłości.
Powiedział że się ze mną zgadza, że się zmieni.

Teraz przyjechała do niego rodzina z niemiec.
Owszem, byłam przez weekend u niego na urodzinach, na rodzinnym spotkaniu, ale praktycznie w ciągu całego tygodnia on nie znalazł nawet godziny żeby ze mną chociaż sam na sam porozmawiać.
Naprawdę nie wiem czy ja wymagam tak dużo. Ćzy ja zbyt wiele oczekuję, czy wina jest we mnie.
Ni wytrzymałam tego. Powiedziałam że się rozstajemy. To był piątek.
Prosił żebym to przemyślała, błaga o wybaczenie - kolejny raz prosił o ostatnią szansę, że mam zrozumieć jego trudną sytuację. Powiedziałam że nie chcę na tą rozmowę czekać aż do soboty, jeżeli mu zależy to niech do mnie przyjedzie zaraz. Odpowiedział że nie bo idzie z tą rodziną na miasto on nazajutrz mieli wyjeżdzać). Poczułam się jak śmieć.
Po raz kolejny poczułam się nikim w jego życiu.

Jestem rozczarowana, straciłam 3,5 roku .... po raz kolejny mam zaczynać wszystko od zera mając 32 lata nie wierzę w to że ułożę sobie jeszcz moje życie.
Nie mam nikogo, zostałam całkiem sama, nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem.


Przepraszam za to użalanie się ale serce mi pęka z bólu, mam wrażenie że nie poradzę sobie z tym. nie mam na siły. od początku roku trwa ta szarpanina, ja schudłam już chyba 10 kilo.

Nie wiem jak mam dalej żyć...... sad

2

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Serio? Po 3,5-letnim związku on nawet na urodziny/imieniny rodzinne Cię nie zabrał? To kim Ty dla niego jesteś? Nawet, jak postawiłaś ultimatum, nawet jak go dotrzymałaś i zerwałaś, on nie potrafił się zmobilizować, zmienić. Słuchaj, jakby mu zależało, to zmieniłby się po pierwszej rozmowie, a już na pewno po zerwaniu. Nie przyjechał do Ciebie, bo znów wolał z rodziną spędzić czas - moim zdaniem pokazał tym swoje priorytety. Dobrze zrobiłaś, że zerwałaś. Nigdy nie byłabyś na pierwszym miejscu.

3

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

CatLady, wiem że dobrze zrobiłam ale to tak strasznie boli.
Tak boli kiedy ktoś ci mówi że cie kocha nad życie a ma cię w czarnej dupie.....

On ma świadomosć jak mnie już kiedyś raniono w związkach. Mówił zawsze że ja zasługuję na wyjątkowe raktowanie.
A zrobił mi większą krzywdę niż ktokolwiek ......

4

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Sathi, jesteśmy w tym samym wieku, więc chyba rozumiem, co masz na myśli mówiąc o zaczynaniu od nowa. Nie wiem, czy sama miałabym siłę i ochotę znów bawić się w randki, poznawanie, docieranie.
Ale kto wie, życie toczy się dalej. To musi poboleć, musi upłynąć czas.

Może to banalne, ale spróbuj zająć czymś myśli. Książka, spacer, yoga (polecam)?

5

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Ja nie mam już siły.
Paradoksalnie on jest moją miłością sad przykre to ale tak jest.
Nie chcę już innego faceta, nie chce nikogo poznawać.
On mnie tak strasznie zawiódł.
Za tydzień mieliśmy lecieć na wakacje.
Wszystko wzięło w łeb.
Wszystko....
Nie umiem się na niczym skupić, nie umiem zebrać myśli.
Nawet nie wiedziałam że można wylać tyle łez.

6

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Nic od faceta nie wymagałas, stracił toba zainteresowanie a moze przez to ze stracił do ciebie szacunek.
Trudno powiedzieć. Mnie na przykład kobiety ktore daja soba pomiatac nigdy nie wydawały sie atrakcyjne.

7

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Autorko- skoro wiąże was wartościowa więź, może jeszcze warto przegadać o swoich oczekiwaniach, priorytetach itd i potem sztywno trzymać się WSPÓLNYCH  uzgodnień . Najprościej jest odejść ( choć wiem, że niełatwo przetrwać czas żalu po rozstaniu ), może WARTO postarać się siebie zrozumieć i wspólnie się zrozumieć i pójść na kompromis

8

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
kwadrad napisał/a:

Nic od faceta nie wymagałas, stracił toba zainteresowanie a moze przez to ze stracił do ciebie szacunek.
Trudno powiedzieć. Mnie na przykład kobiety ktore daja soba pomiatac nigdy nie wydawały sie atrakcyjne.

To nie o to chodzi że niczego nie wymagałam.
Na pewno nie byłam na każde skinienie i nie zawsze szłam na ustępstwo. znam swoją wartosć i nie daję sobą pomatiać. Napewno tak nie jest i nie stawiaj proszę mnie w takim świetle.

Pisząc wyżej że byłam zbyt dobra to nie znaczy że jestem jakimś popychadłem...

9 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-08-16 12:47:36)

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
sathi_83 napisał/a:

Po 3,5 roku spędzamy ze sobą mniej więcej kilka godzin w tygodniu, no a w weekendy widujemy się tak od 17 w sobotę, od 16 w niedzielę.
Dla mnie to za mało. Kiedy przyjeźdza do mnie już myślę tylko o tym że on zaraz pojedzie.
Kolejna sprawa dotyczy tego że on jest bardzo uwiązany swoim domem. Ciągle coś jest ważniejsze ode mnie, a to ciągłe remonty, a to zakupy z mamą, a to mamę trzeba do lekarza zawieść, a to z babcią pojechać.
Czasami nawet nie spędzamy tej soboty razem bo on idzie na urodziny z mamusią i z bratem, ja idę wtedy w odstawkę.
Ja się ciągle czuję jakbym była na uboczu......

Od początku związku nigdy nie rozmawialiśmy o slubie, o tym gdzie będziemy mieszkać, spotykaliśmy się i tak czas mijał........

Teraz przyjechała do niego rodzina z niemiec.
Owszem, byłam przez weekend u niego na urodzinach, na rodzinnym spotkaniu, ale praktycznie w ciągu całego tygodnia on nie znalazł nawet godziny żeby ze mną chociaż sam na sam porozmawiać.
Naprawdę nie wiem czy ja wymagam tak dużo. Ćzy ja zbyt wiele oczekuję, czy wina jest we mnie.
Ni wytrzymałam tego. Powiedziałam że się rozstajemy. To był piątek.
Prosił żebym to przemyślała, błaga o wybaczenie - kolejny raz prosił o ostatnią szansę, że mam zrozumieć jego trudną sytuację. Powiedziałam że nie chcę na tą rozmowę czekać aż do soboty, jeżeli mu zależy to niech do mnie przyjedzie zaraz. Odpowiedział że nie bo idzie z tą rodziną na miasto on nazajutrz mieli wyjeżdzać). Poczułam się jak śmieć.
sad


Pierwsze co mi przyszło do głowy to to,że On jest do tego przyzwyczajony i jemu jest tak dobrze.
Może Ty chcesz zmian i czegoś więcej o on nie koniecznie.
A to,że akurat wybrałaś sobie moment na poważną rozmowę z nim w momencie wtedy kiedy przyjechała rodzina z Niemiec i kazałaś wybierać ,no to dostałaś w odpowiedzi jego wybór : rodzina.
Przyzwyczailas go do tego,ze trzymał Cię na uboczu przez tyle czasu i nie ma się co dziwić ,ze  zrobił to samo co robił do tej pory.

Jak już rodzina wyjedzie to może spróbuj z nim porozmawiać jeszcze raz,powiedz o co Tobie chodzi i czego Ty on niego chcesz.

10

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
rojka napisał/a:
sathi_83 napisał/a:

Po 3,5 roku spędzamy ze sobą mniej więcej kilka godzin w tygodniu, no a w weekendy widujemy się tak od 17 w sobotę, od 16 w niedzielę.
Dla mnie to za mało. Kiedy przyjeźdza do mnie już myślę tylko o tym że on zaraz pojedzie.
Kolejna sprawa dotyczy tego że on jest bardzo uwiązany swoim domem. Ciągle coś jest ważniejsze ode mnie, a to ciągłe remonty, a to zakupy z mamą, a to mamę trzeba do lekarza zawieść, a to z babcią pojechać.
Czasami nawet nie spędzamy tej soboty razem bo on idzie na urodziny z mamusią i z bratem, ja idę wtedy w odstawkę.
Ja się ciągle czuję jakbym była na uboczu......

Od początku związku nigdy nie rozmawialiśmy o slubie, o tym gdzie będziemy mieszkać, spotykaliśmy się i tak czas mijał........

Teraz przyjechała do niego rodzina z niemiec.
Owszem, byłam przez weekend u niego na urodzinach, na rodzinnym spotkaniu, ale praktycznie w ciągu całego tygodnia on nie znalazł nawet godziny żeby ze mną chociaż sam na sam porozmawiać.
Naprawdę nie wiem czy ja wymagam tak dużo. Ćzy ja zbyt wiele oczekuję, czy wina jest we mnie.
Ni wytrzymałam tego. Powiedziałam że się rozstajemy. To był piątek.
Prosił żebym to przemyślała, błaga o wybaczenie - kolejny raz prosił o ostatnią szansę, że mam zrozumieć jego trudną sytuację. Powiedziałam że nie chcę na tą rozmowę czekać aż do soboty, jeżeli mu zależy to niech do mnie przyjedzie zaraz. Odpowiedział że nie bo idzie z tą rodziną na miasto on nazajutrz mieli wyjeżdzać). Poczułam się jak śmieć.
sad


Pierwsze co mi przyszło do głowy to to,że On jest do tego przyzwyczajony i jemu jest tak dobrze.
Może Ty chcesz zmian i czegoś więcej o on nie koniecznie.
A to,że akurat wybrałaś sobie moment na poważną rozmowę z nim w momencie wtedy kiedy przyjechała rodzina z Niemiec i kazałaś wybierać ,no to dostałaś w odpowiedzi jego wybór : rodzina.
Przyzwyczailas go do tego,ze trzymał Cię na uboczu przez tyle czasu i nie ma się co dziwić ,ze  zrobił to samo co robił do tej pory.

Jak już rodzina wyjedzie to może spróbuj z nim porozmawiać jeszcze raz,powiedz o co Tobie chodzi i czego Ty on niego chcesz.

Rodzina już wyjechała.
On jest dorosłym (dojrzałym?) facetem. Wie gdzie mieszkam.
Ja już nie będę mu więcej tłumaczyć, prosić.
Jeżeli jest myślącym człowiekiem to chyba wie jak walczyć o coś co stracił.

Gdybym teraz ja znowu do niego dzwoniła, prosiła to tylko mu pokaże że może zrobić ze mną wszystko.
A tak nie jest.

11

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
sathi_83 napisał/a:
kwadrad napisał/a:

Nic od faceta nie wymagałas, stracił toba zainteresowanie a moze przez to ze stracił do ciebie szacunek.
Trudno powiedzieć. Mnie na przykład kobiety ktore daja soba pomiatac nigdy nie wydawały sie atrakcyjne.

To nie o to chodzi że niczego nie wymagałam.
Na pewno nie byłam na każde skinienie i nie zawsze szłam na ustępstwo. znam swoją wartosć i nie daję sobą pomatiać. Napewno tak nie jest i nie stawiaj proszę mnie w takim świetle.

Pisząc wyżej że byłam zbyt dobra to nie znaczy że jestem jakimś popychadłem...

Sathi, wielu osobom, które czegos podobnego nie doswiadczyły - jak tutaj sama widzisz - wydaje się, ze jeżeli ktoś był chocby przez chwile w związku o charakterze toksycznym czy przemocowym (czy nawet takiej dziwnej konstrukcji jak Twój, gdzie byłaś lekceważona) to jest sam temu winien. Że epizod z takim zwiazkiem dowodzi jakiejś mentalnoci "ofiary", ze widać czego brakuje skoro jest zgoda na lekceważące podejście. Nie ma co brać na serio tego typu zarzutów, bo tylko dowodzą braku rozeznania w temacie i wyjatkowo uproszczonemu pojmowaniu takich relacji w związkach...

sathi_83 napisał/a:

On jest dorosłym (dojrzałym?) facetem. Wie gdzie mieszkam.
Ja już nie będę mu więcej tłumaczyć, prosić.
Jeżeli jest myślącym człowiekiem to chyba wie jak walczyć o coś co stracił.
Gdybym teraz ja znowu do niego dzwoniła, prosiła to tylko mu pokaże że może zrobić ze mną wszystko.
A tak nie jest.

Zmartwię Cię. Wyglada na to, ze związek/znajomość, w jakim byłaś nie stanowił dla niego większej wartości, nie był priorytetowy. Z resztą - sama to widzisz. Walka o to - z nim - nie ma sensu, bo tylko okażesz swoją desperację i upewnisz go, iż niczego nie musi w sobie zmieniac. Walka o tego typu zwiazek to strata czasu. Owszem, zrobiłaś co mogłaś by faceta "olśniło" - on nie jest małym chłopcem i powinien wiedzieć co teraz robić. nic nie rób, daj sobie troche czasu na jakąś reakcje z jego strony. Ale nie obiecuj sobie zbyt duzo... Ten typ ludzi nie jest widać zdolny do stworzenia udanego i zazyłego związku. Wystarczy mu tego namiastka raz na jakiś czas.

12

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
wok napisał/a:

Zmartwię Cię. Wyglada na to, ze związek/znajomość, w jakim byłaś nie stanowił dla niego większej wartości, nie był priorytetowy. Z resztą - sama to widzisz. Walka o to - z nim - nie ma sensu, bo tylko okażesz swoją desperację i upewnisz go, iż niczego nie musi w sobie zmieniac. Walka o tego typu zwiazek to strata czasu. Owszem, zrobiłaś co mogłaś by faceta "olśniło" - on nie jest małym chłopcem i powinien wiedzieć co teraz robić. nic nie rób, daj sobie troche czasu na jakąś reakcje z jego strony. Ale nie obiecuj sobie zbyt duzo... Ten typ ludzi nie jest widać zdolny do stworzenia udanego i zazyłego związku. Wystarczy mu tego namiastka raz na jakiś czas.

Na pewno nic już nie będę robić.
Przez ostatni tydzień byłam porzucona w kąt kiedy on bawił się z rodziną, wychodził na miast, jeździł na gokarty....
A ja czekałm, codziennie sama.
Dość już tego mam.
Nie odezwe się więcej. Nie dam żadnego znaku. Nie warto.
On nie był mnie wart.

13 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-08-16 16:40:26)

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
wok napisał/a:
sathi_83 napisał/a:
kwadrad napisał/a:

Nic od faceta nie wymagałas, stracił toba zainteresowanie a moze przez to ze stracił do ciebie szacunek.
Trudno powiedzieć. Mnie na przykład kobiety ktore daja soba pomiatac nigdy nie wydawały sie atrakcyjne.

To nie o to chodzi że niczego nie wymagałam.
Na pewno nie byłam na każde skinienie i nie zawsze szłam na ustępstwo. znam swoją wartosć i nie daję sobą pomatiać. Napewno tak nie jest i nie stawiaj proszę mnie w takim świetle.

Pisząc wyżej że byłam zbyt dobra to nie znaczy że jestem jakimś popychadłem...

Sathi, wielu osobom, które czegos podobnego nie doswiadczyły - jak tutaj sama widzisz - wydaje się, ze jeżeli ktoś był chocby przez chwile w związku o charakterze toksycznym czy przemocowym (czy nawet takiej dziwnej konstrukcji jak Twój, gdzie byłaś lekceważona) to jest sam temu winien. Że epizod z takim zwiazkiem dowodzi jakiejś mentalnoci "ofiary", ze widać czego brakuje skoro jest zgoda na lekceważące podejście.

Moim zdaniem to nawet nie jest kwestia "winy i mentalności ofiary",  tylko nakręcanie się wyimaginowanym poczuciem krzywdy spowodowanym nierealnymi wymaganiami. Mogę zrozumieć, że drażni Cię,  że facet nie uczynił Cię "pępkiem " swojego świata, ale to Twój problem. Kiedy go poznałaś,  miał swój świat, określony jego porządek, tryb życia. Oczekiwanie, że rzuci wszystko w diabły i będzie spędzał każdą wolną chwilę z Tobą, jest dziecinno-ksiezniczkowate. Czy Ty w czasie, gdy nie mógł się spotkać,  nie mogłaś zająć się sobą, swoimi sprawami, pasją? To rodzina jest jego stałą wartością w życiu. Sama piszesz, że już na jednej lasce się przejechał. Myślę, że tak długie chodzenie z Tobą tez było spowodowane zmuszaniem do wyboru między Tobą a rodziną i obowiązkami. Nie zaakceptowałas go takiego jakim jest, chciałaś go zmienić. I nie czuł się z tym dobrze.
Może dlatego się nie odzywa. Tez uznal, ze lepiej odpuścić, pocierpiec, ale pozostać sobą. On też stracił na Ciebie ten czas. Gdyby mu nie zależało,  chyba nie prosiłby o kolejne szanse. A że nie potrafił się dostosować do Twoich żądań,  to nie jego  wina, tylko charakter.
Odwróc sytuację - gdyby on Cię poprosił, byś była mniej zaborcza, zaakceptowała to, że chce zająć się rodziną w czasie wizyty, pomagać jego bliskim,  dalabys rade? 
Brat widocznie nie ma w sobie tej jego opiekunczosci i odpowiedzialności. Nie mogłaś wkręcić się na tę gokarty  czy inne rozrywki? Musisz być z nim tylko sam na sam? To niezdrowe, w związku autonomia jest potrzebna. Fakt, nie wszystkim, dlatego może warto go sobie odpuścić i poszukać faceta o mentalności kochającego za bardzo.

14 Ostatnio edytowany przez sathi_83 (2015-08-16 16:47:06)

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
gagatka0075 napisał/a:
wok napisał/a:
sathi_83 napisał/a:

To nie o to chodzi że niczego nie wymagałam.
Na pewno nie byłam na każde skinienie i nie zawsze szłam na ustępstwo. znam swoją wartosć i nie daję sobą pomatiać. Napewno tak nie jest i nie stawiaj proszę mnie w takim świetle.

Pisząc wyżej że byłam zbyt dobra to nie znaczy że jestem jakimś popychadłem...

Sathi, wielu osobom, które czegos podobnego nie doswiadczyły - jak tutaj sama widzisz - wydaje się, ze jeżeli ktoś był chocby przez chwile w związku o charakterze toksycznym czy przemocowym (czy nawet takiej dziwnej konstrukcji jak Twój, gdzie byłaś lekceważona) to jest sam temu winien. Że epizod z takim zwiazkiem dowodzi jakiejś mentalnoci "ofiary", ze widać czego brakuje skoro jest zgoda na lekceważące podejście.

Moim zdaniem to nawet nie jest kwestia "winy i mentalności ofiary",  tylko nakręcanie się wyimaginowanym poczuciem krzywdy spowodowanym nierealnymi wymaganiami. Mogę zrozumieć, że drażni Cię,  że facet nie uczynił Cię "pępkiem " swojego świata, ale to Twój problem. Kiedy go poznałaś,  miał swój świat, określony jego porządek, tryb życia. Oczekiwanie, że rzuci wszystko w diabły i będzie spędzał każdą wolną chwilę z Tobą, jest dziecinno-ksiezniczkowate. Czy Ty w czasie, gdy nie mógł się spotkać,  nie mogłaś zająć się sobą, swoimi sprawami, pasją? To rodzina jest jego stałą wartością w życiu. Sama piszesz, że już na jednej lasce się przejechał. Myślę, że tak długie chodzenie z Tobą tez było spowodowane zmuszaniem do wyboru między Tobą a rodziną i obowiązkami. Nie zaakceptowałas go takiego jakim jest, chciałaś go zmienić. I nie czuł się z tym dobrze.
Może dlatego się nie odzywa. Tez uznal, ze lepiej odpuścić, pocierpiec, ale pozostać sobą. On też stracił na Ciebie ten czas. Gdyby mu nie zależało,  chyba nie prosiłby o kolejne szanse. A że nie potrafił się dostosować do Twoich żądań,  to nie jego  wina, tylko charakter.
Odwróc sytuację - gdyby on Cię poprosił, byś była mniej zaborcza, zaakceptowała to, że chce zająć się rodziną w czasie wizyty, pomagać jego bliskim,  dalabys rade? 
Brat widocznie nie ma w sobie tej jego opiekunczosci i odpowiedzialności. Nie mogłaś wkręcić się na tę gokarty  czy inne rozrywki? Musisz być z nim tylko sam na sam? To niezdrowe, w związku autonomia jest potrzebna. Fakt, nie wszystkim, dlatego może warto go sobie odpuścić i poszukać faceta kochającego za bardzo.

Źle to wszystko rozumiesz.
Ja uważam, że będąc w związku każde musi mieć trochę swojego świata dla siebie. Nie musimy wszędzie chodzić razem i nie musimy spotykać się codziennie. Nie jestem toksyczną osobą i jak już wielokrotnie pisałam i podkreślałam, ja doskonale rozumiem że rodzina ma duże znaczenie i trzeba ją szanować i kochać i pomagać sobie nawzajem.

Ale kiedy jest się z partnerem/narzeczoną/żoną to chyba ona staje się priorytetem prawda ?
Po co mi facet skoro 90 % swojego czasu spędzam bez niego ? To jest związek dwojga ludzi żeby być osobno, czy żeby być razem ?
Czytaj proszę uważnie opis sytuacji bo widzę że uznałeś mnie za toksyczną napaloną żądną tylko jego osoby kobietą a tak nie jest.

Każdy z nas ma swoje zainteresowania, i poświęcamy temu swój czas. I ja jemu tego nigdy nie zabraniałam. I jestem dumna z tego że opiekuje się mamą i babcią i że im pomaga.
Ale w życiu trzeba znaleść złoty środek.
A tutaj go nie ma.

Jeżeli ta rodzina ma priorytetowe znaczenie to taki człowiek nie powinien angażować się w żadne związek. niestety.... bo krzywdzi każdego, z kim się zwiąże.

15

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Daleka jestem od nazywania Cie toksyczna. Ale znalas powody jego troski o rodzinę. Może to odpowiedzialność jest jego priorytetem.
Zgodzę się, że narzeczona i żona mają być ważne,  choć nie najważniejsze. Rodzina dla wielu ludzi stanowi centrum. Dziewczyna według mnie jeszcze nie. Może na otrzymanie  statusu narzeczonej czegoś mu w Tobie zabrakło lub było za dużo. Nie obrażam,  każdemu według potrzeb. I te Wam się rozjechaly chyba. Niczyja to wina, ani zasługa. Ale nie zgadzam się, że nie powinien się wiązać. Bo ma prawo jak każdy, tylko źle trafia najwidoczniej. Przykre, ale może gdy żadne nie chce odpuścić,  szkoda się męczyć.

16

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
gagatka0075 napisał/a:

Daleka jestem od nazywania Cie toksyczna. Ale znalas powody jego troski o rodzinę. Może to odpowiedzialność jest jego priorytetem.
Zgodzę się, że narzeczona i żona mają być ważne,  choć nie najważniejsze. Rodzina dla wielu ludzi stanowi centrum. Dziewczyna według mnie jeszcze nie. Może na otrzymanie  statusu narzeczonej czegoś mu w Tobie zabrakło lub było za dużo. Nie obrażam,  każdemu według potrzeb. I te Wam się rozjechaly chyba. Niczyja to wina, ani zasługa. Ale nie zgadzam się, że nie powinien się wiązać. Bo ma prawo jak każdy, tylko źle trafia najwidoczniej. Przykre, ale może gdy żadne nie chce odpuścić,  szkoda się męczyć.

Dzięki za wypowiedź.

17

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Nie myślałam że to będzie takie takie trudne.
Od soboty nie mamy kontaktu.
On pisał mi wcześniej że wierzy że to się wszystko poukłada i że ja mam sobie wszystko przemyśleć (chociaż doprawdy nie wiem co)

A teraz cisza i ta przerażająca pustka sad
Tak mi źle.
Przepraszam, wiem że się użalam ale jest mi cholernie źle .....

18

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
sathi_83 napisał/a:

Przez ostatni tydzień byłam porzucona w kąt kiedy on bawił się z rodziną, wychodził na miast, jeździł na gokarty....
A ja czekałm, codziennie sama.
Dość już tego mam.
Nie odezwe się więcej. Nie dam żadnego znaku. Nie warto.
On nie był mnie wart.

To jest wręcz nie do wiary! Trzy lata związku i nie uznał za stosowne uczynić Cię częścią swego życia, tylko: to jest rodzina, a to nie jest rodzina. Czyli kto? Po trzech latach, a jakbyś jakąś nowo poznaną laską była.

Masz rację, nie odzywaj się. Zna Twój adres, zna Twój numer. Priorytety sobie zresztą ustalił już dawno i teraz to okazał.

I jeszcze jedno powiem: jedź na te zaplanowane wakacje. Choćby sama, albo z kumpelą, ale jedź.

19

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
gagatka0075 napisał/a:

Zgodzę się, że narzeczona i żona mają być ważne,  choć nie najważniejsze. Rodzina dla wielu ludzi stanowi centrum. .

A to kim jest narzeczona, albo dziewczyna po 3,5 latach związku? Ja jestem ze swoim partnerem mniej więcej tyle samo czasu i nie wyobrażam sobie izolowania go od mojej rodziny, albo żeby on izolował mnie od swojej. Jeśli ktoś tak robi, tzn. że nie traktuje mnie poważnie. Które miejsce jest wg Ciebie stosowne dla dziewczyny, z którą się jest ponad 3 lata razem? Jeśli to nie była ta jedyna, wystarczająco dobra, by zostać żoną, to trochę długo mu zajęło, żeby sobie zdać z tego sprawę.

20

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
CatLady napisał/a:

I jeszcze jedno powiem: jedź na te zaplanowane wakacje. Choćby sama, albo z kumpelą, ale jedź.

Nie, ja bym się tam źle czuła.
Ciągle bym tylko myslała że to z nim miałam tam być. To nie wchodzi w grę sad

21 Ostatnio edytowany przez sathi_83 (2015-08-17 18:32:30)

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
gagatka0075 napisał/a:

Zgodzę się, że narzeczona i żona mają być ważne,  choć nie najważniejsze. Rodzina dla wielu ludzi stanowi centrum.

Ale mając 35 lat powinno się pomysleć o rodzinie SWOJEJ. Żeby wreszcie być mężem, ojcem....
Jeśli nie ma sie takich priorytetów - powtarzam po raz kolejny, nie brnę w związek!


I jeszcze jedno, to nie jest tak że on mnie odseparował od rodziny, ja sie spotykałam z nimi. Ale praktycznie 1,5 tygodnia nie spędziliśmy chili razem tylko z nimi.
Wkurza mnie to że on jest na każde ich zawołanie.

A jednocześnie tak mnie korci by napisać do niego, zadzwonić. No kocham go, ta miłość się nie wypaliła sad

22 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2015-08-18 09:38:57)

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
CatLady napisał/a:

A to kim jest narzeczona, albo dziewczyna po 3,5 latach związku? Ja jestem ze swoim partnerem mniej więcej tyle samo czasu i nie wyobrażam sobie izolowania go od mojej rodziny, albo żeby on izolował mnie od swojej. Jeśli ktoś tak robi, tzn. że nie traktuje mnie poważnie. Które miejsce jest wg Ciebie stosowne dla dziewczyny, z którą się jest ponad 3 lata razem? Jeśli to nie była ta jedyna, wystarczająco dobra, by zostać żoną, to trochę długo mu zajęło, żeby sobie zdać z tego sprawę.

Uważam, że każdy ma prawo do indywidualnego wyboru,  kto jest w jego życiu najważniejszy. Partner to albo akceptuje,  albo się żegna. Oboje są winni, że to tak długo trwało. Moim zdaniem dlatego, że im na sobie zależało w podobnym stopniu. Może on nie deklarował się, bo nauczony doświadczeniem z poprzedniego, nieudanego związku, po roku wyrzutów, chciał się najpierw przekonać,  czy ona zaakceptuje taki jego styl życia. Zgodziłabym się z jej pretensjami, gdyby ten czas tracił z kolegami, na imprezach, ale zajmowanie się rodziną i remontami nie powinny być  negowane. Tak jak jego zaangażowanie w związek. Jeśli nie miał bab na boku, a autorka dobrze się z nim czuła, to chyba chciał z nią być. Ale bez pretensji, z akceptacją,  zrozumieniem i dojrzałym podejściem. Tego zabrakło,  bo autorka miała większe parcie na wyłączność. Jej prawo, oczywiście. Choć dla mnie "kocham" oznacza "biorę Cie takim, jaki jesteś", a nie "no to teraz ma być tak jak ja chcę ". Taki koncert życzeń nie przejdzie w przypadku 35-letniego człowieka z konkretnymi zachowaniami. Nie dobrali się w tym. Mogła jeszcze wytrzymać, wykorzystać wakacje na naprawę sytuacji i dojście do porozumienia. Szkoda, że emocje wzięły górę.

23

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Autorko tego wątku mamy podobną sytuację. Jestem/ byłam? w związku ponad 8 miesięcy i ostatnio dotarło do mnie, że spędzam z moim facetem kilka/kilkanaście godzin tygodniowo. Tak samo jak Ty od soboty od godz. 17-19 do wieczora dnia następnego. Zauważyłam to dopiero teraz gdy są wakacje i mam więcej wolnego czasu, gdyż nie chodzę na kurs, na który uczęszczam normalnie dwa razy w tygodniu.
Przyczyna braku czasu mojego partnera jest nieco inna jak u Ciebie. Otóż mój facet jest podobno bardzo zapracowany. Dzień w dzień pracuje podobno do godz. 20-21, bo w pracy trzeba coś pilnie zrobić, a to na boku jeszcze chce dorobić, a to w domu musi coś zrobić. W soboty też chodzi do pracy lub robi coś w domu. Absolutnie nie twierdzę, że to źle że jest pracowity. W sumie nawet mi się to podobało, że ma swoje priorytety i nie jest leniwy. Gdy kończy pracę twierdzi, że jest bardzo zmęczony. Jednak zdarzyło mu się, że w piątek o tej 21 wybierał się na piwko do swoich kolegów, zamiast spędzić ten czas ze mną. Jest teraz lato, jasno jest do późnych godzin wieczornych, więc jeśli nie widzi się swojej partnerki cały tydzień to wydaje mi się, że ten czas powinien poświęcić mnie a nie kolegom, z którymi notabene spotyka się w pracy. Druga sprawa ostatnio między słowami w rozmowie z jego rodziną, wywnioskowałam że mój facet śpi codziennie do godz. 9 (ma możliwość wyboru godzin pracy), a wieczorami po pracy gra w Playstation. Wynika więc, że gdyby się postarał to tak naprawdę miałby w tygodniu dla mnie czas, ale jak widać nie jest mu to potrzebne…
Sytuacja która mocno otworzyła mi oczy wydarzyła się w zeszły weekend. Chłopak poprosił mnie jak zwykle, żebym przyjechała do niego na weekend. Tak też zrobiłam. W niedzielę rano telefon od jego dobrego kolegi i jego żony,  że muszą coś pilnie przewieźć (żadna ważna rzecz) i czy mój chłopak im pomoże. Mój przytaknął, zaproponował późne popołudnie i stwierdził do mnie, że pojedziemy tam razem. Ja nie przepadam za tą parą (mój o tym wie) i pomysł mi się nie spodobał, ale tego nie komentowałam chcąc spędzić kilka godzin w spokoju z moim chłopakiem. Gdy wybiła godzina wyjazdu do tej pary, stwierdziłam, że nie pojadę, gdyż będę się tam nudzić, wdychać dym papierosowy (z całej czwórki tylko ja nie palę) i smażyć w mieszkaniu (były wtedy te rekordowe upały). Oznajmiłam, że zostanę u chłopaka w ogrodzie i zrelaksuję się podczas ostatnich godzin weekendu oraz że mi przykro że woli towarzystwo znajomych. Mój bez zastanowienia wsiadł w auto i odjechał, nawet nie próbując mnie namawiać na wspólną wizytę u tej pary.
Gdy do domu przybyli jego rodzice, natychmiast oburzeni zatelefonowali do niego, że jak on może zostawić dziewczynę samą i pojechać do kolegi. On zaraz odłożył telefon, twierdząc że jedzie autostradą i nie może rozmawiać. W między czasie chciałam już wracać do siebie do domu, jednak jego rodzice mi nie pozwolili. Zadzwonili jeszcze raz do niego po jakiś 2 godzinach, co mu tak długo schodzi z tym transportem, na co on że jest na mieście.. Po tym telefonie wzięłam swoje rzeczy od niego z domu i odjechałam. Cała jego rodzina była oburzona jego zachowaniem, obiecywali, że na pewno z nim porozmawiają, bo żaden kolega nie powinien być ważniejszy od dziewczyny. Chcę jeszcze nadmienić, że mój chłopak jest niechętny na wyjścia w gronie moich znajomych. Z reguły jak chcę gdzieś wyjść to muszę iść sama. Dlatego też postawiłam się i nie pojechałam.
W poniedziałek rano telefon od mojego chłopaka – odrzuciłam, później jeszcze trzy które też odrzuciłam. Wieczorem przesłałam mu maila, w którym wylałam cały mój żal wraz ze stwierdzeniem, że jak dorośnie i nauczy się traktować kobiety z szacunkiem to wtedy porozmawiamy. Cisza trwa już 8 dzień. Nie zamierzam się do niego odzywać, bo zrobiłabym sobie tym tylko krzywdę. Uświadczyłabym go w przekonaniu, że może mnie traktować jak koleżankę, a nie dziewczynę, bez szacunku i że mam robić wszystko tak jak on chce i kiedy on chce.
W związku z nim czułam się samotna, nie zauważyłam żeby mnie i moje potrzeby stawiał na pierwszym miejscu. Niewiele wychodziliśmy bo on był zawsze zmęczony. Z jego inicjatywy wychodziły jedynie wyjścia zakrapiane alkoholem. Gdyby chociaż próbował mi wynagrodzić swój brak czasu jakimiś wspólnymi wyjściami czy wyjazdami …
Ten stosunkowo krótki związek, wyglądał bardzo podobnie do mojego poprzedniego 3,5 letniego związku, który był na odległość. Też spotykaliśmy się tylko w weekendy, aż w końcu moja cierpliwość się skończyła. Co więcej też rozstaliśmy się sierpniu . Chyba w tym miesiącu wyjątkowo odczuwam, że moje życie przepływa między palcami, nie korzystam z życia tylko waruje w domu, podporządkowując swoje życie komuś innemu.
PS. Bardzo spodobał mi się komentarz wok’a
„Zmartwię Cię. Wyglada na to, ze związek/znajomość, w jakim byłaś nie stanowił dla niego większej wartości, nie był priorytetowy. Z resztą - sama to widzisz. Walka o to - z nim - nie ma sensu, bo tylko okażesz swoją desperację i upewnisz go, iż niczego nie musi w sobie zmieniac. Walka o tego typu zwiazek to strata czasu. Owszem, zrobiłaś co mogłaś by faceta "olśniło" - on nie jest małym chłopcem i powinien wiedzieć co teraz robić. nic nie rób, daj sobie troche czasu na jakąś reakcje z jego strony. Ale nie obiecuj sobie zbyt duzo... Ten typ ludzi nie jest widać zdolny do stworzenia udanego i zazyłego związku. Wystarczy mu tego namiastka raz na jakiś czas”.

24

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Mam bardzo podobny problem do Ciebie czy mocna sie jakos z Toba skontaktowac sathi?

25

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią
mirinda12 napisał/a:

Mam bardzo podobny problem do Ciebie czy mocna sie jakos z Toba skontaktowac sathi?

można, pisz proszę - mój mail:
sathi_83@o2.pl

26

Odp: czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Hej wyslalam Ci maila:)

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » czuję się jakbym była w związku tą trzecią

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026