Witam nie wiedziałam gdzie napisać... Otóż ja juz nie wiem co robić. Czy odejść czy jest sens próbować dalej jakieś terapię? Proszę niech mi ktoś doradzi... Jesteśmy razem ponad 2 lata mamy cudownego ślicznego ponadrocznegl Synka który chyba jest jedynym powodem dla którego razem jesteśmy... Otoz poznaliśmy się i od razu wielka miłość, po kilku tyg dowiedziałam się że ma dziecko po miesiącu ze jest jest rozwodnikiem ale był taki cudowny a ja byłam taka zakochana że nie pomyślałam żeby odejść tym bardziej ze nie miał z nimi kontaktów. Wielka miłość cudownie po roku narodził się Synuś i od tego momentu się zaczęło. Kłótnie, brak zrozumienia ja czepialam się non stop o jego matkę która totalnie olewala wnuka, o była która czasami pisała, o córkę z zazdrości przyznam,o wszystko. Ale zaczęło się tak naprawdę tyrania od niedawna. Wcześniej w kłótniach sam mnie uspokajal przytulal a teraz... Słyszę co drugi dzień ze jestem szmata, że mnie nienawidzi. Jak płacze potrafi się śmiać kazać mi wypie... Dla Synka jest dobrym tata opiekuje się nim. Widzę jak go kocha ale mnie traktuje jakbym była psem... I to od niedawna. Staram się jak mogę ciepły obiad, czekam w domu aż wróci z pracy, często proszę żeby mnie przytulił nawet pogodziłam się z myślą że nigdy nie założę białej sukni. Kupiliśmy obrączki żeby wziąść ślub po cichu bez świadków bo nikt u mnie nie wie o jego byłej żonie. A on nic nie docenia. Nie wiem co robić. Mam ochotę odejść ale cały czas się godzimy z myślą że będzie dobrze ale cały czas to samo. Kocham go jak myślę jaki był wcześniej. Jakiego mamy synka. Cały czas mam nadzieje ze się zmieni ze zauważy jak mnie rani.ze przeprosi ale tak szczerze... Chciałabym żebyśmy razem wychowali nasze dziecko i może dlatego tak żyje nadzieja na polepszenie.Ale nie wiem czy jest sens jesli mam być wyzwania. Wczoraj np. Przyczepił się do mnie ze wyrzucamy za dużo jedzwnia ze to moja wina i znowu krzyki w moim kierunku . swoją byłą podobno też źle traktował nie bez powodu w pozwie rozwodowym napisała o wyzwiskach ze się znecal psychicznie i olewal. A on twierdzi ze napisała tak by go oczermic ale chyba pisała prawdę... Widzę że on też się zastanawia czy jest sens ale nie chce odejść ze względu na dziecko bo bardzo jest z nim zzyty a traktuje mnie jak obcego czlowieka. Ale czy widzicie tu szanse żeby się coś zmieniło? Co ja mam zrobić? Zależy mi na tym związku chciałabym być pełna rodzina ale nie w ten sposób... Proszę pomóżcie. Musiałam gdzieś to napisac.pozdrawiam.
Podobne tematy
Kłótnie, brak zrozumienia ja czepialam się non stop o jego matkę która totalnie olewala wnuka, o była która czasami pisała, o córkę z zazdrości przyznam,o wszystko. Ale zaczęło się tak naprawdę tyrania od niedawna. Wcześniej w kłótniach sam mnie uspokajal przytulal a teraz... Słyszę co drugi dzień ze jestem szmata, że mnie nienawidzi. Jak płacze potrafi się śmiać kazać mi wypie...
Co posiałaś to zebrałaś... Jak się bardzo stara popsuć, to w końcu się popsuje.
Związek tworzycie Ty i Twój facet. Bez względu na to, czy dalej będziecie podtrzymywać ten związek przy życiu, czy też się rozstaniecie, Ty zawsze będziesz mamą dla swojego dziecka, a Twój facet będzie dla niego Ojcem, i jeżeli rzeczywiście jest dobrym Tatą, takim który kocha swoje dziecko, opiekuje się nim i chce dla niego wszystko co najlepsze, rozstanie nic nie zmieni w ich relacji. No może poza tym, że będą rzadziej się widywali, ale to jest zawsze lepsza opcja niż widok znów kłócących się rodziców. Wasz syn jest jeszcze mały, ale ciężka atmosfera wpływa na niego równie negatywnie jak na Ciebie. Będzie dorastał, coraz więcej będzie rozumiał i wyniesie z rodzinnego domu okropnie podły wzorzec. Przecież jesteś dobrą mamą i nie tego chcesz dla swojego dziecka!
Zresztą mimo to, że kilkakrotnie w swoim poście zasłaniałaś się dobrem syna, i tak wiem, że to głównie ta nadzieja trzyma Cię przy tym facecie.
Nadzieja, że będzie tak jak kiedyś, że będzie szanował, kochał, opiekował się Tobą, że spełnicie Twoje marzenia o ślubie i szczęśliwej rodzinie...
Tymczasem takie absurdalne nadzieje już niejednego człowieka zaprowadziły w najciemniejsze zakamarki życia.
Jesteś powtórzoną w jego życiu historią. To od Ciebie zależy, kiedy napiszesz epilog i zaczniesz pisać nową, optymistyczną i radosną powieść.
Szans na szczęśliwe zakończenie u jego boku dla Ciebie nie widzę.
marysienka321 napisał/a:Kłótnie, brak zrozumienia ja czepialam się non stop o jego matkę która totalnie olewala wnuka, o była która czasami pisała, o córkę z zazdrości przyznam,o wszystko. Ale zaczęło się tak naprawdę tyrania od niedawna. Wcześniej w kłótniach sam mnie uspokajal przytulal a teraz... Słyszę co drugi dzień ze jestem szmata, że mnie nienawidzi. Jak płacze potrafi się śmiać kazać mi wypie...
Co posiałaś to zebrałaś... Jak się bardzo stara popsuć, to w końcu się popsuje.
Czyli Twoim zdaniem to ja jestem najbardziej winna? Może i racja niepotrzebnie często czepialam się o mało znaczące rzeczy, słuchałam rad innych przemawiala przeze mnie zazdrość ze gdzieś tam jest ktoś kto z nim poszedł w pięknej białej sukience, że gdzieś jest dziecko które pierwsze powiedziało tato niż nasze dziecko... Na pewno mam bardzo dużo winy. Zepsułam Go sobie sama teraz tak myślę ale kiedy ja nawet chciałabym wszystko naprawić to czy on mi daje możliwość tymi wyzwiskach? Wczoraj dałam go na próbę powiedziałam ze to koniec myślałam że zawalczy a on olal czytając jego wiadomości zobaczyłam ze tylko jak powiedziałam ze lepiej będzie jak się rozstanieny pisał do kolegi ze przyleci do Niego do pracy... Ja juz nie wiem co robić. Jak to wszystko naprawić dojść do ładu czy da się w takiej sytuacji życ razem jak kiedyś w miłości? Ale czy sami sobie z tym poradzimy? Jak mu mowie o terapii wyśmiewa mnie ze nie stać Go na siedzenie i słuchanie...
Na dodatek on ma mnie dwie twarze przy rodzinie i znajomych jest idealny... Taki jak dawniej. Kochany. Czuly...
Nie daj sobie wkręcić takich absurdów, że to jak bardzo się zmienił, to jak jest między wami teraz, jest przez Ciebie !
Zazdrość o przeszłość Twojego faceta rzeczywiście była niedojrzała, nie powinnaś wstępować w ten związek, skoro było to dla Ciebie zbyt trudną do pokonania barierą, ale to nie jest powód uzasadniający takie zachowanie.
Twoja wina za to jak teraz wygląda wasz związek jest taka, że nadal usilnie próbujesz sama ciągnąć was do przodu.
To Ty dopuściłaś do tego, że sprawy zabrnęły tak daleko. Tym bardziej, że nadal masz problem z zaufaniem. On nie ma szacunku do Ciebie, nic do Ciebie już nie czuje. Na czym Ty chcesz budować tą relację?
Jakim prawem ten KTOŚ wyzywa Cię od "szmat"? Jak może osoba, która kocha powiedzieć coś takiego drugiej osobie?
Sory ale dla mnie to patologia. Nie do wiary jak kobiety dają sie upodlić! Przecież za chwilę Twoje dziecko bedzie tego słuchać i rozumieć. Nie daj Boże potraktuje to zachowanie jako standard życia rodzinnego i później kolejna kobieta bedzie w takiej rozpaczy jak Ty teraz...
Moim zdaniem Twój luby wcale nie chce walczyc o ten związek, co najlepiej pokazuje mówiąc, że nie pójdzie na terapię. Nie wspomnę o ignorowaniu Cie gdy mówiłaś mu, że musicie sie rozstać..
8 2015-08-13 13:03:15 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-13 13:07:58)
Czyli Twoim zdaniem to ja jestem najbardziej winna?
Tak. Zatruwałaś mu życie, mimo że był wobec Ciebie w porządku. Dopieprzałaś się o sprawy, na które nie miał wpływu - bo np. jaki może mieć wpływ na postępowanie swojej matki, osoby dorosłej? Dowalałaś się do jego dziecka z poprzedniego związku. To cud, że jeszcze w ogóle jesteś obecna w jego życiu.
Powiedz mi po co, Twoim zdaniem, człowiek wchodzi w związki? Bo moim, po to, żeby było mu lepiej, a nie gorzej. Związek z takim dopierdalaczem jak Ty tylko pogarsza jakość życia.
Może i racja niepotrzebnie często czepialam się o mało znaczące rzeczy, słuchałam rad innych
Aha, jeszcze słuchałas rad innych, jak się domyślam wymierzonych w niego. Do tego wynosiłas na zewnątrz sprawy Waszego związku... Co niedojrzała panienka nie umie sama pomyśleć? To może teraz doradcy podpowiedzą jak naprawić?
ale kiedy ja nawet chciałabym wszystko naprawić to czy on mi daje możliwość tymi wyzwiskach?
Ale po 1. nie ma obowiązku dawania szansy po raz 154.
Po 2. Z tego co piszesz, to na razie "chcesz naprawić" a nie "zaczęłaś naprawiać". Jak zaczniesz, to się przekonasz czy da Ci szansę.
Jakim prawem ten KTOŚ wyzywa Cię od "szmat"? Jak może osoba, która kocha powiedzieć coś takiego drugiej osobie?
A jakim prawem ona mu zatruwała życie ciągłym dopierdalaniem się?
Marysienka-wina jeśli można tak powiedzieć leży po obu stronach. Twoja-ze byłaś "czepialska"o pierdolki, a z drugiej strony za wszelką cenę staralaś się mu przypodobać, mimo jego nkedopuszczalnego zachowania.
Jeżeli facet wzywa Cię w efekcie od szmat, lekceważy, podnóża a na dodatek jest hipokryta, który jest inny wśród ludzi a inny w domu, to co ty z nim jeszcze robisz? On Cię nie szanuje i nie będzie szanował. Dopóki sama siebie nie będziesz s zanowala. Kiepsko widzę niestety dalszą waszą relację ![]()
Marysienka-wina jeśli można tak powiedzieć leży po obu stronach. Twoja-ze byłaś "czepialska"o pierdolki, a z drugiej strony za wszelką cenę staralaś się mu przypodobać, mimo jego nkedopuszczalnego zachowania.
Czytaj ze zrozumieniem. NAJPIERW i to długo było jej dowalanie się, a on ją "uspokajal przytulal". Aż się pałka przegła... No nikt normalny nie pozwoli na robienie z siebie worka treningowego dla niezrównoważonej osoby.
rossanka napisał/a:Marysienka-wina jeśli można tak powiedzieć leży po obu stronach. Twoja-ze byłaś "czepialska"o pierdolki, a z drugiej strony za wszelką cenę staralaś się mu przypodobać, mimo jego nkedopuszczalnego zachowania.
Czytaj ze zrozumieniem. NAJPIERW i to długo było jej dowalanie się, a on ją "uspokajal przytulal". Aż się pałka przegła... No nikt normalny nie pozwoli na robienie z siebie worka treningowego dla niezrównoważonej osoby.
Dlatego powinna od niego odejść.Skoro dochodzi już do tego,że on ją wyzywa od szmat i krzyczy,że jej nienawidzi,jaknto dalej ciągnąć?Ona normalnie robi za worek treningowy na którym sie ten niezrównoważony osobnik wyzywa .Na dodatek czort go tam wie dlaczego rozwiódł się z pierwszą żoną.A może też nią pomiatatał?Może bił?tego nie wiemy.
Marysienka-facet agresywny,hipokryta w ogóle nie nadaje się na partnera.
A dwa,nie myslalas moze o jakiejś terapii dla siebie?Musisz żyć swoim życiem a nie uwieszac się na partnerze i budować swoje codzienne życie wokół jego.Inaczej każdy związek spisany jest na straty.Twój mężczyzna nie może przesłania ci całego świata.wskazana jest równowaga.
rossanka
Jasne, głaszcz awanturnicę po główce. W kolejnych związkach będzie robić to samo... Hipokryzja to jest to co uprawiasz. Ewidentnie to ona znęcała się nad facetem, aż w końcu zaczął jej tak samo odpowiadać. Ale ty znęcającą się kobietę pochwalisz...
Czepiała się, ale on już jej to oddał z nawiązką w skali "ty mnie kopniesz a ja ci utnę nogę".
Odeszłabym od psychola, a potem zaczęłabym pracę nad sobą.
14 2015-08-13 14:06:37 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-13 14:10:38)
Czepiała się, ale on już jej to oddał z nawiązką w skali "ty mnie kopniesz a ja ci utnę nogę".
Proszę o podanie mi metodologii tych pomiarów, bo na razie nie traktuję tego poważnie...
Odeszłabym od psychola, a potem zaczęłabym pracę nad sobą.
To ona jest psycholem. On ma powód do takiego zachowania, ona nie miała.
Ale macie problem, żeby uczciwie spojrzeć na kobietę - nic tylko śpiewka "Facet to świnia". Taka postawa tłumaczy ilość samotnych frustratek na tym forum ![]()
Nie umiecie krytycznie spojrzeć na inna kobietę, bo nie umiecie na same siebie.
rossanka
Jasne, głaszcz awanturnicę po główce. W kolejnych związkach będzie robić to samo... Hipokryzja to jest to co uprawiasz. Ewidentnie to ona znęcała się nad facetem, aż w końcu zaczął jej tak samo odpowiadać. Ale ty znęcającą się kobietę pochwalisz...
A może on w końcu jej przyleje jak się wkurzy? I co ty na to? Bo do tego zmierza.
co robić? odejść.
17 2015-08-13 14:14:43 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-13 14:15:41)
A może on w końcu jej przyleje jak się wkurzy? I co ty na to? Bo do tego zmierza.
Ale to nie zmienia faktu, że sytuacja między nimi jest jej winą, że ona na razie "chce naprawiać" a nie "naprawia" oraz że naprawić powinien ten co popsuł.
co robić? odejść.
Czyli jak coś popsujesz, to uciekasz bez próby naprawienia?
18 2015-08-13 14:54:36 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-08-13 14:57:38)
Proszę o podanie mi metodologii tych pomiarów, bo na razie nie traktuję tego poważnie...
OK.
Z jednej strony mamy czepianie się.
Z drugiej strony mamy nazywanie szmatą, "nienawidzę cię", "wypierd..", jej płacz i jego śmiech w kontekście tego płaczu, oraz... czepianie się, jak np. o to jedzenie.
Naprawiać powinie ten co psuje, więc niech szanowny pan naprawia razem z panią, bo teraz właśnie psuje. Stanowisko pokrzywdzonego juz dawno mu nie przysługuje.
Odwróć teraz role. Nie dziewczyna, ale chłopak się żali, przyznaje że się czepiał, ale teraz partnerka tak go traktuje jak wyżej.
Co mu radzisz? Czy nazywasz go psycholem i twierdzisz, że to wszystko jego wina, a ona ma powód do takiego zachowania?
rossanka napisał/a:A może on w końcu jej przyleje jak się wkurzy? I co ty na to? Bo do tego zmierza.
Ale to nie zmienia faktu, że sytuacja między nimi jest jej winą, że ona na razie "chce naprawiać" a nie "naprawia" oraz że naprawić powinien ten co popsuł.
No to powinien jej przylać jak się wkurzy kiedy uzna że to jej wina, czy nie?
20 2015-08-13 15:03:13 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-13 15:10:33)
Z jednej strony mamy czepianie się.
Nie, mamy złośliwe dopieprzanie się za coś, za co on nie odpowiada (poczynania jego matki). Mamy atak na jego dziecko. To wszystko bez powodu i trwające długo. Mamy nielojalność - wynoszenie spraw poza związek i korzystanie z rad osób z boku,.
Z drugiej strony mamy nazywanie szmatą, "nienawidzę cię", "wypierd..", jej płacz i jego śmiech w kontekście tego płaczu, oraz... czepianie się, jak np. o to jedzenie.
No cóż, zasada jest taka - stosując przemoc, godzisz się na przemoc wobec siebie. Czyli pani się na to godziła.
Naprawiać powinie ten co psuje, więc niech szanowny pan naprawia razem z panią, bo teraz właśnie psuje. Stanowisko pokrzywdzonego juz dawno mu nie przysługuje.
On nic nie psuje, bo trudno popsuć coś co już zostało popsute. A zostało przez nią, przez przemoc z jej strony/
Odwróć teraz role. Nie dziewczyna, ale chłopak się żali, przyznaje że się czepiał, ale teraz partnerka tak go traktuje jak wyżej.
Co mu radzisz? Czy nazywasz go psycholem i twierdzisz, że to wszystko jego wina, a ona ma powód do takiego zachowania?
Dokładnie tak. Bo myślę mózgiem, a nie genitaliami. Czego i Wam życzę...
No to powinien jej przylać jak się wkurzy kiedy uzna że to jej wina, czy nie?
Nie histeryzuj. Sytuacja, która nie zaistniała, nie ma znaczenia. To tylko produkt Twojej wyobraźni, która nie potrafi przyznać, że to kobieta rozwaliła związek. Nota bene, nawet gdyby jej przywalił, to i tak nie ma znaczenia dla odpowiedzialności za rozwalenie związku. Bo nigdy fakty późniejsze nie wpływają na wcześniejsze, a ten związek ona już rozwaliła.
Czarna Kotka napisał/a:Z jednej strony mamy czepianie się.
Nie, mamy złośliwe dopieprzanie się za coś, za co on nie odpowiada (poczynania jego matki). Mamy atak na jego dziecko. To wszystko bez powodu i trwające długo. Mamy nielojalność - wynoszenie spraw poza związek i korzystanie z rad osób z boku,.
Czarna Kotka napisał/a:Z drugiej strony mamy nazywanie szmatą, "nienawidzę cię", "wypierd..", jej płacz i jego śmiech w kontekście tego płaczu, oraz... czepianie się, jak np. o to jedzenie.
No cóż, zasada jest taka - stosując przemoc, godzisz się na przemoc wobec siebie. Czyli pani się na to godziła.
Czarna Kotka napisał/a:Naprawiać powinie ten co psuje, więc niech szanowny pan naprawia razem z panią, bo teraz właśnie psuje. Stanowisko pokrzywdzonego juz dawno mu nie przysługuje.
On nic nie psuje, bo trudno popsuć coś co już zostało popsute. A zostało przez nią, przez przemoc z jej strony/
Czarna Kotka napisał/a:Odwróć teraz role. Nie dziewczyna, ale chłopak się żali, przyznaje że się czepiał, ale teraz partnerka tak go traktuje jak wyżej.
Co mu radzisz? Czy nazywasz go psycholem i twierdzisz, że to wszystko jego wina, a ona ma powód do takiego zachowania?Dokładnie tak. Bo myślę mózgiem, a nie genitaliami. Czego i Wam życzę...
rossanka napisał/a:No to powinien jej przylać jak się wkurzy kiedy uzna że to jej wina, czy nie?
Nie histeryzuj. Sytuacja, która nie zaistniała, nie ma znaczenia. To tylko produkt Twojej wyobraźni, która nie potrafi przyznać, że to kobieta rozwaliła związek. Nota bene, nawet gdyby jej przywalił, to i tak nie ma znaczenia dla odpowiedzialności za rozwalenie związku. Bo nigdy fakty późniejsze nie wpływają na wcześniejsze, a ten związek ona już rozwaliła.
Przywalic kobiecie można, bo to ona zaczęła?
Nie, mamy złośliwe dopieprzanie się za coś, za co on nie odpowiada (poczynania jego matki). Mamy atak na jego dziecko. To wszystko bez powodu i trwające długo. Mamy nielojalność - wynoszenie spraw poza związek i korzystanie z rad osób z boku,.
Powód zawsze jakiś jest. Nic się nie dzieje bez powodu.
Autorka widzi swoje błędy i jawnie się do nich przyznaje. Szanownego pana na to nie stać, zapewne "honor" mu nie pozwala.
No cóż, zasada jest taka - stosując przemoc, godzisz się na przemoc wobec siebie. Czyli pani się na to godziła.
Pani się na nic nie godziła, ekstrapolujesz swoje "poczucie sprawiedliwości" na innych ludzi. Ja rozumiem, że komuś mogą nie wytrzymac nerwy i gwałtownie zareaguje. Ale długotrwałe poniżanie z premedytacją, inwektywy, przemoc werbalna, tego się nie da wytłumaczyć i usprawiedliwić tak, żeby pan wyszedł z tego bez skazy, jak byś chciał. Bo Autorka ma swoje za uszami, ale ten facet już jej to oddał pięć razy. A w tle jest jeszcze dziecko, które na to wszystko patrzy. Dojrzała osoba, która nie może dogadać się z partnerem, stara się kulturalnie przejść rozstanie, tak żeby dziecko ucierpiało na tym jak najmniej. A nie nazywać partnerkę szmatą itd. To już jest patologia.
On nic nie psuje, bo trudno popsuć coś co już zostało popsute.
Wiesz, można urwać samochodzikowi kółko, a można też rozwalić go młotkiem na małe kawałeczki.
Dokładnie tak. Bo myślę mózgiem, a nie genitaliami. Czego i Wam życzę...
Uwierzę jak zobaczę, a nawet jeśli, to będzie tylko oznaczało, że kontekst płci nie wpływa na Twoje problemy z oceną sytuacji ![]()
Bo nigdy fakty późniejsze nie wpływają na wcześniejsze, a ten związek ona już rozwaliła.
OK. Dajmy na to, jesteśmy znajomymi, a Ty z jakiegoś powodu mnie obraziłeś. Może nawet nieświadomie. Starasz się to naprawić, ale ja przyjdę i spalę Ci mieszkanie, a następnie oświadczę, że nie ma to znaczenia dla naszej relacji, bo to Ty ją rozwaliłeś i wszystko co się stało to Twoja wina. Zgodzisz się ze mną oczywiście, prawda? Bo jeśli jedna strona zrobiła coś źle, to to usprawiedliwia wszystkie podłości, które na nią w ramach rewanżu spadną.
Czarna kotka- po mojemu oboje zawinili, co już wcześniej pisałam.
Autorka- była jak pisze "czepialska", on się wkurzał, może jeszcze o coś chodziło - znamy tylko fragment tej historii.
potem, zaczęły się kłótnie, docinki aż jej partner przekroczył granice(tak te "szmaty, nie nawidze cie- to jego słowa).tak się zastanawiam, jeżeli on tak reaguje
w czasie kłótni, to ja wiałabym od niego.Z reszta często faceci agresywni w stosunku do kobiet czują siłę, bo kobiety są fizycznie słabsze na ogół..W stosunku do innego faceta by sobie na to nie pozwolił, bo by się
go po prostu bał.
Autorko- hm.Chyba jednak bez poważnej rozmowy się nie obejdzie.Możliwe, że w tym przypadku dojdzie raczej do waszego rozejścia, bo
z tego co piszesz to ani uczuć ani szacunku między Wami już nie ma, a wasze dziecko jak ma się wychowywać w takich warunkach?
A Ty może pomyśl o jakiejś pomocy z zewnątrz, żybyś takich błędów w przyszłości nie popełniała.
24 2015-08-13 17:13:32 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-13 17:25:13)
Przywalic kobiecie można, bo to ona zaczęła?
Po 1. jakbyś opanowała zasady cytowania, to byłoby prościej z Tobą rozmawiać.
Po 2. Czy ja napisalem, że można przywalić? Czytaj ze zrozumieniem...
Po 3. Przestań wreszcie wracać do produktu swojej wyobraźni, bez związku z tym wątkiem.
Powód zawsze jakiś jest. Nic się nie dzieje bez powodu.
To jak wejdzie kobieta bita przez męża, albo zdradzana - od razu jej ten frazes wklej. Skoro bije albo zdradza, to musi mieć powód, bo nic nie dzieje się bez powodu...
Autorka widzi swoje błędy i jawnie się do nich przyznaje. Szanownego pana na to nie stać, zapewne "honor" mu nie pozwala.
Aha, bo nie przyszło do główki, że było już tego za dużo i on zwyczajnie ma jej dość... I przyznaje się przed nami, czy przed konkubentem, tego nie wiemy ![]()
Pani się na nic nie godziła, ekstrapolujesz swoje "poczucie sprawiedliwości" na innych ludzi. Ja rozumiem, że komuś mogą nie wytrzymac nerwy i gwałtownie zareaguje. Ale długotrwałe poniżanie z premedytacją, inwektywy, przemoc werbalna, tego się nie da wytłumaczyć i usprawiedliwić tak, żeby pan wyszedł z tego bez skazy, jak byś chciał. Bo Autorka ma swoje za uszami, ale ten facet już jej to oddał pięć razy.
Jeszcze raz - jak policzyłaś te 5 razy? Podaj metodologię, dane wyjściowe itd. Dopóki tego nie zrobisz, jest to tylko i wyłącznie beztroska bablanina.
I tak, tak uważam, że jak walę kogoś w łeb, to mogę oberwać i pretensję mogę mieć tylko do siebie.
I zobacz jak przekłamujesz fakty. Autorka sama pisze, że znęcała się nad facetem przez około rok ("narodził się Synuś i od tego momentu się zaczęło", "mamy cudownego ślicznego ponadrocznegl Synka") a on zaczął jej odpowiadać od niedawna ("zaczęło się tak naprawdę tyrania od niedawna")! Co ty z tego robisz? Ano to, że ON stosuje "długotrwałe poniżanie". Nie, to kłamstwa. Długotrwałe poniżanie stosowała ONA.
Wiesz, można urwać samochodzikowi kółko, a można też rozwalić go młotkiem na małe kawałeczki.
Aha, taka mądrość ala Paulo Coelho... Osobiście jego mądrości uważam za bardzo płytkie...
Uwierzę jak zobaczę, a nawet jeśli, to będzie tylko oznaczało, że kontekst płci nie wpływa na Twoje problemy z oceną sytuacji
Akurat nie mam problemu z oceną sytuacji. Zresztą, to raczej domena kobiet, a w szczególności netkobiet. Wy nie umiecie przyznać się do własnych błędów, więc przy takich historiach robicie projekcje - identyfikujecie się z kobietą, wbrew faktom, wbrew rozumowi.
OK. Dajmy na to, jesteśmy znajomymi, a Ty z jakiegoś powodu mnie obraziłeś. Może nawet nieświadomie. Starasz się to naprawić, ale ja przyjdę i spalę Ci mieszkanie, a następnie oświadczę, że nie ma to znaczenia dla naszej relacji, bo to Ty ją rozwaliłeś i wszystko co się stało to Twoja wina. Zgodzisz się ze mną oczywiście, prawda? Bo jeśli jedna strona zrobiła coś źle, to to usprawiedliwia wszystkie podłości, które na nią w ramach rewanżu spadną.
Ale nikt jej domu nie spalił, nikt jej nie uderzył Za słowa dostaje słowa. Czyli są zachowane proporcje = dostaje to na co zasłużyła. Poza tym nikt jej na sznurku nie trzyma - nie umie naprawić (no, na razie jeszcze nie zaczęła naprawiać, tylko "chce"), droga wolna. Jak widać z jej opowieści, pan ma jej tak ciężko dosyć, że marzy, żeby zniknęła z jego życia.
aż jej partner przekroczył granice.
Nie, granice to ona przekroczyłą. Ona sprawiła, że związek jest jaki jest. A on się tylko dostosował.
Z reszta często faceci agresywni w stosunku do kobiet czują siłę, bo kobiety są fizycznie słabsze na ogół.
Akurat w tym przypadku, to ona była agresywna, to ona stosowała jako pierwsza przemoc. Więc o czym ty znowu piszesz?
To teraz pytania do autorki:
1. Czy przeprosiła męża za swoje wybryki (na razie widzę, że czeka aż on ją przeprosi, co jest już śmieszne)?
2. Czy podała mu pomysł na zapobieżenie jej agresji, nielojalności na przyszłość?
3. Co zrobiła, żeby mu zrekompensować piekiełko, w które zamieniła ich życie?
rossanka napisał/a:Przywalic kobiecie można, bo to ona zaczęła?
Po 1. jakbyś opanowała zasady cytowania, to byłoby prościej z Tobą rozmawiać.
Po 2. Czy ja napisalem, że można przywalić? Czytaj ze zrozumieniem...
Po 3. Przestań wreszcie wracać do produktu swojej wyobraźni, bez związku z tym wątkiem.odp 2 Czy możesz w końcu odpowiedzieć, czy facet/partner/mąż może przywalić swojej kobiecie? Bo nie odpowiedziałeś jak dotąd.
EeeTam napisał/a:To jak wejdzie kobieta bita przez męża, albo zdradzana - od razu jej ten frazes wklej. Skoro bije albo zdradza, to musi mieć powód, bo nic nie dzieje się bez powodu...
Facet może uderzyć jeden raz.Następnie się go zostawia/rozwodzi się z nim. Nie ma żadnego powodu dla bicia,bo potem faktycznie kobieta jest winna, bo zdenerwowała swoim zachowaniem męża, to oberwała.Przykre, że niektore kobiety w to wierzą. Nic nie usprawiedliwia bicia partnera. A damski bokser to już dno. Na szczeście nie ma go w opisie problemu autorki.Bo poradziłabym aby z marszu zabrała dzieciaka i wiała jak najdalej.
rossanka napisał/a:aż jej partner przekroczył granice.
Nie, granice to ona przekroczyłą. Ona sprawiła, że związek jest jaki jest. A on się tylko dostosował..
Ciekawe, czy z pierwszą żoną się tez tak dostosował.Widac ma pecha do kobiet.
BTW Ee-tam, dlaczego nie umiesz normalnie porozmawiać? Autorka ma jakiś problem, a ty mącisz tu, jątrzysz, oskarżasz wszystkie kobiety, atakujesz forumowiczki.Cos ci jakaś kobieta zrobiła prywatnie?
Tak się zajeżasz w stosunku do kobiet i to siedzących po drugiej stronie monitora, że strach co to by było oko w oko?
Nie stoisz wyżej nad nikim, więc po co te protekcjonalne tony i kąśliwe uwagi?
Ciekawe, czy z pierwszą żoną się tez tak dostosował.Widac ma pecha do kobiet.
Jest to możliwe. Są ludzie, którzy wciąż ładują się w związku z psychopatkami.
BTW Ee-tam, dlaczego nie umiesz normalnie porozmawiać? Autorka ma jakiś problem
I chcesz jej pomóc przez zakłamanie tego problemu? Osobiście bym nie chciał takiej pomocy...
a ty mącisz tu, jątrzysz, oskarżasz wszystkie kobiety, atakujesz forumowiczki.Cos ci jakaś kobieta zrobiła prywatnie?
Tak się zajeżasz w stosunku do kobiet i to siedzących po drugiej stronie monitora, że strach co to by było oko w oko?Nie stoisz wyżej nad nikim, więc po co te protekcjonalne tony i kąśliwe uwagi?
Bo inaczej nie da się rozmawiać z osobami stosującymi przekłamania i myślenie genitaliami (tzw. solidarność jajników). Raczej bym Ciebie spytał, dlaczego tak zażarcie bronisz osoby, która komuś zrobiła piekło na ziemi. Czyżby podobieństwo?
Przejrzałam jeszcze raz pierwszego posta autorki i dwa zdania mnie uderzyły:
"-Słyszę co drugi dzień ze jestem szmata, że mnie nienawidzi. Jak płacze potrafi się śmiać kazać mi wypie.."
On jej wogóle nie szanuje, co ona ma mu wynagrodzić i za co przepraszać?
.A drugie zdanie:
"-swoją byłą podobno też źle traktował nie bez powodu w pozwie rozwodowym napisała o wyzwiskach ze się znecal psychicznie i olewal. A on twierdzi ze napisała tak by go oczermic ale chyba pisała prawdę"
Miałam rację, z poprzednią żoną było tak samo. ![]()
rossanka napisał/a:Ciekawe, czy z pierwszą żoną się tez tak dostosował.Widac ma pecha do kobiet.
Jest to możliwe. Są ludzie, którzy wciąż ładują się w związku z psychopatkami.
Tu się zgodzę, często swój ciągnie do swego.
I chcesz jej pomóc przez zakłamanie tego problemu? Osobiście bym nie chciał takiej pomocy...
Przecież Tobie nie pomagam, więc nie ma problemu.
Bo inaczej nie da się rozmawiać z osobami stosującymi przekłamania i myślenie genitaliami (tzw. solidarność jajników). Raczej bym Ciebie spytał, dlaczego tak zażarcie bronisz osoby, która komuś zrobiła piekło na ziemi. Czyżby podobieństwo?
Jaka solidarność? czytaj ze zrozumieniem.Już w jednym z pierwszych postów napisałam, że obydwoje zawinili.Tylko, że on przegina już i to grubo.
Ja bronię?Przecież nie znam kobiety. Dziwnie to odbierasz.
Z tym podobieństwem to już kompletnie nie trafiłeś.
29 2015-08-13 17:36:22 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-13 17:40:35)
Przejrzałam jeszcze raz pierwszego posta autorki i dwa zdania mnie uderzyły:
"-Słyszę co drugi dzień ze jestem szmata, że mnie nienawidzi. Jak płacze potrafi się śmiać kazać mi wypie.."
On jej wogóle nie szanuje, co ona ma mu wynagrodzić i za co przepraszać?
A za co ma ją szanować? Jak szanować osobę niezrównoważoną i niesamodzielną w myśleniu?
"-swoją byłą podobno o wyzwiskach ze się znecal psychicznie i olewal. A on twierdzi ze napisała tak by go oczermic ale chyba pisała prawdę"
Miałam rację, z poprzednią żoną było tak samo.
Aha, ona pisze "podobno", ale ty już wiesz na pewno... Przejrzałem kilka twoich postów,. Rozmowy z tobą - wybacz - sensu nie mają, bo we wszystkim szukasz winy mężczyzny. Dla mnie to jest chore - służę cytatami jak się zaczniesz wypierać.
Tu się zgodzę, często swój ciągnie do swego.
Mylisz się. Często właśnie normalni ludzie, tylko np. DDA, DDD pakują się seryjnie w związki z czubami.
Przecież Tobie nie pomagam, więc nie ma problemu.
Nikomu nie pomagasz. Może poza sobą samą, skoro żaden facet Cię nie chce, to czujesz ulgę wylewając pomyje na mężczyzn. Tylko to chyba nie jest dobra droga...
Jaka solidarność? czytaj ze zrozumieniem.Już w jednym z pierwszych postów napisałam, że obydwoje zawinili.Tylko, że on przegina już i to grubo.
Moim zdaniem, w niczym nie przegina. Pani jest fanką awantur, to ma awantury. Więc o co chodzi?
ps.
Naprawdę opanowanie zasad cytowania oraz edytowania jest dla Ciebie zbyt trudne?
30 2015-08-13 17:45:16 Ostatnio edytowany przez rossanka (2015-08-13 17:50:11)
A za co ma ją szanować? Jak szanować osobę niezrównoważoną i niesamodzielną w myśleniu?
Może po prostu jak człowieka?
Aha, ona pisze "podobno", ale ty już wiesz na pewno... Przejrzałem kilka twoich postów,. Rozmowy z tobą - wybacz - sensu nie mają, bo we wszystkim szukasz winy mężczyzny. Dla mnie to jest chore - służę cytatami jak się zaczniesz wypierać.
Nie dlaczego, ja ogólnie bardzo lubię mężczyzn i walcze z przkonaniami, że "wszyscy faceci to świnie","albo "każdy facet to zdradzacz"- jest iluś tam beznadziejnych (kobiet też) , ale ogólnie jestem nastawiona pozytywnie.Ale przyznasz, że jak ten konkretny facet krzyczy do swojej partnerki, że jest szmatą i każe jej wy..... . To jak o nim, świadzczy?
Przeciez nie musisz ze mną rozmawiać, jak czujesz, że dla Ciebie to jest bez sensu.To tylko forum.
Nie zawsze pisze z laptopa, wiec wszelkie cytowania w czasie odpowiedzi z telefonu - nie można wymagać cudów
31 2015-08-13 17:50:58 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-13 17:56:19)
Może po prostu jak człowieka?
Ja nie szanuję ludzi z automatu - trudno mi szanować kogoś niezrównoważonego, dziecinnego, robiącego jazdy za darmo... To, że ktoś jest człowiekiem, to żadna jego zasługa.
Nie dlaczego, ja ogólnie bardzo lubię mężczyzn i walcze z przkonaniami, że "wszyscy faceci to świnie","albo "każdy facet to zdradzacz"- jest iluś tam beznadziejnych (kobiet też) , ale ogólnie jestem nastawiona pozytywnie.Ale przyznasz, że jak ten konkretny facet krzyczy do swojej partnerki, że jest szmatą i każe jej wy..... . To jak o nim, świadzczy?
Przeciez nie musisz ze mną rozmawiać, jak czujesz, że dla Ciebie to jest bez sensu.To tylko forum.
Ale Ty uporczywie patrzysz na ostatni etap, a nie dostrzegasz co do niego doprowadziło. Ciekawe jak Ty byś zniosła dowalanie się do Ciebie za darmo.Wwczuj się, jesteś z facetem. On wciąż się dowala - o to, że Twoja matka coś nie tak zrobiła, o to, że Twoje dziecko jest nie takie. Do tego wynoszenie Waszych spraw poza związek i postępowanie pod wpływem głupich rad kolegów. I trwa to rok. Byłabyś spokojna, zrównoważona, odnosiła się z szacunkiem?
I naprawdę mam Ci dać cytaty z innych wątków na Twój stosunek do mężczyzn? Proszę bardzo, pierwszy z brzegu. Kobieta nie chce z mężem jechać na polowanie, nie dzwoni do niego, a po jego powrocie wali focha, że on nie zadzwonił. Zrąbała mu całą przyjemność, całe zadowolenie z fajnego weekendu. Twój komentarz:
"Zachowałaś się w porządku."
Stanowisko zmieniłaś, gdy okazało się, że nawet kobiety mają inne zdanie. Co dowodzi, że nawet jak na standardy tego forum, jesteś wybitnie negatywnie nastawiona do mężczyzn.
W każdym razie, możesz twierdzić co chcesz, nawet, że jesteś królową brytyjską, ale twoje posty mówią co innego.
32 2015-08-13 17:57:13 Ostatnio edytowany przez rossanka (2015-08-13 17:59:08)
Ale Ty uporczywie patrzysz na ostatni etap, a nie dostrzegasz co do niego doprowadziło. Ciekawe jak Ty byś zniosła dowalanie się do Ciebie za darmo.Wwczuj się, jesteś z facetem. On wciąż się dowala - o to, że Twoja matka coś nie tak zrobiła, o to, że Twoje dziecko jest nie takie. Do tego wynoszenie Waszych spraw poza związek i postępowanie pod wpływem głupich rad kolegów. I trwa to rok. Byłabyś spokojna, zrównoważona, odnosiła się z szacunkiem?
Wiesz co bym zrobiła?W koncu bym porozmawiała:o co ci chodzi, dlaczego tak się zachowujesz, gdzie masz problem?
Jeśli byśmy się jednak nie dogadali między sobą - trudno, idziemy na terapię dla par, może ktos z zewnątrz pomoże.
Jeśli to nic nie da - rozstajemy się. Szkoda tylko dziecka. A może lepiej dla niego.
W życiu nikogo od szmat czy czegoś gorszego nie wyzwałam.W ogóle nie klne.
Ale to już off top , a wątek jest Autorki, która gdzieś zniknęła. A tu się niepotrzebnie bije piane.
edit
Dawaj który to wątek bo nie pamiętam.
edit 2
dobra, przejrzałeś mnie, naprawdę nie cierpię facetów.Niech będzie.
33 2015-08-13 18:04:41 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-13 18:07:42)
Wiesz co bym zrobiła?W koncu bym porozmawiała:o co ci chodzi, dlaczego tak się zachowujesz, gdzie masz problem?
Ale on z nią próbował rozmawiać - ba, tulił, uspokajał. Aż pałka się przegła...
W życiu nikogo od szmat czy czegoś gorszego nie wyzwałam.W ogóle nie klne.
Ale nie każdy jest Tobą. I to zawsze trzeba pamiętać: nie każdy jest mną i nie musi reagować tak jak ja oraz nigdy nie wiesz co siedzi w głowie drugiego człowieka, wpływ masz przede wszystkim na siebie i swoje zachowanie.
Dawaj który to wątek bo nie pamiętam.
Masz linka na mailu (o ile strona przekierowuje już maile...)
Kończąc wątek autorki, nie wróżę jej powodzenia z taką postawą: " Wczoraj dałam go na próbę powiedziałam ze to koniec myślałam że zawalczy a on olal". TO dalej dziecinada - jej się wydaje, że jak doprowadziła do takiej sytuacji, to szczeniackim szantażem i próbą ustawiania go do kąta coś załatwi... Chyba szybsze rozstanie ![]()
34 2015-08-13 18:29:40 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2015-08-13 18:38:38)
Podaj mi jedną rzecz, która wydarzyła się CAŁKOWICIE bez powodu.
Deszcz pada z jakiegoś powodu. Skóra robi się brązowa od słońca z jakiegoś powodu. Baba czepia się chłopa z jakiegoś powodu - może jest niestabilna emocjonalnie (co też ma jakiś powód), może niewłaściwie wyraża lęki (co też ma jakiś powód). Chłop oddaje babie z nawiązką. Co też ma jakiś powód.
Jeszcze raz - jak policzyłaś te 5 razy? Podaj metodologię, dane wyjściowe itd. Dopóki tego nie zrobisz, jest to tylko i wyłącznie beztroska bablanina..
A Ty jak policzyłeś, że to NIE BYŁO 5 razy? Metodykę tu proszę, bo jak nie to bablanina.
Ja zauważyłam, że autorka popełniała błędy. Autorka zauważyła, że popełniała błędy. Stara się je naprawić. Pan poprzestaje na popełnianiu błędów.
Jeszcze raz: jak coś nie pasuje, to się próbuje naprawić, a jak się nie da naprawić, to się odchodzi.
Coś się nie zgadza?
"Długotrwałe" coś może być nawet po tygodniu. Pomyśl o bólu zęba.
Co do mądrości Paulo Coelho, to, no cóż, jak się nie ma dobrej, merytorycznej odpowiedzi na jakiś argument, to można go przynajmniej spróbować zbagatelizować.
Naprawiać już zaczęła dawno, ale żeby coś naprawić, potrzeba dobrej woli drugiej strony. Bez tego to ona może na rzęsach stawać.
Zresztą, taka nagła zmiana frontu i wrogość wobec partnera często oznacza, że pojawił się ktos trzeci.
Partner Autorki MA ją za co przepraszać. Może kiedyś nie miał, ale teraz już ma.
Nie musiał "dostosowywać się" do Autorki. Nikt mu nie kazał. To była jego własna decyzja. Która wystawia mu świadectwo. Bynajmniej nie niewinnej ofiary.
"Ciekawe jak Ty byś zniosła dowalanie się do Ciebie za darmo.Wwczuj się, jesteś z facetem. On wciąż się dowala - o to, że Twoja matka coś nie tak zrobiła, o to, że Twoje dziecko jest nie takie."
Nie wyzywałabym od głupich (organów), nie darła się, tylko postawiła ultimatum: terapia, a jak nie, to rozstanie.
Da się. O ile się nie jest bucem.
"wpływ masz przede wszystkim na siebie i swoje zachowanie"
Ciekawe czy ten pan to wie.
EeeTam, Twój styl pisania jest niesamowity. Nawet jak się z Tobą zgadzam, to tak mnie irytuje, że mam ochotę polemizować dla zasady. (Wybacz głupiej kłótliwej 20latce)
Co do autorki to Twoja wina. Skopałaś, ale jak dla mnie nie masz szans na odbudowę związku. On już Cię nie kocha i nie szanuje. Utracony szacunek jest praktycznie nie do odzyskania.
To aż zdumiewające jak kobieta potrafi zepsuć 100% sytuację... Toż on Ci już pierścionek dał.
...inaczej nie da się rozmawiać z osobami stosującymi przekłamania i myślenie genitaliami (tzw. solidarność jajników). Raczej bym Ciebie spytał, dlaczego tak zażarcie bronisz osoby, która komuś zrobiła piekło na ziemi. Czyżby podobieństwo?
Zmartwię Cię EeeTam, bo nie mam jajników, jestem mężczyzną a swoje stanowisko umiejscawiam po stronie Twoich "przeciwniczek" ![]()
Zatem o jakiejś "solidarności jajników" trudno tu mówic... Nie będe się tu rozwodzić o jakimś zastanawiającym zacietrzewieniu i niesamowitej agresji (przez ten upał?) jaka widać w Twoich postach. Opanuj sie trochę...
Jakoś cała winę zwalajac na Autorkę zapomniałeś o drobnostce: facet ZATAIŁ przed Autorką posiadanie dziecka, ZATAIŁ posiadanie statusu "rozwodnik". A to o jego postawie od samego początku wobec Autorki dość specyficznie swiadczy...
Grzechy Autorki (sceny, żale itp.) są częste w związkach, szczególnie tych, w których "wisi" nad głową jakaś przeszłość partnera. I to kazdy o rozumnym spojrzeniu potrafi usprawiedliwić mimo wszystko. Natomiast epitety, przemoc psychiczna i te wszystkie "perełki" jakie zyskała w tym związku Autorka nie są NICZYM USPRAWIEDLIWIONE, nawet wcześniejszymi zachowaniami samej zainteresowanej... Przypomne tu o zatajaniu na poczatku... Zatem w świetle tego wypadałoby ...upuścic trochę pary, spojrzeć TRZEŹWYM okiem na sytuację Autorki, zróznicować przewinienia i przestać obarczać tylko i wyłacznie jedna osobę o opisaną katastrofę. I raczej nie jest czymś pożądanym własne urazy i frustracje odreagowywać na Autorce i innych - jej broniacych - przed Twoją agresją ![]()
...Co do autorki to Twoja wina. Skopałaś, ale jak dla mnie nie masz szans na odbudowę związku. On już Cię nie kocha i nie szanuje. Utracony szacunek jest praktycznie nie do odzyskania.
To aż zdumiewające jak kobieta potrafi zepsuć 100% sytuację... Toż on Ci już pierścionek dał.
LunaPARK, wybacz ze tak zapytam: czy swoją opinię (tak oceniajacą Autorkę) wyrażasz na podstawie swojego ...doświadczenia życiowego?
Zaznałas czegos podobnego we własnym zyciu? Spotkałas się z takimi relacjami? Bo teoretyzowanie i takie jednoznaczne osądy to wiesz...
LunaPARK napisał/a:...Co do autorki to Twoja wina. Skopałaś, ale jak dla mnie nie masz szans na odbudowę związku. On już Cię nie kocha i nie szanuje. Utracony szacunek jest praktycznie nie do odzyskania.
To aż zdumiewające jak kobieta potrafi zepsuć 100% sytuację... Toż on Ci już pierścionek dał.LunaPARK, wybacz ze tak zapytam: czy swoją opinię (tak oceniajacą Autorkę) wyrażasz na podstawie swojego ...doświadczenia życiowego?
Zaznałas czegos podobnego we własnym zyciu? Spotkałas się z takimi relacjami? Bo teoretyzowanie i takie jednoznaczne osądy to wiesz...
Tak, w ciągu mych 20 lat życia skopałam tak niejedno narzeczeństwo
.
Nie trzeba ćpać, żeby wiedzieć, że odwyk to duży wysiłek.
Co do spotkania się z takimi relacjami to kilka obserwowałam. Tylko, że z dzieckiem się aż tak nie śpieszyli. Wiedziała, co brała. Zbagatelizowała to.
38 2015-08-13 22:20:11 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-08-13 22:20:58)
Niestety, ale zajechałaś faceta. W końcu miarka się przebrała i facet cię tak, a nie inaczej potraktował. Najpierw stań z boku i spojrzyj na siebie, gdzie popełniłaś błędy, dlaczego tak, a nie inaczej się zachowywałaś. Potem może nabierzesz dojrzałej perspektywy i będziesz potrafiła tworzyć zdrowy związek. Twój partner też ma za uszami (być może nie "posprzątał" swojej przeszłości"). Niestety też, związki zaczynane na słabych fundamentach, w ukryciu, z obciążeniami w postaci ex i dzieci z poprzednich związków, często nie wypalają.
Jakoś cała winę zwalajac na Autorkę zapomniałeś o drobnostce: facet ZATAIŁ przed Autorką posiadanie dziecka, ZATAIŁ posiadanie statusu "rozwodnik". A to o jego postawie od samego początku wobec Autorki dość specyficznie swiadczy...
Możesz zachowywać się poważnie? To jest to zatajenie:
"po kilku tyg dowiedziałam się że ma dziecko po miesiącu ze jest jest rozwodnikiem"????
ty na pierwszej randce relację z całego życia zdajesz czy przynosisz na nią ksero pamiętnika i wręczasz pani?
EeeTam, Twój styl pisania jest niesamowity. Nawet jak się z Tobą zgadzam, to tak mnie irytuje, że mam ochotę polemizować dla zasady. (Wybacz głupiej kłótliwej 20latce)
Wybaczam ![]()
Podaj mi jedną rzecz, która wydarzyła się CAŁKOWICIE bez powodu.
Deszcz pada z jakiegoś powodu. Skóra robi się brązowa od słońca z jakiegoś powodu. Baba czepia się chłopa z jakiegoś powodu - może jest niestabilna emocjonalnie (co też ma jakiś powód), może niewłaściwie wyraża lęki (co też ma jakiś powód). Chłop oddaje babie z nawiązką. Co też ma jakiś powód.
W ten sposób możesz usprawiedliwić wszystko. Pobicie przypadkowej kobiety na ulicy, bo "jakoś tak głupio wyglądała" też w tym świetle jest usprawiedliwione...
PA Ty jak policzyłeś, że to NIE BYŁO 5 razy? Metodykę tu proszę, bo jak nie to bablanina.
Ciężar dowodowy spoczywa na głoszącym daną tezę. Więc proszę o jej udowodnienie ![]()
PJa zauważyłam, że autorka popełniała błędy. Autorka zauważyła, że popełniała błędy. Stara się je naprawić. Pan poprzestaje na popełnianiu błędów.
Znowu piszesz nieprawdę. Autorka nam przyznaje się do błędów. W domu, wobec konkubenta, dalej rżnie księżniczkę.
Jeszcze raz: jak coś nie pasuje, to się próbuje naprawić, a jak się nie da naprawić, to się odchodzi.
Coś się nie zgadza?
Ależ oczywiście, że ona może odejść w każdej chwili. Dla mnie to tchórzostwo - uciec zamiast naprawiać to co samemu się popsuło. Ale nie każdy musi mieć jakieś poczucie odpowiedzialności.
Naprawiać już zaczęła dawno, ale żeby coś naprawić, potrzeba dobrej woli drugiej strony. Bez tego to ona może na rzęsach stawać.
To znowu stawiającego tezę proszę o jej udowodnienie. Bo ja w poście autorki nie widzę żadnej próby naprawiania, a wręcz widzę dalsze dziecinne księżniczkowanie i szantażowanie.
Witam nie wiedziałam gdzie napisać... Otóż ja juz nie wiem co robić. Czy odejść czy jest sens próbować dalej jakieś terapię? Proszę niech mi ktoś doradzi... Jesteśmy razem ponad 2 lata mamy cudownego ślicznego ponadrocznegl Synka który chyba jest jedynym powodem dla którego razem jesteśmy... Otoz poznaliśmy się i od razu wielka miłość, po kilku tyg dowiedziałam się że ma dziecko po miesiącu ze jest jest rozwodnikiem ale był taki cudowny a ja byłam taka zakochana że nie pomyślałam żeby odejść tym bardziej ze nie miał z nimi kontaktów. Wielka miłość cudownie po roku narodził się Synuś i od tego momentu się zaczęło. Kłótnie, brak zrozumienia ja czepialam się non stop o jego matkę która totalnie olewala wnuka, o była która czasami pisała, o córkę z zazdrości przyznam,o wszystko. Ale zaczęło się tak naprawdę tyrania od niedawna. Wcześniej w kłótniach sam mnie uspokajal przytulal a teraz... Słyszę co drugi dzień ze jestem szmata, że mnie nienawidzi. Jak płacze potrafi się śmiać kazać mi wypie... Dla Synka jest dobrym tata opiekuje się nim. Widzę jak go kocha ale mnie traktuje jakbym była psem... I to od niedawna. Staram się jak mogę ciepły obiad, czekam w domu aż wróci z pracy, często proszę żeby mnie przytulił nawet pogodziłam się z myślą że nigdy nie założę białej sukni. Kupiliśmy obrączki żeby wziąść ślub po cichu bez świadków bo nikt u mnie nie wie o jego byłej żonie. A on nic nie docenia. Nie wiem co robić. Mam ochotę odejść ale cały czas się godzimy z myślą że będzie dobrze ale cały czas to samo. Kocham go jak myślę jaki był wcześniej. Jakiego mamy synka. Cały czas mam nadzieje ze się zmieni ze zauważy jak mnie rani.ze przeprosi ale tak szczerze... Chciałabym żebyśmy razem wychowali nasze dziecko i może dlatego tak żyje nadzieja na polepszenie.Ale nie wiem czy jest sens jesli mam być wyzwania. Wczoraj np. Przyczepił się do mnie ze wyrzucamy za dużo jedzwnia ze to moja wina i znowu krzyki w moim kierunku . swoją byłą podobno też źle traktował nie bez powodu w pozwie rozwodowym napisała o wyzwiskach ze się znecal psychicznie i olewal. A on twierdzi ze napisała tak by go oczermic ale chyba pisała prawdę... Widzę że on też się zastanawia czy jest sens ale nie chce odejść ze względu na dziecko bo bardzo jest z nim zzyty a traktuje mnie jak obcego czlowieka. Ale czy widzicie tu szanse żeby się coś zmieniło? Co ja mam zrobić? Zależy mi na tym związku chciałabym być pełna rodzina ale nie w ten sposób... Proszę pomóżcie. Musiałam gdzieś to napisac.pozdrawiam.
Z opisu można wywnioskować, że Twój partner reaguje bardzo emocjonalnie. Niektóre kobiety są w stanie latami wiele wytrzymać, wyrzucanie, wyzywanie, obojętność i pogardę partnera, tylko po co? Dla motylków, które już dawno odleciały? A twój syn musi znosić taką atmosferę w domu? Jak to na niego wpłynie? Nauczy się, że ta szmata to nie ścierka do podłogi, tylko mamusia?
Ja bym porozmawiała z jego ex w 4 oczy. Co tak naprawdę się działo, po jakim czasie sie źle zaczęło. W miarę możliwości przejrzałabym telefon,maila. FB historię internetu
. W którym momencie związku dowiedziałaś się co było napisane w pozwie? a może uda Ci się znaleźć wyrok sądu? Może kobieta miała niebieską kartę założoną?
do Pana EE tam, mam ochotę Ci przywalić, klniesz nie wiem po co, jesteś bardzo agresywny. I to wobec osoby która zaznaje agresji. Kobieta robiąc takie głupoty najczęściej chce bliskości z partnerem. Jazdy? kilka miesięcy ciąży którą może źle znosiła i może być depresja poporodowa lub rozchwianie uczuć. Facet udawał dobrego dopóki dziecko się nie pojawiło na świecie. To może być premedytacja.
I nie broń tego osła i nie odpisuj mi agresywnie bo tego sobie NIE ŻYCZĘ.
A i do autorki wątku- zacznij nagrywać jego odzywki aby mieć dowody bo z tej mąki chleba nie będzie. I możesz udać się do Ośrodka Interwencji Kryzysowej o poradę psychologiczną. Pozew o alimenty na siebie dziecko i uciekaj do matki jeśli jest gotowa Ci pomóc.
Ileż można tłumaczyć. Przyczyna to nie jest to samo co usprawiedliwianie.
Pedofil został pedofilem, bo inny pedofil gwałcił go w dzieciństwie. Czy to go usprawiedliwia? Nie, ale pozwala zrozumieć skąd mu się to wzięło.
Ty pozwoliłeś sobie nie zgodzić się z moją oceną, a decyzję podjąłeś odnosząc się do jakiejś własnej "metodyki". Ujawnij ją, proszę. Stosuję teraz na Tobie chwyt, który Ty wcześniej zastosowałeś na mnie, no ale Ty jesteś przecież LEPSZY i MASZ RACJĘ - więc nie unikaj odpowiedzi ![]()
"Rżniecie księżniczki" to ty sobie wymyśliłeś. Teraz możesz udowadniać, że ona go nie przeprosiła. Czekam.
Księżniczki nie czekają w domu z obiadem aż pan wróci z pracy i nie żebrają o przytulenie.
Ileż można tłumaczyć. Przyczyna to nie jest to samo co usprawiedliwianie.
Aha. No to ona miała taką przyczynę, że jest niezrównoważona
]
Ty pozwoliłeś sobie nie zgodzić się z moją oceną, a decyzję podjąłeś odnosząc się do jakiejś własnej "metodyki". Ujawnij ją, proszę.
Nie odnosiłem się do "własnej" metodyki, tylko prosiłem, żebyś podała swoją. No w jaki sposób to wyliczyłaś, że on jest 5 razy gorszy ![]()
"Rżniecie księżniczki" to ty sobie wymyśliłeś. Teraz możesz udowadniać, że ona go nie przeprosiła. Czekam.
NIe napisała ani słowa, żeby go przeprosiła za jazdy, które przez rok robiła. Mało, uważa że to on ją powinien przeprosić. Do tego jeszcze próbuje go przeczołgać (chyba nie rozumie sytuacji, do której doprowadziła). Jeszcze raz dam Ci cytat:
"Wczoraj dałam go na próbę powiedziałam ze to koniec myślałam że zawalczy a on olal."
Ona nie ogarnia, że naprawdę nie ma już żadnej podstawy do księżniczkowania, bo facet ma jej tak ciężko dość, że gdyby nie dziecko już by go nie było.
44 2015-08-14 18:16:57 Ostatnio edytowany przez wok (2015-08-14 19:08:39)
Ech... Mnie ta dyskusja juz słabi. Wybaczcie, ale mocnym naduzyciem jest przypisywanie całej winy Autorce, no sorry... Moze i miała jakieś "jazdy" (ale któż takich w mniej czy bardziej zaawansowanej formie nie miałby w analogicznej sytuacji?), jakieś nieciekawe zachowania - ok. Ale jesli nawet było ostrzej nawet niż nam się tu wydaje ...to nie ma zadnego przełozenia na zachowania tego faceta. Żadne zachowania (jesli nawet uznać je za niedopuszczalne) nie są usprawiedliwieniem i wytłumaczeniem jaskrawego CHAMSTWA i przejawów PRZEMOCY psychicznej z jego strony. No wybaczcie, ale upatrywanie w jej zachowaniach podłoza do takich zachowań i słów (mam cytować?) jest niepojete... Facet ma ewidentne zaburzenia emocjonalne, jakies psychiczne problemy i kłopoty z agresją (póki co się jeszcze kontroluje). I wyglada na to, ze podobnie zachowywał sie wobec swej byłej małzonki. Takie rzeczy - jak w człowieku "siedzą" - wychodzą wcześniej czy później, szczególnie wtedy, gdy jest poczucie pewnosci.... I tu to nastapiło w momencie pojawienia sie dziecka: już Autorka była od niego uzalezniona.
Aż dziwię się, ze tyle osób tak omija kłopotliwe szczegóły a przyp***la (cytując EeeTam
) się do mało znaczących, wczesniejszych zachowań Autorki i na siłę wykazuje związek jednego i drugiego... Autorka ...miałaby przepraszać za swoje zachowania? Za słowa o wyprowadzce? A wiecie, co to znaczy być przez kogos tak pomiatanym, że "staje sie pod scianą"? Że wypada wówczas juz chwytać się każdego sposobu na wstrząśniecie drugą stroną, spowodowanie refleksji w obliczu katastrofy? Mieliscie kiedyś styczność z toksykiem, z agresywną partnerką, partnerem? Gdyby tak - wiedzielibyście, ze człowiek już nie wie co zrobić, czego się chwycić by uświadomić drugiej stronie jaką krzywdę wyrządza i jak ...niszczy zwiazek swoimi zachowaniami. A słowa "szmata/nienawidzę/wypier...laj to są takie własnie NIEDOPUSZCZALNE i niczym nie usprawiedliwione akty przemocy. Tłumaczenie tego zachowaniem Autorki jest niedorzecznoscią...
Ha ha ha... Aż sobie pomyslałem jak ja powinienem był (gdybym był "normalnym" facetem, a wykładnie tej "normalnosci" widać w Waszych postach) wobec tego zachowywać sie w stosunku do swojej "byłej" (jesli założyć, iż jej słowa i zachowania byłyby usprawiedliwieniem - zgodnie z Waszą karkołomna teorią:) ). Niby tego typu (jak u Autorki) słów nie było, ale były inne ..."mocą" przynajmniej porównywalne. Chyba jednak nie mógłbym być takim agresorem i chamem jak partner Autorki. Ja musiałbym ...juz latać za nią z siekierą ![]()
Moze i miała jakieś "jazdy" (ale któż takich w mniej czy bardziej zaawansowanej formie nie miałby w analogicznej sytuacji?),
W analogicznej, czyli jakiej? Bo z jej postów wynika, że nie miała powodów do takich zachowań.
Żadne zachowania (jesli nawet uznać je za niedopuszczalne) nie są usprawiedliwieniem i wytłumaczeniem jaskrawego CHAMSTWA i przejawów PRZEMOCY psychicznej z jego strony
Dlaczego? To ona zaczęła stosować przemoc psychiczną, tym samym godząc się na taką samą odpowiedź...
Mieliscie kiedyś styczność z toksykiem, z agresywną partnerką, partnerem? Gdyby tak - wiedzielibyście, ze człowiek już nie wie co zrobić, czego się chwycić by uświadomić drugiej stronie jaką krzywdę wyrządza i jak ...niszczy zwiazek swoimi zachowaniami.
A teraz piszesz o niej i jego reakcji na przemoc z jej strony?
Tłumaczenie tego zachowaniem Autorki jest niedorzecznoscią...
Niedorzecznością jest dawania kobiecie prawa dom stosowania przemocy, czyli to co ty robisz. To, że sam przeżyłeś znęcanie ze strony kobiety, niczego ciebie nie nauczyło, jak widać. Być może po prostu masz naturę ofiary i dajesz przyzwolenie na przemoc kobiecą.
...
wok napisał/a:Tłumaczenie tego zachowaniem Autorki jest niedorzecznoscią...
Niedorzecznością jest dawania kobiecie prawa dom stosowania przemocy, czyli to co ty robisz. To, że sam przeżyłeś znęcanie ze strony kobiety, niczego ciebie nie nauczyło, jak widać. Być może po prostu masz naturę ofiary i dajesz przyzwolenie na przemoc kobiecą.
A moze własnie nauczyło, ze niekoniecznie takie chamstwo - jak u partnera Autorki - jest powodowane jej zachowaniami.
Najwyraźniej dość swobodnie interpretujesz fakty i przemocą nazywasz zachowania Autorki (dawne!) a cienia przemocy ...większego kalibru nie dostrzegasz w zachowaniu jej partnera. Czysty relatywizm.
To, że mam odmienne od Twojego zdanie nie oznacza - tu Cie zadziwię - że jestem "ofiarą"
. Oznacza jedynie, że potrafie - mając rozeznanie "w temacie" - dostrzec rzeczy ważne, oddzielic od trzecioplanowych i w miarę obiektywnie je ocenić jako rozumny człowiek, bez ślepego zacietrzewienia.
Wybacz, ale kwestia czy moje doswiadczenia "coś mnie nauczyły" i czy mam "naturę ofiary" to akurat nie jest przedmiotem dyskusji i nie upowazniam Cie do jakiejkolwiek tego analizy.
Tym bardziej, ze - jak widzę - masz niewielkie do tego predyspozycje...
47 2015-08-15 01:39:25 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-15 01:40:55)
[
A moze własnie nauczyło, ze niekoniecznie takie chamstwo - jak u partnera Autorki - jest powodowane jej zachowaniami.
Najwyraźniej dość swobodnie interpretujesz fakty i przemocą nazywasz zachowania Autorki (dawne!) a cienia przemocy ...większego kalibru nie dostrzegasz w zachowaniu jej partnera. Czysty relatywizm.
Nie mój relatywizm, tylko kolejny raz Twój problem z czytaniem ze zrozumieniem. Autorka występy zaczęła po urodzeniu dziecka, ponad rok temu. On zaczął jej pięknym za nadobne odpowiadać niedawno - masz to w pierwszym poście. Czyli jej znęcanie nie jest sprawą "dawną", a wręcz przeciwnie.
[To, że mam odmienne od Twojego zdanie nie oznacza - tu Cie zadziwię - że jestem "ofiarą"
. Oznacza jedynie, że potrafie - mając rozeznanie "w temacie" - dostrzec rzeczy ważne, oddzielic od trzecioplanowych i w miarę obiektywnie je ocenić jako rozumny człowiek, bez ślepego zacietrzewienia.
Obiektywnie nie potrafisz. Nie dostrzegasz jej rocznego znęcania, dostrzegasz tylko i wyłącznie jego odpowiedź na to i to odpowiedź trwającą od niedawna, przy braku jakichkolwiek działań naprawczych z jej strony. Tak, to jest fakt - ona znęcała się nad nim przez rok. To jest kolejny fakt - zamiast teraz zachowywać się jak dorosły człowiek, stosuje manewry i szantaże 12-letniej księżniczki.
Wybacz, ale kwestia czy moje doswiadczenia "coś mnie nauczyły" i czy mam "naturę ofiary" to akurat nie jest przedmiotem dyskusji i nie upowazniam Cie do jakiejkolwiek tego analizy.
Upoważniasz, opisując swój problem na forum i podając go jako argument. Tym samy zgadzasz się na jego analizowanie ![]()
[Tym bardziej, ze - jak widzę - masz niewielkie do tego predyspozycje...
Aha, widzę nerwy puszczają... Może meliskę?
Czy była niezrównoważona? Być może. Co mogło mieć na przykład przyczynę w rozchwianiu gospodarki hormonalnej po ciąży.
Miałeś kiedyś problem z hormonami, odczułeś w jaki sposób to działa?
Jak mnie zapytasz "dlaczego zrobiłaś to źle" a ja Ci odpowiem "spierd.. ty chu.. złamany, bo nie mogę na ciebie patrzeć" to ile razy bardziej będzie to gorsze?
Nie napisała że go przeprosiła, co nie znaczy że tego nie zrobiła, napisała w jaki sposób stara się naprawić związek. Tylko że nie naprawi go, bo to, co ona buduje, on teraz natychmiast rozwala.
Przytoczone przez Ciebie zdanie nie świadczy o "księżniczkowaniu" (jak napisałam, księżniczki nie czekają na pana i władcę z ciepłym obiadkiem) tylko o desperacji.
Ktoś, kto każe "spierd..." swojemu życiowemu partnerowi, zasługuje tylko na tyle, żeby postąpić zgodnie z jego życzeniem i ewakuować się możliwie jak najdalej.
49 2015-08-15 01:49:40 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-15 01:59:12)
Czy była niezrównoważona? Być może. Co mogło mieć na przykład przyczynę w rozchwianiu gospodarki hormonalnej po ciąży.
Miałeś kiedyś problem z hormonami, odczułeś w jaki sposób to działa?
Hormony to nie powód do wyżywania się na drugim człowieku.
Jak mnie zapytasz "dlaczego zrobiłaś to źle" a ja Ci odpowiem "spierd.. ty chu.. złamany, bo nie mogę na ciebie patrzeć" to ile razy bardziej będzie to gorsze?
Jak wcześniej przez rok bym Ci życie zatruwał? To postąpiłabyś adekwatnie ![]()
Nie napisała że go przeprosiła, co nie znaczy że tego nie zrobiła
Ale napisała, że oczekuje przeprosin od niego i "pochwaliła się" dziecinadą pt. szantaż.
napisała w jaki sposób stara się naprawić związek
Ale o jakim Ty naprawianiu mówisz? Że po rocznym piekle, jakie mu zgotowała, załatwi sprawę obiadkiem?
Przytoczone przez Ciebie zdanie nie świadczy o "księżniczkowaniu" (jak napisałam, księżniczki nie czekają na pana i władcę z ciepłym obiadkiem) tylko o desperacji.
A może o próbie załatwienia sprawy przez obejście? Teraz przez jakiś czas będzie się podlizywać, ale tak naprawdę problemu nie tknie?
wok
Jeszcze jedno, bo ładnie to ująłeś w innym wątku, a ja właśnie taką kobietę tu widzę:
Są przecież osobowosci, które wiecznie są nieszczęśliwe, wciąż z czegoś niezadowolone, bezustannie doszukujace się we wszystkim mankamentów i poprzez taki defetyzm wyniszczajace i odbierajace radość zycia innym i sobie.
Niekiedy osobowość, sposób bycia, jakieś frustracje znajdują swoje odbicie w zachowaniach wobec drugiej osoby. I czegokolwiek by sie nie robiło - zawsze bedzie "coś nie tak" i w efekcie - jak u Ciebie w małżeństwie - następują "ciche dni", taka ...kara za coś. A za co? Czasami nawet taka osoba sama tego nie wie... Takie ciche dni to nic innego jak "zabijanie" związku, wprowadzanie trucizny i sprawianie, ze zaczynamy ten wspólny czas traktować jak katorgę, niezawiniona karę... I zaczynamy mieć wątpliwości czy tego chcieliśmy, czy długo jeszcze to wytrzymamy, czy nie szkoda nam zycia na coś takiego ...gdy mozna było ten czas przeżyc szczęśliwie.
50 2015-08-15 01:50:40 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-15 01:50:59)
Do kasacji
"Niekiedy osobowość, sposób bycia, jakieś frustracje znajdują swoje odbicie w zachowaniach wobec drugiej osoby. I czegokolwiek by sie nie robiło - zawsze bedzie "coś nie tak" i w efekcie - jak u Ciebie w małżeństwie - następują "ciche dni", taka ...kara za coś. A za co? Czasami nawet taka osoba sama tego nie wie... Takie ciche dni to nic innego jak "zabijanie" związku, wprowadzanie trucizny i sprawianie, ze zaczynamy ten wspólny czas traktować jak katorgę, niezawiniona karę... I zaczynamy mieć wątpliwości czy tego chcieliśmy, czy długo jeszcze to wytrzymamy, czy nie szkoda nam zycia na coś takiego ...gdy mozna było ten czas przeżyc szczęśliwie"
I to NIE JEST powód, zeby traktować drugą osobę jak szmatę, tylko żeby zakończyć związek, jeśli nie uda się go naprawić.
Przy okazji: jaki jest powód do wyżywania się na drugim człowieku (przypominam, że w tej relacji to pan to robi).
Zanim napiszesz "wredota" albo "niezrównoważenie", pomyśl skąd się biorą wredota i niezrównoważenie. Jakie mają organiczne podstawy.
52 2015-08-15 02:10:19 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-15 02:12:10)
I to NIE JEST powód, zeby traktować drugą osobę jak szmatę, tylko żeby zakończyć związek, jeśli nie uda się go naprawić.
Owszem, ale to oboje mogą zrobić i jakoś żadne nie robi...
Przy okazji: jaki jest powód do wyżywania się na drugim człowieku (przypominam, że w tej relacji to pan to robi).
Ale umówmy się - żeby rozmawiać, nie można udawać, że się nie dostrzega faktów. Takich, jak np. to, że to ona pierwsza się nad nim znęcała i robiła to długo.
Jaki jest powód.... Przecież on jasno to wyraża i słowami, i zachowaniem. Nienawidzi jej za ten cały czas poniżania, znęcania się. Pytanie, dlaczego nie odchodzi... Wiele jest pewnie powodów, w tym nie można zapominać, że miłość i nienawiść to awers i rewers tej samej monety. Dopóki się nienawidzi, dopóty więź emocjonalna istnieje. Bo trudno darzyć nienawiścią kogoś, kogo się olewa. Dlatego sądzę, że jest szansa na uratowanie tego związku. Tylko żeby on odpuścił, musi ona jakoś zrekompensować mu to piekiełko...
Zanim napiszesz "wredota" albo "niezrównoważenie", pomyśl skąd się biorą wredota i niezrównoważenie. Jakie mają organiczne podstawy.
A ja tego nie wiem, ale to chyba pytanie do autorki czy zrobiła badania. Z jej relacji wnioskuję, że chyba nie, bo jak długo to tylko ona była agresywna, tak długo refleksji to w niej nie wywoływało. Co zresztą potwierdza słuszność jego postawy. Dopóki był OK, pani miała go gdzieś. Jak się dostosował poziomem do niej, nagle jej się oczy otwarły (choć jeszcze nie do końca).
Czepialstwo to to samo co znęcanie? Naprawdę?
Ja zresztą podejrzewam, że autorka, chcąc zrozumieć sytuację i usprawiedliwić misia że nie jest taki zły, mogła wyolbrzymić to swoje czepialstwo.
Jęsli on zrobił jej piekło w odpowiedzi na czepialstwo, to znaczy, że stracił swoje prawo do jakiejkolwiek rekompensaty.
54 2015-08-15 02:31:19 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2015-08-15 02:32:42)
Czepialstwo to to samo co znęcanie? Naprawdę?
Po 1. tak czepialstwo to znęcanie.
Po 2. To nie jest zwykłe czepialstwo: "czepialam się non stop o jego matkę która totalnie olewala wnuka, o była która czasami pisała, o córkę z zazdrości przyznam,o wszystko".
Tak, to jest znęcanie się psychiczne.
Zazdrość o dziecko... To Twoim zdaniem jest normalne?
Jęsli on zrobił jej piekło w odpowiedzi na czepialstwo, to znaczy, że stracił swoje prawo do jakiejkolwiek rekompensaty.
Po 1. Nie on zaczął - zacznij wreszcie odróżniać akcję i reakcję.
Po 2. Pewnie, niech ona nic nie robi. Zrobiła zgliszcza z ich związku, więc niech siedzi na tych zgliszczach i płacze zamiast wziąć odpowiedzialność za to co narobiła.
Czy to jest znęcanie, zależy od częstotliwości i formy. Dziewczyna pisze "non stop", co może oznaczać raz na dzień, raz na tydzień, albo raz na miesiąc.
Nie jest ważne kto zaczął, tylko kto co do tego momentu zrobił. Całokształt. Po obu stronach.
Czy to jest znęcanie, zależy od częstotliwości i formy. Dziewczyna pisze "non stop", co może oznaczać raz na dzień, raz na tydzień, albo raz na miesiąc.
Nie jest ważne kto zaczął, tylko kto co do tego momentu zrobił. Całokształt. Po obu stronach.
Myślę, ze cała ta dyskusja - prócz bicia piany i ogólnego ...mijania się w rozumieniu - do niczego nie prowadzi, zwłaszcza, ze Autorka nam zniknęła. W sumie nawet jej sie nie dziwię...
Szkoda, ze tak skrajnie różnie oceniamy wydawać by sie mogło jednoznaczne fakty: czepialstwo, sceny zazdrości, epitaty i wykwity chamstwa/agresji. Po raz kolejny przekonuje się, ze jednak mozna dokonywac takiej ekwilibrystyki i stawiać znak równości, a nawet ...nierównosci porównujac czepialstwo z jednej strony a okazywanie elementarnego braku szacunku i nienawisci z drugiej ("szmata/nienawidzę/wypier...j" itp). No cóż poradzic...
Na marginesie: pomimo tego, ze we własnym związku miałem sporo aktów - ze strony partnerki - zachowań toksycznych (jakże ładnie to brzmi, nieprawdaż?) nigdy nie pokusiłem się do zachowań i słów noszących choćby cień tego, co funduje Autorce jej własny partner. I nie dlatego, że - jak sugeruje mi EeTam - mam osobowość "ofiary", a dlatego iż znam wagę takich słow, mimo wszystko z kims będąc czuję się zobowiazany do zachowań i słów właściwych człowiekowi rozumnemu. W efekcie nie byłem chamowaty i agresywny (a mógłbym - wszak to byłoby usprawiedliwione
), a jedynie wszelkimi sposobami próbowałem uświadomic partnerce ...niestosowność jej zachowań. Gdy wyczerpałem wszelkie argumenty - bez rezultatu - odpuściłem i związek się skończył. Nie mniej nie posunałem sie do wyrażeń typu "szmata" i jemu podobnych... Da się? Da. Jest tylko jeden warunek (którego widać nie spełnia partner Autorki) - trzeba być człowiekiem.
Szkoda, ze tak skrajnie różnie oceniamy wydawać by sie mogło jednoznaczne fakty: czepialstwo, sceny zazdrości, epitaty i wykwity chamstwa/agresji. Po raz kolejny przekonuje się, ze jednak mozna dokonywac takiej ekwilibrystyki i stawiać znak równości, a nawet ...nierównosci porównujac czepialstwo z jednej strony a okazywanie elementarnego braku szacunku i nienawisci z drugiej ("szmata/nienawidzę/wypier...j" itp). No cóż poradzic...
Podtrzymuje to co napisałem - jesteś typem ofiary. Można bezkarnie Cię gnoić, bo nie masz jaj żeby odpowiedzieć tym samym. Można Cię w d... kopnąć, a Ty będziesz agresorowi "uświadamiał niestosowność takiego zachowania". Dlatego tę sytuację oceniasz tak, a nie inaczej.
To co robiła przez rok pani to klasyczna przemoc. Jedźmy w punkcikach, przejawy przemocy psychicznej za stroną solaris-rozwojosobisty:
- Degradacja werbalna: krzyk, ubliżanie, przedrzeźnianie, drwiny, oskarżania, wyzwiska, poniżanie, upokarzanie, zawstydzanie - było z jej strony? Było.
- Stała krytyka - było z jej strony? Było.
- Domaganie się posłuszeństwa. Taktyka nacisków - było? Było.
- Okazywanie pogardy: lekceważenie, poniżanie przy ludziach - było? A jakże, było łażenie po obcych ludziach, skarżenie się na partnera i szukanie porad.
- Rozpuszczanie plotek i pomówień - jak wyżej.
- Monopolizacja uwagi - a jakże, przecież po coś atakowała bez przerwy jego matkę, córkę, byłą żonę.
- Utrudnianie kontaktów z rodziną i przyjaciółmi - jak wyżej.
- Umyślne stawianie zadań, z którymi ktoś ma trudność lub zadań niewykonalnych - było? Oczywiście, choćby domaganie się, że on ma wpłynąć na swoją matkę czy byłą żonę - osoby dorosłe!
- Szantaż emocjonalny - to wciąż trwa, nadal mu grozi odejściem.
Masz całą paletę form przemocy, stosowanych przez nią, na długo przed tym jak on zaczął odpowiadać tym samym. Więc przemoc w ich związku znalazła się przez nią. On tylko się dostosował.
Kończę polemike bo widzę, ze eskalacja tendencyjnej oceny i wykazywania wszelkimi sposobami jedynie słysznej wersji ...osiąga tu juz apogeum. Co do wypowiedzi na mój temat - pozostawiam bez komentarza, bo jest obraźliwa a tak naprawdę to zawiera ekskrementalną* prawdę ![]()
------------------------------------------------------------
* kulturalna forma powiedzenia: gó...o warte
Masz wyobraźnię, chłopie. Szkoda że nieprzemakalną.
wok napisał/a:Szkoda, ze tak skrajnie różnie oceniamy wydawać by sie mogło jednoznaczne fakty: czepialstwo, sceny zazdrości, epitaty i wykwity chamstwa/agresji. Po raz kolejny przekonuje się, ze jednak mozna dokonywac takiej ekwilibrystyki i stawiać znak równości, a nawet ...nierównosci porównujac czepialstwo z jednej strony a okazywanie elementarnego braku szacunku i nienawisci z drugiej ("szmata/nienawidzę/wypier...j" itp). No cóż poradzic...
Podtrzymuje to co napisałem - jesteś typem ofiary. Można bezkarnie Cię gnoić, bo nie masz jaj żeby odpowiedzieć tym samym. Można Cię w d... kopnąć, a Ty będziesz agresorowi "uświadamiał niestosowność takiego zachowania". Dlatego tę sytuację oceniasz tak, a nie inaczej.
To co robiła przez rok pani to klasyczna przemoc. Jedźmy w punkcikach, przejawy przemocy psychicznej za stroną solaris-rozwojosobisty:
- Degradacja werbalna: krzyk, ubliżanie, przedrzeźnianie, drwiny, oskarżania, wyzwiska, poniżanie, upokarzanie, zawstydzanie - było z jej strony? Było.
- Stała krytyka - było z jej strony? Było.
- Domaganie się posłuszeństwa. Taktyka nacisków - było? Było.
- Okazywanie pogardy: lekceważenie, poniżanie przy ludziach - było? A jakże, było łażenie po obcych ludziach, skarżenie się na partnera i szukanie porad.
- Rozpuszczanie plotek i pomówień - jak wyżej.
- Monopolizacja uwagi - a jakże, przecież po coś atakowała bez przerwy jego matkę, córkę, byłą żonę.
- Utrudnianie kontaktów z rodziną i przyjaciółmi - jak wyżej.
- Umyślne stawianie zadań, z którymi ktoś ma trudność lub zadań niewykonalnych - było? Oczywiście, choćby domaganie się, że on ma wpłynąć na swoją matkę czy byłą żonę - osoby dorosłe!
- Szantaż emocjonalny - to wciąż trwa, nadal mu grozi odejściem.Masz całą paletę form przemocy, stosowanych przez nią, na długo przed tym jak on zaczął odpowiadać tym samym. Więc przemoc w ich związku znalazła się przez nią. On tylko się dostosował.
EeeTam, zaczynam podejrzewać, że znasz autorkę postu osobiście. Po jednej wypowiedzi wywnioskowałeś wszystko niczym dobry jasnowidz? Nie znamy partnera autorki, chyba, że ty nim jesteś. Oskarżasz, wysuwasz wnioski, choć podstawy, o których piszesz są bardzo ogólnikowe i można dopasować do różnych sytuacji.
Twoim zdaniem autorka musi odpracować ten rok, kiedy urodziła syna i szarpały nią trudne emocje. Do końca życia ma się kajać i znosić wszystko, jak niewolnica? Partner tymczasem czekał na dogodny moment, aż dziecko podrosło i teraz wreszcie może się "odgryźć" tzn znieważyć partnerkę? Czy to nie nazywa się premedytacją? Autorka sprawia wrażenie zakochanej i zależy jej na związku. Natomiast nie ma pewności czy jej partnerowi też zależy. Jeśli autorka faktycznie jest winna przemocy, a chce związek naprawić, powinna z pokorą przyjąć wyzwiska? Partner nie może przestać zachowywać się agresywnie? A może wcześniej już taki był? Tych pytań jest sporo.
Nie wiem dlaczego kierujesz się zasadą, kto nie z nami, ten przeciwko nam i atakujesz tego, kto wyraża inne zdanie niż ty. Autorka czuła się winna, ale nie wiemy czy naprawdę była winna pogorszeniu relacji. Właściwie niewiele wiemy.
Po jednej wypowiedzi wywnioskowałeś wszystko niczym dobry jasnowidz?
Niektórzy potrafią czytać ze zrozumieniem, inni tylko sklejać literki. Taki lajf. Oparłem się tylko na tym, co napisała autorka, bo tylko to mamy.
Twoim zdaniem autorka musi odpracować ten rok, kiedy urodziła syna i szarpały nią trudne emocje. Do końca życia ma się kajać i znosić wszystko, jak niewolnica?
I w tym miejscu kończymy dyskusję, bo z zasady z histerią nie debatuję - nie ma sensu. A Twój wpis jest histeryczny, nie merytoryczny. Oczywiście, możesz wykazać mi, że się mylę, zacytować gdzie pisałem, że "autorka ma coś robić do końca życia. Czekam ![]()
Oczywiście jesteście klasycznym przykładem pobłażliwego stosunku do przemocy w wykonaniu kobiety.
Czarna Kotka i WOK nie potrafili się w żaden sposób odnieść do wymienionych przeze mnie punktów, więc tylko sobie popluli i poszli...
62 2015-08-16 09:17:39 Ostatnio edytowany przez Summerka (2015-08-16 14:35:20)
EeeTam, zadałam ci pytania, które sprytnie ominąłeś.
Skupię się na twoich przypuszczeniach, że to autorka jest winna przemocy. (Autorka w dalszym ciągu milczy). Na podstawie jednego postu żaden specjalista nie kompromitowałby się wyciąganiem konkretnych wniosków. Poza tym partner zawsze mógł zgłosić niepokojące go zachowania na Niebieską Linię, a nie odgrywać się na partnerce.
Czy krytyka teściowej i niezadowolenie z powodu nasilonych kontaktów z córką z poprzedniego związku w ciężkim dla kobiety czasie po urodzeniu dziecka, jest przemocą? Czy wpłynęło na obniżenie samooceny?
Pozwolę sobie zacytować zaczerpnięte z netu przykłady kobiecej przemocy wobec partnera:
"Jestem ciągle wyzywany.
Moja żona szydzi z mojego wyglądu, mówi, że się mnie brzydzi. Wyśmiewa mój sposób ubierania się, również w towarzystwie.
Wiele razy miała pretensje, że za mało zarabiam (a zarabiam dobrze). Okazywała to wyzwiskami i upokarzaniem, na przykład: "Ty golcu", "Beze mnie i moich rodziców byłbyś nikim".
"Mówi, że nie będzie się ze mną kochać, "bo się mnie brzydzi i śmierdzę" albo "w łóżku jesteś do niczego".
"Kilka razy z domu "zginęły" większe sumy moich - naszych oszczędności, żona nie potrafiła powiedzieć, co się z nimi stało. Pytana, zaczęła krzyczeć i mnie poniżać: "Ty kłamco, znowu coś wymyśliłeś, gdybyś zarabiał tyle, ile powinien zarabiać prawdziwy facet, to by pieniądze nie znikały...".
Kilka razy w czasie awantury rzucała się na mnie z pięściami"
Źródło: psychologia.edu.pl
Pozdrawiam
Skupię się na twoich przypuszczeniach, że to autorka jest winna przemocy. (Autorka w dalszym ciągu milczy). Na podstawie jednego postu żaden specjalista nie kompromitowałby się wyciąganiem konkretnych wniosków. Poza tym partner zawsze mógł zgłosić niepokojące go zachowania na Niebieską Linię, a nie odgrywać się na partnerce.
A Ty swoje wnioski wyciągnęłaś na podstawie czego? Bo ja nie mam prawa na podstawie 3 (a nie jednego) postów, Ty masz to prawo?
Poza tym partner zawsze mógł zgłosić niepokojące go zachowania na Niebieską Linię, a nie odgrywać się na partnerce.
Jasne, wg badań 23% mężczyzn doświadczyło znęcania ze strony kobiety, przy czym badacze uznali, że są to dane znacznie zaniżone, bo mężczyźni niechętnie przyznają się do bycia ofiarami. Poza tym facet zgłaszający przemoc traktowany jest jak śmieszny bajkopisarz (także przez policję i prokuraturę), bo w tym kraju jest przyzwolenie na przemoc ze strony kobiet - czego zresztą piękny pokaz mamy w tym wątku, również w Twoim wykonaniu. Dlatego przemoc, jeśli chodzi o mężczyzn, zgłasza może z 1%. A poza tym robisz klasyczne odwróćenie kota ogonem - to nie ona jest winna, że się znęca - to on jest winny, bo nie poszedł na policję...
Czy krytyka teściowej i niezadowolenie z powodu nasilonych kontaktów z córką z poprzedniego związku w ciężkim dla kobiety czasie po urodzeniu dziecka, jest przemocą? Czy wpłynęło na obniżenie samooceny?
A jakie ma znaczenie na co wpłynęło? Na pewno na stan jego nerwów, co widać. I jakie zafałszowanie rzeczywistości - "krytyka teściowej i niezadowolenie z powodu nasilonych kontaktów z córką", kiedy autorka sama to określa jako: "Kłótnie, brak zrozumienia ja czepialam się non stop o jego matkę która totalnie olewala wnuka, o była która czasami pisała, o córkę z zazdrości przyznam,o wszystko". Jeszcze raz, żeby dotarło:
Kłótnie, brak zrozumienia czepialam się non stop przyznam,o wszystko
Pozwolę sobie zacytować zaczerpnięte z netu przykłady kobiecej przemocy wobec partnera:
Znowu Twoje dziwaczne przykłady nie wiadomo na co, ni przypiął, ni przyłatał... Rozumiem, że jeśli Heniu skopał Zdzisia, a Antek Wiesia walił z "dyńki", to Antek nie stosuje przemocy... No brawo, brawo, brawo. Po raz kolejny zbieram szczękę z podłogi (zbierałem już po Twoich wywodach co do Nocnych Wilków - tak samo ni przypiął, ni przyłatał).
EeeTam jesteś jej mężem ?
65 2015-08-17 00:29:58 Ostatnio edytowany przez wok (2015-08-17 00:31:27)
...Rozumiem, że jeśli Heniu skopał Zdzisia, a Antek Wiesia walił z "dyńki", to Antek nie stosuje przemocy...
ni przypiął, ni przyłatał.
Dyskusja z Tobą jest męcząca i skłania do refleksji nad sensem rozmowy, gdy druga strona nie dopuszcza żadnych innych argumentów prócz swoich, a jakakolwiek próba uswiadomienia tego faktu rodzi tylko ublizajace słowa i psychiczny dyskomfort.
Cóż poradzic... Wedle teorii jaką tu forsujesz - uzywajac Twego "przykładu" - jeśli Heniu opluł Zdzisia, a potem Zdziś zmasakrował Henia kijem bejsbolowym to winny temu jest Heniu, bo przecież zaczął. Zadziwiajacy tok rozumowania. Tak samo jak zadziwiajacy poglad o winie Autorki i jednoczesnym pełnym usprawiedliwieniu dla poczynań jej partnera. Nie dopuszczasz tu innych tez, jesli odbiegają od jedynie słusznej linii - Twojej.
"klasyczne odwróćenie kota ogonem - to nie ona jest winna, że się znęca - to on jest winny, bo nie poszedł na policję". Wyjatkowo ...prosto traktujesz to zagadnienie. Winę przypisujesz Autorce bo: (tu nie chce mi sie juz wymieniać), a zadnej winy (wręcz zbrodni dla związku) w postawie tego faceta nie widzisz. I aż zabawnym jest to, ze nie dostrzegasz maleńkiego szczegółu: rzekoma przemoc psychiczna ze strony Autorki (termin "przemoc" tutaj uznaję za naduzycie) była niczym wobec przemocy jaką stosował i stosuje ów człowiek. Jesli uznamy, ze jednak Autorka to stosowała, to dlaczego jego "odpowiedź" (niewspółmierna w porównaniu z tamtym) nastąpiła dopiero po jakimś czasie? Jesli stosowała ową "przemoc" to dlaczego:
1. nie zgłosił tego i nie załozył jej osławionej "niebieskiej karty"?
2. skoro nie reagował to dlaczego nie był taki potulny później? Wszak powinien nadal cicho siedzieć (wedle Twej teorii, ze jak ktoś się choćby chwilę znalazł w takich relacjach to jest, cyt.: "bez jaj, daje sie kopać, typ ofiary") Na marginesie: mnie zarzuciłes - zupełnie nie znajac sprawy - coś, co jest własnie takim cyt.: "ni przypiął, ni przyłatał".
3. najnormalniej nie zakończył tego związku?
Pomijam tu też i to, ze normalny człowiek, dorosły mężczyzna potrafi panować nad swoimi emocjami i zna wagę niektórych słów - nigdy do swojej partnerki nie rzuci "szmata, wypier...laj" itp. A jesli czuje sie tak bezsilny, ze blisko mu do takich wyrażeń - powinien zakończyć taki związek, a nie w nim nadal tkwić i wyżywać się na partnerce. Jeśli ktoś nie zna rangi takich słów i potrafi dzielić nimi własna kobietę to jest osobą o mocnych niedostatkach emocjonalnych, ma problemy z kontrolą agresji i prawdopodobną naturę osoby nienadającej się do życia z kimkolwiek. Fakt jego poprzedniego zwiazku (okolicznosci rozstania) tego dowodza... Zatem w swietle powyzszego bronisz furiata i buraka a obciążasz winą zwykłą kobietę... Aż współczuć wypada ewentualnej Twojej partnerce...