Emilia napisał/a:A w produktowej jaki aparat się sprawdza? W mojej byłej pracy korzystano z Pentaxów (o ile dobrze pamiętam) i zdjęcia po prostu były takie se. Teraz chcielibyśmy sami robić takie foty na własne potrzeby. Chodzi o to, żeby produkt dobrze wyglądał, wyraźnie, zarówno na białym tle, jak i leżąc np. gdzieś w trawie, żeby kolory nie były przekłamane. Teraz nie jestem w stanie zrobić dobrego zdjęcia ty aparatem, który mam. Wychodzą zażółcone, a nie potrafię ich odżółcić. Muszę się strasznie męczyć, żeby niebieski był niebieski, a fioletowy fioletowy bez domieszek jakichś nieokreślonych barw.
W tego typu fotografii nie bardzo jestem Ci w stanie doradzić, bo jestem zielona na jej temat bardziej niż trawa, którą uwieczniasz obecnym aparatem.
W zamierzchłych czasach, gdy sprzedawałam za pośrednictwem sieci używałam kompaktu Canon Power Shot. Zdjęcia wychodziły nie najgorzej, bo miał tryb macro. Trudno było je wykonać i bez obróbki wyglądały nijako. Często światło i refleksy płatały mi figle. Obecnym raz wykonywałam takie zdjęcia. Aparat Canon EOS 600D, obiektyw Tamron 28-105 z filtrem i tulipanem, czyli podstawowy. Nie używałam lampy tylko oświetlenie pomieszczenia. Przydał się balans bieli, bo jeden produkt był biały na czarnym tle, a drugi czarny na białym. Produktem była tkanina, więc problem z niechcianymi refleksami i połyskiem. Uważam, że średni sprzęt dobrze sobie poradził. Nie miałam ochoty na obróbkę i uniknęłam jej dzięki wykorzystaniu struktury tkaniny, doświetleniu, tulipanowi, który niweluje odblaski zewnętrznych lamp, wspomnianemu balansowi i przygotowaniu wyeksponowania produktu. Zdjęcia nie były powalające i uważam, że kompakt lepiej sobie radził, ale były w miarę zadowalające.
Co do kolorów, to nigdy nie ma pewności, czy komputer ich nie przekłamuje. Zdjęcia, które obrabiałam i zamieszczam na swoim komputerze, po opublikowaniu i podejrzeniu różniły się kolorystycznie na monitorze koleżanki.
Z obiektywów, które mam, najbardziej podobają mi się kolory Sigmy. Najmniej Tamrona, a Canona umieściłabym po środku. Przy czym Sigma ze względu na gabaryty jest ciężka i rzadko jej używam, dodatkowo wymaga statywu, bo nie sposób zrobić dobre zdjęcie z kawałkiem sprzętu w dłoniach, ręka zawsze zadrży. Canon, którego mam ma małą ogniskową i świetnie się sprawdza w pomieszczeniach, ale jego średnica pozostawia sporo do życzenia. Tamron robi blade zdjęcia, przynajmniej mój, za to jest lekki, szybko się ustawia i pozwala na jakieś zbliżenia.
Co do trybu macro, który bardzo lubię, to warto wspomnieć, że różne obiektywy ostrzą z różnej odległości. Po ludzku: przy Tamronie potrzebuję ok. metra odległości od fotografowanego obiektu, a przy Sigmie już prawie dwa, a najlepiej ostrzy z trzech.
Analizując swoją przygodę z fotografią, to na dzień dzisiejszy najpierw zapisałabym się na jakiś kurs, a dopiero potem kupiła sprzęt. Pomimo, że miałam już jakieś pojęcie o fotografii, zanim pokusiłam się o lustro, to doświadczenie z nim kosztowało mnie trochę pieniążków na obiektywy i cierpliwości, żeby poznać ich możliwości. Obecnie nigdy bym nie kupiła Sigmy z dużą ogniskową, którą mam, i której parametrów nie jestem w stanie wykorzystać bez statywu, bo rączka zawsze zadrży i obraz się rozmywa (potoczne mydło), i wyrzuciła kita. Zamiast nich zainwestowałabym w obiektyw szerokokątny.
Wspominałaś o filmach. Moje body ma fajne parametry do ich nagrywania, jednak bez odpowiedniego obiektywu nie mogę ich wykorzystać. Puszka posiada ustawienia, ale nie działają przy moich obiektywach. O zbliżeniach mogę sobie pomarzyć, bo do filmowania też jest potrzebny odpowiedni obiektyw.
Piszesz o lekkiej i zgrabnej lustrzance. Moim zdaniem takich luster nie ma. Gdy wychodzę w plener trochę dźwigam i dlatego kupiłam plecak. Na górskim szlaku nie ma mowy o zabraniu całego sprzętu, więc biorę jeden, uniwersalny obiektyw i później pluję sobie w brodę, że ma za słabe zbliżenie, bo na ścianie Rys właśnie walczą z naturą alpiniści, których mały, lekki i niedrogi (niedrogie szkła bierze się na ryzykowne wyprawy, gdy istnieje prawdopodobieństwo upadku) obiektyw nie uwieczni, bo brakuje zbliżenia. Innym razem motomaniak na skuterze wodnym odstawia ewolucje, albo ludzie na szybkich łodziach trawią adrenalinę, a ja nie mogę złapać ich emocji, bo zoom nie ten. Nawet jeśli się poświęcę i wezmę ciężki sprzęt, to nie jestem w stanie bez statywu zrobić dobrego zdjęcia. Na zmianę obiektywu i ustawienie statywu nie ma czasu. W takich sytuacjach marzę o dobrym kompakcie.
Uwielbiam lustrzankę za szybkość, dokładność i możliwości artystyczne, ale są sytuacje, w których aparat kompaktowy lepiej się sprawdza.
Jeżeli chodzi o wspomnianego Pentaxa, to nie miałam okazji wypróbować. W jego przypadku doświadczenia Małpa69 i Twoje własne, muszą wystarczyć, chyba że znajdzie się ktoś, kto już używał i będzie w stanie rozwiać ewentualne wątpliwości.
Fotografia jest fajną pasją, niestety drogą. Jeżeli się nie odwdzięcza ładnymi fotkami za koszty, to nie warto w nią inwestować.