netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

35 odpowiedzi7 895 wyświetleńzałożony przez ankaa09, 23.07.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 36 ]

1 Ostatnio edytowany przez ankaa09 (2015-07-23 00:57:58)

Temat: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

To mój pierwszy post na tym forum- zdecydowałam się opisać swój problem, bo mam totalny mętlik w głowie.
Byłam z moim chłopakiem ponad dwa lata. Tydzień temu zostawił mnie bez żadnego konkretnego powodu.

Napiszę na wstępie, że mój chłopak moim zdaniem nie jest stabilny emocjonalnie. Często zdarzało się, że robił afery z byle powodu. Byle głupota potrafiła wywołać w nim okropne nerwy.

Wszystko zaczęło się od tego, że wyszliśmy ze znajomymi i po którymś wypitym już piwie na boku, dyskretnie zwróciłam swojemu chłopakowi uwagę, ze zaczyna się już trochę głupio zachowywać. Na pewno nikt z naszych znajomych tego nie usłyszał. Zaznaczę od razu, że chłopak był lekko wstawiony, ale na pewno nie był jeszcze pijany, więc myślał całkiem racjonalnie. Po tych moich słowach chłopak bardzo się zdenerwował i powiedział, że on idzie do domu. Wściekły poszedł w zupełnie inną stronę, ale ostatecznie zatrzymał go jego kolega. Resztę wieczoru spędziliśmy nie odzywając się do siebie. Usłyszałam jedynie przypadkiem jak kolega zagadał go, czemu aż tak się zdenerwował, a on na to, ze czasami nie panuje nad nerwami.
W trakcie powrotu zagadałam go, jednak on mnie zupełnie ignorował (takie zachowanie często zdarzało mu się w trakcie innych kłotni), próbowałam jednak nadal nawiazać z nim kontakt i w końcu on się odezwał, powiedział, ze nie będzie ze mną rozmawiał i poszedł w zupełnie inną stronę. Z tej złości nawet nie pamietał, żeby pożegnać sie ze znajomymi. Znowu pobiegl za nim kolega, ja jednak poszłam już do domu, bo byłam wściekła i w dodatku niesamowicie było mi wstyd przed znajomymi przez to jego zachowanie.
Po tej sytuacji nie odzywaliśmy sie do siebie 4 dni. Żadnego smsa, rozmowu na fb. Akurat na piaty dzień nieodzywania się wypadły jego urodziny. Wysłalam mu urodzinowe życzenia na fb, na co on napisał tylko: "dziękuję". Ja nie wytrzymałam. Napisalam do niego smsa, czemu sie nie odzywa. On mnie ignororwał. W końcu napisałam mu, że nie rozumiem tego, co robi. Że nie wiem, czy to zwykła, kłotnia, czy kłotnia prowadząca do rozstania. Żeby się w koncu określił, czy chce czasu, żeby ochłonąć, czy coś innego. Bo ja nie wiem, co się dzieje. (Martwiłam się, bo w kłotni rozstawaliśmy się już dobre kilka razy, ale zawsze się godziliśmy tego samego lub następnego dnia. Tylko raz zrobilismy sobie przerwę na około 3 tygodnie i traktowaliśmy się jak przyjaciele, po czym do siebie wróciliśmy). On na tego smsa napisał mi: "że ma mnie dosyć, że jestem nienormalna. żebym znalazła sobie kogoś innego, że przykro mu, ze to sms, ale on nie ma dla mnie czasu." Z jednej strony miałam świadomość że jest źle, ale jednak często w złości mówiliśmy sobie podobne rzeczy. Poszłam do niego następnego dnia rano. Powiedziałam, ze chce z nim pogadać. Głupia, mu powiedzialam, ze się zmienię, że nie chcę żebyśmy się rozstawali. Prosiłam go, żeby to wszystko przemyślał. I on uznał, ze okej. Że on da mi szansę. Poczułam się upokorzona. Tylko, ze przyzwyczaiłam go do tego. Bo od jakiegos czasu on się uodpornił mógł się nie odzywać kilka dni, a ja wariowałam i dla świetego spokoju najpierw przyznawałam mu racje, byleby tylko się pogodzić i dopiero potem mu tłumaczylam i on niby rozumiał swoje błędy. I tym razem też zaczęłam mu tłumaczyć, żeby zrozumiał, ze oboje popełniamy błędy. Że on też czasami robi źle i żeby nie denerwował się na tyle czasu, bo to nie jest tego warte. On się po tym znowu wkurzył. Powiedział, że nic nie zrozumiałam i on ma mnie dosyć i on wraca do domu. Że nie chce być ze mną, że miałam z nim tak super i że dostanę teraz lekcje życia. Że trzeba było doceniać to, co miałam. Że jestem toksyczna. Ale przecież kurczę, zwróciłam mu tylko uwagę, że sie głupio zachowuje...
On zawsze obwinia mnie, a nigdy samego siebie. Wmówił sobie, że jest ideałem. Tylko, ze póki był rok akademicki to mieszkaliśmy razem i ja zawsze przy jakiejkolwiek kłotni, niewazne z czyjej winy, zaczynałam rozmowę. Tłumaczyłam mu, namawiałam. Dawno nie było czegos takiego, że to on sam doszedł do wniosku, ze zrobił coś źle i sam zacząl rozmowę. Ja zawsze pierwsza wymiękałam. Dodam, ze on naprawde jest bardzo nerwowy i potrzebuję coraz więcej czasu, zeby się uspokoic. I nie wiem, ile sam potrzebowałby tego czasu, żeby przemyśleć swoje zachowanie. A teraz są wakacje, każdy mieszka w swoim rodzinnym domu i zupełnie się nie widujemy, no i ja jestem chociaż troche bardziej wytrzymalą z tego powodu.
Po tym jak mnie zostawił, ja na drugi dzień poszłam jeszcze do niego. Nie chciał ze mną rozmawiać, ale na siłę weszłam do jego mieszkania, bo akurat był sam w domu. On był dalej wsciekły ja próbowałam go jakoś uspokoić, namowić, żebyśmy się nie rozstawali. Bo zazwyczaj to przy którymś razie działało i kończylo się zgodą. Bo moim zdaniem on rozstał się ze mną pod wpływem nerwow. To raczej nie było przemyślane. No i on był przyzwyczajony do tego, że w złości się rozstajemy, a potem się godzimy. No i ja zazwyczaj o to zabiegałam.

Byliśmy do tej kłótni naprawdę szczęśliwi. On się bardzo starał, ale właśnie czasami miał takie napady złości i wtedy nie odzywał się i nie zaczynaliśmy rozmawiać, aż ja nie wyciągnęłam do niego ręki. Nie wiem, co by było jakbym się nie odezwała. Po jakim czasie on by się odezwał.
Wiem, że to mój błąd, że go przyzwyczaiłam do tego, ze ja wszystko wybaczam, że zawsze to ja dąże do zgody.
Teraz to dla niego jest nowa sytuacja, bo ani nie mieszkamy teraz razem, a ja próbowałam tylko raz się z nim dogadać. Zazwyczaj próbowałam kilka razy aż do skutku.
Na pewno tu nie chodzi o żadną inną dziewczynę. Co do tego jestem pewna.
On naprawdę wydawał sie być szcześliwy. zapewniał, że mnie kocha. Widać było, ze chce ze mną spedzać czas. Ogólem on poza mną nie ma praktycznie nikogo. Bo jest raczej zamkniętą w sobie osobą. Dużo czasu spędzaliśmy razem. I ja też naprawdę czulam sie przy nim dobrze. Bo naprawdę dogadywaliśmy sie świetnie, no poza tymi jego kłotniami o nic.
Ja nie potrafię sobie teraz poradzić. Boli mnie, że tak mnie potraktował. Ale z drugiej strony mam nadzieję, ze może to tylko kolejna kłótnia, która początkowo wyglądala tragicznie, ale zakonczyla się dobrze. Bo jednak więcej momentow było dobrych niz tych złych.


I nie wiem, co teraz robić. Czy w końcu przestać wyciągać do niego rękę i poczekać na jego ruch? czy uznać, ze to takie prawdziwe rozstanie tym razem i on nie chce wracać? Czy jakoś sprobować z nim pogadać, nakłonić do rozmowy jak się uspokoi, żeby nerwy nie przysłaniały mu wszystkiego? Czy uważacie, że jak w końcu minie troche czasu, to on zacznie analizować swoje zachowanie? 
Nie mam pojęcia, co robić. Strasznie mi szkoda tego zwiazku, bo moim zdaniem naprawde nie bylo aż tak źle, zeby to konczyc. I po nim też wcale nie bylo widać, ze jest jakiś nieszczesliwy. Bo to też już przerabiałam i jak mu coś nie pasowało, to dało rade to wyczuć.

2

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Nic nie rob.
Daj mu czas na przemyslenie.
A moze mu zwyczajnie wstyd za swoje zachowanie ?

3

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Ile Ty masz lat, bo zachowujesz się jak dziecko.
Prosiłaś, totalnie się upokorzyłaś.
Czy tego chcesz?
On taki bidulek a Ty ta zła.
Tak z nim miałaś dobrze i teraz zobaczysz co straciłaś.
Ja uważam, że nie straciłaś lecz zyskałaś.
Czym szybciej o nim zapomnisz tym lepiej dla Ciebie.
Mieć takiego palanta za partnera to masakra.

4

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
Lexpar napisał/a:

Ile Ty masz lat, bo zachowujesz się jak dziecko.
Prosiłaś, totalnie się upokorzyłaś.
Czy tego chcesz?
On taki bidulek a Ty ta zła.
Tak z nim miałaś dobrze i teraz zobaczysz co straciłaś.
Ja uważam, że nie straciłaś lecz zyskałaś.
Czym szybciej o nim zapomnisz tym lepiej dla Ciebie.
Mieć takiego palanta za partnera to masakra.

Poniekąd podpisze się pod tymi słowami.
Ankaa09, za co Ty go masz przepraszać, wyciągać rękę, straciłaś obiektywizm w tej sytuacji.
To tak jakby ktoś Tobie zrobił kuku a Ty go jeszcze za to przepraszasz.

haloo..
To nie tak.

5

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Owszem ktoś tu jest toksyczny i jest nim Twój facet, a Ty kapitalnie wkomponowałaś się w reagowanie na te jego zachowania. Czy wiesz, że nie odzywanie się na zasadzie "bo tak" to też przemoc psychiczna?

6

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

To, co napisałaś wygląda naprawdę źle i mam nadzieję, że jednak ruszysz do przodu, bo ten facet znalazł idealny sposób, by Tobą manipulować. Wasze życie już by takie pozostało, aż w pewnym momencie faktycznie by odszedł, ale po latach. Nie zasługujesz na to, by tak Cię traktował.
Nie czekaj na niego. Zauważ, jak mało musisz zrobić, by chłopak kompletnie się, od Ciebie odwrócił. W przyszłości nic nie mogłabyś wskórać. Prosta prośba o zmianę zachowania mogłaby skutkować separacją. Ten człowiek sam musi boleśnie się przekonać, że nie jest pępkiem świata. Dlatego życzę Ci, byś już za nim nie goniła. Znajdź jakieś nowe, ciekawe zajęcie, korzystaj z życia i w razie możliwości, nie pisz do niego. To on zrobił błąd, a ty chcesz go przepraszać.
On się zmieni, ale dopiero, jak dostanie mocnego kopa, za swoje zachowanie. To, co obecnie robisz, tylko go wzmacnia. Możliwe, że wyrobiłaś w nim tak mocne poczucie, że nie odejdziesz, choćby nie wiem, co się działo, że chłopak to po prostu wykorzystuje. Pisze, że to koniec, bez konsekwencji, bo wie, że i tak przyjdziesz do niego na kolanach.
Dla własnego dobra tym razem po prostu je wyciągnij (Konsekwencje) i rusz, przed siebie.

7

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Zerwij kontakt i to natychmiast. Chce rozstania to mu je daj i nie licz, że sobie przemyśli. A co do tego, że nie ma innej dziewczyny nie bądź taka pewna... Wiesz ile dziewczyn dawało sobie rękę uciąć a teraz by chodziło bez ręki? Jesteś od niego uzależniona. On sprawia Ci przykrość a Ty chodzisz i prosisz o wybaczenie i kolejną szansę. Będzie to wykorzystywał do upadłego, Ty się będziesz poniżać coraz bardziej żeby Ci tylko pozwolił wrócić oczywiście na jego warunkach. Związek można właśnie ocenić po sposobie w jaki ludzie się kłócą. Wiadomo, że każdy się kłóci, ale jeżeli ludzie nie okazują sobie szacunku w takich momentach znaczy, że się nie szanują w żadnych. A jestem pewna, że w trakcie waszych kłótni nie raz słyszałaś słowa, po których płakałaś, które wypowiadał specjalnie żeby zabolało. Też jestem wybuchowa i nerwowa, ale jak się kłóciłam z moim byłym to ja używałam argumentów, a on przekleństw. Wychodził w trakcie, wyzywał itd. Niestety wtedy nie widziałam tego co teraz, za późno się zorientowałam i jego nerwy przekroczyły pewne granice.... A też jak byliśmy pogodzeni to był cud, miód, malina. Uwierz mi nie warto się w to bawić bo są na tym świecie normalni faceci.

8

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Oj dziewczyno, ale wdepnęłaś. Twoja historia jest i będzie smutna, jeśli nie uciekniesz od tego wariata. Kiedyś byłam w podobnym związku i po opisie już widzę, że masz do czynienia z osobą zaburzoną, toksykiem na maxa. To nie minie. Takie zachowanie jest normą - zresztą już tego doświadczasz. Z takimi osobami nie da się żyć, wszystko co najlepsze zburzą, a najbliższą osobę uczynią nieszczęśliwą, smutną, zatroskaną i niepewną.

Na porządku dziennym jest manipulacja słowem, zrzucanie winy na drugą osobę, nigdy nie wiesz, kiedy ta druga osoba wybuchnie, w potocznym języku: kiedy jej znów odbije.

Tańczysz już toksyczny taniec zerwań i powrotów, który ma stały scenariusz (on cię krzywdzi - ty potem wyciągasz rękę - on nauczył się, że pomimo tego złego, co ci robi, ty i tak będziesz, wrócisz - stąd rodzi się postawa kompletnego braku szacunku - za nic nie bierze odpowiedzialności, nigdy nie ponosi kary).

Tobie się jeszcze wydaje, że wszystko się ułoży, a te kłótnie i zerwania kiedyś miną. Otóż nie miną. Będziesz próbowała go zrozumieć, chodzić na paluszkach, wciąż zastanawiając się jak się dla niego zmienić aby było dobrze. Takich ludzi nie ma co rozumieć, zaburzenia emocjonalne tego kalibru prawie nigdy nie dają się wyleczyć. Ludzie marnują sobie życie przy takich ludziach.

A z tobą stanie się (pewnie już taka jesteś) coś złego: stracisz poczucie własnej godności, zapomnisz kim byłaś, co lubiłaś, jakie miałaś cele i ambicje. Kompletnie stracisz siebie i będziesz jak taka marionetka pociągana za sznurki. Byleby tylko pana nie urazić, byleby tylko było dobrze.

Ratuj się póki możesz. Z twojej wypowiedzi przebija jeszcze gdzieś głos rozsądku i intuicja, która ostrzega cie, że to co się dzieje jest złe i niedobre dla ciebie.

9

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Ratuj się, dziewczyno, póki możesz. On Tobą manipuluje - przejrzyj na oczy. Z tego, co piszesz, Wasz związek nie zapowiada się dobrze - przykro mi, ale dla Ciebie nie zapowiada się dobrze. Jeśli zdecydujesz się w tym tkwić na obecnych zasadach, a podejmiecie decyzję kiedyś tam o zalegalizowaniu związku, możesz tego żałować. Toksyczny jest on, nie Ty. Spójrz prawdzie w oczy. Rozumiem, że trudno o racjonalne myślenie, kiedy targają nami uczucia i emocje, ale dla własnego dobra - stań na dystans i spójrz na Wasze relacje chłodnym okiem. Wtedy zobaczysz to, czego do tej pory nie zauważałaś. Możesz wypisać sobie wszystkie za i przeciw na kartce, ale bądź absolutnie uczciwa SAMA ZE SOBĄ (ostrzegam, że to może być dla ciebie bolesne, bo jesteś zaangażowana w  Wasz związek). Wypisz po jednej stronie kartki, jakie masz oczekiwania wobec WYMARZONEGO partnera, co jest DLA CIEBIE ważne, a w drugiej kolumnie wypisz zalety i wady Twojego obecnego partnera, co Cię w nim irytuje, czego nie umiesz znieść. I mając tę kartkę przed oczami, dobrze przemyśl czy naprawdę chłopak, z którym jesteś obecnie , jest dokładnie tym, z którym chciałabyś spędzić życie, mieć dzieci, coś wspólnie tworzyć na CAŁE DEKADY.
Od myślenia na ten temat - na przekór przysłowiu - może Cię zaboleć głowa, ale podejrzewam, że będzie Ci dużo łatwiej zrozumieć, w czym tkwisz.
Moja rada: jego na razie zostaw w spokoju - niech sobie też pomyśli nad sobą. Ty przeanalizuj sobie sytuację, wyciągnij własne wnioski, a potem porozmawiaj - szczerze i stanowczo o tym, co czujesz, czego oczekujesz i dlaczego i czego nie chcesz. ŻADNYCH fochów (ani Twoich, ani tym bardziej jego) - bo znów staniesz się ofiarą manipulacji. Musisz wiedzieć, czego chcesz i tego wymagać. Powodzenia.

10

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
lifrinat napisał/a:

Oj dziewczyno, ale wdepnęłaś. Twoja historia jest i będzie smutna, jeśli nie uciekniesz od tego wariata. Kiedyś byłam w podobnym związku i po opisie już widzę, że masz do czynienia z osobą zaburzoną, toksykiem na maxa. To nie minie. Takie zachowanie jest normą - zresztą już tego doświadczasz. Z takimi osobami nie da się żyć, wszystko co najlepsze zburzą, a najbliższą osobę uczynią nieszczęśliwą, smutną, zatroskaną i niepewną.

Na porządku dziennym jest manipulacja słowem, zrzucanie winy na drugą osobę, nigdy nie wiesz, kiedy ta druga osoba wybuchnie, w potocznym języku: kiedy jej znów odbije.

Tańczysz już toksyczny taniec zerwań i powrotów, który ma stały scenariusz (on cię krzywdzi - ty potem wyciągasz rękę - on nauczył się, że pomimo tego złego, co ci robi, ty i tak będziesz, wrócisz - stąd rodzi się postawa kompletnego braku szacunku - za nic nie bierze odpowiedzialności, nigdy nie ponosi kary).

Tobie się jeszcze wydaje, że wszystko się ułoży, a te kłótnie i zerwania kiedyś miną. Otóż nie miną. Będziesz próbowała go zrozumieć, chodzić na paluszkach, wciąż zastanawiając się jak się dla niego zmienić aby było dobrze. Takich ludzi nie ma co rozumieć, zaburzenia emocjonalne tego kalibru prawie nigdy nie dają się wyleczyć. Ludzie marnują sobie życie przy takich ludziach.

A z tobą stanie się (pewnie już taka jesteś) coś złego: stracisz poczucie własnej godności, zapomnisz kim byłaś, co lubiłaś, jakie miałaś cele i ambicje. Kompletnie stracisz siebie i będziesz jak taka marionetka pociągana za sznurki. Byleby tylko pana nie urazić, byleby tylko było dobrze.

Ratuj się póki możesz. Z twojej wypowiedzi przebija jeszcze gdzieś głos rozsądku i intuicja, która ostrzega cie, że to co się dzieje jest złe i niedobre dla ciebie.

Lepiej bym tego nie ujęła!:)

11

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Dziękuję za odpowiedzi. Tego mi chyba było potrzeba. Mam 20 lat. On jest rok starszy. To był mój pierwszy chłopak i faktycznie czuję, ze popadłam w to bagno jakie mi zafundował. Uzależniłam się od niego. Popadłam w ten schemat, ze wolałam go błagać o rozmowę niż po prostu kazać mu spadać. Po prostu wydawało mi się, że lepiej mi będzie z nim niż bez niego. Mimo, ze w naszym związku też cudownie nie było. Mąciło mi w głowie to, że ogólnie bylo naprawdę dobrze. Tylko przeciętnie raz na 3 tygodnie, może miesiąc pojawiały sie takie chore sytuacje z jego strony. I to mi dawało złudne wrażenie, ze on wcale nie jest złym chlopakiem. Ale teraz widzę, że on by mnie zrujnował psychicznie. Po prostu źle trafiłam. On chyba jest strasznie niestabilny emocjonalnie. Wydaje mi się, że ma zaniżone poczucie wartości i po prostu wmawia sobie, że jest ideałem, że mam z nim tak dobrze, a to wszystko dlatego, ze kupował mi prezenty, zapraszał w różne fajne miejsca. Myślę, że tym chciał zatuszować w jakiś sposób swój trudny charakter.
Muszę przyznać, że on sam chyba nie rozumie tego co się z nim dzieje. Raz z nim o tym rozmawiałam i tak mi powiedział. Ale później już nie dało rady zacząć z nim tego tematu. Bo to tak jakby byly w nim dwie zupelnie inne osoby. Z jednej strony widzę, że on się bardzo stara, że mu na mnie zależy, że wymyśla jak sprawić mi przyjemność. A z drugiej strony bez powodu zupełnie mu odwala i zachowuje się jakby mnie nie znosił.
Na szcześnie nie wpędził mnie jeszcze w jakieś kompleksy. Bo uważam się za fajną, moim zdaniem ładną dziewczynę, ktorą interesują się faceci. Po prostu spędzałam z nim zbyt dużo czasu i po prostu bałam się tego, co będzie, jak zostanę sama. Po części też było mi go szkoda i myślałam, ze może jakoś mu pomogę. Że może w końcu jakaś rozmowa przyniesie skutek. Ale to się nie uda... muszę przez to przejść. Do tej pory się wahałam. Ale poczytałam trochę historii innych dziewczyn. Poczytałam Wasze odpowiedzi i zrozumiałam w końcu, ze ten związek był toksyczny i to z jego powodu. W końcu dostałam jakiegoś otrzeźwienia umysłu. Lepiej późno niż wcale...

12 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-23 17:26:10)

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
ankaa09 napisał/a:

Wszystko zaczęło się od tego, że wyszliśmy ze znajomymi i po którymś wypitym już piwie na boku, dyskretnie zwróciłam swojemu chłopakowi uwagę, ze zaczyna się już trochę głupio zachowywać.

Bo od jakiegos czasu on się uodpornił mógł się nie odzywać kilka dni, a ja wariowałam i dla świetego spokoju najpierw przyznawałam mu racje, byleby tylko się pogodzić i dopiero potem mu tłumaczylam i on niby rozumiał swoje błędy. I tym razem też zaczęłam mu tłumaczyć, żeby zrozumiał, ze oboje popełniamy błędy. Że on też czasami robi źle i żeby nie denerwował się na tyle czasu, bo to nie jest tego warte. On się po tym znowu wkurzył. Powiedział, że nic nie zrozumiałam i on ma mnie dosyć i on wraca do domu. Że nie chce być ze mną, że miałam z nim tak super i że dostanę teraz lekcje życia. Że trzeba było doceniać to, co miałam. Że jestem toksyczna. Ale przecież kurczę, zwróciłam mu tylko uwagę, że sie głupio zachowuje...

On zawsze obwinia mnie, a nigdy samego siebie. Wmówił sobie, że jest ideałem.

Tłumaczyłam mu, namawiałam. Dawno nie było czegos takiego, że to on sam doszedł do wniosku, ze zrobił coś źle i sam zacząl rozmowę. Ja zawsze pierwsza wymiękałam. Dodam, ze on naprawde jest bardzo nerwowy i potrzebuję coraz więcej czasu, zeby się uspokoic. I nie wiem, ile sam potrzebowałby tego czasu, żeby przemyśleć swoje zachowanie.

On naprawdę wydawał sie być szcześliwy. zapewniał, że mnie kocha. Widać było, ze chce ze mną spedzać czas.
Strasznie mi szkoda tego zwiazku, bo moim zdaniem naprawde nie bylo aż tak źle, zeby to konczyc. I po nim też wcale nie bylo widać, ze jest jakiś nieszczesliwy. Bo to też już przerabiałam i jak mu coś nie pasowało, to dało rade to wyczuć.

Przykro mi, ale ja mam zupełnie inne zdanie w tej sprawie. Ostatnio naprawdę cięta jestem na kobiety, ale przeczytaj to proszę, i zastanów się, czy nie ma w tym choć odrobiny racji.
Piszesz, że jeśli jemu coś nie pasowało, dawało się to wyczuć
Ale nigdy nie powiedział tego wprost? A Ty wręcz przeciwnie - wytykalas mu wszystko, co Ci nie pasowało. Nie uważasz, że to nie fair? Co dawało Ci prawo, by go wychowywać, tresować, zwracać uwagę? Bo to nie jest zachowanie dziewczyny, tylko "mamuśki". Raczej mało pociągające.
On sobie nie wmówił, że jest ideałem. On jest po prostu sobą i takim chciał być przez Ciebie akceptowanym. A Ty na każdym kroku udowadnialas mu jego niedoskonałość. To typowe zachowanie kobiet, fakt, ale naprawdę niezdrowe. Bo partnera się albo bierze z dobrodziejstwem inwentarza, albo się odchodzi. Najgorzej, jeśli ogólnie jest w porządku, a tracisz go z powodu dupereli. Czepianie się jest naprawdę uciążliwe. Postaw się na jego miejscu i pomyśl, czy chciałabyś być tak sztorcowana,  traktowana jak małe dziecko.
Dawaliscie sobie sporo szans. On może Ci już nie zaufać.
Ale w kolejnym związku uważaj. Możesz znaleźć faceta,  który na każdą Twoja uwagę będzie reagował przeprosinami i obietnicą poprawy. Ciekawa jestem, czy będziesz go za to szanowała.

13

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
starlet007 napisał/a:
ankaa09 napisał/a:

Wszystko zaczęło się od tego, że wyszliśmy ze znajomymi i po którymś wypitym już piwie na boku, dyskretnie zwróciłam swojemu chłopakowi uwagę, ze zaczyna się już trochę głupio zachowywać.

Bo od jakiegos czasu on się uodpornił mógł się nie odzywać kilka dni, a ja wariowałam i dla świetego spokoju najpierw przyznawałam mu racje, byleby tylko się pogodzić i dopiero potem mu tłumaczylam i on niby rozumiał swoje błędy. I tym razem też zaczęłam mu tłumaczyć, żeby zrozumiał, ze oboje popełniamy błędy. Że on też czasami robi źle i żeby nie denerwował się na tyle czasu, bo to nie jest tego warte. On się po tym znowu wkurzył. Powiedział, że nic nie zrozumiałam i on ma mnie dosyć i on wraca do domu. Że nie chce być ze mną, że miałam z nim tak super i że dostanę teraz lekcje życia. Że trzeba było doceniać to, co miałam. Że jestem toksyczna. Ale przecież kurczę, zwróciłam mu tylko uwagę, że sie głupio zachowuje...

On zawsze obwinia mnie, a nigdy samego siebie. Wmówił sobie, że jest ideałem.

Tłumaczyłam mu, namawiałam. Dawno nie było czegos takiego, że to on sam doszedł do wniosku, ze zrobił coś źle i sam zacząl rozmowę. Ja zawsze pierwsza wymiękałam. Dodam, ze on naprawde jest bardzo nerwowy i potrzebuję coraz więcej czasu, zeby się uspokoic. I nie wiem, ile sam potrzebowałby tego czasu, żeby przemyśleć swoje zachowanie.

On naprawdę wydawał sie być szcześliwy. zapewniał, że mnie kocha. Widać było, ze chce ze mną spedzać czas.
Strasznie mi szkoda tego zwiazku, bo moim zdaniem naprawde nie bylo aż tak źle, zeby to konczyc. I po nim też wcale nie bylo widać, ze jest jakiś nieszczesliwy. Bo to też już przerabiałam i jak mu coś nie pasowało, to dało rade to wyczuć.

Przykro mi, ale ja mam zupełnie inne zdanie w tej sprawie. Ostatnio naprawdę cięta jestem na kobiety, ale przeczytaj to proszę, i zastanów się, czy nie ma w tym choć odrobiny racji.
Piszesz, że jeśli jemu coś nie pasowało, dawało się to wyczuć
Ale nigdy nie powiedział tego wprost? A Ty wręcz przeciwnie - wytykalas mu wszystko, co Ci nie pasowało. Nie uważasz, że to nie fair? Co dawało Ci prawo, by go wychowywać, tresować, zwracać uwagę? Bo to nie jest zachowanie dziewczyny, tylko "mamuśki". Raczej mało pociągające.
On sobie nie wmówił, że jest ideałem. On jest po prostu sobą i takim chciał być przez Ciebie akceptowanym. A Ty na każdym kroku udowadnialas mu jego niedoskonałość. To typowe zachowanie kobiet, fakt, ale naprawdę niezdrowe. Bo partnera się albo bierze z dobrodziejstwem inwentarza, albo się odchodzi. Najgorzej, jeśli ogólnie jest w porządku, a tracisz go z powodu dupereli. Czepianie się jest naprawdę uciążliwe. Postaw się na jego miejscu i pomyśl, czy chciałabyś być tak sztorcowana,  traktowana jak małe dziecko.
Dawaliscie sobie sporo szans. On może Ci już nie zaufać.
Ale w kolejnym związku uważaj. Możesz znaleźć faceta,  który na każdą Twoja uwagę będzie reagował przeprosinami i obietnicą poprawy. Ciekawa jestem, czy będziesz go za to szanowała.

Chyba nie wiesz o czym mówisz i wprowadzasz zamęt do umysłu autorki.
To jest strasznie zaburzona osoba i nie ma to związku w ogóle z nią. Przepraszam ma - ona jako katalizator jego zachowań.

Wariat i jeszcze raz wariat. Mojemu średnio odbijało co tydzień - R E G U L A R N I E smile.

14 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-07-23 19:02:50)

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
starlet007 napisał/a:

Przykro mi, ale ja mam zupełnie inne zdanie w tej sprawie. Ostatnio naprawdę cięta jestem na kobiety, ale przeczytaj to proszę, i zastanów się, czy nie ma w tym choć odrobiny racji.
Piszesz, że jeśli jemu coś nie pasowało, dawało się to wyczuć
Ale nigdy nie powiedział tego wprost? A Ty wręcz przeciwnie - wytykalas mu wszystko, co Ci nie pasowało. Nie uważasz, że to nie fair? Co dawało Ci prawo, by go wychowywać, tresować, zwracać uwagę? Bo to nie jest zachowanie dziewczyny, tylko "mamuśki". Raczej mało pociągające.
On sobie nie wmówił, że jest ideałem. On jest po prostu sobą i takim chciał być przez Ciebie akceptowanym. A Ty na każdym kroku udowadnialas mu jego niedoskonałość. To typowe zachowanie kobiet, fakt, ale naprawdę niezdrowe. Bo partnera się albo bierze z dobrodziejstwem inwentarza, albo się odchodzi. Najgorzej, jeśli ogólnie jest w porządku, a tracisz go z powodu dupereli. Czepianie się jest naprawdę uciążliwe. Postaw się na jego miejscu i pomyśl, czy chciałabyś być tak sztorcowana,  traktowana jak małe dziecko.
Dawaliscie sobie sporo szans. On może Ci już nie zaufać.
Ale w kolejnym związku uważaj. Możesz znaleźć faceta,  który na każdą Twoja uwagę będzie reagował przeprosinami i obietnicą poprawy. Ciekawa jestem, czy będziesz go za to szanowała.

Starlet to ja się Tobie dziwię.
Czy Ty nie doczytałaś, że on tak się zachowuje jak jest pod wpływem promilii.
Czy on ją szanuje?
Według mnie absolutnie nie.
Czy ona może być pozbawiona szacunku przez niego, zeszmacona, zmaltretowana psychicznie, wyzbyta z godności, absolutnie nie.
On jej nie szanuje, a ona za co ma go szanować.
Za fochy, za awantury etc.
Jakby moja  żona ta się zachowywała ( a jesteśmy po ślubie 38 lat a razem 44) to nas by dawno nie było.
Ale moja żona to mój przyjaciel, to moja kochanka, to matka mojego dziecka i ona chce dla mnie jak najlepiej.
Przyznam szczerze, że kiedyś zachowywałem się identycznie jak ten dupek.
Lecz pewnego dnia dotarło do mnie, że to ja jestem ten zły z obrażaniami, z fochami i czasem z krzykiem.
Zmieniłem się, no może cały czas walczę z tym żeby się zminić i być dla niej dobry, żeby czuła w mojej osobie wsparcia, żeby czuła się bezpiecznie.
To jest teraz dla mnie priorytet i teraz jestem tego świadomy.
Dlatego wiem co autorka wątku czuje.
Ona jest w lepszej sytuacji bo ma tylko, zaznaczam tylko 20 lat i ma się szanować i nie tracić wlasnej wartości.
Ja jestem znacznie starszy i mnie byłoby trudno rozstać się z żoną, tym bardziej, że jest dla mnie wszystkim najlepszym co mnie spotkało w życiu.
Jeszcze raz zaznaczam, że powinna kopnąć go w doopę.
On takie numery będzie wywijał systematycze ( aż dorośnie )

15

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
Lexpar napisał/a:

Starlet to ja się Tobie dziwię.
Czy Ty nie doczytałaś, że on tak się zachowuje jak jest pod wpływem promilii.
Czy on ją szanuje?
Według mnie absolutnie nie.
Czy ona może być pozbawiona szacunku przez niego, zeszmacona, zmaltretowana psychicznie, wyzbyta z godności, absolutnie nie.
On jej nie szanuje, a ona za co ma go szanować.
Za fochy, za awantury etc.
Jakby moja  żona ta się zachowywała ( a jesteśmy po ślubie 38 lat a razem 44) to nas by dawno nie było.
Ale moja żona to mój przyjaciel, to moja kochanka, to matka mojego dziecka i ona chce dla mnie jak najlepiej.
Przyznam szczerze, że kiedyś zachowywałem się identycznie jak ten dupek.
Lecz pewnego dnia dotarło do mnie, że to ja jestem ten zły z obrażaniami, z fochami i czasem z krzykiem.
Zmieniłem się, no może cały czas walczę z tym żeby się zminić i być dla niej dobry, żeby czuła w mojej osobie wsparcia, żeby czuła się bezpiecznie.
To jest teraz dla mnie priorytet i teraz jestem tego świadomy.
Dlatego wiem co autorka wątku czuje.
Ona jest w lepszej sytuacji bo ma tylko, zaznaczam tylko 20 lat i ma się szanować i nie tracić wlasnej wartości.
Ja jestem znacznie starszy i mnie byłoby trudno rozstać się z żoną, tym bardziej, że jest dla mnie wszystkim najlepszym co mnie spotkało w życiu.
Jeszcze raz zaznaczam, że powinna kopnąć go w doopę.
On takie numery będzie wywijał systematycze ( aż dorośnie )

Lexpar - pozwolisz, że zapytam.
Dlaczego tak się zachowywałeś? Co było przyczyną?
Do dziś jest dla mnie niepojęte, że można krzywdzić najbliższą osobę i kompletnie nie liczyć się z prośbami, kiedy ktoś mówi: nie rób mi tak, bo mnie to boli i krzywdzi.
Przestałam się już nad tym zastanawiać i rozkminiać, uznałam, że po prostu tacy ludzie już są i się nie zmienią, ale wpadłeś tu i postanowiła zapytać.

I zgodzę się z tym, że brak szacunku rodzi brak szacunku.
Przy złej osobie może wyjść z ciebie ta druga, zła strona. Tak było ze mną.
Długo nie mogłam się z tym pogodzić. Wybaczyć sobie.

16

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
starlet007 napisał/a:
ankaa09 napisał/a:

Wszystko zaczęło się od tego, że wyszliśmy ze znajomymi i po którymś wypitym już piwie na boku, dyskretnie zwróciłam swojemu chłopakowi uwagę, ze zaczyna się już trochę głupio zachowywać.

Bo od jakiegos czasu on się uodpornił mógł się nie odzywać kilka dni, a ja wariowałam i dla świetego spokoju najpierw przyznawałam mu racje, byleby tylko się pogodzić i dopiero potem mu tłumaczylam i on niby rozumiał swoje błędy. I tym razem też zaczęłam mu tłumaczyć, żeby zrozumiał, ze oboje popełniamy błędy. Że on też czasami robi źle i żeby nie denerwował się na tyle czasu, bo to nie jest tego warte. On się po tym znowu wkurzył. Powiedział, że nic nie zrozumiałam i on ma mnie dosyć i on wraca do domu. Że nie chce być ze mną, że miałam z nim tak super i że dostanę teraz lekcje życia. Że trzeba było doceniać to, co miałam. Że jestem toksyczna. Ale przecież kurczę, zwróciłam mu tylko uwagę, że sie głupio zachowuje...

On zawsze obwinia mnie, a nigdy samego siebie. Wmówił sobie, że jest ideałem.

Tłumaczyłam mu, namawiałam. Dawno nie było czegos takiego, że to on sam doszedł do wniosku, ze zrobił coś źle i sam zacząl rozmowę. Ja zawsze pierwsza wymiękałam. Dodam, ze on naprawde jest bardzo nerwowy i potrzebuję coraz więcej czasu, zeby się uspokoic. I nie wiem, ile sam potrzebowałby tego czasu, żeby przemyśleć swoje zachowanie.

On naprawdę wydawał sie być szcześliwy. zapewniał, że mnie kocha. Widać było, ze chce ze mną spedzać czas.
Strasznie mi szkoda tego zwiazku, bo moim zdaniem naprawde nie bylo aż tak źle, zeby to konczyc. I po nim też wcale nie bylo widać, ze jest jakiś nieszczesliwy. Bo to też już przerabiałam i jak mu coś nie pasowało, to dało rade to wyczuć.

Przykro mi, ale ja mam zupełnie inne zdanie w tej sprawie. Ostatnio naprawdę cięta jestem na kobiety, ale przeczytaj to proszę, i zastanów się, czy nie ma w tym choć odrobiny racji.
Piszesz, że jeśli jemu coś nie pasowało, dawało się to wyczuć
Ale nigdy nie powiedział tego wprost? A Ty wręcz przeciwnie - wytykalas mu wszystko, co Ci nie pasowało. Nie uważasz, że to nie fair? Co dawało Ci prawo, by go wychowywać, tresować, zwracać uwagę? Bo to nie jest zachowanie dziewczyny, tylko "mamuśki". Raczej mało pociągające.
On sobie nie wmówił, że jest ideałem. On jest po prostu sobą i takim chciał być przez Ciebie akceptowanym. A Ty na każdym kroku udowadnialas mu jego niedoskonałość. To typowe zachowanie kobiet, fakt, ale naprawdę niezdrowe. Bo partnera się albo bierze z dobrodziejstwem inwentarza, albo się odchodzi. Najgorzej, jeśli ogólnie jest w porządku, a tracisz go z powodu dupereli. Czepianie się jest naprawdę uciążliwe. Postaw się na jego miejscu i pomyśl, czy chciałabyś być tak sztorcowana,  traktowana jak małe dziecko.
Dawaliscie sobie sporo szans. On może Ci już nie zaufać.
Ale w kolejnym związku uważaj. Możesz znaleźć faceta,  który na każdą Twoja uwagę będzie reagował przeprosinami i obietnicą poprawy. Ciekawa jestem, czy będziesz go za to szanowała.

Wydaję mi się, że nie masz racji. On sobie wmówił, że jest ideałem. Bywały różne kłótnie. Czasami on tylko zawiniał, czasami tylko ja. A czasami zawinialiśmy oboje. I praktycznie nigdy on nie widział u siebie problemu. Czasami zdarzały mu się jakieś przebłyski, że uznał, że przesadził, ale raczej pod kątem tego, że ja mu tę sytuację tłumaczyłam i on po wysłuchaniu mnie uznał, ze faktycznie mam racje. Ale sytuacje tego typu, że on coś zrobił źle i później sam do tego doszedł bez mojej pomocy zdarzały się ostatnio naprawdę sporadycznie. Nie mówię, że nie ma w tym mojej winy. Bo ja przyzwyczaiłam go do tego, że to ja zaczynam rozmowy, że to ja mu tłumaczę itd.
To nie jest też tak, że ja mu wszystko wytykałam. Bo nie. Uważam, że naprawdę byłam bardzo tolerancyjna w stosunku do niego. Ale no też nie będę nie mówiła mu o zachowaniach, które moim zdaniem są nie w porzadku. Bo zawsze wychodziłam z założenia, że lepiej jest mówic sobie o tym co myślimy, zamiast dusić w sobie wszystko. Naprawdę uważam, że byłam bardzo cierpliwa i próbowałam z nim rozmawiać. Ale on po prostu nigdy nie chciał rozmawiać. Jak tylko zaczynałam rozmowę od razu się denerwował.
Kiedyś było inaczej. Jak coś zrobił źle to to widział i normalnie przepraszał. Sytuacja się zmieniła, kiedy on był coraz bardziej wytrwały w nierozmawianiu ze mna. Ja zaczęłam niestety wyciągać rękę pierwsza. Ale jak się pogodziliśmy to też mu tłumaczyłam. On niby rozumiał. Ale na pewno byłoby inaczej jeśli do wniosków doszedł by sam z siebie. Bez mojej pomocy.
Wiem, że wiele jest tutaj mojej winy. Bo wolałam iść moim zdaniem łatwiejszą drogą dla mnie i prowadzić do zgody praktycznie przy każdej kłótni. Niż czekać az on sobie przemyśli i się odezwie.
I naprawdę uważam,  ze to jak on sie zachowuje to nie jest taka normalna nerwowość. Bo on jakby nie rozgranicza rzeczy ważniejszych i mniej ważny. Jak już się zdenerwał to cokolwiek by się nie stało- on nie odzywał się dwa-trzy dni. Bez słowa wyjaśnienia. Jak pytałam sie o co chodziło. To w ogole się nie odzywał. Mimo, że mnóstwo razu tłumaczyłąm mu, żeby przynajmniej powiedzial, że jest zły i odezwie się jak ochłonie.
Dodam też, że nie było tak, ze on wobec mnie był jakoś bardzo tolerancyjny. Też jak mu coś nie pasowało to to mówił. Ja rozumiem, żebym ja mu urządzała jakieś awantury. Wytykała wszystko. Ale moim zdaniem ja nie przesadzałam. A nawet jeśli jemu naprawdę coś bardzo nie pasowało. To mógł mi to przecież powiedzieć. Zawsze go zachęcałam do rozmowy. Przecież ja mu w myślach nie czytam.

17 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-07-23 22:42:30)

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
ankaa09 napisał/a:

Wydaję mi się, że nie masz racji. On sobie wmówił, że jest ideałem. Bywały różne kłótnie. Czasami on tylko zawiniał, czasami tylko ja. A czasami zawinialiśmy oboje. I praktycznie nigdy on nie widział u siebie problemu. Czasami zdarzały mu się jakieś przebłyski, że uznał, że przesadził, ale raczej pod kątem tego, że ja mu tę sytuację tłumaczyłam i on po wysłuchaniu mnie uznał, ze faktycznie mam racje. Ale sytuacje tego typu, że on coś zrobił źle i później sam do tego doszedł bez mojej pomocy zdarzały się ostatnio naprawdę sporadycznie. Nie mówię, że nie ma w tym mojej winy. Bo ja przyzwyczaiłam go do tego, że to ja zaczynam rozmowy, że to ja mu tłumaczę itd.
To nie jest też tak, że ja mu wszystko wytykałam. Bo nie. Uważam, że naprawdę byłam bardzo tolerancyjna w stosunku do niego. Ale no też nie będę nie mówiła mu o zachowaniach, które moim zdaniem są nie w porzadku. Bo zawsze wychodziłam z założenia, że lepiej jest mówic sobie o tym co myślimy, zamiast dusić w sobie wszystko. Naprawdę uważam, że byłam bardzo cierpliwa i próbowałam z nim rozmawiać. Ale on po prostu nigdy nie chciał rozmawiać. Jak tylko zaczynałam rozmowę od razu się denerwował.
Kiedyś było inaczej. Jak coś zrobił źle to to widział i normalnie przepraszał. Sytuacja się zmieniła, kiedy on był coraz bardziej wytrwały w nierozmawianiu ze mna. Ja zaczęłam niestety wyciągać rękę pierwsza. Ale jak się pogodziliśmy to też mu tłumaczyłam. On niby rozumiał. Ale na pewno byłoby inaczej jeśli do wniosków doszedł by sam z siebie. Bez mojej pomocy.
Wiem, że wiele jest tutaj mojej winy. Bo wolałam iść moim zdaniem łatwiejszą drogą dla mnie i prowadzić do zgody praktycznie przy każdej kłótni. Niż czekać az on sobie przemyśli i się odezwie.
I naprawdę uważam,  ze to jak on sie zachowuje to nie jest taka normalna nerwowość. Bo on jakby nie rozgranicza rzeczy ważniejszych i mniej ważny. Jak już się zdenerwał to cokolwiek by się nie stało- on nie odzywał się dwa-trzy dni. Bez słowa wyjaśnienia. Jak pytałam sie o co chodziło. To w ogole się nie odzywał. Mimo, że mnóstwo razu tłumaczyłąm mu, żeby przynajmniej powiedzial, że jest zły i odezwie się jak ochłonie.
Dodam też, że nie było tak, ze on wobec mnie był jakoś bardzo tolerancyjny. Też jak mu coś nie pasowało to to mówił. Ja rozumiem, żebym ja mu urządzała jakieś awantury. Wytykała wszystko. Ale moim zdaniem ja nie przesadzałam. A nawet jeśli jemu naprawdę coś bardzo nie pasowało. To mógł mi to przecież powiedzieć. Zawsze go zachęcałam do rozmowy. Przecież ja mu w myślach nie czytam.

A to przepraszam, widać źle Cie zrozumiałam. Z pierwszego postu nie wyglądał on dla mnie jak zły człowiek, jego ogólny wizerunek przedstawiłas dość pozytywnie. I skoro wracałas tyle razy, chyba nie było okropnie. Te jego nerwy też jakoś tak kojarzyłam tylko z momentami, kiedy zwracałas mu uwagę. Nie każdy ma do siebie dystans, pozwalający łatwo znosić krytykę, zwłaszcza częstą.
Faktycznie życie, w którym dominują kłótnie i ciche dni nie należy do przyjemnych. Chyba decyzja, którą podjął za Was dwoje, była najlepszą. Powodzenia smile

18

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
starlet007 napisał/a:
ankaa09 napisał/a:

Wydaję mi się, że nie masz racji. On sobie wmówił, że jest ideałem. Bywały różne kłótnie. Czasami on tylko zawiniał, czasami tylko ja. A czasami zawinialiśmy oboje. I praktycznie nigdy on nie widział u siebie problemu. Czasami zdarzały mu się jakieś przebłyski, że uznał, że przesadził, ale raczej pod kątem tego, że ja mu tę sytuację tłumaczyłam i on po wysłuchaniu mnie uznał, ze faktycznie mam racje. Ale sytuacje tego typu, że on coś zrobił źle i później sam do tego doszedł bez mojej pomocy zdarzały się ostatnio naprawdę sporadycznie. Nie mówię, że nie ma w tym mojej winy. Bo ja przyzwyczaiłam go do tego, że to ja zaczynam rozmowy, że to ja mu tłumaczę itd.
To nie jest też tak, że ja mu wszystko wytykałam. Bo nie. Uważam, że naprawdę byłam bardzo tolerancyjna w stosunku do niego. Ale no też nie będę nie mówiła mu o zachowaniach, które moim zdaniem są nie w porzadku. Bo zawsze wychodziłam z założenia, że lepiej jest mówic sobie o tym co myślimy, zamiast dusić w sobie wszystko. Naprawdę uważam, że byłam bardzo cierpliwa i próbowałam z nim rozmawiać. Ale on po prostu nigdy nie chciał rozmawiać. Jak tylko zaczynałam rozmowę od razu się denerwował.
Kiedyś było inaczej. Jak coś zrobił źle to to widział i normalnie przepraszał. Sytuacja się zmieniła, kiedy on był coraz bardziej wytrwały w nierozmawianiu ze mna. Ja zaczęłam niestety wyciągać rękę pierwsza. Ale jak się pogodziliśmy to też mu tłumaczyłam. On niby rozumiał. Ale na pewno byłoby inaczej jeśli do wniosków doszedł by sam z siebie. Bez mojej pomocy.
Wiem, że wiele jest tutaj mojej winy. Bo wolałam iść moim zdaniem łatwiejszą drogą dla mnie i prowadzić do zgody praktycznie przy każdej kłótni. Niż czekać az on sobie przemyśli i się odezwie.
I naprawdę uważam,  ze to jak on sie zachowuje to nie jest taka normalna nerwowość. Bo on jakby nie rozgranicza rzeczy ważniejszych i mniej ważny. Jak już się zdenerwał to cokolwiek by się nie stało- on nie odzywał się dwa-trzy dni. Bez słowa wyjaśnienia. Jak pytałam sie o co chodziło. To w ogole się nie odzywał. Mimo, że mnóstwo razu tłumaczyłąm mu, żeby przynajmniej powiedzial, że jest zły i odezwie się jak ochłonie.
Dodam też, że nie było tak, ze on wobec mnie był jakoś bardzo tolerancyjny. Też jak mu coś nie pasowało to to mówił. Ja rozumiem, żebym ja mu urządzała jakieś awantury. Wytykała wszystko. Ale moim zdaniem ja nie przesadzałam. A nawet jeśli jemu naprawdę coś bardzo nie pasowało. To mógł mi to przecież powiedzieć. Zawsze go zachęcałam do rozmowy. Przecież ja mu w myślach nie czytam.

A to przepraszam, widać źle Cie zrozumiałam. Z pierwszego postu nie wyglądał on dla mnie jak zły człowiek, jego ogólny wizerunek przedstawiłas dość pozytywnie. I skoro wracałas tyle razy, chyba nie było okropnie. Te jego nerwy też jakoś tak kojarzyłam tylko z momentami, kiedy zwracałas mu uwagę. Nie każdy ma do siebie dystans, pozwalający łatwo znosić krytykę, zwłaszcza częstą.
Faktycznie życie, w którym dominują kłótnie i ciche dni nie należy do przyjemnych. Chyba decyzja, którą podjął za Was dwoje, była najlepszą. Powodzenia smile

Bo widzisz, to jest bardzo skomplikowane sad On złym człowiekiem nie jest. I było mi z nim naprawdę okej (wykluczając momenty jego złości). Po prostu było tak, że raz bywało bardzo dobrze, a raz bardzo źle... Poza jego nerwami wszystko byłoby idealnie. I dlatego tak wracałam, bo myślałam, że się opamięta, a tych dobrych momentów było na tyle dużo, że dawały mi one jakąś siłę. Tyle, że te nerwy przychodziły w różnych sytuacjach. Raz bo zwracam uwagę (i to raczej w takich sytuacjach, ze to nic złego tę uwagę zwrócić), a raz pojawiały się, bo np musiał sprzątać mieszkanie, co mu się nie podobało i złość przelewał na mnie. Kocham go bardzo i ciągle przychodzą mi do głowy dobre wspomnienia. Ale racjonalnie myśląc to on z czasem coraz mniej panował nad złością, coraz mniej złych zachowań widział u siebie. Po prostu wybuchał w przeróżnych momentach, że ja naprawdę nie wiedziałam już, kiedy on się może zdenerwować, a kiedy nie. A kiedy próbowałam mu tłumaczyć, że oboje popełniamy błędy, że nikt nie jest idealny, to też się wkurzał.
On bardzo źle przyjmował krytykę, ale są sytuacje, kiedy naprawde uzasadnione jest powiedzieć komuś, że coś zrobił źle.
Poczytałam troche i jego zachowania pasują mi bardzo do zaburzeń typu borderline.
To jest ogólem naprawdę dobry chłopak, tylko nad sobą zupełnie nie panuje . I dlatego jest mi tak bardzo tego związku szkoda i walczyłam tak bardzo. Może, zebym nie ustepowała mu, nie wyciagała ręki na zgodę, to byłoby inaczej.
Teraz widzę, że to zaszło już chyba za daleko. Że on stał się toksyczny, chyba, że są to właśnie te zaburzenia. Ale nic tu już chyba nie pomoże.
Od rozstania minął dokładnie tydzień. Nie odezwał się ani słowem. Do tej pory najdłużej nie gadaliśmy cztery dni. Więc pewnie jemu już po prostu nie zależało, bo inaczej odezwałby się jakkolwiek, choćby z pretensjami hmm

19

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Myślę, że gdyby mu nie zależało, nie wracałby tyle razy. Może te okresy nieodzywania się to jego sposób na wyciszenie i nie wyładowywanie na Tobie zdenerwowania. A wyciąganie ręki na zgodę absolutnie nie jest upokarzajace. Zawsze robi to osoba mądrzejsza, ta, której bardziej zależy. Choć odpuszczenie sobie tego związku , przynajmniej na razie, może będzie dla Was lepsze.
Dla mnie nerwus, który nie rzuca się z łapami i nie wyzywa, nie jest człowiekiem dysfunkcyjnym. Nie popieram chodzenia wokół kogoś takiego na paluszkach i nie draznienia go, ale obserwuję młode kobiety i widzę, że wiele ma tendencję do "naprawiania swoich facetów ". Ty piszesz, że nie widzisz nic złego w powiedzeniu mu, co zrobił źle,  ja uważam, że w wielu sytuacjach to mogło być niepotrzebne. Wtedy ze znajomymi na przykład. Człowiek podpity czasem zachowuje się głupio, ale na własny użytek, jeśli ktoś ma się wstydzić, to on, nie Ty. Chyba znajomi nie byli tak urazeni. Dla mnie to już typowe zachowanie zrzędzacej "mamuśki". Takie zwracanie uwagi,  przechodzące w częste czepianie się, jest męczące. Zwłaszcza jeśli dotyczy błahych spraw i wydumanych win. Jesteście młodzi, powinniście do życia podchodzić na luzie, nie spinac się pierdołami.
Nie znam sytuacji, Was, pewnie masz dużo racji. Ale ideałów nie ma, a jeśli są, to też mają problemy, bo są nudni i nikt ich nie chce :-)  jeśli ogólny wizerunek jest pozytywny, szkoda człowieka skreślić. Choć jeśli akurat te nerwy bardzo Ci przeszkadzają,  nie warto się też męczyć. On może znajdzie kogoś, kto nie będzie się tym przejmował, Ty faceta, który będzie spokojny i kulturalny. W tym wieku warto jeszcze próbować,  co jest najlepsze, a czego by się  nie chciało.
Na tym forum dość często wyolbrzymia się winy, nadużywa się słów "przemoc", "toksycznosc ". Feruje się wyroki bardzo nieobiektywne i surowe, nie znając nawet "bohaterów ". Często namawia się do zerwania,  czekania na "księcia ". To szkodliwa  utopia, moim zdaniem.  Ale poczytaj, to dobrze robi na świadomość potrzeb i poznanie, ocenę różnych charakterów. Pesymista wszędzie dojrzy zło,.optymista nawet w drobiazgach zobaczy dobro, a najlepiej wyrobić sobie własne zdanie i się go trzymać.
Pzdr smile

20

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

""W tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz"  ( ?° ?? ?°).
Z Twojej wiadomości nasuwa się tylko jeden wniosek. Twój "facet"(dzieciak) nie widzi niczego innego poza czubkiem swojego nosa. Nie napiszę niczego innego,bo pierwsze 3 odpowiedzi w zupełności wystarczą do tego co powinnaś zrobić. Tak naprawdę powinnaś pokochać siebie(nie mam tu na myśli podejścia egoistycznego itd) i zacząć się szanować. Po co Ci facet,który wiecznie ma jakiś problem. A jeżeli jest nerwowy to niech wybierze się do psychologa,bo nerwica jest chorobą,która powinno się leczyć.
Lepiej daj sobie z nim spokój,zacznij żyć swoim życiem,a zrozumiesz,że związek z "dzieciakiem" nie był wart Twoich nerwów i czasu.

21 Ostatnio edytowany przez madoja (2015-07-24 11:53:48)

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Ja niestety wezmę stronę Twojego faceta, dlatego że bardzo przypominacie znajomą parę.

Ona mu non stop przypominała ile wypił, niby też dyskretnie, na boku, ale to oczywiste dla wszystkich. Robiła mu wciąż pogadanki o tym jaki jest zły, jakie błędy zrobił. Całe towarzystwo było naprawdę zniesmaczone jej zachowaniem, choć ona oficjalnie zachowywała się w porządku - dla wszystkich  miła, grzeczna, a jemu zwracała uwagę niby dyskretnie.

Gdy pytał innych o zdanie, doradzali mu żeby ją zostawił, bo nie może być tak, że kobieta w związku zachowuje się jak wychowawczyni czy jak matka, że wciąż poucza, kontroluje i dyryguje. Sam też miał tego dość. Zostawiał ją kilkukrotnie, zawsze wracali do siebie. Aż raz zostawił ją na dobre, nie są ze sobą już od dawna. I mówi to samo co Twój facet - że ona musi dostać lekcję, bo inaczej będzie jej się wydawało że może dyrygować facetami. Nie planuje już powrotu do niej.
Ona przez długi czas, karmiona radami swoich przyjaciółek że robi dobrze, nie widziała w swoim zachowaniu nic złego. Teraz ona płacze i prosi go by wrócił.

Z Twoich opisów wynika że zachowujesz się identycznie - jak jego mamusia. Dla mnie to nie  do pomyślenia bym zwracała uwagę facetowi ile może wypić, albo po wzięciu winy na siebie jednak robiła mu pogadanki, że to jego wina. Przecież z taką kobietą można zwariować.
Przemyśl to co napisałam, nie trzymaj się uparcie wszystkich rad które Cię głaszczą po głowie i mówią że nie masz winy, bo skończysz jak moja koleżanka.

22

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

nie, ratuj tylko siebie. Twój były zachowywał sie toksycznie. Nie zmieni sie jak nie zacznie sie leczyc.

23

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
madoja napisał/a:

Ja niestety wezmę stronę Twojego faceta, dlatego że bardzo przypominacie znajomą parę.

Ona mu non stop przypominała ile wypił, niby też dyskretnie, na boku, ale to oczywiste dla wszystkich. Robiła mu wciąż pogadanki o tym jaki jest zły, jakie błędy zrobił. Całe towarzystwo było naprawdę zniesmaczone jej zachowaniem, choć ona oficjalnie zachowywała się w porządku - dla wszystkich  miła, grzeczna, a jemu zwracała uwagę niby dyskretnie.

Gdy pytał innych o zdanie, doradzali mu żeby ją zostawił, bo nie może być tak, że kobieta w związku zachowuje się jak wychowawczyni czy jak matka, że wciąż poucza, kontroluje i dyryguje. Sam też miał tego dość. Zostawiał ją kilkukrotnie, zawsze wracali do siebie. Aż raz zostawił ją na dobre, nie są ze sobą już od dawna. I mówi to samo co Twój facet - że ona musi dostać lekcję, bo inaczej będzie jej się wydawało że może dyrygować facetami. Nie planuje już powrotu do niej.
Ona przez długi czas, karmiona radami swoich przyjaciółek że robi dobrze, nie widziała w swoim zachowaniu nic złego. Teraz ona płacze i prosi go by wrócił.

Z Twoich opisów wynika że zachowujesz się identycznie - jak jego mamusia. Dla mnie to nie  do pomyślenia bym zwracała uwagę facetowi ile może wypić, albo po wzięciu winy na siebie jednak robiła mu pogadanki, że to jego wina. Przecież z taką kobietą można zwariować.
Przemyśl to co napisałam, nie trzymaj się uparcie wszystkich rad które Cię głaszczą po głowie i mówią że nie masz winy, bo skończysz jak moja koleżanka.

To już teraz znowu mam mętlik w głowie...  On mi też nie raz mówił, żebym nie przesadziła z alkoholem jak np. wychodziłam na imprezę z koleżankami czy coś. Mimo, że naprawdę pije z umiarem, jeśli już pojawi się okazja. To nie jest tak, ze ja na każdym kroku zwracałam mu uwagę i mu matkowałam. Po prostu już sama nie wiem. Sytuacja była taka, że byliśmy głównie wśród moich znajomych, których oczywiście on znał. W towarzystwie tym był tylko jeden kolega który był bardziej jego niż mój. mój chłopak zaczął się głupio zachowywać, tak, że czułam się niezręcznie. To powinnam to była zignorować? I zupełnie nie zwracać uwagi? Naprawdę zwróciłam mu uwagę bardzo dyskretnie. Bo nikt nie wiedział, czemu on tak się zdenerwował. Naprawdę nie wydaje mi się, żebym ja go jakoś kontrolowała. Myślę, że akurat pod tym względem traktowaliśmy siebie tak samo. Jak z nim rozmawiałam, to pytałam się, czy w jakiś innych sytuacjach zwracałam mu uwagę, to wymienił tylko tę, którą tutaj opisałam. O niczym innym nie wspomniał. I na podstawie tej jednej sytuacji zaczął wysnuwać wnioski, że jestem nienormalna i toksyczna. (Oczywiście nie na spokojnie, a w wielkim zdenerwowaniu). Ja rozumiem, żebym ja to robiła regularnie. Ale tak nie było. Ja rozumiem, że mogło mu to nie popasować. Ale mógł mi o tym powiedzieć, żebym na przyszłość tak nie robiła.

24

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Dziewczyno, nawet na forum dajesz się zmanipulować i tracisz zdrowy osąd sytuacji. Dobrze wiesz, że ten facet ma nierówno pod sufitem, nie można nigdy przewidzieć jak się zachowa, a jego reakcje są nieadekwatne do sytuacji.

W zdrowej, normalnej relacji nie ma poczucia ciągłego skołowania, zadręczania się myślami, zastanawiania się non stop co tu zrobić, aby go nie zdenerwować. Taką przemoc psychiczną (manipulacja, częste zerwania, stawanie "murem" i brak odpowiedzi, obarczanie winą partnera za nieadekwatne wybuchy złości i agresji - tzw. "bo ty mnie sprowokowałaś) trudno jest z boku zauważyć, a co dopiero zdemaskować. To są mężczyźni o dwóch twarzach: jedna jest publiczna, bo cwaniaki wiedzą, że muszą jakoś w społeczeństwie funkcjonować i tam swoje ego pompować, więc wiedzą jak się prezentować, a druga to ta prywatna: tam mogą sobie odpuścić, zrzucić maskę i pokazać prawdziwą twarz. Najczęściej dzieje się tak, bo wiążą się z osobami, które są podatne na tego typu emocjonalne wykorzystywanie i poniewieranie.

Zauważ też, że to ty się męczysz, jesteś nieszczęśliwa i nie rozumiesz dlaczego on tak się zachowuje.

To nie ty szukasz dziury w całym, obrażasz się z byle powodu, rzucasz go, jesteś chwiejna z natury. On nie musi z tobą rozmawiać i prosić cię abyś inaczej się zachowywała, to ty zawsze go o to prosiłaś.

Nie jesteś już zmęczona tym wszystkim?

Toksyczny facet na maxa. Border.

25

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
lifrinat napisał/a:

Dziewczyno, nawet na forum dajesz się zmanipulować i tracisz zdrowy osąd sytuacji. Dobrze wiesz, że ten facet ma nierówno pod sufitem, nie można nigdy przewidzieć jak się zachowa, a jego reakcje są nieadekwatne do sytuacji.

W zdrowej, normalnej relacji nie ma poczucia ciągłego skołowania, zadręczania się myślami, zastanawiania się non stop co tu zrobić, aby go nie zdenerwować. Taką przemoc psychiczną (manipulacja, częste zerwania, stawanie "murem" i brak odpowiedzi, obarczanie winą partnera za nieadekwatne wybuchy złości i agresji - tzw. "bo ty mnie sprowokowałaś) trudno jest z boku zauważyć, a co dopiero zdemaskować. To są mężczyźni o dwóch twarzach: jedna jest publiczna, bo cwaniaki wiedzą, że muszą jakoś w społeczeństwie funkcjonować i tam swoje ego pompować, więc wiedzą jak się prezentować, a druga to ta prywatna: tam mogą sobie odpuścić, zrzucić maskę i pokazać prawdziwą twarz. Najczęściej dzieje się tak, bo wiążą się z osobami, które są podatne na tego typu emocjonalne wykorzystywanie i poniewieranie.

Zauważ też, że to ty się męczysz, jesteś nieszczęśliwa i nie rozumiesz dlaczego on tak się zachowuje.

To nie ty szukasz dziury w całym, obrażasz się z byle powodu, rzucasz go, jesteś chwiejna z natury. On nie musi z tobą rozmawiać i prosić cię abyś inaczej się zachowywała, to ty zawsze go o to prosiłaś.

Nie jesteś już zmęczona tym wszystkim?

Toksyczny facet na maxa. Border.

Bo już sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Jesteśmy razem dwa lata. A on tak zachowuje sie mniej więcej od roku. Przedtem wszystko było dobrze. On potrafił wyciągać wnioski ze swojego zachowania. Wiedział, kiedy zrobił coś źle. A teraz wygląda to tak że jest długi okres, że wszystko jest pięknie, on się bardzo stara. I nagle bum- z dnia na dzień zaczyna traktować mnie jak największego wroga. Zazwyczaj po rozmowie z nim on się uspokajał i przyznawał racje, ze przesadził, że źle się zachował. Tylko tę rozmowę zawsze inicjowałam ja. Czasami zdarzały mu się przebłyski, ze mineła godzina od jego wybuchu i on faktycznie szczerze przepraszał i było mu głupio.
Po prostu ciągle się waham, bo było naprawde bardzo dużo momentów naprawdę dobrych, gdzie czułam się szczęśliwa.

Uważasz, że on już całkowicie to sobie odpuścił? Nie ma już szansy na to, że on pod wpływem czasu zauważy, ze jednak przesadzał z tą nadmierną złością i fochami?

To mnie strasznie boli, bo byłam przekonana, że mu zależy. Że czuje się przy mnie szczęśliwy. Zawsze te rozstania były tylko jakby kumulacją złości. Zawsze do siebie wracaliśmy (ja pierwsza zaczynałam rozmowę), a teraz ja się nie odzywam i on też nie.
I nie wiem, czy on był ze mną z jakiegoś przyzwyczajenia itp. Bo chyba nie ma możliwości, że odkochał się z dnia na dzień? Że kilka dni przed rozstaniem był super szczęśliwy, a po jednej kłótni jestem chyba jego wrogiem nr 1...

26

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
ankaa09 napisał/a:

Bo już sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć. Jesteśmy razem dwa lata. A on tak zachowuje sie mniej więcej od roku. Przedtem wszystko było dobrze. On potrafił wyciągać wnioski ze swojego zachowania. Wiedział, kiedy zrobił coś źle. A teraz wygląda to tak że jest długi okres, że wszystko jest pięknie, on się bardzo stara. I nagle bum- z dnia na dzień zaczyna traktować mnie jak największego wroga. Zazwyczaj po rozmowie z nim on się uspokajał i przyznawał racje, ze przesadził, że źle się zachował. Tylko tę rozmowę zawsze inicjowałam ja. Czasami zdarzały mu się przebłyski, ze mineła godzina od jego wybuchu i on faktycznie szczerze przepraszał i było mu głupio.
Po prostu ciągle się waham, bo było naprawde bardzo dużo momentów naprawdę dobrych, gdzie czułam się szczęśliwa.

Uważasz, że on już całkowicie to sobie odpuścił? Nie ma już szansy na to, że on pod wpływem czasu zauważy, ze jednak przesadzał z tą nadmierną złością i fochami?

To mnie strasznie boli, bo byłam przekonana, że mu zależy. Że czuje się przy mnie szczęśliwy. Zawsze te rozstania były tylko jakby kumulacją złości. Zawsze do siebie wracaliśmy (ja pierwsza zaczynałam rozmowę), a teraz ja się nie odzywam i on też nie.
I nie wiem, czy on był ze mną z jakiegoś przyzwyczajenia itp. Bo chyba nie ma możliwości, że odkochał się z dnia na dzień? Że kilka dni przed rozstaniem był super szczęśliwy, a po jednej kłótni jestem chyba jego wrogiem nr 1...

Jeszcze nie rozumiesz cyklu działania takiej osoby.

Kocha i nienawidzi.
Przyciąga i odpycha.
Traktuje wspaniale i czujesz się kochana, po czym w jednej minucie stajesz się wrogiem nr 1.
Kaja się, a za chwilę znowu wybucha.
Przeprasza, a za chwilę mówi, żebyś wypieprzała.
Na początku jeszcze pokazuje, że niby rozumie i okazuje skruchę, mijają miesiące i już tego nie ma. Coraz częściej przestaje w ogóle się odzywać, nie odpowiada na twoje zapytania. Na coraz więcej sobie pozwala.

Przypomina ci to coś? smile.

Co byś poradziła swojej siostrze, gdyby była z takim typkiem i on w taki sposób by ją traktował? smile. Też byłabyś taka skołowana? Też tak trudno byłoby ci ocenić co jest grane? Wyłącz na chwilę emocję, a się przestraszysz jak to z boku wygląda (oczywiście dla tych co na kilometr rozpoznają toksyków).

27

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Poczytaj na necie o czymś takim jak "toksyczne tango"- mi to dużo dało. Zrozumiesz pewne zachowania i Twoje i jego:)

28

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Nie mówię że cały czas matkowałaś. Ale próbowałaś ulepszać go jako człowieka, kontrolować, mówiłaś co ma robić, kiedy ma przestać pić, albo prowadziłaś pogadanki o tym co złego zrobił.
Nie jesteś jego wychowawczynią. Albo go akceptujesz jakim jest, albo z nim nie jesteś.

Widze że wszyscy tu trzymają Twoją stronę. Jeśli chcesz, słuchaj ich i dalej bądź przekonana, że nic złego nie robiłaś. Jak już chcesz, to nie moja sprawa. Ja Ci tylko opisałam identyczną historię moich znajomych. Dodam, że każdy facet będzie miał w końcu dość takich zachowań. A z Twoich cytatów tego co on mówił wynika, że myśli dokładnie tak samo jak mój kolega. Skoro piszesz, że on mówi, że jesteś nienormalna i ma dość życia na uwięzi, to widocznie sytuacja że go ulepszałaś i krytykowałaś zdarzała się często.

29

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Madoja uważasz, że agresywne zachowanie po alkoholu jest dopuszczalne i nie powinno spotkać się z uwagą najbliższej osoby? Jak Cię przyjaciel upomni (nie raz moim się to zdarza) to jest OK ale jak dziewczyna zwróci uwagę facetowi to jest jego wychowawczynią?;/ 90% moich znajomych jest sparowanych i w prawie każdym przypadku dziewczyna w końcu stopuje swojego partnera w alkoholu i jakoś żadna z tych par się z tego powodu nie rozstała. Chyba, że ktoś szuka powodu żeby się rozstać to wtedy nawet takie coś może się nadać. Mało tego ona nie może mu napomknąć, że przesadza, ale on może zrobić cyrk i pójść za przeproszeniem w pizdu i ją zostawić? Gdzie tu sens gdzie tu logika.

30 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-07-24 20:25:24)

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Madoja niestety niesprawiedliwie potraktowała autorkę, bo coś tam się jej przypomniało, że koleżanka z kolegą w związku mieli.. i bum cyk, po pobieżnym poczytaniu wpisów autorki wydała opinię na jej temat.

Myślę, że matkowanie często się zdarza, ale tu w ogóle nie nie ma o tym mowy.

Ciekawe co by Madoja poradziła swojej córce, gdyby jej facet ją tak traktował: ciiiii kochana, nie matkuj mu, nie mów nic, nie komentuj, nie narzucaj się, musisz się na wszystko zgadzać, przymknij oko, daruj sobie, pewnie sobie wymyślasz, nie czepiaj się itp.... Madoja, może tak jeszcze raz lektura wątku? smile.

31

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Spotkałam go dzisiaj na ulicy. Powiedział, ze on zamknął ten rozdział w życiu i nie będzie na ten temat rozmawiać, gdyż dla nie jego jest to za szybko. Oczywiście nie widział w sobie nawet najmniejszego błędu. Jego zdaniem to, że nasz związek się rozpadł to moja wina.
Powiedział, że on teraz nie szuka dziewczyny. Że chce być sam.

Nie wiem, wydaje mi się, że on ma jakiś problem ze sobą i z realnym ocenieniem rzeczywistości .

Wydawał się być zupełnie nieprzejęty tą sytuacją. Jakby w ogóle nie miał uczuć w sobie. Bo jednak moim zdaniem ciężko jest wyrzucić nagle wyrzucić kogoś z życia, kiedy było się z nim ogólnie szczęśliwym. Bo na pewno nie udawał zadowolenia- to nie ten typ człowieka.

Widzę, że to już naprawdę koniec. Dzisiaj to podsumował. I rozumiem, że i tak nie miałoby to sensu, jeśli on w ogóle nie pojmuje, że mógł coś zrobić nie tak.

Nie wiem tylko na co się przygotowywać. Bo jesteśmy w jednej grupie dziekańskiej na uczelni. I nie ukrywam stresuje mnie, to jak to będzie dalej.

Czy uważacie, że on po jakimś okresie będzie chcial wrócić? Nawiązać jakiś kontakt? Czy wręcz przeciwnie- będzie mnie totalnie ignorował?

Jak tacy ludzie zachowują się po rozstaniach?

Chciałabym wiedzieć, czego się mniej więcej spodziewać, zeby w razie czego nie zaskoczyć sie jeszcze bardziej niż w ostatnim czasie...

32

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Według mnie będzie się świetnie bawił, udowadniał Ci że jest mu super, że jest szczęśliwy, a do tego będzie Cię ignorował-aż do pewnego dnia kiedy Tobie zacznie przechodzić. Wtedy przyjdzie z podkulonym ogonem. Znam to przerabiałam:)

33

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Na dzień dzisiejszy - wyluzuj i daj na wstrzymanie

34

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Witam jestem w podobnej sytuacji .Mieszkam z chłopakiem ponad 3 lata mieliśmy wspólne plany na życie spędzaliśmy czas razem wszystko było ok do póki nie sprawdziłam jego tel wtedy odkryłam pełno wiadomosci do innych kobiet zapraszał ich na spacer drinka same flirty .I teraz nie wiem co o tym myślec spskowalam kilka swoich rzeczy i sie wyprowadziłam powiedziałam mu ze ma do mnie nie pisac i nie wchodzić mi w drogę .Jadnak mija 2 tydzień i ja nadal tesknie chce do niego napisac pierwsza ale nie wiem czy to jest jakiś sens zeby sie płaszczyć przed nim .Wiem ze wszyscy piszecie zostaw zapomnij ale tak sie nie da .Co mam zrobic chce ten związek ratować

35

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?
Marcelinka 26 napisał/a:

Witam jestem w podobnej sytuacji .Mieszkam z chłopakiem ponad 3 lata mieliśmy wspólne plany na życie spędzaliśmy czas razem wszystko było ok do póki nie sprawdziłam jego tel wtedy odkryłam pełno wiadomosci do innych kobiet zapraszał ich na spacer drinka same flirty .I teraz nie wiem co o tym myślec spskowalam kilka swoich rzeczy i sie wyprowadziłam powiedziałam mu ze ma do mnie nie pisac i nie wchodzić mi w drogę .Jadnak mija 2 tydzień i ja nadal tesknie chce do niego napisac pierwsza ale nie wiem czy to jest jakiś sens zeby sie płaszczyć przed nim .Wiem ze wszyscy piszecie zostaw zapomnij ale tak sie nie da .Co mam zrobic chce ten związek ratować


Naprawdę chcesz ten związek ratować?Wiadomo kochasz,ciężko będzie zapomnieć szczególnie po 3 latach,ale pomyśl dałabyś radę o tym zapomnieć?nie miałabyś ciągłych wątpliwości czy czasami Cię nie zdradza,nie podrywa innych?Nie chodziłoby Ci to ciągle po głowie?Według mnie takie coś jest bez sensu po 20 latach okaże się,że facet robił sobie "skoki w bok",a Ty tak bardzo Go kochałaś,że to tolerowałaś.
Nie lepiej odejść?pokazać Mu,że zachował się jak świnia?teraz był flirt itp,a co będzie potem?
Jak dla mnie nie ma sensu do Niego wracać,zerwij z Nim kontakt i zacznij żyć od nowa.

36

Odp: Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Wiesz, ja bym mu powiedziała, że się cieszę że się rozstaliśmy, bo zrozumiałam, że nie chcę być dłużej ze świrem, ktory moim kosztem leczy swoje kompleksy i wyładowuje na mnie swoją złość. I że ja za jakiś czas znajdę normalnego faceta, z którym będę szczęśliwa, a on nie będzie szczęśliwy z nikim, bo do każdego nowego związku wniesie ten syf, który ma w głowie, w związku z czym będzie nieszczęśliwy z każdą, dopóki czegoś nie zmieni - w sobie.
I że kwalifikuje się na terapię.

Posty [ 36 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie z dnia na dzień- czy powinnam to ratować?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026