Naszła mnie taka myśl i spokoju nie daje. Czytam różne tematy na tym forum. Wątki o różnej tematyce, ale w tym przypadku chodzi mi o różnego rodzaju problemy w związkach.
Mam takie wrażenie, czytając o problemach ludzi tutaj, że czasy mamy jakieś takie dziwne, coby nie powiedzieć ciężkie dla wszelkiego typu relacji damsko męskich. I zastanawia mnie z czego to może wynikać.
Ale do rzeczy. Zastanawia mnie wasze zdanie na ten temat. Czy istnieje szansa znalezienia osoby, z którą będąc w związku można zminimalizować ryzyko jakichkolwiek problemów do absolutnego minimum?
Od dłuższego czasu zaczęła mnie zastanawiać pewna kwestia. Mianowicie, związek, który wymaga wkładania niewspółmiernego wysiłku, by ten w ogóle funkcjonował ma sens?
Często na forum tutaj można przeczytać różnorakie tematy typu "facet/kobieta stracił ochotę na seks" "facet/kobieta oddala się ode mnie" etc etc etc
Zastanawia mnie ile sensu ma staranie się o związek? Czy sam fakt, że trzeba zacząć walczyć o związek nie jest zaprzeczeniem idei miłości, która rzekomo jest bezwarunkowa i wszystko wybaczy, wszystko przetrwa?
Zatem by nie robić przydługim tekstem masła maślanego zapytam wprost co sądzicie.
Czy związek, w którym pojawia się moment, w którym musimy walczyć o tenże związek ma sens?
Zaczynam miewać takie nastawienie, że związek, w którym trzeba się starać nie ma dla mnie sensu. Coś na zasadzie "albo chcemy ze sobą być, albo nie chcemy", jeśli pojawia się taki moment w związku, że o coś trzeba walczyć to przestaje mieć to dla mnie sens.
Głównie dlatego, że z obserwacji i jakiegoś tam własnego doświadczenia mogę powiedzieć - rzadko kiedy ta walka kończy się "zwycięstwem", rzadko kiedy starania przynoszą oczekiwany rezultat. Najczęściej (choć nie zawsze zapewne) jak w związku pojawiają się wątpliwości, problemy, jakiś zgrzyt to najczęściej jest to już równia pochyła ku upadkowi związku. Nieważne jakbyśmy się starali, do ilu "superterapeutów" nie poszli, co byśmy na głowach i uszach nie stawali z ręką na sercu ile takich starań, walk o związek przynosi pozytywny efekt?
Czy to ma jakiś sens, skoro najczęściej starania idą w las, a związek i tak się rozpada? Wszak miłość, albo jest albo jej nie ma. Skoro wygasa, to jej nigdy nie było, a jeśli jest prawdziwa to nigdy nie powinny się w związku pojawić pewnego rodzaju dylematy, problemy.
Czy ktoś z was ma/miał podobne przemyślenia?
Zapraszam do dyskusji ![]()