Miło mi jest was poznać. Na początek dodam że mam 28 lat i należę do osób szukających stabilizacji. Moją księżniczkę poznałem w tym samym mieście co mieszkaliśmy. Rok ze sobą chodziliśmy i zamieszkaliśmy we Wrocławiu. Ona i ja studiowaliśmy na osobnych wydziałach, mijaliśmy i nie raz kłóciliśmy. Było super, ponieważ miałem pewność 100% - na to ze ta miłość jest najfajniejszą miłością jaką dotąd spotkałem. Nawet kolezanki zazdrościły jej tego związku. Lecz wszystko co piękne szybko się kończy. Przyszedł czas kiedy moja dziewczyna uwaliła studia. Mówiła mi ze spadła jej samoocena i wiara w siebie. Poźniej zemna niby zerwała, była oschła przez 3 miesiące. Po tych trzech miesiącach zaczeła odbudowywać moje zaufanie. Rozumiem ze każdy człowiek ma swoje wzloty i updaki. W końcu jesteśmy tylko ludźmi. Przyszedł czas kiedy chiałem się zaręczyć. Poprosiłem ją o rękę ale dostałem odmowę. Argumenty jakie usłyszałem to takie ze : - nie jest gotowa, nie ma pieniedzy, nie wyszalała się, nie wie co czuje, czy ja to ten jedyny. Po tych słowach odpuściłem i dałem jej czas do namysłu. Lecz w tym tygoniu zaczeły się imprezy jej strony. Spotkanie klasowe od 19 do 3 w nocy, wypad na babski wieczór od 20 do 6 rana, a juz planuje wypad na niedziele od 22 do 7 rana. Przyznam się ze nie umiem tańczyć to moja wada, lecz boli mnie to ze ona idzie sie bawić bezemnie, ze mnie tam niema. Boli to ze moze się smiać z kimś innym bardziej niż zemną. Te bóle powstały po tym jak dostałem odmowe. W końcu chciałem coś wiecej, mieć wspólne plany itp. Był taki moment ze chcialaby wrocić do tego kiedy nie mieszkalismy razem tylko sie spotykaliśmy. Tak jakby ją to przerosło. Wydaje mi się ze po 4 latach powinno coś sie szykować. Po naszej rozmowie obawach powiedziala mi ze w niedziele dostane odpowiedź czy jesteśmy razem czy nie. Gdyż powiedziałem jej - ze jezeli nie jest pewna uczuc do mnie to jak moze być zemna. A jezeli jest pewna to nie powinna sie bać okazywania miłości, bo wiecznie nie mozna tkwić w pewnym etapie. Uważam iż zwiazki nie powinny się cofać lecz iść do przodu, a jezeli ma sie cofnąć to lepiej to zakończyć nawet pokojowo.
Dodam jeszcze ze nikt nikogo nie zdradził. Ze jesteśmy szczerzy wobec siebie. Usłyszałem ze sie nie wyszalała, ze kiedys jej to minie i bedzie inaczej. Al nie mam co sie oszukiwac zycie idzie do przodu a ona ma obawy. Skoro 3 lata zemna mieszkala i z jednej strony nie chce mnie rzucać, płacze za mną to co ja mam zrobić ? Ja wiem ze większość z was powie mi ze to nie to, ze bedzie lepsza albo inna. Lecz chciałbym jej dać jedną ostateczną szansę, gdyż wierze w ludzi i w miłość.
Dziękuję za porade ![]()